Dodaj do ulubionych

TYLKO ŚWINIE SIEDZĄ W KINIE

IP: *.stmnca.adelphia.net 11.12.02, 22:50
Jeżeli pozwolimy na zamknięcie Radia Maryja, to co nam zostanie?

GOEBBELSOWSKA PROPAGANDA ŻYDÓW
czyli żydowskie mity dla ciemniaków w ciemnicy kinowej

„The Last Temptation of Christ”, czy „Szeregowiec Ryan” jest taką sama
propagandą jak ”Lista Szwindlera”, „Shoah”, „Shtetl” i inne świństwa ekranu.
Podczas wojny Warszawiacy, broniąc się przed propagandą Goebbelsa, ukuli
hasło: TYLKO ŚWINIE SIEDZĄ W KINIE.

Poniżej przedstawiam przykład zdrowej reakcji na syjonistyczną propagandę -
recenzja niezależnego krytyka filmowego Michaela Hoffmana*.
(Tłumaczenie i adaptacja z angielskiego)


RATOWANIE ŻYDOWSKICH MITÓW

Film: „Saving Private Ryan” (Ratowanie szeregowca Ryana)
Reżyseria: Steven Spielberg


Tak mi się zdawało, że nareszcie Spielberg zrobił coś o Drugiej Wojnie
Światowej, co jest bez „holocaustu” i „komór gazowych”, a tylko o walce na
zachodnim froncie, coś o honorze i współczuciu amerykańskiego rządu dla
Żołnierza Amerykańskiego. Poszedłem więc obejrzeć „Saving Private Ryan” [w
wersji dla widza amerykańskiego].

W kinie jednak zobaczyłem, że propaganda żydowska najbardziej dydaktycznego
cudownego dziecka holywudu tam jest bez zmian, tylko podsunięta chytrzej,
albo, jak kto woli, subtelniej, mniej widocznie dla niewprawnego oka.

Francuski historyk, Robert Faurisson, powiedział, że każda wojna jest
zbrodnią. W kinie Żydów istnieją jednak dobre wojny. Druga Wojna Światowa
jest taką dobrą wojną.

54 lata minęły od jej zakończenia, ale żydowskie mity Aliantów wciąż wsiąkają
w naród. Hip, hip, hurra! Powodzenie kasowe „Saving Private Ryan-a” to
potwierdza. Spielberg zaciera ręce, bo zrobił z największej bratobójczej
rzezi gojów w wieku białego bratobójstwa nie tylko „dobrą wojnę”, ale jeszcze
napełnił kasę superstudia „Dream Works” setkami milionów dolarów. (Ich
następny projekt to film animowany o czarnym Mojżeszu wychowanym przez
czarnego faraona Ramzesa. Ten „obciągnie” następne miliony u Murzynów i
zarazem „podbechta” ich przeciwko białym.)

Goje z rolniczej strefy Ameryki, z „bread basket belt”, są w 1998 roku
desperacko zmęczeni chorobą duszy, co dotknęła Amerykę. Oni chcą widzieć
bohaterów i coś, w co mogą wierzyć, wierzyć znowu.

Voila, Spielberg przybywa na pomoc! Możesz zapomnieć o odcieniach szarości
moralności, albo o egzystencjalnym samozwątpieniu, które musiałeś oglądać w
filmach o walkach w Korei i Wietnamie. To były złe wojny. Zwalczaliśmy
komunistów. Za te wojny amerykańscy weterani wojenni winni odpokutować
obchodzeniem nie kończącej się żałoby, dopasowując się do puścizny zbiorowego
rozstroju nerwowego lat 60-tych, za to że w ogóle brali udział. W kinie
żydowskim ich walory jak patriotyzm, bohaterstwo i ślepa wiara w generałów
różnią się o włos od „zbrodni wojennych”.

Natomiast przeciwko Niemcom patriotyzm, bohaterstwo i ślepa wiara w generałów
są słuszne i pełnoprawne – uzasadnił je półwiekowy tam-tam holywudu.

Spielberg wystawił przynęty dla widowni - na zwolnionym ruchu, iście miłosne
karesy kamer z pornografią brutalności, czym popisał się już poprzednio
w „Amistad” (hi-tech dramacie orgii przemocy białych wobec czarnych na
pokładzie okrętu z niewolnikami). On zagrał głównie na sentymentach roczników
poborowych zapełniających ciemnice kinowe, naiwniaków tego samego typu, co
dali zawieźć się do Omaha Beach na pewne stracenie.

Na przykład, w makabrycznej scenie żydowski żołnierz przegrywa na białą broń
i niemiecki żołdak pruje mu bebechy z prawie miłosnym współczyciem – wymysł
przypominający blagierstwa innego Żyda, Freuda, ale głód czytelników
szmatławców i tabloids został nasycony.

Zaczyna się od lądowania piechoty US na skrwawionych plażach Normandii, gdzie
te niemieckie sukins..., pardon, ci „zbrodniarze wojenni” mieli czelność
strzelać do inwadujących Amerykanów! Nieomal psychoterapeutyczne sceny
śmierci i rzezi – chyba najbardziej podniecające i fascynujące jakie
kiedykolwiek zainscenizowano – z miejsca urzekają sadystów videowych cyrkiem
digitalnej woltyżerki „wirtualnym bojem”.

Film ma nas przekonać, że rząd Henry Morgenthaua i Roosevelta wysłał młodzież
na śmierć za sprawę Żydów w Europie, a jednocześnie z miłości do Amerykanów
zadbał o amerykańskie rodziny. Yapp!

Otóż, kiedy czterej bracia pomaszerowali na wojnę, żeby zrobić świat
bezpiecznym dla bolszewików i bolszewizmu, trzech od razu zginęło. Trzeba
więc uratować tego czwartego. Nie bardzo to jasne dlaczego i dlaczego właśnie
tego ostatniego brata, gdy na wojnie innych takich ostatnich braci jest
masa? No więc dlatego, że to jest fikcyjny świat fikcji goebbelsowskiego
Spielberga, cicho! Nie psuć jemu zabawy w kino!

No więc sam wielki generał Marshall, pomnikowo uheroizowany na surowy
ekstrakt męskości, interesuje się tym czwartym, pozostałym przy życiu bratem,
szeregowcem Ryanem. Może dla precedensu, może dla wyjątku z reguły, może dla
reklamy, dla własnej popularności? Nieważne, przecież to fikcja, tu dba się o
propagandę, a nie o historię. „Marshall” Spielberga, żeby rozsentymentalnić
publikę „mądrością strategów”, recytuje słowa Lincolna z pamięci... Kto zna
bucowatość Marshalla, tego pusty śmiech ogarnia. Ale temu, kto zna
bratobójczą wojnę Żyda Lincolna, temu śmiać się odechciewa.

Szeregowiec Ryan, desantowy skoczek spadochronowy wylądował zniesiony
z kursu w okupowanej przez „wroga” Francji. „Mądry strateg” Marshall wyznacza
specjalną drużynę komandosów do uratowania go w środku wojny, w rejonie
chaotycznych, piekielnych walk ulicznych, gdzie co chwila przerywana jest
łączność i walczący są zdani na siebie samych, odłaczeni od drużyny i gdzie
cała operacja nie ma sensu, gdyż straty ratowników muszą być większe niż
liczba przypuszczalnie uratowanych, która w tym wypadku ma wynosić jeden
(1) !

Drużyna ratownicza składa się umyślnie z wielokolorowych Amerykanów.
(Takie clichés spinały filmy B-klasy i komiksy Marvela.) Jest tam głupkowaty
Włoch, straszliwy jajogłowy, popychany Żyd, wielki Arjanin z Brooklynu i typ
z Południa, sierżant York. Gromada ta jest tak smagła i śniada, że z początku
ona przypomina oddział portorykańskiej Gwardii Narodowej, co odwraca naszą
uwagę i wytrąca nas z akcji na ekranie. Zauważamy, że siedzimy w kinie i
trzeba chwili, żebyśmy wrócili do poddania się konwencji przeżycia kinowego.

„Żyd” powiewa swoim naszyjnikiem z „Gwiazdą Dawida” w kierunku niemieckich
jeńców i przedrzeźnia ich, pokrzykując: „Juden, Juden!”. Ale, o dziwo,
Spielberg nie kazał „Niemcom” chrząkać i spluwać na żydowską świętość. Scena
ta jest jedynym żydowskim odnośnikiem i, o dziwo, nie ma też
grozy „Holocaustu” przenikającej z tła, czekającej ich dalej, w Polsce.

