lianis
30.07.17, 20:51
Zle mi dzis, serce peka.
Syn sie wyprowadzil z domu, sama go odwiozlam, pozegnalam, dalam milion dobrych rad, wiem, ze doba telefonow komorkowych i internetu pozwala na ciagly kontakt... ale nic juz nie bedzie takie samo... moze latwiej by bylo gdyby wyprowadzil sie na swoje ale niedaleko, moglby przyjezdzac pogadac, spotkac sie, na obiad czy ciacho.
Spelnia swoje marzenia, studia w Stanach, szybko go nie zobacze, wiem, ze jego fascynacja jest ogromna, wiem, ze tam widzi swoje miejsce do zycia, nie planuje wracac. Dopiero do mnie z cala powaga dociera, ze to juz sie stalo, ze pewien etap sie skonczyl. Da sobie rade, madry, zaradny jest, tylko jak ja mam sobie dac rade...