Dodaj do ulubionych

Dziewczyny co doradzicie w takiej sytuacji?

09.09.05, 12:18
Przyszła dzisiaj do mnie przyjaciółka. Jej rodzice się rozwodzą. Ona ma już
własne życie, męża, dzieci i jej już to właściwie nie dotyczy, ale ...jest
załamana. Wszystko miało pójść szybko i gładko, a tu nagle jedna ze stron się
rozmyśliła.
A cała historia jest taka. Postaram się w skrócie smile
Rodzice żyli razem przez przeszło 25 lat. Jednak zawsze problemem u niej w
domu było pijaństwo jej matki. Była to kobieta , która nie odmówiła nigdy
alkoholu i lubiła wszelkiego rodzaju imprezy. Jej maż natomiast to człowiek ,
który raz do roku przy jakiejś okazji wypił lampkę wina. Matka przychodząc z
pracy pod wpływem alkoholu wszczynała często kłótnie i awantury. Była
zazdrosna o doskonałe stosunki jakie łączyły męża i córkę. Mimo, że córka
była związana z chłopakiem, który również miał dobry kontakt z teściem –
sugerowała, ze relacje ojca z córką są chore, że mają romans !!!! Mówiła
nawet do córki, że małżeństwo psuje jej się właśnie przez nią bo ona zabiera
jej miłość męża! Alkohol już jej „padał na głowę”. Jednak prawdziwy kryzys
nastąpił jakieś trzy lata temu. Matka kupiła sobie komórkę i zaczęła
flirtować przez smsy z innymi mężczyznami, a nawet uprawiać z nimi wirtualny
seks. Po powrocie z pracy siedziała pod wpływem alkoholu i kilka godzin
stukała w komórkę pisząc kolejne smsy. Zaczęła również umawiać się z tymi
mężczyznami w realu. Jednak mieli problem z lokum (hotele drogie) wpadła wiec
na taki pomysł, by kupić mieszkanie, jednak nie na siebie tylko na swoją
matkę (tak było bezpieczniej, że w razie rozwodu nie będzie musiała się tym
dzielić). Mieszkanie, w którym mieszkała z mężem było wykupione za pieniądze
męża (ale rozdzielności nie mieli wiec należało do obojga), ona tymczasem
wzięła pieniądze ze swojego kąta i wspólną książeczkę mieszkaniowa o wartości
ok. 20000zł. i przy jej pomocy kupiła to mieszkanie na swoją matkę.
Wyprowadziła się. Przy wyprowadzce była bardzo uprzejma, tzn. powiedziała do
męża, ze ona nie chce nic (bo wzięła książeczkę mieszkaniową i pieniądze,
które co prawda były na jej koncie – no ale nie mając z mężem rozdzielności –
były wiec wspólne – tak samo jak wspólne jest to mieszkanie w którym
mieszkali razem przez 20lat), tzn. bierze tylko tam trochę AGD, a tak to nie
chce ani mieszkania, ani samochodu, a mieszkanie (swoja polowe) chce
przepisać córce. Oboje z mężem obiecywali córce, że jak wkroczy w dorosłe
życie to dostanie to duże mieszkanie w którym mieszkają, a oni sobie kupią
inne.
Matka zamieszkała wiec sama. Widywana była kilkokrotnie w towarzystwie
mężczyzn (nawet się z tym nie kryła). Teraz ojciec chce wziąć rozwód (bo nie
mieszkają już razem 2 lata) , chce swoją połowę mieszkania dać córce (zgodnie
z obietnicą), a sam kupić sobie inne. Córka szczęśliwa że w końcu będzie
miała swoje mieszkanie (bo pół da jej ojciec a pół matka) Wszystko niby było
już uzgodnione, a tu na sali rozwodowej żona mówi, że nie da rozwodu dopóki
jej mąż mieszkania i samochodu nie spłaci. Nawet sędzina kilkakrotnie
zwracała jej uwagę , ze ta rozprawa nie ma nic wspólnego z podziałem majątku,
ale ona dalej swoje, powtarzała to kilka razy. Dodała jeszcze , że musiała
się wyprowadzić by opiekować się chorą matką bo to mieszkanie jest na matkę
(kłamstwo, matka mieszka gdzie indziej. Czy można tak kłamać przed sądem?
Mieszkanie jest na jej matkę, ale ona dała jej gotówkę na jego kupno i babcia
mieszka gdzie indziej!!!). Teraz mężowi zostało tylko jedno – rozwód z
orzekaniem o winie. Córka, sąsiedzi będą musieli zeznawać. Jakie ma szanse
mąż? Czy będzie musiał ją spłacać. Jakie koszta będzie musiał ponieść? Jak
udowodnić , że matka mówi kłamstwa? Ile rozprawa może potrwać.
Koleżanka jest załamana. Żal jej ojca przede wszystkim, bo ona ma już swoje
życie i rodzinę, a ojciec będzie musiał wszystkie brudy matki wywlekać przed
sąd. Chciał tego uniknąć, ale ..co ma zrobić, innego wyjścia nie ma. Matka po
wyjściu z sali rozwodowej powiedziała do męża : „Po co wdawałeś o rozwód ,
mogło być tak jak było, chciałeś wojny, będziesz ją miał”. Ojciec musiał w
końcu wnieść pozew. Przecież chciał sobie ułożyć życie na nowo, a nie słuchać
jak coraz to nowe osoby mówiły mu: „widzieliśmy dzisiaj twoją żonę z jakimś
facetem za rączkę” (bo przecież to wciąż była jego żona).
Co Wy byście w takiej sytuacji zrobiły? Ja nie wiem co mam koleżance
doradzić, nie znam się na tym w ogóle.
Dziękuję za cierpliwe doczytanie do końca....
Pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • menadka Re: Dziewczyny co doradzicie w takiej sytuacji? 09.09.05, 12:36
      Niech tata koleżanki weźmie dobrego adwokata.
      Bez orzeczenie o winie (kobiety oczywiście) na pewno się nie obejdzie.
      Przyjemne to na pewno nie będzie ale raczej nie ma innego sposobu.
      • joanna1982 Re: Dziewczyny co doradzicie w takiej sytuacji? 09.09.05, 13:16
        Popieram poprzedniczkę. Nistety sama jestem matką chrzestną dziewczynki, której
        mataka idealnie pasuje do opisanej kobiety.(odebrano jej prawa rodzicielskiei
        ma zakaz zbliżania sie do dziecka)
        Niech facet walczy o swoje bo taka to mu spokoju nie da i jeszcze bedzie go
        nachodziła że coś tam jej zabrał. Oj znam taką historię. Współczuję koleżance
        i jej ojcu. Trudno sie mówi ale niech wywleka brudy bo inaczej moze nic nie
        mieć.
        Pozdrawiam i wytrwałości życzę.
    • mruwa9 Re: Dziewczyny co doradzicie w takiej sytuacji? 09.09.05, 13:28
      Co doradzic? nie wtracac sie. Mozesz kolezanki wysluchac, ale nie mozesz byc
      strona w konflikcie.
      • kasssannndra Re: Dziewczyny co doradzicie w takiej sytuacji? 09.09.05, 13:31
        mruwa9 napisała:

        > Co doradzic? nie wtracac sie. Mozesz kolezanki wysluchac, ale nie mozesz byc
        > strona w konflikcie.
        _
        A jeśli kolezanki ojciec poprosi mnie o to bym była świadkiem?Czy mam prawo
        odmówic, czy jak mnie sąd wezwie to bedę musiała powiedzieć to co wiem na temat
        sprawy (a wiem sporo bo widziałam wielokrotnie tą babę pod wpływem alkoholu)?
        • mruwa9 Re: Dziewczyny co doradzicie w takiej sytuacji? 09.09.05, 13:39
          IMHO masz prawo odmowic, bo to nie jest sprawa karna. Ale nie jestem
          prawnikiem. A jesli sie zdecydujesz zeznawac, to i tak musisz mowic prawde.
          • aleksandrynka Re: Dziewczyny co doradzicie w takiej sytuacji? 09.09.05, 16:20
            mruwa, ale dlaczego kassandra nie może być stroną w konflikcie? Jeśli widziała
            coś, była świadkiem jakich sytuacji, a nawet słuchała załamanej koleżanki,
            przecież to są dowody, a stanowisko kasandry chyba jest takie, żeby wszystko
            dobrze się skończyło - czyli dobrze dla ojca tej dziewczyny... W tym wypadku
            może ona pomóc, po prostu...
    • 18_lipcowa Re: Dziewczyny co doradzicie w takiej sytuacji? 09.09.05, 18:38
      Ja proponuję przestać się interesowac czyimiś rozwodami.
      • kasssannndra lipcowa 10.09.05, 11:29
        18_lipcowa napisała:

        > Ja proponuję przestać się interesowac czyimiś rozwodami.
        ___
        Być moze ty byś tak zrobiła, ja tak nie potrafie, jeżli ktos przychodzi do mnie
        po pomoc , po radę, to chce mu ją dać. Nie interesuje sie tylko czubkiem
        swojego nosa w przeciwieństwie do co niektórych pań.
        • 18_lipcowa Re: lipcowa 10.09.05, 12:41
          kasssannndra napisała:

          > 18_lipcowa napisała:
          >
          > > Ja proponuję przestać się interesowac czyimiś rozwodami.
          > ___
          > Być moze ty byś tak zrobiła, ja tak nie potrafie, jeżli ktos przychodzi do
          mnie
          >
          > po pomoc , po radę, to chce mu ją dać. Nie interesuje sie tylko czubkiem
          > swojego nosa w przeciwieństwie do co niektórych pań.

          Ja wychodzę z założenia że do czyjegoś małżenstwa nie nalezy się wpier.....lać.
          • kasssannndra Re: lipcowa 10.09.05, 12:50
            Owszem "do czyjegoś małżenstwa nie nalezy się wpier.....lać", niech mąz leje
            żonę, niech ją zabije... po co sie w to wpier....lać. Masz racjie, najlepiej w
            nic sie nie wpier....lac. Jak tatuś bije dizecko, że londuje ono w stanie
            krytycznym w szpitalu, to też nie należy sise wpier...lać.


            • 18_lipcowa Re: lipcowa 10.09.05, 13:21
              kasssannndra napisała:

              > Owszem "do czyjegoś małżenstwa nie nalezy się wpier.....lać", niech mąz leje
              > żonę, niech ją zabije... po co sie w to wpier....lać. Masz racjie, najlepiej
              w
              > nic sie nie wpier....lac. Jak tatuś bije dizecko, że londuje ono w stanie
              > krytycznym w szpitalu, to też nie należy sise wpier...lać.
              >


              Jezu nie podniecaj się tak słowem wpie....lać. Nigdy go nie słyszałaś?
              To nie chodzi o olewanie czy znieczulicę, do małżenstwa rodziców własnych czy
              brata to moze bym powiedziala uwagę gdybym ją miała, ale rozwód rodziców
              koleżanki nie powinien Cię interesować...
              >
              • kasssannndra Re: lipcowa 10.09.05, 16:09
                18_lipcowa napisała
                Jezu nie podniecaj się tak słowem wpie....lać. Nigdy go nie słyszałaś?
                > To nie chodzi o olewanie czy znieczulicę, do małżenstwa rodziców własnych czy
                > brata to moze bym powiedziala uwagę gdybym ją miała, ale rozwód rodziców
                > koleżanki nie powinien Cię interesować...
                _______________-
                Na szczescie żadna z moich koleżanek sie nie rozwodzi.
                Proszę czytać ze zrozumieniem post, a później na niego odpowiadać.
                • czajkax2 hehe 10.09.05, 19:57
                  kassandra ale to chyba ty powinas czytac ze zrozumieniemsmile) Lipcowa napisała ze
                  rozwód rodziców kolezanki,a nie rozwód kolezankismile)))))
                  • kasssannndra Re: hehe 10.09.05, 20:25
                    ...no rzeczywiście...
                    przepraszam wiec lipcową
                • 18_lipcowa Re: lipcowa 10.09.05, 23:44
                  kasssannndra napisała:

                  > 18_lipcowa napisała
                  > Jezu nie podniecaj się tak słowem wpie....lać. Nigdy go nie słyszałaś?
                  > > To nie chodzi o olewanie czy znieczulicę, do małżenstwa rodziców własnych
                  > czy
                  > > brata to moze bym powiedziala uwagę gdybym ją miała, ale rozwód rodziców
                  > > koleżanki nie powinien Cię interesować...
                  > _______________-
                  > Na szczescie żadna z moich koleżanek sie nie rozwodzi.
                  > Proszę czytać ze zrozumieniem post, a później na niego odpowiadać.

                  No ja zrozumialam. Chodzi o małzenstwo rodziców koleżanki,

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka