morgen_stern
09.02.12, 13:04
Przeczytałam uważnie cały tekst i odniosłam dziwne wrażenie, że psycholog ciut bredzi. Rolę męża pani psycholog bagatelizuje (ze szczególnym pozdrowieniem dla triss), nawet sugeruje, żeby nie waliła pięścią w stół, bo pan się przyzwyczaił i przeżyje szok, kiedy będzie musiał się dziećmi zająć. Ja rozumiem, że trzeba się jakoś dogadać, ale czy ona znów zrzuca odpowiedzialność za ustalenie wszystkiego na tę kobitę? Małżonek nie zauważył, że coś jest nie tak, kiedy pękła? Ach, no tak, przecież "oni się nie domyślają".
W pracy też - ma się "skupić na pisaniu, bo to kocha", w domyśle szef się na pewno wspaniałomyślnie zgodzi na wszystko i w ogóle to jest jak splunąć.
Jakoś mi ten wywiad śmierdzi.
www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,114757,11066290,Zaharowani.html?as=2&startsz=x