Dodaj do ulubionych

szesćiolatek w szkole ..cos nie tak..?

09.12.10, 21:46
czy ktoś wie jak postąpić..
jestem mama 6 latka , chodzi do oddziału przedszkolnego w szkole...nowa pani, ale stara grupa.
od tego roku sami zgłaszane problemy z moim dzieckiem, ale problemem dla mnie jest raczej pani i ta szkoła gdyż ciagle słyszę tylko o dyscyplinie i zero zabawy, wychodzenie na dwór...gdy wspomniałam o podstawie programowej zostałam niezrozumiana...ale dlaczego dzieciaki 6-letnie nie mogą być na dworze , bawić się swobodnie,tylko sylabizować nudne literki( mój syn już pisze i czyta ) ..a może przeniesc go do i klasy..tylko co z kolegami i jego nadruchliwoscia..?
.jesli ktos zrozumiał prosze o pomoc. ja i dziecko jestesmy naprawde załamani tą szkołą..ale reszta rodziców.. jakos nie zależy na zmianach...jestem więc sama..w tej walce..
rozmawiałam z Urzedem Oświaty, przyznała mi tam pani pełną racje..( w szkole nie realizują podstawy programowej ...zajrzyj(www.wychowanieprzedszkolne.pl/podstawa-programowa/)
.to co mam walczyć czy znalesc inna szkołe...rodzice chyba w dużej częsci nie zgadzają sie ze mna. wola kisic swoje dziecko w bezdruchu przy ławce, i uczyć posłuszeństwa..a ja sie z tym nie zgadzam..
szkoła ma uczyć bawiąc, dziecko ma czuć sie swobodnie i szczęsliwie...
.czy jestem sama w tej walce..?..
Obserwuj wątek
    • zdunia1979 Re: szesćiolatek w szkole ..cos nie tak..? 09.12.10, 22:15
      Witaj!


      Jestem nauczycielką wprawdzie w gimnazjum, ale w jednym budynku mamy i ogromną podstawówkę. To nie jest tak, że pani nie che wychodzić, ale rzeczywiście musi realizować program. takie wytyczne i nikt z nas nie ma na to wpływu nawet jeżeli mamy odmienne zdanie. Twój synek czyta, ale zapewne są w grupie dzieci, które czytają słabo albo wcale i ta umiejętność musi być wyćwiczona. Klasa jest traktowana jako całość więc ćwiczą wszyscy. Tak będzie zawsze. czasem twój synek nie zdąży za innymi a czasem będzie się nudził. Tak samo jest z zachowaniem. Jeżeli są jednostki, które rozrabiają to niestety "musztra" musi być. inaczej nie da rady prowadzić normalnie lekcji. Jak obserwuję moje koleżanki z SP to widzę, że przy takiej pogodzie też nie wychodzą, ale dzieciaki mają zabawki w salach i mają czas na zabawę. Latem i wiosną faktycznie często wychodzili na dwór. Zresztą często nauka odbywa się w formie zabawy.
      Moja rada: spróbuj zrozumieć nauczycielkę (być może ma "trudną grupę), ale też nie rezygnuj ze swoich próśb. A może trzeba z nią łagodnie porozmawiać, bez pretensji. może to osoba młoda bez doświadczenia? Dwór może teraz nie jest najlepszym pomysłem, ale zabawa owszem. zresztą powiem ci, że wyjście na dwór z grupą 6 latków nie jest łatwe. Trzeba im pomóc się ubrać i ich dopilnować. A to jest ogromna odpowiedzialność, bezpieczeństwo cudzych dzieciach jest w twoich rękach. Gdyby coś się przytrafiło twojemu synkowi: np na śniegu skręcił by kostkę. Tak jak każda matka pomyślałabyś, że wychowawczyni go nie dopilnowała smile prawda ?
      • annes67 Re: szesćiolatek w szkole ..cos nie tak..? 09.12.10, 22:22
        też byłam nauczycielka i wychowawcą kolonijnym. ale ja pisze o zerówce!
        podałam tam link do podstawy programowej..tam jest wyrażnie..min godz na boisku, parku(-ruch), i min godz. swobodnej zabawy..tego nie ma!a ma taki obowiazek. nic co powinna nie robi, przerabia swoje własne programy..i męczy , zanudza moje dziecko..nic nie uczy..do kitu
        • zdunia1979 Re: szesćiolatek w szkole ..cos nie tak..? 09.12.10, 22:39
          Ale ja doskonale rozumiem o czym piszesz! Napisałam ci, że u nas maluchy się bawią w salach. ale z dworem teraz nie da rady, jest za zimno i niebezpiecznie. U mnie w szkole maluchy mają swoją salę gimnastyczną a raczej salę zabaw. Są tam wielkie klocki piankowe i inne cuda. Tam spędzają wolny czas. jeżeli byłaś nauczycielką to wiesz, że nie da rady zrobić wszystkiego na 100 bo takie mamy realia. A może ona realizuje swój program autorski? sprawdziłaś?
          • jakw Re: szesćiolatek w szkole ..cos nie tak..? 10.12.10, 07:08
            zdunia1979 napisała:

            > ale z dworem teraz nie da rady, jest za zimno i niebezpiecznie.
            No co ty powiesz, a u mnie w przedszkolu dzieciaki jednak wychodzą na dwór w zimie.
          • aihnoa Re: szesćiolatek w szkole ..cos nie tak..? 10.12.10, 10:27
            > Napisałam ci, że u nas maluchy się ba
            > wią w salach. ale z dworem teraz nie da rady, jest za zimno i niebezpiecznie.

            emigruję.... do północnej Skandynawii, tam cieplej i bezpieczniej;P
      • bszalacha do Pani Nauczycielki 15.12.10, 02:14
        Pozwolę sobie na sprzeciw.Nauczyciel nie może tłumaczyć złych metod pracy bezpieczeństwem dzieci.One nie z własnej woli chodzą do szkoły i nie po to chodzą,by były kalekami,zmeczone,zniechęcone.
        A co do rodziców,to w końcu Wy jesteście w szkole najważniejsi,więc poruszcie tę sprawę na spotkaniu albo u dyrektora.Szkołe mozna zmienić,ale nauczycieli też.
        • zdunia1979 Re: do Pani Nauczycielki 15.12.10, 09:38
          Zanim zaczniecie oczerniać nauczycieli zastanówcie się nad sobą - czy jako rodzice jesteście idealni! nie wątpię, że większość tak, ale czy na pewno. Połowa małych dzieci (o -3) dzieci przychodzi do szkoły notorycznie nieprzygotowana. Rodzice nie pilnują lekcji, o dodatkowej pomocy już nie wspomnę. Wiele dzieciaków nie ma przyborów szkolnych. wspominam o tym abyście mieli świadomość jak w takich warunkach prowadzi się zajęcia. Trzeba zadbać o każe dziecko, więc zajęcia nie są już tak atrakcyjne jeśli pani robi ciągle to samo. Ale jakie ma wyjście skoro rodzic nie pomaga dziecku w domu. Dyscyplina: maluchy nie znają zasad kultury osobistej: dzień dobry itp to rzadkość, przepraszam nie istnieje, bluźnierstwa to codzienność. na lekcji przeszkadzają, rozmawiają, nie słuchają nauczyciela. Nauczyciel musi sobie z tym poradzić, ale wy tego nie widzicie jaka to ciężka praca. A to jest nasza wina kochani - rodziców. Pretensje o wychodzenie na dwór - na 24 os w zerówce odpowiednio ubrane są 4 osoby. I pani ma wziąć maluchy i na dwór i patrzeć jak bawią się śniegiem bez rękawiczek, w cienkich rajstopkach itp. Kochani zastanówcie się troszkę!
          To o czym pisze to nie są wyjątki, ale większość!

          Pozdrawiam!
          • jakw Re: do Pani Nauczycielki 15.12.10, 11:33
            zdunia1979 napisała:

            > Połowa małych dzieci (o -3) dzieci przychodzi do szkoły notorycznie nieprzygotowana.
            To w końcu większość czy połowa?

            > Rodzice nie pilnują lekcji,
            Rodzice mogą przypilnować tylko tego, o czym wiedzą, że było zadane. Bierzesz to pod uwagę?

            > o dodatkowej pomocy już nie wspomnę.
            A o jakiej dodatkowej pomocy myślisz? O rysowaniu szlaczków za dziecko czy o tłumaczeniu tego, czego ty, osoba fachowa w dziedzinie tłumaczenia, nie byłaś w stanie wytłumaczyć?

            > Dyscyplina: maluchy nie znają za
            > sad kultury osobistej: dzień dobry itp to rzadkość, przepraszam nie istnieje, b
            > luźnierstwa to codzienność. na lekcji przeszkadzają, rozmawiają, nie słuchają
            > nauczyciela.
            Wydaje mi się właśnie, że pewne elementy kultury osobistej są w podstawie programowej klasy 0 - w przeciwieństwie do nauki czytania.

            > Nauczyciel musi sobie z tym poradzić, ale wy tego nie widzicie jaka to ciężka praca.
            Oczywiście, że jest to ciężka i odpowiedzialna praca. Ale w ramach tej pracy należy też czasem wyjść z dziećmi na dwór - jest to zapisane jak wół w podstawie programowej dla wychowania przedszkolnego. Możesz udać się co najwyżej z pretensjami do MENu.

            > Pretensje o wychodzenie na dwór - na 24 os w zerówce odpowiednio ubrane są 4 osoby.
            Na 30 osób w grupie 5-latków mojej młodszej prawidłowo ubrane jest 30 osób. Podobne proporcje prawdiłowo odzianych przedszkolaków były jak starsza chodziła do przedszkolnej zerówki. Panie od 1-szego zebrania uczulały rodziców - "Bo, proszę państwa, wychodzimy na dwór". Rozumiem, że rodzice 6-letnich dzieci szkolnych jakoś mniej kumaci czy co?

            > pani ma wziąć maluchy i na dwór i patrzeć jak bawią się śniegiem bez rękawiczek, w
            > cienkich rajstopkach
            Ta uwaga jest właściwa mniej więcej od 2-giej połowy listopada. Przedtem był wrzesień, październik i dość łagodna większość listopada. Na forum matki prześcigały się w opisach jak to lekko ich dzieci zasuwają ubrane do przedszkola. Tymczasem klasa syna annes67 przez ten cały czas nie wychodziła na dwór.
            • zdunia1979 Re: do Pani Nauczycielki 15.12.10, 20:11
              Jakw łapanie za słówka jest odrobinkę dziecinne i myślę, że w dyskusji zbędnesmile

              Nauczycielka zawsze mówi co jest zadane a dziecko to zaznacza. Jeżeli tego nie robi to znaczy, że nie jest nauczone obowiązku. Ale uwierz mi, że mimo zaznaczenia b. często lekcje są nieodrobione. Mówię to jako nauczycielka i jako mama 2 - klasisty. Także jestem, na bieżąco. Ja swojego syna kultury uczę w domu i nie zrzucam tego na szkołę. W szkole te nawyki się utrwala, ale jeśli nie ma takich wzorców w domu to nie mamy o czym mówić.

              No widzisz i tu jest pies pogrzebany jeżeli chodzi o "kumatość" rodziców, albo jej brak. Nauczycielki mówią rodzicom o odpowiednim ubieraniu tym bardziej, że maluchy regularnie jeżdżą na basen. Ale jeżeli sądzisz, że jest idealnie to jesteś w błędzie.

              Agness w swoim poście oczywiście ma wiele racji, ale wszystkie zarzuty trzeba najpierw skonfrontować z rzeczywistością. Najprościej jest narzekać patrząc tylko przez pryzmat samego siebie.

              O jaką dodatkową pomoc mi chodzi, o banalną np. czytanie z dzieckiem, poćwiczenie z nim tabliczki mnożenia czy poćwiczenie ortografii itp. Czy to nie jest oczywiste?

              Ja ani żaden nauczyciel z mojego otoczenia nie narzeka na obowiązek wychodzenia na dwór. ja pisałam o realiach, czyli o codzienności, która bardzo często to uniemożliwia!
              • jakw Re: do Pani Nauczycielki 16.12.10, 12:04
                zdunia1979 napisała:

                > Jakw łapanie za słówka jest odrobinkę dziecinne i myślę, że w dyskusji zbędnesmile
                Wyżalanie się jaka to ciężka praca i ci rodzice okropni - jeszcze bardziej. Przecież sama wybrałaś ten zawód i nikt cię do tego nie zmuszał.

                > Nauczycielka zawsze mówi co jest zadane a dziecko to zaznacza.
                Jak akurat jest przytomne (a nie uśpione na lekcji) i zdąży zaznaczyć. Części dzieci wydaje się też, że zapamiętają. Było już parę postów na ten temat na starszym dziecku.

                >Jeżeli tego nie robi to znaczy, że nie jest nauczone obowiązku.
                Sorry, ale czepianie się "nieobowiązkowości" dziecka w zerówce czy I klasie świadczy nie tyle o dziecku ile o nauczycielu i jego niedojrzałości. Dziecko 6-7-letnie ma prawo być nieobowiązkowe.

                > Ale uwierz mi, że mimo zaznacze nia b. często lekcje są nieodrobione.
                Jestem w stanie w to uwierzyć. Ale jeśli z 50% dzieci w twojej klasie ma nieodrobione lekcje to chyba ty powinnaś zacząć się nad tym zastanawiać. Rozmawiałaś z rodzicami dlaczego te lekcje nie są odrabiane i dlaczego nie mają kredek na lekcji?

                > Ja swojego syna kultury uczę w domu i nie
                > zrzucam tego na szkołę. W szkole te nawyki się utrwala, ale jeśli nie ma takich wzorców w > domu to nie mamy o czym mówić.
                Być może uczysz w jakimś strasznym rejonie z przeszło 50% marginesu społecznego. Wpp twoje narzekanie na brak kultury w domach dzieci są bez sensu.

                >
                > . Ale jeżeli sądzisz, że jest idealnie to jesteś w błędzie.
                Też miałam przyjemność jeżdżenia z klasą starszej na basen. Część dzieci nie była może idealnie ubrana. Jakoś wszystkie przeżyły. Idealnym strojem na basen niekoniecznie musi być puchowy kombinezon.

                > O jaką dodatkową pomoc mi chodzi, o banalną np. czytanie z dzieckiem, poćwiczen
                > ie z nim tabliczki mnożenia czy poćwiczenie ortografii itp. Czy to nie jest ocz
                > ywiste?
                O ile mogę dziecku poczytać i ew. posłuchać jak dziecko czyta czy przepytać ją z tabliczki mnożenia, albo dopilnować, żeby wykuła zasady pisowni u/ó (o ile to wszystko jest zadane) to , wybacz, ale dyktand robić nikomu nie będę. Nie wiem co jest dokładnie w programie klasy I,II czy III i pisownia jakich wyrazów jest wymagana. Innych sposobów jak dyktanda na ćwiczenie ortografii nie znam.

                > Ja ani żaden nauczyciel z mojego otoczenia nie narzeka na obowiązek wychodzeni
                > a na dwór.
                No to wam chwała; ale i tak nie wychodzicie, bo zawsze znajdziecie jakiś pretekst typu Hania bez kombinezonu. Jakby Hania postała grzecznie przy pani podczas gdy inne dzieci tarzałyby się w śniegu to pewnie sama Hania następnym razem pamiętałaby o tym, żeby mieć bardziej odpowiedni strój.
            • annes67 Re: do Pani Nauczycielki 16.12.10, 09:16
              Bardzo jestem podbudowana waszym udziałem w temacie. chyba link tez podsune do MEN..po co dzwonic i sie rozpisywac..wink

              klasa annes czyli mego syna owszem wychodziła na dwór, i zaczęli przebojowo. pani na zebraniu pierwszym powiedziala: tak jest taki zapis , bedziemy wychodzic.
              nawet mnie to zdziwiło ale nic nie mówiłam... wypuszczała ich bez wierzchnich okryc( wrzesien) uwazajac zapewne ze ok...uwazalam ze szkoda ze nie maja tego co byli ubrani, choc wiartówka by sie przydała, a wczasie mżawki czapeczki ... kazdy miał ale w szatni zostały///
              te wyjscia były ..na palcach rąk policzyćmożna...
              potem sie pytałam....odp. typu./.logopeda ma prace z dziećmi, jedno dziecko konczy . inne zaczyna( tych dzieci była wiekszośc co miały te zajęcia..indywidualnie )
              dziwne ze tego nie wyrzucili ponad te 5 godz jak powinni..
              potem tłumaczenia ,ze jest religia ( lub inne) wiec nie zdążą ..wyjscia sporadyczne jak to na groby żołnierzy .ok 2 list.
              teraz na zebraniu powiedziała ,ze na drugi dzien po ostanim wyjsciu 2 dzieci nie przyszło do szkoły i miała wyrzuty że to przez to wyjście ..,więc.:....
              ktoś inny dodał ,że jego pies niechetnie teraz wychodzi..( a to facet i nauczyciel z zawodu ..i jakis tam charcerz...)więc o zgrozo....itp

              ja pamiętam ( lata 80-te) ..ze byllismy zima na boisku, slizgalismy sie na długiej slizgawce..ale tez chodzilismy ( pewnie nie szło wyjsc) w dużym kółku po dużym korytarzu..taki spacerniak..( szkoła moloch osiedlowy)..i to tez nie było złe..wszyscy w jednym kierunku, jak na lodowisku..

              tłumaczenia na zebraniu to była cała lawina zarówno ze str. rodzicow jak tez nauczycielki...
              zauważyłam ze dzieci ma odp. odzież..kombinezony itp..nie widziałam wszystkich może ..ale ni ewidziałam by ktos był nieopowiednio do pogody ubrany..

              jeden dzien wyjścia i na drugi dzien dzieciaki sa odpowiednio ubrane..te nieubrane w spodnie na śnieg..proponuje by tylko spacerowały i nie bawiły sie śniegiem , inne moga bawićsie śniegiem ,
              ..
              tez byłam nauczycielka, i wychowawca kolonijnym, wiem ,ze dzieciaki to uwielbiają...alel:

              skoro sama pani przychodzi w pantofelkach..i wąskiej spódniczce do szkoły ...jak do biura....raczej mysle ,ze pani chce grzać tyłek..i stworzyć sobie tzw ciepłą posadkę..
              sama zaparza sobie kawki ....

              APEL:dziewczyny, mamy naszych pociech co mysla jak ja...piszcie do kuratorium o tym , niech nie bede sama w tym, > widze ,ze myslicie podobnie ,wiec dlaczego tylka ja walczę..?
              a może stworzymy list ogólny tylko podpisujac sie ...na zasadzie podaj dalej...nie wiem jak to sie robi organizacyjnie, ale moge sie zorientować..jesli tez nikt nie wie..
              • ancymon123 Re: do Pani Nauczycielki 16.12.10, 10:01
                I Ty byłaś nauczycielką? (Twój post nie ma ładu ni składu granatycznego) To ja mam nadzieję, że dawno Cię wyrzucili sad
                • annes67 Re: do Pani Nauczycielki 16.12.10, 10:28
                  nie masz nic do powiedzenia to nie zachwaszczaj wątku...
              • jakw Re: do Pani Nauczycielki 16.12.10, 12:08
                > jeden dzien wyjścia i na drugi dzien dzieciaki sa odpowiednio ubrane..te nieubr
                > ane w spodnie na śnieg..proponuje by tylko spacerowały i nie bawiły sie śniegie
                > m , inne moga bawićsie śniegiem ,
                Dokładnie, jak kiedyś w przedszkolu starsza nie mogła sobie pofikać na śniegu (uparła się, że chce być "elegancka") to potem już sama pamiętała jak ma się ubierać do przedszkola.
                • zdunia1979 Re: do Pani Nauczycielki 16.12.10, 14:21
                  Jakw! Nie masz argumentów do rozmowy i nie czytasz ze zrozumieniem. Nawet przez chwilkę nie pisałam o mojej klasie a o moim synku i jego klasie. Ja pracuję w gimnazjum. Wcześniej agness pisałam o SP przy mojej szkole i o moich obserwacjach związanych z zerówkami. Kończę pisanie ponieważ do twojego poziomu rozmowy zniżać się nie będę!

                  pozdrawiam Cię serdecznie smile
    • zjawa1 Re: szesćiolatek w szkole ..cos nie tak..? 09.12.10, 22:15
      A ktos mowial, ze 6 latek w szkole to takie dobrodziejstwo dla dziecka i ze szkoly siwtnie przygotowane.... Tak obawiam sie tego koszmaru jak bede zmuszona puscic swoje 6 letnie dziecko do szkoly, bo ja niestety nie bede miala juz wyborusad(
      • zdunia1979 Zjawo! 09.12.10, 22:20
        Nie jest źle! nie martw się. Z roku na rok sytuacja się poprawia. Jak pytam rodziców dzieci 6 - letnich to sobie chwalą. Maluchy też są zadowolone smile
        • zjawa1 Re: Zjawo! 09.12.10, 22:29
          Wiem, ze starasz sie mnie pocieszyc....niestety znam osobiscie realia paru szkol i dobijaja mnie dosc dosadniesad Ja nigdy z wlasnej woli nie poslalabym 6 latka do Polskiej szkoly! Co gorsza laczonej z kolejnym chorym wytworem, a wiec gimnazium.
    • zdunia1979 zjawko! 09.12.10, 22:42
      Nie wiem jak w innych szkołach, ale u nas zerówki mają swój rewir i 1-3 tez swój. Tam gimnazjum nie chodzi. Także jest bezpiecznie. możesz być spokojna. może troszkę na wyrost oceniasz szkoły? Czasami coś źle wygląda apotem okazuje się, że jest fajnie! i tego ci życzę
      • zjawa1 Re: zjawko! 09.12.10, 22:45
        Hmmmm moze faktycznie oceniam je troche pod pryzmatem szkol srednichwink Nie mniej jednak, znam Polskie szkolnictwo mozna powiedziec od ,,podszewki"smile
        • zjawa1 i uwazam, ze... 09.12.10, 22:47
          wiekszosc Polskich szkol w dalszym ciagu nie nadaje sie do przyjecia 6-latkow!
          • zdunia1979 Re: i uwazam, ze... 09.12.10, 22:55
            Masz rację, ale to wynika z barier finansowych. Brak małych ławek, miejsc zabaw, placów zabaw. i tak można wymieniać bez końca, ale nauczyciele naprawdę się starają aby dzieciaki funkcjonowały jak najlepiej. a juz to co jest najgorsze to w jednej klasie 6 i 7 latek. Gdzie na początku ich rozwój intelektualny to dwa bieguny. Zrównują się dopiero pod koniec roku.
            • aihnoa Re: i uwazam, ze... 10.12.10, 10:25
              > Masz rację, ale to wynika z barier finansowych. Brak małych ławek, miejsc zabaw
              > , placów zabaw. i tak można wymieniać bez końca, ale nauczyciele naprawdę się s
              > tarają aby dzieciaki funkcjonowały jak najlepiej

              Nie ważne, z czego to wynika. Ważne, że szkoły nie są dostosowane. Nikt tu nie wini nauczycieli, tylko propagandowy rząd. Ale fakt niedostosowania (w WIĘKSZOŚCI szkół) pozostaje faktem.
        • zdunia1979 Re: zjawko! 09.12.10, 22:51
          Ja mimo, że przecież jestem w szkole codziennie już też się boję o swoich chłopaków, a mają dopiero dwa latka. starszego ominęła ta nowość, więc szedł normalnym trybem. Ale uwierz mi, że uważnie się przyglądam maluchom w szkole i naprawdę wiedzę , że jest lepiej niż w roku ubiegłym. Oby ta tendencja nie uległa zmianie. ale prawdą jest, że ministerstwo zreformowało szkoły, ale całą robotę musieli zrobić nauczyciele, którzy zostali rzuceni na głębokie wody.
          • zjawa1 Re: zjawko! 09.12.10, 23:00
            A widzisz, Ty chyba oceniasz sytuacje pod katem wlasnej szkoly i obserwacji. Byc moze akurat w Twoim srodowisku widoczne sa jakies priorytety w tej dziedzinie.... Ja mam odmienne doswiadczenia w tej kwestii. Uwazam bowiem, ze miedzy 6 latkiem a 7 latkiem istnieje duza przepasc emocjonalna i rozwojowa. Analogicznie porownujac do przepasci miedzy rocznym dzieckiem a 2 latkiem. Po 7 roku zycia przepasci te zaczynaja byc wyraznie mniejsze. Pondato, bardzo zywiolowo propagowana ostatnio populistyczna ( w moich czach) teoria o zekomym dobrodziejstwie pojscia wczesniejszego do szkoly, jest zwyczajna sciema majaca na celu przyspieszyc wiek produkcyjny w naszym kraju, zwolinic przeciazone przedszkola od 6 latkow. A juz pomysl o pojscu 2 latkow do przedszkola jest dla mnie skrajnym przewalem. Dziecku zabiera sie dziecinstwo ,,reperujac" nieudolnie deficyty panstwowe! Ja tak to widze.
            • zdunia1979 Re: zjawko! 09.12.10, 23:06
              Ja też jestem i byłam przeciwna tej reformie. Bzdura totalna. Tylko już teraz trzeba się dostosować! Nie mamy innej opcji smile A może nowy minister coś ulepszy smile
              • zjawa1 Re: zjawko! 09.12.10, 23:09
                Zreszta zobacz, co z tego, ze nauczycielki wczesno-szkolne staraja sie? Skoro ,,glowa muru nie przebija".... Pewne rzeczy sa nie do przejscia. Chocby poronione, nowe procedury. Nie wykonalne w wiekszosci w Polskiej szkole.
                • zdunia1979 Re: zjawko! 09.12.10, 23:12
                  Niestety! Ale może kiedyś w końcu będziemy normalni smile Ja widzę jeszcze inny problem. rodzice nie zawsze rozumieją, żę po prostu pewnych rzeczy ni da się przeskoczyć. Obiecuje im się złote góry a potem bolesna konfrontacja z realiami polskiej szkoły.
                  • zjawa1 Re: zjawko! 09.12.10, 23:15
                    Bo, to co czesto slysza tacy rodzice w mediach( nie bede tutaj konkretnie podawac stacji tv, sprawa wydaje mi sie dosc przejzystasmile) to czysta manipulacja. Czesto przedstawiana sytuacja jest pozbawiona obiektywnej tresci i rzeczywistych faktow. Mowi sie tylko to, co ladne i wygodne, a nie wszystko, co powinno byc powiedziane!
                  • jakw Re: zjawko! 10.12.10, 07:23
                    Pewnie, naobiecuje się rodzicom, a potem do nich "obiecywacze" mają pretensje, że uwierzyli.
              • jakw Re: zjawko! 10.12.10, 07:21
                zdunia1979 napisała:

                > A może nowy minister coś ulepszy
                > smile
                No co ty, przecież ta pani minister jest super. Jest z PO i zarządziła reformę, więc po co zmieniać?
    • hermetyczka Re: szesćiolatek w szkole ..cos nie tak..? 09.12.10, 23:42
      taaa, wszedzie na swiecie poza kilkoma krajami (albania, polska, i finlandia) dzieci ida jako 6 latki- oj krzywda im sie dzieje starszna.
      6 latek jst juz gotowy do pojscia do szkoly, wlasciwie to juz moja 5 latka by sie nadawala wink
      za 2-3 lata nikt nie bedzie pamietal o tej wrzwie o te nieszczesne dzieci w I klasach.
      wg testów (np pisa) poprawiła sie tez kompetencja dzieci- prawdopodobnie jest to zasługa gimnazjów- tak tych okropnych gimnazjów, które tez w zasadzie wszedzie instnieja. tutaj, wg mnie, problemem jestr powtórkowy program (wyrownywanie poziom) i niestety brak kasy- ogromne klasy, brak indywidualnosci etc.
      w szkole bywam codziennie- mam tam starszego syna III klasiste. dziecko sie ewidentnie rozwineło, szkole uwiebia. ale szkoła dobra, wybrana (publiczna, profilowana), pani doskonala i zachecajaca (to jednak akurat troche przypadek, ale i tak sprawdzilam, ze kazda by mi spasowala).
      mloda idzie do szkoly w nastepnym roku- oczywiwscie jako 6 lateksmile i bardzo ja to cieszy, i nas tez.
      wiele w szkole dzieje sie dzieki rodzicom- my, tzn ja i moj maz mamy nieskonczenie pozytywne podejscie do edukacji jako takiej- jest to przekaz jaki dzieci od nas dostaja- i i instytucje, jak i sama nauke uwielbiaja. co oczywiscie, zeby nie bylo, nie przeszkadza im zajmowac sie swoimi hobby.
      wiwle tez w szkole zalezy od rodzicow- fajnie, jakby chcieli wspolpracowac z instytucjami w rozwoju, okreslac kierunek etc. sama jestem inicjatorem powstania klasy 6 latków w szkole mojgo syna- zabiegalam, teraz dzieci zbieram, na pewno bede sie starala brac udzial w ustalaniu programu sportu, zajec dodatkowych etc- tak zeby nasze konkretnie dzieci byly zadowolobne.
      wyluzujcie, starajcie sie przjrzec szkole troche bardziej pozytywnie- a jak co, to szkole mozna zmienic- niewiele jest przypadków, zeby tak nie bylo
      • jakw Re: szesćiolatek w szkole ..cos nie tak..? 10.12.10, 07:18
        hermetyczka napisała:

        > taaa, wszedzie na swiecie poza kilkoma krajami (albania, polska, i finlandia) d
        > zieci ida jako 6 latki- oj krzywda im sie dzieje starszna.
        Zapomniałaś tylko opisać szczegółowo szkołę w Pl i i w tych krajach "wszędzie na świecie"...
        W sumie MEN chyba też o tym zapomniał, bo co to w końcu za różnica? Zresztą w końcu za szkołę odpowiada samorząd - to mantra urzędników z MENu.
        Imho nie jest problemem to, że dzieci 6-letnie idą do szkoły tylko jak ta szkoła wygląda i czego od nich wymaga.
        I co z tego, że MEN zreformował programy nauczania pod kątem 6-latków skoro nauczyciele i tak mają w głębokim poważaniu te zmiany? O czym świadczy ten wątek jak i kilka innych oraz obserwacje tego, co się dzieje w niektórych szkołach i przedszkolach.
        • hermetyczka Re: szesćiolatek w szkole ..cos nie tak..? 10.12.10, 09:27
          no wiec nie, w wielu krajach szkoly wygladaja nawet podobnie do polskich- zreszta, te z ktorymi mialam do czynienia wygladaly oki, ale ja z duzego miasta a szkoly ogladam tylko takie, do ktorych dzieci moich znajomych chodza, ew. ogladalam je biorac pod uwage przy wyborze szkoly. teraz ogladam po 3 latach- i we wszystkich jest postep. moze trzeba szkole bardzej swiadomie wybierac, ew. zaangazowac sie w zmiany w szkole- sama zabiegam o dostosowanie szkoly do 6 latków (choc bez przesady, 6 latki to juz duuuuze dzieciaki, jak im RODZICE pozwalaja dojrzewac normalnie, a nie robia z nich non stop niemowlaków- tu wg mnie problem)- zabiegam o srodki w UM, w dzielnicy i hdzie sie da.
          nauczyciele tez sie przestawia, zobaczycie. moja corkachodzi do takiej prawdziwej zerowki, gdzie uczy sie pisac, czytac i wlasciwie przerabia program I klasy, choc bez presji. u nas byl to zabieg celowy, myslalam, ze mala pojdzie do klasy 7 laktów, a one by byly jednak takie "wyuczone"- ale teraz wynika, ze uda sie 6 latków, wiec bedzie wyuczona ponad prgram. trudno. pytalam pan dlaczego tak prowadza zajecia mimo, ze podstawa inna- a one mi na to, ze takie sa OCZEKIWANAI RODZICOW, CZYLI ICH KLIENTÓW.
          bo tak naprawde tak jest: rodzice oczekuja ze dzieci beda pisac, czytac, liczyc etc, tego tez dzieci w domu douczaja- ale np juz wiazania butwów, ubieranie się, wycierania tyłka nie. bo po co? to taki maluszek... podobnie nie ucza takich zachowan "surwajwalowych" typu jak sie zgubiłes to..., jak ktos cie uderzy to..., krzycz głośno jak....- i dzieci takie kaleki rosna i naprawde nie nadaja sie do szkoly. wielka wrzawa jak maja na basen chodzic (bo sie nie dosusza...), dojechac gdzies tramwajem, czy przejsc z sali do sali, przecsikajac sie przez dzieci troche starsze, ale przeciez nie przez grupe niebezpicznych wiezniów z wiezienia o zastrzonych rygorze, tylko ich kolegów. masakra, nadopiekuńczość.
          podobnie innymi sferami edukacji. w miescie uniwersyteckim gdzie mieszkamy, w zerowce mojej corki, praktycznie zadne dzieci nie chodza do kina, teatru, nikt poza moja corka nie był w operze czy filharmonii. nikt nie chodzi na warsztaty czy wystawy dla dzieci. nikt nie uprawia sportu- po co tak meczyc 5 latka???? tak na ogół traktowana jest nasza postwa w stos. do sportu.

          reasumujac: jeżeli 6 latek nie jest gotowy do szkoly emocjonalnie, najczesciej jest to wina rodziców. i powinni sie przyjrzec swojej postawie. szkola jest znosna- można wybrac dobra
          • aihnoa Re: szesćiolatek w szkole ..cos nie tak..? 10.12.10, 10:54
            > reasumujac: jeżeli 6 latek nie jest gotowy do szkoly emocjonalnie, najczesciej
            > jest to wina rodziców. i powinni sie przyjrzec swojej postawie. szkola jest zno
            > sna- można wybrac dobra

            I jak zwykle - z większością Twojego postu się zgadzam. Fajnie że się angażujesz, że dobrze trafiłaś z wyborem szkoły. Też zauważam nadopiekuńczość.
            Ale powiem Ci pisząc również z miasta uniwersyteckiegowink w dodatku z dobrym rozeznaniem, jako że połowa rodziny zatrudniona w sektorze szkolnym. U nas w okolicy wybór nikły. A wożenie dziecka na drugi koniec miasta wydaje mi się przegięciem, bo po pierwsze uważam że dziecko po szkole powinno mieć możliwość kontaktu z rówieśnikami/kolegami szkolnymi, po drugie to większość szkół powinna być dostosowana, a nie wyjątki. Po 3cie wreszcie przejazd przez miasto po szkole wyklucza spacery popołudniowewink bo doba jest niestety ograniczona.

            To nie chodzi o to, że 6 latek jest niedostosowany emocjonalnie. To chodzi o to, ze zaplecze szkolne nie jest dostosowane. Nie ważne, że w 10% jest. Powinno być w 90%. O to, że miedzy niespełna 6 latkiem a 7,5 latkiem jest ogromna różnica emocjonalna.
            Nie mówiąc o różnicach fizycznych - gdzieś czytałam opis badań dzieci pod kątem możliwości "udźwigu" podręczników chociażby. Różnica m. 5 a 7 latkiem była ogromna - ok. 2 kg o ile dobrze pamiętam. Jak mam usamodzielniać dziecko, jak będę musiała za nim nosić podręczniki (brak szafek w szkołach), bo krzywego kręgosłupa mu nie życzę?
            Moje dziecko edukacyjnie na pewno sobie poradzi, zachowania surwajwalowe teoretycznie zna, co nie zmienia faktu, że odstaje emocjonalnie od dzieci starszych o 2 lata.
            • hermetyczka Re: szesćiolatek w szkole ..cos nie tak..? 10.12.10, 11:05
              odstaje emocjonalnie od dzieci starszych o 2 lata.

              moja chyba jednak przewyzsza, wiele rzeczy rozumie, ktorych jej 9,5 letni brat by nie był w stanie- ale ja wierze,z e to wynik naszej strategii wychowawczej.
              ale mialam watpliwosci, czy dobrze zniesie towarzystwo i konkurencje edukacyjna z 7,5 latkami (tym bardziej, ze ona bedzie maila w pierwszej klasie PRAWIE 6 lat...) - dlatego zaangazowalam sie z tworzenie klasy 6 latków- oj, nie bylo to trudne, juz mamy wiele dzieci.
              a z tym dowozeniem- ja akurat uwazam, ze dziecko niekoniecznie musi miec te same dzieci na podworku i w szkole. ot, maja szerszy krag znajomych, przyjaciół.
              dowoze do szkoly teoretycznie niedaleko- ale niesty ostatnie remonty i korki nas przekraczaja. w samodzocdzie lacznie do/ze szkoly ok 30-35 minut. da sie zyc
              • aihnoa Re: szesćiolatek w szkole ..cos nie tak..? 10.12.10, 11:35
                > odstaje emocjonalnie od dzieci starszych o 2 lata.
                >
                > moja chyba jednak przewyzsza, wiele rzeczy rozumie, ktorych jej 9,5 letni brat
                > by nie był w stanie- ale ja wierze,z e to wynik naszej strategii wychowawczej.

                Czyli z bratem nie udało się wdrożyć Waszej strategii? To może jednak nie tylko strategia, ale cechy osobowościowe też mają (NIELADA) znaczenie?

                > a z tym dowozeniem- ja akurat uwazam, ze dziecko niekoniecznie musi miec te sam
                > e dzieci na podworku i w szkole. ot, maja szerszy krag znajomych, przyjaciół.

                Tylko ciężko potem tę samodzielność ćwiczyć - np. w razie choroby, jak samemu trzeba samochodem po zeszyty jechać. Odwozić i zawozić dziecko do szkoły. itp itd. wink
                • hermetyczka Re: szesćiolatek w szkole ..cos nie tak..? 10.12.10, 11:58
                  ICzyli z bratem nie udało się wdrożyć Waszej strategii? To może jednak nie tylko
                  > strategia, ale cechy osobowościowe też mają (NIELADA) znaczenie?


                  oczywiscie, ze cechy osobowosciowe maja nie lada znaczenie, ale mozna je modyfikowac, nie? tzn te, ktore utrudniaja zycie, np skrajna niesmialosc, pasywnosc- w imie dobrezgo zycia nalezy dziecku pomoc przezwyciezyc te cechy.
                  strateie wychowawcza trzeba wdrazac od urodzenie, a młody mial w tym czasie baaaaardzo powazne problemy, ktore rzutowaly na wszystko ci sie dzialo wokolo, nie bylismy tez w stanie sie rozwijac jako rodzice. zaczelismy ok 2 rż, ale trudno bylo wykrzwic to, co sie stalo. ale on jest oki, bardzo dojrzaly, choc po prostu dzieciaktongue_out

                  [i]Tylko ciężko potem tę samodzielność ćwiczyć - np. w razie choroby, jak samemu t
                  > rzeba samochodem po zeszyty jechać. Odwozić i zawozić dziecko do szkoły. itp it
                  > d. wink
                  nie skany sobie rodzice przesylaja, pozyczaja na weekend jak nie chca miec duzo wspolnego z nowymi techniologiami.
                  odwozic i zawozic trzeba, chyba, ze jest dobra komunikacja- u nas nie. ale niestety, trzeba wywazyc- dobra szkola, z programem etc zgodym z naszymi przekonaniami, czy szkola rejoowa, blizsza- my podjelismy taka dezyzje po analizie i nie zalujemy. ale to sprawa indywidualna. ale wyslac do byle jakiej szkoly, nie agazowac sie w jej zmiane i jeczec i krytykowac tylko- to niepowazne.
                  wolny wybor
                  • aihnoa Re: szesćiolatek w szkole ..cos nie tak..? 10.12.10, 12:13
                    "nie lada" oczywiściesmile Można modyfikować, jasne. Myślę, że przeceniasz wagę tej strategii.

                    >blizsza- my podjelismy taka dezyzje po analizie i nie
                    > zalujemy. ale to sprawa indywidualna.

                    Fajnie, oby każdy miał taką szansę wyboru i wybór okazał się właściwy.

                    > ale wyslac do byle jakiej szkoly, nie aga
                    > zowac sie w jej zmiane i jeczec i krytykowac tylko- to niepowazne.
                    > wolny wybor

                    Angażowałam się bardzo - w akcję przeciwko reformie, niestety bez pozytywnego rezultatu. Ale nie tracę nadzieiwink jakem żywa
          • jakw Re: szesćiolatek w szkole ..cos nie tak..? 10.12.10, 11:14
            Ja akurat miałam okazję oglądać "postępy" w szkole rejonowej przez całych lat 6. Oraz wiem całkiem nieźle jak wygląda tamże współpraca z dyrekcją. Dyrekcja ta sama od lat a jej chęć do współpracy z rodzicami można określić jako brak chęci. Druga najbliższa szkoła, wg opinii znajomych rodziców, wcale nie lepsza. W sensownej odległości zostaje mi nie tak wiele szkół. Przez sensowną odległość rozumiem taką odległość/komunikację, że zaprowadzenie/odebranie dziecka nie wymaga więcej niż 20 minut (max pół godziny) w porównaniu ze szkołą, którą mam pod nosem. Jeżdżenie ode mnie w niektórych kierunkach czy to samochodem czy komunikacją miejską nie wchodzi w grę z powodu korków.
            W grę wchodzą też godziny pracy świetlicy -musimy zdążyć do/z pracy (niezależnie gdzie ta praca będzie) albo musi młodą ktoś odebrać. I znowu liczba dostępnych szkół jakby się kurczy.
            Przy czym wcale nie ma gwarancji, że moja córka zostanie przyjęta do tych innych szkół (tak realnie oprócz rejonowej to mogą być max 2-3) - w końcu jest rejonizacja i jak w tamtej szkole będzie za dużo chętnych to nic z tego nie wyjdzie. Więc możliwość wyboru szkoły nawet w "obecnej stolicy" jest jakby trochę ograniczona.
        • aihnoa Re: szesćiolatek w szkole ..cos nie tak..? 10.12.10, 11:08
          też lubię argument "wszędzie na świecie" wink
          Nie ma jak populistyczne stwierdzenia.

          > Imho nie jest problemem to, że dzieci 6-letnie idą do szkoły tylko jak ta szkoł
          > a wygląda i czego od nich wymaga.

          otóż to.
    • camel_3d annes67 10.12.10, 08:21
      szkola to miejsce nauki i tam powinna obowiazywac swego rodzaju dyscyplina..czas na nauke, ktory dzieci poswiecaja nauce i czas na zabawe. To ze twoj synke potrafi czytac i pisac nie znaczy, ze inne to potrafia..i musisz zaakceptowac fakt, ze inne sie ucza..a twoje z tego powodu nei ma laby. Aha i szkola to nie jest miesce do zabawy i najlepsze wyniki osiaga sie jednak ciezka praca, a nie zabawa.
      Jezeli uwazasz, ze twoje dzeicko jest za dobre do tej grupy to albo wyslij dziecko rok wyzej, albo pogodz sie z faktem, ze musi czekac az inne dzieci go dogonia.
      • annes67 Re: annes67 10.12.10, 09:08
        witam ponownie w moim wątku.

        nie zgadzam sie z tobą. piszesz... ale poznaj fakty. cytuje z podstawy programowej.
        "Zalecane warunki i sposób realizacji.
        W trosce o prawidłowy rozwój psychoruchowy oraz przebieg wychowania i kształcenia dzieci w wieku przedszkolnym zaleca się następujące proporcje zagospodarowania czasu przebywania w przedszkolu w rozliczeniu tygodniowym:
        1) co najmniej jedną piątą czasu należy przeznaczyć na zabawę (w tym czasie dzieci bawią się swobodnie, przy niewielkim udziale nauczyciela);
        2) co najmniej jedną piątą czasu (w przypadku młodszych dzieci – jedną czwartą czasu), dzieci spędzają w ogrodzie przedszkolnym, na boisku, w parku itp. (organizowane są tam gry i zabawy ruchowe, zajęcia sportowe, obserwacje przyrodnicze, prace gospodarcze, porządkowe i ogrodnicze itd.);
        3) najwyżej jedną piątą czasu zajmują różnego typu zajęcia dydaktyczne, realizowane według wybranego programu wychowania przedszkolnego;
        4) pozostały czas – dwie piąte czasu nauczyciel może dowolnie zagospodarować (w tej puli czasu mieszczą się jednak czynności opiekuńcze, samoobsługowe, organizacyjne i inne)."

        mam poparcie Kuratorium i wielu innych rodziców ( no z poza szkoły), i będę walczyć o szkołę zgodną z prawem a nie prowadzoną przez klikę rodziców z kasą i jarmarcznych gdakaniem.
        Pani wychowawczyni to urzędnik państwowy, wszystko jest za nasze podatki...nie moze mi pani odp.: '' skoro rodzice tak sobie życzą" mając na myśli tą klikę..o nie, tak nie bedzie i nie może być. !

        a propo:..co pisałaś..
        dzieci bardziej zdolne muszą dostać materiał trudniejszy odp. do jego poziomu, taki jest obowiązek.
        sześciolatkom potrzebny jest ruch do prawidłowego rozwoju
        ,każdy to chyba wie i po co tłumacyć jak pastuch krowie..
        a przy tym można się też wspaniale uczyć..i mam na to przykłady..!t
        . a dlaczego moje dziecko tak płynnie czyta i pisze juz nawet książki, komiksy..!bo to ja o nie dbam, i staram sie o niego odpowiednio do jego potrzeb.

        .. ruch, swieze ,powietrze...i reszta sama się rozwiąże..dziecko szcześliwe jest zdolniejsze.

        pozdrawiam
        • hermetyczka Re: annes67 10.12.10, 09:40
          szczesliwej walki, ale chyba nie wywalczyszwink
          i z ptk widzenia innych rodziców zycze ci, zeby tak bylo. dzieci maja sie uczyc w szkole/przedszkolu a nie w domu. sama idz z dzieciakami na spacer, a nie pisz z nim kasiazek.
          ciekawe stwierdzenie z tym "gdakaniem". nieskonczenie pozytywne podejscie do edukacji, to konkretnej placówki, nie ma co mowic... nikomu nie zycze takiego rodzica w klasie. mam nadzieje, ze edukacja twojego dzieck cie szybko utemperuje, bo to bedzie z wielkim pozytkiem dla dzieciaka.
          jezeli chodzi o wychodzenie: jestem za, i to bardzo. w zerowce szkolnej dzieci spedzaja ze 4 godziny, nie? to potem ze swietlica na boisko- w szkole mojego syna tak przynajmniej jest.
          u mojej corki w swietlicy rodzc enie zycza sobie, zeby dzieci wychodzily, jak zimno...
          ale ma duzo zajec ruchowych, dodatkowo uprawia sport, a wychodzenie nadrabiamy, jak możemy i jakos hula.
          z tymi dodatkowymi materialami w szkole to jest tak: owszem, maja hmmm obowiazek dawac dodatkowe materialy/pracowac dodatkow z dziecmi UZDOLNIONYMI a nie WYUCZONYMI PONAD PROGRAM, zeby sie nei nudzily. tak naprawde te wyuczone ponad program przez nadgorlwych rodziców, ktorym sie nie chce z domu na spoacery wychodzic, powinny zostac "wyrównane", czyli w interesie klasy jest to, zeby im dawac materialy jakby rownolegle, a nie ponad program, trudniejsze.
          zycze troche pokory
          • zdunia1979 Re: annes67 10.12.10, 09:42
            Agness ty nie rozumiesz op czym ja pisze do ciebie! w 3/4 pisze , że się z tobą zgadzam a ty to negujesz. Więc teraz to ja nie rozumiem!

            pozdrawiam
          • annes67 Re: annes67 10.12.10, 10:12
            wejdz na forum starsze dziecko, tam dałam odpowiedz bo piszemy stereo. Nie edukuje swojego dziecka, czytaj proszę ze zrozumieniem..
          • aihnoa Re: annes67 10.12.10, 10:21
            > i z ptk widzenia innych rodziców zycze ci, zeby tak bylo. dzieci maja sie uczyc
            > w szkole/przedszkolu a nie w domu. sama idz z dzieciakami na spacer, a nie pis
            > z z nim kasiazek.

            Ogólnie się zgadzam. Tylko zauważ:
            1) wyjście z dzieckiem po szkole, nie powinno wykluczać wyjścia w trakcie zajęć, kiedy to dziecko ma się dotlenić, uzupełnić niedobory wit. Dwink rozruszać mięśnie i kręgosłup (vide: niedostosowane w wielu szkołach ławki, ciężkie plecaki itp itd poczytaj sobie artykuły o różnicach w rozwoju kostnym m. dzieckiem 5 a 7 letnim np., o max. ciężarze jaki taki kręgosłup może unieść itd. ).
            2) w zimie jednak przyjemniej (i zdrowiej) wyjść na dwór w godzinach kiedy można złapać jeszcze światło słoneczne.

            > z tymi dodatkowymi materialami w szkole to jest tak: owszem, maja hmmm obowiaze
            > k dawac dodatkowe materialy/pracowac dodatkow z dziecmi UZDOLNIONYMI a nie WYU
            > CZONYMI PONAD PROGRAM, zeby sie nei nudzily.

            Po czym poznasz w 6 latkach czy dziecko uzdolnione czy wyuczone ponad program? Że jedno nauczyło się pisania samo, poświęcając temu minimum czasu i zaangażowania, a drugie było tresowane przez rodziców?

            > tak naprawde te wyuczone ponad pro
            > gram przez nadgorlwych rodziców, ktorym sie nie chce z domu na spoacery wychodz
            > ic, powinny zostac "wyrównane", czyli w interesie klasy jest to, zeby im dawac
            > materialy jakby rownolegle, a nie ponad program, trudniejsze.
            > zycze troche pokory

            A to równanie "w dół" w polskich realiach to już w ogóle masakra. To chyba Ty dyskutowałaś w wątku o TV, że Twoje dzieci oglądają głupawe programy, żeby nie odstawać od przeciętnej. Zupełnie nie rozumiem takiego podejścia.

            Nie rozumiem też porównywania polskiej szkoły z zagranicznymi, chodziłam do szkół w kilku krajach i to nie to samo. Porównywać można, jak zaplecze i warunki finansowe są takie same.

            Odnośnie wątku: łączę się z autorką w bólu i mam nadzieję (choć nikłą przyznaję), że wraz z nowym rządem reforma się zmieni. Pozostaje liczyć na cud.
            Życzę też wywalczenia tego, co powinno być realizowane.
            • annes67 Re: annes67 10.12.10, 10:32

              > Odnośnie wątku: łączę się z autorką w bólu i mam nadzieję (choć nikłą przyznaję
              > ), że wraz z nowym rządem reforma się zmieni. Pozostaje liczyć na cud.
              > Życzę też wywalczenia tego, co powinno być realizowane.
            • hermetyczka Re: annes67 10.12.10, 10:59
              owszem, bez problemu poznasz, ze dziecko jest uzdolnione, recze ci. tzn osoba z odpowiednim przygotowanie (vide nauczyciel) pozna. wiekszosc dzieci jest po prostu wyuczona przez rodzicow bez wyobrazni. nie jest w interesie edukacyjnym dziecka, zeby bylo wyuczone do przodu- traci czas na zajeciach, siedzi i sie nudzi, ew. przeszkadza
              - to pewnie ma na mysli autora piszac o nadruchliwosci. sa tysiace fajniejszych rzeczy, ktore mozna robic z dziecmi w czasie wolnym- np wychodizc na podworze, chodzic do muzeow, uprawiac sport. a nie uczyc/pozwolic uczyc sie do przodu. to jest pojscie na latwizne, to jest najprostsza rzecz, ktora mozna z dzieckiem zrobic. "wyrównanie dziecka" bynajmiej nie jest to rownanie w dol- dziecko zaiteresowane tematem lekcji prowadzonej profesjonalnie przez nauczyciela (a ja takie zalozenie przyjmuje, a jakze, jestem zwolenniczka edukacji i wierze,ze wyszukuje najlepszych edukacyjnych alternatyw dla moich dzieci, nie chłam rejonowy), przerabiajace je po raz pierwszy, jest w stanie z niej duzo wiecej skorzystac niz z informacji niedostosowanej czesto z netu etc. zrozum, to jest dla dobra dziecka. i jeszcze raz podkresle: nie pisze o dzieciach uzolnionych ponadprzecietnie wielu uwaza, ze ich dzieci sa takie- polecam badanie psychologiczne, rozwiewa watpliwosci, można dziecko adekwatnie traktowac. ok III klasy okazuje sie, ze wszystkie dzieci reprezentuja mniej wiecej rowny poziom, niektore dzieci zaczynaja sie wybijac- i nie sa to te wyuczone, zareczam ci....
              zajecia w zerowce koncza sie o 13 max. najpiekniejsza pogopda na sanki. wtedy chodza dzeici w przedszkolu. moga wyjsc w ramach swietlicy (tak jest u mojego syna) lub, jesli nie chodza, z rodzicami, w czasie zamiast douczania.

              To chyba Ty dyskutowałaś w wątku o TV, że Twoje dzieci oglądają głupawe programy, żeby nie o dstawać od przeciętnej. Zupełnie nie rozumiem takiego podejścia.

              ja ja, dzieki za pamiecsmile coz, nie zrozumiesz takiego podejscia, jezeli nie bedziesz miala ponadprzecietnie uzdolnionegoo dziecka z głową w chmurach...
              btw, ogladali wczoraj (niestety, pierwszy raz od jakies miesiąca, półtora, nie umiem tutaj systematyczności wprowadzicsad ), wiadomosci i jakis lekko konsternujacy program na kartunie chyba. mloda lat 5 analizowala wiki leaks, dopytywala etc, moj syn analizowal tresc progmamu na kartunie, udawadniajac dlaczego jest taki glupi... bez ogladania by nie potrafil takiej analizy przeprowadzic tongue_out

              luzu troche zycze, dystansu do kilku spraw. i poszerzenia horyzontów... kluczowe kompetencje edukacyjne (polecam lekture co to jest) zakladaja znajomośc m.i. zjawisk wspołczesnej kultury masowej. dlatego z dziecmi tez lajdi gagę na jutubie ogladam smile
              • aihnoa Re: annes67 10.12.10, 11:29
                > owszem, bez problemu poznasz, ze dziecko jest uzdolnione, recze ci. tzn osoba z
                > odpowiednim przygotowaniem (vide nauczyciel) pozna.

                Nie wiem czy to takie oczywiste w 6-latkach. Później - po jakimś czasie, tak. Jednak przy nauce czytania, pisania, sylabizowania, ciężko poznać kto jest wybitny. Nie mówiąc o tym, że niewielu nauczycielom się chce.
                Przynajmniej takie mam wspomnienia z dzieciństwa - super czytać umiało wielu, świetne oceny tak do 3ciej klasy, a potem dopiero pojawiały się różnice w możliwościach edukacyjnych, "absorbcyjnych" i nie tylko.

                Zresztą - skoro można przygotować coś fajnego dodatkowego dla wybitnych, dlaczego nie dać tym "wyuczonym przeciętniakom" tego czegoś? Nie tylko wybitni osiągają sukcesy w życiu, lepiej równać w górę, także tych przeciętniaków, przeciętna wyjdzie wyższawink I nie mówię o przymuszaniu dziecka, ale jeśli dziecko chce? Dawać mu zadania poniżej jego możliwości, tylko w imię tego, żeby nauczycielowi było wygodniej uczyć klasę? Takie japońskie przysłowie mi się przypomina "wystający gwóźć należy wbić" wink

                > zajecia w zerowce koncza sie o 13 max. najpiekniejsza pogopda na sanki. wtedy
                > chodza dzeici w przedszkolu. moga wyjsc w ramach swietlicy (tak jest u mojego s
                > yna) lub, jesli nie chodza, z rodzicami, w czasie zamiast douczania.

                No i super jeśli wychodzą. Moja ze mną nie wyjdzie o tej godzinie, bo jeszcze pracuję. Wyjdzie najwcześniej o 15. W lecie nie ma problemu, w zimie to już nie jest najfajniejsza pora. Rodzice wielu dzieci pracują do jeszcze późniejszych godzin. A jak widzisz sama w wątku, w niektórych szkołach teraz "za zimno i niebezpiecznie" na wyjście.

                Do mnie nie pisz o douczaniu, bo jestem przeciwna wyścigowi szczurów i ponieważ sama nudziłam się w polskiej szkole przeokrutnie, daleka jestem od douczania dziecka. Ale że dziecko samo dociekliwe, to co - mam ograniczać/dozować wiedzę?

                > ok III klasy okazuje sie,
                > ze wszystkie dzieci reprezentuja mniej wiecej rowny poziom, niektore dzieci za
                > czynaja sie wybijac- i nie sa to te wyuczone, zareczam ci....

                Czyli co, piszesz że dopiero powyżej 3 klasy zaczyna być widać tych wybijających się? No to się zgadzamy? że wcześniej dużo trudniej poznać?

                > ja ja, dzieki za pamiecsmile coz, nie zrozumiesz takiego podejscia, jezeli nie bed
                > ziesz miala ponadprzecietnie uzdolnionegoo dziecka z głową w chmurach...

                Moje dziecko mocno stąpa po ziemi, ale w rodzinie mam ponadprzeciętniaków właśnie z głową w chmurach i rodzice owych dzieci stosują inne metody niż oglądanie cartoons w TVwink

                > luzu troche zycze, dystansu do kilku spraw. i poszerzenia horyzontów... kluczo
                > we kompetencje edukacyjne (polecam lekture co to jest) zakladaja znajomośc m.i.
                > zjawisk wspołczesnej kultury masowej. dlatego z dziecmi tez lajdi gagę na jutu
                > bie ogladam smile

                Nie bardzo wiem, skąd wniosek że jestem spięta i niezdystansowanasmile Ale dziękuję. Luzu w dzisiejszym spiętym i zestresowanym społeczeństwie nigdy dość.
                Cieszę się, że masz dobre samopoczucie i ja teraz również - dyskretne deprecjonowanie dyskutanta poprzez życzenie mu poszerzenia horyzontów mnie rozbawiło wink
                • hermetyczka Re: annes67 10.12.10, 11:49
                  da sie poznac, ze dziecko jest uzdolnione a nie wyuczone. moze to zrobic psycholog, testami, moze tez doswiadczony nauczyciel.
                  nie robia tego nauczyciele, ale dobrze wiedza kto jest zdolny. czesto nie robia nic w tym kierunku, bo, jak mniemam, im sie nie chce. niestety, praca z uczniem zdolnym to u nas fikcja, wlasnie sie ogranicza do podrzucania dodatkowych materilów, najczesciej po prostu nudnych, zajmujacych czas, a nie rozwijajacych. chociaz... jest to podrzucane dzieciom, ktore sa wyuczone, rzadko tym faktycznie zdolnym- przygotowanie (nie odkserowanie!) materialów dla dzieci zdolnych jest naprawde trudne. i takie materialy po prostu nie adaja sie dla dzeici wyuczoych. ale te przygotowywae dla nauczyciela dlaiby zdolych to dla kazdego rodzaju sie adaja...
                  a nie sa to te same materialy. ok 10 rż zdolności same jakoś tak wychodza i staja sie ewidentne, może dlatego ze kazdym przedmiotem zajmuje sie ktos inny i patrzy tylko przez pryzmat swojego przedmiotu. i program robi sie bardziej wymagajacy, co ozacza, ze to wyuczeie ie jest juz przewaga komperatywna.
                  zgadzam sie, ze sukces czesto (a moze wlasnie czesciej?) osiagaja dzieci pracowite, systematyczne, a nie zdolne. moze czesciowo dlatego,z e nikt nie wie, jak z dziecmi zdolnymi pracowac, a moze dlatego, ze pracowitosc i systematycznosc to cechy, ktore po prostu ulatwiaja zycie. a dziecko zdolne nie jest w stane sie ich nauczyc, bo nauka przychodzi mu bardzo latwo (moj syn nigdy w dmu ie pracuje nad materialem szkolnym, zadani zawsze zrobione na lekcji- no powiesic sie mozna, gdzie tu miejsce na systematycznosc???)
                  odpusc ta tv- nie zgodzimy sie- jak napislam tez, nie jestem w stani moich pogladów na potrzebe ogladanie chłamu masowego wprowadzic w zycie- znacznie za rzadko ogladamy, boleje nad tym strasznie. a to wszytko w ramach kompetecji kluczowych ;P
                  • aihnoa Re: annes67 10.12.10, 12:03
                    > nie robia tego nauczyciele, ale dobrze wiedza kto jest zdolny. czesto nie robia
                    > nic w tym kierunku, bo, jak mniemam, im sie nie chce. niestety, praca z ucznie
                    > m zdolnym to u nas fikcja, wlasnie sie ogranicza do podrzucania dodatkowych mat
                    > erilów, najczesciej po prostu nudnych, zajmujacych czas, a nie rozwijajacych

                    i właśnie dlatego (wracając do wątku) wolałabym, by moje dziecko jeszcze rok spędziło na zabawie, świeżym powietrzu, na podłodze i w ruchu, nie niszcząc sobie kręgosłupa.

                    > odpusc ta tv- nie zgodzimy sie- jak napislam tez, nie jestem w stani moich pogl
                    > adów na potrzebe ogladanie chłamu masowego wprowadzic w zycie- znacznie za rzad
                    > ko ogladamy, boleje nad tym strasznie. a to wszytko w ramach kompetecji kluczow
                    > ych ;P

                    Odpuszczam. Nie zgodzimy się, bo pomimo zbieżnych obserwacji i poglądów, mamy chyba inne priorytety życiowe. Pozdr!
                    • hermetyczka Re: annes67 10.12.10, 12:14
                      i właśnie dlatego (wracając do wątku) wolałabym, by moje dziecko jeszcze rok sp
                      > ędziło na zabawie, świeżym powietrzu, na podłodze i w ruchu, nie niszcząc sobie
                      > kręgosłupa.


                      moja corka nie jest ponadprzecietnie zdolna- choc jeszcze jestesmy przed badaniami, na ktore sie udamy na pewno (moj ponadprzecietnie zdlony syn poszedł do szkoly "normalnie", jako 7,5 latek). jest zwykla bardzo wesola i chetna do nauki dziewczynka, z chrakterem ze stali. zeby nie niszczyla sobie kregoslupa w szkole (????- lawki dostosowane, praca w grupach, u nas duuuuuzo ruchu) i kolan na zabawie na dywanie, idzie do klasy dla 6 latkow, sportowej- duuuuzo ruchu, swiezego powietrza (wyjazdy, wyjscia), zabawy i jeszcze nauka.
                      kazdy wg wlasnych priorytetów- ale trzeba wierzyc, ze mozebyc dobrze, wyszukiwac opcji edukacyjnych wg naszych przekonan- dla jednego oki jest szkola rejonowa, dla drugiego katolicka, dla trzeciego sportowa. ale nie krrryyyyyttttykowac tylko i li- bo to nie jest konstruktywne. i w niewielu krajach jest tak, ze pierwsza z brzegu szkola jest oki- moja siostra za morzem daekim dowozi mala do szkoly 30 mil, bo zadna w okolicy po wyprobowaniu sie nie nadaje
      • joanna_poz Re: annes67 10.12.10, 10:54
        Aha i szkola to nie jest miesce do zabawy i najlepsze wyniki osiaga sie jednak ciezka praca, a nie z
        > abawa.

        szkoła to JEST miejsce również na zabawę.

        zauważ, że autorka pisze, że jest dziecko jest poki co w zerówce = oddziale przedszkolnym przy szkole, a nie w szkole. więc tam jest jak najbardziej czas na zabawę i naukę przez zabawę.

        pewnie Cię to zdziwi, ale również w klasach I-III uczy się dzieci przez zabawę, dzieci nie tkwią przez 45 minut przy ławkach, w salach szkolnych sa kąciki zabaw z dywanami, gdzie dzieci mogą budować klocki, grać w gry planszowe itp.
        • camel_3d Re: annes67 10.12.10, 11:50

          > szkoła to JEST miejsce również na zabawę.
          >
          > zauważ, że autorka pisze, że jest dziecko jest poki co w zerówce = oddziale prz
          > edszkolnym przy szkole, a nie w szkole. więc tam jest jak najbardziej czas na z
          > abawę i naukę przez zabawę.

          tak, faktycznie jezeli jest to zerowka to zajecia powinny byc prowadzone w formi zabawy...

          > pewnie Cię to zdziwi, ale również w klasach I-III uczy się dzieci przez zabawę,
          > dzieci nie tkwią przez 45 minut przy ławkach, w salach szkolnych sa kąciki zab
          > aw z dywanami, gdzie dzieci mogą budować klocki, grać w gry planszowe itp.

          serio? cos takiego w szolach jest? jezu..my mielismy od 1 klasy lawki i 30 minutowe lekcje.. bez dywanikow, klockow itd i gier planszowych.
          • hermetyczka Re: annes67 10.12.10, 12:03
            serio? cos takiego w szolach jest? jezu..my mielismy od 1 klasy lawki i 30 minutowe lekcje.. bez dywanikow, klockow itd i gier planszowych.

            no koorde, dziecinstwo zabieracie, nie macie dywanów (lobby dywanowe by cie zliczowalo tutaj) i te dzieci zyja??? nie wymagaja non stop opieki psychologa??
            wracaj do kraju Camelu, tutaj moze sie zmieni rzad i moze dzieci nie beda musialuy w ogole z domu wychodzic do osiagniecia pelnoletniosci na sankach, igloo i klocki
            • annes67 Re: annes67 10.12.10, 13:50
              przydałoby się w tym igloo posiedzieći przemyslec pewne sprawy..wink
            • jakw Re: annes67 13.12.10, 10:47
              hermetyczka napisała:

              > moze dzieci nie beda musia
              > luy w ogole z domu wychodzic do osiagniecia pelnoletniosci na sankach, igloo i
              > klocki
              Sądząc po wpisach na forach jak program w szkole jest banalny nawet dla przeciętnych 6-latków - nie opłaca się taszczyć plecaka do szkoły :-p
          • joanna_poz Re: annes67 10.12.10, 12:09
            > serio? cos takiego w szolach jest? jezu..my mielismy od 1 klasy lawki i 30 minu
            > towe lekcje.. bez dywanikow, klockow itd i gier planszowych.

            serio, serio camel
            mogę ci wysłać linki do zdjęć na www publicznej szkoły mojego syna, w której się uczy jako 6-latek w I klasiesmile
            dzwonki i przerwy jako takie w młodszych klasach już też nie obowiązują.
            nauczyciel sam decyduje, kiuedy na co zrobić przerwę, żeby własnie dac szansę poruszania się tym co to nie mogą usiedzieć na miejscu i urozmaicić zajęcia, nie dopuszczając do nudy.
            • agni71 Re: a propos ruszania sie vs siedzenia w ławce 13.12.10, 10:36
              Wiem, ze w pierwszej klasie do które chodzi moja (zapewne wielce nieszczęśliwa wink 6-latka - nawet matematyka uczona jest "ruchowo". Dzieci liczą na konkretach, np. sobą (ustawiając sie na odpowiedniej pozycji równania). Strasznie mi się taki pomysł podoba, a i dzieci sa zachwycone.
              I jeszcze co do ławek - w naszej szkole sa ławki i krzesła różnej wysokości. Dzieci co jakis czas są mierzone i jesli jest taka potrzeba zmieniają lawke na większą. Niby drobna rzecz, a fajna.
              • agni71 Re: a co do wychodzenia na dwór 13.12.10, 10:39
                Rano zawsze to mąz zawozi dzieci do szkoły, ale dzisiaj wyjatkowo zrobiłam to ja i specjalnie patrzyłam, jak ubrane przychodzą dzieciaki do szkoły. Poza moja dwójką nie widziałam ŻADNEGO dziecka w nieprzemakalnych spodniach. Nie dziwie sie więc, że dzieci nie wychodzą na dwór w ramach lekcji, od kiedy spadł śnieg. Pewnie byłaby niezła reakcja rodziców na przemoczone jeansy i sztruksy, oraz snieg w butach....
          • jakw Re: annes67 13.12.10, 10:51
            camel_3d napisał:

            >
            > serio? cos takiego w szolach jest? jezu..my mielismy od 1 klasy lawki i 30 minu
            > towe lekcje.. bez dywanikow, klockow itd i gier planszowych.

            Kiedyś to były super czasy... Mojemu mężowi nauczycielka ucho naderwała w ramach kary za przepisywanie z tablicy i robienie przy tym błędów. I nawet chyba żaden prokurator nie miał z tą nauczycielką do czynienia...
      • jakw Re: annes67 13.12.10, 10:43
        Zasadniczy problem polega na tym, że 1/5 czasu nauczania wg programu zerówki powinna mieć miejsce na zewnątrz. Z kolei nauczanie literek w zerówce poza ten program wykracza.
        A ta "zerówka" w szkole jest oddziałem przedszkolnym przy szkole i nie jest klasą "0" tylko oddziałem przedszkolnym.
        • a.aries Re: annes67 13.12.10, 11:46
          zerówka mieszcącą się w budynku szkolnym szkoły podstawowej jest oddziałem przedszkolnym o nazwie "0"
          podlega pod program przedszkolny.
          dziękuje wszystkim za różne opinie. podbudowana tym wysłałam właśnie email do nadzoru tej placówki do Kuratorium i ciekawam jak to się rozwiąże...
          nadal chętnie czytam wasze różne opinie, nawet nieprzychylne mi i powiadomie was jesli otrzymam odp.
    • analist73 Re: szesćiolatek w szkole ..cos nie tak..? 13.12.10, 11:18
      Ja napiszę Ci o swoich obserwacjach, co niestety Cię nie pocieszy.
      W przedszkolnej zerówce dzieci uczyły się czytać, sylabizować itd... Niezgodnie z podstawą, zgodnie z wolą rodziców. Ponieważ to było przedszkole to dzieci były w nim więcej 5 godzin i zajęcia dydaktyczne rozłożone były na cały dzień (a nie tylko na 5 godzin). Dzieci wychodziły na pole i związku z tym co jakiś czas słyszałam narzekania i prośby rodziców. Żeby dziecko nie szło na pole bo jest po chorobie, bo się źle czuje, bo ma katar, bo zmarznie itd.... A poza tym po prośbach nauczycielek o grube spodnie, rękawiczki, okazywało się że jedno nie ma czapki, drugie rękawiczek, trzecie grubych spodni, czwarte nie potrafi się samo ubrać itd...
      To ja nie dziwię się paniom, że nie mają ochoty wychodzić z dziećmi na pole.
      Twój syn czyta i pisze, więc nie zależy Ci na nauce pisania i czytania, ale innym rodzicom zależy (bo boją się że ich dziecko będzie miało kłopoty w szkole). Więc nic dziwnego że nie są zainteresowani zmianami. Oni nie będą brać pod uwagę potrzeb Twojego dziecka. Jeżeli Twoje dziecko się nudzi to może należało pomyśleć o wysłaniu go 1 klasy a nie zerówki. Ale tam też pewnie nie wychodzą na pole smile. Jeżeli zaczniesz walczyć część rodziców zacznie walczyć z Tobą i może się okazać że jesteś w tej walce sama.
      • annes67 nie jestem sama/// 13.12.10, 11:58
        napisalam poprzednio tez z adresu aries...to tez mój adres. używam go naprzemienie czasem lub przez pomyłkę.

        opd. analist:mam jednak prawo by moje dziecko chodziło do zerówki razem z innymi sześciolatkami.
        wiem ,ze wiekszosc mysli inaczej, i to powoduje ,ze jest mi ciężko....reszta ma super bo pani ich słucha i uczy tych literówek..ale cóż ..zobaczymy co dalej.
    • ho_credo Re: szesćiolatek w szkole ..cos nie tak..? 28.04.11, 18:22
      annes67 vel a.aries ....

      Zajmnij się ułożeniem relacji ze swoją matką
      forum.gazeta.pl/forum/w,898,124708968,124708968,Czuje_przemoc_psychiczna_ze_strony_matki_corka.html
      zanim zrobisz to swojemu dziecku co matka Tobie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka