22.04.06, 08:46
spotkałem w życiu kilku ludzi niezwykle kreatywnych .

wynajmowałem mieszakanie u K.S . skromny pracownik jakiegoś domu
kultury pracujący za najniższą pensję . lubiłem jak opowiadał o sobie ,
o swoich znajomych ... z rozmów nic nie wynikło , kim jest , oprócz
tego , że pracuje w miejskim domu kultury .

znał kilku ludzi z elit kultury i nauki - to byli jego przyjaciele z ławki
szkolnej . mówił , że ma schizofremię . nie wyglądało to groźnie . był
taki sam jak miał te swoje zwidy i taki sam jak ich nie miał z wyjątkiem
tego , że gdy miał swoje zwidy , rozmawiał z osobami które tylko
on widział .

potrafił nawet ze swojej choroby żartować - "i na kogo to trafiło ?
na mnie , na ateistę . jak dostaję tej szajby widzę Boga i rozmawiam
z nim ."

skończył średnią szkołę muzyczną i prawo , ale nie mógł wykonywać zawodu
prawnika ze względu na swoją chorobę .

widać było , że kocha dziewczynę z którą już od lat się spotykał i ona
go kochała - oczywiście nie za jego pieniądze , bo był biedny jak pies .
nie chciał brać z nią ślubu . mówił - "wystarczy tej szajby
na świecie . ja nie chcę mieć w tym swoego udziału . nie chcę by
ona miała dzieci ze mną . zresztą za co ja bym utrzymał rodzinę ."

kim on był ? anonimowy pracownik domu kultury na najniższej pensji .
szynka na jego stole to było prawdziwe święto . zapraszałem go czasami
na kolację ...

pewnego dnia on mnie zaprosił . szynka na stole , myślę więc że jakaś
wielka okazja . mówi mi , że zaprasza mnie na kolację , byśmy wspólnie
uczcili jego wywiad dla telewizji . pomyślałem , że to objaw
jego "szajby" . gdy mi powiedział dlaczego z nim przeprowadzono
ten wywiad , byłem pewien , że ma napad swojej "szajby" .
człowiek żyjący w tak skromnych warunkach i o tak niskim wyposazeniu ,
o którym nikt nic nie wie, mówi mi , że jest twórcą najpopularniejszych
wówczas zespołów "Klaus Mittwoch" i "Sami Swoi" . mówi , że dobrał
członków , pisał partyturę itd ....

włączył tv - jest . on w tle zespołu ubrany w jedyny jaki miał granitur
i pożyczony ode mnie krawat i pożyczoną od kolegi koszulę ...
rozmowa z członkami zespołu i innymi trwała długo , ale i Krzysztofowi
poświęcono minutę przedstwiając go jako menadżera zepspołów ....
Obserwuj wątek
    • unsatisfied6 odbiór nagrody dla artysty 22.04.06, 09:15
      znałem Lecha do dzieciństwa - tzn widywałem go , bo zawsze siedział
      przy sztalugach i rzadko kiedy wdawał się w jakąkolwiek rozmowę .

      żył w świecie obrazu pewnie od samej kołyski .

      przyznam się szczerze , że zacząłem wątpić w jego talent artysty ,
      gdy okazało się że kolejny raz nie dostał się na akademię plastyczną -
      zawsze brakowało mu kilku punktów i nigdy go tam nie przyjęto .

      jako już sześcioletni chłopak malował olejem portrety swoich bliskich .
      to mi się podobało - były jak żywe ... nie potrafiłem natomiast ocenić
      jego innych dzieł ....

      po latach rzadko go widywałem - czasami w pociągu . on mieszkał
      w Poznaniu a ja studiowałem we Wrocławiu - obaj mieliśmy rodzinę
      w Elblągu .

      czasami w tv ukazywały się jego kreskówki - to było dla mnie zbyt
      artystyczne , coś jakby impresjonizm ... przyjemne dla oka i nieco
      folkloru ...

      zawsze klepał biedę - owszem jego nazwisko pojawiało się na ekranie
      gdy był wyświetlany jego film , ale tylko ludzie z najbliżeszgo otoczenia
      mogli dopasować to nazwisko do niego . dla innych był i pozostał anonimowym
      artystą bez nazwiska .

      kilka lat minęło , byłem wtedy w USA . przypadkowo w tv zobaczyłem jego
      film "Superman" - jakaś tam kreskówka , której ja nie potrafiłem ocenić
      na nic wielkiego , dostała pierwsze miejsce na festiwalu krótkich filmów
      animowanych ....

      po powrocie do Polski , jak zwykle niemalże w pociągu , znowu spotakałem
      Lecha . widząc jego biedę pomyślałem , że może to zbieżność nazwisk i że
      to nie on zrobił ten film ...

      -"Superman to twój film?"-pytam
      -"tak"- mało mówił i nie było w jego głosie żadnej nuty dumy .
      -"gratuluję ci Lechu pierwsszego miejsca na festiwalu kreskówek w USA"
      -"pierwszy raz słyszę .. kiedy? "

      to w pale się nie mieści - ktoś nagrodę odebrał , ale nie Lech .

      jeszcze dwa lub trzy lata temu spotkałem go jak zwykle w pociągu .
      czuć od niego lumpeksem . ręce brudne od farby i kredek - nie
      stosuje komputera w swojej pracy , bo nigdy go nie było go na ten komputer
      stać .
      • unsatisfied6 czy tego chciałaby partia ? 22.04.06, 10:53
        unsatisfied6 napisał:

        > znałem Lecha do dzieciństwa - tzn widywałem go , bo zawsze siedział
        > przy sztalugach i rzadko kiedy wdawał się w jakąkolwiek rozmowę .
        >
        > żył w świecie obrazu pewnie od samej kołyski .
        >
        > przyznam się szczerze , że zacząłem wątpić w jego talent artysty ,
        > gdy okazało się że kolejny raz nie dostał się na akademię plastyczną -
        > zawsze brakowało mu kilku punktów i nigdy go tam nie przyjęto .
        >
        > jako już sześcioletni chłopak malował olejem portrety swoich bliskich .
        > to mi się podobało - były jak żywe ... nie potrafiłem natomiast ocenić
        > jego innych dzieł ....
        >
        > po latach rzadko go widywałem - czasami w pociągu . on mieszkał
        > w Poznaniu a ja studiowałem we Wrocławiu - obaj mieliśmy rodzinę
        > w Elblągu .
        >
        > czasami w tv ukazywały się jego kreskówki - to było dla mnie zbyt
        > artystyczne , coś jakby impresjonizm ... przyjemne dla oka i nieco
        > folkloru ...
        >
        > zawsze klepał biedę - owszem jego nazwisko pojawiało się na ekranie
        > gdy był wyświetlany jego film , ale tylko ludzie z najbliżeszgo otoczenia
        > mogli dopasować to nazwisko do niego . dla innych był i pozostał anonimowym
        > artystą bez nazwiska .
        >
        > kilka lat minęło , byłem wtedy w USA . przypadkowo w tv zobaczyłem jego
        > film "Superman" - jakaś tam kreskówka , której ja nie potrafiłem ocenić
        > na nic wielkiego , dostała pierwsze miejsce na festiwalu krótkich filmów
        > animowanych ....
        >
        > po powrocie do Polski , jak zwykle niemalże w pociągu , znowu spotakałem
        > Lecha . widząc jego biedę pomyślałem , że może to zbieżność nazwisk i że
        > to nie on zrobił ten film ...
        >
        > -"Superman to twój film?"-pytam
        > -"tak"- mało mówił i nie było w jego głosie żadnej nuty dumy .
        > -"gratuluję ci Lechu pierwsszego miejsca na festiwalu kreskówek w USA"
        > -"pierwszy raz słyszę .. kiedy? "
        >
        > to w pale się nie mieści - ktoś nagrodę odebrał , ale nie Lech .
        >
        > jeszcze dwa lub trzy lata temu spotkałem go jak zwykle w pociągu .
        > czuć od niego lumpeksem . ręce brudne od farby i kredek - nie
        > stosuje komputera w swojej pracy , bo nigdy go nie było go na ten komputer
        > stać .
        >

        przyrodni brat Lecha,Andrzej , wybrał karierę polityczną zaczynając od swojego
        członkowstwa w ZSMP . nie mógł iść do zawodówki , bo załatwił sobie
        zaświadczenie lekarskie , że do pracy fizycznej się nie nadaje .
        musieli go przyjąć do liceum ekonomicznego . matury oczywiście
        nie zdał ...

        po kilku latach Andrzej rozdawał etaty i posady i rozdzialał środki- był między
        innymi naczelnikiem oświaty i bez problemu mógłby swojemu bratu załatwić
        normalną pracę za normalne pieniądze , bo załatwiał innym kolegom i koleżankom
        z partii wielokrotnie .

        dlaczego zatem bratu nie pomógł ? może Lech nie chciał tej pomocy , może
        Andrzej zazdrościł bratu jego talentu , sam posiadając jednakże tak cenny
        w Polsce talent organizacyjny , może partia nie chciałaby by ktoś zarządzał
        środkami na kulturę wbrew ich ewnetualnym interesom . zresztą to byłoby
        ewidetne kumoterstwo ... czy Andrzej mógł docenić talent , który posiadał
        jego brat Lech ? przecież on dokonywał tej oceny potencjału ludzkiego
        przydzielając środki i rozdając etaty .
    • unsatisfied6 wspaniała Bydgoszcz 23.04.06, 09:59
      przykłady przeze mnie podane nie dotyczą Bydgoszczy .

      widzę , że cztelnicy forum , jeżeli wogóle tacy są , nie mają takich
      doświadczeń - jak to miło i dobrze świadczy o Bydgoszczy :))

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka