Dodaj do ulubionych

Blog forumowy - trzecia edycja

    • madlaine_xx Moja dzisiejsza randka w ciemno :) 22.08.05, 23:21
      zauważyłam, że ostatnio coraz więcej zapachów kupuje najzupełniej w ciemno,
      jedynie po przeczytaniu nut, ewentualnie opinii. Co gorsza zupełnie mnie to nie
      przeraża, że wydaje pieniądze na zapachy trochę jak w rosyjskiej ruletce :)

      Ostatnio pod wpływem impulsu zakupiłam zupełnie mi nieznany zapach, zreszta
      kreatora tez nie bardzo kojarzyłam. Całe szczęscie, iż zapach okazał się
      strzałem w 10 i własnie rozkoszuję się jego wonią. W pierwszej chwili gdy
      doleciał mnie zapach, poczułam, że po raz kolejny mam szczęście i sie udało,
      ale po godzinie, juz zaczęłam klnąć, że zapach jest jednostajny i nie chce
      rozkwitnąć na mojej kapryśnej ostatnio skórze. Po kolejnej godzinie
      stwierdziłam, że jednak coś się zmieniło, a potem to juz co chwilę czułam coś
      innego, wonie się przeplatały, zmieniały, rozkwitały i gasły na zmianę, a ja
      coraz częściej zanurzałam nos w nadgarstku. Zapach okazał się byc ciepły i
      wibrujacy, bardzo zmienny mimo poczatkowego przestoju i stanie się chyba moim
      nr1 na nieuchronnie zbliżająca się jesień, chociaz na ciepły wieczór na
      powietrzu tez się z pewnością nadaje.

      Kupiłam go tak naprawde z dwóch powodów, nie jest oklepany i ma przecudny
      flakonik, zreszta nie ma się czemu dziwić skoro marka Mauboussin tworzy przede
      wszystkim biżuterię.

      PS. powinnam na ręce grazy złożyć serdeczne podziekowania, że wrzuciła link na
      forum, bo inaczej nigdy bym na niego nie wpadła, a dodatkowo cena w porównaniu
      do rynkowej była śmieszna, z czego najbardziej ucieszył się mój mąż :)

      PS2.teraz czekam na kolejną "niepewną" przesyłkę, życzcie oby i to rande vouz
      okazało sie przynajmniej równie udane :)))
        • nitulina Re: Zakupy w ciemno 22.08.05, 23:37
          To prawda, zakupy w ciemno mają w sobie dreszcz dodatkowy.
          Grałam w to całe poprzednie półrocze ;)
          Za największą porażkę uważam niebieskie les belles, kompletnie nic związanego z
          opisami a po kilku dniach jedynym skojarzeniem była , matko boska,
          hmmm...wiązanka pogrzebowa niesiona przez małe dziewczynki...Zresztą i
          pomarańczowe les belles przyprawia mnie o dziwny grymas, niechęć i wstręt,
          takie brrr, zgnilizna wydobywająca się spod wieńców...nic piernikowatego..
              • elve Grabarz... 23.08.05, 01:11
                skojarzył mi się z garbarzem... i przypomniało mi się, że dzięki Kalii (:*)
                miałam przyjemność poznać dwa nowe zapachy w moim życiu... (i nie chodzi o to,
                że Kalia mi sie kojarzy z garbarzem! no to może ad rem...)
                pierwszy to Annick Goutal Petite Cherie - znam go bardzo dobrze, bo okazało się,
                że pachnie bardzo podobnie do Poupee Rochas. Tyle że ten drugi jest dużo
                trwalszy i chyba jednak ujawnia bardziej skomplikowana kompozycję. tak czy owak
                - nie dla mnie... nie dla mnie brzoskwinia i kwiaty z lekką nutką retro.
                skojarzenie z garbarzem przyszło przy drugim zapachu. To Nilang Lalique'a.
                Baaardzo dziwne jest to co się z nim na mnie działo. Na skórze ręki przylgnął i
                roztoczył słodkie pole ochronne, coś pomiędy Angelem a Femme Individuelle, nic
                szczególnego ale przyjemne. natomiast na wysokość nosa wypuścił
                niezidentyfikowany obłok latający, mający być w założeniu chyba akordem
                skórzanym. niestety nie miało to nic wspólnego z daim blond ani nawet z
                ciemniejszym w odbiorze shalimarem - była to bowiem skóra surowa, świerza ale
                nieszlachetna, wręcz nieestetyczna, właśnie garbarska. gdy przybliżałam rękę do
                nosa, obłok znikał - pewnie przenosił się nad głowę. nie spotkałam się wczesniej
                z czymś takim, jest to bardzo intrygujące zjawisko, które musze jeszcze dokadnie
                zbadać, mimo upiornego drapania w gardla powodowanego przez to efemeryczne UFO...
                • kalia_t Re: Grabarz... 23.08.05, 11:49
                  Nawet ta świeczka fajnie wyszła, tak tematycznie:))) Nuty skórzane o których
                  wspominasz, uaktywniają się pod wpływem ciepła, niekoniecznie na skórze, ale
                  np. wystarczy gorące powietrze w pomieszczeniu i już gotowe.:) Nilang jednak
                  kocha zimno, najpiękniejszy jest w zimie wtedy po początkowej słodyczy robi się
                  wytrawny i ambrowy.:)
                  :)))
      • elve ha! 22.08.05, 23:49
        Waćpanna nie będziesz jedyną noszącą Mauboussin tej jesieni. kupiłam również, i
        wiem, czego się spodziewać, bo raz go wąchałam (niestety nie wiem, czy była to
        edt czy edp, bo flakony podobne a ja nie zwrócilam uwagi...)
    • nitulina Re: Obssesion night. 23.08.05, 17:23
      Dzisiaj pierwszy raz powąchałam, obydwie wersje.


      Absurdalnie damska wersja night jest zdecydowanie lżejsza, nowoczesna,dzienna...
      Tak się zastanawiałam dlaczego night, no i wpadłam, moim zdaniem obydwie mają
      jakiś składnik, który przypomina sztyft do nosa,ale nie jest to mentol, jak to
      wdycham to chłodzi, a noc jest przecież chłodna...chłodniejsza niż dzień...

      Teraz kiedy wywietrzało przypomina trochę herbaciane wody bulgari...
      Nie wiele ma wspólnego z klasykiem, przypomina raczej lekkie CK be...
    • nitulina Re: Jesusa Del Pozo In Black 23.08.05, 17:36
      Rzeczywiście ma taki moment kiedy jest odurzający, męczący ale zmuszający do
      wracania nosem w nadgarstek...może to właśnie ten narkotyczny zapach czarnej
      lilii? niestety może zemdlić...
      Potem wietrzeje i zostaje przyzwoita słodka baza...
      Piekny flakon...
        • olesiam Re: Jesus Del Pozo In Black 23.08.05, 21:11
          pierwszy test niestety nie wypadl pozytywnie,choc panna na reklamie wyglada tak
          kuszaco:), a ze Kaloo tego dnia miala na lapce pol perfumerii, nastepnego dalam
          2 szanse, niestety, jakies podobienstwo do Miss Dior Cherie z ta ulepkowoscia
          wywoluje u mnie dosc mocne objawy ciazowe:(bardzo szkoda, bo faktycznie po
          godzinie lagodnieje i zaczyna byc calkiem do noszenia, ale jak tu godzine
          wytrzymac?:)cena tez przyjemna, ale nie dla mnie on...:(
          • kalooo Marrionnaud Wileńska -przecen ciąg dalszy;) 24.08.05, 12:41
            Po mojej wizycie w Marrionnaud dołączam kolejne okazy;)

            Coriolan/ Guerlain żel do modelowania włosów perfumowany, 150 ml /101 zł

            Van Cleef & Arpels TSAR żel pod prysznic 200ml 74zł

            Truth LUSH żel pod prysznic 200ml /74 zł, jest też mgiełka na noc, balsam do
            ciała i woda – wszystko -20%.

            Lacoste FOR WOMAN ( nie pour femme) mleczko 92 zł ,jest też woda toaletowa

            AZZURA Azzaro edt 100ml/ 203zł i 50ml/ 185zł

            Spray chłodzący Davidoff Cool Water z limitowanej serii 100 zł

            DUENDE ( nie Essencia!) mleczko – nie miało ceny, edt 100 ml /245 zł

            Ventilo 100ml/ 256 zł po obniżce

            Madeleine Vionnet 100 ml edp 80zł

            Fleur d’eau Rochas 206 zł

            Emoi Jacques Esthrel 108,5 zł/ 50ml

            Versace Essence: Etheral, Emotional, Exiting ( ten mam, lekko geraniowy,
            świeży, ale i nieco ciepły. Flakon w kształcie kryształu.) 244zł – 30%

            Woda perfumowana do włosów Intuition 140zł

            Eau de Dior- wszystkie kolory / 116zł

            Absolu Rocha 50 ml/ 176zł

            TRESOR perfumy czyste 385zł- 20%

            CK One czerwone i wersja letnia sprzed roku, zielona – po 190zł

            Aubusson pour Homme after shave spray 100 ml/ 39zł

            Un Amour de Patou dezodorant perfumowany 150 ml/ 37,50 zł

            Fahrenheit Legere - nie było ceny

            Na niemal wszystkie zapachy -20 % I -30%,+ mnóstwo kolorówki i limitowanek!;)))

            I na koniec ciekawostka: do tego stopnia pozbywają się zapasów,że można zakupić
            za ok.75zł krem Szapołowskiej z serii Sza,która u nas była 100 lat temu, krem
            jest chłodząco relaksujący i ...z datą ważności do 07.2004...!;/
            Kto się skusi?;D
          • epikurejka Re: Jesus Del Pozo In Black 24.08.05, 17:53
            Testowałam wczoraj i o ile początek wydawał mi się bardzo interesujący to po
            ok.godzinie zrobił sie strasznie słodki i mdły. Bardzo przypomina mi nowe
            Y.Yamamoto pour femme, które zresztą lubię ale w tym przypadku nie za bardzo mi
            się ten zapach podoba.
          • kalooo Re: Jesus Del Pozo In Black 24.08.05, 18:35
            oj tam zaraz pół,ledwo jedną czwartą..;)))
            A del pozo mnie pierwszy raz negatywnie zaskoczył- ten nowy zapach to dla mnie
            kompletne rozczarowanie-przynajmniej na razie- ja odbieram go jako czekoladę z
            orzechami w wódce...;)
            • kalia_t Re: Jesus Del Pozo In Black 24.08.05, 19:22
              kalooo napisała:

              > oj tam zaraz pół,ledwo jedną czwartą..;)))
              > A del pozo mnie pierwszy raz negatywnie zaskoczył- ten nowy zapach to dla
              mnie
              > kompletne rozczarowanie-przynajmniej na razie- ja odbieram go jako czekoladę
              z
              > orzechami w wódce...;)

              O mamo mnie też:D Może nie aż tak bardzo negatywanie, ale do rzeczy... Na mnie
              pobrzmiewają echa Apparition, jednym słowem powiało plagiatem.:( Zapach z tych
              ciepłych, delikatnie pudrowych i orientalnych, trwały i wyczuwalny. Męski In
              Black jest o niebo lepszy, ba, nawet pokusiłabym się go nosić(przepięknie
              osadzona wanilia, miód na moje serce), a to już o czymś świadczy(złamałabym
              zasadę, ze używam wyłącznie damskie perfumy). Także rozczarowanie, ale
              osłodzone pięknem męskiego In black.:)Mój faworyt wśród zapachachów męskich, na
              serio mnie urzekł.:)
                  • kalia_t Jesus Del Pozo In Black a Emotion P.Cardin:) 07.09.05, 20:09
                    Emotion pojawiły sie jako pierwsze, wcześniej wąchałam je tylko na papierku, a
                    obecnie mam je na stanie i mogę sie nimi upajać do woli.:P Emotion to bardzo
                    elegancki zapach, wieczorowy orient w najczystszym wydaniu, z pewną balsamiczną
                    i aksamitną nutką którą bardzo lubię, a co najwazniejsze na otwarciu jest
                    ukochana czarna porzeczka. :) Na mnie rozwinęły się i ułożyły w stylu
                    późniejszego In black J.del Pozo, ale są trwalsze i w ostaniej nucie nie tworzy
                    się ulepek, a dzięki paczuli tworzą urokliwą mgiełkę.:)Nawet w dzisiejszy
                    ciepły i słoneczny dzień mnie nie zmeczyły i chwałą im.:) Podsumowując to
                    całkiem udany zapach Pierre Cardin'a.:)
    • olesiam Francuskie lampy zapachowe Berger 24.08.05, 21:55
      Wczoraj odwiedzilam sklep Rosenthala w budynku Metropolitan (pl.Piłsudskiego) i
      odkrylam sliczne lampy zapachowe, i oblędne olejki do nich, są bardzo trwale i
      piekne leza tez na skorze, jest 16 roznych do wyboru. 500 ml kosztuje 60 zl:)
      (moge sie mylic, ale chyba nie)
      Nie wspomne o Panu ktory tam pracuje, zna sie na zapachach i pozdrawia Forum:)
      O.

      www.redriverdrugs.com/lampe_berger/
        • chatka_ Blog forumowy - wspomnienia z wakacji. 27.08.05, 16:15
          Do plecaka wrzucialam dwie miniaturki, Attraction - na tance, Miracle, z
          nadzieja, ze w koncu je skoncze i dwie probeczki: Sensi White Flowers - na
          sieste i Pure Jil Sander- na obudzenie. Mialam jednak nadzieje, ze zaden z tych
          zapachow nie bedzie mi tak przypominal Kuby jak te, ktore dopiero sobie sprawie
          na lotnisku i na miejscu.

          Na Berlin-Schoenefeld znalazlam prawie wszystko czego szukalam i nie szukalam.
          I popadlam w panike, jak tu zdecydowac sie na jeden, gdy wlasciwie zadnego
          urody nie bylam juz pewna. Taki faworyt jak Opium Fleur de Shanghai zupelnie
          nie pasuje do mojego "wnetrza" - nie lubie koronkowych serwet i sztucznych
          kwiatow w krysztalowych wazonach; Shalimar pieknie rozpoczal hebanowych
          drewnem, ale po cholere ktos go wypastowal... Orange Magnifica AA urzekla jak
          za pierwszym razem, ale coz jesli moi panowie ja zdyskwalifikowali, z ich
          zdaniem musialam sie jednak liczyc, w koncu mielismy razem miesiac spedzic.
          Bulgari BLV Notte uznali za bardzo kobiece, a mi wydaly sie jakies meskie.
          Zupelnie odwrotnie bylo z JdN Hermesa, a jak przyszla kolej na Lucky Day,
          stwierdzialam, ze nic nie czuje...

          Wyladowalam wiec z nadzieja na lokalne perfumy. Jedynym ich producentem na
          Kubie jest firma Suchel Fragancia. Najbardziej popularne i rozreklamowane to
          Mariposa (Motyl), nazwa pochodzi od pieknego bialego kwiatu o iscie motylich
          platkach, ktory jest symbolem Kuby. W naturze przypomina jasmin (platki jasminu
          w cukrze?), we flakonie - Pleasures EL. Coral Negro kolejny kubanski zapach to
          tandetny ulepek, nie warto o nim wspominac, wybralam Camerate - na Kubie rosnie
          wiciokrzew, wcale bym sie nie zdziwila. Poczatek ma wcale nie zachecajacy, tyle
          ma w sobie dyskrecji i szlachetnosci co perfumy "na wage", ale final mieciutki
          i subtelny jak dotyk platkow maripozy... Mialam okazje dotykac i wachac wiele
          innych kwiatow, ktorych nazw niestety nie znam, niektore pachnialy landrynkami
          w ksztalcie czastek mandarynki i taki tez mialy kielich, inne choc kusily
          kolorem i forma, zapachu w sobie niewiele mialy.

          Z marek zachodnich regularnie spotykalam tylko trzy: Caroline Herrere, Paco
          Rabanne i Nine Ricci, ale w zupelnie nieoczekwanych miejscach, w malych
          miescianch spotkac udalo sie pokaznych rozmiarow perly : Fleur D'interdit
          Givenchy, Birmane Van Cleef & Arpels czy Byzance by Rochas.

          Camerata ostatecznie bardziej spodobala sie mamie niz mnie. A ja wrocilam do
          Attraction, ktory zbieral wiele kompelmentow, a po powrocie czekala na mnie
          Oriental Summer zarezerwowana u Merolik. Sezon wiec nie okazal sie taki zly :)
    • sorbet Caleche, L'Eau d'Ambre 03.09.05, 00:20
      Czy ktoś ma może wrażenie, że w Caleche jest coś podobnego do EdM? To coś
      słodkiego, "mineralnego", które kojarzyło mi się z słodkiem wapniem do
      jedzenia, hihi. Oczywiście jest to tylko jedna z nut:-)

      Spróbowałem także L'Artisan L'Eau d'Ambre, dzięki Olesi. To chybna najbardziej
      komfortowa ambra jaką znam. Słodycz, miękość, puder. Odrobinę tylko
      zwierzęcości. Fajnie. Ale czy po to człowiek perfumuje się ambrą, żeby się
      czuć "komfortowo":-)?
      • olesiam Re: Caleche, L'Eau d'Ambre 03.09.05, 09:56
        Czy ktoś ma może wrażenie, że w Caleche jest coś podobnego do EdM? To coś
        > słodkiego, "mineralnego", które kojarzyło mi się z słodkiem wapniem do
        > jedzenia, hihi. Oczywiście jest to tylko jedna z nut:-)

        Podczas jednego ze spotkan z Graza wlasnie to jej powiedzialam:)Wiedzialam, ze
        kupila Caleche Delikatny i wieczorem zrobilam test na lapie dla przypomnienia,
        to bylo to cos, co w EdM jest gdzies po 2-3 godzinach w tle, matko jak to
        opisac:)ale potwierdzam te teorie:)
        O.
        • marla30 Re: Caleche, L'Eau d'Ambre 06.09.05, 10:39
          Oj, a na mnie nie mają ani jednej wspólnej nuty. Co więcej, ukochany EdM strasznie mnie zmęczył niedawno na uroczystym rozpoczęciu roku szkolnego w szkole muzycznej. Wcześniej się psiknęłam delikatnie, a podczas (baaardzo długiego) koncertu męczyłam się straszliwie, bo EdM gdzieś się zatrzymał w nutach początkowych, tych dusznych, jakby kurzowych, i tak sobie trwał, roztaczając wokół aromat figi. W końcu zniknął bez śladu. Pierwszy raz mi taki numer zrobił. Caleche delikatne z kolei zawsze na mnie tak elegancko pachnie, lubię to, bo szczególną elegancją nie grzeszę :). A niedawno doszła do mnie przesyłka od iem z Faubourgiem i zapachnę sobie nobliwie dziś pod wieczór, co w zestawieniu z porwaną koszulką i bojówkami da dość dziwny efekt.
          • marla30 Re: Caleche, L'Eau d'Ambre 05.10.05, 19:00
            Chyba źle w głowie miałam - oczywiście, chodziło mi o ukochany Un jardin en Mediterranee, a nie EdM :)). Skąd by tam figi? Czyli cała moja wypowiedź bez sensu i związku z poprzednimi postami.
    • mathilde17 Re: Blog forumowy - trzecia edycja 07.09.05, 16:14
      Wybrałam się wczoraj przetestować nowości, których pierwszy wysyp pojawił się w
      perfumeriach. Ogólne wrażenie - wiele z tego, co wąchałam, to
      zapachy "bezpieczne", w tym sensie, że po ciekawej pierwszej nucie zlewają się
      w dość już ograny zestaw wanilia - ambra - jakiś kwiat, często jaśmin. Czyli,
      pokrótce mówiąc, im dalej, tym gorzej. (Chyba rozbestwiłam się na zapachach SL,
      po nich inaczej się już patrzy na resztę świata perfumowego, hihi.) Druga
      większa grupa, jaką mój nos rozróżnia, to zapachy paczulowo - żywiczne (tu
      przynajmniej ta ambra pachnie jak należy) - te zdecydowanie wolę; Prada jest
      póki co faworytem w moim osobistym rankingu.
      Na rękach przetestowałam Le Parfum Lalique'a i Euphorię CK. Ten pierwszy
      nieodparcie skojarzył mi się z Brit Red - to samo wrażenie owocowego ciasta,
      kwaskowato - waniliowego. Później jednak pojawia się o wiele więcej paczuli,
      która zostaje na ręce w towarzystwie stonowanej dość wanilii i kwaśnych owoców.
      Rezultat mniej słodki niż BR. Wyczytałam, że w nutach jest liść laurowy,
      jaśmin, heliotrop, bób tonka i paczuli. Nie wiem czy kiedykolwiek nauczę się
      rozróżniać heliotrop:))
      Pierwszy niuch Euphorii rzeczywiście zawraca w głowie. Fachowa prasa twierdzi,
      że to egzotyczne owoce; ja poczułam dziwną, ale fajną mieszankę truskawek i
      paczuli. No ale -właśnie- potem łagodnieje i banalnieje; paczula wprawdzie
      gdzieś tam się do końca plącze, ale całość robi się kremowo słodka i ambrowa,
      ale tą mniej surową ambrą (to biała? szara? nie wiem).
      Hypnose Lancome rozczarowuje, ale też nie spodziewałam się rewelacji - już
      Attraction był nieciekawy. Pierwsza świeża i zielona nuta (wetiwer) szybko
      ulatuje, a potem same nudy - słodko, mdławo i banalnie. Na papierku przypomina
      trochę Instant, skojarzył mi się też z Kingdom, albo z Visit. Jakoś nie lubię
      tych zapachów, są na jedno kopyto.
      Przyjemny dosyć jest V Valentino; początek świeży, zielono-grejpfrutowy, potem
      czuć słodkie, ale łagodne i lekkie kwiatowo - migdałowe nuty na drzewnym
      spodzie.
      Wąchałam jeszcze Cerruti 1881 Collection, w którym dominują winogrona na
      kwiatowo-drzewnym tle, i Promesse Cacharel - no, to już jest banał do kwadratu,
      typowe kwiatowo - owocowe z piżmowo -drzewną bazą, takich zapachów jest od
      groma.
      Była możliwość powąchania Alien "en avant-premiere", ale trzeba było poprosić
      ekspedientkę, a akurat wszystkie się gdzieś ulotniły. Może zrobię jutro drugie
      podejście.
      W Marie-Claire przeczytałam jeszcze o nowych perfumach Frederica Malle - Carnal
      Flower. W składzie mają być tuberoza, kwiat pomarańczy, kokos i kamfora (tak!).
      Brzmi intrygująco, chociaż białe kwiaty to wybitnie nie moje klimaty. Yves
      Rocher ma wypuścić nową kolekcję Secrets d'Essence (chyba bardziej ekskluzywną,
      sądząc po flakonie na obrazku i cenie), gdzie pierwszym zapachem ma być Voile
      d'Ambre. W składzie ma być skórka zielonej mandarynki, mirra, kadzidło,
      wanilia, sandałowiec i paczuli. Bardzo jestem ciekawa tego zapachu. Guerlain
      stworzył trzy nowe zapachy - przypuszczam, że butikowe - we flakonie z taką
      staromodną pompką (Prada też ma takie, ale nie wiem czy na wszystkich
      flakonach): Rose Barbare, Cuir Beluga (ponoć zamszowa wanilia), i Angelique
      Noire. Widziałam też w perfumerii Classique JPG w nowym, soczyście koralowym
      gorsecie - fajny. No i nie mogę się już doczekać, kiedy niuchnę Cedre SL - ma
      tam być - oprócz drzewa cedrowego - cynamon, goździki, ambra i tuberoza.
      • sorbet Re: Blog forumowy - trzecia edycja 07.09.05, 16:19
        Właśnie czuję w Wawie "wszędzie" paczulę, fajną, słodką, chyba z ambrą:-)

