śmierć bliskich osób

26.07.04, 13:06
Jakoś los nie oszczędza w tym roku mojej rodziny...
Mój Dziadziuś umiera... o tym, że jest chory wiemy od trzech lat, ale dopiero
teraz choroba uderzyła z całą siła.... Z dnia na dzień jest co raz gorzej:
nic nie chce jeść, jęczy z bólu, praktycznie już nikogo nie poznaje, nie
wstaje z łóżka... A my patrzymy i cierpimy razem z nim... Dla Niego już nie
ma ratunku - zresztą lekarze nie podejmowali żadnego leczenia od wykrycia
raka płuc właśnie trzy lata temu, ma 90 lat... Boję się jak to będzie, jak
odejdzie.... Nie wiem jak pomóc Babci i Mamie, w końcu to ich mąż i ojciec...
Widzę jak Moja Mama strasznie cierpi i nie wiem co mam zrobić.... Jak się
przygotować na śmierć kogoś bardzo bliskiego?? Jak pomóc tym co zostają? Jak
sie pogodzić samemu z utratą kogoś tak ważnego?

    • isma Re: śmierć bliskich osób 26.07.04, 13:14
      Jolu, skad jestes?

      Dziadek nie musi cierpiec. Skontaktujcie sie z najblizszym hospicjum - ja
      jestem wolontariuszka hospicjum w Krakowie, ale chetnie sluze namiarami w calej
      Polsce - z cala pewnoscia w ramach opieki domowej beda potrafili przynajmniej
      wiele bolu Mu oszczedzic w tym czasie, ktory Mu jeszcze pozostal. Pomoga takze
      Wam, poradza najlepsze sposoby opieki i pielegnacji.

      Jesli masz ochote, napisz na priv, moze bede umiala Wam pomoc. Wbrew pozorom to
      wlasnie osierocenie jest trudniejsze niz umieranie - zwlaszcza, jesli wierzymy,
      ze nasze zycie zmienia sie, ale sie nie konczy.

      Sciskam Cie mocno.
      • aarabeska Re: śmierć bliskich osób 26.07.04, 13:36
        Isma, czy pozwolisz, ze w sprawie Twojej pracy w hospicjum odezwe sie do Ciebie
        na priva?

        Jolu, pomoc mozesz swoja obecnoscia, miloscia, "byciem pod reka" , w bolu i
        cierpieniu po stracie bliskiej osoby nie oczekuje sie kolejnych slow
        pocieszenia ani kondolencji. Z wlasnego doswiadczenia wiem tez, ze najgorsza
        jest bezczynnosc, poczucie ze nie mozna niczego zrobic i bezsilnosc.
        Jezeli jestes z okolic Poznania lub Wroclawia moze moglabym pomoc. Tak jak
        napisala Isma Twoj Dziadek nie musi tak cierpiec, a Tobie i Twoim Najblizszym
        mozna pomoc profesjonalnie... pozwolcie na to.

        Nie znam dokladnie Twojej sytuacji, a to o czym mowimy to sprawy tak bardzo
        osobiste... jezeli chcesz napisz do mnie na adres gazetowy.

        aarabeska
        • isma Re: śmierć bliskich osób - do Aarabeski 26.07.04, 13:45
          Jasne.
      • madeyowa Re: śmierć bliskich osób 26.07.04, 13:42
        Na śmierć kogoś bliskiego nie da się przygotować. Zawsze boli tak samo. Jeśli
        bardzo kochasz tą osobę, cierpisz. Jedynym lekarstwem jest czas, który bardzo
        pomaga...zapomnieć nie da się nigdy, ale z latami jest lżej, łatwiej. Babci i
        mamie możesz pomóc będąc po prostu obok, wspierać, pomagać, nawet bez słów.
        Sama straciłam kilka lat temu najkochańszego tatę. Czasami łezka zakręci mi się
        w oku, kiedy pomyślę, że moje dzieci nie widziały i znają swojego dziadka, że
        nie był na moim ślubie... Strata kogoś bliskiego jest szczególnie bolesna
        kiedy był bardzo dobrym i wartościowym człowiekiem.
        • beatach1 Re: śmierć bliskich osób 26.07.04, 13:58
          Wiem jak to bardzo boli. W lutym tego roku zmarl moj dziadek (ojciec mojej
          mamy), w maju zmarla moja Kochama Mama.
          Okropne uczucie. Wciaz nie moge w to uwierzyc. Tak bardzo mnie to boli. Twoj
          dziadek jest juz starszym czlowiekiem. Moze to okrotne, ale czy zasluzyl na to
          by tak bardzo cierpiec? Jak dlugo jeszcze?
          Moja mama byla mloda kobieta, przezyla tylko 49 lat. Miala takze raka pluc, o
          ktorym dowiedzielismy sie w kwietniu. Lekarze dawali jej miesiac i tak tez sie
          stalo. Probowalam ja leczyc niekonwencjonalnie, ale na to bylo juz za pozno.
          Caly czas bylam przy niej, mimo, ze mieszkam w Niemczech. Chcialam byc blisko
          niej, a takze odciazyc ojca od nawalu obowiazkow. Do mamy dziennie przyjezdzalo
          hospicjum domowe, nie chciala i my nie chcielismy by umierala w szpitalu, czy w
          hospicjum.
          Widzialam jak cierpi, widzialam jak slabnie z dnia na dzien. Nie zrozum mnie
          zle, ale zyczylam jej, aby przestala sie juz meczyc... Umarla trzymajac mnie za
          reke...

          Badz silna. Takie jest zycie....

          Pozdrawiam
          BeataCh1 mama Maximiliana
          Moderator "Karmienie piersia"
    • kama90 Re: śmierć bliskich osób 26.07.04, 14:50
      Sama zadaje sobie takie właśnie pytania jakie zadałaś na końcu swego postu.
      Nie da sie przygotowac na śmierc bliskiej osoby, bez względu na to ile ona ma
      lat i czy umiera po długiej chorobie czy nagle.Pogodzić tez sie nie można .
      Można ewentualnie zaakceptowac ,że kogos juz nie ma.
      Ja własnie sie próbuje przyzwycaic do tego,że nie ma juz mojej mamy. Zmarła w
      połowie czerwca. Miała 52 lata.Chorowała krótko.Miłam nicały miesiąc aby
      przygotować się,ze umrze.I chcbym miła 10 lat na to to byłoby za mało.
      Nie pogodziłam sie z tym i nie wiem czy kiedykolwiek sie pogodzę.Czy czas leczy
      rany ? chyba nie w kazdym przypadku.Próbuje oswoic się z myślą,że Jej nie
      ma.Wiem jedno trzeba być silnym. I takiej ogromnej siły zycze Tobie i Twoim
      bliskim. Trzymajcie sie razem, bo razem łatwiej znieść cierpienie.
      Współczuję bardzo.Może to niewielkie pocieszenie ale pomysl,ze twój dzaidzio
      miał ogromne szczęście- dożył pieknego wieku.Ja swojego dziadka nawet nie
      znałam. Miał 33 lata jak zmarł.
      Napewno myślisz patrząć jak cierpi,że nie zasłużył sobie na cierpienie.Ja tez
      tak myslałam jak widziałam cierpiaca mamę.Podobno Bóg zsyła tyle na nas
      cirpienia ile jestesmy w stanie unieśc.
      Trzymaj się.Ten swiat jest okropny.
    • yola66 Re: śmierć bliskich osób 26.07.04, 16:48
      Dziękuję Wam bardzo za odpowiedzi i wsparcie... to teraz starsznie mi jest
      potrzebne...
      Niestety mój mąż chyba nie do końca potrafi mnie zrozumieć, bo nigdy nie był
      tak emocjolnalnie związany ze swoją rodziną jak ja jestem ze swoją...

      Jestem z Katowic. Mój Dziadek ma zapewnioną pomoc, po przychodzi pani doktór z
      hospicjum, pielęgniarka, pani z wolontariatu i pomoc z MOPsu. Problem polega
      bardziej na tym, że nie wiele do niego już dociera i trudno go przekonać do
      zastrzyków przeciwbólowych czy kroplówki - strasznie się wyrywa i krzyczy -
      generalnie nigdy nie brał żadnych leków - nie uznawał leczenia. Tak naprawdę
      też nigdy nie chorował. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że nigdy nie chodził
      do lekarza ani tez nie leżał w szpitalu. Jeden jedyny raz wyjechał do sanatrium
      3 lata temu i wtedy wykryli raka. Dawali mu wtedy pól roku życia....

      Dzięki dziewczyny za pomoc.... gdyby było mi jeszcze gorzej niż teraz jest to
      na pewno będę prosić o pomoc... chociaż o siebie się nie martwię tylko o moją
      babcię i mamę....

      Jola

      A tak wogle to dodam tylko, że moi dziadkowie są małżeństwem od 65 lat...
      Wyobrażacie to sobie???
      • isma Re: śmierć bliskich osób 26.07.04, 19:06
        Joleczko,
        myslcie o dobrych rzeczach. Takich, jak ta, o ktorej napisalas, ze Dziadkowie
        przezyli ze soba szczesliwie te 65 lat.
        I chociaz Pismo sw. powiada, ze "tam" nie beda sie zenic ani za maz wychodzic,
        to ja mysle, ze jednak nasza milosc nie idzie na marne, i ze kiedys sie z
        naszymi najdrozszymi u Boga spotkamy.
        Sciskam Ci lapki, a Twoj Dziadek i wszyscy, ktorzy Go kochaja i wspolcierpia z
        Nim, maja u mnie w brewiarzu specjalna karteczke.
        • mharrison do Ismy 27.07.04, 12:16
          isma napisała:
          > I chociaz Pismo sw. powiada, ze "tam" nie beda sie zenic ani za maz
          >wychodzic, to ja mysle, ze jednak nasza milosc nie idzie na marne, i ze kiedys
          >sie z naszymi najdrozszymi u Boga spotkamy.

          Isma,
          A czy mogłabyś mi powiedzieć, gdzie w Piśmie św. znajdują się
          fragmenty "opisowe" nieba.
          Czy jest coś o dzieciach w niebie?

          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16556&w=14248695&v=2&s=0
          Z góry dziękuję jeśli będziesz miała chwilę żeby coś skrobnąć.

          Magda
          • isma Re: do mharrison 27.07.04, 12:25
            Jasne.
          • isma Re: cytat 27.07.04, 13:04
            Ta wypowiedz Jezusa, o ktorej wczesniej wspomnialam, jest przytaczana
            dwukrotnie:

            W Ewangelii wg sw. Mateusza, w rozdz. 22:
            23 W owym dniu przyszli do Niego saduceusze, którzy twierdzą, że nie ma
            zmartwychwstania, i zagadnęli go 24 w ten sposób: «Nauczycielu, Mojżesz
            powiedział: Jeśli kto umrze bezdzietnie, niech jego brat weźmie wdowę po nim i
            wzbudzi potomstwo swemu bratu*. 25 Otóż było u nas siedmiu braci. Pierwszy
            ożenił się i umarł, a ponieważ nie miał potomstwa, zostawił swoją żonę bratu.
            26 Tak samo drugi i trzeci - aż do siódmego. 27 W końcu po wszystkich umarła ta
            kobieta. 28 Do którego więc z tych siedmiu należeć będzie przy
            zmartwychwstaniu? Bo wszyscy ją mieli [za żonę]». 29 Jezus im
            odpowiedział: «Jesteście w błędzie, nie znając Pisma ani mocy Bożej. 30 Przy
            zmartwychwstaniu bowiem nie będą się ani żenić, ani za mąż wychodzić, lecz będą
            jak aniołowie Boży w niebie. 31 A co do zmartwychwstania umarłych, nie
            czytaliście, co wam Bóg powiedział w słowach: 32 Ja jestem Bóg Abrahama, Bóg
            Izaaka i Bóg Jakuba?* Bóg nie jest [Bogiem] umarłych, lecz żywych». 33 A tłumy,
            słysząc to, zdumiewały się nad Jego nauką.

            i w Ewangelii wg sw. Lukasza, w rozdz. 20:

            27 Wówczas podeszło do Niego kilku saduceuszów, którzy twierdzą, że nie ma
            zmartwychwstania, i zagadnęli Go 28 w ten sposób: «Nauczycielu, Mojżesz tak nam
            przepisał: Jeśli umrze czyjś brat, który miał żonę, a był bezdzietny, niech
            jego brat weźmie wdowę i niech wzbudzi potomstwo swemu bratu*. 29 Otóż było
            siedmiu braci. Pierwszy wziął żonę i umarł bezdzietnie. 30 Wziął ją drugi, 31 a
            potem trzeci, i tak wszyscy pomarli, nie zostawiwszy dzieci. 32 W końcu umarła
            ta kobieta. 33 Przy zmartwychwstaniu więc którego z nich będzie żoną? Wszyscy
            siedmiu bowiem mieli ją za żonę».
            34 Jezus im odpowiedział: «Dzieci tego świata żenią się i za mąż wychodzą.
            35 Lecz ci, którzy uznani zostaną za godnych udziału w świecie przyszłym i w
            powstaniu z martwych, ani się żenić nie będą, ani za mąż wychodzić. 36 Już
            bowiem umrzeć nie mogą, gdyż są równi aniołom i są dziećmi Bożymi, będąc
            uczestnikami zmartwychwstania. 37 A że umarli zmartwychwstają, to i Mojżesz
            zaznaczył tam, gdzie jest mowa "O krzaku", gdy Pana nazywa Bogiem Abrahama,
            Bogiem Izaaka i Bogiem Jakuba*. 38 Bóg nie jest [Bogiem] umarłych, lecz żywych;
            wszyscy bowiem dla Niego żyją». 39 Na to rzekli niektórzy z uczonych w
            Piśmie: «Nauczycielu, dobrześ powiedział», 40 bo już o nic nie śmieli Go pytać.

            A biblijnych opisow nieba poszukam, chociaz tak naprawde to pewnie wiecej do
            powiedzenia mieli interpretatorzy Biblii, niz ona sama.
          • isma Re: o "niebie", czysccu, i "miejscu spokojnym" 28.07.04, 12:17
            Magdo,
            troche o niebie pisze sw. Jan w Apokalipsie - rozdzialy bodaj 7, 14 i te, ktore
            sa po rozdziale 20. Ale to opisane w finale Apokalipsy, to jest to "niebo",
            ktore bedzie po paruzji, po powtornym przyjsciu Chrystusa, zmartwychwstaniu
            cial i sadzie ostatecznym.

            Mowi tez sw. Pawel (cytuje z pamieci, wiec pewnie nie dosc dokladnie): teraz
            widzimy jakby w zamgleniu, potem zas bedziemy widziec jasno, twarza w twarz.
            Trzeba by poczytac listy - do Filipian, pierwszy list do Koryntian.

            W sumie tych wypowiedzi o niebie w Biblii nie jest wiele. Teologia katolicka
            mowi, ze niebo jest metafora, metafora pelni, zbawienia tych, ktorzy w sposob
            definitywny zostali ocaleni w Bogu. Jako ludzie, w swoich cialach wlasnie,
            podobnie jak Chrystus z cialem wstapil do nieba.
            Tomisci, za Pawlem, mowili, ze niebo jest widzeniem Boga, a skotysci - ze jest
            radykalna miloscia osobowa pomiedzy Bogiem a stworzeniem, ale takze i
            poglebianiem sie wzajemnej jednosci ludzi miedzy soba, wiec moze i trwaniem
            ludzkich wiezow z tego swiata - malzenskich, rodzicielskich.

            Mysle, ze Ty pytasz takze i o "miejsce oczekiwania", to, ktore
            poznojudaistyczna tradycja nazywa szeolem.
            W starym Testamencie, w Ksiedze Rodzaju, mowi sie o tym, ze nie umarl na wieki
            prorok Henoch (5, 24), a w drugiej Ksiedze Krolewskiej - prorok Eliasz (2, 1 -
            18). Echem tego, ze jest jakis raj - byc moze tozsamy z rajem utraconym, a
            przez ofiare Jezusa ponownie otwartym - dla sprawiedliwych przed ostatecznym
            sadem, sa slowa Jezusa na krzyzu do dobrego lotra "Zaprawde, powiadam ci,
            jeszcze dzis bedziesz ze mna w raju" i przypowiesc o bogaczu i Lazarzu (tam
            jest uzywane okreslenie "lono Abrahama").

            W Wulgacie, lacinskim przekladzie Starego Testamentu, byla tzw. czwarta Ksiega
            Ezdrasza, opisujaca siedem drog, po ktorych beda bladzic umarli, a sprawiedliwi
            sposrod nich beda przez Pana chronieni w przybytkach, "gdzie panowac bedzie
            wielka cisza" i gdzie "odpoczywac beda na siedem sposobow". Mnie najbardziej
            podoba sie sposob szósty "radujac sie widokiem swoich twarzy, ktore rozblysnac
            maja jak slonce, i odtad, wolne od zepsucia, podobne byc maja do swiatla
            gwiazd". "Sposob siodmy przewyzsza wszystkie dotychczas przez mnie wyliczone,
            gdyz te dusze zaznaja radosci, z ufnoscia, ze spokojem, szczesciem bez leku, bo
            bliska jest chwila, kiedy ujrza oblicze tego, ktoremu sluzyli za zycia i od
            ktorego otrzymaja godziwa zaplate".
            Wprawdzie ta ksiega nie nalezy dzisiaja do kanonu swietych ksiag Kosciola, ale
            zainspirowala wielu starozytnych Ojcow Kosciola, w tym sw. Ambrozego, ktory
            uwazal, ze te miejsca spokoju to "mieszkania", z wypowiedzi Jezusa w Ewangelii
            sw. Jana (14,2) "w domu Ojca mojego jest mieszkan wiele". Ambrozy uwazal, ze to
            miejsce oczekiwania jest biblijnym rajem, odzyskanym dla sprawiedliwych na nowo
            przed wejsciem do Krolestwa Bozego.

            Apokryficzne Apokalipsy sw. Piotra i sw. Pawla pisza o "ziemi siedem razy
            bardziej lsniacej niz srebro", z rzeka mlekiem i miodem plynaca, w ktorej kazde
            drzewo rodzi 12 razy do roku,za kazdym razem inne owoce wink)).

            Ciekawe jest, co pisze (w czwartm czy piatym wieku) sw. Efrem, ktory uwazal, ze
            gora Edenu wciaz instnieje, oszczedzona przez potop, a u jej stop znaduje
            sie "westybul" - schronienie, gdzie dusze sprawiedliwych oczekuja
            zmartwychwstania, ciesza sie wzglednym szczesciem lub przynajmniej pograzone sa
            w pewnego rodzaju snie, zyja "zyciem pomniejszonym, niczym embrion w lonie
            matki". Zreszta podobnie ujmuje to Jakub de Voragine w "Zlotej legendzie",
            opisujac wskrzeszenie siedmiu meczennikow z Efezu, zaswiadczajacych, ze po
            swoej fizycznej smierci "tak jak dziecie jest w zywocie matki, nie czujac
            niczego z zewnatrz, a zyje, tak bylismy przy zyciu, lezac tu, spiac i nic nie
            czujac".

            Dzisiaj Kosciol Katolicki glosi natomiast nauke o czyscu, jako miejscu, gdzie
            dusze cierpia, ale nie traca nadziei. W ogole eschatologia chrzescijanska jest
            dosyc pogmatwana (np. napiecie miedzy kwestia indywidualnej smierci, sadu
            szczegolowego, nieba, czyscca czy piekla przeznaczonego dla jednostki, a
            kwestia sadu powszechnego i wiecznego nieba lub wiecznego piekla), a jam nie
            teolog, tylko amator, wiec moze nie bede wiecej watku Joli zasmiecac, gdyby
            ktos byl jeszcze czyms zainteresowany, chetnie sluze wink)).

            Magda, napisz na priv, jesli chcesz.
            • mharrison Re: o "niebie", czysccu, i "miejscu spokojnym" 29.07.04, 09:23
              Dziekuje bardzo Isma.
              Przeczytalam co prawda raz ale musze sie wgryzc w temat.
              Jak sobie przemysle - napisze.
              Poki co pozwole sobie wkleic Twoj post na " Chore dziecko, Strata dziecka".

              Magda
              • isma Re: o "niebie", czysccu, i "miejscu spokojnym" 29.07.04, 09:29
                Prosze bardzo.
                Tylko, prosze, wytnij sygnaturke z fotkami - tutaj o niej zapomnialam, a nie
                chce sprawiac dziewczynom przykrosci.
      • maja252 Re: śmierć bliskich osób 26.07.04, 20:49
        Witaj

        Wiem co czujesz ...my 7 lipca porzegnaliśmy mojego teścia a póltoraroku temu
        teściową ....choć nie byłam bardzo mosno związana z rodzicami męża to czuje się
        fatalnie ..a mój mąż ...strasznie to przeżywa zwłaszcza że jest
        jednyakiem....współczuję ci ogromnie wiem jaki to ból

        Maja
        • yola66 jakby tego było mało.... 27.07.04, 16:19
          Dzięki dziewczyny za dobre słowo...

          Nawet nie wiem od czego zacząć - mój tata był dzisiaj u lekarza, guz na
          jelicie, w poniedziałek do szpiatal... Czy to jakieś okropne fatum?????? Jestem
          przerażona juz sama nie wiem co mam robić... Chce mi się wyć z bólu - dlaczego
          to spotyka moją rodzinę?!!! Ile jeszcze złych rzeczy wydarzy się w tym roku???
          Ile człowiek może unieść cierpienia i ile można wypłakać łez...

          • erinaceus Re: jakby tego było mało.... 28.07.04, 22:36
            Wiesz Jolu, na takie pytanianie ma odpowiedzi.Mnie świat się zawalił, gdy byłam
            na studiach - najpierw zachorowała Mama (nowotwór). Tata tak się przejął
            diagnozą, ze jego serce tego nie wytrzymało - umarł na zawał. Dwa lata później
            odeszła Mama. A ja miałam 21 lat. Kiedy zabrkło Taty myślałam, ze to już
            koniec, że przecież świat bez niego nie może istnieć. Osiwiałam, całe dnie
            płakałam, ale siłę dawał mi fakt, ze jest jeszcze Mama,o którą muszę walczyć.
            Nie udało się. I nie wiem, co bym zrobiła, gdybym nie poznała wtedy mojego męża
            (lekarza mojej Mamy). Teraz on i moja córeczka nadają mojemu życiu sens. Ale
            widzę na co dzień, jak ludzie chorują na nowotwory i cierpią. Mój maż był jak
            wybawienie, ale to własnie przez niego nie mogę zapomniec o tym koszmarze,
            jakim jest rak. Opowiada mi o swojej pracy, bo inaczej by chyba zwariował, ale
            już nie mam siły, by tego ciągle słuchać. A najgorsze jest to, że tak jak Ty
            ciągle obawiam się, że to nie koniec nieszczęść w moim życiu.
            • aga173 Re: jakby tego było mało.... 28.07.04, 23:11
              Życie takie jest nestety - ja miałam tragiczny rok 2000r i 2001.Na 5 dni przed
              moim weselem umarł mój bliski wujek(jak ojciec).Potem 07.12 mój tata po wylewie
              trafił do szpitala a 25.12(święta) zmarł, 3 tygodnie po nim zmarła moja mama
              (chyba z żalu) ja sama byłam wtedy w 6 miesiącu ciąży a oni tak chcieli wnuka
              (nie doczekali się)zmarli wcześniej.Za 2 miesiące potem zmarł mój
              chrzestny.......i tak to fatum trwało do stycznia 2002r.Takie jest życie!!!!!
              Ostatni pogrzeb miałam cioci w maju tego roku!!!!!!!!NIENAWIDZĘ POGRZEBÓW!!!!
              Ale życie toczy się dalej,a z tego co piszesz Twój dziadziuś się męczy - więc
              lepiej mu będzie w niebie.Trzymaj się
              Aga
Pełna wersja