Dodaj do ulubionych

~~~~ Legendy ~~~~~

29.04.26, 17:47
Legenda rodem z Zawieprzyc
Dawno temu, gdy na polskim tronie zasiadał zwycięski Jan III Sobieski, a echa wiktorii wiedeńskiej niosły się dumnie po całym kraju, w cieniu nadwieprzańskich lasów rozgrywał się dramat, o którym do dziś szepczą ruiny zamku w Zawieprzycach.
W owym czasie panem na tych włościach był Jan Nepomucen Granowski, kasztelan lubelski. Choć pod Wiedniem walczył mężnie i słał na tamten świat zastępy wrogów, w jego sercu zamiast rycerskich cnót rósł chwast pychy i okrucieństwa. Król, w dowód uznania, podarował mu dwa tysiące tureckich jeńców. Dla Granowskiego nie byli to jednak ludzie, lecz żywe złoto, które miało mu przynieść zysk z wykupu.
Wśród nieszczęśników pędzonych do Zawieprzyc znajdowała się para niezwykłej urody: Greczynka Teofania i jej narzeczony Laskaris. Nie byli oni wojownikami, lecz zakładnikami oddanymi Turkom przez Macedonię, więzionymi wbrew prawu boskiemu i ludzkiemu.
Zawieprzycki zamek rósł w górę, lecz każda jego cegła nasiąkała krwią i potem jeńców. Kasztelan okazał się panem bezlitosnym – katował poddanych, głodził ich i zmuszał do nadludzkiej pracy.
Pewnego dnia wzrok kasztelana spoczął na Teofanii. Jej uroda, świetlista niczym poranek nad Morzem Egejskim, rozpaliła w nim pożądliwy ogień. Chciał ją mieć za nałożnicę, lecz dumna Greczynka odrzuciła jego dary i zaloty. Wówczas w sercu magnata narodziła się wściekłość. Aby złamać opór dziewczyny, rozkazał na jej oczach biczować Laskarisa. Gdy i to nie pomogło, dzikość wzięła górę nad rozumem.
Pachołkowie powlekli kochanków do najgłębszych, wilgotnych lochów. Tam, w mroku podziemnej celi, zamurowano ich żywcem, zostawiając im jedynie bochenek chleba i wiadro wody, by agonia trwała dłużej.
Mijały lata. Do bram zamku zapukał pewnego dnia wędrowny malarz z Włoch, przedstawiający się jako Andrea di Pella. W rzeczywistości był to Heraklius, brat Teofanii, który po długich poszukiwaniach odnalazł ślad siostry.
Kasztelan, nie przeczuwając niczego, przyjął artystę na swój dwór. Pewnego wieczoru, rozochocony winem, z sadystyczną lubością opowiedział gościowi o tym, jak przed laty pozbył się hardej Greczynki i jej lubego. Heraklius, dławiąc w sobie ból i gniew, nie zdradził się ani słowem. Zamiast tego przyjął zlecenie ozdobienia nowej kaplicy pałacowej malowidłami, które miały głosić chwałę rodu Granowskich.
- Nikt nie może mi przeszkadzać, póki pędzel nie spocznie po raz ostatni — zastrzegł malarz.
Przez rok kaplica była zamknięta dla oczu postronnych. Dniem i nocą Heraklius nanosił na tynk swoją zemstę. Gdy wreszcie zaprosił kasztelana do środka, Granowski oniemiał. Pod kopułą nie było scen bitewnych ani aniołów. Widniała tam przerażająca wizja: podróż kasztelana do piekieł w czarnej karocy ciągnionej przez bestie o ludzkich twarzach. Postacie na fresku były tak żywe, że wydawało się, iż za chwilę wyjdą ze ścian.
Wtedy Heraklius wyjawił swoją prawdziwą tożsamość. Furia Granowskiego nie znała granic. Rozkazał marszałkowi Marcinowi Śliwce, by spotkał go ten sam los, co siostrę – malarz został zamurowany w lochach zamku.
Jednak krew niewinnych zaczęła wołać o pomstę. Od tamtej pory nad rodem Granowskich zawisło fatum, a zamek przestał być bezpieczną przystanią. Nocami po komnatach zaczęły błąkać się trzy cienie: Teofanii, Laskarisa i Herakliusa. Ich ciche jęki i szelest zwiewnych szat mroziły krew w żyłach mieszkańców.
źródło: polaneis.pl
#Zawieprzyce #Lubelskie #PolskaJestPiękna #ZwiedzamyLubelskie #ZamekZawieprzyce #TurystykaPolska #LegendyLubelskie #PodróżeMałeIDuże
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka