Dodaj do ulubionych

ABSURDALNA ? USTAWA o szkołach wyższych

IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 25.10.03, 20:29
W jednym z wywiadow Rektor UJ F.Ziejka stwierdzil, że projekt ustawy o
szkolnictwie wyższym proponowany przez NSZZ Solidarnosc jest absurdalny.
Na stronie www.solidarnosc.org.pl/~ksn/ mozna znaleźć ten projekt i
dyskusje na temat projektu prezydenckiego.
Z projektu ustawy NSZZ Solidarność:
" Ustawa stanowi, że stopień doktora jest najwyższym stopniem kwalifikacji
zawodowej, a równocześnie jest jedynym stopniem naukowym. Naturalną
konsekwencją tego jest uprawnienie doktorów do prowadzenia i recenzowania
prac doktorskich. Każdy doktor może brać udział w kształceniu kadry naukowej,
jeśli ma udokumentowane osiągnięcia naukowe, a rada wydziału uzna
przedstawiony temat pracy doktorskiej za godny opracowania. Znosi się więc
drugi, wyższy stopień naukowy, który do polskich przepisów został wprowadzony
po raz pierwszy w ustawie z dn. 15 grudnia 1951 r. o szkolnictwie wyższym i
pracownikach nauki pod nazwą „doktora nauk” (na wzór systemu sowieckiego,
razem z niższym stopniem „kandydat nauk”). Ten wyższy stopień został
następnie przekształcony w stopień naukowy „docenta” [ustawa z dn. 5
listopada 1958 r. o szkołach wyższych], a ostatecznie - w stopień
naukowy „doktora habilitowanego” [ustawa z dn. 20 grudnia 1968 r. o zmianie
ustawy o stopniach naukowych i tytułach naukowych], przybliżając polski
system organizacji nauki i stopni naukowych do systemu niemieckiego.
Wywodzący się z Prus od czasów Leibniza i Humboldta system niemiecki został
ostatnio przez samych Niemców uznany (po odpowiednich badaniach) za
przestarzały, nie nadający się do podejmowania wyzwań obecnych czasów i nie
wytrzymujący konkurencji z systemem anglosaskim. Zastąpiono go systemem
zbliżonym do anglosaskiego, w którym uzyskanie stopnia naukowego doktora
pozwala na szybkie rozpoczęcie, w okresie największych możliwości
intelektualnych, samodzielnej działalności naukowej i dydaktycznej.
Zachowanie dotychczasowego systemu stopni naukowych i sformalizowanego modelu
kariery akademickiej grozi tym, że Polska pozostanie jedynym krajem
pielęgnującym przestarzały i nieefektywny system"
Czy sądzicie, że to co proponuje NSZZ Solidarnosc to absurd ?




Obserwuj wątek
    • Gość: klm Re: ABSURDALNA ? USTAWA o szkołach wyższych IP: *.bialystok.cvx.ppp.tpnet.pl 25.10.03, 22:17
      Temat ważny, chociaż dyskutowanie go zdaje się daremne. Czy habilitacja jest
      przepustką do mądrości? Czy świadczy o poziomie naukowym?
      Z pewnością jest jakimś osiągnięciem konkretnej osoby - wszak musiała coś
      przygotować. Ale niestety bardzo często nie jest osiągnięciem naukowym. Znam
      wiele przypadków, gdy praca habilitacyjna nie ma żadnego dalszego ciągu. Jest
      jakimś wypracowaniem, przygotowanym na potrzeby konkretnej procedury i niczym
      więcej. Autor nigdzie jej nie wykorzystuje, nikt do tego nie sięga. Celem
      bowiem nie jest rozwój nauki tylko zdobycie stopnia naukowego. To jest
      przepustka do innego świata - gdzie już nie trzeba się niczym wykazywać a
      zyskuje się wiele uprawnień i profitów. Ważne jest więc przejść tę granicę.
      Dalej - już się niczego nie musi. Można się obnosić ze swoim stopniem naukowym
      i nie robić nic. Wchodzi się do klanu, który jest towarzystem wzajemnej
      adoracji. I ten klan stoi na straży swoich interesów w radach wydziałów,
      senatach, radach głównych itp. On też przygotowuje lub przynajmniej opiniuje
      projekty nowych ustaw. Jak mógł więc ostac się projekt NSZZ "S", skoro był
      zamachem na ten klan?
      Cały ten obecny feudalny system jest chory. Stymuluje najwyżej zdobywanie
      stopni ale nie rozwój nauki. Naukowiec powinien rozwijac naukę a stopnie
      naukowe zdobywac przy okazji. U nas - zdobywa stopnie a przy okazji niektórzy
      wniosą coś do nauki. W dyskusjach często broni się habilitacji argumentem, że
      bez nich pogorszyłaby się kondycja polskiej nauki. Ale z habilitacją - ta
      kondycja też jest w wielu dziedzinach beznadziejna. W ilu dziedzinach
      naukowych Polacy są znani poza Polską? Niestety w niewielu. I moim zdaniem -
      także za sprawą habilitacji. Uzyskanie habilitacji nie jest niestety tożsame z
      rzeczywistym osiągnięciem naukowym. A więc z punktu widzenia naukowego parę
      lat pracy na jej przygotowanie to ewidentna strata czasu. To kosztowna zabawa,
      z której wycofali się Niemcy i która nie jest znana w krajach o wysokich
      osiągnięciach naukowych.
      W dodatku uzyskanie habilitacji tworzy absolutne bezpieczeństwo materialne i
      pozycji w strukturach polskiej nauki. Wtedy można już w ogóle nic nie robić
      naukowo (wystarczy dydaktyka, czasem jakiś referat czy artykuł - nie musi być
      na wysokim poziomie a nawet - oryginalny). I niestety wielu tak postępuje. Ci
      ludzie stają się promotorami prac doktorskich (bo to przepustka do tytułu
      profesora), recenzują te prace - a więc wychowują następców. Czy jakość
      doktoratów pzrygotowywanych u dr hab. bez własnego rzeczywistego dorobku
      naukowego może być wysoka?
      To mój pogląd. Niestety utknęliśmy w tym systemie na długo. Kto bowiem zgodzi
      się łatwo oddać swoją bezpieczną, komfortową pozycję? Amerykański naukowiec,
      nawet noblista, nadal więc - gdyby chciał zatrudnić się w Polsce - będzie miał
      klopoty z uzyskaniem statusu "samodzielnego pracownika naukowego".

      • alex.4 Re: ABSURDALNA ? USTAWA o szkołach wyższych 26.10.03, 16:46
        upreawnienia do nadawania habilitacji mają tylko najlpesze uczelnie. Dzięki
        temu osoby, które nie powinny dostać stopnia naukowego, bo są za głupie, albo
        zbyt leniwa nie przechodzą łatwo tego sita.
        Można by zlikwidować habilitację, ale pod warunkiem, że uprawnienia do
        nadawania doktoratu powiunny być obraniczone do kilku najlepszych osrodków.
        Pozdr
        • habitus Re: ABSURDALNA ? USTAWA o szkołach wyższych 26.10.03, 16:54
          Dlaczego? Uważasz, że napisanie doktoratu jest takim osiągnięciem, że niewiele
          osób na to stać? Denne doktoraty bywają w SGH, bywają na UJ... Szkoda, że
          dopchanie się do koryta jest tak utrudnione. Natomiast mit "najlepszych"
          uczelni niestety coraz bardziej świeci gołym zadkiem.
          • alex.4 Re: ABSURDALNA ? USTAWA o szkołach wyższych 26.10.03, 17:22
            Generalnie nie. Ale wiele doktoratów w Polsce, a i habilitacji rónież jest na
            bardzi skandalicznym poziomie. Brak znajomosci podstawowych prac, plagiaty to
            czasami wcale nie takie rzadkie przypadłosci. Nie da się ukryć, że im mniejszy
            osrodek tym czasami bardziej skandaliczne rzeczy przechodzą. Wydaje się mnie,
            ze w renomowanych ośrodkach jest to rzadsze. Dlatego wydaje się, że sito
            powinno być czasami bardziej ostre. Dzięki temu mozna wyeleminować przynajmniej
            teoretycznie z pracy na uczelniach osoby które dostały się przypadkowo, okazały
            się, że nie spełniaja pokładanych w nich nadziei, zamiast pracować obijają się.
            Nie da się ukryć, że spora część osób, które pracuja w Polcse na uczelaniach
            wyższych nie powinna tam sie znaleść.
            Pozdr
            • Gość: habitus Re: ABSURDALNA ? USTAWA o szkołach wyższych IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.10.03, 21:11
              Jestem, że tak powiem, w temacie. Mój mąż robi właśnie doktorat na SGH.
              Zapewniam Cię, nie wiesz co piszesz.
              • alex.4 Re: ABSURDALNA ? USTAWA o szkołach wyższych 28.10.03, 14:59
                zapewniam Cuę, że wiem co piszę....
                Przynajmniej na kierunkach humanistycznych. To co się dzieje na SGH i
                Politechnice jest mi obce, to inna zupełnie bajka.
                Pozdr
    • ojno Re: ABSURDALNA ? USTAWA o szkołach wyższych 26.10.03, 19:15
      mimo wszystko, może obecna procedura jest stalinowska, ale nadawanie tytułu
      profesora przez "zasiedzenie" wcale nie rozwiazuje sprawy. jeśli ktoś
      rzeczywiście jest wybitnym naukowcem to dlaczegonie może udowodnić tego
      habilitacją?

      mialem styczność z osobami które nie wiem jakim cudem robiły doktoraty. gdyby
      wyeliminowac habilitacje, to niesprawiedliwością byłoby porównywanie takich
      osób do doktorów z ogromnym dorobkiem, ale jeszcze przed nominacją profesorską
      • Gość: klm Re: ABSURDALNA ? USTAWA o szkołach wyższych IP: *.bialystok.cvx.ppp.tpnet.pl 26.10.03, 20:02
        ojno napisał:

        > mimo wszystko, może obecna procedura jest stalinowska, ale nadawanie tytułu
        > profesora przez "zasiedzenie" wcale nie rozwiazuje sprawy. jeśli ktoś
        > rzeczywiście jest wybitnym naukowcem to dlaczegonie może udowodnić tego
        > habilitacją?
        >
        > mialem styczność z osobami które nie wiem jakim cudem robiły doktoraty.
        gdyby
        > wyeliminowac habilitacje, to niesprawiedliwością byłoby porównywanie takich
        > osób do doktorów z ogromnym dorobkiem, ale jeszcze przed nominacją
        profesorską

        Jeśli ktoś jest rzeczywiście wybitnym naukowcem, to z habilitacją też sobie
        poradzi. Tylko dlaczego takie osoby muszą udowadniać swoją "wybitność" poprzez
        obowiązkowe pisanie pracy habilitacyjnej a nie poprzez interesujące je badania
        naukowe i publikacje w recenzowanych czasopismach?
        Problem w tym, że obecnie habilitacja wcale nie weryfikuje mądrości i
        przydatności do pracy naukowej. Jest często większym wypracowaniem, wspartym
        jeszcze układami z radą wydziału i recenzentami. Doktoraty zresztą też
        mieszczą się w tym schemacie. Ten system jest niesprawny, nie jest skutecznym
        kryterium jakości. I przepuścił mnóstwo gniotów, które mają stopnie naukowe,
        ale niczego do nauki nie wnoszą. I właśnie w przypadku tych osób razi
        dochodzenie do tytułu naukowego profesora przez zasiedzenie. A to przenosi sie
        kiepski na stan polskiej nauki.
        Sumując - rzecz nie w samym zniesieniu habilitacji. To powinno nastąpić i
        pewnie kiedyś nastąpi, mimo silnej obrony swojej pozycji praez lobby "hab."
        Ale musi równocześnie być zmieniony cały system oceny dorobku naukowego (także
        doktoratów) i zatrudniania pracowników naukowych.
      • Gość: klm Re: ABSURDALNA ? USTAWA o szkołach wyższych IP: *.bialystok.cvx.ppp.tpnet.pl 26.10.03, 20:02
        ojno napisał:

        > mimo wszystko, może obecna procedura jest stalinowska, ale nadawanie tytułu
        > profesora przez "zasiedzenie" wcale nie rozwiazuje sprawy. jeśli ktoś
        > rzeczywiście jest wybitnym naukowcem to dlaczegonie może udowodnić tego
        > habilitacją?
        >
        > mialem styczność z osobami które nie wiem jakim cudem robiły doktoraty.
        gdyby
        > wyeliminowac habilitacje, to niesprawiedliwością byłoby porównywanie takich
        > osób do doktorów z ogromnym dorobkiem, ale jeszcze przed nominacją
        profesorską

        Jeśli ktoś jest rzeczywiście wybitnym naukowcem, to z habilitacją też sobie
        poradzi. Tylko dlaczego takie osoby muszą udowadniać swoją "wybitność" poprzez
        obowiązkowe pisanie pracy habilitacyjnej a nie poprzez interesujące je badania
        naukowe i publikacje w recenzowanych czasopismach?
        Problem w tym, że obecnie habilitacja wcale nie weryfikuje mądrości i
        przydatności do pracy naukowej. Jest często większym wypracowaniem, wspartym
        jeszcze układami z radą wydziału i recenzentami. Doktoraty zresztą też
        mieszczą się w tym schemacie. Ten system jest niesprawny, nie jest skutecznym
        kryterium jakości. I przepuścił mnóstwo gniotów, które mają stopnie naukowe,
        ale niczego do nauki nie wnoszą. I właśnie w przypadku tych osób razi
        dochodzenie do tytułu naukowego profesora przez zasiedzenie. A to przenosi sie
        kiepski na stan polskiej nauki.
        Sumując - rzecz nie w samym zniesieniu habilitacji. To powinno nastąpić i
        pewnie kiedyś nastąpi, mimo silnej obrony swojej pozycji praez lobby "hab."
        Ale musi równocześnie być zmieniony cały system oceny dorobku naukowego (także
        doktoratów) i zatrudniania pracowników naukowych.
        • Gość: jw Re: ABSURDALNA ? USTAWA o szkołach wyższych IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 28.10.03, 11:50
          F. Ziejka nazywa projekt nowej ustawy o szkolnictwie wyższym przygotowany
          przez NSZZ ‘Solidarność’ absurdalnym i argumentuje, że ‘Polski nie stać na
          obniżanie wymagań naukowych’ , ale przecież tzw. prezydencki projekt ustawy
          o szkolnictwie wyższym właśnie prowadzi do obniżenia wymagań naukowych.
          Zakłada on mianowicie, że mimo wejścia Polski do Unii Europejskiej, za czym
          głosowała większość społeczeństwa, nauka w Polsce będzie nadal kompatybilna z
          nauką białoruską, ukraińską, mołdawską, ale nie ze standardami nauki w USA,
          czy w krajach unijnych. Jeden z twórców tej ustawy prof. Jerzy Dembczyński
          jasno wyrażał się na łamach Forum Akademickiego (nr. 7-8, 2003 ) o innych
          propozycjach ustawy, które zakładały włączenie polskiego systemu nauki i
          edukacji do systemu światowego: “Myślę, że takie rozwiązanie jest nie do
          przyjęcia przez środowisko naukowe. To jedna z kolejnych prób przeniesienia
          na grunt polski rozwiązań funkcjonujących w Stanach Zjednoczonych czy w
          Europie Zachodniej.” A Ziejka mówi: ”W związku z procesem bolońskim, a więc
          tworzeniem jednej przestrzeni dydaktycznej i naukowej w Europie,
          przygotowanie ustawy jest konieczne.’ Z ustawy jednak jasno wynika,
          że mamy się znaleźć poza przestrzenią dydaktyczną i naukową Europy,
          że próby przeniesienia na grunt polski rozwiązań funkcjonujących w Stanach
          Zjednoczonych czy w Europie Zachodniej nie są dla Polski,
          że ma być właśnie inaczej.

          To jest wprowadzanie w błąd społeczeństwa i straszna hipokryzja.
          Kto tu głosuje za obniżeniem wymagań ? Polska jest potęgą habilitacyjną czy
          profesorską, ale mizerią naukową i tak zdaje się ma pozostać na dziesiątki
          lat w ramach deklarowanego podwyższania wymagań naukowych



          • alex.4 Re: ABSURDALNA ? USTAWA o szkołach wyższych 28.10.03, 15:06
            1 Znaczna część doktoratów w polsce stoi na bardzo wątpliwym poziomie.
            2 Sito jakim jest zatwierdzanie habilitacji działa
            3 Na uczelniach pracuje sporo niekompetentnych osób. Można zaryzykować hipotezę
            im mniejszy ośrodek, tym niekompetencja większa
            4 Oczywiście wiele osób, które ma habilitację, też jest przypadkowa. Niestety
            sito nie zawsze było szczelne.
            5 Szczególnie dramatyczna sytuacja jest na kierunkach modnych, gdzie praca poza
            uczelnią jest duzo bardziej atrakcyjna. Tu kłopoty z osobami, które zostają są
            najbardziej dramatyczne.
            • aalaa2 Re: ABSURDALNA ? USTAWA o szkołach wyższych 29.10.03, 13:01
              alex.4 napisał:


              Całkowicie sie z tym zgadzam. mam tez kilka dodatkowych uwag.
              > 1 Znaczna część doktoratów w polsce stoi na bardzo wątpliwym poziomie.

              Świeta prawda. Co gorsze, chyba bedzie jeszcze gorzej, bo jest coraz wiecej
              instytucji otrzymujacych uprawnienia doktoryzowania. Nikt juz tego dzis nie
              kontroluje.

              > 2 Sito jakim jest zatwierdzanie habilitacji działa

              To tez warto porawic. Mozna by np. zweryfikować niektóre stopnie nadawane w
              latach PRL. To jest do zrobienia, bo wiadomo, kto za co dostał habilitację.
              szczególnie dokładnie trzeba by przyjrzeć sie tym robionym w "bratnich krajach
              socjalistycznych", gdzie czesto z politycznych powodów przepuszczano
              wiele "knotów" bo takie było zapotrzebowanie strony polskiej. Dotyczy to
              głownie nauk społecznych i ekonomicznych.

              > 3 Na uczelniach pracuje sporo niekompetentnych osób. Można zaryzykować
              hipotezę
              >
              > im mniejszy ośrodek, tym niekompetencja większa

              Świeta prawda. Tu też przydały by się jasne kryteria weryfikacji.

              > 4 Oczywiście wiele osób, które ma habilitację, też jest przypadkowa. Niestety
              > sito nie zawsze było szczelne.

              Świeta prawda. Tu też przydały by się jasne kryteria weryfikacji. Por. punkt 2.
              wyzej.


              > 5 Szczególnie dramatyczna sytuacja jest na kierunkach modnych, gdzie praca
              poza
              >
              > uczelnią jest duzo bardziej atrakcyjna. Tu kłopoty z osobami, które zostają

              > najbardziej dramatyczne.

              Świeta prawda. Najlepszym dowodem jest fakt istnienia większej liczby kierunków
              zarządzania niz profesorów zarzadzania w Polsce. Zarzadzanie, ekonomia i
              politologia to te specjalnosci, gdzie najłatwiej o zmiane specjalności. Mamy
              już speców zarzadania po szkołach partyjbych
              wojskowych i bedzie ich coraz wiecej, bo szkoły wojskowe likwiduja, a spece od
              dowodzenia chcą dalej zarabiać.
              • alex.4 Re: ABSURDALNA ? USTAWA o szkołach wyższych 29.10.03, 16:44
                a potem się dziwić że tyle plagiatów u nas powstaje, a makulatura nie warta
                zajrzenia rosnie w astronomicznym tempie. Ćwiczenia prowadzone są w
                katastrofalny sposób. Tykim osobom powinno powiedzieć się dziękujemy. Powinny
                być zupełnie zmienione zasady rekrutacji pracowników.
                Pozdr
                • Gość: jw Re: ABSURDALNA ? USTAWA o szkołach wyższych IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 29.10.03, 19:38
                  Może model amerykański nie jest taki zły ? Zamiast petryfikowac system obecny,
                  prl-owski w znacznej mierze, przyjąc standardy USA czy krajów unijnych.
            • Gość: klm Re: ABSURDALNA ? USTAWA o szkołach wyższych IP: *.bialystok.cvx.ppp.tpnet.pl 29.10.03, 21:00
              Ogólnie - zgadzam się. Znaczna częśc prac doktorskich i habilitacyjnych jest
              marna, nie dowodzi naukowej dorosłości. Może nawet za dużo wiary masz w
              zatwierdzanie habilitacji. Ale problemem jest przede wszystkim to, że w
              polskiej nauce w rzeczywistości nie funkcjonuje żaden inny system oceny i
              weryfikacji kadry. Zrobienie doktoratu pozwala na spokojne egzystowanie na
              uczelni teoretycznie przez okres przynajmniej 9 lat, ale faktycznie - dłużej.
              Zrobienie habilitacji - to już bezpieczne i komfortowe dożywocie. W
              międzyczasie można robic niewiele lub - po habilitacji - w ogóle nic na polu
              nauki i włos z glowy nie spadnie. I moim zdaniem to jest główna słabość
              polskiej nauki. Trzeba się sprężyć, aby napisać pracę i ją "przepchnąć" - a
              potem można obnosić się ze stopniem naukowym. Co warta jest napisana praca -
              już nie ma znaczenia. Tylko posiadanie stopnia naukowego jest atesem - żadne
              inne badania, granty, publikacje itp. nie mają znaczenia. Celem staje się więc
              stopień naukowy a nie nauka. I jest to układ doskonale zakonserwowany, co
              widać po nowym projekcie Utawy.
              • Gość: jw Re: ABSURDALNA ? USTAWA o szkołach wyższych IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 30.10.03, 16:07
                W Polsce mamy, i mieć mamy profesorów belwederskich mimo, że nikt w świecie
                nie słyszał np. o profesorach biało-domowych czy elizejskich, bo w świecie o
                tym kto jest, czy nie jest profesorem decyduje uczelnia a nie polityk. To samo
                dotyczy komisji do spraw stopnia i tytułu naukowego, która od czasów
                stalinowskich umocowana jest przy premierze.
                Rektor twierdzi, że na UJ nie ma polityki. Co to ma wspólnego z prawdą skoro
                w polskim systemie nauki i edukacji polityka jest wszechobecna i dotyczy
                wszystkich uczelni, bo jest to wszechobecność systemowa, wpisana w prawo. W
                Karcie Bolońskiej (Bolonia, 18 września 1988 r) czytamy ‘jego ( tj.
                uniwersytetu) działalność naukowa i dydaktyczna musi być moralnie i
                intelektualnie niezależna od władzy politycznej i ekonomicznej” . Jak się ma
                działalność prezydenckiego zespołu do Karty Bolońskiej ? Jak się do Karty ma
                mianowanie i ew. odwoływanie profesorów przez Prezydenta? Jak się ma do
                Karty Bolońskiej istnienie komisji do spraw stopnia i tytułu umocowanej przy
                premierze?
                Dlaczego Karta Bolońska podpisana przez polskich rektorów jest łamana ? a
                polskie społeczeństwo cynicznie jest okłamywane.
                • alex.4 Re: ABSURDALNA ? USTAWA o szkołach wyższych 30.10.03, 18:40
                  Obecny system jest zły. Gdy ktoś zrobi habilitację jest nieusuwalny. nawet
                  jeśli nie napiszę już nic. Albo jest plagiatorem. To czysty absurd.
                  Dlatego powinno nastąpić odejście od panujacych u nas zasad. Nie ma sensu
                  odkrywać Ameryki w puszcze konserw. Nalezy zastosować dobre wzorce, sprawdzone.
                  Zresztą może wprowadzić zasadę, że osoba nie może robić doktoratu tam gdzie
                  studiowała jak jest to w USA. A potem kontraktować umowy z pracownikami.
                  zatrudniamy Cię na 5 lat a w tym czasie masz napisać tyle a tyle. Jeśli nie
                  umowa nie zostanie porzedłuzona...
                  Pozdr
                  • Gość: klm Re: ABSURDALNA ? USTAWA o szkołach wyższych IP: *.bialystok.cvx.ppp.tpnet.pl 30.10.03, 21:37
                    alex.4 napisał:

                    > Obecny system jest zły. Gdy ktoś zrobi habilitację jest nieusuwalny. nawet
                    > jeśli nie napiszę już nic. Albo jest plagiatorem. To czysty absurd.
                    > Dlatego powinno nastąpić odejście od panujacych u nas zasad. Nie ma sensu
                    > odkrywać Ameryki w puszcze konserw. Nalezy zastosować dobre wzorce,
                    sprawdzone.
                    >
                    > Zresztą może wprowadzić zasadę, że osoba nie może robić doktoratu tam gdzie
                    > studiowała jak jest to w USA. A potem kontraktować umowy z pracownikami.
                    > zatrudniamy Cię na 5 lat a w tym czasie masz napisać tyle a tyle. Jeśli nie
                    > umowa nie zostanie porzedłuzona...
                    > Pozdr

                    I własnie w tym kierunku niczego się nie robi. Nie jest możliwe, aby
                    jakiekolwiek zmiany w ustawie przeszły bez akceptacji gremiów profesorskich a
                    dla nich stan obecny jest przecież bardzo wygodny. Puszka konserw więc
                    pozostanie, co najwyżej ktoś trochę ją potrząśnie. A dodatkowo - przez to
                    umocni się monopolistyczną pozycję szkół państwowych. W szkołach prywatnych
                    długo jeszcze nie będzie wystarczającej ilości własnej kadry z habilitacją, co
                    przy nałożonych przez MENiS wymogach kadrowych zmusza te szkoły do kupowania
                    tej kadry za cenę nie zawsze adekwatną do jej jakości.
                    A co do praktyki amerykańskiej. O ile wiem, nie jest tak, że nie można robić
                    doktoratu na uczelni, w której się studiowało. Na pewno jest natomiast tak, że
                    po zrobieniu doktoratu nie podejmuje sie pracy w uczelni macierzystej. Jest
                    organizowana raz w roku ogólnoamerykańska (a nawet o zasięgu międzynarodowym)
                    aukcja, na której spotykają się nowi doktorzy i przedstawiciele instytucji,
                    które poszukują pracowników naukowych. W ten sposób następuje mieszanie
                    środwiska naukowego, przenoszenie koncepcji i szkół, co dla nauki jest bardzo
                    dobrym stymulatorem jej rozwoju. I oczywiście zatrudnia się na kontraktach -
                    najpierw 3-letnich. Aby kontrakt był przedłuzony - trzeba się wykazać. Przy
                    czym najważniejszym kryterium oceny nie jest dydaktyka, ale dorobek naukowy,
                    rozpatrywany nie tylko z punktu widzenia ilości publikacji (jak u nas) ale
                    przede wszystkim z uwzględnieniem ich jakości (miejsce opublikowania, oceny,
                    cytowania). I dopiero duży dorobek naukowy w dłuższym okresie pozwala przejść
                    na zatrudnienie bezterminowe. W tę stronę projekt ustawy nie robi
                    najmniejszego kroku. Nie jest to wyraz troski o rozwój polskiej nauki. Żeby to
                    zmienić - projekt ustawy musiałby powstać bez udziału obecnego lobby
                    profesorskiego.
            • Gość: fredek Re: ABSURDALNA ? USTAWA o szkołach wyższych IP: *.rzeszow.sdi.tpnet.pl 31.10.03, 21:07
              W tym co napisałeś sam sobie przeczysz ! Np. "znaczna część doktoratów w
              Polsce stoi na wątpliwym pozoiomie" oraz "im mniejszy ośrodek, tym
              niekompetencja większa" - przecież te małe osrodki najczęściej nie mają praw
              doktoryzowania, to jak tam mają powstawać te wątpliwe doktoraty ? Poza tym czy
              duży ośrodek = mocny ? NIESTETY TE DUZE OŚRODKI SĄ MOCNE, BO SAME SIĘ
              WZMACNIAJĄ, TZN. PRODUKUJĄ DOKTORATY, HABILITACJE NA WŁASNY UŻYTEK !
              Co do "sita" zatwierdzającego habilitacje, też mam duże wątpliwości. Miałem w
              ręku wiele knotów, które przeszły jako habilitacje. Jeden z takich gniotów
              autorstwa jednego z obecnych członków CKK, który jest bardzo krytyczny wobec
              innych - znajomej, która robiła u niego doktorat doradziłem (zresztą bardzo
              dobrze potem na tym wyszła), aby "pracę" tego gościa od razu wrzuciła do
              kosza - on bezkrytycznie dał jej te prace aby sie na niej wzorowała.
              Twierdzenie, że "im mniejszy ośrodek tym niekompetencje większe" jest też
              dyskusyjne. W czym ? Chyba w plagiatowaniu ! Przecież te ostatnio ujawnione
              afery plagiatowe dotyczą przede wszystkim duzych osrodków (m. in. Lublin,
              Łódź, Poznań), natomiast nic nie wiem o takich praktykach np. w Białymstoku.
              W sumie cokolwiek byśmy tutaj nie napisali, pozostanie po staremu. Będziemy
              niedługo jedynym państwem w świecie z habilitacjami i coraz niższym poziomem
              nauki.
      • Gość: fredek Re: ABSURDALNA ? USTAWA o szkołach wyższych IP: *.rzeszow.sdi.tpnet.pl 31.10.03, 20:42
        Sam sobie odpowiedz na pytanie, jakim cudem osoby z którymi miałeś do
        czynienia robiły doktoraty. To proste jaki "mistrz" taki uczeń. Przecież te
        doktoraty można robić wyłącznie pod kierunkiem "habilitowanych"
        Habilitowany kretyn, moze wyprodukować tylko kretyna magistra, doktora.
        W ustawie nie ma mowy o "żadnym" zasiedzeniu ! Czytaj uważnie proponowana
        zmianę.
        Czy jeśli ktoś jest wybitnym naukowcem, czy nie możę tego udowodnić
        habilitacją ? MOŻE ! POD WARUNKIEM, ŻE TRAFI NA RÓWNIE MĄDRYCH UCZONYCH,
        KTÓRZY MU NA TO POZWOLĄ. Niestety, znam liczne przykłady dołowania takich
        ludzi (jednym ze sposobów załatwiania <odmownie> takich ludzi jest
        odpowiedź,ze w Radzie Wydziału, gdzie się chce otworzyć przewód habilitacyjny
        nie ma ani jednej osoby kompetentnej do oceny pracy i dorobku. Genialne co ?
        Kto komu zabroni przyznawać się do niekompetencji ? Wypada się tylko cieszyć,
        że niekiedy mają na tyle przyzwoitości, że nike przekreślają takiego kogoś
        <ale czy to można nazwać przyzwoitoscią ?>)
        • Gość: jw Re: ABSURDALNA ? USTAWA o szkołach wyższych IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 01.11.03, 19:30
          Na uczelniach zachodnich można być dożywotnio doktorem, jeśli się jest aktywnym
          naukowo i dobrym dydaktycznie. U nas dożywotnio na etatach mogą być
          profesorowie, także ci którzy nie są aktywni naukowo i nierzadko bardzo mierni
          edukacyjnie. Taki jest bowiem u nas system, i tak ma być w nowej ustawie.
          Najwyżej się ceni tych, którzy od studenta do profesora, a nawet do rektora,
          tak jak rektor F. Ziejka, wszystkie szczeble tzw. kariery naukowej przeszli
          na tej samej uczelni. I to ma być poziom ! W USA jest całkiem odmiennie.
          Trzeba wyjść poza swoją Alma Mater. Ale do takiego poziomu my się nie zniżymy
          (sic!). Amerykańscy doktorzy niech sobie otrzymują nagrody Nobla, a my będziemy
          mieć profesorów doktorów habilitowanych nauki polskiej. Jeśli do rankingów
          poziomu nauki włączymy kryterium ‘habilitacyjne’ to i tak jesteśmy górą ! W
          Ameryce nie ma bowiem habilitacji. Nauka w USA jednak jest ! Jednym słowem, my
          robimy i mamy robić tytuły a w USA robi się i będzie się robić naukę, ale my
          wzorców amerykańskich nie będziemy wprowadzać do Polski bo to by obniżyło
          poziom narcystycznego samouwielbienia naszych profesorów, i to by było
          szkodliwe. Wieczni doktorzy w USA dostają nagrody Nobla, w Polsce dostają
          wymówienia, szczególnie wtedy jeśli podważają jedynie słuszne
          poglądy ‘profesorów’ nauki polskiej. Kiepscy, ale lojalni doktorzy, podobnie
          jak kiepscy profesorowie mogą być spokojni o swój los. Nikt ich nie ruszy.
          • Gość: jw Re: ABSURDALNA ? USTAWA o szkołach wyższych IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 02.11.03, 21:51
            Dobrze by było dyskusję kontynuować.
            • Gość: ing Re: ABSURDALNA ? USTAWA o szkołach wyższych IP: *.bialystok.cvx.ppp.tpnet.pl 03.11.03, 01:23
              Gość portalu: jw napisał(a):

              > Dobrze by było dyskusję kontynuować.

              Tylko z kim dyskutować? Nikt na tym forum nie broni obecnych ani proponowanych
              w nowej ustawie rozwiązań. Czy dyskusja tylko wśród przekonanych ma sens? Oto
              młody Polak wyjeżdża po polskich 2 fakultetach do USA, tam robi doktorat na
              jednym z czołowych uniwersytetów. Nie pisał specjalnej dysertacji doktorskiej -
              wystarczył cykl artykułów. Podejmuje pracę również na uniwersytecie z
              pierwszej ligi amerykańskiej (z kilkoma noblistami). Ma znaczące i cytowane
              publikacje. Robi to co lubi i co go wciąga, na to ma pieniądze z grantów.
              Prowadzi niewiele dydaktyki, zajmuje się głównie badaniami. Ma liczne kontakty
              w naukowe w USA i nie tylko, bywa na konferencjach w najlepszych
              uniwersytetach, jest członkiem elitarnych amerykańskich towarzystw naukowych.
              W Polsce - pewnie mało kto o nim wie, bo Polacy rzadko w jego kręgach bywają.
              Jego próby nawiązania kontaktów naukowych w Polsce nie udały się - chociaż
              próbował dotrzeć do bardzo znaczących polskich placówek naukowych. Zero
              odzewu. Do Polski pewnie już nie wróci - musiałby robić habilitację, a na to
              mu szkoda czasu. Bez tego - mógłby być tylko adiunktem, jeśli w ogóle ktoś
              chciałby go zatrudnić. I oczywiście musiałby przede wszystkim prowadzić
              mnóstwo dydaktyki, bo bez tego miałby mizerię materialną.
              To nie są żadne odkrycia. Na tym forum podobne tony słychać w wielu
              wypowiedziach. Na pewno wiedza o tym autorzy prezydenckiego projektu ustawy. I
              wyprodukowali taki projekt... Warto więc pluć pod wiatr? My mamy rządy
              utytułowanych naukowców, którzy nieraz są tylko etykietami. Oto prof. dr. hab.
              podejmuje się prowadzenia zajęć, ale wkrótce stwierdza publicznie, że ma z tym
              kłopot, bo w lokalnych księgarniach nie znalazł żadnego podręcznika do tego
              przedmiotu. Wybierze się więc do Warszawy, może coś znajdzie. I ma prośbe do
              wszystkich o pomoc w znalezieniu odpowiedniej książki. Inny profesor w naukach
              społecznych posługuje się literaturą z lat 60. Inny przykład - profesor o
              znaczącym w Polsce nazwisku nie potrafi wskazać żadnych publikacji z ostatnich
              5 lat i po wielu naleganiach pracodawcy w końcu przekazuje swój dorobek w
              postaci wykazu prowadzonych prac magisterskich. Itd., itp.... Ale także tacy
              profesorowie maja wpływ na kształt ustawy. Oni już niczego nie muszą i nie
              robią. Dla nich - najważniejsze jest utrzymać zajęte pozycje.
              Może ostatni przykład niemiecki - zniesienie habilitacji - da coś do myślenia?
              Ale oczywiście nie tylko o habilitacje chodzi.
              • Gość: jw Re: ABSURDALNA ? USTAWA o szkołach wyższych IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 03.11.03, 16:34
                Taka wypowiedź ma sens. Dokumentuje niekompatybilnośc nauki w Polsce i w USA i
                jej skutki szkodliwe dla nauki w Polsce. To jest argument za projektem
                Solidarności, zapewne niedoskonalym a nawet nie do konca dopracowanym ale
                nadającym wlaściwy kierunek zmian w nauce i edukacji w Polsce. Takie wypowiedzi
                na Forum mają sens bo nie wszyscy maja umysl krytyczny , chyba nawet znakomita
                większośc go nie ma bo nasz system jest nastawiony na produkcje bezkrytycznej
                masy dyplomowanej. Ilośc dyplomow to jest policzalny dla biurokratów
                parametr slużący do oceny poziomu tak jak w czasach PRL używano wskaźnika
                ilości produkcji betonu do okreslenia miejsca w rankingu poteg gosporaczych
                Europy. Polska aby znaleźć się wysoko w takim rankingu produkowala mnóstwo
                betonu, więc była betonową potegą gospodarczą choć była biednym i zacofanym
                krajem. Polska jest potęgą tytularna ale mizeria naukową i tak ma pozostać
                jeśli projekt prezydencki zostanie przyjęty. Trzeba to demaskować w mediach w
                tym w internecie, choć poza Bialystokiem zainteresowanie absurdami projektu
                prezydenckiego jest mierne. No coż prezydent ma poparacie 70% więc trzeźwo
                myslący sa w zdecydowanej miejszości. Demokracja to kiepski system szczególnie
                w nauce, gdzie rację maja na ogół jednostki
                • Gość: xxx Re: ABSURDALNA ? USTAWA o szkołach wyższych IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 05.11.03, 17:22
                  Warto przeczytać dzisiejszą wypowiedź J.Woźnickiego w Rzeczpospolitej - pelny
                  tryumf petryfikujących system
                  • alex.4 Re: ABSURDALNA ? USTAWA o szkołach wyższych 05.11.03, 17:53
                    System w Polcse jest chory. Jak zostało sie dr hab. nie trzeba nic robić. To
                    absurd.
                    Pozdr
                    • Gość: jw PREZYDENCKI PROJEKT USTAWY IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 06.11.03, 19:53
                      Prezydencki projekt ustawy o szkolnictwie wyższym jest niezgodny z Kartą
                      Bolońską, która mówi, że "działalność naukowa i dydaktyczna musi być moralnie i
                      intelektualnie niezależna od władzy politycznej i ekonomicznej". Sama ustawa
                      powstawała pod patronatem Prezydenta i petryfikuje dotychczasowy system nauki
                      polskiej uzależniony od Prezydenta mianującego profesorów belwederskich i
                      premiera, przy którym umocowana jest komisja do spraw stopnia i tytułu
                      naukowego. Społeczeństwo głosowało za przystąpieniem Polski do Unii więc i
                      ustawa o szkolnictwie winna być zgodna ze standardami unijnymi i prowadzić do
                      uproszczenia 'kariery' akademickiej. Prezydencka' ustawa z takimi standardami
                      nie jest zgodna, a jest zgodna ze standardami nauk post-radzieckich.

                      Próba ograniczenia pracy na wielu etatach jest pozytywem tej ustawy, ale
                      uzależnienie wieloetatowości od decyzji rektora raczej prowadzi do systemu
                      autokratycznego.To może być narzędzie formatowania nauczycieli akademickich w
                      rękach rektorów i nie ograniczy patologii na uczelniach, a może nawet ją
                      powiekszyć. Ktoś kto patologie uczelni ujawni raczej nie bedzie miał zgody na
                      pracę na drugim etatcie, jeśli w ogóle zostanie na swojej macierzystej uczelni.

                      Niezależne wypowiedzi w internecie raczej świadczą o braku poparcia dla tej
                      ustawy przez krytycznie myślącą cześć środowiska akademickiego. Faktem jest ,
                      że jest to chyba demokratyczna mniejszość, która uchroniła się przed
                      sformatowaniem.


                      • Gość: jw DEBATA NAD PLANEM HAUSNERA IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 07.11.03, 16:16
                        Niżej podaję tekst, który nie mógł się ukazać na forum dyskusyjnym
                        www.debatapubliczna.gov.pl/forum.php
                        Zaprasza się do debaty ale nawet w internecie usta się knebluje zamiast
                        podziękować za uwagi.
                        Brak kultury !!!

                        Uwagi do: PROGRAMU UPORZĄDKOWANIA
                        I OGRANICZENIA WYDATKÓW PUBLICZNYCH


                        Ograniczam się do sfery nauki i edukacji najbardziej mi znanych.

                        Konieczne jest uporządkowanie wydatków publicznych w nauce i edukacji, bez ich
                        ograniczenia, ale prowadzących do zwiększenia efektywności tych sfer
                        podstawowych dla rozwoju ekonomicznego kraju.


                        Wprowadzenie ustaw antymobbingowych ( w skali kraju). Mobbing (terror
                        psychiczny w pracy) powoduje co najmniej 10% obniżkę wydajności pracy, a w
                        sferze edukacji i nauki ta obniżka w skali kraju może sięgać kilkudziesięciu %.
                        Konieczne jest zatem zmniejszenie aktywności mobberów i przeniesienie ich w
                        stan nieszkodliwości. Zmniejszyłoby to koszty leczenia ofiar mobbingu,
                        zmniejszyłoby populację rencistów, niezdolnych do pracy w wyniku szykan jakich
                        doznali. Zmniejszyłoby także liczbę niezatrudnionych z powodu mobbingowego
                        systemu instytucji naukowych i edukacyjnych ( i nie tylko tych).
                        Przeniesienie w stan nieszkodliwości dożywotnich profesorów najczęstszych -
                        mobberów stworzyłoby nowe miejsca pracy dla ludzi pozytywnie aktywnych,
                        naukowo i edukacyjnie.

                        Zwrot nakładów (wraz z odstetkami) na projekty badawcze, które zostały
                        zaksięgowane po stronie wydatków na naukę a nie przyniosły rezultatów (por.
                        dane o projektach badawczych www.opi.org.pl/ - to są setki milionow
                        złotych, a może nawet więcej, nie rozliczonych !!!przed podatnikiem). Z tych
                        pieniędzy mozna by finansowac badania przynoszące rezultaty.


                        Wprowadzenie stałego monitoringu wydatków księgowanych po stronie wydatków na
                        nauke i edukację. Wprowadzenie zasady płacenia za rezultaty badań, a nie
                        za 'obieckanki cacanki'. Wprowadznie zasady płacenia za efekty naukowe i
                        edukacyjne, a nie za tytuły i stopnie, często bez pokrycia.


                        Likwidacja PAN z jednoczesnym włączeniem efektywnych pracowników PAN-owskich w
                        struktury uczelni wyższych co polepszyłoby efekty edukacyjne i ograniczyłoby
                        ogromne wydatki na dublowanie infrastruktury placówek niekiedy jedynie z nazwy
                        naukowych. Na tak rozrzutny i niewydajny sposób uprawiania nauki i edukacji
                        nie stać chyba żadnego innego kraju.

                        Wprowdzenie zasady samodzielnego, a nie z kieszeni podatnika, utrzymywania się
                        JBR-ów

                        Likwidacja wieloetatowości w szkołach wyższych powodująca blokowanie
                        zatrudnienia i rozwoju aktywnej kadry naukowej i edukacyjnej. System
                        akredytacji (punktowanie od tytułu, stopnia) sprzyja fikcyjności etatów.

                        Likwidacja pseudouczelni stanowiących korporacje kasujących kasę nierzadko za
                        bubel edukacyjny i kasujących dyplomy często bez wartości.

                        Likwidacje bezeatatowości nauczycieli akademickich nierzadko pozbawianych
                        etatów ze względu na kontrast z chałturami realizowanymi przez uczonych-inaczej
                        na dożywotnich stanowiskach 'profesorów'.

                        Uporządkowanie systemu nauki i edukacji zgodnie ze standardami światowymi.
                        Petryfikacja obecnego systemu widoczna w efektach prac zespołu prezydenckiego
                        tylko pogrąży na dziesiątki lat naukę i edukację w Polsce, a w konsekwencji i
                        gospodarkę.

                        Efekty ekonomiczne tych zmian byłyby olbrzymie - w miliardach złotych!

                        • alex.4 Re: DEBATA NAD PLANEM HAUSNERA 07.11.03, 16:21
                          wieloetatowość jest poważnym problemem.
                          Na pew3no powinno się wprowadzić model krakowski. Nie można pracować na innej
                          uczelni w tym samym ośrodku. Zakazany powinno być też pracowanie na 3 i więcej
                          etatach...
                          Poxzdr
                          • Gość: klm Re: DEBATA NAD PLANEM HAUSNERA IP: *.bialystok.cvx.ppp.tpnet.pl 08.11.03, 00:59
                            Absolutna zgoda, że zmiany wcale nie idą w kierunku naprawy nauki polskiej. Na
                            uczelniach w ogóle nie ma znaczenia merytoryczna ocena dokonań naukowych
                            pracowników. Namiastką oceny powinny być oczywiście uzyskiwane stopnie
                            naukowe. Ale nie są. Marne prace doktorskie i habilitacyjne, przygotowywane
                            jako wypracowania dla uzyskania stopnia, często czytane są tylko przez
                            recenzentów. Potem - giną w niepamięci a i sami autorzy niechętnie do nich sie
                            przyznają. Utytulowani prof. dr. hab. mają gwarancję dożywotniego zatrudnienia
                            i wysokiej pozycji materialnej, niezależnie od tego, co robią. Często więc
                            głównie obnoszą się ze swoimi tytułami - bo już dorobkiem naukowym pochwalić
                            się byłoby im trudniej. I te osoby kształcą nowe kadry, są promotorami,
                            recenzentami... Jacy magą być uczniowie, gdy o mistrzach nie możemy mówić
                            dobrze?
                            Problem jest więc nie w stopniach naukowych (to a propos znoszenia
                            habilitacji) ale w systemie zatrudnienia i oceny dorobku naukowego. Złe jest
                            mianowanie, bezterminowe zatrudnienie - z tego wynikaja te stada "świętych
                            krów". Oczywiście można dyskutować o systemie stopni naukowych - ma czy nie ma
                            byc habilitacja. Ale ważniejszą sprawą jest stworzenie systemu oceny kadry i
                            instytucji naukowych. Zatrudnienie kontraktowe, więcej elastyczności w
                            kształtowaniu wynagrodzeń, uzaleznienie dostępu do funduszy od oceny dorobku
                            naukowego (np. granty - ale bez wzorowania się na doświadczeniach KBN).

                            I dopiero w takich warunkach miałoby uzasadnienie wprowadzanie ograniczeń
                            wieloetatowości. Argument, że obecnie wieloetatowość przeszkadza w pracy
                            naukowej jest absurdem w sytuacji, gdy sam system zatrudnienia w uczelni
                            panstwowej temu nie sprzyja. Zresztą - takie ograniczenie nie zlikwiduje
                            dorabiania w wielu miejscach np. na podstawie umowy o dzieło. O co więc
                            chodzi? Moim zdaniem jest to już wyraz praktyki monopolistycznej, albo coś
                            zbliżonego do powojejnnej "bitwy o handel".
                            Praca w uczelni państwowej daje obecnie zbyt wiele profitów (bezpieczeństwo
                            zatrudnienia, trochę pieniędzy, prawo nicnierobienia, trochę wyjazdów i
                            środków na badania - bez zobowiązań, drożne ścieżki do tytułu profesora) by
                            kalkulowało się przejście do uczelni prywatnej. Zdecydowanie lepsze jest
                            zatrudnienie na drugi etat. A że w szkołach prywatnych - jak stanowi prawo -
                            do utrzymania kierunku potrzeba odpowiedniej reprezentacji pracowników
                            samodzielnych (liczą się "sztuki" - bez znaczenia jest co mają do powiedzenia
                            i jak kształcą), każdy prof. dr. hab. jest na wagę złota. W tej sytuacji zakaz
                            wieloetatowości jest oczywistym ciosem wymierzonym w uczelnie prywatne. Tylko
                            po co ubierać to w butne hasła "troski o naukę"? Względy estetyczne?
                            A poza tym - "zapomniał wół, jak cielęciem był". Przecież UwB i PB rosły
                            właśnie dzięki dojeżdżającym profesorom z innych miast. Do dziś zresztą
                            jeszcze dojeżdżają - kilkadziesiąt lat istnienia tych uczelni nie wystarczyło,
                            by mieć własną kadrę. Jaką mozaikę kadrową tworzy np. Wydział Zarządzania PB!
                            Zakaz pracy wieloetatowej byłby uprawniony, gdyby uczelnie prywatne i
                            państwowe mogły zaoferować ten sam status pozapłacowy (piszę o tym wyżej). Bez
                            tego - jest to zamach na uczelnie prywatne, wykorzystanie pozycji
                            silniejszego. Co do tego upoważnia? Przecież jest bzdurą, że uczelnie
                            państwowe coś w tych ludzi zainwestowały. Zainwestowały - najwyżej pieniądze
                            nas wszystkich, budżetowe. Czy to jest tytuł do ograniczania prawa korzystania
                            z wiedzy tych ludzi dla uczelni prywatnych? A może wystarczyłoby zatrudnianie
                            kontraktowe i rzetelna ocena dorobku naukowego? A gdyby tak jeszcze dodać bony
                            edukacyjne! Tylko czy wtedy nie powstałoby zagrożenie dla trwania przynajmniej
                            części uczelni państwowych? Dlaczego nie pójść w tę stronę - wolnego rynku w
                            szkolnictwie wyższym? Zakazy są bronią strachliwych, niepewnych swojej pozycji.
                            • Gość: fredek Re: DEBATA NAD PLANEM HAUSNERA IP: 195.116.157.* 08.11.03, 10:01
                              Klm napisał m. in. "problem jest więc nie w stopniach naukowych (to apropos
                              znoszenia habilitacji) ale w systemie zatrudnienia i oceny dorobku naukowego"
                              Rzecz w tym że zarówno o zatrudnieniu jak i ocenach dzecydują wyłącznie
                              ci "habilitowani" i niestety to oni najczęściej kompromitują środowiska
                              naukowe. Dowód ? M.in. kolejny wyczyn habilitowanego tym razem rektora AWF w
                              Katowicach. W Katowicach go "zawiesili" (aczkolwiek z oporami, bo tamtejsza
                              profesura była oburzona sposobem zatrzymania ich "wodza habilitowanego w
                              łapówkach" <bagatela tylko 500 tys. wyciagnął od kandydatów> - a jak go mieli
                              zatrzymać ? Wersal się marzy ? Te habilitacje chyba tylko im pomieszały w tych
                              pustych głowinach !), natomiast na WSP tenże przestępca z tytułem w najlepsze
                              dalej sobie "profesorzy". Pewnie bedą trzymać dziada rękami i nogami, bo jak
                              go braknie, to stracą prawa do prowadzenia studiów na poziomie "pożal się
                              Boże" magisterskim. Kiedy Polskimi uczelniami i nauka przestaną kierować
                              szubrawcy ? Niestety największa korzyść z habilitacji, to gwarancja bezkarnego
                              uprawiania szubrawstwa wszelkiej maści. Nie chcę tutaj krzywdzić PRAWDZIWYCH
                              PROFESORÓW, powyże uwagi ich nie dotyczą (oni pomimo, ze są po habilitacjach
                              głośno mówią, ze te habilitacje nie są nikomu do niczego potrzebne, ale kto
                              ich słucha ?) Najgłośniej domagają się tych hab. największe miernoty i często
                              szubrawcy (na każdej uczelni znajdzie wiele przykładów).
                              Smutne to. Pozdrawiam.

                              • Gość: alex.4 Re: DEBATA NAD PLANEM HAUSNERA IP: 212.33.87.* 08.11.03, 10:30
                                Wszyscy się zgadzaja, że obecny system jest zły. Problemem jest to, że zbyt
                                duzo osób jest zainteresowanych utrzymaniem go. Powinno się zerwać z zasadą
                                bezpieczeństwa dla profesorów. jak na całym świecie powinien liczyć się
                                dorobek, a nie tytuł, zdobyty często w bardzo dziwny sposób dzieki byle jakim
                                pracom.
                                A co do uczelni prywatnych. Nie od razu zbudowano Kraków... Problemem jest to,
                                że uczelnie prywatne najczęściej nie mają odpowiedniej bazy. Na razie one
                                raczej bazują (pasozytują) na uczelniach państwowych.
                                Łaczenie kierowniczych stanowisk na kilku uczelniach prowadzi do schizofrenii.
                                W końcu niewiadomo kogo interes ta osoba reprezentuje.
                                Olbrzymim problemem jest nieuczciwość różnych włądz na uczelniach. Ktoś kto
                                zostaje dyrektorem może znaleść sposób na wyprowadzanie pieniędzy z instytutów.
                                Problem ten jest dosyć poważny. Nie uniknał on UW czy UJ... Na UW (w jednym
                                instytutó) udało się odsunąć takich oszustów od włądzy. Na uczelniach powinny
                                być bardzo jednoznaczne zasady finansowania. Bardzo przejrzyste. I dyrektorzy
                                powinni być odpowiedzialni za wykonanie budżetu i sposób wykorzystywania
                                pieniędzy.
                                Pozdr
                                • Gość: klm Re: DEBATA NAD PLANEM HAUSNERA IP: *.bialystok.cvx.ppp.tpnet.pl 09.11.03, 00:19
                                  Gość portalu: alex.4 napisał(a):

                                  > Wszyscy się zgadzaja, że obecny system jest zły. Problemem jest to, że zbyt
                                  > duzo osób jest zainteresowanych utrzymaniem go. Powinno się zerwać z zasadą
                                  > bezpieczeństwa dla profesorów. jak na całym świecie powinien liczyć się
                                  > dorobek, a nie tytuł, zdobyty często w bardzo dziwny sposób dzieki byle
                                  jakim
                                  > pracom.
                                  > A co do uczelni prywatnych. Nie od razu zbudowano Kraków... Problemem jest
                                  to,
                                  > że uczelnie prywatne najczęściej nie mają odpowiedniej bazy. Na razie one
                                  > raczej bazują (pasozytują) na uczelniach państwowych.
                                  > Łaczenie kierowniczych stanowisk na kilku uczelniach prowadzi do
                                  schizofrenii.
                                  > W końcu niewiadomo kogo interes ta osoba reprezentuje.

                                  Co to znaczy pasożytują? Na pewno nie korzystaja z bazy lokalowej uczelni
                                  państwowych. Oczywiście - zatrudniaja pracowników, ale czy to jest
                                  pasożytowanie? Przecież ci pracownicy więcej zarabiają w uczelniach
                                  prywatnych, niz w państwowych. Gdyby tej okazji nie mieli, pewnie szukaliby
                                  jakiejś innej formy dorabiania. Oczywiście można mieć zastrzeżenia do rektorów
                                  czy dziekanów z uczelni państwowych, jeżeli równocześnie pełnia funkcje
                                  kierownicze w uczelniach prywatnych. Ale prowadzenie dydaktyki - dlaczego ma
                                  być tępione? Gdyby tego nie można bylo robić, uczelnie prywatne w ogóle nie
                                  mogłyby powstać. Przecież wychowanie własnej kadry to wiele lat. Do
                                  ograniczenia wieloetatowości silnie dążą uczelnie państwowe, a jednocześnie
                                  wspiera je MEN narzucając formalne minima kadrowe. Ma to służyc zapewnieniu
                                  należytej jakości kształcenia, ale w praktyce - jest tylko biurokratycznym
                                  ograniczeniem. MEN juz w ogóle nie interesuje, kto naprawdę prowadzi zajęcia -
                                  ważne, ważne aby zgadzała się liczba profesorów. Stąd figuranci i emeryci w
                                  szkołach prywatnych. Uczelnie państwowe mocno naciskają na wprowadzenie
                                  ograniczeń w zatrudnieniu na kolejnych etatach, oczekując, że to poprawi
                                  jakość pracy naukowej. Z niewolnika chce się zrobić naukowców? Metodami
                                  nakazowymi? I dlaczego w takim razie tak ochoczo przyjmują studentów na płatne
                                  studia zaoczne i wieczorowe? Może powinny wstrzymać te studia by nie odrywac
                                  swoich pracowników od nauki? A jeżeli nie będzie wieloetatowości, to czy ktos
                                  zabroni pracy na zlecenie?
                                  Może więc pójść dalej - urynkowic całość szkolnictwa wyższego, stworzyć
                                  równoprawną konkurencję. Każdy student dostaje z budżetu dofinansowanie w
                                  określonej kwocie i te pieniądze idą za nim do uczelni tej, którą wybierze.
                                  Byłyby to równe warunki rywalizacji o studenta. Pracownikom dać te same szanse
                                  korzystania z dofinansowania badań naukowych i rzetelnie z tych środkow
                                  rozliczać. Wprowadzić zatrudnienie kontraktowe na uczelniach państwowych.
                                  Ciekawe, czy w takich warunkach uczelnie państwowe nie straciłyby znacznej
                                  części swojej kadry. Może wtedy zmieniłyby zdanie na temat wieloetatowości? Z
                                  pewnością te zmiany nie zaszkodziłyby poziomowi polskiej nauki. Bez tego -
                                  pozostanie marazm i zaściankowość. Kiedyś była "bitwa o handel" - została
                                  wygrana, ale po latach okazało się, że ten sukces byl dla kraju porażka. Dziś -
                                  ten "niesłuszny" handel powrócił, ale w międzyczasie - wiele jako kraj
                                  straciliśmy. Boję się, żebyśmy nie powtórzyli tej samej drogi w szkolnictwie
                                  wyższym.
                                  • alex.4 Re: DEBATA NAD PLANEM HAUSNERA 09.11.03, 16:27
                                    Praktyka, że ktoś pracuje na pierwszym etacie w jednej uczelni, a w drugiej
                                    jest we władzach instytutu/dziekańskich (lub w obóch jest chora)
                                    Praktyka, że ktoś w jednym mieście pracuje na dwóch etatach teżś jest chora.
                                    Konflikt interesów.
                                    Szkoły prywatne mają bardzo słąbe najczęściej zaplecze. Studenci korzystają z
                                    zaplecza uczelni państwowych. Czy nie jest to pasożytowanie?
                                    Oczywiście aby mieć renomę trzeba pracować na nią wiele lat. Uczelnie prywatne
                                    w Polsce są młode, stąd można mieć zastrzeżenia wobec nich.
                                    Nie bronię uczelni publicznych. Wiele z nich dostało akredytację nie mając
                                    poziomu ani naukowego, a ni nie traktując poważnie studentów. Chyba tylko
                                    dlatego, aby nie trzeba było zamykać większości małych uniwersytetów.
                                    Oczywiście problemem polskiej naukie jest również to, że po 89 radykanie
                                    zwiększyła się liczba studentów, podczas gdy liczba pracownikó nie. OIczywiście
                                    nie mas sensu zwiększać liczbę praciowników tylko ze względów duydadktycznych.
                                    Ta dystroporcja miedzy zatrudnionymi i studiującymi jeszcze wiele lat będzie
                                    bolączką polskiego szkolnictwa wyższego. Chyba nawet jak w końcu zacznie
                                    studiować niż demograficzny...
                                    Pozdr
                                    • Gość: klm Re: DEBATA NAD PLANEM HAUSNERA IP: *.bialystok.cvx.ppp.tpnet.pl 09.11.03, 23:49
                                      Powtarzasz zarzut o pasożytowaniu uczelni prywatnych na uczelniach
                                      państwowych. Co masz na myśli pisząc o korzystaniu z zaplecza uczelni
                                      państwowych? Z bazy lokalowej i technicznej - z pewnością nie korzystają.
                                      Pozostaje jedynie kadra, ale za nią się płaci. Czy to jest pasożytowanie? I
                                      dlaczego wykształcona za pieniądze budżetowe, czyli podatników, kadra ma byc
                                      administracyjnie przynależna tylko do szkół państwowych?
                                      Ciesze sie, ze zauwazyles słabośc również uczelni państwowych. Z mojej wiedzy
                                      wynika, że przynajmniej w mniejszych ośrodkach i uczelniach nie ma przewagi
                                      jakościowej kształcenia w uczelniach państwowych nad prywatnymi (na
                                      kierunkach, które dadzą się porównywać). Wiele uczelni państwowych w latach
                                      90. wzięło sie za otwieranie modnych kierunków i na nich ma ofertę nieraz
                                      nawet gorszą niż uczelnie prywatne. Tak samo ciułają minimum kadrowe (także
                                      ściągając kadrę z innych uczelni) a zajęcia powierzają ludzom bez
                                      doświadczenia i dorobku naukowego. W dodatku mają kiepskie warunki lokalowe
                                      (bo przecież mocno zwiększyła się liczba studentów a lokali nie przybyło) i
                                      kiepską obsługę administracyjna. I z tej racji, że są państwowe pozwalają
                                      sobie na więcej samowoli programowej - bo przynajmniej przed powstaniem PKA -
                                      czuły sie bezpieczne i bezkarne. A i teraz spotkałem się z informacją o
                                      wypowiedzi przedstawiciela PKA w uczelni państwowej, że oni szukają uchybień
                                      przede wszystkim w uczelniach niepaństwowych.
                                      Tylko że to wszystko jest mniej widoczne, gdyż uczelnie państwowe mają już
                                      jakąś tradycję i przez to lepiej się kojarzą. A że nie ma żadnego tytułu, by
                                      te skojarzenia przenosić na te nowe kierunki - to już nie wszyscy zauważają. I
                                      tak powiela się stereotyp, że państwowe jest lepsze z samej zasady, co
                                      przecież trudno racjonalnie uzasadnić.
                                      • Gość: jw Akademicka ustawa IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 10.11.03, 09:40
                                        Dzisiejsza Rzepa podala, że w wyniku nowej usatwy "Status akademicki uzyska
                                        zaledwie kilka szkół niepaństwowych.
                                        Autorzy projektu uważają za akademickie te szkoły wyższe, które mają
                                        uprawnienia do nadawania stopnia doktora. I zaproponowali, by właśnie one miały
                                        prawo prowadzić studia podyplomowe oraz zamiejscowe ośrodki dydaktyczne."

                                        • Gość: klm Re: Akademicka ustawa IP: *.bialystok.cvx.ppp.tpnet.pl 10.11.03, 17:18
                                          Gość portalu: jw napisał(a):

                                          > Dzisiejsza Rzepa podala, że w wyniku nowej usatwy "Status akademicki uzyska
                                          > zaledwie kilka szkół niepaństwowych.
                                          > Autorzy projektu uważają za akademickie te szkoły wyższe, które mają
                                          > uprawnienia do nadawania stopnia doktora. I zaproponowali, by właśnie one
                                          miały
                                          >
                                          > prawo prowadzić studia podyplomowe oraz zamiejscowe ośrodki dydaktyczne."
                                          >

                                          I niech mi ktoś uzasadni, że to nie jest działanie monopolistyczne. Co
                                          wspólnego maja uprawnienia do doktoryzowania z kształceniem podyplomowym -
                                          zdecydowanie przeciez głownie zawodowym a nie naukowym. Szkoły państwowe mają
                                          decydujący wplyw na kształt ustawy i wprowadzaja rozwiązania, które pozwalają
                                          im utrzymać przywileje. Nie wystarczyłoby, aby o utrzymaniu się studiów
                                          podyplomowych decydował rynek? Tylko że wtedy byłaby groźba, że państwowe
                                          mogłyby przegrywać. Lepiej nie ryzykować i załatwić utrzymanie przewagi
                                          metodami administracyjnymi... I takich praktyk jest wiele. Czy w imię rozwoju
                                          nauki chce się je utrzymywać? DOKĄD IDZIEMY? Przecież to zwykłe gangsterstwo.
                                  • prosstaczek Re: DEBATA NAD PLANEM HAUSNERA 09.11.03, 16:41
                                    Własnie. klm dobrze pisze. Wystarczy egzekwować wymóg, by kazdy, bez wzgledu na
                                    stanowisko pisał np. dwie prace w roku. Jak nie, to np. nie zgadzac sie na
                                    prowadzenie prac dyplomowych. Nie trzeba robic szumu i próbować ludzi zwalniac.
                                    Wystarczy uczynić ich dla uczelni RÓWNIEŻ PAŃSTWOWEJ nieopłacalnymi. Nie
                                    walczyć z wieloetatowoscia administracyjnie, bo to nic nie da. Sa odpowiednie
                                    standardy oceny opracowane przez PKA. Wystarczy ich przestrzegać. Pozdrowienia.
                                    • prosstaczek Re: DEBATA NAD PLANEM HAUSNERA 13.11.03, 19:17
                                      A tak przy okazji lektury tego wątku przychodzi mi na myśl pytanie natury
                                      praktycznej. Jak wyobrażacie sobie rezygnację z habilitacji? Na czym miałoby to
                                      polegać i kto miałby to przeprowadzić? Nie idzie mi o sprawy techniczne, ale o
                                      ludzi.
                                      • Gość: klm Re: DEBATA NAD PLANEM HAUSNERA IP: *.bialystok.cvx.ppp.tpnet.pl 13.11.03, 21:06
                                        prosstaczek napisał:

                                        > A tak przy okazji lektury tego wątku przychodzi mi na myśl pytanie natury
                                        > praktycznej. Jak wyobrażacie sobie rezygnację z habilitacji? Na czym miałoby
                                        to
                                        >
                                        > polegać i kto miałby to przeprowadzić? Nie idzie mi o sprawy techniczne, ale
                                        o
                                        > ludzi.

                                        To musi byc inicjatywa spoza środowiska uczelni - może wniosek poselski?
                                        Argumentem może być zbliżenie się do UE - wszak nawet Niemcy uznali je za
                                        przeżytek. A poza tym wcale nie trzeba habilitacji znosić. Wystarczy zmienić
                                        system zatrudniania i oceny naukowców - okresowe kontrakty, ocena za dorobek
                                        naukowy w ostatnim okresie (przedłużanie kontraktu - po ocenie osiągnięć w
                                        jego okresie), budżet i środki na granty według kryterium jakości (ranking)
                                        uczelni (a jakość uczelni mógłby wyznaczać dorobek naukowy pracowników). Praca
                                        habilitacyjna liczyłaby się jako jedna z prac naukowych - na równi ze
                                        wszystkimi innymi pracami i tylko w okresie objętym oceną, np. 3-5 lat. Nie
                                        dyskredytowałoby to już obronionych habilitacji a zlikwidowałoby możliwość
                                        dożywotniego nicnierobienia po habilitacji.
                                        • alex.4 Re: DEBATA NAD PLANEM HAUSNERA 14.11.03, 18:22
                                          Gość portalu: klm napisał(a):

                                          > prosstaczek napisał:
                                          >
                                          > > A tak przy okazji lektury tego wątku przychodzi mi na myśl pytanie natury
                                          > > praktycznej. Jak wyobrażacie sobie rezygnację z habilitacji? Na czym miało
                                          > by
                                          > to
                                          > >
                                          > > polegać i kto miałby to przeprowadzić? Nie idzie mi o sprawy techniczne, a
                                          > le
                                          > o
                                          > > ludzi.
                                          >
                                          > To musi byc inicjatywa spoza środowiska uczelni - może wniosek poselski?
                                          > Argumentem może być zbliżenie się do UE - wszak nawet Niemcy uznali je za
                                          > przeżytek. A poza tym wcale nie trzeba habilitacji znosić. Wystarczy zmienić
                                          > system zatrudniania i oceny naukowców - okresowe kontrakty, ocena za dorobek
                                          > naukowy w ostatnim okresie (przedłużanie kontraktu - po ocenie osiągnięć w
                                          > jego okresie), budżet i środki na granty według kryterium jakości (ranking)
                                          > uczelni (a jakość uczelni mógłby wyznaczać dorobek naukowy pracowników).
                                          Praca
                                          > habilitacyjna liczyłaby się jako jedna z prac naukowych - na równi ze
                                          > wszystkimi innymi pracami i tylko w okresie objętym oceną, np. 3-5 lat. Nie
                                          > dyskredytowałoby to już obronionych habilitacji a zlikwidowałoby możliwość
                                          > dożywotniego nicnierobienia po habilitacji.
                                          Alex: Dokładnie tak....
                                          Pozdr
                                          • prosstaczek Re: DEBATA NAD PLANEM HAUSNERA 14.11.03, 18:52
                                            Pomysł wydaje się sensowny. Ale dalej nie pojmuję, kto miałby go realizować. To
                                            może wyjść tylko ze środowiska naukowego i to z jego aktualnych elit.
                                            Praktycznie nikt spoza tego srodowiska nie "czuje" problemu; dla przeciętnego
                                            Polaka stopień czy tytuł naukowy to gwarancja duzej wiedzy i cnót moralnych.
                                            Nie ma szans aby go przekonać, ze jest inaczej. A środowisko naukowe jest
                                            feudalne. Nie ma sensu dyskutować teraz czy to dobrze czy źle, to jest po
                                            prostu fakt. A pisze o tym, aby wskazać, iz głosu tzw. "dołów" nikt nie słucha.
                                            licza sie tylko głosy "suwerenów". Obawiam się, że profesorom, którym naprawde
                                            zależy na tym, aby nasza nauka funkcjonowala podobnie do np. amerykńskiej
                                            trudno (a jest ich niemało) jest się zorganizować. Nie widać więc nikogo, kto
                                            mógłby rzecz całą przeprowadzić.
                                            • alex.4 Re: DEBATA NAD PLANEM HAUSNERA 14.11.03, 19:00
                                              to nieparwda że srodowisko jest feudalne. W wielu ośrodkach tak nie jest. Mój
                                              szef jest np. liberalny... i tak traktuje swoich uczniów...
                                              Jest wiele miejsc gdzie feudalizm odchodzi w zapomnienie.
                                              Ale masz rację. Potrzeba, aby ktoś zaproponował takie zmiany w ustawie, aby
                                              zniszczyć feudalizm. W końcu Bastylia upadła ponad 200 lat temu. Pora zniszczyć
                                              naszą Bastylię...
                                              Pozdr
                                            • Gość: klm Re: DEBATA NAD PLANEM HAUSNERA IP: *.bialystok.cvx.ppp.tpnet.pl 14.11.03, 22:03
                                              prosstaczek napisał:

                                              > Pomysł wydaje się sensowny. Ale dalej nie pojmuję, kto miałby go realizować.
                                              To
                                              >
                                              > może wyjść tylko ze środowiska naukowego i to z jego aktualnych elit.
                                              > Praktycznie nikt spoza tego srodowiska nie "czuje" problemu; dla
                                              przeciętnego
                                              > Polaka stopień czy tytuł naukowy to gwarancja duzej wiedzy i cnót moralnych.
                                              > Nie ma szans aby go przekonać, ze jest inaczej. A środowisko naukowe jest
                                              > feudalne. Nie ma sensu dyskutować teraz czy to dobrze czy źle, to jest po
                                              > prostu fakt. A pisze o tym, aby wskazać, iz głosu tzw. "dołów" nikt nie
                                              słucha.
                                              >
                                              > licza sie tylko głosy "suwerenów". Obawiam się, że profesorom, którym
                                              naprawde
                                              > zależy na tym, aby nasza nauka funkcjonowala podobnie do np. amerykńskiej
                                              > trudno (a jest ich niemało) jest się zorganizować. Nie widać więc nikogo,
                                              kto
                                              > mógłby rzecz całą przeprowadzić.

                                              Zgoda, że w potocznej interpretacji stopień czy tytuł naukowy jest tożsamy z
                                              głęboka wiedzą. I z tym trudno (i chyba nie trzeba) walczyć. Ale też nie ma
                                              wielkich szans na spontaniczna autodestrukcję. Myślę, że szansą może być
                                              podniesienie wątku bardzo drażliwego w społeczeństwie. Chodzi mi o
                                              nagłośnienie sprawy - może z bogatą zsyntetyzowaną prezentacją dorobku
                                              naukowego po habilitacji (najlepiej skupić się na najbardziej renomowanych
                                              uczelniach, by z góry zneutralizować argument, że źle jest tylko w małych
                                              ośrodkach)- możliwości nicnierobienia, dożywotniego bezpieczeństwa bez względu
                                              na dokonania. Atak na habilitacje jest źle odbierany - jako atak nieudaczników
                                              i zagrożenie dla nauki. Pokazać więc, że stan nauki jest niski - mimo dużego
                                              nasycenia prof.dr.hab. Atak na "święte krowy", ciepłe posadki, brak osiągnięć
                                              i pozorowanie pracy naukowej, feudalne zależności, przerosty kadrowe w
                                              największych uczelniach i utytułowane osoby bez pracy dydaktycznej itp. ma
                                              dużo większe szanse na duży rezonans społeczny. To powinno byc wywołaniem
                                              dyskusji o nauce, wyraz zatroskania o jej stan, wskazaniem, że struktury w
                                              nauce są złe. Najlepiej mogliby to zainicjować dziennikarze, a gdy to sie
                                              nagłośni - politycy zwietrzą interes w zmianie tego stanu. I wtedy można
                                              liczyć na głos światłych naukowców. Po tej krytyce - niewielu się odważy
                                              bronic status quo, bo to może byc odbierane jako walka o utrzymanie
                                              przywilejów. Posłużenie się doświadczeniami innych państw (bez habilitacji a z
                                              znacznie większymi sukcesami naukowymi) i "wytrychem" inetgracji z UE powinno
                                              wzmocnić siłę argumentacji. I wtedy zakwestionować można sens dyskusji o
                                              projekcie ustawy. Można nawet zacząć pod sztandarem, że oto kolejny raz
                                              środowisko naukowe chce wprowadzać zmiany tak, aby nic nie zmienić. Chce
                                              utrzymać strukturę, która utrzyma nas w ogonie postępu naukowego. Ma to
                                              pozostac enklawa w świecie konkurencyjnej gospodarki rynkowej. Można powołać
                                              się na duże podobieństwo to walki adwokatów, notariuszy, radców prawnych,
                                              biegłych rewidentów itp. o utrzymanie swoich zamkniętych rewirów,
                                              gwarantujących im bardzo wysokie dochody.
                                              • prosstaczek Re: DEBATA NAD PLANEM HAUSNERA 15.11.03, 12:24
                                                Ja nie sadzę by jakakolwiek gazeta podjęła ten temat. Jeśli znacie takie gazety
                                                to je pokażcie. Wydaje mi się, że raczej trzeba próbować dotrzeć do tej elity
                                                profesorskiej, która chce cos zmieniac. A są tacy.
                                                • alex.4 Re: DEBATA NAD PLANEM HAUSNERA 15.11.03, 13:00
                                                  a może próboweać dotrzeć do ministra edukacji?
                                                  • prosstaczek Re: DEBATA NAD PLANEM HAUSNERA 15.11.03, 13:27
                                                    Można próbować. Musi to jednak zrobic konkretna osoba albo równie konkretna
                                                    grupa osób. Znasz takich odwaznych?
                                                  • prosstaczek Re: DEBATA NAD PLANEM HAUSNERA 17.11.03, 20:13
                                                    Ciekawa dyskusja na onecie. Adres


                                                    kiosk.onet.pl/art.html?DB=162&ITEM=1140503&KAT=242

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka