Sejm tonie w długach

04.08.06, 21:20
Sejm tonie w długach

Parlamentarzystów zżerają długi - pisze "Metro". Co czwarty pożycza z
sejmowego funduszu socjalnego. Najwięcej biorą członkowie Samoobrony.
Zadłużenie polskich posłów wynosi prawie 40 mln zł. Połowa z nich ma
pozaciągane kilkusettysięczne kredyty w bankach. Co czwarty nie radzi sobie
ze spłatą zobowiązań, więc wielu po ratunek pędzi do sejmowego funduszu
socjalnego. Z niego każdy poseł może dostać do 20 tys. zł pomocy. I to na
niezłych warunkach.

Pożyczka oprocentowana jest tylko na 4% i mamy aż dwa lata na spłacenie
długu - przyznaje poseł PiS Tadeusz Cymański, który właśnie wziął 15 tys. zł
z funduszu na nowe beżowe kafelki do kuchni i zmywarkę. To prezent dla żony.
Bez tej pożyczki nie byłoby mnie na to stać - tłumaczy.
Korzystne warunki pożyczek i straszliwe zadłużenie spowodowało, że po
poselską socjalną kasę rękę wyciągnęło 129 posłów. Pożyczyli w sumie ponad 2
mln zł - czytamy w gazecie. Rekordziści to członkowie Samoobrony. Spośród 55
posłów socjalną pomoc wzięło aż 26. Dzięki socjalnej kasie Renata Beger,
która od kilku lat zmierza się z ponadpółmilionowym długiem, mogła
wyremontować dom. Z poselskiego funduszu pożyczyła 20 tys. zł.

Skoro jest taka pomoc, to dlaczego miałabym z niej nie skorzystać? Wszystko
jest dla ludzi - przekonuje posłanka Samoobrony.

Danuta Hojarska, zadłużona w bankach na 219 tys. zł, wzięła 15 tys. na zakup
nowego pieca. Muszę mieć ciepło w zimie, a stary już nie grzał tak dobrze.
Chcę jeszcze ocieplić dom, ale nie wiem, czy mi starczy - mówi dziennikowi
Hojarska.

Zbigniew Łyżwiński (winny bankom 510 tys. zł) też wziął pożyczkę, bo mu po
prostu "zabrakło". Potrzebowałem kasy na bieżące sprawy, a przecież muszę
aktywnie działać w Sejmie - przekonuje.

Ale brak pieniędzy to nie wyłączny problem ludzi z Samoobrony. Czesławowi
Fiedorowiczowi z PO kapało na głowę, więc z sejmowej kasy za 15 tys. zł
wyremontował dach. Natomiast Katarzyna Piekarska z SLD postanowiła pomalować
na nowo ściany, pożyczyła na to 15 tys. zł. Anna Sobecka, jeszcze do niedawna
posłanka LPR, za 15 tys. zł powiększyła sobie mieszkanie - wylicza "Metro".


***
Darmozjady szaleją! I gdzie to tanie państwo PiSu? Chyba tylko w snach.
    • Gość: Adam Re: Sejm tonie w długach IP: *.gdynia.mm.pl 04.08.06, 21:45
      Kiedyś napisałem krótki tekst na temat naszych parlamentarzystów.
      Dotyczył Pani prof. Leny Kolarska-Bobińska, która jest a może już była
      prezesówką Instytutu Spraw Publicznych.
      Otóż Pani Profesor roztrząsała problem niskiej świadomości obywateli, gdyż
      niespełna tylko 41 procent Polaków deklarowało chęć wzięcia udziału w wyborach
      w 2005 roku.

      Oto mały cytat z moich wypocin:
      "Analizę zjawiska przedstawiła dziennikarzom prof. Lena Kolarska-Bobińska,
      prezes Instytutu Spraw Publicznych.
      W tym miejscu stanowczo stwierdzam, że nadal mało wiem.
      Bo kto słyszał o Instytucie Spraw Publicznych.
      Mam z taka nazwą monotematyczne skojarzenia jako samiec.
      Otóż, według Pani Profesor, zaprawdę mądrej i rzeczowej osoby, jest kilka
      przyczyn zniechęcenia Polaków do udziału w wyborach.
      Wśród nich wyróżnia się zachowanie samych polityków, którzy przypominają sobie
      o wyborcach dopiero na miesiąc przed nimi, co nie uchodzi uwadze opinii
      publicznej.
      Ponadto - według znanej socjolog - w społeczeństwie jest coraz gorsza opinia o
      klasie politycznej jako takiej.

      Z tego miejsca mały komentarz.
      No cóż, Pani Profesor od spraw publicznych, trafiła Pani w dziesiątkę.
      Z tym przypominaniem.
      Bo moim skromnym zdaniem kampania wyborcza ma trwać przez 4 lata, przez
      kadencję ale nie jak Pani słusznie zauważyła.
      Co do opinii znanej socjolog, to również nic odkrywczego.
      Do czasu jak za polityka będą stały subwencje z państwowej kasy czyli naszej,
      utrzymanie biura poselskiego i całego tego bajzlu to ludzie nie zmienią opinii
      o klasie politycznej.
      Bo do polityki powinni iść ludzie przede wszystkim mający wykształcenie w tym
      kierunku i posiadający odpowiednie środki.
      Bo albo ciebie stać na to, by być politykiem albo nie.
      Z jednoczesnym zaznaczeniem, że wszelkie przejawy korupcji i lobbowania byłyby
      tępione z cała surowością. Ale czytamy dalej.

      Inną przyczyną takiego stanu rzeczy, jaką wymienia prof. Kolarska-Bobińska,
      jest poczucie braku wpływu na zmianę spraw w kraju - przekonanie, że nasz głos
      się nie liczy.
      Do tego dochodzi brak reformy prawa wyborczego, które nie nadąża za szybko
      zmieniającą się rzeczywistością - brak ułatwień dla niepełnosprawnych,
      dokładnej informacji o miejscu i czasie głosowania, ułatwień dla osób
      głosujących poza miejscem zamieszkania, możliwości głosowania pocztą czy przez
      Internet.
      To wszystko dzieje się, gdy zmienia się nasz styl życia, mamy mniej czasu albo
      po prostu stajemy się zbyt wygodni.

      Znowu nic odkrywczego.
      Skoro większość obwodów wyborczych znajduje się w szkołach, niekoniecznie
      integracyjnych, to jaki taki niepełnosprawny ma się tam dostać.
      A co do samej ordynacji wyborczej, jednego wielkiego anachronizmu.
      Mam pytanie z tego miejsca dlaczego dotychczas nie mamy okręgów
      jednomandatowych, zapisu mówiącego o konieczności posiadania wykształcenia
      wyższego przez posła, senatora czy prezydenta.
      Czy w ten sposób trzyma się nadal otwarta drogę dla elektryków czy chłopów
      małorolnych.
      Przecież sprawowanie mandatu poselskiego czy zasiadanie w Senacie to poniekąd
      zarządzanie ludźmi w skali makro.
      Od menadżerów wymaga się minimum magisterium.
      Preferowani są ludzie ze studiami podyplomowymi.
      Cukiereczkiem można nazywać takiego co ma otwarty przewód doktorski.
      A jak już skończył MBA to jest jednym z najlepszych.
      I takiemu słono się płaci.
      A tu, na naszym podwórku co mamy?
      Chłopa małorolnego, który zdobył jakimś sposobem mandat poselski, dopisując
      nazwiska do listy i w ten sposób spłaci wszystkie kredyty na gospodarstwo
      dzięki solidarnej pomocy wyborców.
      Stricte about 400 000 zł po 4 latach kadencji.
      Gdyby diety zrównać im z pensja policjanta, żołnierza, albo nie daj Boże
      pielęgniarki to od razu było by luźniej.
      Ale czytamy dalej.

      Według prof. Kolarskiej-Bobińskiej jest jednak pewna nadzieja - na zwiększenie
      frekwencji może mieć wpływ kilka czynników - zbieżność terminów wyborów
      parlamentarnych i cieszących się zawsze większym zainteresowaniem wyborów
      prezydenckich, większe zainteresowanie mediów, a także profesjonalna i robiona
      z rozmachem kampania wyborcza.

      Czyli zdaniem Pani Profesor więcej kiełbasy wyborczej, obietnic bez pokrycia i
      większych kosztów, które później solidarnie zapłacą wszyscy Polacy.

      Jak sam zacytowałeś Nekroskopie88 już płacimy na darmozjadów.
      Wszyscy, solidarnie na tych 470 cudaków.
      Dla Polski starczy 47.
    • Gość: vlad79 Re: Sejm tonie w długach IP: 195.177.196.* 04.08.06, 21:50
      reprezentanci 40 mln. narodu ,to juz jest tak żałosne ze nie mam ochoty tego
      dalej komentować ... to juz chyba ostatni moment aby ten naród się opamiętał
      • duch_zenona Re: Sejm tonie w długach 04.08.06, 22:11
        i zaniechał lustracji, rozliczania afer itd?
    • nekroskop88 Re: Sejm tonie w długach 29.08.06, 22:31
      "Taniego" państwa ciąg dalszy
      serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34308,3582637.html
      • Gość: Na Pochybel Re: Sejm tonie w długach IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.08.06, 22:33
        NIECH ICH CH-U-J STRZELI
Pełna wersja