Dodaj do ulubionych

KASA - miłośc , czy dobro dzieci

21.07.05, 13:19
taki sobie temat wolny....ale moze uda mi sie was nim zainteresowac...smile)
rozmawiałam wczoraj z moim mężem , o ....kasie , matce....cenie ....

a konkretnie , mozna powiedzieć film....niemoralna propozycja....
czyli
kiedy rodzi sie dziecko kobiecie zmienia sie optyka....jest matką ...lwica ,
dla której dobro jej dziecka jest jedną z wazniejszyc, a dla niektórych
najważniejszą sprawa w życiu...i tu nasówa sie problem ...kasa...
kazda z nas ma jakis status finansowy...lepszy czy gorszy...ale , zawsze może
mieć lepszy i co...??

właśnie tu pojawia sie problem ....
wyobrażmy sobie , że spotykasz dziś prezesa dużej firmy...ktory twierszi , ze
cie kocha...i do tego zarabia 250.000 zł miesiecznie.....
daje ci ogromne mozliwości ... wakacje na kubie... najlepsze szkoły dla
dzieci... np. harward..itp...

pytanie i co....
jak postapisz...w końcu kochasz swojego męza...ale ....

czy zastanawiałayście sie kiedyś....nad ceną zycia...w końcu pieniadze
szczęścia nie dają ....ale daja mozliwości.....

podyskutujmy o takiej hipotetycznej sytuacji....ale tak szczerze....nie
ideologicznie...

powiem tak , ja nie wiem jak bym postapiła..
i mozecie pisac co chcecie, ale nie wiem ...kocham swojego męża i jestem
szczęśliwa .....ale...

mój mąz twierdzi , ze kobieta poswięci swoje dobro , swoją miłośc by zapewnic
najlepsze warunki swoim dzieciom...czy ma racje
Obserwuj wątek
    • triss_merigold6 Re: KASA - miłośc , czy dobro dzieci 21.07.05, 13:27
      Nie. Propozycja mnie nie rusza, nawet hipotetycznie nie jest kusząca.
      Kilka powodów:
      - w związku z facetem stojącym o niebo lepiej finansowo czułabym sie
      uzależniona;
      - nasz dochody (tj. moje i męża + pomoc mojego ojca) są na tyle dobre, że
      zapewnimy dziecku przyzwoity start życiowy;
      - nie poswięciłabym swojego osobistego szczęścia, żeby materialnie jeszcze
      lepiej zabezpieczyć dziecko;
      - taki wybór wydaje mi się dość obrzydliwy moralnie, mniej więcej jak
      prostytucja;
      - cóż po najlepszych szkołach jesli dziecko okazałoby się np. tępe i leniwe?
    • lajlah Re: KASA - miłośc , czy dobro dzieci 21.07.05, 13:28
      Nigdy nie mowię nigdy. Mimo,że kocham swojego męża i on kocha mnie i w tej
      chwoli powiedziałabym "nie", bo nasz status materialny jest dobry, to nie wiem
      jak byłoby gdybyśmy nie mieli kasy np. na jedzenie. Aż taka pewna siebie nie
      jestem, żeby powiedzieć "nigdy i za żadne pieniądze".
    • verdana Re: KASA - miłośc , czy dobro dzieci 21.07.05, 13:28
      Zaraz - nie rozumiem.
      Masz się przespać z facetem i wziąć za to kasę, czy rzucić męża, odebrac własnym
      dzieciom ojca i przenieść się - rzekomo dla dobra dzieci - do zamozniejszego faceta.
      Opcja piersza - do rozwazenia. Ostatecznie, hm... Dzieciom krzywda się nie stanie.
      Opcja druga dla mnie po prostu absurdalna. Żadna szkoła, wakacje itd nie
      zastąpią dziecku rodzonego ojca. Krzywda dzieci i tyle. Harward jest naprawdę o
      wiele mniej wazny dla przyszłości i szczęścia dziecka od słabo zarabiającego,
      kochającego taty w domu.
      • triss_merigold6 Re: KASA - miłośc , czy dobro dzieci 21.07.05, 13:34
        To takie pseudoromantyczne rozważania.wink
        Opcja pierwsza czyli jednorazowe zatrudnienie w charakterze damy do
        towarzystwa... hm.. można dyskutować, byle sobie nie kłamać.
        Opcja druga - jak piszesz - nie do przyjęcia. Zresztą odkąd dowiedziałam się,
        że młody Bush skończył Harvard nie mam szacunku dla tej uczelni.D
        • aszar.kari Re: KASA - miłośc , czy dobro dzieci 21.07.05, 16:16
          triss_merigold6 napisała:

          > To takie pseudoromantyczne rozważania.wink
          > Opcja pierwsza czyli jednorazowe zatrudnienie w charakterze damy do
          > towarzystwa... hm.. można dyskutować, byle sobie nie kłamać.
          > Opcja druga - jak piszesz - nie do przyjęcia. Zresztą odkąd dowiedziałam się,
          > że młody Bush skończył Harvard nie mam szacunku dla tej uczelni.D

          Gwoli scislosci - Bush ukonczyl Yale (historie) a pozniej zrobil MBA w Harvard,
          co jest zupelnie inna para kaloszy niz "skonczenie" Harvardu smile
          Jesli zas chodzi o temat watku - odkrywam w sobie dziwne poklady feminizmu gdy
          czytam takie spekulacje wink Coz to - czyz faktycznie jedynym sposobem dla
          kobiety aby utrzymac siebie i dziecko jest usidlenie zamoznego prezesa? Eh,
          kiedyz wreszcie przyjdzie ten XXI wiek?
          smile
          Aszar
      • edytek1 Do verandy 21.07.05, 13:53
        Twoja madrość życiowa mi imponuje. Musiałam to w końcu napisać.
        • verdana Re: Do verandy 21.07.05, 14:10
          To nie mądrość. To wiek, hm.., dojrzały.
          "Doświadczenie, ten dar nieba, masz go, gdy ci już nie trzeba."
        • bea.bea Re: Do verandy 21.07.05, 14:19
          ja równiez bardzo cenię twoje zdanie...pozdrawiam
    • koala500 Re: KASA - miłośc , czy dobro dzieci 21.07.05, 13:30
      Mój status finansowy określiłabym jako przeciętny, i na pewno nie
      skorzystałabym z propozycji takowego "prezesa" po to, aby zapewnić dzieciom
      dobra typu: lepsza szkoła czy w ogóle wyższy standard życiowy.
      Ale wole nie myśleć co stałoby sie gdyby moje dziecko np. ciężko zachorowało
      (odpukać). Dla ratowania zdrowia czy życia stać by mnie było chyba na wszystko -
      obym nigdy nie stanęła przed koniecznością sprawdzenia tego.
    • e_r_i_n Re: KASA - miłośc , czy dobro dzieci 21.07.05, 13:32
      Ja nie lubie isc na gotowe, nie chcialabym byc z kims tylko dlatego, ze ma kase
      i jakis poziom zycia. Duzo bardziej wole dorobienie sie wszystkiego
      samodzielnie i jednoczesnie zapewnienie dziecku szczesliwej rodziny opartej
      na uczuciach, nie na kasie. Nawet, jesli ten poziom nie bylby jak z bajki.
      • kawusia76 Re: KASA - miłośc , czy dobro dzieci 21.07.05, 13:40
        nie sprawdzałam mozliwości ,,dorabiania sie",w pewnym sensie przyszłam na
        gotowe i wniosłam sporo w małzeństwo.uwazam ze posiadanie pieniędzy czyni ludzi
        szczęsliwymi,daje mozliwośc zapewnienia wszystkiego co najlepsze ukochanej
        osobie a na tym min.polega miłośc.znam przypadek kiedy przez brak kasy rozpadł
        sie w miarę dobry związek.
        mnie propozycja ,,prezesa "by nie zainteresowała, bardzo kocham męza,mamy
        wystarczająco duzo i wiemy jak to pomnażac,abyśmy mogli zapewnić naszej córci
        wszystko czego będzie chciała.
    • weronikarb Re: KASA - miłośc , czy dobro dzieci 21.07.05, 13:42
      Z moim mezem tez rozmawialismy na podobny temat tutaj chodzilo nam o "samo
      życie" i temat gdy matka (niewiem imienia bo rzadko ogladam ten serial) dla
      pieniedzy na leczenie chorego synka uprawiala prostytucje.
      Oczywiscie mojemu mezowi nie podobalo sie i to bardzo okreslil ja jednym
      slowem, zadne argumenty do niego nei docieraly (a ona nie byla mezatka).
      Wiem jednak jak ja bym postapila - napewno jak ona jak nie mialabym zadnych
      srodkow (a napewno wszystko sprawdzilabym i wszedzie wlazla aby cos zalatwic)
      to gdyby dalo sie ta droga to nie wachalabym sie ani chwili.
      Jesli dziecko cierpialoby biede i ja niewiedzialabym co mu wlozyc do garnka i
      wlasnie wtedy dostalabym taka "niemorlana propozycje" to powaznie bym sie
      zastanowila i niewiem jaka bylaby moja odpowiedz.
      A jesli chodzi tylko o podniesienie poziomu zycia i do tego zostawienie meza to
      nigdy, bo chocby chleb ze smalcem ale RAZEM.
      Takze trudno okreslic na "sucho" taka sytuacje bo jak stane przed faktycznym
      wyborem to moze to byc odwrotnie niz sie zarzekalam.
      Oby mnie to co opisalam ominelo - odpukac w niemalowane smile
      • triss_merigold6 Re: KASA - miłośc , czy dobro dzieci 21.07.05, 13:46
        O tyle bzdurne rozważania, że w realu bezrobotne matki przymierających głodem i
        ciężko chorych dzieci nie dostają nagle propozycji spędzenia reszty życia od
        prezesów zarabiających 250 tys.wink
        • bea.bea Re: KASA - miłośc , czy dobro dzieci 21.07.05, 14:18
          nie do końca sie z toba zgodze...zapewne historie o kopciuszkach to wyjatkowe
          zdkości , ale sie zdarzają.....
          natomiast nasz wieczorny temat urodziło zycie...

          kobieta ambitna, po studiach i wyjatkowo ambitna z dwójka wspaniałych dzieci (
          4+8), z męzem dobrym człowiekiem , ale...moze niezbyt ambitnym...moze zbyt
          słabym psychicznie...ale starającym sie....
          po urlopie wychowawczym znajduje prace w firmie.....i wpada w oko prezesowi....
          kobieta o mocnym kręgosłupie z żelaznymi zasadami....mąz dałby sie za nią pkroić
          ( za jej uczciwość) a jednak.....
          romans w ukryciu trwal....
          w końcu rozwód....i ponowny slub....

          minęło od tego czasu wiele lat...i nie ukrywa, ze przede wszystkim chodziło jej
          o dobro dzieci...a może o własna kariere.....

          i dlatego ten temat...
          a jednoczesnie o tym jak przewrotna jest natura ludzka...osoby za które inni nie
          dali by złamanego grosza są czasem , uczciwsze niż ci za których życie byś oddała...

          jednoczesnie mam kolege którego panienki obleghają ( mimo, .że brzydki i
          zapewniam niezbyt sympatyczny) a jednak 30000 miesi.ęcznie robi wrazenie....nie
          tylko na typowych panienkach
    • melka_x Re: KASA - miłośc , czy dobro dzieci 21.07.05, 13:49
      To zależy od Twojego nazwijmy go wyjściomym poziomu finansowego. Jak nie masz
      na czynsz, grozi Ci eksmisja, dziecko marznie w dziurawych butach, a jedyny
      ciepły posiłek zjada dzięki opiece społecznej to tak.
      W pozostałych wypadkach nie. Tym bardziej, że nawet najlepszą uczelnię można
      skończyć dzięki stypendium czy podejrzewam za kilkanaście lat dzięki w miarę
      korzystnie oprocentowanym, często częściowo umarzanym kredytom.
    • johana2 Re: KASA - miłośc , czy dobro dzieci 21.07.05, 14:01
      Jeżeli to miałaby być jednorazowa noc z mężczyzną, który mi się podoba, a
      byłoby to naprawdę dużo pieniędzy to tak. Ale męża bym nie opuściła za żadne
      pieniądze. (mimmo tego że od kilku miesięcy nie ma pracy)
    • mifka Re: KASA - miłośc , czy dobro dzieci 21.07.05, 14:06
      dobro dziecka to cos wiecej niz status materialny.dla mnie zadna z opcji nie do
      przyjecia. pierwsza, bo wierze,ze szczesliwa , pewna siebie i szanujaca wlasna
      osobe mama jest jednym z wielu skladnikow na szczesliwe dziecinstwo i
      powodzenie w zyciu doroslym. nie potrafilabym byc taka mama po akcie
      prostytucjii-choc go nie neguje-to po prostu nie dla mnie (moze zmadrzeje na
      stare lata, hi,hi). druga opcja jest juz dla mnie obrzydliwa, egoistyczna i nie
      ma nic wspolnego z zapewnieniem dzieciom jak najlepszych warunkow a jest
      zwyklym ograbianiem wlasnych dzieci z prawa do posiadania rodziny i milosci
      ojcowskiej oraz podejmowania niezaleznych decyzji dotyczacych wlasnej osoby.
      oczywiscie moje zdanie mogloby ulec zmianie w zaleznosci od sytuacji i
      osobowosci malzonkow itp. to co napisalam wyzej odnosi sie raczej do mojej
      sytuacji i osobowosci.
    • minigosia Re: KASA - miłośc , czy dobro dzieci 21.07.05, 14:20
      A co to za miłość do dziecka, która odbiera mu ojca i popycha w stronę
      pieniędzy? Tak mogą myśleć tylko kobiety, które nie kochają swoich mężów.
      • r.kruger Re: KASA - miłośc , czy dobro dzieci 21.07.05, 14:28
        Oj,za bardzo kocham męża żeby odejść-z kim kolwiek o jakim kolwiek portfelu
        mimo iz oboje marzymy o lepszym statusie...
        Ale też rozmawialiśmy kiedyś o tragedii rodziców których nie stać na leczenie
        dzieci.Na leczenie dziecka mogłabym sprzedać ciało,dusze i spocząć na dnie
        piekła moralnego...
    • ykke Re: KASA - miłośc , czy dobro dzieci 21.07.05, 16:40
      Jeśli nie miałabym co do garnka włozyc i znikąd pomocy - bez wahania. Ale
      teraz, kiedy jest jak jest, starcza jakos do wypłaty - nie. No, chyba że by mi
      zawrócił w głowie. Ale wtedy bez zapłaty wink A mąż i tak mnie wkurza wink))
    • ania.freszel Kasa to tylko srodek - nie cel 21.07.05, 17:57
      wiec dla mnie cala sytuacja opisana przez Ciebie jest nierealna i nie musze
      hipotezowac ani nic z tych rzeczy. Kocham mojego meza do obledu, i zaden prezes
      z kasa nie wchodzi w gre. Poza tym budowanie przyszlosci na korzysciach
      materialnych to troche nieporozumienie.....
      Poza tym pasuje mi moj status materialny. Fakt daleko nam do Carringtonow ale
      trzeba sie cieszyc z tego co sie ma - inni nie maja nawet polowy tego. Ciesze
      sie ze mam zdrowe dziecko, niektorzy mowia ze sliczne ze mam przystojnego
      faceta, dom i samochod, mamy prace. Co mi wiecej trzeba??
    • haganna Re: KASA - miłośc , czy dobro dzieci 21.07.05, 21:19
      Nie sprzedałabym się nawet dla dobra moich dzieci. Prostytucję należy nazywać
      po imieniu. Zachowanie pani, o której piszesz uważam za niemoralne.
      Piszę z perspektywy młodej pracownicy korporacji, w której zatrudnionych jest
      mnóstwo expatów z pensją przekraczającą rzeczone 30000 i tylko czekających na
      romansik z Polką. Mam swój honor i swoją godność. Szanuj siebie, to i inni będą
      ciebie szanować - truizm, prawda?
    • zona_wojtka Re: KASA - miłośc , czy dobro dzieci 21.07.05, 21:27
      bea.bea napisała:

      > mój mąz twierdzi , ze kobieta poswięci swoje dobro , swoją miłośc by zapewnic
      > najlepsze warunki swoim dzieciom...czy ma racje


      Owszem, może tak, ale co on by powiedział, gdyby przeczytał, co tu napisałaś?
      • bea.bea Re: KASA - miłośc , czy dobro dzieci 21.07.05, 21:51
        nie napisałam niczego ,czego by mój mąz nie wiedział...smile
        npisałam , że nie wiem jak bym pstąpiła bo nie wiem...
        jetem raczej przekonana , ze nie sprzedałabym swojej skóry...ale w zyciu sa tak
        rózne sytuacje, ze nie wiem .....

