Muszę się z Wami podzielić tym, co mi się dziś przytrafiło. Wracałam
samochodem z firmy mojego męża, który pracuje poza granicami miasta. Byłam tam
do tej pory dwa razy, ale zawsze prowadził mąż. A dziś okazało się, że on musi
zostać na noc w pracy. Nie mam zbyt dobrej orientacji w terenie, więc mąż
powiedział mi jak mam jechac, no i pojechałam. Tak jak mi powiedział skręciłam
w prawo i potem jeszcze raz w prawo i znalazłam się gdzie? Zamiast na drodze
do miasta, to na drodze krajowej do Gdańska. Od razu się zorientowałam i
normalnie załamałam się. Nigdy sama nie jeżdżę poza miasto, zaczęłam mieć
jakieś idiotyczne czarne myśli, że będę tak jechać i jechać aż skończy mi się
paliwo albo dojadę aż do Gdańska czy jeszcze nie wiadowmo gdzie. Na dodatek
zaczął padać deszcz. Chciałam zadzwonić do męża, ale wiem że miał dziś
strasznie napiętą sytuację w pracy, więc nie chciałam go dodatkowo denerwować,
tym bardziej że i tak by mi nie miał jak pomóc. I tak jadąc zobaczyłam tablicę
że dojeżdżam do zjazdu do miasta. Ale odetchnęłam z ulgą. Nie muszę chyba
pisać jakie koło zrobiłam, żeby dojechać do centrum i ile paliwa zużyłam.
Jeszcze do tej pory jak o tym myślę to robi mi się miękko. Najgorsze jest to,
że jutro rano muszę znowu sama tam dojechać. Nie wiem jak ja to zrobię.
Oczywiście nikomu tego nie opowiedziałam, fajnie że mogę Wam się zwierzyć.
Pewnie nieźle się ubawicie czytając, ale ja czuję się jak idiotka