Dodaj do ulubionych

Hmmm,.........

IP: *.dip.t-dialin.net 11.10.03, 10:19

[........]

Z kobietami trzeba twardo,
A nie cackać się z pulardą.

Więc jej zaczął szarpać suknie:
A ta jak na niego fuknie.

Wtedy całkiem stracił humor
I upijał się na umor.

Potem do Stefanii lubej
List napisał dosyć gruby.

Ze to będzie znakomicie,
Jak sobie odbierze życie.

A ona myślała chytrze:
"To by było nie najbrzydsze"

Lecz jak przyszło co do czego,
Jakoś nic nie było z tego.

Potem znowu za lat kilka
Przyszła na nią taka chwilka.

I myślała, czy to warto
Było być taką upartą.

Lecz tymczasem mu wychłodło,
Bo już była stare pudło.

Tak to ludzie trwonią lata,
Ze nie są jak brat dla brata.

Z tym największy jest ambaras,
Zeby dwoje chciało naraz.
(T.Boy-Zeleński)



A Wy jak myślicie, czy mniejsza ilość światła
jesienią ma wpływ na depresję?˙ :))))
Obserwuj wątek
    • t.king Re: Hmmm,......... 11.10.03, 10:28


      Oj nie smuć się droga Europejko,jest taki piękny październikowy poranek-idź na
      spacer-przewietrzy Ci się główka i znowu zaczniesz myśleć pozytywnie;
      a poza tym jestem przecież zawsze do dyspozycji,by Cię rozweselić
      • unsatisfied6 t.thing , gdzie się podziewałeś ? 11.10.03, 12:27

        • unsatisfied6 przepraszam 11.10.03, 12:28
          miało być t.king.
          • Gość: Lichy A teraz..... IP: *.dip.t-dialin.net 11.10.03, 23:44
            Jest to streszczenie książki napisanej przez znaną żydowską pisarkę Lily
            Brett. Przepełniona nienawiścią książka jest typowym propagandowym spinem
            stosowanym przez tą społeczność wobec Polski i Polaków. Streszczenie przez
            Tatianę Kamińską radzę przeczytać, żeby zorientować sie w jakim kierunku idą
            te pełne rasizmu i nienawiści w wykonaniu Żydówki Lily Brett.

            Zadałam sobie trud uważnego przeczytania 714-stronicowej książki Lily
            Brett „Too many man”. 714 stronic odrazy i nienawiści do Polski, Polaków i
            wszystkiego, co polskie. Przepraszam, nie do wszystkiego. Dobre są pol-skie
            potrawy i ciasta: flaki, pierogi, barszcz, kom-poty, serniki, jabłeczniki i
            oczywiście „ponchkes" (pączki), którymi wprost opycha się 83-letni Edek,
            tatuś bohaterki książki, Ruth Rothwax.„Dzieło" Lily Brett jest odbiciem
            Polski lat dzie-więćdziesiątych w krzywym zwierciadle, istnieją-cym w bujnej
            wyobraźni autorki, sprawiającej wrażenie osoby niezrównoważonej
            psychicznie, rozhisteryzowanej, wciąż trzęsącej się, plączącej i
            wymiotującej żółcią, jak i jej bohaterka Ruth. „Too many men" - to paskudny
            paszkwil na Pol-skę i „Polaków - żydożerców", którzy mogą na-wet zabić we
            własnym mieszkaniu odwiedzającą ich amerykańską turystkę żydowskiego pocho-
            dzenia. Paszkwil groźny, ponieważ jest napisany wprawną ręką pisarki
            uzdolnionej, liczącej się na rynku księgarskim Australii i USA.Bohaterka
            książki, Ruth Rothwax - to córka oca-lałych z zagłady łódzkich Żydów urodzona
            po wojnie w Niemczech i wychowana w Australii. Mieszka w USA i jest bogatą
            businesswoman, która może sobie pozwolić na podróżowanie po Polsce
            taksówką „Mercedesem". Daje wielkie na-piwki, szasta pieniędzmi, kupuje, co
            jej się podo-ba, i zatrzymuje się wraz z ojcem w najbardziej lu-ksusowych
            hotelach.Przyjeżdża do znienawidzonej Polski po raz trzeci, żeby tropić
            ślady przeszłości jej rodziców, byłych więźniów hitlerowskich obozów
            zagłady Auschwitz-Birkenau. Odwiedza, wraz ojcem, Warszawę, Łódź, Kraków,
            Kazimierz, muzeum w byłym obozie zagłady w Auschwitz i przez ca-łą powieść
            rozmawia z duchem Rudolfa Hoessa, komendanta tego obozu, znajdującym się
            w „Zweites Himmel's Lager", w czymś w rodzaju piekła. W dialogach z nim
            popisuje się znakomi-tą znajomością życiorysów i czynów hitlerow-skich
            oprawców, czym zdumiewa jej rozmówcę. W Polsce denervvuje i przeraża Ruth
            wszystkodookoła: niegustownie ubrane Polski, które „jak większość polskich
            kobiet są zanadto uszminko-wane" (str.15); kierowcy taksówek „Mercedesów" „z
            natłuszczonymi włosami" (str. 335); polski pies, którego Ms Rothwax boleśnie
            kopie butem za to, że ośmielił się do niej podejść (str. 381); rozmowy jej
            ojca z taksówkarzami w języku polskim; polskie „głupie powiedzenia" (str.
            296); młoda kobieta, która w biały dzień załatwia swoje fizjologiczne
            potrzeby pod drzewem w warszawskim Ogrodzie Saskim (sic!), (str.12).
            Wszystkie drobiazgi urasta-ją w oczach egzaltowanej Żydówki do rangi sym-
            boli, stają się wizytówką PolskiMuszę powiedzieć, że mieszkałam naprzeciw-ko
            Ogrodu Saskiego przez 20 lat i nigdy nie by-łam świadkiem wydarzenia, któremu
            autorka "Too many men" poświęca połowę strony opo-wiadania. Widocznie miałam
            pecha! Widziałam natomiast setki mężczyzn „podlewających drzewka" w
            Hiszpanii, Italii (gdzie ustępy są za-mknięte na czas sjesty), w Ameryce
            Południowej i nawet w rodzimej (dla Ruth) Australii. W odróż-nieniu od Lily
            Brett nie przyszło mi do głowy wspominać o tak nieistotnych faktach w
            swoich opowiadaniach lub rozmowach o tych krajach. Widocznie nie jestem
            osobą tak wrażliwą jak „wy-bitna pisarka", a ponadto, przyznaję się, nie mam
            jej poczucia humoru.Zapach „potu i innych smrodów ciała"
            kierowcy „Mercedesa" oprócz mdłości wywołuje u bohater-ki książki pytanie
            uogólniające: „Dlaczego polscy mężczyźni nie myją się częściej?". I zaraz
            potem wygłasza ona swoją genialną opinię o „płci brzyd-kiej" w
            Polsce: „Polscy mężczyźni myślą, że wszy-stkie kobiety uważają ich za
            atrakcyjnych. Oni zaś patrzą na kobiety jako na połączenie dekoracji z
            posługaczką..." (str. 306). Ciekawe; że przez ca-łe moje życie w Polsce żaden
            z mężczyzn nie trak-towat mnie jako ww. „połączenia". Widocznie mia-łam
