beata-123455
30.10.12, 13:13
Mam problem. Jade niedlugo do tesciowej, z ktora sie dobrze dogaduje. Jest to mila, starsza pani. Niestety obok niej mieszka jej corka (siostra meza) z mezem. Wem, ze ci ludzie mnie po prostu dziko nienawidza. Moj maz pozno zalozyl rodzine. Zanim zalozyl rodzine to byl wysmiewany przez siostre i jej meza jako nieudacznik. Choc to nieprawda, bo maz jest pracowity, zrobil kariere, ma duzo przyjaciol. Siostra meza wyszla za maz w wieku 19 lat i ma 2 dzieci, ktore sa pelnoletnie, bo urodzila je w wieku 19 i 20 lat (byla jeszcze potem wiele razy w ciazy, bo chciala miec duzo dzieci ale sie nie udalo). Ona i jej maz sa zagorzalymi katolikami. Nie maja przyjaciol, nawet rodzina meza mojej szwagierki zerwala z nimi (nie wie dlaczego). I tesciowa i szwagierka mieszkaja 500 km od nas, wiec kontakt nie jest intensywny. Kiedy poznalam tesciowa to cieszyla sie, ze jej syn w koncu znalazl kogos. Kiedy poznalam szwagierke to zaczela robic dziwne miny, nie chciala ze mna rozmawiac. Tuz przed slubem moj maz wyznal mi, ze jego siostra jest przeciwna temu malzenstwu, ze wymyslala o mnie glupoty (ze jestem k-rwa, ze pewnie jestem bezplodna, bo w wieku 28 lat nie mam dzieci itp.) ale nie powinnam sobie nic z tego robic. I ze moze kiedys ona sie z tym pogodzi. Podczas wesela zapytalam sie jego siostry dlaczego tak o mnie mowi. I wtedy przezylam pieklo: jego siostra rzucila sie w moim kierunku z dzika nienawiscia i zaczela krzyczec, ze zabralam jej rodzinie jej brata, ze kiedys to oni sie przyjaznili a ja zniszczylam te przyjazn. Jej maz zaczal mnie wyzywac, ze jestem zla osoba, ze zmuszam mojego meza do tego by sie z nimi nie kontaktowal itd. Ja niczego takiego nie robilam - to maz ma ich dosyc i zrezygnowal z czestych kontaktow. Nie mam na to swiadkow, bo rozmowa odbyla sie bez swiadkow. Powiedzialam mezowi o tym po weselu to sie wkurzyl i wiem, ze porozmawial z nimi. Maz powiedzial mi, ze oni wtracaja sie w rzeczy, ktore ich nie powinny obchodzic. Potem szybko urodzilo nam sie dziecko i teraz chcemy pojechac z dzieckiem do tesciowej. Ona sama nie przyjedzie, bo jest chora. Tesciowa powiedziala, ze na godzinke wpadnie jej corka z mezem. Teraz nie wiem jak sie zachowywac: nie moge zabronic tego zeby szwagiera wpadla do matki ale jak pomysle, ze ich znow spotkam to mi sie rzygac chce. Nie wyobrazam sobie spokojnie z nimi rozmawiac a klocic tez sie nie chce. Moge wyjsc na ten czas ale samego dziecka z nimi nie zostawie. Nie wiem co robic? Az sie boje, bo wiem ze oni mnie naprawde nienawidza, choc na to nie zasluzylam.