yellowsubmarine1
21.03.06, 08:36
Biją się o specjalistów
praca.gazeta.pl/gazetapraca/1,67764,3224861.html
Kurczy się rynek fachowców. Mamy za mało inżynierów, informatyków,
wyspecjalizowanych handlowców. Firmy lokujące u nas centra badawcze i
usługowe walczą o każdego dobrze wykształconego specjalistę, często muszą
ratować się obcokrajowcami. Mało tego - o specjalistów zaczynają też bić się
polskie miasta
Tomasz, który studiuje informatykę na krakowskiej Akademii Górniczo-
Hutniczej, pierwszą propozycję pracy dostał kilka miesięcy temu. - Nie miałem
czasu na pracę. Chcę jeszcze poświęcić się nauce - mówi student trzeciego
roku AGH. Ale dodaje: - Moi koledzy już pracują na pół albo dwie trzecie
etatu.
Opowiada, że oferty pracy dostają już studenci drugiego roku. - Firmy
ogłaszają się m.in. na wewnętrznych listach dyskusyjnych. Rzadko określają
wiek kandydatów, mówią o wymaganiach - twierdzi Tomek.
Pracują albo wyjechali
O tym, że Polska staje się usługowym zapleczem Europy, pisaliśmy
wielokrotnie. Na zatrudnienie w ciągu najbliższych pięciu lat może liczyć
około 50 tys. osób. Księgowi, fakturzyści czy informatycy. Mogą świadczyć
usługi dla zagranicznych firm, które przenoszą do Polski centra księgowości
czy oprogramowania.
- Mogą, jeśli będą fachowcami - zaznacza Izabela Juralewicz, kierownik
zasobów ludzkich w Jobs.pl, jednym z największych pośrednictw pracy. - Dotąd
wygrywaliśmy niskimi kosztami pracy i dobrze wykwalifikowaną kadrą. Ale z
kadrą ostatnio jest już słabiej. Najlepsi już pracują,albo wyjechali - dodaje.
W ciągu ostatnich lat w centra usługowe w naszym kraju zainwestowało
kilkadziesiąt firm. - Do naszego urzędu co chwila zgłaszają się zagraniczni
inwestorzy, którzy potrzebują pomocy w znalezieniu wykwalifikowanych
pracowników. Problem w tym, że mimo kilku wyższych uczelni w mieście już nie
mamy gdzie ich szukać - przyznaje jeden z urzędników w dużym polskim mieście.
I natychmiast zastrzega: - Proszę jednak nie wymieniać mojego nazwiska ani
nazwy miasta, żeby w rozmowach z inwestorami zupełnie nie wytrącać nam
argumentów z rąk!
Kurczący się rynek specjalistów zauważają też pośrednictwa pracy. Izabela
Juralewicz: - Dla naszych klientów szukamy m.in.: inżynierów, informatyków,
handlowców. Ofert jest dużo, ale np. we Wrocławiu, na Śląsku, w Poznaniu i
Warszawie zaczyna brakować wykształconych ludzi.
Pośrednicy narzekają, że polskie uczelnie wciąż kształcą ich za mało,
zwłaszcza w popularnych i nowych zawodach. - Brakuje na przykład inżynierów
sprzedaży. Poza tym europejskie firmy wciąż wolą zatrudniać specjalistów po
politechnikach, niechętnie decydują się na prywatne szkoły biznesu. A
uczelnie techniczne bardzo wolno dostosowują się do trendów na rynku. Koło
się zamyka i dlatego inżynierowie po uczelniach państwowych mogą dziś
przebierać w ofertach - podkreśla Juralewicz.
Jej słowa potwierdzają przedsiębiorcy. - Coraz więcej firm decyduje się na
inwestycje w oprogramowanie high-tech, stąd wysoka konkurencyjność. Z jednej
strony to dobrze, bo podnosi się poziom kandydatów, z drugiej wzrost ilości
dobrych programistów jest zbyt wolny - przyznaje Katarzyna Reinfuss, dyrektor
ds. personalnych w Centrum Oprogramowania Motoroli w Krakowie. Co ciekawe,
zwraca uwagę na "zdecydowanie za mały udział w rynku pracy studentek
informatyki". Firma specjalny program dla młodzieży prowadzi już w szkołach
średnich, później studenci przychodzą do niej na praktyki, aby w przyszłości
związać się z nią na stałe.
Import do Wrocławia i Krakowa
O fachowców walczą też polskie miasta. Najbardziej te, które rozwijają się
najszybciej. Trudne zadanie ma Wrocław, w którym na absolwentów czekają też
oferty pracy firm w Niemczech. Nierzadko są kilkakrotnie atrakcyjniejsze od
polskich.
Tomasz Gondek z Agencji Rozwoju Aglomeracji Wrocławskiej nie chce jednak
mówić o problemie z fachowcami. - To jeszcze nie problem, ale wyzwanie. Są
może kłopoty z budowlańcami, ale LG szukało ostatnio 300 inżynierów i
znalazło - zaznacza Gondek.
Specjalny program na zatrzymanie u siebie fachowców ma Kraków. - Chodzi nie
tylko o ich zatrzymanie, ale o przyciągnięcie nowych! - podkreśla Monika
Piątkowska, dyrektor miejskiego wydziału strategii. Mówi o tzw. programie
relokacyjnym. - Miasto pomaga firmom, które chcą otwierać u nas swoje centra.
Jeśli nie znajdą specjalistów pod Wawelem, pomożemy sprowadzić ludzi z
Polski - na uczelniach w Polsce informujemy studentów o firmach, które
prowadzą rekrutację w Krakowie. A to miasto bardzo atrakcyjne do mieszkania -
przekonuje.
O ściąganiu pod Wawel najlepszych informatyków z całego kraju mówi IBM. -
Zatrudniamy absolwentów i studentów ostatnich lat studiów. Dotąd w ciągu
pięciu miesięcy przyjęliśmy do pracy 60 osób, w planach do końca przyszłego
roku będzie to 200 informatyków - mówi Magdalena Mickiewicz, szefowa działu
personalnego w krakowskim laboratorium IBM. Jego dyrektor Paweł Molenda
przyznaje, że marka firmy jest magnesem, który przyciąga ludzi spoza regionu.
Przyciąga też Motorola: - Rekrutujemy z całej Polski. Osobom spoza regionu
oferujemy pakiet pomagający w przeprowadzce i zadomowieniu się w Krakowie -
mówi Katarzyna Reinfuss. Tylko w ubiegłym roku Motorola zatrudniła w Krakowie
400 osób.
Plany zatrudnienia 500 ludzi ma Philip Morris, który organizuje pod Wawelem
centrum usług finansowych i kadrowych dla Europy. - Do dziś przyjęliśmy już
120 osób - zaznacza Sławomir Łatecki, menedżer kontroli wewnętrznej w PM.
Przyznaje, że rekrutacja specjalistów wymaga znacznie więcej czasu.
- W niektórych przypadkach bardziej opłacało nam się ściągnąć do Polski
obcokrajowców. Zatrudniliśmy dotąd 10 Portugalczyków - mówi.
Tomasz Godnek z Wrocławia: - My patrzymy w przyszłość. Zamówiliśmy monitoring
rynku pracy, spotykamy się z inwestorami i przedstawicielami uczelni. Poza
tym - przyciągnięciu młodych zdolnych ludzi do miasta służą kampanie
reklamowe.
Niedawno ruszyła kampania dla maturzystów z mniejszych polskich miast pod
hasłem "Wrocław - miasto, które rozwija". Zaplanowano wspólne podróże po
kraju przedstawicieli miasta i wyższych uczelni. - Chodzi o przekonanie, że
we Wrocławiu dobrze studiować i dobrze się tu mieszka - dodaje Tomasz Gondek.
Nad ściślejszą współpracą firm z uczelniami pracuje już Kraków, takie
programy mają m.in. Politechnika Krakowska i AGH. - Chodzi o mechanizm, który
pozwoli skojarzyć inwestorów i uczelnie. Mają powstać kierunki, na których
studenci będą mogli dobierać przedmioty pod kątem wykorzystania wiedzy już w
konkretnej firmie. Tego w Polsce wciąż brakuje - tłumaczy Monika Piątkowska.