aguska345
22.12.13, 20:00
Mamy dwoje dzieci w wieku szkolnym..ja pracuje na etacie mąż jako wolny strzelec.Pochodzimy ze zwykłych,normalnych domów ..mąż nawet podkresla ze jego rodzina była zawsze taka rodzinna itp...to samo tesciowa,-tez to podkresla.
Jak tylko przychodzą swieta on wszystko olewa, w nic się nie angażuje..w niczym nie pomoze ..ja biegam z pracy z wywieszonym językiem, zwalniam się byle cos zrobić , byle zorganizowac wszystko dzieciom, upiec ciasteczka ..zrobic im ulubione potrawy...mój mąz to wszystko neguje, bojkotuje twierdzi ze jemu to niepotrzebne , wigilię i wspólna klolacje ma gdzies( aspekt religijny pomijam bo w boga nie wierzy)..jestesmy razem 15 lat, ja teraz mam wrażenie ze mnie nie obchodzi czy on bedzie na tej wigilii czy nie, czy bedzie spożywał z nami czy nie..ja robie to dal siebie i dzieci( dawnej przejmowałam sie bardzo.brałam to do siebie i bylo mi bardzo przykro..-moja najsmutniejsza wigilia to ta która spedzilam sama z dwuletnią wtedy córeczką, w tym wszystkim co przygotowałam i z telewizorem)..ale chciałabym zrozumiec jedno z czego wynika taki stosunek do tego wszystkiego? nadmieniam ze nie ma urazów z dziecinstwa i tym podobnych..czy widzac starania drugiej osoby o dom, dzieci ..miła atmosfere nie można sie choc trochę wysilic i przynajmniej usiąśc , pochwalic..być miłym??całe moje małzeństwo ( niestety niezbyt udane) staram się to zrozumieć i nie mogę ...może wy podpowiecie...bo nie daje mi to spokoju..