Gość: iv
IP: *.man.bydgoszcz.pl
02.01.06, 12:34
muzyka.onet.pl/kl,1221709,wiadomosci.html
PAP, Gal, 02 stycznia 2006 06:11
Czy dojdzie do skandalu?
Na najbliższy czwartek w Teatrze Wielkim - Operze Narodowej zapowiedziana
została premiera opery "Wozzeck" Albana Berga do dramatu niemieckiego
romantyka Georga Buechnera.
Jak pisze "Nasz Dziennik" do rangi skandalu moralno-obyczajowego urasta wizja
reżyserska Krzysztofa Warlikowskiego, który zdecydował, że holenderski śpiewak
Mateo di Monti w jednej ze scen z udziałem dzieci wystąpi... nago.
Warlikowski szokujące zestawienie tłumaczy koncepcją artystyczną, która
"domaga się" akurat takiego właśnie zabiegu, a Mariusz Treliński, dyrektor
artystyczny TW-ON, nie kryje obaw "o zachowania tych, którzy na sztuce po
prostu się nie znają i nastawieni są głównie na jej cenzurowanie".
Wygląda na to, że reżyser oraz dyrektor są przygotowani na ewentualne
protesty, pisze gazeta. Wyprzedzając prawdopodobną negatywną reakcję
społeczną, dysponują zgodą rodziców na udział dzieci w operze i - jak się
należy spodziewać - ekspertyzą prawną. Czy to oznacza, że już nic się nie da
zrobić i do skandalu, a może nawet złamania prawa, dojść musi?
Na to powinni odpowiedzieć ci, którzy mogą jeszcze na bieg rzeczy wpłynąć,
pisze "Nasz Dziennik" i przypomina, że TW-ON jest placówką podległą
Ministerstwu Kultury i Dziedzictwa Narodowego, więc decyzja należy do ministra
Kazimierza Ujazdowskiego.
Rzecznik Praw Dziecka Paweł Jaros apeluje zarówno do reżysera, jak i ministra
kultury o działanie i zapowiada ewentualną interwencję, zaś ksiądz Marek
Dziewięcki wyraża na łamach "Naszego Dziennika" nadzieję, że tym razem próba
publicznego krzywdzenia dzieci "skończy się skuteczną interwencją prokuratury
wobec cynicznego reżysera".
Niezależnie od reakcji władz, którym wyborcy muszą patrzeć na ręce, jak
bumerang powraca problem wolności w sztuce: czy i na ile wolno jej naruszać
normy moralne, obyczajowe, religijne - pisze "Nasz Dziennik". Martwi postawa
dyrektora artystycznego teatru, który bardziej obawia się cenzury artystycznej
niż demoralizacji dzieci. Wciąż aktualne jest także pytanie: dlaczego
podatnicy mają płacić za wszystkie, także niemoralne, eksperymenty
artystyczne. I wreszcie rodzi się pytanie o to, kiedy oficjalny wyraz swojej
dezaprobacie dla skandalicznych działań zachodzących w sferze kultury da samo
środowisko artystyczne. Prywatne opinie, choć nierzadko cenne, sytuacji bowiem
nie naprawią, konkluduje gazeta.