Dziewczyny, nie poznaje sama siebie....
Mam dwie córy (4 lata i 9 miesięcy). Od pewnego czasu czuję, że muszę się na trochę wyrwać. Dom na mojej głowie, sprzątanie, gotowanie, bieganie do przedszkola itd. Wokół same mamy z dziećmi, więc tematy w kółko te same.
Mam przyjaciółkę w Londynie, bezdzietną. No i w ramach relaksu jutro do niej lecę. Z jednej strony cieszę się strasznie. W końcu gdzieś wyjde bez ogonów, jakieś zakupy, pub, piwko, "niedzieciowe" tematy. No a z drugiej.... kurde mam już gule w gardle na samą myśl, że zostawiam dzieci. Nie będzie mnie raptem trochę ponad cztery doby, a ja zachowuję się jakbym wyjeżdżała na rok. Co więcej, mąż naprawdę ogrania temat na 100%. Młodsza też bezproblemowa: je z łyżeczki, pije z niekapka, sporadycznie budzi się w nocy. A ja się cały czas zastanawiam jak ona beze mnie przeżyje

Rezerwując bilet nie spodziewałam się, że będę miała takie rozterki.
Normalnie boję się, że zamiast porządnie się wyluzować, naładować baterie i wrócić do domu z nowymi zapasami cierpliwości, to ja się będę zamartwiać i wypłakiwać wieczorami w poduszkę.
Matka Polka się ze mnie zrobiła