antyk-acap
11.09.14, 15:27
- Wierzyliśmy, że jedziemy na rutynowe ćwiczenia. Gdybym wiedział, że chodzi o wojnę, nigdy bym się na to nie zgodził. Mam dwójkę małych dzieci - opowiada w rozmowie z tygodnikiem Newsweek jeden z rosyjskich spadochroniarzy, którzy przypadkiem - jak twierdzi Kreml - znaleźli się na wschodzie Ukrainy. Swój pobyt na froncie nazywa najdłuższym sierpniem w życiu, a Rosjanie z niedowierzaniem przyjmują informacje o kolejnych cynkowych trumnach wracających do kraju z ofiarami wojny, która oficjalnie się nie toczy. Szach i mat Boa