Dodaj do ulubionych

Jestem beznadziejna - pocieszcie mnie :(

15.06.04, 20:54
Muszę się z Wami podzielić tym, co mi się dziś przytrafiło. Wracałam
samochodem z firmy mojego męża, który pracuje poza granicami miasta. Byłam tam
do tej pory dwa razy, ale zawsze prowadził mąż. A dziś okazało się, że on musi
zostać na noc w pracy. Nie mam zbyt dobrej orientacji w terenie, więc mąż
powiedział mi jak mam jechac, no i pojechałam. Tak jak mi powiedział skręciłam
w prawo i potem jeszcze raz w prawo i znalazłam się gdzie? Zamiast na drodze
do miasta, to na drodze krajowej do Gdańska. Od razu się zorientowałam i
normalnie załamałam się. Nigdy sama nie jeżdżę poza miasto, zaczęłam mieć
jakieś idiotyczne czarne myśli, że będę tak jechać i jechać aż skończy mi się
paliwo albo dojadę aż do Gdańska czy jeszcze nie wiadowmo gdzie. Na dodatek
zaczął padać deszcz. Chciałam zadzwonić do męża, ale wiem że miał dziś
strasznie napiętą sytuację w pracy, więc nie chciałam go dodatkowo denerwować,
tym bardziej że i tak by mi nie miał jak pomóc. I tak jadąc zobaczyłam tablicę
że dojeżdżam do zjazdu do miasta. Ale odetchnęłam z ulgą. Nie muszę chyba
pisać jakie koło zrobiłam, żeby dojechać do centrum i ile paliwa zużyłam.
Jeszcze do tej pory jak o tym myślę to robi mi się miękko. Najgorsze jest to,
że jutro rano muszę znowu sama tam dojechać. Nie wiem jak ja to zrobię.
Oczywiście nikomu tego nie opowiedziałam, fajnie że mogę Wam się zwierzyć.
Pewnie nieźle się ubawicie czytając, ale ja czuję się jak idiotka sad
Obserwuj wątek
    • mamadwojga Re: Jestem beznadziejna - pocieszcie mnie :( 15.06.04, 21:14
      Nie jesteś beznadziejna - w końcu do domu trafiłaś, nie? Ja też kompletnie nie
      mam orientacji w terenie, samochodem boję się jeździć jako kierowca. A jak
      byłam kiedyś zatrudniona w takiej firmie że po wypłatę musiałam jeździć w inne
      miejsce niż do pracy, to dwa razy na trzy się gubiłam i nie dojeżdżałam na
      czas. Kiedy w końcu trafiałam to było wszystko już zamknięte i z wypłaty nici.
      Musiałam jechać następnego dnia, księgowa była wściekła a ja się znowu
      gubiłam smile Na swoje usprawiedliwienie dodam że był to mój drugi rok mieszkania
      we Wrocławiu. Przez pierwszy rok miałam tylko ustaloną trasę - dworzec,
      akademik, uczelnia. Jak tylko próbowałam się wybrać sama gdzieś dalej to nie
      potrafiłam wrócić do domu. I kto tu jest beznadziejny?? smile

      ****************************************************
      Moje dziatki na fotkach smileczyli....
      Maksiu kończy rok!!! Porównanie zdjęć z 2003 i 2004 roku
      **********************
    • gusia29 Re: Jestem beznadziejna - pocieszcie mnie :( 15.06.04, 21:26
      Nie wiem na ile Cie to pocieszy, ale ja tez mam zero orientacji w terenie!
      Trzeba mi tlumaczyc jak krowie na miedzy jak i gdzie jechac no i dojezdzam
      owszem, ale rzadko kiedy bez przygod wink
      To moze zalozymy takie kolo, jak gospodyn wiejskich wink tylko zamiast haftowac
      to bedziemy sie nabijac z naszych "wypadow".
      Edyta naprawde liczy sie to, ze dojechalas i to bez pomocy meza. Jestem z
      Ciebie dumna smile.
      Gusia (dupa driver)
      • milorzab Re: Jestem beznadziejna - pocieszcie mnie :( 15.06.04, 21:44
        Myślałam, że naprawdę jesteś beznadziejna i się pocieszę, że nie jestem sama, a
        tu taki zawód sad JA jestem tak beznadziejnym kierowcą, że prawie wcale nie
        jestem kierowcą. Ale wciąż próbuję.
    • bea.bea Re: Jestem beznadziejna - pocieszcie mnie :( 15.06.04, 22:38
      Nie martw sie, fajna z ciebie dziewczyna, poradziłaś sobie, a to najważniejsze.
      Ja jeżdze bardzo dużo , a fuzle strzelam również, to juz taka nasza babska
      przypadłość, kiedy chodziłam na kurs prawojazdy, zawsze pomadką miałam
      namalowane na ręku P i L, czyli prawa , lewa, bo nigdy nie wiedziałam w którą
      strone mam skręcić, instruktor miał niezły ubaw i pewnie mnie nie zapomni do
      końca swoich dni, pozdrawiam BABA ZA KIEROWNICA smile)))
    • edytast Re: Jestem beznadziejna - pocieszcie mnie :( 16.06.04, 00:07
      Kochane jesteście smile Zawsze można na was liczyć. Ja to ogólnie jestem kierowcą
      raczej średnim, ale jak dotąd miałam okazję jeździć tylko po mieście. Tzn.
      pewnie pojechałabym za miasto gdybym to miała zaplanowane. A tu tak na głęboką
      wodęsad Myślałam że umrę. Nawet przemknęło mi przez myśl, że zaraz stanę na
      poboczu i się popłaczę smile No i ta wizja, że stanę gdzieś w polu i zabraknie mi
      paliwa smile (przecież zawsze można po drodze zatankować smile W sumie macie rację,
      chyba to mi na dobre wyszło, bo jakoś sobie poradziłam. No i oczywiście nikt się
      nie dowie, chyba że mąż się zorientuje, że tyle km nabiłam, bo wczoraj
      przejechał 50000 to może zwróci uwagę, ale mam nadzieję, że nie.
      Pozdrawiam. Już trochę pocieszona Edyta smile
      • fassolka Pocieszam :-) 16.06.04, 10:21
        Przeczytaj i sama wyciągnnij wnioski smile Aaa, i Gdańska sie nie bój, tu jest
        fajnie, wiem, bo tu mieszkam juz 31 lat smile Wiec razu pewnego, pare lat temu ja
        i dwie coreczki (wtedy 2 i 4 latka) wybrałysmy sie do mojej kolezanki,
        miejscowosc Kolbudy polozona ok 15 km za Gdanskiem. Wyjechac z miasta mozna na
        pare sposobow, wtedy mialam prawko od 2 lat i nie czylam sie zbyt pewnie, maz
        mi wytlumaczyl szczegolowo jak wyjechac. Lało cały czas wsciekle. Oczywiscie,
        pomylilam zakrety i wyjechalam na obwodnice w innym miejscu. Po nieudanej
        probie jazdy pod prad (trabienie i gesty panow kierowcow) zdenerwowana ruszylam
        przed siebie i wyladowalam w innej miejscowosci nieopodal o milej nazwie
        Otomin. Zamiast zawrocic, wyjechac na obwodnice i trafic do Kolbud jak nalezy,
        ja wpadlam na inny pomysl. Pamietalam, ze obie te miejscowosci laczy lesna
        droga (widzialam na mapie) i postanowilam jechac na skroty. Nawet sie upewnilam
        u przechodnia czy to droga do Kolbud. Tylko ze nikt mi nie powiedzial ze w
        deszczu jest praktycznie nieprzejezdna. Zrobilo sie ciemno (ulewa i las) ja
        jade. Kaluze coraz wieksze, wyboje i dziury, jak to w lesie smile)) Dzieci
        ucichły, lekko przerazone wygladaja przez okna. Ja skupiona, spocona, silnik
        ryczy, jada juz w wodzie po progi, pare razy zawieszam sie i ani w te ani
        wewte, szyby juz zaparowane, wokoło ani zywego ducha, a droga ma ok 6 km. Mam
        ochote sie rozbeczec, ale dzieciaki... Juz mysle co robic, jak utoniemy. Pare
        kilosow przez las z malymi dziecmi w ulewie do najblizszej wioski, jakis
        traktor (mam tylko 50 zl) sciaganie samochodu, komorki jeszcze wtedy nie mialo
        sie... Ale jakos brniemy przez ten las. Nagle -polanka a na niej zparkowany
        maluch , pusty. Olsnienie i ulga, jak on tu wjechał, to ja moim staruszkiem
        polonezem wyjade. I tak sie stało. Jak wysiadłam przed domem kolezanki to ona
        pyta: rany boskie, jak ty wygladasz, blada, spocona, nogi sie uginają, samochod
        w błocie po dach, cos ty robiła??? Wyjasnilam jej dopiero po drugiej kawie smile
        Ale zaparłam sie i wrociłam samodzielnie, tym razem juz bez przygod. Teraz sie
        z tego smieje i jezdze bez strachu wszedzie, ale mineło pare lat. Ty tez
        nabierzesz tej pewnosci, a z takich przygod sie smiej big_grinDD Pozdrawiam i
        zapraszam nad morze!!
        • edytast Dzięki Fassolko :) 16.06.04, 10:50
          Ale jesteś odważna, ja bym chyba nie pojechała leśną drogą, chociaż kto wie? smile

          fassolka napisała:

          > i Gdańska sie nie bój, tu jest
          > fajnie, wiem, bo tu mieszkam juz 31 lat smile
          Wiem Fasolko, że w Gdańsku jest fajnie (byłam kilka razy), mam nawet rodzinę w
          Kolbudach, tylko jedno ale - do Gdańska mam conajmniej 5 godzin drogi sad

    • jagusia7 Re: Jestem beznadziejna - pocieszcie mnie :( 16.06.04, 17:12
      Wcale nie jesteś beznadziejna, tylko bardzo dzielna, bo daqłaś radę i
      dojechałaś do domu! Ja bym chyba się połakałasmile

      W ogóle kierowca ze mnie średni, to znaczy technicznie sobie dobrze radzę, co z
      tego, kiedy paraliżują mnie samochody dookoła...Poważnie, za każdym razem, jak
      jadę, marzę o tym, żeby wszystkie inne pojazdy gdzieś wcięło i żeby droga była
      tylko mojawink
      Strasznie się boję jeździć za miastem, na głównych drogach. Samochody śmigają,
      wyprzedzają mnie, a ja przez to muszę co chwilę zjeżdżać na poboczesad
      W sobotę wracaliśmy z wesela, mąż trochę poił, ja miałam robić za kierowcę
      (wesele było kilkanaście kilometrów od miasta, dlatego nie chcieliśmy brać
      taksówki). Wieźliśmy jeszcze trrójkę znajomych, którzy oczywiście komentowali
      moją jazdę, więc tak się zestresowałam, żeby się nie zbłaźnić, że oczywiście
      pomyliłam drogę, pojechałam w drugą stronę, i musieliśmy nadrabiać ze 20
      kilometrów...Po głównej drodze, ale na szczęście była czwarta rano, więc ruch
      znikomy...Ale i tak miałam pietra(oczywiście mieli ze mnie niezły ubaw).
      A jak jadę gdzieś w mieście, wcześniej opracowuję sobie w głowie cały plan:
      którędy pojechać, żeby było jak najwięcej zakrętów w prawo, a najmniej w lewosmile

      Więc nie jesteś sama!

      I właśnie postanowiłam: wpłynę na męża, żebymi częściej dawał jeździć
      samochodem, chyba czas najwyższy się nauczyć...A jakoś tak wychodzi, że jak
      jedziemy razem, to ja owszem, proponuję, że poprowadzę, ale jakoś nieśmiało, z
      nadzieją że odmówismile Koniec z tym. Za kierownicę marsz!

      Pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka