GROM czy pogrom?

IP: *.IOd.krakow.pl 08.05.03, 08:00
Analiza Pawła Wrońskiego 06-05-2003, ostatnia aktualizacja 06-05-2003 19:15

Kłopoty najlepszej polskiej jednostki sił specjalnych

Dzięki sukcesowi komandosów GROM-u Polska znalazła się wśród zwycięzców wojny
w Iraku. Niedługo komandosi wrócą do kraju i... nadal nie będzie wiadomo, co
z nimi zrobić

W sobotę, 22 marca, grupa szturmowa GROM, współdziałając z komandosami
marynarki amerykańskiej Navy SEALS, w kwadrans zdobyła zaminowaną platformę
wydobywczą u wejścia do portu Umm Kasr oraz terminal naftowy. Sekretarz
obrony USA Donald Rumsfeld ocenił to jako "wspaniałą robotę". Rzeczywiście,
gdyby Irakijczykom udało się wysadzić platformę i terminal, na dłuższy czas
zostałby zablokowany tor wodny do jedynego irackiego portu, zaś po wysadzeniu
ropociągów północnej części Zatoki Perskiej groziłaby katastrofa ekologiczna.

O szczegółach tej akcji można się było dowiedzieć od strony amerykańskiej. W
Polsce pochwały Rumsfelda przyjmowane były z konsternacją. Nasza dyplomacja
ku zdumieniu Amerykanów prosiła ich o "wyciszenie" informacji o zbrojnym
udziale Polski w konflikcie irackim, by nie drażnić przeciwnych wojnie z
Irakiem społeczeństw państw Unii Europejskiej.

GROM okazał się jednym z najbardziej skutecznych instrumentów polskiej
polityki zagranicznej. Czy jednak polskie władze wiedzą, co zrobić z
superkomandosami?

Komandos niedopasowany

- To ostatni moment, by ratować GROM - twierdzi twórca i były dowódca
jednostki gen. Sławomir Petelicki. Obawia się on, że operacja w Iraku może
być ostatnią akcją GROM-u. W lutym po obniżeniu uposażeń w jednostce
(wynikało to z rozporządzenia poprzedniego ministra obrony Bronisława
Komorowskiego) odeszło z GROM-u przeszło 50 instruktorów. Do odejścia szykują
się następni.

Jeszcze kilka miesięcy temu politycy z lewej i prawej strony po cichu
twierdzili, że Polski nie stać na tak drogą formację jak GROM. - Nie może
istnieć jednostka składająca się z samych oficerów - mówił były szef MON
Bronisław Komorowski. Wtórował mu obecny wiceminister obrony Janusz Zemke: -
Ta jednostka jest bardzo droga, a zakres, w jakim może być użyta - niewielki.
Faktycznie GROM jest teraz wojskiem w wojsku.

Szef MON Jerzy Szmajdziński uspokaja, że GROM jest bardzo potrzebny, a MON
będzie robiło wszystko, aby podnosić jego wyszkolenie. Czy jednak
ministerstwo ma pomysł, co zrobić z komandosami?

Komu oni podlegają

W czasie operacji w Iraku GROM podlegał amerykańskiemu dowództwu. - Nie było
żadnych problemów. Jednostka świetnie współdziałała z amerykańskimi
jednostkami - twierdzi nasze źródło w ambasadzie USA.

O ile GROM-owi łatwo wpasować się w struktury armii amerykańskiej, to
znacznie trudniej w struktury polskiej. W 1999 r. GROM został przeniesiony z
MSWiA, gdzie bezpośrednio podlegał szefowi resortu, do MON. Tu też został
podporządkowany ministrowi, ale faktycznie jednostka podlega Zarządowi
Planowania Obronnego Sztabu Generalnego. - Problem w tym, że w sztabie
generalnym nikt nie rozumie znaczenia i sposobu przeprowadzania operacji
specjalnych, to oficerowie myślący jeszcze w starym stylu - twierdzi
Petelicki.

- Zdajemy sobie sprawę, że GROM i reszta armii polskiej to dwa światy, ale to
nieprawda, że Sztab Generalny dąży do zniszczenia GROM-u. Informacje na ten
temat pojawiające się w prasie to bzdura - powiedział nam jeden z pułkowników
Sztabu Generalnego, zastrzegający sobie anonimowość.

- Nie ma konfliktu między sztabem a GROM-em, w tym roku budżet jednostki
wynosi blisko 45 mln zł i jest najwyższy w jej historii - przypomina rzecznik
SG płk. Zdzisław Gnatowski.

Jednak oficerowie sztabu przyznają nieoficjalnie, że obecnie "nie ma
pomysłu", co zrobić z GROM-em.

W przeszłości minister Janusz Onyszkiewicz, a następnie Bronisław Komorowski
chcieli stworzyć Dowództwo Operacji Specjalnych: któremu podlegałby GROM, 1.
Pułk Specjalny z Lublińca, wydzielone oddziały 6. Brygady Powietrzno-
Szturmowej oraz FORMOZA - grupa komandosów Marynarki Wojennej.

Później min. Komorowski chciał włączyć GROM do Żandarmerii Wojskowej, co
komandosi uznali za zniewagę. Na przejęcie GROM-u miało kiedyś chrapkę
Dowództwo Wojsk Lądowych. Niedawno, jak twierdzi "Newsweek", pojawił się
pomysł, aby połączyć ją z 25. Brygadą Kawalerii Powietrznej. Były również
koncepcje, by jednostkę podporządkować Wojskowym Służbom Informacyjnym. W
ubiegłym roku, gdy w Sztabie Generalnym ktoś zaproponował, by oddzielić
część "morską" GROM-u i włączyć ją do Formozy, dymisją zagroził obecny
dowódca ppłk. Roman Polko.

Wojskowi spoza Sztabu Generalnego twierdzą, że do dowodzenia GROM-em
wystarczyłaby niewielka komórka przy ministrze obrony, ale sztab argumentuje,
że oznaczałoby to praktycznie oddanie naszej jednostki pod obcą komendę, w
domyśle - amerykańską.

Potrzebne kolejne dowództwo?

Problem z GROM-em nie wynika jedynie z zadrażnionych ambicji komandosów i
sztabowców. To problem rozwoju sił zbrojnych. Konflikty militarne w Kosowie i
Iraku wykazały, że najważniejszą rolę odgrywają w nich siły ekspedycyjne -
mobilne, potrafiące długo przebywać poza terenem kraju. Polska armia podobnie
jak NATO przygotowywała się do obrony własnego terytorium, i tak przez lata
kształtowały się struktury dowodzenia.

Siłami ekspedycyjnymi dysponują dziś tylko USA, Wielka Brytania i Francja.
Polska zakłada, że w 2008 roku jedna trzecia naszych sił będzie mogła być
dostosowana do jednostek NATO, ale NATO jest już opóźnione w stosunku do USA
o dziesięć lat i część jednostek amerykańskich posługuje się już innymi
procedurami niż natowskie.

Obecnie jedynie GROM oraz dwa okręty marynarki wojennej mogą współdziałać z
armią amerykańską. W przyszłości te standardy będzie spełniać 48 myśliwców F-
16 - to będzie kolejne "wojsko w wojsku". Kto powinien dowodzić tymi siłami?
Czy ci sami oficerowie, którzy odpowiedzialni są za szkolenie armii
poborowych?

Zdaniem ministra obrony narodowej powinno to być powoływane ad hoc "dowództwo
operacji połączonych", w którym uczestniczyliby oddelegowani oficerowie sił
lądowych, marynarki i lotnictwa. Temu dowództwu miałby ewentualnie podlegać
GROM. - Mieliśmy w sprawie powołania dowództwa operacji połączonych
konsultacje z byłymi ministrami obrony, kolejne planujemy na maj -
powiedział "Gazecie" minister Jerzy Szmajdziński.

Tego rodzaju dowództwo miałoby się jednak zajmować operacjami typowo
militarnymi, a GROM jest grupą przeznaczoną do zadań specjalnych, która
działa często poza operacjami militarnymi.

Akcja w Umm Kasr ocaliła GROM. Obecnie już nikt nie mówi o
konieczności "rozproszenia" żołnierzy GROM w armii, zatrudnieniu ich np. jako
instruktorów w Pułku Specjalnym w Lublińcu. Żołnierze GROM-u wrócą do Polski
jak bohaterowie, ale nadal nikt nie ma pomysłu, co z bohaterami zrobić.

OTO JEST PYTANIE ?
    • shatek Wczoraj przeczytane.... 09.05.03, 10:16
      w wyborczej pojawiła się notka ,że min. Szmajdziński ma ustalić kwestję
      dowództwa nad Gromem do końca maja.CZyżby artykuł Wrońskiego odniósł
      natychmiastowy sukces?
Pełna wersja