Dodaj do ulubionych

Muszę się wyżalić ...

17.02.05, 02:37
Czuję się wypompowana strasznie. Córcia ma pół roczku. Od niedawna ząbkuje i
jest okropnie marudna. Mąż pracuje do 16-tej, a ja w domu z dzidzią. W nocy
Maja budzi się co godzinę, półtorej do cyca, jestem zatem nieprzytomna, gdy o
ósmej rano mam pobudkę. Jak się uda, obie sobie jeszcze kimniemy ok.
godzinki, dwóch. No a potem dzień jak co dzień czyli spacerek, zabawianie,
karmienie i tak aż mąż wróci z pracy. Po jego powrocie robie obiad. W tym
czasie on ma za zadanie zająć się dzieckiem, ale jest okrutnie zmęczony i
zwykle kończy się tak, że mała płacze, on leży, a ja latam od garów do
dziecka i z powrotem. Jak go opieprze, to się ruszy. Wkurza mnie to
niemiłosiernie. Poza tym po obiedzie zmywam ja. On idzie się zdrzemnąć. Jak
wstanie, to okupuje komputer. Piorę i prasuję mu koszule do pracy. A on
ciągle ględzi, że brud w domu, wszędzie pełno włosów (włosy mi wypadają po
porodzie garściami), a sam gacie brudne i skarpety rzuca obok kosza na
bieliznę. Mogłabym tak pisać długo, gdzie stanie tam na...robi. Ale kiedy ja
mam odkurzać, jak czasem śniadania zapomnę zjeść ? Czy to, że on pracuje
zwalnia go z obowiązku pomocy przy dziecku po powrocie do domu. Jak mam na
niego wpłynąć ? Przecież ja nie mam chwili oddechu, moja praca trwa 24h.
Ryczeć mi się chce, bo jestem zmęczona. Nie lubię weekendów, bo mam wtedy na
głowie dziecko i jego.Kocham moją dzidzię i wstanę do niej choćby i 20 razy w
nocy, ale potrzebuję wsparcia, a czuję, że odsuwamy się od siebie z mężem. On
mówi, że zrzędzę, ale jak mam nie zrzędzić jak on się bez tego nie
ruszy.Pocieszcie mnie dziewczyny, bo mi się ryczeć chce.
A miało być tak pięknie...
Obserwuj wątek
    • mama_lukaszka Re: Muszę się wyżalić ... 17.02.05, 03:22
      Pocieszę Cię: nawet jak się mąż nie zmieni, to już niedługo twoje dziecko będzie
      bardziej samodzielne. I będzie przesypiać noce.
      A chłopa trzeba jakoś wychować, bo wyrośnie na takie coś jak mój teść. Sam nawet
      herbaty sobie nie zrobi i zostawia brudne skarpetki pod krzesłem.
      Nie wiem jak skutecznie wychować chłopa, ja miałam szczęście trafić na wyjątkowo
      rozsądny okaz za co jestem ogromnie wdzięczna mojej teściowej.

      Trzymaj się, pójdź do pracy, zostaw na jakiś weekend męża samego z córeczką,
      choćby na parę godzin - przecież może Ci coś ważnego wypaść. Niech zakosztuje
      "siedzenia w domu".

      pozdrawiam,

      mama łukaszka i brzuszka
    • mama_martusi Re: Muszę się wyżalić ... 17.02.05, 06:42
      moja rada odnośnie córeczki. poczytaj książkę Zaklinaczki (możesz sciagnąć z
      sieci) i jej rady odnośnie nauki usypiania dzieci. Twoja malutka nie powinna
      już się tak czesto budzić. no chyba że te częste pobudki są spowodowane
      ząbkowaniem, ale mimo wszystko warto spróbować. co do męża nie mam żadnych rad,
      cieżko jest wychować kogos dorosłego. ale rzeczywiście mogłabyś go czasem
      wyprawić z dzieckiem choćby na godzinkę na spacerek alba sama gdzieś wyjść.
      poza tym zobaczysz ze z czasem będzie Ci coraz łatwiej smile
      pozdrawiam
    • mik5 Re: Muszę się wyżalić ... 17.02.05, 06:49
      Witaj,
      mam w pewnym sensie podobnego męża, choć muszę przyznać, ze od urodzenia córci
      1,5 roku temu zmienił się na lepsze. Nie wiem, czy to zasługa mojego
      marudzenia, czy jego zasługa, nie wiem tez, czy to co u nie zdaje egzamin
      zadziała u ciebie, ale proponuję Ci zmienic - ale samą siebie. Też musisz
      odpocząć od czasu do czasu, bo inaczej nie wyrobisz - to jest w interesie
      Twojego dziecka. Jeżeli twój mąż tego nie wie, albo udaje, ze nie wie - trzeba
      mu uświadamiać "Popilnuj dziecka, bo teraz ja chcę umyć głowę, zdrzemnąć się
      pół godziny" - i to właśnie weekendy mogą być świetną okazją do takich zagrań,
      bo mąż ma więcej czasu. Jeśli chodzi o porządek w domu - dopóki jest jako taki
      nie przejmowała bym się, a mężowi zawsze możesz odpowiedzieć, że jak mu
      przeszkadza to niech posprząta i to nie z pretensją, ale po prostu dlatego że
      Ty nie masz czasu, bo robisz to, to i to. Właściwie kto tu zrzędzi? - jeśli
      narzeka na bałagan w domu, to równiez on.
      Mam nadzieję, że wkrótce się "dotrzecie" i oboje będziecie zadowoleni.
      Życzę duzo pociechy z córy.
    • kalina_p Zrób coś! 17.02.05, 08:07
      Bo zwaroiujesz! Jak mu brud przeszkadza to niech weźmie odkurzacz! Ja nie
      rozumiem - powiedz mu wprost, zeby posprzątał! Nie zrobi tego..? Nie wierzę, że
      jak wyjaśnisz mu, ze TEŻ jesteś padnięta itd. to że Ci nie pomoże. Chyba, że
      nienormalny...Może on trochę nie zdaje sobie sprawy z tego, ile jest roboty z
      dzieckiem w domu??? Może wystarczy mu to wyjaśnić? Mój mąż taki bardziej
      domyślny był, od zawsze pomagał ale też od zawsze ja tego WYMAGAŁAM.
      A co, sprzataczka jesteś? Koszule mu prasujesz? To nie prasuj, powiedz, że
      czasu nie miałaś albo że uprasujesz, jeśli on odkurzy mieszkanie albo się
      zajmie dzieckiem...
      I pamiętaj, źże to nie jest Twój obowiązek, tylko wasz wspólny, pogadaj z nim
      jak najszybciej, bo potem będzie trudniej to zmienić!!!
      Pozdrawiam
    • flurcia Re: Muszę się wyżalić ... 17.02.05, 08:18
      Wspólczuję Ci z powodu męża. To mnie się trafił skarb. W domu zrobi wszystko: ugotuje, posprząta, poprasuje, zmyje gary. Po powrocie z pracy jak zje obiad, zmywa zajmuje się małą, zebym mogła sobie odetchnąć. I prosze nie mysleć, że jestem jakiś leń. Staram się w ciągu dnia zrobic co mogę, czyli ugotować, popsprzątać itp. Mąż wyznaje zasadę, ze to, że ja siedze w domu z dzieckiem, to nie znaczy, że "pracuję" lzęj od niego. Zawsze to podkreśąla jak to ciężka :praca" i odpowiedzialnośc. Więc jak tylko może to stara mi się pomóc.Generalne porządki należa juz do niego. W sumie pomagamy sobie wzajemnie, uzgadniamy kto sie zajmie w danej chwili dzieckiem akto np. prasoawanie.
      • marcin-kaminski Re: Muszę się wyżalić ... 17.02.05, 09:08
        FLURCIA!

        GDZIE SIĘ TAKIE SKARBY RODZĄ?

        Ja mam taki sam problem jak nasza forumowiczka - mam 2-letniego synka
        i "drugiego" - 28 letniego. Wszystko zawdzięczam teściowej (może dlatego wprost
        nie mogę na nią patrzeć, łagodniej mówiąc), była typem "matki Polki z krzyża
        zdjętej", wszystko robiła za dzieci, bo przecież jedynym zadaniem dzieci jest
        uczyć się. Ehhh, szkoda gadać.
        Też nie lubię weekendów, bo po tych dwóch dniach jestem bardziej zmęczona, niż
        po całym tygodniu w pracy.
        Pocieszam się, że niedługo wiosna i tata będzie musiał chodzić na spacery z
        synkiem, pouczyć grać w piłkę, jeździć na rowerku. Więc może wtedy zyskam
        trochę czasu dla siebie.
        W moim przypadku rozmowy nic nie dają, prowadzą tylko do kłótni (mamy ich
        tysiące za sobą), ja natomiast już nie mam siły na wyjaśnienia i kolejne
        awantury, chyba się trochę znieczuliłam na pewne rzeczy.

        ...a tak marzę o związku partnerskim...

        Monika
    • ivia Re: Muszę się wyżalić ... 17.02.05, 08:36
      W takim przypadku potrzebna by była zamiana miejsc, chociaż pewnie to
      niemożliwe. Ja z pierwszym synem "siedziałam" w domu 3,5 roku, z drugim 7
      miesięcy + całą ciąża w pozycji horyzontalnej, a z trzecim synkiem w domu
      siedzi mąż. I dopiero teraz chyba tak naprawdę wie jak to się "siedzi" z
      dzieckiem w domu. Nie powiem, że mi nie pomagał, ale czasem słyszałam takie
      opinie, że mam luz, cały dzień w domu itp. A teraz on ma ten luz.
      Musisz zmienić swoje podejście to sytuacji, co musisz to musisz, ale w weekend
      pozwól sobie na relaks, najlepiej poza domem, jakieś ploty u koleżanki, łażenie
      po sklepach czy co tam lubisz. Po prostu zostaw męża w domu z całym
      dobrodziejstwem, ząbkującym dzieckiem, obiadem, sprzątaniem, praniem. Niech
      poczuje jaki ma luz.
      Pozdrawiam
    • ula_max daj spokój z rozmową, prośbami, groźbami 17.02.05, 08:45
      to nic nie da, ten typ tak ma. To brutalne co napiszę, ale taka jest prawda, a
      Ty przez to bedziesz spokojniejsza - odpuść i zacznij liczyć tylko na siebie.
      Dasz radę, jak daje radę tysiące innych kobiet. Cierpliwość!!! 100 razy
      cierpliwość. Za niedługi czas Twój mężulo jak mu się córcia zawiesi na szyi
      będzie musiał jej wytłumaczyć dlaczego nie chce się z nią pobawić a nie Tobie!
      Myślisz że da radę? NIE i wtedy Ty bedziesz miała trochę swiętego spokoju. To
      minie nie bedzie tak wiecznie, dzieci rosną i o to chodzi. Ja nie mogę sie
      doczekać kiedy mój synuś zacznie jeździć z tatką na ryby, nawet wstane o 3 w
      nocy i ich wyszykuję a potem jeszcze nad wodę jedonko zawiozę. Witaj wolności!
      Ciebie też to czeka, moze nie ryby ale co innego. Życzę ciepliwości.
      • kalina_p Re: daj spokój z rozmową, prośbami, groźbami 17.02.05, 09:07
        A Ty co? Psycholog internetowy? Że takie kategoryczne diagnozy na odległość
        stawiasz? Czy po prostu sama sobie ze swoim mężem "nie poradziłaś" i trdno się
        do tego przyznać?
        Wiesz, każdy jest inny a w wielu wypadkach wystarczy coś facetowi uświadomić,
        po prostu. Mężczyzna też człowiek, ma prawo do błędów. Co nie znaczy, że nie
        może się zmienić...
    • twinmama76 Re: Muszę się wyżalić ... 17.02.05, 08:47
      Jeżeli małżonek nie ma siły zająć się dzieckiem, to ty tez nei powinnas mieć
      siły, np. na prasowanie jego koszul. Albo na zrobienie obiadu. Albo na seks wink
      Może się otrząśnie. MOżesz tez zaproponować układ - ja gotuję, a ty zmywasz. A
      może dałoby się upić zmywarkę? Troche kosztuje, ale potem oszczędzasz wodę i
      przede wszystkim czas. Odpadłby tez jedne powód do awantur wink

      Ale ty tez daj sobie luz. Może uda ci sie zrobić obiad na dwa dni, albo
      przygotowac cos szybkiego, gdy mała będzie w dobrym nastroju (może poleży w
      leżaczku i poobserwuje?) A jak się ni uda, to może wcale ie musi być? Jak nie
      masz ochoty na spacer, to może zostań w domu? Na pewno jest coć, co możesz
      zrobić/czego możesz nie robić, aby umilic sobie dzień. Ja np. stopniowo
      przetsałam prasowac ubranka dzieci. One nie zauważuły róznicy, a ja miałam
      zaoszczędzone pół godziny.
      Pamietaj, że twoje samopoczucie tez jest ważne.