        Mathilde, czy wiesz coś na temat nowej jaśminowej LArtisan? Podobno ma być to w
        stylu harvest, czyli tylko jaśmin z Tunezji chyba i tylko w jakieś tam porze
        roku.

        Myślę że Prada zarzuciła modę na paczulę, też mi się podoba:-)
                • sorbet Re: Sorki:-) to kwiat pomarańczy, nie jaśmin i to 07.09.05, 18:23
                  O dzięki, to jeden z najlepszych blogów o perfumach:-P, wraz z Turina i noew
                  smell this. Właściwie nie wiem czemu nie napisałem o nim na forum, hihi.

                  I jak tu powiedzieć że kwiat pomarańczy jest babciny. Kojarzy mi się właśnie z
                  b. wczesną młodością (tj. moją, hehe) Uwielbiam ten zapach. Także ylang i
                  jaśmin, nawet polubiłem tuberozę (same babcine). W realu jaśmin i ylang jest
                  również przepiękny.
                  • elve kwiat pomarańczy, lalala :) 08.09.05, 00:50
                    sorbet, widzę, że mocno stajesz w obronie kwiatków pomarańczy. musze więc
                    sprostować - one moim zdaniem pachną pięknie, o czym już nie raz pisałam a
                    propos fleurs d'oranger Lutensa. ale ten składnik jest imo używany w perfumach
                    raczej nieumiejętnie, z przesadą, ze złymi składnikami, które podbijają jego
                    dławiczość i duszność, zamiast wysuwać na pierwszy plan jego obfitość, bogactwo.
                    stąd bardzo często babciny efekt w zapachach je zawierających.
                    a swoją drogą - myślę że pod pojeciem babcinego zapachu każdy widzi coś troszkę
                    albo nawet bardzo innego :)
                    • sorbet Re: kwiat pomarańczy, lalala :) 14.09.05, 17:56
                      No kwiat jest moim ulubionym:-) Te babcine kwiaty są już klasykami i niestety
                      to one "źle" :-P się kojarzą. Teraz robi się zapachy z kwiatów o egzotycznie
                      brzmiącej nazwie. Tyle ze my tak naprawdę nie bardzo mamy okazji żeby się
                      przekonać, jak to się ma do rzeczywistości.

                      Powiedziałbym też, że olejki kwiatów pomarańczy (lub jaśminu, ylangu czy
                      tuberozy) są dość drogie i użyto po prostu jakiegoś space headu, niezawsze
                      najlepszej jakości i niezawsze to wychodzi ładnie na skórze. Pamiętam że SL
                      mówi iż traci na FdO:-) ale to jego ulubiony zapach i już.
                      • modern_witch Re: kwiat pomarańczy, lalala :) 15.09.05, 22:12
                        ciekawe, kiedy się okaże, że jednak kwiat pomarańczy jestem w stanie polubić;-P

                        moja awersja do tej nuty dotyczy głównie jednego jej wcielenia - i może to
                        własnie się okazać, że to jakiś kiepski syntetyk - wyczuwalnego w niektórych
                        męskich wodach kolońskich. Roboczo określam takie wody jako "zadbany starszy
                        pan", oczywiscie nie chcąc nikogo urazić;-P. Takie wody uwielbiał mój nieżyjący
                        już dziadek - z jednej strony więc ten zapach nawet budzi jakąś nostalgię -
                        natomiast tak "estetycznie" i "dla mnie" to ta nuta jest trudna.
                        Zwłaszcza, że dziadek należał do "starej szkoły" głoszącej, że kobietę (a zatem
                        wnuczkę też) mozna w lany poniedziałek co najwyżej dyskretnie spryskać wodą
                        kolońską. I robił to z upodobaniem. Och, jak ja wtedy prychałam ze złości, już
                        bym chyba kubeł wody wolała... choć teraz to i może nawet i na oblanie połową
                        butli tej wody kolońskiej bym się zgodziła, byle by to on mógł być
                        tym "oblewającym", no ale to już inna rzecz... w każdym razie sentyment za
                        dziadkiem to jedno, ale ten kwiat pomarańczy, ostry i koloński, pewnie właśnie
                        syntetyczny, jest dla mnie trudny bardzo.

                        Za to FdO SL zapamiętałam inaczej. Pamiętam, jak zaskoczona stwierdziłam, że
                        to "pierwszy i jedyny kwiat pomarańczy, który mogłabym nosić". Nie drażnił,
                        miał w sobie jakąś słodycz, coś co jednocześnie uruchamiało i węch i kubki
                        smakowe... tak to też jeden z tych zapachów, których smaku musiałam na skórze
                        spróbować (jeszcze się wtedy wstydziłam tu na forum do takich "perwersji"
                        przyznawać;-P)
                        I tak się teraz zastanawiam, moze moja niechęć do kwiatu pomarańczy faktycznie
                        odnosi się do tego syntetycznego, a tak naprawdę kiedyś mnie jeszcze ten zapach
                        zaskoczy... no bo już blisko, 24 F lubię... a z FdO o krok, o krok od
                        polubienia się byliśmy...
    • mathilde17 Re: Blog forumowy - trzecia edycja 14.09.05, 17:32
      Wąchałam dziś nowego SL - Cedre. Jak zwykle olśniewa bogactwem i smakowitą
      zmysłowością... Pierwszy niuch to niemal czysty cynamon, który następnie robi
      się nieco cukierkowy, karmelowy (hmm, to pewnie ta tuberoza...), po czym
      wkraczają przyprawy, piernikowe, że aż w nosie kręci. W głębi gra drzewno -
      szyprowa nuta, taka jaką znam z Mitsouko czy Winter Delice.
      Właśnie! Winter Delice. Przez całą drogę z miasta miałam to na końcu języka,
      tfu, nosa:)). Te bazy mają całkiem podobne.
      Przetestowałam też Voile d'Ambre Yves Rocher. Początek rzeczywiście bogaty,
      czuć ambrę, mirrę, trochę kadzidła (betlejemsko się robi), tylko nie wiadomo,
      co dalej, bo zapach niestety znika, przynajmniej z ręki. Na papierku czuć
      jeszcze paczulę.
      Aha, i napotkałam w Sephorze jakąś nowość Escady, o której w ogóle wcześniej
      nie słyszałam ani nie czytałam. Pudełko blado-zielono-niebieskie z amarantową
      (chyba) kropką. Nazwy nie ma. A pachnie bardzo przyjemnie, tylko bardziej
      letnio niż jesiennie. Na początku owoce, zwłaszcza mango, potem kremowe,
      lekkie, delikatne kwiaty. Taki w stylu Be 21 Orlane.
      • elve Re: Blog forumowy - trzecia edycja 14.09.05, 21:23
        to nowy zapach flagowy escady, u nas jeszcze nie ma. za to jest Promesse
        Cacharel. prosze Państwa, uwaga! proponuję trzymać się daleko od tego świństwa!
        przepraszam za mocne słowa, ale to chyba jeszcze większa porażka niż Kenzo
        Summer... pachnie toto jak jedna z sezonówek escady, tylko jeszcze sztuczniej i
        jeszcze mniej ciekawie. ja bym na to nawet "landryna" nie powiedziała, bo
        landyna jest słodka i zdecydowana, a to jest kwaskowe i jakies takie rozmemłane,
        nieczyste. brrrrrrr, paskudztwo! nawet zapach Paris Hilton jawi się przy
        Promesse jako coś całkiem zacnego! zgroza! lol :D
        może to moja skóra harce wyczynia i coś przekłamuje, nie wiem. ale Promesse
        wygra u mnie w kategorii najgorszy zapach jesienny 2005.
        • kalia_t Re: Blog forumowy - trzecia edycja 14.09.05, 22:52
          Elve naprawdę jest tak źle, może Promesse ma jednak jakiś mały plus, w końcu to
          obietnica...? Cały czas jednak czekam na Cacharela, bo w Poznaniu jak
          zwykle "delikatny" poślizg:D:D:D, a tu takie wieści Hiobowe z frontu nadchodzą
          <chlip>. Paris Hilton już wąchałam, wystarczył mi niuch z atomizera, aby
          wiedzieć, ze niekoniecznie mam ochotę na bliższą znajomość z tym zapachem.
          Landryna aż piszczała z radości, a gdyby tego było mało to różowo-
          fluorescencyjny flakon mnie oślepił.... Obiecuję, że jak tylko dorwę Cacharela
          w Poznaniu to natychmiast podzielę się wrażeniami.:)
        • dori7 Promesse 17.09.05, 21:10
          elve napisała:

          > Promesse
          > wygra u mnie w kategorii najgorszy zapach jesienny 2005.

          U mnie ma drugie miejsce, zaraz za City Glam. Wg mnie Promesse poczatek ma nawet
          do zniesienia - slodki, kwiatuszkowy, banalny - pewnie spora grupa kupi go po
          testach typu "wachamy szyjke butelki, a ostatecznie pryskamy nadgarstek i po
          minucie decydujemy sie na zakup". A potem bedzie morderstwo w tramwaju, bo ten
          obrzydliwy kwasek pojawia sie dopiero po dluzszej chwili, brrr :((

          Jesli pojawi sie na miescie spora grupa wielbicielek City Glam i Promesse, to
          rozwazam kontratak w postaci trzech psikow Slonia! Zadne kwasno-mydlane kwiatki
          nie beda w stanie sie przebic przez taki pancerz :P
          • kalia_t Re: Promesse 18.09.05, 21:00
            Dori7 miej litość:-))):D Promesse to słodko-kwaśny koszmarek w stylu landrynek
            Brando ze szczyptą rachitycznych kwiatków na początku, nieprzyjemnie wwierca
            się w nos i pozostawia "niezapomniane wrażenie".:((( Jednak City Glam będę
            bronić jak kiedyś Chic:))) Z założenia jest to zapach szyprowy, ale na sobie
            żadnych szyprowych nut nie wyczuwam(na szczęście!)- czyli podobna sytuacja jak
            w przypadku Skin, jedynie pod koniec w bazie deliktnie unosi się paczula. CG
            ułożył się swieżo i dość oszczędnie, oznacza to że nie jest nachalny, tylko
            lekki i otulający przy powiewach wiatru. Początek ma musujący i świeży (czarna
            porzeczka, kolendra), później wyczuwam delikatne kwiatki, ale takie bardziej z
            proszku do prania niż z łąki, całość jest przyjemna i niezobowiązująca...
            Moim skromnym zdaniem City Glam nie jest zapachem na zimę czy też jesień, za to
            doskonale będzie się sprawdzał w upalne dni, doskonale orzeźwiał i chłodził.
            Dzięki nutce świeżego prania, ma charakter sportowy i doskonale nadaje się na
            dzień do biura i na spotkania mniej oficjalne, najmniej przypadł mi do gustu
            flakon, ale w przypadku Emporio to już tradycja...:)
                • sorbet Re: Promesse 20.09.05, 19:46
                  Promesse to takie zeszłoroczne porzeczki ?:-P

                  Dziś bawiłem się Hypnose w Sephorze i niemal odskoczyłem z przerażenia, kiedy
                  to spray z aparatu wycelował prosto na mnie. Tak to jest kiedy człowiek szedł
                  na "spacerek" bo w pracy by zasnął:-D.
                  • lune Promesse - ohyda ... 21.09.05, 09:24
                    syntetyczne cos - slodko-kwasne ... wystarczyl mi jeden psik na papierek ; nie
                    odwazylabym sie tknac tym skory :(
                    obok stal sobie nowy Cerruti - wrazenie podobne ;

                    wlasciwie to juz nie wiem ktory byl bardziej paskudny - czy ten syntetyczny
                    porzeczkowy czy ten syntetyczny wisniowy ?

                    uwazam ze sie totalnie deklasuja takimi propozycjami ; az zal tych wielkich
                    nazwisk dla tak tandetnych sztuczek :((((

                    lune

                    ps. nie wykluczam ze to moj nos tak wybrzydza ; byc moze ktos dostrzeze urok
                    ktory dla mnie jest poza zasiegiem ;)
    • mathilde17 Re: Blog forumowy - trzecia edycja 15.09.05, 16:07
      Powąchałam dziś Aliena i muszę powiedzieć, że jeśli ktoś spodziewa się
      rewolucji na miarę Angel, to się mocno zawiedzie... Mugler zrobił zapach
      bezpieczny, niczym się nie wyróżniający pomiędzy wieloma innymi nowościami;
      znowu jaśmin plus wanilia-ambra. Słodkie to, miłe jak miękki sweterek, i
      niewiele więcej, żadna tam "świetlista istota otwierająca wrota do innego
      świata", jak to tekst reklamowy głosił. Troszeczkę może tam pobrzmiewa znany z
      Narciso łagodnie maślany akord, ale obudowany jest o wiele banalniej. Ogólnie
      rzecz ujmując, znowu przerost formy nad treścią i wiele hałasu o... prawie nic.
      A Promesse faktycznie jest brzydki i banalny, robi się paskudnie kwiatkowo-
      kwaskowy już na papierku.
      • sorbet Książeczka SL:-) 17.09.05, 20:13
        Dziękuję Mai za całą ksiązeczkę:-) Wąchałem dziś

        1. Vetiver Oriental - podobno najlepszy wetiwer ale imo jest bardziej oriental
        niż wetiwerowy. Bardzo mocny drzewny, z jakąś apteczną nutką. Dużo chyba
        wanilii, która daje miękkie i słodkie tło, ale i to też uroda woskowych próbek.
        Czuję także coś kwaśnego, ala cytrynę:-) i akork "slepu z dywanami". Po
        dłuższym czasie występuje Kouros, w znacznie lżejszym wydaniu.


        2. Un Lys - który na początku jest raczej Un jaśmin i Un tuberoza. I prawie się
        nie zmienia.

        3. Tubereuse Criminelle. Bardzo bardzo fajny jaśmin:-) z tuberozą. Nie jest aż
        tak słodki i nascycony jak Fracas, z odrobiną zielonej nutki i przytłaczającego
        wosku:-) niestety.

        4. Rose de Nuit. Świeża, trochę ostra i metaliczna róża. Intrygująca, lecz wax
        nie jest dobrym testerem dla kwiatowego zapachu. Ten jest z tej ligii co Fleur
        de The Rose Bulgare i Sa Majesté la Rose też SL imo, mniej tu czuć jednak
        ambry i "ziemii".

        Ciąg dalszy nastąpi (testowałem kiedyś chyba Chergui - b.b. interesujący
        zapach, dziś jeszcze raz powącham.)
    • sorbet Re: Blog forumowy - trzecia edycja 22.09.05, 00:47
      Wąchałem

      Passage d'Enfer - nie bardzo ten zapach rozgryzłem. Wcale mi nie pachnie tak
      palonym kościelnym kadzidłem jak w Avignon:-). Jest wilgotnie, jakieś zioła,
      piżmo. Klimat średniowieczny. Przez moment pachnie nawet
      bardzo "fizjologicznie":-P. Może to właśnie przez białe lilie? Początek i
      serce zapachu wariuje, dopiero glębia jest bardziej "jednorodna". Wyłazi
      łagodna świeżość, słodycz i dymne, delikatne "avignionowe" kadzidło. Dzwiny
      jest ten zapach:-) hihi. Głębia warta grzechu.

      Méchant Loup jest super. Suszone śliwki, bardzo "realne". Poźniej tytoń, super
      tytoń, słodki, aromatyczny, "wciągający":-P Czuję także coś jak mech, palone
      drewno, cyprys. Głębia po kilku godzinach nie jest już aż tak mocna. A szkoda:-)


      Mure at Musc - fajna kolońska świeżość (czuje pomarańczę i sosnę - takie świeże
      drewno) + miękkie piżmo. Przypomina jedno z mydełek Roger Gallet :-)

      Voleur de Roses - to chyba więcej liści niż kwiaty. Pachnie mocnym, "ciemnym"
      kolorem, ziemią, liśćmi. Chłodny. Głębia jest miękka i słodka jak Samsara,
      hihi, chyba wanilia, sandałowiec, olejek różany. Nie testowałem tego zapachu
      zbyt dobrze, mam tylko na papierku, ale mam przed oczami letni orgód z różami
      nocą, oświecony księżycowym światłem. Bo to nie jest taka świeżutka, "naga"
      poranna róża.

      Etro new tradition - jest raczej old tradition. Dużo paczuli.

      Nowe Lalique, no przypominają mi Ta'if, lub Irresistible w głębi, tylko o
      wiele mocniejszy, czyli wanilia + różany olejek. Goździki też:-P
    • sorbet Angel - napełnienie w GC 22.09.05, 17:14
      Nie wiem od jak dawna.:-)

      Takze wąchałem LInstante PH EdP - mocny z jakąś gorzką nutką. Co to może być?
      Pewnie "Twórcy" wzięli krytykę do serca i odsłodzili zapach. Zdecydowanie
      podoba mi się pierwsza wersja, tj. EdT.
      • forevermore79 Re: Angel - napełnienie w GC 23.09.05, 09:40
        O, nie zauwazylem i zalozylem osobny watek, nie szkodzi :-). Z innych nowosci-
        Dior Homme mysle, ze Ci sie spodoba, to tez moj kandydat na ta jesien, procz
        L'Instant EdP. Moja kolekcja ma zamiar sie wiec powiekszyc o Guerlaina, Gucci
        PH, moze Diora Homme, a i tego slynnego Eau Noire Dior Cologne tez nie
        odpuszcze :-). No pozyjemy, zobaczymy.
        A co jeszcze wachelem ostatnio- Euphoria CK, niedlugo bedzie u nas w sklepach-
        calkiem przyzwoity, slodko-kwiatowo orientalny, nieco cieply- lepszy od
        poprzednich premier Calvina Kleina- a opakowanie i reklama sa ciekawe.
          • forevermore79 Re: Angel - napełnienie w GC 23.09.05, 11:41
            Dior Homme bedzie juz u nas lada dzien (na lumiere.pl jest cala linia, a moze i
            Wawie gdzies juz mozna dostac)- piekny, naprawde wnosi cos niszowego do
            bardziej masowych, choc wciaz selektywnych zapachow- slodkawy, blisko skory,
            irysowo-skorzany, elegancki. Warto sprawdzic tez go na stronce Diora:
            www.dior.com/pcd/International/JSP/Library/Full/fullf_L2.jsp?pTPL=913
            Oczywiscie, tria Dior Cologne nie bedzie u nas- wciaz tylko w butikach Dior
            Homme i wybranych domach towarowych na swiecie.
            A malo debiutow? Oj, to dopiero poczatek sezonu, bedzie duzo wiecej- tej
            jesieni jeszcze u nas np. Gaultier2, Euphoria, duety Lacroix Tumulte i GF
            Ferre, Stella Rose Absolute, Paul Smith Floral, Escada by Escada, cK one scene,
            Very Irresistible Sensual, Arden After Five, b. udany i orientalny Brit Gold, z
            meskich chocby Davidoff Silver Shadow (kiepski, choc wersja Pure Blend jest
            bardziej interesujaca).
      • sorbet Burnt Sugar CdG 03.10.05, 12:58
        Po raz pierwszy (po zużyciu prawie całej próbki) wychodzi na mnie jaśmin z
        kwiatem pomarańczy - taki właśnie jak w BdIles. Ohhh jakże się cieszę:-P
        • sorbet Re: Burnt Sugar CdG 03.10.05, 13:10
          sorbet napisał:

          > Po raz pierwszy (po zużyciu prawie całej próbki) wychodzi na mnie jaśmin z
          > kwiatem pomarańczy - taki właśnie jak w BdIles. Ohhh jakże się cieszę:-P
          >
          >

          Nie no wprowadziłem Was w błąd. To sweter pachnie BdI z piątku:-))
          • modern_witch Re: Burnt Sugar CdG 03.10.05, 19:01
            :-DDDDD
            A myślałam, że takie pomyłki to moja specjalnośc;-P
            Do dziś nie wiem, jak to wtedy z tym Sport Jil Sander było. Możliwe, że jednak
            psiknęłam sobie najpierw na rękę Pure a potem na to samo Sport i zachwycałam
            się niepomiernie, jaki ten nowy zapach do Pure podobny i jak mi przypadł do
            gustu;-P. Hehe. Już nie będę tego wiedzieć...
    • mathilde17 Re: Blog forumowy - trzecia edycja 11.10.05, 18:53
      Przetestowałam dziś Fleur d'Oranger Artisana. To piękna wersja kwiatu
      pomarańczy, i mówi to osoba, która za tą nutą raczej nie przepada:)).
      Najogólniejsze wrażenie - czysty. Żywy kwiat, nie ciężkawy, nie babciny, nie
      mydlany. Czuć niemal mięsistość białych płatków. Na początku z leciutką zieloną
      nutką, potem robi się pięknie miodowy, to mnie do niego najbardziej przekonało.
      Słoneczny, lekki, radosny.
      Pani w butiku powiedziała,że na razie nawet nie może go jeszcze sprzedawać,
      daje tylko powąchać "spod lady" i prowadzi zapisy - sklep ma dostać 10
      flakonów, a już 6 jest zaklepanych. Cena? 190 euro. Próbek też niestety nie
      miała, w zamian dała mi próbkę Ananas Fizz - bardzo fajne, świeże, aż
      bąbelkujące połączenie ananasa i grejpfruta, aż chciałoby się wbić zęby w ten
      zapach:)
            • eowyn Re: Blog forumowy - trzecia edycja 12.10.05, 20:04
              Dawno nic tu nie pisalam, mam zaleglosci w swiecie zapachow, ale bedzie co
              nadrabiac:)

              Dzis otrzymalam przesylke od nituliny z Easy Krizia dla mojej przyjaciolki. Za
              pozwoleniem tej ostatniej zrobilam sobie test, czy i ja bym sie mogla polubic z
              tym zapachem, ale moze i na szczescie(bo trudno juz go dostac) okazuje sie, ze
              nie bardzo. Zaczynalo sie bardzo obiecujaco, bo pierwszym skojarzeniem byl
              korek od dobrego porto z nuta cynamonu, ale potem na mojej skorze zrobilo sie
              zbyt drzewnie i mam tylko wrazenie, ze poglebilo to moj dzisiejszy bol glowy :(
              Nie lubie tez pachniec drzewem sandalowym, wiec to tez zadzialalo na niekorzysc.
              Ale flakonik mi sie bardzo podoba:)

              Od jutra zaczynam rajd po sephorach i douglasach, tyle sie naczytalam o
              Narciso, ciekawe czy mi sie spodoba w rzeczywistosci.
              Przelotem wachalam Aliena, ale mnie odrzucil, nie lubie jasminu chyba.

              Pozdrawiam:)
    • modern_witch randka z Micallefem;-P 13.10.05, 19:58
      Zachęcona propozycją w smsie, że za kupno wody Micallefa Love lub Passion
      dostanę prezent w postaci 30 ml którejś z pór roku (pamiętam, że jedna mi się
      nawet podoba, chyba jesień) odreptałam do Q w towarzystwie Kaloo, coby obadać,
      czy warta skórka wyprawki. Niestety, z żalem mówię, że nie warta.
      Piszę, pisze i uświadamiam sobie istnienie w mózgu czarnej dziury... otóż, ja
      opisze te wody...tylko nie pamiętam ktora jest która, możliwe zatem, że opiszę
      Passion jako Love i odwrotnie...
      Jedna jest w każdym razie w szarym flakonie i to jest chyba Love - męska, druga
      w czerwonym, to chyba Passion. Jak odwrotnie, no cóż. Będę może operować
      kolorami, bo to pamiętam jak pachniało;-)
      Szary flakon (założylismy, że to Love, tak?) zawiera istny skroplony anyżek,
      normalnie niemal w stanie świeżym! Dla mnie, niestety, jeden z wrogów
      naturalnych. Nie zapomnę, jak mnie raz w życiu zmuszono do wypicia ouzo. Chyba
      zachowałam sie nieco niekulturalnie. Teraz już wszyscy wiedzą, że mi sie takich
      rzeczy nie daje;-P. Potem nie jest lepiej. Wyłazi na mnie ogórkowy niemal
      świeżuch... No, może teraz jest ładniejszy. Takie coś miłego nawet, nie
      męczacego, niezauwazalnego i całkiem nie wartego swojej, prawdopodobnie
      wysokiej, ceny, o którą nawet nie zapytałam;-P
      Na drugiej łapie czerwone (powiedzmy, ze to Passion, choć jak wiadomo, na tym
      świecie nie ma nic pewnego) zaczęło jaśminem i jakąś jeszcze, duszącą dość,
      kwiatowa nutką. Jaka to nuta nie mam zielonego pojęcia, ale spieszę dodać, ze
      zamierzam się wyedukować na single note'ach Floris of London od Giwii i może
      wreszcie wbiję sobie te wszystie kwiatowe nutki do opornej łepetyny. W każdym
      razie jest kwiatowo, ostro i dusząco. Potem jest kwiatowo i "mydlano", a potem
      jest taki "brzydszy Alien";-P. W tej chwili jakby bylo jakieś piżmo... no, nie
      tak źle, ale tu też nie ma co się na to porywać, nawet w obliczu darmowej 30-
      stki w prezencie.

      Wyżej na lapce mam za to dwie wariacje na temat Aoud, które już w pierwszym
      wydaniu podoba mi się, no, prawie numer 2 po Gaiaku. Cos w tej nutce mnie
      niesamowicie ciekawi, tak, właśnie ciekawi, nie jest to fascynacja, jest to
      takie zaciekawienie, no co to jest, no? Dziwne to drewno, wibrujące takie, ni
      to słodkie ni ostre, kojarzy mi się też z jakąś przyprawą... nie imbir, nie
      kurkuma, co to kurczę jest?! Już szafkę przegrzebałam, nie znalazłam! W Night
      Aoud, ktorego dostałam próbkę, mocno się ta nuta odznacza, natomiast w Rose
      Aoud szybko, za szybko znika pod różyczkami... Podoba mi się w kazdym razie i
      Aoud ten pierwszy i Night też, pewnie któryś sobie sprawię w końcu...

      Aha, na papierku mam skondensowane słodzone mleko, które postało parę dni
      otwarte bez lodówki - dużo ma konserwantów, więc nie skwaśniało, ale świeżo też
      nie pachnie - Watch Micallefa.

      Ratunku, co mi pachnie w Aoud i skąd ja to znam? Próbkę mam Night Aoud tylko i
      ją morduję ciągle, zaraz cała pójdzie, bo ta nuta najbardziej na początku
      wyłazi... kot już sie przeniósł do pokoju swojego pana, uznał, że tu znów ma
      strefę nieprzyjazną zapachowo;-P
      • modern_witch chyba to jest szafran... 13.10.05, 20:25
        siedziałam w stanie ciężkiej depresji, nie mogąc złapać, co tam jest i
        wiedziałam, że miałam już coś, co podobnie pachniało. A to było Dark Rose... w
        Dark Rose coś mi własnie pobrzmiewało podobnie, a tam przeciez szafran był. sam
        szafran "w naturze" pamiętam dość mgliście wprawdzie, ale na pewno miałam i
        wąchałam, kojarzy mi się na tyle, że pamiętam "coś z szafki kuchennej", ale nie
        mogłam skojarzyć co. Dark Rose mnie uratowało;-P
      • modern_witch Passion - szary! Love - czerwony! 20.10.05, 20:12
        poza tym wszystko się zgadza, Passion męski, Love damski. Oba takie sobie... to
        też sie zgadza;-P
        Kupiłam mamie na jutrzejsze imieniny Rose de Rosine, pachnie mi jeszcze na
        papierze. To bardzo w jej stylu zapach. Kupiłam jej w ciemno, ale na tyle znam
        jej gust, że jestem pewna, że to strzal w 10. Dyskretny, kobiecy i elegancki, a
        jednocześnie jakiś pazurek mały ma;-) Od pierwszego powąchania "był jej";-)
        nawet bez konsultacji z nią...
        Sama odnowilam znajomość z męską różą, oj i to dość hojnie. Ciekawe, kiedy
        zacznie nużyć. Na razie jest urocza;-)
        Przygotowuję się do porządnego testu Aoud i Night Aoud, muszę porównac i
        zbadać, które mi się bardziej podoba, mam już próbki obu. Przede mną jeszcze
        badanie 18 próbek Floris of London od Giwii. Na razie nosiłam białą różę, która
        kończy na mnie jak takie trochę delikatniejsze Eternity. I sandałowca, który
        jest... no, po prostu sandałowcem z moich dawnych koralików;-P, zakładając, że
        one z sandałowca były;-P. Ale pachniały;-)
    • sorbet Nu 20.10.05, 18:02
      Zostałem dziś "śmiertelnie porażony" porcją kardamonu w Nu:-)

      Wąchałem dość ciekawą paczulę w Heritage Gierlain (chyba tam też jest kardamon:-
      ) Nie wiem czemu nie lubię Heritage, uważałem że zbyt "klasyczny", hehe, jest
      chyba tez lekki akord skórzany, nie?
      • modern_witch Ja do kardamonu nie dożyłam;-P 20.10.05, 20:17
        najpierw Nu obsypalo mi nos świeżo zmielonym czarnym pieprzem... a potem
        dołożyło... no, taki mniej świeży biały;-P A z tego morał, po każdych wakacjach
        należy zuzywać do końca, albo wywalać zabrane na wyjazd przyprawy. Inaczej będą
        takie traumy;-P tzn. one i tak by byly, ale przynajmniej z niczym by się nie
        kojarzyły, ot, stwierdziłabym, ze Nu okropne na mnie jest i tyle. A tak
        spędziłam wieczór roztrząsając, co to ja kiedys tak paskudnego wsypałam do
        jedzenia;-P
          • modern_witch Re: Ja do kardamonu nie dożyłam;-P 21.10.05, 00:00
            no właśnie ja go z papierka kiedyś dawno temu wąchałam i slabo to pamiętam
            (choć nie, ostatnio wachalyśmy z Kaloo w GC i na papierku nie drażnił, choć tez
            pieprzem ostro mi zaczynał, może pod tym pieprzem i kardamon siedział, ale
            pieprz to taki do kichania aż był;-P), a zimą, jakoś tak na fali kociego wątku,
            od razu na skórę chlapnęlam i ciężko tego żałowałam... nie lubimy się bardzo,
            niestety...
              • chatka_ Etra a... 27.10.05, 21:38
                Prosze tak od razu nie dyskwalikifikowac tego co powiem, naprawde dlugo nad tym
                myslalam :)) Najpierw nieodparte wrazenie, ze to zapach Swiat Bozego
                Narodzenia, potem, ze meskie Kenzo Jungle, Vibowit, kolor pomaranczowy, troche
                czerwony, uff... po ciezkich trudach myslenia, przypomnialam sobie Le Feu...
                Siostra dostala je kiedys od Mikolaja. Od tamtej pory nie mialam okazji
                spotkania, prosze mnie oswiecic, czy maja cos wspolnego?
                • modern_witch Re: Etra a... 27.10.05, 21:56
                  czy mają wspólne nuty, to nie wiem, nie znam nut Etry, a Le Feu też wybiórczo,
                  wiem że Le Feu ma drzewo gwajakowe, ambrę i nuty mleczne, ale co jeszcze, to
                  nie wiem, ja na pewno czuję tam pieprz, miód, herbatę z cytryną i trochę mokrej
                  ziemi;-P. Etra jest na mnie bardzo podobna, ale bez tej ziemistości, która dla
                  mnie jest w Le feu przepiękna... Podobieństwo Le Feu i Etry potwierdziła też na
                  zlocie Olesia;-)
                  • chatka_ Re: A tak w ogóle.... 27.10.05, 22:03
                    No popatrz, w pewnej chwili zatrzymalam sie na porownaniu z Jungle, ale ten
                    kolor nie dawal mi spokju, minela dobra godzina zanim mnie olsnilo ;)))
                    Ta wspolna nuta Etry i Le Feu to chyba mocna czarna herbata z dodatkiem hm...
                    moze tego czeskiego "rumu" i cytryny, cytryny zdecydowanie w Kenzo.
                      • chatka_ Gaiac - przepis domowy ;) 05.11.05, 20:52
                        Domowym sposobem otrzymalam dzis najczystszego gaiaca. Jak to zrobic? Kupic dwa
                        flakony perfum i nastawic na herbate, potem nalozyc te perfumki na reke, wrocic
                        do kuchni i zalac wrzatkiem herbate, poslodzic i dalej kontynuowac delektowanie
                        sie nowymi perfumami, wrocic do kuchni jak herbata wystygnie. By ja podgrzac
                        wlac do garnuszka i gotowac na malym ogniu, i znowu wrocic do tarzania sie w
                        perfumach, jak sie poczuje swad w mieszkaniu z odlegej o dwa korytarze kuchni,
                        to znak, ze gaiac jest gotowy - jego zapach bedzie unoscil sie po calym
                        mieszkaniu ;))
                          • modern_witch Re: Gaiac - przepis domowy ;) 05.11.05, 21:10
                            żartujecie?
                            ja się zawsze panicznie boję, że cos zostawiłam na gazie. Jak nie mialam
                            jeszcze rolet w kuchni, to wracałam i zaglądałam przez okno, zastanawiając się,
                            kiedy sąsiedzi, których jeszcze nie znałam, wezmą mnie za włamywaczkę (od
                            strony kuchni i mojego pokoju to jest bardzo niski parter).
                            Ostatnio tylko ugotowałam pusty czajnik. Zaalarmowało mnie "strzelanie". Ale
                            raz w garnku do gotowania na parze ugotowałam jedną część naczynia do
                            nastawiania kiełków - nie pytajcie jak to się w tym garnku znalazło, bo sama
                            nie wiem;-P
                        • modern_witch Re: Gaiac - przepis domowy ;) 05.11.05, 21:19
                          a ja głupia w Quality kupowałam;-P
                          dziś z moim Gaiakiem moment grozy przeżyłam - nie mogłam zdjąć nakrętki. Nie
                          wiem, moze to drewno jakoś się "rozpulchniło", choć nie powinno i zassało jakoś
                          dziwnie... a ja nie pamiętałam, czy to co zdejmuje się, ma metalową otoczkę,
                          czy nie. zaczęlam kręcić, kręciło się z metalem, no to zaczęłam ciągnąć na
                          siłę. Nie dałam rady, to poprosiłam o pomoc Prawdziwego Silnego Mężczyznę;-P
                          jak szarpnął, odleciało razem z metalową otoczką atomizera - korek jednak nie
                          miał otoczki - i samym psikaczem. Na szczeście psikacz działa. A korek z tym
                          metalowym rozdzielałam scyzorykiem. Wreszcie rozdzieliłam, wepchnęłam to
                          metalowe na miejsce i teraz nie domykam już na wszelki wypadek Gaiaka. Jednak
                          taki drewniany korek nie jest praktyczny, mało w drzazgi nie poszedł...
                            • modern_witch Re: Gaiac - przepis domowy ;) 06.11.05, 13:50
                              chatka_ napisała:


                              > Agni i zaoszczedzialas, 50 ml, wiesz ile na to trzeba by
                              garnków "ugotowac" ;))
                              > )
                              > Nie, nie mow, ze masz setke :)))

                              Nie, czasem miewam nieśmiałe przebłyski normalności. Trzydziestkę mam;-)
                              Jak myślisz, ile to garnków?
                              • chatka_ Re: Gaiac - przepis domowy ;) 06.11.05, 23:39
                                modern_witch napisała:

                                > chatka_ napisała:
                                >
                                >
                                > > Agni i zaoszczedzialas, 50 ml, wiesz ile na to trzeba by
                                > garnków "ugotowac" ;))
                                > > )
                                > > Nie, nie mow, ze masz setke :)))
                                >
                                > Nie, czasem miewam nieśmiałe przebłyski normalności. Trzydziestkę mam;-)
                                > Jak myślisz, ile to garnków?

                                Pewnie wiecej niz duzo, ale i tak zaden garnek, zadna nawet najlepsza pieczona
                                herbata domowym sposbobem nie dorowna Twojemu gwajakowi, to przeciez
                                oczywiste :)
    • modern_witch Najnowsze nowości;-P czyli co w Quality piszczy 29.10.05, 20:55
      Przy okazji wyprawy po Dzinga miałam okazję zobaczyc i obwąchać jedną
      z "niespodzianek", które panie z Quality zapowiadały w ostatnim czasie (drugiej
      jeszcze nie ma) - zapachy angielskiej firmy Penhaligon's. W ofercie jest 5
      zapachów damskich (Lily of the Valley, Artemisia, Ellenisia, Bluebell i
      Malabah - wąchałam przelotnie po atomizerach, nie moja bajka, Bluebell mam na
      papierku) i 5 męskich (Hammam Bouquet, Blenheim Bouquet, Endymion, Opus,
      Quercus - wąchałam po atomizerach, Quercus, Opus i Hammam odważyłam się na
      skórze, w przeciwieństwie do damskich zapachów ;-P dwa ostatnie mam w
      próbkach).
      Panie w Quality po obwąchaniu mnie stwierdziły, że mam skórę faktycznie
      stworzoną do (niektorych przynajmniej) męskich zapachów, hehe, więc damskie
      przeleciałyśmy bardzo pobieżnie. Bluebell - na papierze ostała się
      taka "szczera, rzetelna" kwiatowość. Wrażenia podczas wąchania papierka takie,
      jakbym zanurzyła cały nos tak dość brutalnie we wnętrzu kwiatu, najbardziej
      przychodzi mi na myśl poczciwy goździk - czuję prawie ten chłod płatków na
      skórze twarzy. Jako dziecko tak właśnie goździki wąchałam, wwąchiwałam się w
      nie po uszy prawie, mam nadzieję, że to nie jest żadna perwersja;-P

      Uważniej wąchałam męskie, mając nadzieje na jakies fajne drzewo. Quercus mimo
      nazwy (łac. dąb) mało drzewny był. Ot, taki męski koloński zapach. Zresztą,
      nawet gdyby mi się podobał, to i tak nie chciałabym pachnieć czymś, co nosi
      taką nazwę - dąb to drzewo typowo męskie, a ja mimo upodobań mojej skóry do
      męskich zapachów zdecydowanie czuję się kobietą;-) w lasach nawet unikam dębów
      i siadania pod nimi, nigdy też się do nich nie przytulam - energia dębów z
      kobiecą energią ponoć bardzo się kłóci.
      W pierwszej chwili spodobał mi się Opus. Również nie ukryje meskiego rodowodu,
      nie mogłabym go nosić, choć na skórze już mi się lepiej zachowuje. Jest
      słodkawo-świeży, miły, cos drzewnego się w nim wije też, choc leciutko. Na
      skórze po pewnym czasie jest "niekłopotliwy". I tyle. Może niepotrzebnie o
      próbkę prosiłam.
      No i największe odkrycie, które, niestety, po pewnym czasie okazało "drugą
      twarz". Ale o tym później. W pierwszej chwili zauroczenie na max. Dior Homme
      może się wstydliwie schować, zakryć korkiem i udać że go nie ma. Bardzo ładny
      początek - lawendowo-drzewny, w górnych nutach jest też bergamotka, choc na
      mnie nie wyłazi. Szybko robi się pudrowy (jest w nutach irys, zapytałam). I tak
      się snuje po skórze pięknie, pudrowo-drzewnie, miękko, słodko i subtelnie, a
      przy tym nie nuży jak męska róża Rosine. Bajka i ideał? Hehe, nie tak szybko.
      Widział ktoś królewicza, co by się w końcu w żabe nie zamienił? Pod paru
      godzinach, a traf chciał, że było to w kinie, coś mi zaczęło dziwnie z ręki
      pachnieć. Z tego nadgarstka właśnie. Wylazło coś zwierzęcego, ale brzydko
      zwierzęcego. To pewnie piżmo, w wydaniu mocno "cielesnym". Dobrze, że zapach
      jest w ogóle dość przy skórze, bo czułabym się dziwnie. Ta cielesność jest
      taka... brudna trochę i drażniąca. Nie gruczołowo-zwierzęco-kwaśna, jak w
      Ambrze Etro, tylko własnie brudna nieco. Aż mnie wkurzyło, no bo pachnieć tak w
      kinie! Ale wróciłam do domu i sie poprawiłam z próbki, chcę zobaczyć, czy to
      znów wylezie, czy mi się tylko zdawało;-P
      Na razie jest śliczny puder na nadgarstku;-P

      A Dzing!;-) brak mi słów. Będzie miał miejsce w moim życiu, na pewno. To
      zreszta wiedziałam od pierwszego powąchania. Tak... czasem się wie takie rzeczy.
      • modern_witch Hmmm, goździk... 30.10.05, 11:54
        Wyciągnęłam z próbek Floris of London od Giwii goździk (carnation) i maznęłam
        na skórę, porównuję z papierkiem z Bluebell. Jest jakby podobieństwo. Bluebell,
        niestety, po jednym dniu na papierze zbrzydły mocno, ta kwiatowość zrobiła się
        świdrująca w nosie i drażniąca... A ten goździk Floris calkiem calkiem, no ale
        to niewiarygodne, bo jedno mam na skórze, drugie na papierze. Z tym, że we
        Floris czuje i goździk kwiat i goździka przyprawy też trochę teraz, więc
        glupieję już całkiem;-)
        Biała róża z Floris ładnie, wdzięcznie, subtelnie różana na początku. To taka
        mała, dziko rosnąca, biała różyczka. Skromna, niewiele platków, nie jest to
        pyszne bogactwo róż ogrodowych;-) Raz już nosiłam, po koniec pachniała na mnie
        trochę jak takie łagodniejsze nieco Eternity;-)
        Odważyłam się na tuberozę, mam na kawałku ręki. Tak w postaci single note, to
        mi się nawet podoba, ale dopiero jak wywietrzeje trochę. Wcześniej znów ostra i
        świdrująca. No, zobaczymy. Mało znam tę nutę. W ogóle, jeśli chodzi o kwiatowe
        nuty, to jestem słaba, hehe. Jak mi ktoś powie, że gdzieś jest tuberoza to
        przyjmuję "na wiarę". Jak testowałam u Benity Mahorę, to bardzo na mnie
        zbrzydła, tak na ostro-kwiatowo i Benita stwierdziła, że to tuberoza właśnie
        wychodzi. Ta tuberoza Floris... hmmm. Coś mi przypomina. Jak wywietrzeje,
        ładna. Ale kwiaty mnie jednak nie za bardzo lubią. Na kimś innym pewnie by
        ładniejsze były...
        Oj, nie zdałabym ja egzaminu z kwiatowych nut, jakby tu np. po roku pisania
        warunkiem pozostania na forum było zdanie egzaminu;-P No pięknie, po co ja to
        napisałam, a jak to ktoś weźmie poważnie? Sznur na własną szyję kręcę;-)
          • modern_witch Re: Dzing! 31.10.05, 00:39
            Nie mam rozpisanych nut, niestety... Ale ja powaznie podejrzewam, że jest;-)
            Ola też, bo na Dzinga prycha jak na truciznę, hehe, a gwajaku nie znosi;-)

            A wiesz, gdzie jeszcze gwajak wytropiłam? W Musk Etro jest;-) dziś sie
            doczytałam dopiero. A mam Musk od półtora miesiąca chyba;-)
            • mrouh Wąchałam... 31.10.05, 16:35
              ... jestem mocno zacofana w wąchaniu, więc skorzystałam z łatwego (relatywnie)
              dostępu do perfumerii w ostatnim tygodniu podczas pobytu we Francji i wąchałam
              powszechne u nas, ale mi zupelnie nieznane zapachy- mianowicie próbowałam 24
              faubourg i wiem, że jeśli go kupię to minimum za 25 lat:-) ale flakonik jeszcze
              piękniejszy mi się wydał:-) Wąchałam Gucci I i II, żaden mi się nie spodobał, a
              miałam co do nich nadzieje... rozczarował mnie również Eclat d'Arpege- choć po
              opisie i gustach wielu zakręconych perfumiarsko osób spodziewałam się, że i dla
              mnie będzie przynajmniej miły. Nic z tego, drażniło mnie cos w nim... Odważyłam
              się za to spróbować dwóch części tryptyku Angelowego i o dziwo- bardzo mi sie
              podoba Violet. Peony nie przekonuje mnie (myślałam, że będzie odwrotnie:-)). Lys
              nie wąchałam, bo się bałam dusznego zapachu lilli w połączeniu z legendą
              Angela:-) (oryginalnego Angela nie znam i chyba nigdy sie nie odważę:-)).
              Całkiem przyjemna wydała mi się Hypnose, ale za mało jej wypróbowałam, żeby
              wyrobić sobie zdanie (musze kilka razy ponosić zapach, żeby go umiec opisać,
              zidentyfikować, na początku wiem tylko, że pachnie, szybko przestaję czuć, mój
              nos musi nauczyć się każdego noiwego zapachu, żeby go rozpoznać). Buszowałam
              prawie codziennie w sephorze w miasteczku Epinal, ciesząc sie nienachalną
              obsługą pań ekspedientek:-) Piękny perfumiarsko tydzień miałam. Przy okazji
              wydało się, że wtedy kiedy ja juz w ogóle nie wiem, że pachnę Very Irresistible,
              inni o tym wiedzą i mówią, że ładnie:-) Żałuję, że jak zwykle nic nie kupiłam
              (poza sephorą nie miałam okazji zwiedzać innych perfumerii z ciekawymi, rzadkimi
              zapachami) i że nie przygotowałam się do wąchania metodycznie, bo jak zwykle,
              kiedy wpadam do spehory, sama nie wiem, czego bym chciała spróbować:-) No, ale
              jest szansa, że może będę miasteczko odwiedzać częściej (byłam już drugi raz i
              żadnego z tych wyjazdów nie planowałam), a i do Nancy po Chasse aux Papillons
              albo coś innego wkrótce wpadnę, jeśli wszystko dobrze pójdzie:-). Na koniec
              powiem, że pogodł miałam fantastyczną- w piątek chodziłam w koszulkach z krótkim
              rękawem:-) W sobotę bylo tylko ciut chłodniej, przeżyłam szok termiczny w
              niedzielę rano w Polsce:-)
              • forevermore79 Re: Wąchałam... 31.10.05, 19:07
                Ja ostatnio powachalem dzieki elve kilka fajnych kompozycji- dla przypomnienia
                Nirmala Molinarda, czyli przodek Angela :-), warte poznania sa takze zapachy
                Maison du Vanille, odswiezylem sobie tez Etre Etro- ale jednak wole Le Feu :-).
                W perfumeriach jest juz kilka nowosci- Flower Oriental (o tym w osobnym watku),
                bardzo rozczarowujacy mnie i dziwnie syntetyczny Brit Gold (bede testowac
                jeszcze, ale na razie na "nie") i limitowany Ck One Scene- o ile sie wytrzyma
                kilka pierwszych minut drazniacego alkoholu, mozna odkryc mila, nieinwazyjna
                drzewna mieszanke, o wiele ciekawsza, niz pierwowzor. Tylko ta butelka
                strasznie kiczowata :-)
                • balbina_alexandra Re: Wąchałam... 31.10.05, 20:27
                  Nirmala i przeróżnorakie Etro to dzięki mnie przeca :> a w zasadzie dzięki
                  najmilszej pod słońcem Kaloo, która przysłała mi worek próbek, no skarb nie
                  dziewczyna...
                  Kaloo dziękuję Ci raz jeszcze w imieniu swoim, Forevermore i Elve za ucztę dla
                  nosa :*
                • sorbet Re: Wąchałam... 04.11.05, 17:43
                  Wąchałem dziś CK, po mnie jakaś elegancka pani z mężem, może szukali czegoś dla
                  córki:-)? (Ach a chciałbym pomyśleć, że sięgała po tester, bo ja wąchałem:-P)

                  Dziwny jest ten CK. Jest taka słodycz, której nie mogę rozszyfrować. Świeży,
                  trochę mydlany. Chyba wolę cytrynowe CK (za prostotę) lub klasyczne (sentyment:-
                  )
                • mmartiene kenzo flower oriental 29.12.05, 17:52
                  zrobilam rzecz straszna - kupilam perfumeryjna probke na allegro... mieszanka kenzo flower i amorito sluzyla mi za ciepły kocyk i poduszke z bitej smietany przez ostatnie tygodnie i spodziewalam sie slodszej, bardziej pikantnej wersji Flower. Nic z tych rzeczy. Flower oriental pachnie przede wszystkim kadzidłem, naszym kościelnym i bardziej egzotycznym kyara i w związku z tym plasuje sie gdzies w poblizu scent i nu, plus delikatna obecnosc pieprzu na odrobinie wanilii. Bardzo małowymiarowy zapach, aczkolwiek rozważam zakup, bo lubie zapach kadzidla, ale nie az tak, zeby nosic BC ;) tutaj natomiast jest ono lekko oslodzone, bardziej miekkie. Oczekiwalam zapachu bardziej orientalnego, korzennego, bogatszego, ten wydaje mi sie dosc cichy i skromny - kwiatowy na wstepie, dlugie solo kadzidla i niewielka ilosc podskornej pikanterii na koniec - brak testerow w perfumeriach to zbrodnia, swoja droga...
            • modern_witch Re: Dzing! 01.11.05, 23:10
              Wygląda na to, że sprawa jest naprawdę poważna... mam wrażenie, jakbym w ciągu
              paru dni wręcz uzależnila sie od tego zapachu, nie tylko od noszenia go, nawet
              od wąchania z korka. Odkładam i w tym momencie tęsknię, kiedy go znów powącham.
              Bardzo dziwnie na mnie wplywa noszenie go a nawet samo wąchanie. Jestem
              skupiona, pełna powagi, a jednocześnie czuję się jakoś strasznie... nierealnie.
              Nie umiem tego wyjaśnić. Coś się ze mną dzieje pod wpływem tego zapachu po
              prostu.
              Mam mnóstwo zapachów ważnych, kilka najważniejszych, wiele fascynacji,
              zachwytów, parę trwałych miłości... ale to jeszcze cos innego. I sama nie wiem,
              co on we mnie uruchamia. Może mi coś przypominać, ale nie, bo nie mam tego
              niepokoju, gdy "coś dzwoni, a ja nie wiem gdzie"...
    • nitulina Re: Rzecz o Kingdom 09.11.05, 23:14

      Kingdom mam i lubię, nawet bardzo bardzo...

      Ale, dzisiaj w nocy obudziałam się spocona jak mysz, w pół śnie wstałam
      sprawdzić czy moje Kingdom jest i w ogóle gdzie jest!!!
      Ogarnęła mnie żądza tego zapachu, wyperfumowałam co trzeba oraz ręcznik!!! (nie
      wiem nie pytajcie po co)i wróciłam do łóżka, koszmar jednak mnie nie opuścił,
      jakaś takaś zaniepokojona byłam no jakoś tak "od miski",mysli mnie naszły
      straszne, bo może ONI wycofują, a ja nie wiem...wstałam jeszcze raz, obejrzałam
      i zasnęłam...
      Rano sprawa odeszła w zapomnienie...

      A teraz wieczorem zmora Kingdom wróciła...chyba muszę zacząć robić zapasy ;)

      Gdyby nie dystans do samej siebie byłabym przerażona he he ;)
      • modern_witch Telepatia jakaś, no!!!!!!!! 10.11.05, 00:03
        Dziś wracając z pracy obsesyjnie myślałam o Kingdom. Nie wiem skąd mi się to
        wzięło, bo mi ten zapach nigdy jakoś ani w bliższych ani w dalszych planach nie
        leżał, długo go nie mogłam na sobie w ogóle poczuć, udało mi się to dopiero
        latem, po wylaniu na siebie jakiejś kosmicznej ilosci, którą można by chyba
        wytruć pół autobusu;-P - no i wtedy był na mnie wyczuwalny i ładny...
        A dziś wyszłam z pracy i tak myślałam, co ja tak naprawdę jeszcze bardzo chcę
        mieć, jakbym tak miała napisać na wątku o marzeniach i tak mi się wymieniło to
        co wiem na pewno, czyli Jaisalmer CdG (oby tylko nie uczulał, jak już go kiedyś
        będe miała), myslę też coraz cieplej o Aoud lub Night Aoud Micallef... i to
        właściwie wszystko, no, może jeszcze ze dwa Etro;-) Sandalo i Heliotrope i
        nagle mi tak przyszło na myśl - Kingdom! Ki diabeł? W życiu o Kingdom
        nie "marzyłam". Poza tym one dla mnie zdecydowanie "nieekonomiczne" są,
        zuzyłabym w oka mgnieniu. Nie mam pojęcia, skąd mi tak na myśl nagle
        przyszły... hehe. Myśl o nich lata w powietrzu, czy co?
    • kalia_t Jestem bardzo mocno rozczarowana i zawiedziona:((( 10.11.05, 17:40
      Zawiodła mnie marka, którą bardzo lubię i cenię... Największe rozczarowanie
      sezonu: Lalique Le perfum, uderzające podobieństwo do Chaumet(przynajmniej na
      mnie) z wibrującą nutą kminku tworzy kompozycję wtórną i mało nowoczesną,
      zaiste po tej marce spodziewałam sie czegoś co rzuci mnie na kolana, a tu taka
      przykra niespodzianka.:(((
    • modern_witch Coś się czai za oknem 14.11.05, 00:02
      Pierwsze zetknięcie z Messe de Minuit wywołało przerażenie. Jaka tam msza,
      północ, tak, ale w zupełnie innej budowli. To raczej zamek Drakuli niż kościół.
      Pierwsze skojarzenie, Nosferatu Herzoga... podziemie, trumny wypełnione ziemią,
      szczury, beznadzieja i samotność. I już chciałam walnąć jakiś elaborat w moim
      stylu bredząco-pseudonatchnionym, jak to jako nastolatka po obejrzeniu
      Nosferatu, choć nigdy nie byłam wierząca, spałam w medaliku na szyi etc.,
      nietoperze i inne bzdury. Ale zaczęłam to pisać i nie. Pojawiaja się inne
      skojarzenia.

      Dziwne, ale skojarzyło mi się, ze strachem, którego właściwie nie znam -
      strachem przed samotnością. Po pierwsze, samotna nie jestem, po drugie,
      samotność normalnie zawsze była dla mnie raczej przyjacielem, znanym i
      lubianym. Ale są rodzaje samotności, której nie chcemy i się boimy - to
      wymuszona samotność starego człowieka. To było to właśnie wrazenie na skórze.
      Zapach samotnej starości, trochę lekarstw, trochę stęchlizny, smutek, coś
      beznadziejnego. Tu już nic nie czeka, nikt nie zapuka. Łzy poleciały z oczu,
      jakoś bez sensu, głupio. Ale wiecie co jest najgorsze - ja się boję takiej
      samotnej starości, ale... nie dla siebie. Dla moich najbliższych. Gdyby mi się
      kiedyś, za wczesnie, cos stało...i oni zostaliby sami. to chyba mój najgorszy
      koszmar i on dziś wylazł.
      cholera, nie moge nosić takich zapachów... przepraszam
      nnie zmieniam juz nawet tytułu postu, głupi jest, ale to miała być zabawa w
      opisywanie zamku Drakuli


    • mathilde17 Carthusia w Quality 18.11.05, 21:14
      Quality to istna perełka, jeśli chodzi o zaopatrzenie - stwierdzam po powrocie
      z trzyletniego wygnania do macierzy. Wreszcie powąchałam dokładnie Etro, które
      znałam mocno przelotnie, utwierdziłam się w przekonaniu, że Musk jest
      kolejnym "moim" zapachem, i gdy w ostatni poniedziałek powędrowałam je zakupić,
      odkryłam, że sprowadzili Carthusię... Faworytką moją jest Io, kiedyś już o niej
      chyba pisałam, jest zielona, łodygowata, pokrzywowa, troszkę liściasto
      pomidorowa. Wąchałam też Fiori di Capri (nazwa mówi wszystko:)), Ligea -
      zaczyna się dobrze, ale zaraz pojawia się nuta, której nie znoszę w Shalimar, a
      którą jest opoponaks; oraz Carthusia Uomo (chyba nie przekręciłam nazwy) - nie
      potrafię stwierdzić, czym to pachnie, ale jest bardzo - bardzo intrygujący.
      Trochę retro, czuję tam jakby dalekie opary Eau Sauvage.
    • modern_witch Powyciągałam trochę próbek i już dobrze;-) 20.11.05, 21:40
      I tak na łapkach wylądowały: Mechant Loup L'Artisan i Le Baiser du Dragon, to
      ostatnie musiałam sobie przypomnieć, w świetle róznych informacji o jego
      pojawieniu się w "normalnej" sprzedaży. Mechant Loup na mnie gorzkawy,
      roślinny, dość soczysty z początku, potem coś "suszonego" wylazi. Zioła jakieś.
      Ciekawe to, ale "nie moje";-P
      Smok - początek potworny wręcz, staroświecka apteka, hehe, pełna jakichś
      duszących wyziewów tych dziwnych tajemniczych ingrediencji ucieranych
      oczywiście w jakimś staroświeckim moździerzu, hihi. Zadna tam nowoczesna
      sterylność. Moje pierwsze spotkanie ze Smokiem normalnie nie do zapomnienia
      jest. Psiknęlam się próbką od Chatki ze zlotu i poszlam najpierw na kawę do
      przyjaciółki, potem szybko do pracy. Powitana zostałam pytaniem, czym tak
      koszmarnie śmierdze (moja przyjaciółka w słowach nie przebiera, hehe). W
      tramwaju nie mogłam sama ze sobą wytrzymać;-P. Był taki dzień niby już mocno
      wiosenny, ale chlodny dość. Pod koniec dnia na mojej skorze pojawiła się
      ciepła, "zwierzęca" (ambra?), bardzo zmyslowa nuta. Tyle pamiętam. W środku
      zapachu, teraz, pojawiło się coś, czego nie mogę zidentyfikować, a na pewno
      znam. Lekko słodkawe, przyciągająco-odpychające...

      Wyżej na rękach mam Aoud i Night Aoud Micallef. To właściwie one miały być dziś
      przedmiotem testu, a Smok i Wilczek tylko "w ręce wpadły). I nie wiem, czy mi
      się zlało wszystko w jedno, ale na tej łapce, co mam Smoka i Night Aoud, wydaje
      mi się, jakby miały coś wspólnego... a i Aoud na drugiej ręce to potwierdza...
      Obie wersje Aoud zresztą mi się podobają. Night jest bardziej "wibrujaca" z
      początku, ale "grzeczniejsza", klasyk mocniejszy i gęściejszy jakby, ma ten
      zadziorny charakterek, który wersja Night w końcu na skórze traci. Niesamowicie
      mnie nuta tego przedziwnego drzewa ciekawi. Jak na razie, prowadzi klasyk.
      Panie w Quality pewnie się nie zdziwią, jak kiedyś przyjdę po niego, choć
      osobiście doradzały mi Night jednak. Ale po Dzingu to myślę że ich niczym nie
      zdziwię już.
    • staua Re: Blog forumowy - trzecia edycja 21.11.05, 04:48
      W piatek i sobote caly wolny czas spedzilam wachajac.
      Piatek: Zen, juz omowilam, Incanto Dream, tez, powachalam sobie tez Armani Mania, ktorej nie znalam
      jeszcze i uwazam, ze to calkiem porzadny zapach, dla mnie troche ostry, ale OK
      W sobote wachalam znowu Prade i wydaje mi sie coraz piekniejsza. Poperfumowalam sobie golf w
      swetrze na koniec wizyty w perfumerii i nadal pachnie, pieknie, cieplo i mocno. Musze miec ten zapach.
      Poz atym wachalam meskie Gucci, ktore jest super, skorzane i baaardzo meskie, meskie John Varvatos-
      swieze, ale nie oceaniczne, typu bryza, tylko zielone i troche tytoniowe. Pi Givenchy jest wedlug mojego
      meza za to bardzo bryzowate :-)
      No i wachnelam jeszcze Britney Spears - co za guma do zucia! Tragedia. Sama syntetyczna slodycz.
      Potem stracilam wech, ale bardzo chcyalabym powachac jeszcze Ines de La Fressange... Za tydzien.
    • kalia_t Re: Blog forumowy - trzecia edycja 23.11.05, 15:09
      Odszczekuję wszystko co napisałam o Promesse <hau, hau, hau>. Dzis miałam
      możliwość przetestować Promesse dogłębniej, tzn., nie tylko na nagdarstku ale
      na sobie. Wielkie buziaki za danie mnie tej szansy należą się Balbince.:)
      Poczatek Promesse ma zbliżony do City Glam(mniam czarna porzeczka), a pózniej
      czuję delikatne kwiatki w połączeniu z czarna porzeczką i kolendrą niemniej
      kompozycja mi się podoba, moze nie są to porywy serca jak przy CG czy Tumulte,
      ale wrażenie jest pozytywne. Promesse jest najzwyczajniej w świecie ładny, może
      banalny i niezbyt głęboki, może oklepany, ale na pewno jest przemyślany, te
      perfumy mają się podobać tłumom, bo w końcu obiecano im kolejny HIT.:)
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka