Gość: gajowy
IP: *.suwalki.sdi.tpnet.pl
19.02.03, 19:19
Niezwykle absorbujący program TVP3 o działalności sejmowej komisji śledczej
nasuwa wiele refleksji i spostrzeżeń którymi nie sposób się nie podzielić.
Trudno jest być przed ekranem przez cały czas zatem przedmiotem są tylko te
spostrzeżenia i refleksje które wynikają z obejrzanych fragmentów.
Przesłuchiwane osoby bądź co bądź są reprezentantami tzw.
polskiego biznesu, legitymują się odpowiednio wysokim wykształceniem, obyciem
towarzyskim, znajomością zagadnień dotyczących polskiego życia społeczno-
politycznego itp. Tak by to wynikało na pierwszy rzut oka. Wsłuchanie się w
składane zeznania pozwala postawić tezę ,że tak wcale nie jest.
Okazuje się ,że odpowiedzialność za słowo biznesmenów polskich
jest równa zero. Co innego mówi się, co innego ma się na myśli, a co innego
się robi. Przykładem takiego postępowania jest wypowiedź p. Rapaczyńskiej w
konfrontacji do wypowiedzi p. Niemczyckiego o możliwościach zakupu przez
Agorę TV Polsat. Ciekawy objaw to pamięciowy analfabetyzm wtórny w wykonaniu
p. Michnika i Rapaczyńskiej .” Jeśli ktoś tak zeznaje to znaczy że mówi
prawdę lub tak było , ja nie pamiętam”.
Miejscami spotkań polskich biznesmenów są kawiarnie, restauracje
w których negocjuje się , ustala warunki współpracy, wreszcie knuje się
przeciwko sobie co dobitnie uwidacznia się podczas spotkań Rywina z
Rapaczyńską. Stosowane słownictwo tzw. „nowomowa” równa jest
odpowiedzialności za słowo. Kwity, gracze, wpuszczony w ustawę to
najdelikatniejsze sformułowania jakich można użyć bez narażania się na użycie
słów powszechnie uznanych.
Przesłuchiwani przedstawiciele polskiego biznesu są w tak
zażyłych stosunkach koleżeńskich, że wśród przyjaciół najwyższą formą
zaufania w komunikowaniu się jest forma pisemna. I nie dziwota. Jako jednego
z istotnych czynników sprzyjających dogodnym regulacjom prawnym i korzystnym
firmie są znajomości, także z okresów szkolnych, wspieranie przyjaciół z
kręgów elit itp. I nie ma co się dziwić, gdyż jest to normalne jak uznał
poseł Rokita.
Jesteśmy krajem rad nadzorczych, spółek i spółek córek wzajemnie
podgryzających się w celach osiągnięcia zysków. Nic innego jak
uwspółcześniona forma kapitalizmu średniowiecznego. Sprawy istotne problemy
ustrojowe strategie i taktykę działania najlepiej omawia się w knajpie, przy
grillu i na spotkaniach towarzyskich niczym w epoce polski szlacheckiej.
Nie dziwota zatem że prowicjonalny poseł Ziobro wykazał się
iście prowincjonalną ciekawością i zapalczywie drążył pytaniami p.
Rapaczyńską z kim jest na ty , o czym mowa była przy grilu, z kim przywitał
się Rywin i gdzie siedział podczas premiery filmu , jaki jest stopień
zażyłości premiera z Rywinem i prezydentem itp.Na zakończenie zawnioskował o
obejrzenie wszystkich filmów z premiery filmu „Pianista” bo koniecznie chce
widzieć Rywina w objęciach z wcześniej wymienionymi nawet za grube
pieniądze. Natomiast poseł Rokita też z prowincji sprawdził wiadomości
prasowe pani Rapaczyńskiej na temat stowarzyszenia „Ordynacka” i strasznie
się ucieszył, że takie wiadomości prasowe posiada co później potwierdził
poseł Kalisz robiąc powtórkę z tej samej tematyki. Zastosowano także
sprawdzenie wiadomości z ustaw medialnych prezesowi Kwiatkowskiemu , a
pytania w stylu proponowanym przez posła Rokitę mogły jedynie utwierdzić w
przekonaniu , że posłowie nie wiedzą co uchwalali albo już zapomnieli i to
jest też przesłanka wskazująca na analfabetyzm wtórny. Jest problemem także
sprawa bilingów czyli częstotliwości kontaktów telefonicznych między
poszczególnymi osobami czego usilnie domaga się poseł Ziobro. Bo chociaż to
zerowy dowód w sprawie łapówki to jest okazja dołożyć niektórym nie
lubianym przez posła Ziobro przeciwnikom zwłaszcza politycznym. Metoda bardzo
swojska z okresu SB gdy zmuszano do określonego zachowania się osoby
przyłapane np. na świńtuszeniu, zdradzie żony, albo kontakcie z członkiem
kółka różańcowego. Pilnym musiał być uczniem i spostrzegawczym.