noname4you
15.10.04, 13:39
AFERA. Ratusz tuszuje sprawę geologa miejskiego
Ożeniona sprawa
Grzegorz Boroń - geolog miejski - oczyszczony przez ratusz z zarzutu
korupcji, musiał współpracować z firmą swojej żony. Są na to dowody.
Sprawę Grzegorza Boronia badano ponad miesiąc. W jednym z wielu
przesyłanych codziennie do ratusza anonimów napisano, że załatwiał swojej
żonie i znajomym firmom opracowywanie dla ratusza raportów oddziaływania
inwestycji na środowisko. Żona miała także wykonywać inne badania. Anonimowy
informator wiedział dobrze, o czym mówi. Wykradł bowiem z ratusza (sic!!!)
dokumentację, której ksero wysłał ponownie do urzędu. Jakie dokumenty zginęły
z magistratu?
Ukradł, skopiował
- Były to kopie badań, podpisanych przez firmę żony pana Boronia -
"Hydro-Serwis". Na trzydzieści opracowań, które w ciągu ostatniego roku
przeszły i zostały zatwierdzone przez ratusz, czyli pana Boronia, który je
przyjmował, trzy wykonała właśnie firma pani Marzeny Boroń - mówi jeden z
urzędników, który z wiadomych powodów nie chce ujawniać swojego nazwiska.
Jak się dowiadujemy, badania zostały zlecone przez firmy, które nie
narzekają na swój budżet. Na uwagę zasługuje szczególnie dokumentacja
wykonywana na rzecz "Brau Union", czyli właściciela popularnego w
Bydgoszczy "Kujawiaka".
Bez poprawek
Autor donosu wskazywał na poprawki, którymi Grzegorz Boroń miał
szykanować firmy spoza tzw. układu. I te zarzuty prawdopodobnie się
potwierdziły. W badaniach, wykonywanych przez Marzenę Boroń dla Regionalnego
Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa brakowało bardzo ważnej opinii. Mimo
to "przeszła" ona bez żadnych poprawek.
Już w sierpniu Grzegorz Boroń zaprzeczał zarzutom. - Jeśli już
wykonujemy z żoną jakieś badania, to poza Bydgoszczą, żeby nie posądzano nas
o prywatę - tłumaczył się w rozmowie z "Pomorską". Dlaczego nie mówił prawdy?
Niedomówienia, czyli
Tuszowanie sprawy przez ratusz oburza, lecz nie dziwi. Prezydentowi
miasta, który zlecił wewnętrzne śledztwo w sprawie geologa miejskiego, musi
być wstyd, że z instytucji, którą zarządza, ktoś ukradł ważne dokumenty. Jak
można było dopuścić do tego?!
Jeszcze bardziej bulwersujące są niedomówienia urzędu. Beata
Kokoszczyńska, rzecznik prezydenta, przekazała nam bowiem, że Boroń wrócił na
swoje stanowisko, bo zarzuty wobec niego się nie potwierdziły! Otrzymał
jedynie... naganę. Ponoć za błędy formalne w swojej pracy.
- Chodzi o nieprzestrzeganie instrukcji kancelaryjnych i zbyt rzadkie
przeprowadzanie kontroli - tłumaczy Kokoszczyńska.
O przyjmowaniu opracowań żony nie usłyszeliśmy ani słowa.
Nie udało się nam niestety porozmawiać wczoraj z Grzegorzem Boroniem.
Milczał także telefon Sławomira Wołoszyna , rzecznika prezydenta ds.
korupcji.
Trudno rozszyfrować wszystkich ludzi prezydenta. Nie rozumiem, po co
zarządza się analizowanie dokumentacji i wewnętrzne śledztwa. Na pokaz? Bo na
pewno nie dla prawdy...