            szczęście!Jedyną osobą, która imponuje Ruth w Polsce, jest... Niemka
            Martina, wykładowca łódzkiej Szkoły Filmowej. Żydówka prawie się zakochuje
            w przystojnej blondynce: chcę ją pocałować na pożegnanie, poprosić o adres,
            utrzymywać kon-takt (str. 272-287). Nie sądzę, żeby Ruth była les-bijką, po
            prostu nie czuje żadnego urazu do Niemców, jak i jej nieżyjąca matka, która
            w Austra-lii nie chciała uczyć córki „języka przeszłości". „Nie miała na
            myśli jidysz - wyjaśnia ojciec Ruth, Edek. - Nie chciała uczyć dziecka
            języka Polaków (sic!). Mówiła, że dziewczynka nie jest Polką". „Matka
            myślała - wspomina Ruth - że jeżeli nazi-ści przybędą do Australii, będę
            mogła komuniko-wać się z nimi (sic!). Pamiętam moje klasy języka
            niemieckiego. Pamiętam, jak otrzymałam nagro-dę za recytację wierszy
            Goethego. Mama była za-chwycona." (str. 185)Wiersze niemieckiego poety
            recytowane przez córeczkę wywoływały w rodzinie zachwyt, nato-miast imię
            niejakiego Chopina, ponoć polskiego artysty, wywołuje u Ruth odrazę. Gdy
            kierowca ta-ksówki w dobrej wierze pragnie pokazać zagra-nicznym turystom
            Żelazową Wolę, Ms Rothwax pozostaje w samochodzie i wpada w
            histerię: „Widziałam dom Chopina! Widziałam fortepian Chopina, fortepian
            matki Chopina, sypialnię mat-ki Chopina, łazienkę Chopina, ogród
            Chopina...": Prawdopodobnie Żydówka zalicza Fryderyka Chopina, jak i cały
            polski naród, do zaciekłych antysemitów.
            Nic dziwnego, „jedyną pasją Polaków - myślała Ruth - jest pasja nienawiści i
            zamiłowanie do alko-holu" (str. 346). Takim ludziom nie można ufać nig-dy i
            nigdzie: „Ona (Ruth - przyp. aut.) nie ufała ani jednemu z Polaków" (str.
            366). Czuła się w Polsce wciąż zagrożona, chora, urażona, pogrążona w
            depresji. „Poland has nearly killed me" (str 360). Zupełnie zrozumiałe, że
            po kraju, który może „za-bić", nie podróżuje się, a „drekuje się" („drek" w
            ję-zyku jidysz oznacza angielski „shit", czyli polskie "g..."). „We're
            dreking through Poland" - śmieje się zadowolony ze swojego dowcipu Edek.
            Czym więc jest Polska w oczach Ruth? „...a lot of Jews view Poland as one
            large graveside" (str. 313). Ruth jest jedną z nich, więc szuka na
            tym „wielkim cmentarzysku", zwanym Polską, grobów i cieni. Odwiedza wraz z
            ojcem wszystkie żydow-skie cmentarze, ulice byłych gett, hitlerowskie obo-zy
            zagłady, pałace łódzkich Żydów. Ubolewa, że w niektórych ocalałych z pożogi
            wojennej pała-cach mieszczą się polskie muzea, polskie biura Szkoty
            Filmowej, wydziały polskiego uniwersytetu. Przywołuje cienie żydowskich
            milionerów, bankie-rów oraz właścicieli zakładów tekstylnych i włókien-
            niczych (Prussaków, Rappoportów, Jarosińskich, Poznańskich itd.),
            zatrudniających tysiące Polaków pracujących w warunkach... (nie, nie, Ruth o
            tym nie wspomina). To była Polska, to była Łódź (pol-skie ulice, żydowskie
            kamienice), którą Ruth ak-ceptuje. Ale to wszystko minęło, zostało zagarnię-
            te przez Polaków, którzy witali wkraczające do Ło-dzi niemieckie oddziały
            radosnym „Heil Hitler!". „Heil Hitler! - krzyczeli. - Wskazywali Niemcom na
            Żydów. Polacy, który chodzili do szkoły razem z Ży-dami, wskazywali Niemcom
            na swoich byłych przy-jaciół. Polacy, którzy przez lata mieli wspólne inte-
            resy z Żydami, donosili na nich Niemcom za każde naruszenie nowych
            przepisów" (str. 15-16).
            Nie wiem, kto na ulicach Łodzi witał Niemców okrzykami „Heil Hitler!",
            natomiast wiem do



            co wy na to??
            • t.king Re: A teraz..... 12.10.03, 16:46
              chciało Ci się w takim miejscu tyle pisać na taki temat ?
              • elodia Re: A teraz..... 19.10.03, 05:22
                Prędzej Europejko dostaniesz depresji pod wpływem tego lichego licha(tak
                napaskudzić komuś w wątku) niż... jesieni:( Ale powiedz sobie - nic to i
                rozchmurz się:)
                www.ewa.bicom.pl/chwile2/s226.htm

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka