arana
18.02.07, 21:15
...na Woronicza, dziś, o 18.00.
Właśnie wróciłam.
Co za niezwykły koncert. Dwoje wykonawców, a muzyki więcej niż przy pełnej
orkiestrze z chórami włącznie. Chyba nie słyszałam jeszcze tak wspaniale
współpracujacych artystów: dwa instrumenty, dwa ciała, jedna bezbłędna myśl.
Była sonata C-dur Hindemitha, II Sonata d-moll Schumanna, 4 Utwory na
skrzypce i fortepian Weberna, Sonata A-dur na skrzypce i fortepian op. 12 nr
2 Beethovena i Tzigane Ravela.
I nie wyobrażajcie sobie, że emocje były tylko przy Schumannie czy Ravelu -
Hindemith i Webern również byli ich pełni. No a co się działo przy "Cyganie"
nawet nie próbuję chwycić słowem, to bezcelowe. Czyta się się czasem w
literaturze, że skrzypce płakały czy śmiały się. Wzrusza się wtedy ramionami
wobec banału określenia - ale dziś tak właśnie było, skrzypce Midori
(Guarnieri del Gesu z 1734r.) mówiły wszystko.
Ktoś jeszcze był?