      P.S.
      W weekend wyjdź choćby na godzinkę z domu.
    • jaha_mama_magdy Re: Muszę się wyżalić ... 17.02.05, 09:07
      Jakbym o swoim czytala. W kolko zmeczony. W domu nie robi nic, a wlasciwie robi
      wszedzie balagan. Ja juz i tak duzo odpuscilam. Porzadek jako taki, ubranek nie
      prasuje, chodze na spacery, sprzatam, gotuje. Zeby bylo latwiej kupil zmywarke.
      Niby lepiej, ale trzeba ja zaladowac, a on nie lubi... On tylko lezec lubi,
      spac i ... inne rzeczy- swoje .Tez nie lubiee weekendow, bo wtedy caly dzienny
      rytm zmieniony, rozwleczony dzien, wszedzie lezy wszystko, mam 3 dzieci w domu.
      Na spacer mu sie nie chce, sama tez wyjsc nie za bardzo moge. No jak on sobie
      poradzi? Synek jeszcze za maly (9m-cy). Przy pierwszym chociaz kapal i pieluchy
      zmienial, a teraz nic. Moze jakby z tego jakies pieniadze byly, toby zauwazyl
      ze pracuje i w dzien i w nocy, a tak, on pieniadze zarabia to jest zmeczony a
      ja tylko wydaje. W koncu mam w domu Hawaje! Caly dzien leze...
      Ale poza tym jest madry, wyksztalcony tylko zyciowo niedouczony.

      Czasami juz mam dosc. Krzyczacych dzieci i meza - duzego dziecka. Ale ucze sie
      liczyc na siebie, nie rzucac przykrych slow, ale powoli walcze o swoje. Czasami
      tylko zal mi dzieci, ktorym tatus w kolko mowi ze jest zmeczony...
      Nie dam sie, znajde sile ... dla moich dzieci i dla siebie. A meza baaardzo
      ciezko zmienic. Moze za 10 lat przy trzecim (oby) dorosnie.

      Trzymaj sie, nie jestes sama!

      Aga
    • janet3 Re: Muszę się wyżalić ... 17.02.05, 09:28
      Pracuje do 16 i jest wypompowany???????????????????Może ma taką pracę że zmiana
      zaczyna się w nocy wtedy mogłabym zroumieć że jest zmęczony.Wiesz co często
      przewija się na tym forum wątek takich mężów jak twój i niestety dużo kobiet ma
      taki siedzący pierdzący w stołek cud jak twój,,,,,,niestety.Jesteście
      małżeństwem co dla mnie oznacza partnerstwo a nie niewolnictwo,pozwól się
      wykazać mężusiowi ojcowską inicjatywą.Wiem jak bardzo ciężko jest z małym
      dzieckiem więc olej jego koszule i obiadki zamiast tego idz z dzieckiem na
      spacer albo do koleżanki.Zaczynij wychowywać pana wygodnickiego bo kiedyś Ci
      garb wyrośnie a za to nikt Ci napewno nie będzie wdzięczny i nie daj sobie
      wmówić że w każdy dom tak funkcjonuje.Pamiętaj dzieci szybko rosną a i te
      najcięższe chwile wspomina się z tęsknątą i chętnie się do nich myslami wracasmile
    • monlud Re: Muszę się wyżalić ... 17.02.05, 10:04
      U mnie w zasadzie podobnie, tylko że ja też pracuję. Jak mój facet ma wolny
      dzień to mam na głowie po prostu dwoje dzieci. Korzystam tylko tyle, że
      zazwyczaj razem gdzieś wychodzimy na spacer. A w tygodniu po prostu mówię
      mu "Zajmij się małym, bo muszę np. pozmywać a mały włazi w tym czasie do kosza
      na śmieci smile".
      Popieram jedną z Pań, która napisała, że jak dziecko podrośnie to mężowi już
      nie będzie tak łatwo się wykręcić. Hehe też na to czekam.
      • kalina_p Re: Muszę się wyżalić ... 17.02.05, 10:19
        To wtedy mąż wyjdzie z domu i tyle, hehehe
    • mamciama Re: Muszę się wyżalić ... 17.02.05, 10:33
      Kochanie,

      współczuję Ci! Ja jestem na etapie wychowywania męża ale w zupełnie innej
      kwestii...

      U mnie natomiast jest tak, że to ja pracuję od 8.30 do 16.00 a mąż na zmiany,
      dzien, noc i dwa dni wolne i gdy ja jestem w pracy to on zajmuje sie synkiem.

      I u nas wyglada to tak:

      On odkurza, myje podlogi, prasuje, gotuje i zajmuje sie synkiem (dosyc czesto
      oglada TV a maly sie bawi sam) ale nie czepiam sie, nalezy mu sie tez troche
      rozrywki. Wogole uwielbia przebywac z synkiem.

      Ja natomiast laduje zmywarke, zmywam gary, wylaczam i wlaczam pranie,scieram
      kurze, gotuje synkowi... Jak wracam z pracy to jemy wspolny posilek, pozniej
      myje garnki, baiwe sie z synkiem a on chwile odpoczywa...

      Jak bylam na macierzynskim to przechodzilismy kryzys , bo on pracowal na te
      swoje zmiany a ja zawalalam w domu ZE WSZYSTKIM! Taka odmiana zmienila jego
      nastawienie do obowiazkow w domu. Juz nie zarzuci, ty to siedzisz i masz luz...

      Jest ok.Niedlugo sie zmeien, bo bedzie sie staral o prace na pelny etat ale
      wtedy nadal obowiazki beda podzielone...bo juz wie,ze jak sie pracuje to
      brakuje czasu na wszystko.

      Najlepsze w Twoim przypadku bylaby zmiana miejsc! Powinien posiedziec w domu z
      dzieckiem i niech zrobi to wszystko w ciagu dnai co ty. Daj mu do poczytania te
      posty! Pogadaj, wytlumacz. Moze dotrze ?

      Powodzenia!!!
    • ula_max mąż to nie pies, którego można wytresować 17.02.05, 11:37
      a poza tym to nic mnie tak nie cieszy na tym forum jak stwierdzenie: "wychować
      męża". Ludzie się nie zmieniają, moga się starac jak im zależy, ale nic poza
      tym.
      • kalina_p Re: mąż to nie pies, którego można wytresować 17.02.05, 11:52
        No właśnie, dlatego trzeba z mężem rozmawiać i walczyć o swoje a nie
        stwierdzać, ze ten typ tak ma...
        • ula_max przeczysz sama sobie nt 17.02.05, 12:43
      • mik5 Re: do Uli max 17.02.05, 12:58
        Ulu, to nie chodzi o to, zeby kogoś wychowywać, tylko żeby w konkretnej
        sytuacji zwrócić się o pomoc (jeżeli ktoś sam nie jest nauczony zauważać rzeczy
        koniecznych do zrobienia). Przy dobrej woli tej drugiej strony po kilku takich
        apelach można liczyć w przyszłości na pomoc bez proszenia (może w końcu zacznie
        zauważać), ale zgadzam się, że musić być chęć partnera do zmiany, bez niej
        ciężko.
        A rozmowa, nawet dyskusja to moim zdaniem podstawa życia małżeńskiego!
        • ula_max Re: do Uli max 17.02.05, 13:09
          no przecież dziewczyna pisze, że facet nie chce jej pomóc. Więc radzę: odpuść
          bo szkoda nerwów. Przecież męża nie kupiła sobie w sklepie i reklamacji nie
          złoży. A prosiła i apelowała nie raz. I nie takiej rady dziewczyna szuka, bo
          już próbowała. Rozmowa ma sens gdy chcą rozmawiać oboje. No chyba, że lubi
          gadać do ściany.
          • mik5 Re: do Uli max 17.02.05, 13:38
            A ja radzę: nie radzić, zeby ktoś wpadał ze skrajności w skrajność i albo cały
            czas "zrzędził" albo wogóle się nie odzywał, zacisnął zęby i wszystko robił sam.
            Trzeba rozmawiać i już. Sądzę także, że czasem trzeba próbowac dostosować
            trochę sytuację w jakiej się jest do siebie, a nie tylko się dostosowywac do
            sytuacji.
            • ula_max "dostosować sytuację do siebie"???? 17.02.05, 13:57
              a niby jak? Przecież dziewczyna pisze, ze nie ma pomysłu juz co dalej zrobić.
              Skoro próbowała i się nie udało, no to moze w drugą stronę? Ja wcale nie piszę,
              że ma chodzić z obrażoną miną przez cały dzień, ani warczeć jak pies na męża.
              • kalina_p Re: "dostosować sytuację do siebie"???? 17.02.05, 14:03
                Tak, wszystko niech robi sama, da rade , jak setki matek-Polek! Niech sprzata,
                gotuje, chowa dzieci, moze jeszcze na pol etatu do pracy, zeby mąż miał na
                piwko z kolegami. I co wieczór wymyślna kolacyjka - owoce morza, może być,
                kochany mężusiu? Nóżki podnieś, skarbie, bo chcę odkurzyć...

                Wiesz, czesto właśnie ta 50-ta rozmowa pomaga. Albo po prostu jak coś się w
                zachowaniu zmieni, bo faktycznie, po co mąż ma się wysilać, skoro wszystko w
                domu i tak "samo się robi"? A może gdyby nie miał obiadu, gdyby nie było
                chleba, bo nie kupił, gdyby nie miał uprasowanych koszul... Może by coś
                przemyślał, zmienił. A tak? Po co ma się wysilać?
                • ula_max Re: "dostosować sytuację do siebie"???? 17.02.05, 14:37
                  gratuluje szantażu. Teraz wiem dlaczego mężowie odchodzą.
                  • mik5 Re: "dostosować sytuację do siebie"???? 17.02.05, 14:46
                    Ula, wypowiadasz się jak męska szowinistka wink
                    Teraz wiem, dlaczego żony nie odchodzą od leniwych mężow - bo mają podobny do
                    Twojego punkt widzenia !
                    • kalina_p do ula 17.02.05, 14:50
                      To chore podejście, nie rozumiem, jak można dać się wrobić w takie coś...A
                      mężuś wychodzi z domu, bo "nie może się patrzeć, jak się męczysz przy myciu
                      podłogi", hehehe.
                      • ula_max gdybym była wredna... 17.02.05, 14:55
                        a nie jestem, powiedziałabym: "widziały gały co brały". Przecież można od męża
                        odejść: wiesz kotku mi to nie pasuje, mam dość, spadam stąd. Poza tym moje
                        zycie nie jest przedmiotem rozważań w tym wątku. Więc nie zapędzaj się, bo to
                        świadczy o Twojej kulturze, a raczej jej braku.
                        • kalina_p Re: gdybym była wredna... 17.02.05, 15:02
                          Nie piszę o Twoim życiu tylko ustosunkowuję się do tego, co Ty piszesz a
                          spodziewam się, logicznie myśląc, że przedstawiasz swój punkt
                          widzenia...dl;atego współczuję podejścia do życia.
                          Z widziały gały co brały to racja, wiele kobiet najpierw lata wokoł męża, zeby
                          się przypadkiem nie zmęczył a jak się dziecko pojawia to mają problem, niestety.
                          Ale uważam, że rozmową czy innymi sposobami można mężowi coś uświadomić a tym
                          samym polepszyć sobie byt, zamiast przejmować na siebie wszystkie obowiązki i
                          siedzieć cicho.
                        • mik5 Re: gdybym była wredna... 17.02.05, 15:12
                          Pomiedzy tym, ze zauważam, że coś mi się nie podoba, a odejściem powinna byc
                          (niejedna) rozmowa.
                      • wieczna-gosia Re: do ula 17.02.05, 15:11
                        A
                        > mężuś wychodzi z domu, bo "nie może się patrzeć, jak się męczysz przy myciu
                        > podłogi", hehehe.

                        albo nogi podnosi jak zona odkurza pod biurkiem wink
                        • kalina_p Re: do ula 17.02.05, 15:48
                          hehehe...albo mówi "nie teraz, bo mi przeszkadzasz!"
                  • kalina_p Re: "dostosować sytuację do siebie"???? 17.02.05, 14:48
                    To nie szantaż. Nie rozumiem Cię - dlaczego ja miałabym robić za Hrabiego
                    WSZYSTKO? Jesteśmy partnerami, dzielimy się obowiązkami...
                    A mężowie odchodzą przeważnie OD kobiet zapracowanych, zmęczonych, nieciekawych
                    DO kobiet, które mają czas i ohcotę kochać się np. w samo południewink
                    • ula_max nie od żon które zrzędzą jak Wy n/t 17.02.05, 14:51
                      • kalina_p Re: nie od żon które zrzędzą jak Wy n/t 17.02.05, 14:54
                        My nie zrzędzimy, w ogóle do głowy mi zrzędzenie nie przychodzi, hehehe...
                        Za to współczuję Ci podejścia do życia. Córkę też wychowasz na cierpiętnicę -
                        niewolnicę Pana i Władcy Męża?
                        Uważasz, ze moim obowiązkiem po ślubie jest prasowanie i sprzątanie w domu? Ja
                        nigdy żelazka w ręku nie miałam! Dzielimy się obowiązkami i tyle.
                        Sprawiedliwie. I nie uważam, żebym musiała zachrzaniać w domu i przy dziecku
                        sama a mąż mieć wolne. Z jakiej racji???
                        • mik5 Re: nie od żon które zrzędzą jak Wy n/t 17.02.05, 15:13
                          Ula ma syna....
                          • kalina_p Re: nie od żon które zrzędzą jak Wy n/t 17.02.05, 19:04
                            to bylo hipotetycznie to o corcewink
                            • mik5 Re: nie od żon które zrzędzą jak Wy n/t 17.02.05, 20:07
                              oby nie było symptomatyczne, ze pisze tak mam chłopca...
                              • kalina_p Re: nie od żon które zrzędzą jak Wy n/t 17.02.05, 20:24
                                przyszla tesciowa, hehe
                                • ula_max do kaliny 18.02.05, 07:24
                                  jak zaczyna brakować argumentów należy skończyć dyskusję. Pozdrwaiam
                      • umasumak Ula 17.02.05, 15:04
                        Od ZRZĘDZENIA do ROZMOWY/NEGOCJACJI, jest baaaaardzo daleka droga. Ja mam
                        wrażenie, że autorka wątku, tak naprawdę nie rozmawiała z mężem, tylko właśnie
                        zrzędziła. Stąd być może niepowodzenia w jej relacjach z mężem. Pomijając
                        skrajne przypadki, z facetami można się dogadać i pewne rzeczy wyegzekwować,
                        nie szantażem, nie zrzędzeniem, nie tresurą, ale właśnie ROZMOWĄ. Pzdr
                        • kalina_p Re: Ula 17.02.05, 15:47
                          Ano o to chodziwink
                          • ula_max nigdzie nie napisałam że 18.02.05, 07:22
                            zona to niewolnica i powinna usługiwać mężowi. Powtórzę jeszcze raz bo niektóre
                            Panie nie umieją czytać tekstu ze zrozumieniem: powinna odpuścić zrzędzenie,
                            prośby, grożby i zacząć robić to co uważa za stosowne i na co ma czas. Polegac
                            na sobie i nie liczyć na męża. Ma czas gotuje, nie ma nie gotuje. Wy jej
                            radzicie rozmowy szantaż, przecież się kobieta wykończy. Doświadczone mamy
                            wiedzą, że to jest trudny okres w zyciu nie tylko kobiety, ale i całej rodziny.
                            Nagle pojawia się mały "terrorysta", z którym nie mozna negocjować trzeba się
                            dostosować, nam kobietom przychodzi to szybciej, facetom nawet czasami nigdy.
                            Zawsze ceniłam samodzielność i niezależność. Szlag mnie trafia jak czytam o
                            takich nierobach. Ale to my same wybrałyśmy ich na mężów, kusząc, nadskakując,
                            rozpieszczając, więc o co teraz chodzi? Bądźmy odpowiedzialne za swoje wybory.
                            A jakie macie propozycje, jak 52 rozmowa nie przyniesie rezultatu? Dalej
                            rozmawiać. Pozdrawiam
    • pieprz6 Re: Muszę się wyżalić ... 17.02.05, 11:45
      Mój też chciał się wymigiwać od różnych obowiązków! Byl okres kiedy przychodził do domu, jadł obiad i padał, a ja musiałam robić wszystko (Fakt zasuwał i zasuwa dalej jak maly traktorek (praca od 10-18, a potem jeszcze w domu różne fuchy)). Ale po kilku rozmowach, proszeniach, awanturach (łącznie z trzaskaniem drzwiami
      • mamakini Re: Muszę się wyżalić ... 17.02.05, 12:55
        Mój mąż wyjeżdża do pracy o 06.30 wraca ok. 19. Często ma jeszcze jakąś
        papierkową robotę w domu. Dlatego, kiedy 3 lata temu urodziła nam się dzidzia
        dobrowolnie wzięłam na siebie wszystkie obowiązki związane z domem i dzieckiem.
        Jakoś to się kręciło, chociaż czasem bywałam zmartwiona, że on nie odczuwa
        potrzeby spędzania czasu z córeczką. Fakt, że mąż nigdy się nie czepiał
        bałaganu, nawet, kiedy nie miałam czasu ugotować obiadu, to z uśmiechem wcinał
        kanapkismileKiedy Kingusia podrosła troszeczkę, mąż dorósł również do roli ojca.
        Dziś jest tak, że gdy tylko przekracza próg domu zaczyna się z małą bawić,
        zdarza się, że ją kąpie i usypia (wcześniej nie do pomyślenia). Kidy Kingusia
        czegoś potrzebuje w nocy, zawsze wstaje mąż. W każdą sobotę zabiera ją na pół
        dnia do teściów, a ja mogę odpocząć. Tak więc głowa do góry! Ludzie się
        zmieniają. Jeśli rozmowy nie przynoszą efektów radzę poczekać po prostu. Życzę
        powodzenia!Basia
    • shiraze Re: Muszę się wyżalić ... 17.02.05, 15:05
      Dziewczymki kochane, dziękuję za odzew. Od razu mi się lepiej na sercu zrobiło.
      Wiem, że sama jestem sobie winna, że mój mąż się taki wygodnicki zrobił. Wielka
      miłość robi czasem z mózgu sieczkę. Od początku naszej znajomości bardzo się
      starałam i robiłam to wszystko co teraz dla niego robię, tyle że wtedy z
      własnej woli, a nie z obowiązku. No i mi sie chłop przyzwyczaił, że mu obiad
      pod nos podam i pusty talerz do kuchni odniosę, że herbatki po obiedzie zrobię,
      itd...Wina leży też po stronie jego matki (której nie znoszę), której to był
      ukochanym synkiem (wychowywała go sama)i tak jak pisze jedna z Was, robiła za
      niego wszystko. Jak mi opowiadał kąpała go, zawiązywała mu sznurówki, podawała
      śniadanie do łóżka do lat KILKUNASTU !!!!! Do tej pory mu nadskakuje i kiedyś
      przy nim powiedziała do mnie, że obowiązkiem kobiety jest usługiwać mężowi!!!
      Jej ta wspaniała dewiza życiowa nie pomogła, bo jest po 3 rozwodach, a 4 facet
      zwiał przed ślubem. Ona też bardzo miesza w naszym małżeństwie, ale to już inna
      historia. Dzięki jeszcze raz za wsparcie. Całuję Was mocno.
      • pola777 Re: Muszę się wyżalić ... 17.02.05, 15:20
        no zacwiczylabym tego twojego meza na twoim miejscu jezu kobitki...
      • kalina_p Re: Muszę się wyżalić ... 17.02.05, 15:49
        Walcz o rownouprawnienie! Nigdy nie jest za pozno, rozmawiajcie o tym wszystkim
        i...trzymam kciuki!

        Pozdrawiam
    • mkonkol Re: Muszę się wyżalić ... 18.02.05, 09:38
      Niestety ale podzielasz los nie jednej z nas wink Tak to czasami bywa z naszymi
      panami mężusiami. U mnie również bywało różnie. Teraz jednak nie mogę narzekać.
      A właściwie nawet nie miałabym na co. Recepty na rozwiązanie problemu raczej
      nikt ci nie poda. Sama znasz swojego męża najlepiej i wiesz co na niego działa.
      Ostra rozmowa czy spokojne obgadanie. Najważniejsze jest to abyś nie zostawiła
      sprawy w takim stanie. Musisz coś z tym zrobić bo inaczej kaplica. Wykończysz
      się.
      Trzymam kciuki!

      Pozdrawiam.
    • monlud Re: Muszę się wyżalić ... 18.02.05, 09:49
      Poczytałam sobie wypowiedzi Pań i potwierdzam zdanie zarówno Uli (chybasmile jak i
      Kaliny (chybasmile- sorki, ale nie zwracam uwagi na imiona. Chodzi o to, że prawdą
      jest i to, że do niektórych przypadków próżna nawet i tysięczna gadka i to, że
      to absolutna wina kobiety. Znam takie dziewczyny, które by z każdej gliny coś
      ulepiły, ja natomiast zawsze byłam niedojdą życiową i faceci zawsze wchodzili
      mi na głowę. Były okresy gdy starałam się być sprytna, mądrzejsza i próbować
      kierować facetem, ale finalnie i tak mi nic z tego nie wychodziło.
      Po przeczytaniu wczoraj tego wątku "zbuzowałam się" i stwierdziłam, że muszę z
      moim nierobem zagadać. Zrobiłam to dziś rano i wiecie jak się skończyło?
      Zagotował się i zaczął krzyczeć. No i dla dobra synka, co by się nie stresował,
      nie ciągnęłam tematu dalej.
      Chociaż tak na marginesie, to chciałabym przejść jakieś "szkolenie" przez
      dobrego psychologa i zmienić samą siebie, bo to od tego trzeba zaczynać.
      Pozdrawiam wszystkie emamy, które tak jak ja nie radzą sobie z mężami.
      Monika
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka