shiraze
17.02.05, 02:37
Czuję się wypompowana strasznie. Córcia ma pół roczku. Od niedawna ząbkuje i
jest okropnie marudna. Mąż pracuje do 16-tej, a ja w domu z dzidzią. W nocy
Maja budzi się co godzinę, półtorej do cyca, jestem zatem nieprzytomna, gdy o
ósmej rano mam pobudkę. Jak się uda, obie sobie jeszcze kimniemy ok.
godzinki, dwóch. No a potem dzień jak co dzień czyli spacerek, zabawianie,
karmienie i tak aż mąż wróci z pracy. Po jego powrocie robie obiad. W tym
czasie on ma za zadanie zająć się dzieckiem, ale jest okrutnie zmęczony i
zwykle kończy się tak, że mała płacze, on leży, a ja latam od garów do
dziecka i z powrotem. Jak go opieprze, to się ruszy. Wkurza mnie to
niemiłosiernie. Poza tym po obiedzie zmywam ja. On idzie się zdrzemnąć. Jak
wstanie, to okupuje komputer. Piorę i prasuję mu koszule do pracy. A on
ciągle ględzi, że brud w domu, wszędzie pełno włosów (włosy mi wypadają po
porodzie garściami), a sam gacie brudne i skarpety rzuca obok kosza na
bieliznę. Mogłabym tak pisać długo, gdzie stanie tam na...robi. Ale kiedy ja
mam odkurzać, jak czasem śniadania zapomnę zjeść ? Czy to, że on pracuje
zwalnia go z obowiązku pomocy przy dziecku po powrocie do domu. Jak mam na
niego wpłynąć ? Przecież ja nie mam chwili oddechu, moja praca trwa 24h.
Ryczeć mi się chce, bo jestem zmęczona. Nie lubię weekendów, bo mam wtedy na
głowie dziecko i jego.Kocham moją dzidzię i wstanę do niej choćby i 20 razy w
nocy, ale potrzebuję wsparcia, a czuję, że odsuwamy się od siebie z mężem. On
mówi, że zrzędzę, ale jak mam nie zrzędzić jak on się bez tego nie
ruszy.Pocieszcie mnie dziewczyny, bo mi się ryczeć chce.
A miało być tak pięknie...