Dlaczego Spielberg nie uderzył w strunę „Holocaustu”? Bo wie, że publika
złożona z gojów nie będzie kibicować poświęcania Amerykanów za sprawę tych,
co mordują palestyńskie dzieci rzucające kamieniami. Co gorzej, „Holohoax”
sprzedaje sie coraz trudniej i męczy widownię. Wybrał zatem wstrzyknięcie
swojej nienawiści do Niemców tam, gdzie publiczność je najmniej może
zauważyć.

Na przykład, wszyscy ratownicy Ryana uważają, że koniecznie trzeba
rozstrzelać niemieckich jeńców wojennych, a tylko kapitan nie godzi się
zamordować jeńców. W konsekwencji jego „słabości” nasz żołnierz ginie.
Właśnie „nasz”, ten żydowski. A ubitj germancow!!! Oko za oko!!!

Papierowa jest postać serżanta Yorka, protestanta „fundamentalisty” z
Południa, co zawzięcie nienawidzi Niem
Obserwuj wątek
    • Gość: Z Bydgoszczy TYLKO ŚWINIE SIEDZĄ W KINIE IP: *.stmnca.adelphia.net 11.12.02, 23:00
      Papierowa jest postać serżanta Yorka, protestanta „fundamentalisty” z Południa,
      co zawzięcie nienawidzi Niemców. Dlaczego tak zawzięcie? Nie wiadomo. Kiedy
      jeniec niemiecki mówi do sierżanta Yorka po niemiecku, on wybucha
      wściekle: ”Skończ z tą brudną świńską łaciną!” Łaciną? Świńską? Niemiecki jest
      językiem szczytowych europejskich osiągnięć w filozofii, literaturze, teatrze,
      językoznawstwie itd. Czy ten reżyser o niemieckim nazwisku nie zapędził się w
      ignorancję posługaczy syjonizmu? Nienawiść rasowa nie tylko go oślepila, ale i
      ogłupiła.

      Jeżeli ktoś uwierzy bajaniu Spielberga, to będzie dziwił się jak to było
      możliwe, że Niemcy podbili Europę, Północną Afrykę i zapędzili Armię Czerwoną
      pod Moskwę, bo przecież w filmie oni walczą z tępą głupotą, jak statyści
      filmowi w starym serialu telewizyjnym „amerykańskim”: „Combat” z lat 60-tych.
      Jak oni tylko znajdą się w polu widzenia Amerykanów, to ino: puk! i Niemiec
      leży. Podczas gdy amerykańscy żołnierze biegną przed linią karabinów i ckm-ów,
      a kule ich się nie imają. To ci wojsko! „Niemcy” walczą tylko dopóty dopóki
      mają przewagę, dekując się w bunkrze, w gnieździe ckm-u, albo w „Tygrysie”. Jak
      tylko odwróci się fortuna, to oni bez namysłu rzucają swoją broń i mamroczą coś
      histerycznie zastrachani i błagają o życie.

      Dlaczego obsada jest tak uboga? Amerykańskiego oficera gra aktor filmów
      mafijnych Dennis Farina. Jego postać wychodzi nieprzekonywująco. Telewizyj-ny
      Ted Danson otrzymał szczodrze cameo, czyli krótkie wystąpienie, jako inny
      oficer, ale tu brakuje cameo á la Hitchcock - wystąpienia Spielberga z pejsami.

      W całym filmie widać tylko jedną swastykę, graffiti namalowane na Wale
      Atlantyckim. Nawet SS-mański dowódca czołgu występuje bez monoklu
      i opaski na ramieniu. Jak wspomniano, Spielberg nie poszedł na sztyk shoah-
      biznesowego szlajerowania.

      Aby nakłonić nas do pokochania amerykańskich wojskowych postaci użył on starego
      jak świat triku z Podręcznika Agitatora matki Adama Michnika, Schechterowej.
      Pokazuje je narzekające, żartujące, szlochające, hazardowo grające w karty.
      Nawet „Żyd” się „wychyla”. Bierzemy udział w historiach ich życia, ich
      tarapatach. Przez to „identyfikujemy się” z nimi i scalamy z ich losem. One, w
      przeciwieństwie do Niemców, nie są robotami, chwytają za serce slangiem,
      nazywają brak kompetencji rządu żargonowym wyrażeniem: „foobar”. Żydowski
      reżyser nawet popełnił koncesję ideologiczną dla uzyskania większego „realizmu”
      tych piechurów: mówi o absurdach u wysokiego dowództwa, inkompetencji rządu
      pomimo całego jego teatru współczucia i dobroci.

      Niemcy w tym arcykunszcie są cyframi. Spielberg nigdy nie zabiera nas do ich
      ogniska obozowego posłuchać ich piosenek i historii rodzinnych. Prawie nigdy
      nie widzimy migawki ich człowieczeństwa. Żadne niemieckie słowo nie jest
      przetłumaczone nawet w napisach. Niemiecki staje się nieczytelnym bełkotem –
      „świńską łaciną”.

      Najbliżej przedstawieniu człowieczeństwa niemieckich żołnierzy dochodzi w
      krótkiej przerwie w walce, kiedy Amerykaninowi i Niemcowi braknie amunicji i
      obaj ciskają jeden w drugiego swoje hełmy. W szybkiej migawce Niemiec robi
      pośpieszny gest przypominający przeżegnanie się. Mrugnij oczami, a to
      przegapisz! Jednak te 15 sekund nie może ożywić papierowych kukiełek w prawie
      trzygodzinnym filmie. On wstawił te skąpe ścinki chcąc wcisnąć puentę: Niemcy
      może są ludźmi, może, ale nie dorównują naszym, szlachetnym i ukochanym
      Amerykanom.

      Coś takiego nie przeszłoby w filmie wojennym o Korei albo Wietnamie w latach 90-
      tych. Azjatyckich przeciwników filmowiec musiał i musi malować jako
      szlachetnych i kochanych, inaczej naraziłby się, zostałby nazwany rasistą i na
      tym skończyłaby się jego filmowa kariera. Niemcy Spielberga to kupa „krautów”.

      Obrońcy takiego portretowania powiedzą, że on jednak upodobnił Niemców do
      ludzi, bo w jednej scenie niemiecki jeniec wojenny mamrze coś o „Betty Boop”
      i „Steamboat Willy”. Wcale nie, jego mamrotanie jest groteskowe, niewyraźne.
      Reżyser nie próbował humanizować postaci Niemców, bo chciał tylko upupić
      prostaczków na widowni wykazaniem, że „hitlerowskiego nadczłowieka” nie trza
      się bać, tylko rozbroić go, bo on jest tchórzliwy. Morał: rozbroić Niemca i
      trzymać rozbrojonego!

      Nie ma ani jednego dobrego niemieckiego żołnierza w „Saving Private Ryan”, tak
      jak i nie ma wśród setek niemieckich żołnierzy przedstawianych w „Schindler’s
      List”. Tylko mordujące roboty. Cieszymy się, kiedy niemieccy chłopcy umierają,
      a jeszcze więcej gdy amerykańscy cudem nie padają. Czy mamy też śmiać się,
      kiedy „wieśniak” za każdym trafieniem Niemca ze snajperskiego karabinu mruczy
      psalm?

      (Był w PRL-u Żyd Stanisław Wohl, co prowadził w telewizji warszawskiej Klub
      Blagierów. W latach 60-tych zrobił on film o leśniczym. Krytyk filmowy Gazda
      skompromitował Wohla artykułem: „Blagierska psychologia”. Tytuł artykułu pasuje
      także do tego Żyda.)

      Przy końcu filmu Spielberg potyka się znowu i psuje, co zmajstrował - widać
      podszewkę jego agitpropu. Jego kamery wracają do Narodowego Cmentarza
      Arlington. To miejsce, odpowiadające jego nekrofilnej obsesji, wybrał on za
      żydowskim sentymentalistą Frankem Caprą, jako że zbijanie intresu na tragedii
      ich pobratymców jest pospólnym ich plemieniu zajęciem od wieków. „Listę
      Schindlera” zakończył on podobnie, makabryczną wycieczką do żydowskiego
      kircholu.

      W scenie skalkulowanej na „wyciskacza łez” dla najbardziej zahartowanych
      amerykańskich weteranów wojny, albo legionistów, stary wiarus trzęsący się
      na nogach wykonuje tableau patriotyzmu, a kamery panoramują przez cmen-tarz i
      widzimy tysiące krzyży znaczących groby tych biednych chłopców, któ-
      rzy padli w bratobójczej wojnie za oceanem. Spośród tych niezliczonych tysięcy
      tylko jeden grób oznaczony jest gwiazdą Dawida.

      Spielberg ostentacyjnie reklamuje tę dysproporcję: kiedy „my Amerykanie”
      idziemy na wojnę, to na tysiące gojów ginie tylko jeden Żyd. Wy goje
      urodziliście się po to, by umrzeć za naszych pobratymców. Talmud uczy, że tylko
      śmierć za Wybranych daje gojowi szansę oczyszczenia się z winy bycia gojem.
      Śmierć goja jest chwalebna wtedy, kiedy jest ofiarą dla ocalenia chłopców
      wyznających Yahwe i uchylających się od służby w U.S. Army.

      HOMILIA SPIELBERGA
      do następnej generacji mięsa armatniego z Ameryki w Iraku:

      Hej, dzieci! Nie bałamućcie się zanadto aurą punków i „refusenic-ów”. My was
      potrzebujemy. Wcześniej czy później przyjdzie na was kolej umrzeć za Wybranych
      w następnej, okrytej fałszywą glorią krucjacie przeciwko „tyranii”.

      Tym razem w Iraku. Potem w Iranie, Libii?

      Pokazuję ci krew i zniszczenie, nie ukrywam przed tobą okropności wojny, ale
      wiedz synku, że będziesz prawdziwym mężczyzną dopiero wtedy, kiedy ukatrupisz
      wrogów naszego rządu „naszych” i świętego syjonizmu. Tymczasem zaś słodkich
      marzeń, dzieci... Pejsaty misio, wujcio Stefcio Spielberg, „skarbnica
      żydowskiego ciepła i mądrości”, przygotował dla was „patriotyczną” prasówkę w
      ciemnicy kinowej. Pola rzezi czekają na was, wstrząśnijcie poduszeczki w
      szpitalach, przygotujcie szczudełeczka i wózeczki inwalidzkie, wyfasujcie „body-
      bags”. . .
      ______________________________

      * Michael A. Hoffman II. jest byłym reporterem nowojorskiego biura A.P. i
      redaktorem periodyku: „Revisionist History”.
      Oryginalna recenzja ukazała się w ”Washington Times” w pierwszych dniach
      dystrybucji filmu w USA.

      SKOPIUJ — PODAJ DALEJ — OPOWIEDZ ZNAJOMEMU
      • Gość: Ba! Billon skasować IP: *.bydgoszcz.cvx.ppp.tpnet.pl 12.12.02, 08:46
        • Gość: widz Re: skasować IP: *.bydgoszcz.sdi.tpnet.pl 12.12.02, 09:18
          Tak, wypada jeszcze dodać do tego obłędu, że "Washington Times" jest małą
          prowincjonalną gazetką (żeby było smieszniej: większość udziałów należy do
          rządu zresztą do rządu południowokoreańskiego), nie mającą nic wspólnego z
          poważną prasą, tak jak autor tych patologicznych wypocin z krytyką filmową.
          Film był słabiutki (z wyjątkiem zdjęć), ale po przeczytaniu kawałka tych
          bluzgów powyżej, zaczynam czuć doń większą sympatię. (nie przenosi sie ona na
          autora "z bydgoszczy", który nie wiedziec czemu uparł się siać swoje głupawe
          rojenia pod rozmaitymi nickami na tym forum)
          • Gość: Z Bydgoszczy Re: skasoooować ! ! ! IP: *.stmnca.adelphia.net 12.12.02, 11:15
            .
            Sprostowanie:
            Recenzja ukazała się w “Washington Post”, nie w "Washington Times".

            Gość: “widz” wytoczył następujące własne argumenty:

            ● autor tych patologicznych wypocin nie ma nic wspólnego z
            poważną prasą

            ● te bluzgi

            ● sieje głupawe rojenia

            Ej, czyżby?

            • Gość: widz Re: skasoooować ! ! ! IP: *.bydgoszcz.sdi.tpnet.pl 12.12.02, 11:20
              To nie argumemnty, tylko opinia na temat zwielokrotnionej jaźni autora wątku
              (karpia z bydgoszczy i paru innych pseudonimów), jak i autora "recenzji" która
              rzekomo gdzieś się ukazała. Do tego ta "adaptacja"... żałośnie gościu
              • Gość: Poinformowany FORNALE u PARCHÓW IP: *.stmnca.adelphia.net 19.12.02, 12:29
                Gość portalu: widz napisał(a):

                > To nie argumemnty, tylko opinia na temat zwielokrotnionej jaźni autora wątku
                > (karpia z bydgoszczy i paru innych pseudonimów), jak i autora "recenzji"
                która
                > rzekomo gdzieś się ukazała. Do tego ta "adaptacja"... żałośnie gościu


                FORNALE u PARCHÓW

                Za judaszowe srebrniki zatrudnia się polskojęzycznych
                "lustratorów" polskich forumów do wpisywania się,
                podszywając się pod czytelników, dla “side tracking”
                tematów, aby neutralizować pracę np. jak tutaj, oponentów
                anektowania Polski przez UE.

                Po wielu znać, że są to wynajęte komuchy i ich miot, tego
                typu, co dawniej zabijali albo męczyli ludzi w UB, SB, albo
                zakładali mikrofony podsłuchowe np. do “sfabrykowania
                dowodów” dla szantażowania ministra.

                Rekrutowały się te eleMĘTy z turncoat-ów, czyli Mantelträge-
                rów, czyli przynieś-wynieś-pozamiatajów przenicowujących
                się na aktualną koniunkturę, czy władzę. Możesz śmiało
                napluć na coś takiego. Toto powie, że deszcz pada. Po
                polsku, zdaje się, mówią na to grzecznie chorągiewka na
                dachu?

                Ich wiejską mutację poznasz po ich cechach podobnych do
                ubeków-Polaków z awansu społecznego, fornali zwerbowanych z
                PGR-ów, co nie chcieli worków nosić tylko paradować po
                mieście jak miastowi w białych koszulach nylonowych w dzień
                powszedni, wyfasowanych z Konsumu dla czerwonych.

                Przeszukują oni portale i gdzie znajdą patriotyczne teksty,
                tam wypisują indywidualnie lub w formie dialogu rzekome
                opinie rzekomo debilnych podrostków, czy maniakalnych
                "etatowych forumowiczów", żeby bagatelizować i neutralizować
                wagę patriotycznego tematu.

                Myślałby kto, że w Polsce zmieniło się na lepsze.

                Szpiedzy internetowi zainstalowani w osiedlu kolo Tel-Avivu odczytuja IP w
                cookies file automatycznie, dochodzą autora, albo blokują dostep dzwoniąc do
                admina, lub do internet providera danego komputera.
                [Zob szpiegostwo Izraela w USA: www.rense.com i inne.]

                Szpiegowanie i interwencje wprowadzono np. w Niemczech, gdzie jest cenzura
                oficjalnie. Tam np. za samo powątpiewanie w opowieści o “Holocauście” jest kara
                więzienia do czterech (4) lat. Na rozprawie oskarżony o
                “antysemityzm”, “faszyzm”, “nazizm” etc. nie ma prawa
                dowodzenia swojego przekonania. Kara jest za wypowiedzenie w publicznym miejscu
                własnego mniemania, tak jak za Stalina w PRL-u czy krajach "demokracji
                ludowej". (Obecnie w Polsce jest kara tylko do 3 lat, ale po aneksji byłaby do
                4.)

                Wiele osób w Niemczech już skazano za luźny język, ale także turyści Amerykanie
                niemieckiego pochodzenia zostali aresztowani na lotnisku we Frankfurcie i
                osadzeni w więzieniu bez wyroku, w "areszcie śledczym". Uzasadnienie: ich
                witryny w internecie redagowane w USA można przeczytać w Niemczech. Jeden
                historyk został porwany z Danii. Uzasadnienie: jego podręcznik historii znalazł
                się na terenie Niemiec. Ofiarami byli m.in. historyk Richard Landwehr, wydawca
                Gerhard Lauck i rencista Hans Schmidt, który napisał co myśli w liście(!) do
                znajomych w Niemczech.

                Z końcem maja 2002, filisterski inteligencik Klugeman z “Izraela” w Palestynie,
                rozpisał w “Village Voice” w Nowym Jorku nagonkę na forumowiczów “Gazety
                Wyborczej”. Jemu nie podobała się szczerość wypowiedzi na Forum GW i dla
                niepoznaki uczepił się dyskutantów zarzucając im wulgarność. Chodziło jednak o
                wpisy “pinczerków Michnika”, którzy podszywają się pod Polaków do dziś. Celem
                tej żydowskiej akcji, jak zwykle interkontynentalnie skoordynowanej, było
                sfabrykowanie uzasadnienia dla zlikwidowania, a co najmniej zneutralizowania
                “antysemickich” głosów “rasistów”, “neofaszystów”,
                “faszystów”, “nazi”, “białych suprematystów”,
                "niewrażliwych", “nietolerancyjnych”, “fanatyków”,
                “fundamentalistów religijnych”, “nd-ków”, “populistów”,
                “siejących nienawiść”, “Holocaust deniers","intelektualnych
                terrorystów”, and what not - wszystkich winnych “zbrodni nienawiści” (“hate
                crime”) jeśli nie wprost, to poprzez asocjację (“guilty by asssociation”).

                Nie możesz obecnie zamieścić wiadomości, żeby politrucy Mossadu zatrudniani
                przez Michnika, nie starali się tu mącić.
                (Informacja z Forum GW: Jeżeli chcesz wyprowadzić Michnika z równowagi, zapytaj
                się go jak mu się układało ze swoim byłym pracodawcą Isserem Harelem, byłym
                szefem Mossadu.)

                A to wszystko po to, by załatać dziurę w dyktatorskiej demokracji
                syjonistycznej, która jest demokracją z nazwy, jaką była też “demokracja
                ludowa” Jakuba Bermana, Bolesława Bieruta, Zambrowskiego, Brystygerowej, Minca,
                Modzelewskiego, Józefa Światło, Różańskiego, Radkiewicza i rzeszy setek tysięcy
                zbrodniarzy żydowskich stanowiących trzon Urzędu Bezpieczeństwa.

                Demokracja zabezpiecza wolność słowa i sumienia. Jeżeli nie, to to nie jest
                demokracja.
                • Gość: widz Re: FORNALE u PARCHÓW IP: *.bydgoszcz.sdi.tpnet.pl 19.12.02, 16:10
                  Zdecyduj się wreszcie, w ilu osobach występujesz...
                  A co do demokracji, to nie możesz narzekać: jesteś najlepszym dowodem jej
                  istnienia. Czemu jednak uparcie nie wyjasnisz po co pchasz sie miedzy parchów,
                  skoro tak ich nienawidzisz? Nudzi ci sie produkowanie postów na własnej stronie?
    • Gość: Poinformowany Pikieta przed TVP 13 grudnia IP: *.stmnca.adelphia.net 19.12.02, 12:24
      Sprawozdanie z akcji.
      Dnia 13 grudnia 2002 dwie zorganizowane grupy Polaków
      zrealizowały następujące zadania:

      1. Pikieta przed budynkiem TVP ul.J.P.Woronicza 17 w Warszawie.
      2. Pikieta pod budynkiem „Warszawskiego” Centrum Finansowego róg ul. Emilii
      Plater i Świętokrzyskiej,przy punkcie dezinformacji europejskiej.

      Ad. 1.
      Akcja była zapowiedziana i TVP przygotowała się.
      Przy bramie napotkaliśmy ochronę, której normalnie w tym miejscu nie ma.
      (Wielu ludzi nam o tym mówiło i potwierdzili sami ochroniarze)
      Ochrona miała odpowiednie rozkazy.
      Nie mogliśmy dostarczyć pisma(protestu) nie wpuszczono nas i nikt nie chciał
      go od nas odebrać.
      Za bezczelność wobec społeczeństwa uważamy uniemożliwianie lub celowe
      utrudnianie składania pism, protestów itp.
      Wielu pracowników TVP okazało nam swoją przychylność.
      Nie mogli nam jednak pomóc, gdyż bali się o swoją pracę.
      Terror.? Pracownik nie jest już wolnym człowiekiem.
      Poza normalnym wykonywaniem obowiązków, muszą trzymać jeszcze palec prosto w
      d....
      Głównym hasłem tego dnia było:

      „To nie wschód, ani zachód. Telewizja dla Polaków”

      Transparent:
      „Tu jest Polska
      Polaku nie buduj EuroSodomy”

      Wskazywaliśmy na działalność obcych agentur w szczególności niemieckiej.
      Po zakończeniu pikiety podszedłem do ochrony i powiedziałem, że mogą się
      odmeldować. Ucieszyli się. Wcześniej mówili, że bardzo zmarzli.
      List z protestem i żądaniem wysłałem pocztą.

      Ad. 2.
      Punkty, czy centra dezinformacji europejskiej są plugawym, świadectwem
      poddaństwa Polski.
      Umieszczane są w ważnych miejscach. (Np.: w Częstochowie po sąsiedzku z
      klasztorem)
      To jest tak jakby przyszedł Niemiec i nasr... na groby naszych Ojców.
      Robią to. Robią to za pośrednictwem mediów i szkół. Można powiedzieć, że
      weszli już do naszych domów.
      Pikieta miała charakter informacyjny. Rozdawaliśmy ulotki.
      Mówiliśmy, że tu jest jeszcze Polska. Policja trzy razy spisywała dane
      uczestników.
      Transparenty głosiły:
      - Masoński charakter „unii europejskiej”
      - Naród nigdy się nie podda.
      - determinację przeciwników „integracji”

      Obydwie imprezy rozpoczęły się o 14-tej i trwały po około 3 godziny.
      Warto wspomnieć, że w obydwu przypadkach zachowanie policji było kulturalne.
      Dotyczy to również ochroniarzy z budynku TVP.

      Z Narodowym pozdrowieniem.
      Jeszcze Polska nie zginęła! Szczęść Boże.
      Dariusz Benedykt Ciesielski

      Ps.
      Tu jest Polska, a boją się Polacy. Obcy w pojedynkę podchodzą do nas i kpią
      sobie z Polskości.
      Tu jest Polska, a trzy dni temu („Miodowe lata”) - śmiano się, szydzono z
      naszego Hymnu.
      Tu jest Polska, a przedwczoraj w TV szydzono z naszej religii. Trzech
      przebranych (mason, komuch i żyd) udawali Św. Mikołaja. A może to byli trzej
      królowie.(Berman, Kalisz i Olechowski)?

      Warszawa dn.13.12.2002

      Protest oraz żądania wobec władz TVP

      Składamy dla
      Robert Kwiatkowski
      Prezes Zarządu TVP
      ul.J.P.Woronicza 17
      02-625 Warszawa
      i pozwolimy sobie uczynić publicznym.

      Jeśli zdarza się, że zrealizujecie dla dobra naszego Narodu jakiś cel,
      to nie jest to cel o znaczeniu strategicznym czy operacyjnym.
      Na tym poziomie realizowaliście niegdyś politykę ZSRR, zaś dziś pracujecie
      dla Berlina czy Brukseli.
      Obca agentura? Taki charakter mediów nie jest do pogodzenia z ich służebną
      wobec Narodu funkcją.
      Kreujecie Polską pseudo demokrację.
      To, że Polacy wybierają wrogów i zdrajców,
      to, że katolicy wybierają libertynów jest zasługą między innymi
      polskojęzycznych masońskich mediów.
      Znaczenia mediów nie można nie docenić, to one mogą wychowywać, dostarczać
      wzorców etycznych, budować światopogląd. Mogą też działać destrukcyjnie.

      Żądamy by interes jedynego suwerena, jakim jest Naród, był w Polsce poprawnie
      reprezentowany przez media państwowe.
      Działają one w obrębie naszego Państwa i za pieniądze jego obywateli.
      Nam nie chodzi o równy do mediów dostęp, bo niby, z jakiej racji w naszym
      kraju niemiecki interes ma być traktowany na równi z polskim.
      Jak mniemam list ten oddajemy w imieniu i dla dobra Narodu Polskiego.

      Dariusz Benedykt Ciesielski
      lobbypl@wp.pl
      tel. 0609 559 313
      Zob. wiecej:
      www.innestrony.pl/forum/index.php3?
      thread=3dffe43c537fd&parent=threads&post=3dffe43c537fd
      lub:
      www.innestrony.pl/forum/

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka