Dodaj do ulubionych

Naiwne pytanie x+x+18

02.08.09, 15:39
Zaobserwowałem, że przy ładowaniu dział większego kalibru najpierw wprowadza
się pocisk, a potem osobno ładunek miotający. I tu wsp. naiwne pytanie :
ładunek ten wygląda jakby był bez osłony (np. łuski), wiem, że próby nabojów
bezłuskowych mniejszego kalibru zarzucono z różnych względów. .
Obserwuj wątek
    • browiec1 Re: Naiwne pytanie x+x+18 02.08.09, 16:01
      Ja tam specjalista nie jestem,ale z tego co sie orientuje sa to
      zwykle naboje rozdzielnego ladowania,gdzie ladunek miotajacy jest
      takim swego rodzaju workiem napelnionym prochem.Cos takiego
      stosowano zdaje sie np. na pancernikach,zautomatyzowany tego proces
      byl jak pamietam pokazany w Liberatorze.
      A pociski bezluskowe z tego co wiem sa uzywane,np. w amunicji
      czolgowej,gdzie luska sie spala przy strzale a "wylatuje" jedynie
      spod pocisku ze splonka.
    • speedy13 Re: Naiwne pytanie x+x+18 02.08.09, 19:39
      Hej

      Tak - amunicja do ciężkich dział bardzo często ma charakter
      bezłuskowy. Ładunek miotający ma najczęściej postać pakietu worków z
      prochem spiętych razem np. taśmą z tkaniny, czasem przypiętych do
      metalowego "denka" stanowiącego dodatkowe uszczelnienie zamka,
      czasem i bez tego. Osobno, do odrębnego gniazda w zamku ładuje się
      zapłonnik, przypominający "ślepy" nabój karabinowy. Niekiedy (np. w
      brytyjskiej armacie czołgowej 120 mm L11) zapłonniki ładuje się w
      takim magazynku na 10 bodajże sztuk czy 15; wtedy nie trzeba
      oczywiście ładować zapłonnika przed każdym strzałem tylko wymienić
      ów magazynek po zużyciu.
      Obecnie do haubic 155 mm wiele firm oferuje zamiast tych woreczków z
      prochem, które trzeba razem związać/rozwiązać, ładunki miotające w
      postaci cylindrycznych segmentów - pojemników z prochem, wykonanych
      ze spalającego się materiału i łączonych ze sobą na wcisk. Są też
      prace nad zastąpieniem pirotechnicznego zapłonnika miniaturowym
      laserem (ale to będzie najpewniej wymagało wprowadzenia nowych
      ładunków miot.).

      Próby małokalibrowej amunicji bezłuskowej nie zostały zarzucone,
      jednak nie ma obecnie takiego "parcia" na nieustanną modernizację
      uzbrojenia jaka była w larach zimnej wojny. Więc idzie to sobie
      powolutku...
      Główne problemy z amunicją bezłuskową w przypadku broni
      małokalibrowej (broni strzeleckiej wkm-ów, działek) nie dotyczą już
      jakby tych dużych dział. W przypadku tych małokalibrowych z reguły
      chodzi o broń strzelającą ogniem ciągłym: zastosowanie w niej
      amunicji bezłuskowej związane jest z kilkoma problemami. Po pierwsze
      nabój jest dosyć brutalnie i szybko wyciągany z magazynka czy taśmy
      czy czegoś i pakowany do lufy - owa spalająca się łuska musi być
      więc odpowiednio wytrzymała by przy tym nie zaczęła pękać, kruszyć
      się itp. Po drugie, jeśli po wystrzale zostaną jakieś niedopalone
      resztki, albo i nie zostaną ale przy serii strzałów lufa zbytnio się
      rozgrzeje to w ciągu tego ułamka sekundy między kolejnymi strzałami
      nie zdąży oczywiście ostygnąć i w efekcie przy załadowaniu kolejnego
      naboju może nastąpić natychmiastowy samozapłon - nabój odpali przy
      niezamkniętym zamku co grozi poważnymi konsekwencjami, co najmniej
      uszkodzeniem broni albo i strzelca także. Tak więc trzeba
      odpowiednio zakombinować i z mechanizmem broni, i te naboje zrobić
      możliwie termoodporne itd. itp. A w przypadku tych dużych dział jest
      już łatwiej: one nie strzelają aż tak szybko żeby zdążyły się
      niebezpiecznie nagrzać, łatwiej też rozwiązać w nich jakiś mechanizm
      przedmuchujący lufę po strzale, celem usunięcia jakichś tam
      ewentualnych resztek...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka