mia_mia
30.10.26, 07:31
Posłuchałam rozmowy z detektywem i jestem wstrząśnięta obrazem jaki się wyłania z jego opowiadania.
Dziewczynka nie żyje, o jej śmierci o mały włos rodzice nie dowiedzieli się z telewizji.
Na schodkach i pod ZT od dawna kręci się transpłciowy gość lat 22 podający się za 12 letnią dziewczynkę, stale dostarczający dzieciom alkohol i nikt z tym nic nie robi.
Dzieciaki w wieku 13 lat potrafią na schodkach wypić po 0,7 wódki na głowę (mam nadzieję, że tu trochę pana poniosło, chociaż nie brzmiał jakby lubił pokoloryzować), leci mefedron i inne narkotyki. Uczestnicy spotkań na schodkach miewają po 11 lat.
Sama sprawa „wypadku” dziewczynki, jej znajomych bardzo tajemnicza, pewnie trudno będzie wyjaśnić co się stało, chociaż wszystko przecież działo się w środku miasta o godzinie, kiedy jest mnóstwo ludzi.
Jako matkę warszawskiego nastolatka mocno mnie to wszystko ruszyło, zwłaszcza, że zaginiona dziewczynka jeszcze niedawno nie sprawiała żadnych problemów. Nie jestem naiwna, wiem co dzieje się na schodkach, ale liczyłam na to, że starsza młodzież pije tam piwo czy jakieś małpki, a nie dzieci chleją na potęgę.
Dlaczego policja nie legitymuje towarzystwa i nie sprawdza trzeźwości, jest szansa, że rodzic odbierający dziecko z komisariatu jednak przemyśli swoją rolę. Walka z patologicznymi zachowaniami jest trudna, ale zamykanie oczu na to co się dzieje jest niezrozumiałe.