swiniopas6
04.02.12, 07:25
Na emigranckiej sciepie toczy sie dysputa o slynnych komunistach: Imre Nagy, Josip Broz Tito i zydokomunie KPP w Moskwie, ktorych wspolnych mianownikiem byl fakt, ze kapujac sie wzajemnie, wyniszczali sie nawzajem. Ja sam uznalem to za pozytywne zjawisko, podkreslajac fakt, ze wyniszczenie wierchuszki KPP przez Komintern w Moskwie otworzyl droge narodowym komunistom jak Gomulka i inni, do zbudowania po wojnie narodowego panstwa polskiego. W przeciwnym wypadku Polska po Jalcie stalaby sie 18 Respubika Rad i jednym wielkim Katyniem.
A tak widze filozofie rewolucji w ogole:
"...Powinni byli wiedziec, panie kolego. Komuchy to przeciez zawodowi rewolucjonisci
a przeciez jest wiadomym juz od Rewolucji Francuskiej, ze rewolucja pozera wlasne dzieci.
Nawet mozna ow fakt zaobserwowac do pewnego stopnia w dzisiejszej Polsce. Po okresie
rewolucyjnych zmian nadszedl okres podzialow i taki np Macierewicz, kiedys KORowiec,
dzis by gnoil prawdziwych i wydumanych wrogow wewnetrznych- gdyby tylko mogl.
Zradykalizowany PiS stanowi postrach dla reszty zrewoltowanej inteligencji polskiej, ktora
by chciala dzis, ot tak po prostu, normalnie zyc i obrastac w sadelko.
Czyli jest pewna prawidlowosc, w Polsce poglebiona o narodowa jednostke chorobowa-Paranoje polska.
Doznali jej pierwsi w historii francuscy Jacobini, ow Robespierre i towarzysze, ktorzy najpierw sami poslali
Dantona na szafot aby pozniej samemu ulec rewolucyjnej tyranii i tam sie znalezc.
Dog eats dog w tym wscieklym stadzie- i jest to pozytywny element w procesie rewolucyjnym, owo samo-oczyszczenie sie ludzkosci.