Dodaj do ulubionych

Zaharowane

09.02.12, 13:04
Przeczytałam uważnie cały tekst i odniosłam dziwne wrażenie, że psycholog ciut bredzi. Rolę męża pani psycholog bagatelizuje (ze szczególnym pozdrowieniem dla triss), nawet sugeruje, żeby nie waliła pięścią w stół, bo pan się przyzwyczaił i przeżyje szok, kiedy będzie musiał się dziećmi zająć. Ja rozumiem, że trzeba się jakoś dogadać, ale czy ona znów zrzuca odpowiedzialność za ustalenie wszystkiego na tę kobitę? Małżonek nie zauważył, że coś jest nie tak, kiedy pękła? Ach, no tak, przecież "oni się nie domyślają".
W pracy też - ma się "skupić na pisaniu, bo to kocha", w domyśle szef się na pewno wspaniałomyślnie zgodzi na wszystko i w ogóle to jest jak splunąć.
Jakoś mi ten wywiad śmierdzi.

www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,114757,11066290,Zaharowani.html?as=2&startsz=x
Obserwuj wątek
    • pade Re: Zaharowane 09.02.12, 13:20
      Eee, morgen, ja się zgadzam z psycholog, ona ma rację a wiem to stąd, że mam taki etap za sobą. Bohaterka artykułu musi najpierw sama z soba ustalić co chce robic a czego nie, z czym sobie swietnie daje radę a co wolalaby odpuścić. Musi też uświadomić sobie, że fakt oddania części obowiązków komuś innemu, nie oznacza, ze ona sama zawiodła, że się nie nadaje. Tak nie jest , ale osoba "zaharowana' o tym nie wie. Wie tylko, że nie daje rady, że zawodzi. I obwinia o to wszystkich dookoła, siebie też. To długi proces, takie "przerobienie siebie".
      Dopiero potem, kiedy ma się w głowie poukładane, mozna zacząć zmieniać to co chce się zmienić.
    • lilly_about Re: Zaharowane 09.02.12, 13:30
      Psycholog podeszła do tego problemu, jak do problemu bohaterki, a nie całej rodziny. A to problem ich wszystkich.
    • iwoniaw Re: Zaharowane 09.02.12, 13:34
      Cytat Przeczytałam uważnie cały tekst i odniosłam dziwne wrażenie, że psycholog ciut
      > bredzi.


      Odniosłam takie samo wrażenie, niekoniecznie z powodów w tej kolejności, jakie wymieniasz. Tekst, że wszak "mamy wybór" w kontekście sytuacji "pracodawca zwalnia część pracowników a pozostałym dowala 100% obowiązków" zakrawa na kpinę - no faktycznie, wybór jak cholera: jeść czy nie jeść, odziać dzieci czy posłać w koszulinie na mróz itd.
      Akurat małżonek zareagował na "pęknięcie" prawidłowo - zgarnął dzieci do opiekunki, a panią posłał na terapię (obecnie bohaterka przebywa na zwolnieniu) - pytanie, czy miał jakiekolwiek możliwości zaobserwowania wcześniej, że coś jest nie tak, czy po prostu wszystko hulało pod etykietką "normalne życie"? I co zrobiło się z modelem życia, że spanie po 4 h/dobę jest "w normie" (nawet jeśli na granicy tejże), podczas gdy dotąd był to raczej rodzaj bardziej wyrafinowanych tortur? (moim zdaniem był to zresztą jeden z głównych powodów, dla których ona się "posypała" - odebranie możliwości zaspokajania podstawowej potrzeby biologicznej - gdyby nie dojadała, dłużej by wytrzymała, szybciej mogłaby się wykończyć jedynie odcinając dopływ tlenu).
      • pade Re: Zaharowane 09.02.12, 13:40
        Dlaczego na kpinę?
        taka jest dzisiaj rzeczywistość, zresztą podejrzewam, że autorka nie próbowała niczego negocjować, tylko stwierdziła, że MUSI dać radę
        Kluczem u "zaharowanych' jest własnie slowo MUSZĘ.
        I jeśli taki zaharowany dojdzie, po terapii lub własnym poukladaniu sobie spraw, ze NIE MUSI, to już jest z górki.
        • iwoniaw Re: Zaharowane 09.02.12, 14:26
          Dlatego, że większość nie ma tu żadnego wyboru. Akurat wiem, o czym piszę, bo byłam w sytuacji - zwariować lub dać spokój z pewną robotą i pamiętam doskonale, jaką ulgą i _niestandardowym_ komfortem była postawa męża "a rzuć to w cholerę, jeśli się nie da inaczej - lepiej, żebyśmy nie mieli tego dochodu nawet przez dłuższy czas, niż żebyś się wykończyła" (i o psyche mu chodziło, bo nie była to praca w kamieniołomie). Ponad 90% ludzi jednak nie może sobie na takie podejście pozwolić, bo albo ma jeszcze kogoś na utrzymaniu i nie tylko w swoim imieniu podejmuje decyzję, albo nie ma wsparcia współmałżonka, albo nawet i ma, ale współmałżonek średnią krajową zarabia (to i tak lepiej niż większość pracujących, przypomnę), a jeść coś trzeba itd. Zatem dawanie rad w stylu "a zastanów się, czy wolisz spać czy jeść" jest dla mnie nieporozumieniem - a niestety tak ten wywiad odbieram.
          • echtom Re: Zaharowane 09.02.12, 14:39
            > Zatem dawanie rad w stylu "a zastanów się, czy wolisz spać czy jeść" jest dla mnie nieporozumieniem

            No, tak trochę smile Ja np. zamiast męża mam troje uczących się dzieci na utrzymaniu, więc trudno byłoby pracować mniej. Wybór na dzień dzisiejszy mam inny - dostałam zawodową szansę, która za 5-10 lat może się nie powtórzyć, no i się zastanawiam, czy z niej skorzystać i zarżnąć się do końca (tydzień pracy 60-70 godzin), czy więcej spać.
            • iwoniaw Re: Zaharowane 09.02.12, 14:49
              No więc właśnie - nie wszystko jest takie proste i człowiek ma dylematy. A nawet jak nie ma dylematów, to i tak nie zawsze można robić to, co się akurat chce.
              W dodatku bohaterka artykułu nie robiła nic kontrowersyjnego - ona "tylko" chciała być matką i dobrym pracownikiem. Dlaczego mam wrażenie, że gdyby na hasło "nie musisz tu pracować" odparła "żegnam czule wobec tego" i "poprzestała" na karmieniu w nocy i odsypianiu w dzień, to "sama byłaby sobie winna, że ma trudny powrót do pracy", a gdyby stwierdziła "pierniczę, nie wstaję, nie przewijam, nie karmię, muszę mieć siłę i wenę na pisanie, wynajmujemy niańkę całodobowo", to byłoby, że "w d... się jej poprzewracało, wyrodna suka wcale pewnie tych dzieci nie chciała"?
    • kropkaa Re: Zaharowane 09.02.12, 13:47
      Mnie się chyba żadnen wywiad z tego cyklu nie podobał, i pytajaca i psycholog jakby przeciw tematowi z założenia. A szkoda, bo mogła wyjść ciekawa seria. Pamiętam K-D żalącą się jaka to ona biedna, bo ją zwolnili, nic jej się nie należy, bo umowa o dzieło, a teraz taka hop! do przodu, gwiazda dziennikarstwa normalnie, a wszystko to lenie i nieroby i jeszcze pretensje non stop do całego świata i biednego szefa.
    • echtom Re: Zaharowane 09.02.12, 13:50
      Tak, kobiecie intensywnie pracującej zawodowo najbardziej by się przydała żona, która by wzięła na siebie logistykę życia domowego, a ona by jej mogła tylko pomagać wink
    • tosterowa Re: Zaharowane 09.02.12, 13:57
      Czytałam ten wywiad i pamiętam, że mi się podobał,
      chodzi w nim mniej więcej o to, że perfekcjoniści mają przerypane, a jeśli chcą pozostać przy zdrowiu psychicznym, muszą odpuścić.
      Generalnie, nie da się ciągnąć kilku srok za ogon z sukcesem.
      Jeśli chcesz robić karierę, to musisz sobie uświadomić, że ucierpi na tym twoje życie rodzinne. Zawsze. I jeśli naprawdę na to się decydujesz, to musisz siąść z mężem i wspólnie ustalić, jak ma dalej wyglądać wasza rodzina.
      Jeśli chcesz robić karierę i jednocześnie spędzać dużo czasu z rodziną to tak się nie da. Nigdy.
      Jeśli jednak wybierasz rodzinę to rezygnujesz z części obowiązków i spadasz na niższy stołek w pracy. I o tym musisz porozmawiać z szefem.
      Ale zanim z kimkolwiek zaczniesz rozmowy, musisz sama dojść do tego, na czym ci naprawdę zależy i zrozumieć, że nie można wszystkiego wykonywać perfekcyjnie. To sens tego wywiadu.
      • lilly_about Re: Zaharowane 09.02.12, 14:01
        O jakich ty mówisz perfekcjonistach? To normalna kobieta, która pracuje i prowadzi dom.
        • gaskama Re: Zaharowane 09.02.12, 14:18
          > O jakich ty mówisz perfekcjonistach? To normalna kobieta, która pracuje i prowa
          > dzi dom.

          Pozwolę się z Tobą nie zgodzić. Kobieta ta pracowała kiedyś na cały etat i zarządzała ludźmi. Miała jedno dziecko. Potem najwyraźniej w podobnym okresie urodziała drugie i dowalono jej drugi etat, czyli pisanie. Albo wcześniej miała za mało roboty i luźniutko w pracy albo teraz ma dwa etaty. Nie pracuje już od 9-18.00, tylko do 21.00. Kobieta, która ma dwójkę dzieci, w tym jedno karmione piersią i pracująca równocześnie umysłowo (zarządzanie i pisanie) od 9.00-21.00 może jest i normalną kobietą, ale to moim zdaniem nie jest normalna sytuacja. Kobieta za wiele wzięła na siebie.
          • lilly_about Re: Zaharowane 09.02.12, 14:27
            Zauważ, że próbowała zmienić pracę i rozmawiać z szefem. Tak więc to nie jest tylko jej wybór.
            • gaskama Re: Zaharowane 09.02.12, 14:37
              lily, jestem ostatnią osobą, która namawiałaby kobietę do zostania w domu. Sama wróciłam do pracy tuż po macierzyńskim. Kobieta musi mieć własne pieniądze, praca jest porzebna, kura domowa to złoooo itd, itp. Ale są jakieś granice. Kobieta ma męża adwokata. Znam kilka rodzin adwokackich. Pieniądze nie są w nich problemem. Może należało przeczekać, może się postawić. Najwyraźniej decyzja podjęta przez panią się nie sprawdziła. Moim zdaniem teraz będzie musiała coś zmienić.
              • lilly_about Re: Zaharowane 09.02.12, 14:48
                Może. Ale to jest teraz takie gdybanie. Może gdyby wcześniej zrezygnowała, miałaby do siebie pretensje, że tak się stało itd.
                • gaskama Re: Zaharowane 09.02.12, 14:54
                  Nie, no oczywiście. Ale jeśli już o tym dyskutujemy, to chyba dalej tak kobieta funkcjonować nie może. Ja akurat w dużym stopniu zgadzam się panią psycholog z tego artykułu. Najpierw trzeba sobie samej/samemu odpowiedzieć, co w życiu jest istotne, na jakie decyzje możemy sobie pozwolić, na jakie nie. Ja nie zgodziłabym się na pracę w wymienionych godzinach przy dwójce dzieci. Nie ma takich pieniędzy, które by mnie przekonały. No chyba, że nie miałabym wyjścia (umarłby mi mąż, tfu, tfu na psa urok).
              • iwoniaw Re: Zaharowane 09.02.12, 14:55
                Zauważ, że ona właśnie jest na zwolnieniu i się leczy. Podejrzewam, że właśnie dlatego MOŻE to robić, że "pieniądze nie są problemem". Ale my tu mamy artykuł jednak adresowany do ogółu - z wydźwiękiem "zawsze można wybrać i się postawić jednej lub drugiej presji". Otóż nie zawsze - rodzin bez problemów finansowych jest już wystarczająco niewiele, by je traktować jako standard (vide: wysokość średniej krajowej i ilość pracujących zarabiających MNIEJ), a tych bez problemów finansowych i ze zrozumieniem drugiej strony (tu mąż ogarnął kwestię odstawienia dzieci w krytycznym momencie do opiekunki i doprowadził żonę do lekarza, a ilu - także zamożnych adwokatów - potraktowałoby to jako fanaberie histeryczki?)
                • gaskama Re: Zaharowane 09.02.12, 14:59
                  Iwoniaw, no ale co radzisz kobiecie, która musi (tu takiej sytuacji zdecydowanie nie mieliśmy) pracować od 9.00 do 21.00, ma dwójkę małych dzieci, i pada na pysk ... czyli popada w depresję. Ciało mówi NIE. Co w takiej sytuacji???
                  • iwoniaw Re: Zaharowane 09.02.12, 15:09
                    No więc właśnie nie wiem, co jej radzić, tu (znaczy kiedy musi pracować i wyboru niet) chyba nie jest miejsce na rady, tylko na konkretną pomoc (finansową i/lub odciążenie przy obowiązkach dziecięco-domowych). Mam wrażenie, że takiej pomocy (dla osób faktycznie POTRZEBUJĄCYCH, tu bohaterka miała wsparcie męża, który miał taką możliwość i super) nie ma (w sensie instytucjonalnym, bo to, że w pojedynczych przypadkach ktoś ją otrzyma w najbliższym otoczeniu to jednak nie wystarcza, żeby się rozgrzeszać), za to serwuje się nam artykuły, jak to zawsze można "wyluzować". I to mnie właśnie wnerwia w tego typu publikacjach - one dają przyzwolenie na traktowanie takich osób (które nie dają rady, a NIE MAJĄ wyboru) jako roszczeniowych/rozhisteryzowanych/przesadzających bo "inni jakoś nie wariują od pracy i opieki nad rodziną".
                    • gaskama Re: Zaharowane 09.02.12, 15:24
                      No ale tu mamy opisaną sytuację ... trochę patologiczną. Jednak nie jest normą praca od 9-21. Ja nie znam nikogo, kto by tak pracował. Wśród znajomych mam i lekarzy, i prawników, znam kilka osób np. w zarządach banków i nawet tam tak się nie pracuje. Owszem, od 9 do 18.00, czasem trzeba zostać troszkę dłużej, czasem jakieś spotkanie wieczorne. Ale te osoby mogą wiele rzeczy załatwić w godzinach pracy. Nikt ich nie sprawdza i nie rozlicza, czy w godzinach pracy nie poszli do fryzjera, z dzieckiem do lekarza, na zakupy. Ruchomy czas pracy. Opisana sytuacja nie jest sytuacją normalną. Myślę, że "inni jakoś sobie radzą ie nie wariują" wynia z tego, że albo nie mają takich obowiązków i tylu godzin w pracy albo winy jednak należy szukać w pani. Może źle organizuje swój czas. Cholera wie.
                    • crises Re: Zaharowane 09.02.12, 15:38
                      Bo tu nie ma żadnego rozwiązania.

                      Właściwie jedynym rozwiązaniem jest "niech kryzys wreszcie się skończy". W czasach prosperity pracodawcy nie pozwalają sobie na takie pogrywanie, a jak sobie pozwalają, to można ich szybko wymienić na innych. W czasach kryzysu jest jak jest, czasem dlatego, że naprawdę jest źle (pracodawcy stosują brudne chwyty, ale dlatego, że nie mają wyjścia, robią to po to, żeby nie pójść na dno), czasem z powodu psychozy (firma, która chętnie by zatrudniła nową osobę, bo ma mnóstwo pracy, ale ogarnięta psychozą boi się, więc po prostu przywalaja więcej pracy dotąd zatrudnionym), a czasem wykorzystuje to jako pretekst ("jest kryzys, to obetniemy wam pensję - nieważne, że firma właśnie trzasnęła rekord zysków").

                      Ogólnie przekłada się to na to, że nawet świetny specjalista z doskonałym doświadczeniem może mieć problem ze znalezieniem nowej roboty.
        • asia_i_p Re: Zaharowane 10.02.12, 08:25
          Perfekcjonista może być normalną kobietą, która prowadzi dom i pracuje. Jednostka chorobowa o nazwie perfekcjonizm tkwi w głowie, a i objawy ma dużo bardziej skomplikowane, niż się na ogół przyjmuje.

          Perfekcjonista może mieć idealny porządek w życiu zawodowym i prywatnym, a może mieć tam absolutny bajzel - w skrócie perfekcjonizm charakteryzuje się tym, że perfekcjonista nie potrafi czegoś ogarnąć mniej więcej i być spokojny, musi mieć perfect albo w ogóle, zepchnąć na dno pamięci, zapomnieć. Perfekcjonistę trzeba błagać, żeby przyjął twoją pomoc - ale jak go nie błagasz, to ma żal. Tak od wewnątrz klucz widzę w obawie przed porażką, w potrzebie bycia wyjątkowym, zadziwiania otoczenia.
      • kropkaa Re: Zaharowane 09.02.12, 14:01
        Koniec jesy chamski i tyle. Na poziomie domorosłego psychologa, a nie zawodowca.
    • nenia1 Re: Zaharowane 09.02.12, 14:53
      Pani psycholog nie bredzi tylko mówi o perfekcjonistach.
      Mam taką znajomą i widzę, że to co normalnie zajmuje innym pół godziny ona
      robi w dwie, dlatego, że wszystko musi być idealne, taka osoba zupełnie nie potrafi
      wrzucić na luz. Musi być perfekcyjnie ubrana, umalowana, zrobiony fryz, nie ma mowy
      o bałaganie w domu, nie umówisz się na kawę i ciastko, bo wszystko musi być na najwyższym poziomie czyli wykwintne sałatki i pracochłonne potrawy, pięknie zastawiony stół, serweteczki, łyżeczki i tak w każdej dziedzinie życia. Do tego dochodzi zamartwianie sie jak widzą ją inni, czy dobrze wypada, rozpacz z powodu najmniejszego niedociągnięcia plus troska żeby wszyscy wokół byli szczęśliwi i oczywiście ona to szczęscie musi innym zagwarantować i zorganizować .
      Dlatego tak, małżonek może nie zauważyć jak coś pęka bowiem taka osoba mocno ukrywa swoje słabości, bowiem przyznanie się, że sobie z czymś nie radzi jawi się jej jak największa klęska, poczucie własnej wartości osiąga dno. Dlatego ciągnie z uśmiechem na ustach aż nastąpi zupełny krach - czyli jak np. w artykule - depresja.
      I o tym pisze pani psycholog.
      • crises Re: Zaharowane 09.02.12, 15:17
        Kurna, ludzie, zrozumcież: tu nie ma mowy o żadnych perfekcjonistach, w pracy bohaterka artykułu walczyła, żeby w ogóle ogarnąć to, co jej wrzucono na głowę, a nie żeby robić to najzajebiściej na świecie, a domu zapewne po 12 h w korpo nie próbowała szorować podłóg szczoteczką do zębów, tylko z grubsza zlikwidować syf oraz doprowadzić do tego, żeby dzieci miały co jeść, a ona nie chodziła do pracy w brudnym swetrze.
        • gaskama Re: Zaharowane 09.02.12, 15:26
          "co jej wrzucono na głowę"

          Jak to wrzucono??? By komuś tyle wrzucić na głowę, musi być ten ktoś, kto da sobie tyle wrzucić na głowę.
          • crises Re: Zaharowane 09.02.12, 15:41
            Jasne, pracodawca przyszedł i powiedział "pani Elżbieto, ja mam taką bardzo nieśmiałą propozycję, żeby pani pracowała do 21, jak pani nie chce, to nie ma sprawy, zapomnijmy".
          • joxanna Re: Zaharowane 09.02.12, 16:56
            Ale jak masz na głowie kredyt, dzieci, albo mieszkasz w mieście, gdzie nie ma zbyt dużego wyboru pracy to bardzo trudno jest 'nie dać sobie wrzucić na głowę'. A niestety wielu pracodawców jest dostatecznie miłych, którzy zamiast powiedzieć: zapłacę mniej, albo przejdź na niższe stanowisko, mówią: pracuj na 2 etaty, albo do widzenia, wezmę dwóch studentów na śmieciową umowę.
        • nenia1 Re: Zaharowane 09.02.12, 15:33
          Ale po co tak przesadzasz, nikt nie pisze o czyszczeniu szczoteczką podłogi.
          I jak to się dzieje, że "wrzucono jej na głowę" bezwolna kukła z niej jakaś?
          Mowa o perfekcjonistach jest na drugiej stronie artykułu.

          Ja mam wrazenie, że następuje coraz częstsze "pozbawianie woli".
          Wszystko robią jacyś "oni" zły szef, niedomyślny mąż, rodzice, teściowie, społeczeństwo.
          Z jednej strony to ma być głębokie, psychologiczne zrozumienie problemu, ale z drugiej doprowadza się do sytuacji, że taka kobieta faktycznie sama z siebie nic nie może. No pod ścianą jest. Nic a nic nie ma własnej woli. O wszystkim decydują "oni".
          A tymczasem mamy własną wolę, możemy pewne rzeczy zmieniać, uświadamiać je sobie, musimy jednak uwierzyć, że coś zależy od nas samych, a nie tylko od instytucji, społeczeństwa, rodziny, tego czy domyśli się mąż czy szef, bo to marazm jest, wyjścia z takiej sytuacji nie ma, co z tego że mnie ktoś poklepie po pleckach i zrozumie, skoro tym rozumieniam uniemożliwia mi wyjście z sytuacji w jakiej tkwię.
          • crises Re: Zaharowane 09.02.12, 15:45
            Kółku gospodyń wiejskich, które najwyraźniej nie miało do czynienia z pracą w jakiejkolwiek firmie, polecam przeczytanie tekstu. W szczególności akapity o tym, jak to próbowała negocjować, ale usłyszała "nie musisz tu pracować", oraz próbowała zmienić pracę, ale nie udało się. Najlepiej ze zrozumieniem.
          • ledzeppelin3 Re: Zaharowane 09.02.12, 15:49
            Mąż jest adwokatem. Adwokaci BARDZO DOBRZE zarabiają.
            Tu nie jest kwestia przetrwania, tylko- jak autorka sugeruje- perfekcjonizmu.
            Dwoje dzidzi, mąż adwokat i pani musi robic 11 godzin na dobę, zeby przetrwać? Litosci.
            Tu chodzi o idealne życie, posiadanie dóbr, splacania kredytu na dom z sześcioma pokojami dla czterech osób, i pasujacy obraz idealnej mamusi karmiącej dużego dzieciaka piersią.
            • crises Re: Zaharowane 09.02.12, 15:53
              Nie mamy pojęcia, ile pan zarabia (lekarze też podobno świetnie zarabiają, a znam jedną lekarkę która zarabia mniej ode mnie), jakie państwo mają obciążenia i dlaczego. Po prostu NIC o tym nie wiemy.
            • asocial Re: Zaharowane 10.02.12, 00:13
              nie kazdy adwokat dobrze zarabia. Sa tez tacy, ktorzy zarabiaja bardzo duzo i maja jeszcze weicej finansowych zobowiazan (kretyty, hipoteki).

              ledzeppelin3 napisała:

              > Mąż jest adwokatem. Adwokaci BARDZO DOBRZE zarabiają.
              > Tu nie jest kwestia przetrwania, tylko- jak autorka sugeruje- perfekcjonizmu.
              > Dwoje dzidzi, mąż adwokat i pani musi robic 11 godzin na dobę, zeby przetrwać?
              > Litosci.
              > Tu chodzi o idealne życie, posiadanie dóbr, splacania kredytu na dom z sześciom
              > a pokojami dla czterech osób, i pasujacy obraz idealnej mamusi karmiącej dużego
              > dzieciaka piersią.
        • asia_i_p Re: Zaharowane 10.02.12, 08:32
          Przyszedł właśnie do niej najprawdopodobniej dlatego, że ona zawsze odrywała się od roboty, żeby komuś pomóc - to też jest dość typowe dla perfekcjonistów, że nie lubią mieć całej swojej roboty na oficjalnej liście obowiązków, lubią pracować za kogoś, zbierać wdzięczność i podziw. Z czasem otoczenie zaczyna to wykorzystywać, owszem - ale - tu musisz wziąć na wiarę od perfekcjonistki na odwyku - brak protestu nie wynika z obawy, że mnie zwolnią, tylko z obawy, że przestaną podziwiać. Byłam spokojnie gotowa przepłacać ten podziw nadmierną pracą, tak jak narkoman zapłaci za działkę więcej niż ona jest warta.

          Próbowała szukać innej pracy i nie znalazła - nie włącza ci się alarm? Wykształcona kobieta, z doświadczeniem na wysokim stanowisku - to nie jest absolwent, któremu kryzys ogranicza możliwość znalezienia pracy. Ale w nowej pracy trzeba instalować się od nowa, od nowa określać swoją pozycję, na moment przestać być gwiazdą. Od nowa się sprawdzić - to jest strasznie stresujące.
          • crises Re: Zaharowane 10.02.12, 11:53
            >Próbowała szukać innej pracy i nie znalazła - nie włącza ci się alarm?

            Ani trochę. W kryzysie wszystkim jest trudniej. Oczywiście jest większe prawdopodobieństwo, że jak świetnie wykształcony specjalista musi szukać pracy pół roku, to absolent nie znajdzie jej nawet za kolejny rok, ale tak czy inaczej. Poza tym - halo, jak intensywnie ma szukać pracy ktoś, kto pracuje 12 h na dobę?
    • shellerka Re: Zaharowane 09.02.12, 15:51
      ha! wiedziałam, że któraś wspomni o tym artykuliku.
      dokładnie to samo rzuciło mi się w oczy, kiedy czytałam. Gdzie jest mąż?
      Bo ja rozumiem, że można nie radzić sobie z nadmiarem obowiązków, czy stresem w pracy - no szefa trudno zagonić do pomocy.
      Ale kurde, jak przeczytałam, ze po pracy pani też miała tyle obowiazków?! Hello.... Raz, ze pani ponoc na wysokim stanowisku z duzą pensją, to co? NIe można było zatrudnić pani do sprzątania i prasowania?
      Dwa - mąż pracuje, żona pracuje = obowiazki dzielimy.
      Trzy - obiad można zeżreć na mieście, a dzieciaki w szkole, czy przedszkolu.
      Wysokie obcasy schodzą na poziom żenujący. Artykuły pisane są chyba przez niedojrzałe emocjonalnie studentki dziennikarstwa.
    • irmaaa Re: Zaharowane 09.02.12, 17:53
      A ja myślę,ze każda "zaharowana" wie,że to artykuł o niej i dla niej.
      "Zaharowana" pracuje dużo i dobrze, w pracy i w domu- tak samo, jak "niezaharowana".
      Tyle, że "zaharowana" jest wykończona, nie ma czasu i sił na basen i kawę z koleżanką. "Niezaharowana", mając ten sam zakres obowiązków, jest wyluzowana, ma czas- i co najważniejsze ochotę na przyjemności. "Zaharowana" uprawia nieustanne boleśnie męczące samobiczowanie: czy ja to wszystko ogarnę, czy coś nie umknie mojej uwadze, czy wszyscy będą zadowoleni , dlaczego nie pomyślałam o tym/nie zrobiłam tego wcześniej?!
      Tymczasem "niezaharowana" powie: zrobiłam kawał dobrej roboty, kto tego nie docenia, ten głupi. Filozofia "zaharowanej" sprawia,ze wiele prac wykonuje dłużej, bo np. każdy ręcznik musi z obu stron miejsce w miejsce dokładnie wyprasować, dziecku przymierzy 3 pary skarpetek zanim oceni,że dopasowała najlepiej. Chory, nikomu niepotrzebny perfekcjonizm zabiera czas i siły, męczy psychicznie.
      • nenia1 Re: Zaharowane 09.02.12, 18:11
        Dokładnie irmaaa, właśnie o tym piszę, o stanie umysłu.
        To stan, który sprawie, że człowiek jest w nieustannym napięciu, nawet jak coś zrobi dobrze, to sądzi, że mogłby to zrobić lepiej.
        Nie potrafi sobie odpuścić ani na chwilę.
        Nie myśli czego sam chce, ale czego chcą inni. Boi się innym przeciwstawić i często nie pozwala innym nic robić bo po pierwsze "sama robię najlepiej", a po drugie, podświadomie, chce czuć się ważna, niezastąpiona i idealna.
        Dlatego nie ma co szukać przyczyn zewnętrznym - typu mąż, szef, teściowa, ale uporządkować stan we własnej głowie.
        Psycholog pisze o tym konkretnie, a nie roztkliwia się nad panią i szuka winnych w otoczeniu.
        • kali_pso Re: Zaharowane 09.02.12, 18:17

          A jednak często dopiero wyraźny opór ze strony otoczenia da "zaharowanej" bodziec do zmian...dlatego nie warto odżegnywać się od wpływu otoczenia...mnie pomogło...trochęwinkP
      • echtom Re: Zaharowane 09.02.12, 19:16
        Nie wiem, czy to kwestia perfekcjonizmu. Zaliczam siebie do tych "zaharowanych", choć nigdy nie prasowałam ręczników, a teraz nawet nie sprzątam, tylko ogarniam w domu sprawy niezbędne do przeżycia. Czasami po prostu zbiegnie się w jednym czasie zbyt dużo obowiązków - realnych, nie wydumanych przez perfekcjonistkę. Poza tym życie domowe to nie tylko pranie, sprzątanie, gotowanie, prasowanie, które można z kimś podzielić albo zatrudnić gosposię. To mnóstwo spraw niewymiernych, np. pomoc dziecku w lekcjach i wysłuchanie jego zwierzeń, różne awarie sprzętowe, które dezorganizują życie (budżet czasowy napięty do ostatnich granic, a tu trach - padła ci zmywarka, a fachowiec przyjdzie dopiero za dwa dni), choroby itp. I najczęściej za tym wszystkim stoi brak wsparcia ze strony drugiej dorosłej osoby.
        • nenia1 Re: Zaharowane 09.02.12, 19:25
          echtom napisała:

          > I najczęściej za tym wszystkim stoi brak wsparcia ze strony drugiej
          > dorosłej osoby.

          No ok, tylko w czym jest problem, żeby to wsparcie wyegzekwować?
          • iwoniaw Nie no, generalnie każdy problem jest wydumany, a 09.02.12, 19:33
            panaceum na wszystko jest zastosowanie się do uniwersalnej porady "człowieku, ogarnij się" big_grin
            • irmaaa Re: Nie no, generalnie każdy problem jest wyduman 09.02.12, 19:38
              Problem jest poważny,wniosek- człowieku idź do psychologa, chyba,że jesteś w stanie sobie pomóc sam.
            • nenia1 Re: Nie no, generalnie każdy problem jest wyduman 09.02.12, 19:52
              Nie rozumiesz, wielu ludzi tak jak ty wynajduje w otaczającym ich świecie tysiące problemów
              i dorabia do tego teorię o skomplikowalności i złożoności świata. W rzeczywistości doprowadzają się do stanu "nic nie mogę, niczego nie zmienię i nic od mnie nie zależy".
              Jeżeli coś nie funkcjonuje jak należy, warto temu się przyjrzeć i starać się zmienić.
              Tak wiem, zaraz napiszesz, świat nie jest czarno-biały, gdyby to było takie proste, kryzys, bezrobocie, ojciec alkoholik itd.
              Jednak z mojej obserwacji wynika, że ludzie często boją się coś zmienić, albo tkwią w chorych układach bo paradoksalnie mają z nich podświadome korzyści np. "męczennica" czuje się ważna, niezastąpiona, bez niej nic nie będzie dobrze funkcjonować.

              Ja zadaję zwykłe pytanie, a ty już dopatrujesz się w nim spłycania problemu, który z pewnością jest nierozwiązywalny i szalanie skomplikowany.
              • ida_listopadowa Re: Nie no, generalnie każdy problem jest wyduman 10.02.12, 00:10
                Nenia1 - wielka prawda.
                Trzeba się jakoś uczyć wnosiemania, ale jak to zrobić? może po kawałku? sprawdzając, czy jak podłogi nie umyję to się świat nie zawali smile
        • irmaaa Re: Zaharowane 09.02.12, 19:28
          Echtom, Ty chyba jesteś prawdziwie zaharowana, nie skrzywiona. Artykuł Ciebie nie dotyczy.
        • asia_i_p Re: Zaharowane 10.02.12, 08:45
          Tylko ty, podejrzewam, jednak tupnęłabyś nogą o pomoc, gdyby było do kogo tupać. Ty jesteś najzupełniej obiektywnie zapracowana - i umiesz zwalniać na niektórych frontach, kiedy trzeba i można. A ostatnio nie bardzo można, więc jesteś obiektywnie przemęczona. Co cię pewnie zdrowo wkurza. Ty - tak na oko - jesteś zdrową osobą, niesprawiedliwie obdzieloną przez los nadmierną porcją pracy.

          Bohaterka artykułu bardziej wygląda mi na kogoś w typie mojej babci ("Mamo, jest piąta, czemu zamiatasz podwórko, już wstałaś?" "Jeszcze się nie położyłam"), mojego ojca ("Wziąłem dwa dni urlopu, nie trzy, bo przez trzy bym się rozregulował", no i w domyśle firma by padła) albo mnie ("Ja ją wezmę, ty się połóż", "Nie trzeba" - no i za chwilę wielka obraza, jak on może nie pomagać i nie widzieć, że padam na nos).

          Tak myślę, że kluczowe przy rozróżnieniu jest, co się robi, jak się nie ma tyle pracy - jak mam zdrowsze okresy, to pracuję miarowo i wypoczywam między, jak mam nawrót swojego starego stylu, to marnuję czas, aż się robota nawarstwi, po czym jestem zaharowana i czuję się w tym jak ryba w wodzie. Nie, bardziej jak surfer na fali - mam takie prawie fizyczne poczucie balansowania, prześlizgiwania się i równocześnie trzymania w dłoni wielu nitek (delfiny mnie ciągną? wink ). Myślę, że dla osoby szczerze, uczciwie przepracowanej z przyczyn od niej niezależnych osoba typu perfekcjonista musi być nieziemsko wkurzająca.
          • echtom Re: Zaharowane 10.02.12, 09:07
            Nie wiem, czemu tak się czepiasz bohaterki artykułu smile Praca zawodowa 12 godzin dziennie (1,5 etatu) przy 2 małych dzieci to jednak obiektywnie hardkor.
            • pade Re: Zaharowane 10.02.12, 10:25
              Poza wszystkim, perfekcjoniści mają taki problem, że każą się domyślać otoczeniu, czy potrzebuja w danej chwili pomocy czy tez nie.
              Pierwszą rzecza jakiej sie nauczyłam wychodząc z perfekcjonizmu było głosne mówienie; pomóż mi!
              Podejrzewam, że bohaterka artykułu w ogóle nie artykułowała swoich potrzeb tylko liczyła na to, że ktoś się domyśli. Dlatego też, mąż żył w blogiej nieświadomości...
            • asia_i_p Re: Zaharowane 10.02.12, 15:34
              Bo ja nie tylko tak mam, ja mam taką ciotkę (wiem, że to coraz gorzej wygląda, ale to taka rodzinna epidemia wink ). W każdej pracy siedziała do ileś tam, bo brała na siebie prace kolejnych ludzi - nie do końca zmuszana, ale wiedziona instynktem ratownika.
              Teraz ma na głowie ileśset tysięcy długu wobec ZUS-u, bo ją zawiódł instynkt ratownika, nie zgłosiła na czas upadłości firmy, a pozostali odpowiedzialni zginęli z horyzontu.
    • asia_i_p Re: Zaharowane 10.02.12, 08:20
      Nie bredzi.
      To jest artykuł nie o kobiecie wykorzystywanej w pracy i w domu, tylko o perfekcjonistce - i tu rzeczywiście przełom musi się zacząć od wewnątrz.

      Ja mam na żywo przykład - mojego ojca - i wtedy tak jakby widzę sprawę z perspektywy tego męża i szefa. To jest mylące, kiedy ty zajmujesz się swoimi sprawami, ojciec radośnie kosi ogródek, po czym w środku nagle wyraża pretensję, że można by mu było pomóc. Na uwagę, że nic nie mówił, odpowiada, że liczył, że sami będziemy się poczuwać. Perfekcjoniści nie proszą o pomoc - bo (to już obserwacja od wewnątrz, mam geny ojca) traktują prośbę o pomoc jak o porażkę. Ba, nie tylko prośbę o pomoc - każde delegowanie pracy jest porażką w odczuciu perfekcjonisty. Zakopanie się w pracy jest bezpieczne - bo to oznacza, że jeśli coś zawalę, to z nadmiaru roboty, a nie, bo nie umiem. Charakterystyczne dla perfekcjonisty jest działanie z boku, z drugiego planu - wolę nie być odpowiedzialna za coś i włączyć się z boku, "ratując sprawę", niż od początku do końca za coś odpowiadać.

      Jedyny dopuszczalny model pomocy czy podziału pracy dla perfekcjonisty - to ktoś proponuje, ja odmawiam, a on nalega, podkreślając, ile ja pracuję i że on to robi z poczucia sprawiedliwości, i wtedy ja się łaskawie godzę. Bez zmiany tego podejścia, namawianie perfekcjonisty, żeby zażądał pomocy od otoczenia, to przepis na katastrofę. Perfekcjonista nie poprosi, ani nie zażąda jej wprost - będzie seria aluzji, potem awantura.

      Jedną z pierwszych rzeczy jakich się nauczyłam wychodząc z kryzysu małżeńskiego i depresji poporodowej po urodzeniu dziecka, to proszenie o pomoc (tak, prosiłam męża o pomoc - on też prosi mnie o ugotowanie obiadu, a nie wydaje polecenia ani zakłada, że tak już jest - kwestia stylu, nie hierarchii) i akceptowanie jej bez poczucia winy. Bez tego otoczenie może stanąć na głowie - prawda też, że raczej tego nie będzie robić - a i tak to nic nie pomoże. Jeżeli bohaterka artykułu nie wylezie z perfekcjonizmu, pierwszą rzeczą, jaką zrobi po odciążeniu jej przez szefa w pracy i przez męża w domu będzie zaangażowanie się w pracę społeczną.
      • echtom Re: Zaharowane 10.02.12, 08:48
        Nie uważam siebie za perfekcjonistkę, ale fakt, mam problem z proszeniem o pomoc. Nie dlatego, że traktuję to jako porażkę, tylko z obawy przed odmową, niechętną reakcją czy standardowym "zaraz". Prośbę o pomoc w sytuacji, kiedy nikt z otoczenia nie zauważył, że pracuję i tej pomocy mi trzeba, traktuję jako wymuszenie i samo wykonanie czynności przez kogoś nie daje mi satysfakcji, jeżeli wiem, że ten ktoś się nie poczuwa, tylko robi to dla świętego spokoju. Tak, wiem, taka Triss np. nie ma z tym problemu wink
      • gulcia77 Re: Zaharowane 10.02.12, 08:52
        Oj, święta prwda asia_i_p smile Ja też sie ze sobą wciąż zmagam, bo nie umiem prosić o pomoc. Nawet w najbardziej ciężkich momentach. Od lat głęboko smarkaczych biorę na siebie obowiązki, które mnie przerastają smile Dobrze, że mam obok siebie kogoś, kto chwycił w lot, że w pewnych sprawach trzeba mnie uprzedzić, bez pytania, czy trzeba mi pomóc smile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka