Piszę żeby się wyżalić. Bo jestem w tak czarnej dupie jak chyba jeszcze nigdy. Wali mi się małżeństwo, nie mam kasy, jestem gruba i beznadziejna i nawet nie mam siły wyjść z domu.
W małżeństwie różnie bywało, ale na końcu to ja rozpieprzyłam wszystko tak że nie ma co zbierać. Niby próbujemy, ale trzeba na to dużo starań i siły, której zwyczajnie nie mam.
Mam swoją firmę, która cienko przędzie, zaraz przyczepi się mnie US, bo pozawalałam różne rzeczy i narobiłam sobie długów.
Szukam zwykłej pracy na etacie, ale jestem poza rynkiem 3 lata i kurcze kiepsko. Chodzę na rozmowy, jestem pewna siebie, energiczna, rozmowy przebiegają dobrze, a potem kupa. Właśnie kolejna firma mi odmówiła. Kurcze musze naprawde być do dupy.
I jeszcze utyłam ostatnio. W ogóle nie chce mi sie wychodzić z dom. Najchętniej zakopałabym się pod ziemią, uciekła na księżyc, cokolwiek. Nie ogarniam rzeczywistości!
Mam tyle problemów sama ze sobą, czuje się jak jakaś wariatka. Nie wiem, psychologa mi trza, ale nawet na to nie mam kasy.
Nie mam się nawet komu wygadać. Mama daleko i nie chcę jej martwić, najlepsza przyjaciółka też daleko, poza tym zaraz rodzi i ma swoje sprawy.
Trzebaby wziąć dupe w troki i na pierwszy ogień zająć się firmą a ja nie mam siły palcem ruszyć.
Dżizys nawet do lekarza nie moge iść bo zusy zawaliłam. Ja zwariuje autentycznie. Nie wiem w co mam ręce włożyć. Nie umiem zrobić nic konstruktywnego. Jak mam lepszy dzień to układam plan, chce coś robić, a potem pokłócę się z mężem i wszystko ch strzela.
Wiem że nikt mi nie pomoże, sama muszę wziąć w garść, ale już naprawdę nie daję rady

czuje sie jak kupa goowna
help