Dodaj do ulubionych

Co za jeb... kraj....

IP: *.brda.net 16.05.05, 16:46
- To nie jest bitwa, to wojna! - mówi Ryszard Cybulski, przewodniczący
komitetu protestacyjnego w cukrowni Janikowo. - Ludzie są przygotowani nawet
do odsiadki. Pokażemy jak się walczy o miejsca pracy!


Pracownicy cukrowni Janikowo, należącej do Krajowej Spółki Cukrowej,
wojnę zarządowi spółki wypowiedzieli w miniony piątek. O decyzji wygaszenia
produkcji w ich cukrowni dowiedzieli się dzień wcześniej. Wiadomość spadła na
nich jak grom z jasnego nieba. Kiedy Stanisław Radach, dyrektor cukrowni
potwierdził ją oficjalnie zdecydowali, by dać mu votum nieufności. - Bo nie
walczył o cukrownię - tłumaczą członkowie załogi. - O pracę dla 168 osób.
Stypa zamiast urodzin
W pierwszą sobotę czerwca Janikowo bawiłoby się na 130 urodzinach
cukrowni. - Zamiast tej uroczystości zarząd KSC zgotował nam stypę - mówi
Cybulski, który jest także przewodniczącym zakładowej "Solidarności". - A
przecież to my tym ludziom, którzy nas zamykają, załatwiliśmy stołki.
Pracownicy naszego zakładu walczyli o stworzenie Polskiego Cukru. Chcieliśmy,
żeby powstał polski koncern, aby zaprzestano wyprzedaży cukrowni. To była
walka o nasze miejsca pracy. Szkoda tylko, że nie było czasu, aby się
zastanowić, czy lepszy byłby koncern, czy holding. W holdingu znalibyśmy
wyniki finansowe naszej cukrowni, mielibyśmy większy wpływ na to, co się
dzieje. Gdyby, przed przystąpieniem do koncernu, ktoś nam powiedział, że za
dwa lata nie będzie produkcji w Janikowie, to byłoby to uczciwe postawienie
sprawy.
Członkowie komitetu protestacyjnego zgodnie twierdzą, że od czasu
inkorporacji o wynikach finansowych swojej cukrowni nie wiedzą nic. Pamiętają
jednak, że w ciągu trzech ostatnich lat przed inkorporacją cukrownia
wypracowywała rocznie średnio 3 mln zł zysku netto, a wydatek cukru wynosił
15,75 proc. - To był światowy wynik - podkreślają pracownicy.
- Byliśmy zdrowym ogniwem w KSC - przekonuje Cybulski. - Nie
wyciągaliśmy łap, ani w holdingu, ani w KSC. Dlaczego więc dziś ratuje się
trupy gospodarcze, a zamyka dobre cukrownie? Nie możemy słuchać dłużej
bredni, że przez restrukturyzację KSC wypracowała dobry wynik finansowy.
Zarząd przypisuje sobie ten sukces, a przecież wiadomo, że to tylko zasługa
wysokich cen cukru na rynku w połowie minionego roku! Na taką
restrukturyzację, gdzie zamyka się dobre cukrownie, nie zgodzimy się nigdy!
Wygaszanie słabszych
- Decyzja o wygaszeniu produkcji w cukrowni Janikowo zapadła po
szczegółowych analizach dotyczących m.in. odległości od plantacji buraków,
zdolności produkcyjnych i perspektyw (w tym możliwości przejęcia produkcji z
innych oddziałów KSC) - tłumaczy Łukasz Wróblewski, rzecznik prasowy KSC.
- Kontynuacja restrukturyzacji, której celem jest poprawienie sytuacji
ekonomicznej i konkurencyjności firmy poprzez wygaszanie mniejszych i
słabszych cukrowni, jest nieunikniona.
Na pytanie, czy cukrownia w Janikowie należy do mniejszych i słabszych,
rzecznik nie chce odpowiedzieć. Dodaje tylko: - Argumenty przemawiające za
wygaszeniem produkcji w tej cukrowni przedstawimy w najbliższą środę, na
spotkaniu zarządu KSC z przedstawicielami cukrowni.
- Nie pojedziemy do Warszawy - twierdzi Cybulski. - O przyszłości
cukrowni chcieliśmy rozmawiać wcześniej, ale zarząd spółki chyba bał się
naszych argumentów.
- Chcieliśmy odbyć negocjacje z zarządem przed wyłączeniem naszej
cukrowni - mówi Jerzy Tojek, przewodniczący Związku Zawodowego Pracowników
Technicznych i Administracyjnych Cukrowni. - Mieliśmy przygotowany program
oszczędnościowy, ale zarząd nas unikał. KSC tłumaczy się konieczną
kontynuacji restrukturyzacji. To głupota, bo zarząd spółki na pewno wie, że
niebawem Unia Europejska będzie dawać środki na restrukturyzację. Więc po co
się spieszyć?
- Zarząd spółki kierując się programem restrukturyzacji, idzie na ślepo,
jak koń - uważa Barbara Groc, szefowa zakładowego OPZZ.
Data z instrukcji
Tojek twierdzi, że zarząd KSC złamał prawo, bo zgodnie z zapisami
pakietu, powiadomienie o wygaszeniu produkcji powinno nastąpić przed 20
stycznia. Zdaniem Wróblewskiego w pakiecie socjalnym zapisano tylko "terminy
instrukcyjne". Stworzono je w 2003 r., a od tego czasu - jak twierdzi
rzecznik - wiele się zmieniło i zarząd KSC nie mógł przewidzieć
przyspieszenia prac nad wprowadzeniem reformy unijnego rynku cukru.
Wróblewski zaznacza, że pozostałe zapisy pakietu pozostają bez zmian. Także
te, mówiące o odprawach dla osób, które same zdecydują się odejść z pracy.
Zdaniem rzecznika, ci którzy zechcą pracować nadal, będą dowożeni do
sąsiednich cukrowni (na koszt spółki) lub pozostaną w Janikowie. - I co
będziemy robić w Janikowie? - pytają pracownicy cukrowni. - Czy tak jak w
innych cukrowniach, gdzie wygaszono produkcję, będziemy przelewać z pustego w
próżne? Nie chcemy dostawać pensji za nic. Chcemy pracować!
Do czwartego pokolenia
Michał Bogusz chce także dalej pracować dla tej cukrowni. Jest
przedstawicielem plantatorów w komitecie protestacyjnym. Jego dziadek woził
buraki do Janikowa, to samo robił ojciec. - Czwartego pokolenia plantatorów w
mojej rodzinie pewnie już nie będzie - uważa rolnik. - Nie wierzę, że po
zamknięciu kolejnych cukrowni będzie się opłacało wożenie buraków na drugi
koniec Polski. Nie utrzymam plantacji. Decyzja o wygaszeniu produkcji w jego
cukrowni też była dla niego zaskoczeniem.
Zdaniem Łukasza Wróblewskiego, o planach spółki w Janikowie wiedzieli od
dawna. Rzecznik twierdzi, że poproszono ich o odroczenie decyzji o rok. To
miał być czas na przygotowanie do zmian.
- To nieprawda - twierdzi Andrzej Brzeziński, burmistrz Janikowa. - Nie
robilibyśmy projektu przyłączenia cukrowni do miejskiej sieci ciepłowniczej,
gdybyśmy wiedzieli, że będzie produkować cukier jeszcze tylko przez rok. Po
co gmina wydawałaby na projekt kilkadziesiąt tysięcy złotych? W jakim celu
planowalibyśmy umarzanie podatków na kilka lat? Po co szukalibyśmy sposobów
na obniżenie kosztów produkcji? Powiedziałem członkom zarządu KSC: jeśli
udowodnicie, że nasza cukrownia jest najgorsza, sam pomogę wam przekonać
ludzi, że trzeba wygasić produkcję!
Inaczej niż w Żninie
Pod koniec tego tygodnia odbędzie się spotkanie w urzędzie gminy w
Janikowie, na które zaproszono zarząd KSC. - Czekamy, chcemy rozmawiać -
mówią pracownicy cukrowni. Jeśli rozmowy nie przyniosą rezultatu, komitet
protestacyjny wypracuje inną strategię. - Nasz protest będzie skuteczny -
zapewnia Cybulski, który na razie nie chce zdradzać szczegółów. - Tu będzie
wojna jak w Iraku.
- Nie będziemy protestować tak, jak w Żninie - dodaje szefowa
zakładowego OPZZ. - Nie oddamy nawet zardzewiałej śrubki!
Na razie załoga pracuje. Pomimo protestu załadowała dwa wagony z cukrem.
Żeby się nie zbrylił. - Nie robimy tego dla zarządu - twierdzi Cybulski. -
Cukrowni, ani spółce zaszkodzić nie chcemy.

A moze by tak wizyta w KSC??...
Obserwuj wątek
    • bydgosc Re: Co za jeb... kraj.... 16.05.05, 16:50
      Wszedzie na swiecie sie mowi, ze cukier to biala smierc..... potem sie reklamuje
      batoniki, slodycze dla dzieci..... potem sie je zjada... potem sie odchuda i
      kupuje tabletkina odchudzanie..... To wszystko za sprawa cukru. A u nas sie
      zamyka cukrownie, szkoly, przedszkola .... nidlugo zamykac beda pomniki (bo
      historia doj=dzie do wniosku, ze ten czy tamten jednak sie niezasluzyl historii).

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka