niedawno zauwazylam w niemieckich pociagach "strefy spokoju" - wyraznie oznaczone wagony, w ktorych nie gada sie przez telefon, nie rozmawia sie, nie halasuje ... [rzadko jezdze pociagami, nie wiem, od kiedy to funkcjonuje]. spodobalo mi sie - jest cos takiego w polskich pociagach?
a dzis rano zamarzyly mi sie strefy ciszy w komunikacji miejskiej ... wiem, praktycznie chyba niewykonalne (ewentualnie osobne wagony w tramwajach), jednak sama czasem (zwlaszcza rano) poczekalabym nawet na taki "autobus ciszy", gdybym wiedziala, kiedy dokladnie przyjedzie ...
w pierwszym autobusie dzis rano - 4 osoby wokol mnie rozmawialy przez telefon. kazda niby "w miare cicho", jednak w sumie rejwach byl niezly ... w drugim autobusie - wsiadla grupka dzieci, ok 6-7 lat, one gadaly miedzy soba (oczywiscie), dosc glosno, dodatkowo nauczyciele pokrzykiwali "jasiu, trzymaj sie", "zosiu, usiadz" itp itd i rozmawiali z dziecmi - glosno, bo bylo glosno i trzeba bylo halas przekrzyczec
wyszlam z autobusu - tutaj teraz jest akcja ze sprztaniem opadnietych lisci przy pomocy takich dmuchaw - strasznie to glosne, hehe ... weszlam do mojego cichutkiego biura - zadzwonil telefon, LOL, nie moj dzien najwyrazniej ...
... ja zle znosze halas, zwlaszcza z rana, i tak sie rozmarzylam o tych strefach ciszy w zyciu publicznym