Gość: gość
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
08.08.05, 00:17
Artykuł z Pomorskiej
PRZESTĘPCZOŚĆ. Zuchwały napad na fordońskiego jubilera
Siekierezada
W sobotę gangsterzy napadli na zakład jubilerski w Fordonie.
W czasie napadu (około godz. 11) na ulicy Bydgoskiej panował spory ruch.
Po przeciwnej stronie ulicy jest bar i ogródek. Jak się okazało napad
obserwowali mieszkańcy. - Najpierw od strony centrum miasta podjechało
granatowe audi na niemieckich numerach rejestracyjnych -
relacjonuje "Pomorskiej" jeden z nich. - Myślałem, że to jakiś niezdarny
kierowca. Wykonywał dosyć zaskakujące manewry. W tym czasie pod sklep
podjechał osobowy volkswagen z
zamaskowanymi bandytami
Jak tylko samochód się zatrzymał kierowca audi zatarasował ulicę. Z
volkswagena wysiadło trzech drabów w kominiarkach. Wszyscy byli uzbrojeni w
siekiery i młotki.
Czwarty zbir został w samochodzie. - Jak tylko weszli do środka od razu
zadzwoniłam na policję. Nikt nie odbierał! Wykręciłam 987 i powiadomiłam o
wszystkim straż miejską - mówi kobieta, która również obserwowała napad.
Po kilkudziesięciu sekundach, jak wynika z opowieści naszych rozmówców,
bandyci wybiegli ze sklepu. Wsiedli do samochodu i odjechali w stronę centrum
Bydgoszczy. Kierowca uciekł audi w drugą stronę. Zaraz za napastnikami
wybiegł
zakrwawiony właściciel
sklepu. Roztrzęsiony krzyczał, by wezwać policję. - Wyglądał strasznie.
Z rany na głowie ciekła krew. Miał zalaną całą twarz i koszulę - mówi
świadek. - Takie sceny oglądałam do tej pory tylko w telewizji. To było
okropne - dodaje.
Po piętnastu minutach od telefonu do straży miejskiej przyjechała
karetka. Właściciel sklepu razem z pracownikiem zostali przewiezieni do
szpitala. Z informacji jakie uzyskaliśmy wynika, że ma uszkodzoną podstawę
czaszki. Jest w stanie ciężkim.
Zaraz potem przyjechała policja. Jednak złodzieje zdążyli już zbiec.
Sprawców nadal szuka policja. Nieoficjalnie wiadomo, że auta, którymi
przyjechali do Fordonu
były kradzione.
- To żaden ślad. Zostaną porzucone, spalone, albo pocięte w jakimś
zakładzie blacharskim - mówią mundurowi. Według policji wartość skradzionych
towarów wynosi kilkaset tysięcy złotych.
Świadkowie boją się i proszą o anonimowość. Podkreślają jednak, że jest
to spokojna dzielnicą i nie pamiętają, aby w przeszłości były tu podobne
napady.
8 Sierpnia 2005
www.pomorska.pl