Dziś są urodziny mojej córki. Już ósme drogie emamy.
Od dawna sobie wymyśliłam że w tym roku chcę w spokoju przeżyć ten dzień, bez 30 osób w domu, harmidru, bałaganu, krzyków i wydatku na pierdoły bez sensu. Więc przekonałam męża że lepiej kupić małej wymarzony telefon i zjeść symbolicznie kawałek tortu. Właśnie ją odwiózł na seans do kina (zabiera ją siostrzenica z koleżanką) a my podczas jej nieobecności przygotujemy dom i prezent. Kiedy wróci czeka ją niespodzianka

A jutro przyjdzie babcia i najbliżsi z dziećmi. Jestem zadowolona ze swojej decyzji tylko czy Ona jest/będzie(?) w końcu imprezy z jak w poprzednich latach brak? Takie urodzinowe dylematy mam