        rozwazlismy równiez , ta druga stronę,,,,jak zyje sie ze swiadomościa , ze
        ktoś jest z tobą tylko dlatego , że masz kase.....
        • zona_wojtka Re: KASA - miłośc , czy dobro dzieci 22.07.05, 16:07
          bea.bea napisała:

          > nie napisałam niczego ,czego by mój mąz nie wiedział...smile
          > npisałam , że nie wiem jak bym pstąpiła bo nie wiem...
          > jetem raczej przekonana , ze nie sprzedałabym swojej skóry...ale w zyciu sa
          tak
          > rózne sytuacje, ze nie wiem .....
          >
          > rozwazlismy równiez , ta druga stronę,,,,jak zyje sie ze swiadomościa , ze
          > ktoś jest z tobą tylko dlatego , że masz kase.....


          No dobrze; więc on wie, że nie wiesz, co byś w takiej nadarzającej się sytuacji
          zrobiła. Ok.
          Ale co on myśli na temat twojego ewentualnego poświęcenia miłości nie tylko
          swojej, ale także jego miłości? Miłości do ciebie? Też by zrozumiał, że to dla
          dobra dzieci?
    • virtual_moth Re: KASA - miłośc , czy dobro dzieci 21.07.05, 21:38
      Nie, bo przekonałam się na własnej skórze, że moje szczęście jest niezależne od
      stanu konta. Zawsze marudzęwink

      Miałam kiedyś kase, teraz jej nie mam i czuję się tak samo. Potrafię sobie
      siebie wyobrazić zwolnioną z martwienia się o kasę i niewiele by to zmieniłowink
      Poza tym zdobywanie kasy i martwienie się o lepszą przyszłość dla dzieci
      (lepsza szkoła, lepsze warunki) to zasadniczo motor życia. Co by było, gdybym
      już się martwić nie musiała?wink
    • liberata Re: KASA - miłośc , czy dobro dzieci 21.07.05, 22:13
      U kobiety sex jest powiązany z uczuciami. Bardzo łatwo zakochać się w takim
      panu, który sypie groszem na prawo i lewo i w łóżku jest niczego sobie. I wtedy
      tragedia gotowa. Kobieta śni o księciu z bajki, a mąż robi się coraz bledszy.
      Był taki film "Niemoralna propozycja".
    • palka_zapalka Re: KASA - miłośc , czy dobro dzieci 21.07.05, 22:14
      Nie mnie to nie rusza, po pierwsze byłabym na chwilę bo jakaś inna laska młoda,
      piękna zajełaby moje miejsewink po drugie zwykle Ci faceci nie są przystojni, a
      wręcz brzydcy a mój mąż w moich oczach jest bardzo męskiwink
      po trzecie ja tak nie potrafię jestem zodiakalnym rakiem i typowo domatorem i
      wierną osobąwink

      Jednak są ludzie co mówią zadna żona to nie mydło i sie nie wymydliwink
      • ekan13 Re: KASA - miłośc , czy dobro dzieci 21.07.05, 23:05
        Przypomina mi się piosenka Maryli rodowicz Weselne dzieci, gdzie refren brzmi:

        Szukam kogoś, kogoś na stałe
        na długą drogę w dal
        Szukam kogoś na życie całe
        na wspólny śmiech i żal
        I niech by miał choć parę groszy
        a w oczach ciepła dość
        I niech by nie był wśród ludzi najgorszy
        I niech by mnie kochał, kochał jak ja jego
        ej czy znajdę takiego

        Ja znalazłam kogoś takiego. 250 tys. ładnie pewnie pachnie, ale czy dałoby szczęście? Nie wiem, wątpie. Szczęście to prawdziwa miłość i szacunek do siebie też, a w tym układzie ciężko było by mi szanować siebie. Mówię szczerze - nie weszła bym w to. Mój mąż ostatnio stracił pracę, jest w sumie ciężko ale dźwigamy to razem i jakoś wspólnie wierzymy, że będzie dobrze. Mamy siebie, a to tak wiele. Nie wyobrażam sobie zostawić go teraz dla kogoś z kasą.
    • g0sik Re: KASA - miłośc , czy dobro dzieci 21.07.05, 23:19
      Mój mąż to miłość mojego życia. Wyrozumiały, czuły, zaradny i na dodatek
      świetnie zarabiający. Co prawda nie tyle co w/w Prezes ale po dołożeniu mojej
      pensji żyje się nam całkiem wygodnie. Coś czego się nie da przeliczyć na
      pieniądze, to jego miłość do Oli i odwrotnie......więc uzasadnienie, że ja z
      Panem Prezesem dla dobra dziecka odpadasmile)) Zreszta ja przede wszystkim liczę
      na siebie, swoją pracę i jestem pewna, że gdyby nie wiem co, dam radę bez
      oglądania się na takie propozycje!
    • adsa_21 Re: KASA - miłośc , czy dobro dzieci 22.07.05, 07:38
      ja bym do tego bogatego poszla..smile
    • agnes0101 Re: KASA - miłośc , czy dobro dzieci 22.07.05, 09:07
      Ja na to bym napewno nie poszła, choć w mojej sytuacji byłoby to cudowne
      wyjście - jedna noc i tyle kasy. Piszę "w mojej sytuacji" gdyż jesteśmy młodym
      małżeństewm na dorobku powiedzmy średnio zarabiający jednak z kredytem
      mieszkaniowym na karku. Także same widzicie że to byłoby super rozwiązanie.
      Ja jednak nieco odwróciłabym pytanie, które jest bardziej realne i pewnie
      niejedna rodzina ma ten dylemat. Otóż, czy dla poprawienia statusu rodziny
      warto dorabiać bo godzinach czy przyjmować prywatne zlecenia, co oczywiście
      wiąże się z brakiem czasu dla rodziny przez co zatraca się w jakimś sencie z
      nią więź gdyż brak czasu i siły na czułość, zabawę z dzieckiem czy zwyczajną
      rozmowę. Przepraszam że zmieniam nieco wątek i jeśli nie chcecie nie
      podejmujcie tego tematu. Jednak ja mam ten dylemat. Powodzi nam się
      przeciętnie, tzn. gdyby nie kredyt na mieszkanie i perpektywa urządzania tego
      mieszkania żyłoby się nam na całkiem niezłym poziomie. Jednak nikt nie jest
      wstanie nam pomóc i musimy sobie radzić samie. Mój mąż jest architektem więc
      teraz jak tylko może załatwia sobie dodatkowe prace. Czasami jestem na to zła
      gdyż zawsze miałam dużą pomoc męża a teraz wszystkim muszę zająć się sama. Nie
      rozmawiam jednak z nim na ten temat bo wiadamo pieniądze nam są potrzebne ale
      jakim kosztem? Powtarzam jeszcze raz czy godzicie się na to by wasi mężowie
      więcej czasu spędzali w pracy dla podniesienia statusu materialnego rodziny?
    • iwles Gdyby to był Robert Redford..... 22.07.05, 15:10
      .... to bym nawet tej kasy nie chciała smilesmilesmilesmilesmile
      Za darmochę bym poszła jak w dym .
      smilesmilesmilesmile
      • verdana Re: Gdyby to był Robert Redford..... 22.07.05, 16:13
        A ja nadal nie rozumiem - niezaleznie od miłosci dą męża i do pieniedzy, gdzie
        tu jest dobro dzieci?
        Dzieci z rozbitych rodzin znacznie częściej mają kłopoty, niż dzieci z mamą i
        tatą w domu. Kasa jakoś nie ma tu nic do rzeczy. Więc w gruncie rzeczy do
        bogatego faceta można zwiać, aby samemu lepiej żyć i nie mieć finansowych
        kłopotów. Ale nie dla dzieci, tylko poświęcając dobro dzieci.
        I tyle.
        • iwles Re: Gdyby to był Robert Redford..... 22.07.05, 16:41
          Mówimy o całym zyciu ?
          Ja myślałam, że o jednej nocy i to niekoniecznie związanej z seksem (tak jak to
          było w "Niemoralnej propozycji".)

          Verdano - masz całkowitą rację.
          Tak na poważnie - to dla mnie nie kasa jest najważniejsza, tylko człowiek. To
          jaki jest.
          A niestety zdarzają się tacy tatusiowie, którzy na to miano nie załugują.
          Wtedy - gdybym ja znalazła się w takiej sytuacji i zjawił się na mojej drodze
          człowiek dobry, zarówno dla mnie jak i dla mojego dziecka, a do tego miał też
          kasę no i powiedział, że mnie kocha...
          ... nie zastanawiałabym się, co wybrać.

          Iwona.
    • attena76 Re: KASA - miłośc , czy dobro dzieci 22.07.05, 17:23
      bea.bea napisała:

      ...> właśnie tu pojawia sie problem ....
      > wyobrażmy sobie , że spotykasz dziś prezesa dużej firmy...ktory twierszi , ze
      > cie kocha...i do tego zarabia 250.000 zł miesiecznie.....

      hmm.. nie on jeden mnie kochasmile a do tego moja firma jest troche wiecej arta
      wiec mi portfelem nie zaimponuje

      > daje ci ogromne mozliwości ... wakacje na kubie...

      kuba?? wolałabym szeszele albo inne majorki

      najlepsze szkoły dla
      > dzieci... np. harward..itp...

      to zaley czy dzieciaki by chciały


      >
      > pytanie i co....
      > jak postapisz...w końcu kochasz swojego męza...ale ....
      >
      > czy zastanawiałayście sie kiedyś....nad ceną zycia...w końcu pieniadze
      > szczęścia nie dają ....ale daja mozliwości.....

      Życie nie ma ceny. choc ktoś kiedyś powiedział że każzdy ma swoją cenę (i nie
      chodzi tu o pieniądze)


      >
      > podyskutujmy o takiej hipotetycznej sytuacji....ale tak szczerze....nie
      > ideologicznie...

      podyskutujmy

      >
      > powiem tak , ja nie wiem jak bym postapiła..
      > i mozecie pisac co chcecie, ale nie wiem ...kocham swojego męża i jestem
      > szczęśliwa .....ale...

      ale jakby ci ktoś dał propozycje nie do odrzucenia to byś sie zgodziławink

      >
      > mój mąz twierdzi , ze kobieta poswięci swoje dobro , swoją miłośc by zapewnic
      > najlepsze warunki swoim dzieciom...czy ma racje.

      przepraszam, a mężczyzna nie poświęci się dl arodziny??
      • mifka Re: KASA - miłośc , czy dobro dzieci 22.07.05, 17:46
        zgadzam sie z verdana. gdzie w tym wszystkim dobro dzieci? bo ja go jakos nie
        widze.
        mój mąz twierdzi , ze kobieta poswięci swoje dobro , swoją miłośc by zape
        > wnic
        > > najlepsze warunki swoim dzieciom...czy ma racje.
        >
        tak, bylabym gotowa zyc z czlowiekiem ktorego nie kocham gdyby byl ojcem moich
        dzieci (albo zastepowal ojca miom dzieciom), kochal je, byl obecnym,
        zaangazowanym, wspanialym tata, przewodnikiem, nauczycielem, opiekunem, ktory
        dba o dobro rodziny. mysle, ze kobiety i mezczyzni maja troche inne
        wyobrazenie "najlepszych warunkow"-pewnie wielu facetow nie uwierzyloby gdyby
        ktos im powiedzial, ze wiekszosc pan woli rower od luksusowego samochodu,
        bukiet stokrotek od najdrozszego bukietu roz jesli sa one drami serca i
        wyrazami szacunku i milosci. a ze kasy cigle brak? w koncu nie mozna miec
        wszystkiego bo zycie straciloby sens...
        • iwles Re: KASA - miłośc , czy dobro dzieci 22.07.05, 17:51
          mifka napisała:

          > tak, bylabym gotowa zyc z czlowiekiem ktorego nie kocham gdyby byl ojcem
          moich
          > dzieci (albo zastepowal ojca miom dzieciom), kochal je, byl obecnym,
          > zaangazowanym, wspanialym tata, przewodnikiem, nauczycielem, opiekunem, ktory
          > dba o dobro rodziny.

          Przecież dzieci wyczują, że rodzice się nie kochają. A to też nie jest właściwe
          dla dobra dziecka.

          A co w sytuacji, jeśli tatuś nie jest takim tatusiem, jak go opisałaś ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka