Dodaj do ulubionych

dziecko w restauracji....koszmar

05.03.06, 15:26
umówiłam się na obiad....Wszystko byłby ok, gdyby nie rodzina z dzieckiem
jakims mało rozgarniętym ok 3 latnim.
Dziecię, piłowało dziób, pluło, przewracało co miało obok siebie, zaśmiewało
się z tego powodu. Kelnerzy biegali dookoła ściekli, inni ludzie spokojnie
zjeść nie mogli.
Dajcie spokoj nie po to płacę dużą kasę za jedzenie obsługę i resztę, żeby
spokojnie nie zjeść, nie móc pogadać, koszmar.
problem był taki że rodzice świetnie bawili się tym że ich dzieciak jest taki
mądry.
Zagotowałam się.
Obserwuj wątek
    • mamalgosia Re: dziecko w restauracji....koszmar 05.03.06, 15:27
      co to znaczy: piłowało dziób?
      • michiko krzyczało, wydawało zbyt głośne nie artykułowane 05.03.06, 15:29
        dzwięki.
        Mordę darło!!!!
        • mamalgosia Re: krzyczało, wydawało zbyt głośne nie artykułow 05.03.06, 15:32
          Acha
          No tylko co nalezało zrobić?
          Czy Ty miałaś zwrócić uwagę?
          Czy kelnerzy?
          czy wina dziecka, że wrzeszczy?
          Osobiście uważam, że jedynie wine ponoszą rodzice.
          • michiko kwestia wychowania, ja bym nie cieszyła się 05.03.06, 15:35
            z tego zachowania między ludzmi. Jedyne słowo na określenie ziecka to
            JASKNIOWIEC.
            • maxima10 Re: kwestia wychowania, ja bym nie cieszyła się 05.03.06, 23:53
              ty nienawidzisz dzieci, prawda? Wystarczy poczytac twoje okreslenia pod adresem
              dziecka? Trzeba bylo wyjsc ZOLZO.
          • ojejkuniu Re: krzyczało, wydawało zbyt głośne nie artykułow 05.03.06, 15:38
            gorzej, ze niektórzy rodzice nie widzą problemu w tym, że ich słodki
            dzieciaczek drze ryja- inaczej sie tego okreslic nie da, w miejscu publicznym i
            do głowy im nawet nie przyjdzie, że komuś może to przeszkadzać...uncertain
            a spróbuj zwrócic takim uwagę...

            eh..
            • michiko mają dziecko i to jest święte i takiemu bachorowi 05.03.06, 15:41
              wszystko wolno.
              Pluc krzyczeć, zakłócac innym spokój.
              Jak w bloku mieszkałam to mieszkali tacy święto je... co mieli taki pogląd.
              Skutecznie ich wyprowadzono z błędu. Zasada żyj i daj żyć innym obowiążuje.
              Nikt nie ma obowiązku tolerowania złego zachowania szczegónie głupich rodziców
              i dzieci - jaskiniowców.
              • mufka51 Re: mają dziecko i to jest święte i takiemu bacho 05.03.06, 16:07
                Moje dziecko nigdy się tak nie zachowywało,więc podejrzewam że też by mi coś
                takiego przeszkadzało.
                Nie wiem jak postępują inni rodzice,ale ja zawsze starałm się wytłumaczyć
                synowi,że są takie miejsca ,w których zachowujemy się inaczej niż na placu zabaw.
                Wierzę,że coś takiego może innym ludziom przeszkadzać.
              • jjlb michiko 05.03.06, 20:41
                Analizując twoje wypowiedzi stwierdzam ponad wszelką wątpliwość, że to CIEBIE
                matka nie wychowała !!!!
              • bri Re: mają dziecko i to jest święte i takiemu bacho 06.03.06, 10:20
                LOL, poczekaj wink Jeśli Twoje dzieci wdadzą sie w Ciebie to też ciężko Ci je
                będzie czasem je uciszyć.
                • jusytka Re: mają dziecko i to jest święte i takiemu bacho 06.03.06, 13:18
                  Chyba lepiej będzie dla nich jak trafią na inną mamusię ...
        • jusytka Re: krzyczało, wydawało zbyt głośne nie artykułow 05.03.06, 15:42
          michiko napisała:
          > Mordę darło!!!!< - zapewne sama nie masz dzieci i nie życzę ci tego sad Szkoda
          słów !
          • michiko no nie zgadłaś... ale tekst w twoim wydaniu..".... 05.03.06, 15:44
            > Mordę darło!!!!< - zapewne sama nie masz dzieci i nie życzę ci tego :
            > ( Szkoda
            > słów !"
            pokazuje poziom kultury na jakim się znajdujesz...dno i metr mułu
            • jusytka Re: no nie zgadłaś... ale tekst w twoim wydaniu.. 05.03.06, 15:53
              > Mordę darło!!!!< dobrze określiłaś wypowiedź osoby, którą stać na takie
              określenia, jeśli dziecko jednak masz to tylko współczuć takiej matki, niestety sad
              • michiko a jak okreścic takie zachowanie rozdartego bachora 05.03.06, 15:54
                ze milusie było tylko głośne??
                Bez jaj...
                • jusytka Re: a jak okreścic takie zachowanie rozdartego ba 05.03.06, 17:38
                  Na każdy temat można rozmawiać, mnie jednak szokuje w jak agresywny i chamski
                  sposób sie wypowiadasz, nie potrafisz inaczej?
                  • mama.tadka Re: a jak okreścic takie zachowanie rozdartego ba 10.04.06, 14:51
                    Można napisac, że dziecko "BARDZO glośno sie zachowywalo" lub "krzyczalo",
                    ale "darlo mordę" jest faktycznie nieco moze nadmiernie ekspresywne.
                    • michiko nie- darło mordę - tak jest dokładniej 10.04.06, 14:59
                      bo nie krzyczało ani nie zachowywało sie bardzo głośno.
                      Poprostu darło morde
            • jjlb burak !!! 05.03.06, 20:53
              michiko napisała:

              > > Mordę darło!!!!< - zapewne sama nie masz dzieci i nie życzę ci tego :
              > > ( Szkoda
              > > słów !"
              > pokazuje poziom kultury na jakim się znajdujesz...dno i metr mułu

              Co za "buraki" w tych restauracjach bywają, no ręce opadają jak się czyta takie
              chamskie odzywki !!!
        • elza78 Re: krzyczało, wydawało zbyt głośne nie artykułow 05.03.06, 15:51
          > dzwięki.
          > Mordę darło!!!!

          ja tak sobie mysle jak morde moglo drzec w restauracji do ktorej chodza tak
          dobrze wychowani ludzie jak michiko, pomijajac fakt tego czy dziecko powinno
          tam byc i wydawac dzwieki czy nie, to cala sytuacja przypomina mi troche jedna
          piosenke ktorej slowa jakos tak na koniec brzmialy "czy ta kwoka prosze pana
          byla dobrze wychowana..."
          ale ja tam sie nie znam ja zle wychowana jestem big_grin
          • jusytka Re: krzyczało, wydawało zbyt głośne nie artykułow 05.03.06, 17:40
            popieram smile
    • mruwa9 dziecko zachowywalo sie normalnie 05.03.06, 15:50
      jak na 3-latka. Dzieci w tym wieku, zdolne do kulturalnego wytrzymania przy
      stole w restauracji naleza zdecygdowanie do mniejszosci. czepiasz sie. Jedyne,
      czego sie mozna przyczepic, to samego faktu przyjscia z takim maluchem do
      restauracji. Ale byc moze ta rodzina byla akurat w podrozy i byla to jedyna
      mozliwosc zjedzenia osilku? Nie wiesz, za to z latwoscia oceniasz. Nieladnie.
      • michiko jasne.... bo dziecko jest ok natomiast inni 05.03.06, 15:52
        czepiają się bo za ciężką kasę chcą w spokoju zjeśc posiłek i pogadać a nie
        wrzasków rozwydrzonego bachora słuchać.
        Pięknie oby tak dalej...
        • ciociapolcia Re: jasne.... bo dziecko jest ok natomiast inni 05.03.06, 15:57
          Zazwyczaj rodzice TAKIEGO dziecka, tez ciezka kase placa za jedzenie w takim
          lokalu... Tak samo jak ty.
          • michiko rzecz w tym kochana że ja nikomu nie zatruwam 05.03.06, 15:59
            życia takim zachowanie się.
            Sorry mój pies zachowuje się grzeczniej.
            • ciociapolcia Re: rzecz w tym kochana że ja nikomu nie zatruwam 05.03.06, 16:12
              Zmien lokal na francja elegancja, ą, ę gdzie nie wpuszczaja dzieci ponizej 10
              r.z. Niestety tam mozesz trafic rowniez na niewyksztalconych karkowcow... wink
        • jusytka "rozwydrzonego bachora" 05.03.06, 15:59
          michiko napisała:

          > wrzasków rozwydrzonego bachora słuchać.

          Te słowa mówią same za siebie, żal mi tylko dzeci takich matek, to smutne (
        • mamkaantka do michiko 05.03.06, 20:50
          Każde forum ma "czarną owcę" i niestety i u nas się znalazłasad - co nie potrafi
          rozmawiać tylko (cytuję) - "drzeć ryja" !!!
      • ojejkuniu Re: dziecko zachowywalo sie normalnie 05.03.06, 15:55
        wiecie, ja tam nie wiem jak było w przypadku michiko
        ale tez mi sie zdarzyła taka sytuacja
        i powiem tak
        napewno nie mozna winić dziecka
        ale mamusia zajęta rozmową zamiast swoim dzieckiem, i nawet nie próbująca go
        uciszyć, podniosła mi ciśnienie!
        w końcu rodzice mają WYCHOWYWAĆ, od małego, a do wychowania zalicza sie też
        wpojenie dziecka, jak trzeba zachwowac się w miejscu publicznym, i nauczenie
        tego małego człowieka, że nie wszytsko mu wolno.
        Ja domyslam sie, że nie jest łatwo uspokoić takiego małego rozdarciucha, ale
        kurde no, TRZEBA CHOCIAZ PRÓBOWAC, NIEE?
    • ciociapolcia Re: dziecko w restauracji....koszmar 05.03.06, 15:52
      Moje dziecko tez zaczyna czubowac jak tylko oswoi sie z nowym miejscem... I
      powiem Ci, ze mimo moich najszczerszych checi czasem nie jestem w stanie go
      uspokoic... No chyba, ze go zaknebluje i przywiaze.
      Oczywiscie jego zachowanie mi przeszkadza najbardziej, bo to glownie ja z tego
      powodu nie moge zjesc jak czlowiek... Oczywiscie nie dopuszczam do
      ekstremalnych zachowan - rozlewanie itd.
      To raczej rodzice jaskiniowcy, a dziecko jak dziecko wink. Lobuz i tyle ;P
      • gugus2004 Re: dziecko w restauracji....koszmar 05.03.06, 16:07
        Michiko zapraszam Cie do wloskich restauracji ,tu tylko trafisz na
        jaskiniowcowsmile),ale dziecko ,to dziecko i czasami ma zly dzien warto pomysle i
        otym.
        Mruwa ciebie, to juz wogulenie nie rozumiem niby dlaczego nie powinno sie
        chodzic z dzieckiem w tym wieku do restauracji .Za granica przychodza z paro
        miesiecznymi bobasami i karmia piersia przy stole big_grin i jest to najbardziej
        naturalne.
        • ojejkuniu Re: dziecko w restauracji....koszmar 05.03.06, 16:14
          nie no dla mnie karmienie piersią w resteuracji nie jest naturalne!!
          i to w jakiejkolwiek roli bym nie wystepowała: i matki karmiące i osoby, którą
          naraża sie na takie widoki..
          • gugus2004 Re: dziecko w restauracji....koszmar 05.03.06, 16:31
            Ja nie mam nic przeciwko temu i lepiej, zeby bylo nakarmione niz zachowywalo
            sie jak jaskniowiec.
          • jusytka Re: dziecko w restauracji....koszmar 05.03.06, 17:37
            Jakie widoki? Czy twoim zdaniem mamy z malutkimi dziećmi powinny być dyskryminowane?
          • mruwa9 Re: dziecko w restauracji....koszmar 05.03.06, 22:34
            A czy Ty jesz w ubikacji, czy przy stole? Niemowle tez czlowiek i tez ma prawo
            do ludzkich warunkow podczas jedzenia. Zwlaszcza, co widac chociazby w tym
            watku, jedzenie jest czynnoscia spoleczna i od dziecka, nawet najmlodszego,
            wymaga sie odpowiedniego zachowania podczas tej czynnosci.
            Karmienie piersia nie musi oznaczac wystawiania nagiego biustu na widok
            publiczny, mozna to robic calkiem dyskretnie. Nie widze w tym nic niestosownego
            ani nieapetycznego.
            • jusytka Re: dziecko w restauracji....koszmar 06.03.06, 10:41
              Masz racje takie opinię nie zdziwiłyby mnie na forum pań po 60-tce w moherowych
              beretach, ale tu - taki "ciemnogród"???
        • ana_mama_patrycji Re: dziecko w restauracji....koszmar 05.03.06, 16:25
          A ja zaprazszam do greckiej tawerny gdzie dzieci biegają między stolikami. Ja
          oczywiście staram się nauczyć Patrycję zachowania przy stole, ale 3 latek jest
          naprawdę tak ruchliwym ciekawym świata dzieckiem że trudno go zmusić do
          spokojnego, kulturalnego siedzenia przy stole. Można a nawet należy go tego
          uczyć. I należy dziecko zabierać do tego typu miejsc żeby pokazać, nauczyć. Ale
          myślę, że trochę rozumiem zdenerwowanie autorki wątku. Zdenerwował ją brak
          reakcji matki na zachowanie dziecka.
        • mruwa9 Re: dziecko w restauracji....koszmar 05.03.06, 21:41
          Z moich dzieci tylko jedno ma ADHD, ale zadne nie wysiedzialoby w restauracji
          tych 10-20 minut w oczekiwaniu na posilek. PO prostu z nudow rozbroiliby
          budynek, a ja osiwialabym do reszty, probujac zapanowac nad tym towarzystwem,
          ze o spokojnym jedzeniu nie wspomne. Dlatego nie chadzamy do restauracji, w
          trosce o wlasne i cudze zdrowie psychiczne. To nie jest naturalna sytuacja dla
          przedszkolaka, zeby siedziec grzecznie przy stole z raczkami na stole i
          serwetka na kolanach przez kilkadziesiat minut.
    • be.em Re: dziecko w restauracji....koszmar 05.03.06, 16:54
      michiko napisała:

      >> Dajcie spokoj nie po to płacę dużą kasę za jedzenie obsługę i resztę, żeby
      > spokojnie nie zjeść, nie móc pogadać, koszmar.

      dobra radasmile zamów catering i jedz w domusmile będzie kultura i poziomsmile i żadnych
      bachorów nierozgarnietychsmile ja na Twoim miejscu zażądałabym zwrotu kasy za
      obiad i przeprosin od tej rodziny publicznie na łamach ogólnopolskiej prasysmile
      biedna michiko...
    • escribir Re: dziecko w restauracji....koszmar 05.03.06, 17:25
      No nie mówcie mi że wam by cisnienie nie skoczyło!
      I uświadomcie mnie, jaka jest ta granica wieku, kiedy dziecko już nie może
      zachowywać się jak zwierzątko, a powinno jak DZIECKO. Z tego co zrozumiałam 3-
      letnie jeszcze nie musi. Ale czy np. w wybiciem godziny jego 4 urodzin juz
      szlaban na szaleństwa?
      Mam dwoje dzieci, młodsza jest bardzo żywa, ale nigdy nie znalazłyśmy się w
      takiej sytuacji, że stałybyśmy się centrum zainteresowania. Do kina na
      pełnometrażowe filmy dla dzieci chodzilismy zamin skończyła 4 rok życia.
      Zgadzam się, że rodzice mają prawo chodzić z dziećmi w miejsca publiczne. Ale
      dziecko musi do tego dorosnąć: do chodzenia do restauracji, kina, kościoła itp.
      I proszę nie mówcie że rozlewanie, przewracanie i plucie (w domu bądź w
      miejscach publicznych)jest OK. Czy wasze dzieci w ten sposób się zachowują?
    • lolinka2 Re: dziecko w restauracji....koszmar 05.03.06, 17:42
      Trzeba trochę samotkrytyki w procesie wychowawczym IMHO żeby wiedzieć z kim i
      dokąd można pójść. Bo 'słodki niuniuś który tak ślicznie krzyczy wszędzie mając
      tylko 6 latek' nie stanie się z sekundy na sekundę dobrze wychowanym młodym
      człowiekiem, takim co to dzień dobry, dziękuję i wie do czego służy widelec smile)
      Więc wniosek 1) warto inwestować w swoje dzieci żeby to o nich nie pisano tak na
      forum gdzieś kiedyś.

      Osobiście z córką chętnie chadzam wszędzie, bo to osóbka tego typu ze pokazać
      nie wstyd. Restauracje lubi, wie jak się zachować i naprawdę miło spędzam z nią
      czas w takich miejscach (zresztą w innych na ogół podobnie).

      Co do wspomnianego karmienia piersią przy stole - skoro jedzenie powiedzmy zupy
      nie jest faux pas restauracyjnym to dlaczego jedzenie mleka miałoby nim być???
      Nie rozumiem za bardzo... Ostatecznie nie na striptease tam idę i biustem dla
      przyjemności nie świecę a w celach stricte spożywczych. I nie chciałoby mi się
      wstawać od stołu celem udania, powiedzmy, do toalety, by w takich to
      kulturalnych warunkach moja progenitura spożyła 15sty tego dnia obiadek smile)

      michiko, rozumiem, masz prawo być wkurzona
    • karynk Re: dziecko w restauracji....koszmar 05.03.06, 17:54
      michiko napisała:

      > umówiłam się na obiad....Wszystko byłby ok, gdyby nie rodzina z dzieckiem
      > jakims mało rozgarniętym ok 3 latnim.
      > Dziecię, piłowało dziób, pluło, przewracało co miało obok siebie, zaśmiewało
      > się z tego powodu. Kelnerzy biegali dookoła ściekli, inni ludzie spokojnie
      > zjeść nie mogli.
      > Dajcie spokoj nie po to płacę dużą kasę za jedzenie obsługę i resztę, żeby
      > spokojnie nie zjeść, nie móc pogadać, koszmar.
      > problem był taki że rodzice świetnie bawili się tym że ich dzieciak jest taki
      > mądry.
      > Zagotowałam się.

      To już się ostudź, bo nie warto wieczora z tego powodu sobie psuć.
      Mnie też takie zachowanie rodziców nie odpowiada.
      I tyle.
      • maxi3 Re: dziecko w restauracji....koszmar 05.03.06, 17:59
        W innych krajach np. w Niemczech wyjścia z dziećmi do restauracji są czymś
        normalnym i częstym .Ale rodzice zabierają dzieciom kredki i mały notesik aby
        dziecko się nie nudziło i miało jakieś zajęcie.A w wielu restauracjach są
        specjalne stoliki dla dzieci gdzie mogą podejść gdy się znudzą przy stole i
        czymś się zająć.
        Dodam że ostatnio w Polsce też zauważyłam kilka takich miejsc .
        Byliśmy ze znajomymi i dziećmi restauracji gdzie dzieci miały nawet hamaki i
        huśtawke i było super.
    • linkaa3 to czesc przystosowania 05.03.06, 19:42
      do zycia w spoleczenstwie takie zabieranie dzieci do restauracji. Jak inaczej
      nauczyc male Dzikuski zycia w spoleczenstwie. My tez sie tak kiedys
      zachowywalismy i dorosly i dojrzaly czlowiek wie, ze tak jest, normalny proces
      wychowawczy.

      Moze mialas okres i dlatego Cie to tak wkurzylo? Albo migrene? Wez tabletke,
      oklad na glowe, moze przejdzie.

      Ja lubie maluchy w knajpach, wnosza zycie. Swoje zabieram do knajp z nami. Jest
      super, najfaniej we wloskich - sam wystroj i menu az sie prosza by dzieci tam
      wchodzily. Kelnerzy zawsze maja kredki i bloki oraz ciasto do wyrabiania dla
      dzieci. Takie miejsca lubie i tam bywam z dziecmi, choc zdarzalo sie i bardziej
      wyfiokowanych wnetrzach (minusem Qchni Artystycznej jest brak wysokich
      krzeselek, a tyle dzieci tam bywa - wstyd).

      Radze, przymknac oko, wszakoz male Dzikuski gdzies sie musza uczy savoir faire
      zanim zaczna sami ą i ę smile

      Wyluzuj Michiko.
      • dorka.3 Re: to czesc przystosowania 05.03.06, 20:00
        ja rozumiem, że 3-letnie dziecko zazwyczaj szaleje w miejscach publicznych (mój
        przynajmniej taki był i jest czasami teraz jako 4 latek). ale niestety rodzice
        są od tego, aby dziecko stopować a nie przyzwalać na krzyki i plucie. Mój synek
        też próbował drzeć się, ale zawsze zwracaliśmy mu uwagę i pilnowaliśmy go, jak i
        w piaskownicy tak i w restauracji. na pewno nie pozwoliłabym mu pluć i jeszcze
        mu na to przyklaskiwać, także rozumiem michiko, że może to być po prostu
        wkurzające.
      • moofka Re: to czesc przystosowania 05.03.06, 21:05
        linkaa3 napisała:

        >
        > Radze, przymknac oko, wszakoz male Dzikuski gdzies sie musza uczy savoir
        faire
        > zanim zaczna sami ą i ę smile
        __________________________________
        pięęęknie to ujęłaś big_grinD
      • mkolaczynska Re: to czesc przystosowania 06.03.06, 11:34
        A twoim zdaniem w jakim wieku nalezy dzieci uspołeczniać, żeby nie robić tego
        na siłe i nie katować tym dziecka?
    • nenia1 Re: dziecko w restauracji....koszmar 05.03.06, 19:58
      michiko napisała:

      > problem był taki że rodzice świetnie bawili się tym że ich dzieciak jest taki
      > mądry.

      Wychodząc ostatnio od znajomych poprosiłam 5-letniego chłopca o podanie mi rękawiczek, które to zostawiłam na kanapie w pokoju. Dziecko z zaciętym
      wyrazam twarzy zaczęło krzyczeć i skakać po kanapie: nie, nie podam.
      Rodzice mieli ubaw po pachy, że syn taki "charakterny".
      Dla niektórych dziecko to pępek świata, reszta ma się dostosować do niego,
      ba, z uśmiechem podziwiać - tylko co? Brak dobrego wychowania?
      • ciociapolcia Re: dziecko w restauracji....koszmar 05.03.06, 20:01
        Raczej asertywny wink. A co sie dzieckiem wyslugujesz wink.
        • dzoaann Re: dziecko w restauracji....koszmar 05.03.06, 20:25
          ludzie są różni,kraje różne...Ja nigdy w Polsce nie natknęłam się na takie
          sceny.Jesli jakieś dziecię broiło,rodzice próbowali je przywrócić do
          porządku.Teraz mieszkam w Irlandii i ,ludzie, tu dopiero NIKT nie zwraca
          dzieciom uwagi.Ostatnio w autobusie dziecko w wieku około 8 lat(więc już trochę
          powinno być rozumniejsze)rzuciło grubym komiksem za siebie.Autobus był pelen
          ludzi.Babka dostała rogiem tego pod oko i zwróciła rodzicom dziecka(oczywiście
          obecnych przy tym) uwagę by pilnowali syna.Dostała za to od nich zjebkę.Cały
          autobus siedział cicho...
          Ja rozumiem ,że dzieci są tylko dziećmi,trzeba jednak pamiętać ,że i dzieciom
          wszystkiego nie wolno
          Z drugiej strony to nie wina dziecka (chodzi mi o to 3letnie z postu) i może
          razić sposób wyrażania się michiko,ale pomyślcie czasem co może wyrosnąc z
          dzieci ,którym nikt nie zwraca uwagi...
        • nenia1 Re: dziecko w restauracji....koszmar 05.03.06, 20:26
          Taaa..., taki mały asertywniaczek-cwaniaczekwink
    • pampeliszka Re: dziecko w restauracji....koszmar 05.03.06, 20:33
      Ja tez rozumiem, ze sie mozna wkurzyc, jak dzieciak daje czadu. Ale wszystko
      zalezy od nastawienia rodzicow. Czasem sie widuje takich, ktorzy puszczaja
      dzieci samopas po knajpie i nie zwracaja uwagi, co małe robią.
      Na Svateho Martina w Czechach chodzi sie do restauracji na pieczone gesi. W tym
      roku zostalismy zaproszeni przez znajoma razem z naszą 8-miesieczna wtedy
      Malgosia. I było super, małej sie bardzo podobało i była grzeczna, wzięlismy
      duzo zabawek.A obok siedziały kobiety z 3-letnim chłopczykiem, ktory umierał z
      nudów. Jak nas zobaczył, to sie przyssał na amen, bawił sie z Małgosią, ogladał
      wszystkie zabawki, od czasu do czasu wracał do siebie po frytki. A mamusia była
      zupełnie niezainteresowana, dokąd dziecię poszło i czy aby nie przeszkadza.
      My czesto chodzimy z Malgosią w miejsca pełne ludzi, ona sie wtedy nie nudzi.
      Ale nie zabieramy jej kiedy jest śpiąca albo wsciekła. I mamy swiadomosc tego,
      ze nie wszystkich małe dzieci obchodzą. Wiec jesli zacznie wrzeszczec, to po
      prostu wyjdziemy z nią, wszystko jedno czy bedziemy w kosciele, knajpie czy muzeum.
      • basias10 Re:dziecko też człowiek, tylko mniejszy!!! 05.03.06, 21:01
        Wiecie co, stwierdzenie, że dziecko "drze ryja" było delikatnie mówiąc nie na
        miejscu! To po pierwwsze. Po drugie, taki maluch jeszcze wielu rzeczy nie
        rozumie i my jako dorośli powinniśmy to wiedzieć. Jesli krzyczało to znaczy ,że
        np. mogło się bać, mogło mu być tam po prostu żle. Prawdą jest, że tu rodzice
        powinni stanąć na wysokości zadania i choć postarać się uciszyć malca albo po
        prostu wyjść. Nie mniej jednak jaka by to nie była sytuacja nie podoba mi się
        sformuowanie "ryj", "drze". Nie wiem czy autorka tego tekstu ma dzieci, bo
        jestem ciekawa jak ona by się zachowała w podobnej sytuacji oraz jak by
        zaresgowała gdyby ktoś w taki sposób mówił o jej dziecku. Poza tym restauracje
        w Polsce nie wprowadziły na szcęście zakazu wprowadzania dzieci poniżej lat 5!!
        I skoro personel nie reagował to może nie było tam aż tak tragicznie.
      • egoya Re: dziecko w restauracji....koszmar 05.03.06, 21:12
        No bez przesady, moje dziecko tez jest ruchliwe jak cholera, ciężako mu usiedzie ć w miejscu, Ale jak miał 3 lata to był już w restauracji, siedział przy stole i grzecznie czekał na jedzenie, ale ile można czekać? 20 min. mu starczyło. A że obok były jakieś donice z kamykami to sobie kamyki przesypywał. Ale siedział sobie w kącie i nie przeszkadzał innym krzykami i pluciem. Nigdy nie pozwoliłabym na taką sytuację, jak nie umie się zachować to rodzice powinni go wyprowadzić, żeby się uspokoił. Ale ta sytuacja z 8 letnim dzieckiem co rzuca książką w babkę a ona jeszcze zjebkę dostaje..no ludzie, co z tego dziecka wyrośnie? Moje dzieci to nie ideały, robrykane i rozkrzyczane, ale po prostu jak gdzieś idę i wiem że nie umieją się zachować i będą przeszkadzały to ich po prostu podrzucam gdzieś, babciom czy ciociom, przeciez kazdy ma kogoś takiego. Dziecko to nie pepek świata i nie wolno mu pozwalać na wszystko...chyba mnie poniosło, ale taki charakter chyba mam.
        • weronka77 Re: dziecko w restauracji....koszmar 05.03.06, 21:58
          Hmm..zgadzam się z Wami że rodzice ponoszą odpowiedzialność za zachowanie
          dzieci.Moja 15miesięczna Juleczka też jest rozbrykana ale jakos udało mi się
          nauczyć ją zachowania w miejscach publicznych.W restauracji siedzi grzecznie
          ale raz po raz próbuje łapką chwycić to i tamto..Nie o tym jednak chciałam
          napisać.Byłam dzisiaj z Juleczką na zakupach w dużym centrum handlowym.Maluszka
          tupta dziarsko,jest ciekawa świata i bardzo lubi inne dzieci.Smieje się do nich
          i jest towarzyska.Dzisiaj dotuptała do miejsca w którym można byłopobawić się
          zabawkami i w którym brykała grupka dzieci w wieku od około 2 do8 lat.NA
          początku na widok zblizającego się malucha dzieci mocniej zacisnęly w piąstkach
          zabawki i przybrały zacietrzewione miny.Juleczka potuptała gaworząc do dziecka
          któe znajdowało się najblizej.Nie próbowałą wyrywać zabawki,ani szarpać-nic z
          tych rzeczy.Ku mojemu przerażeniu dziewczynka odepchnęła! 16 miesięczne
          niemowlę i krzyknęła "Idż stąd".Osłupiałam,moje dziecko płakało a reszta dzieci
          złowrogo patrzyła.Na intruza,czyli Julkę.W pierwszym momencie chciałam palnąć
          gó..arę ale zapewne równie "dobrze wychowana" mamusia wydrapałaby mi tipsami
          oczy i zmieszała z błotem wyzywając od takich i owakich.Jest mi ogromnie
          przykro i boli mnie takie zachowanie.Jedyne co mogę zrobić to ograniczyć
          kontakty z takim niestety "bydłem" żeby nie narażać dziecka na
          niebezpieczeństwo i stres.
          • mruwa9 Re: dziecko w restauracji....koszmar 05.03.06, 22:31
            poczekaj, gdy Twoje dziecko bedzie mialo 3 lata i napatoczy sie w piaskownicy
            mlodsza komkurencja. Punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia...
            • weronka77 Re: dziecko w restauracji....koszmar 05.03.06, 22:41
              Zależy od wychowania przede wszystkim.Na pewno nie nauczę córeczki agresji
              wobec innych dzieci i stawiania na swoim przy pomocy siły.Tego jestem pewna bo
              u mnie w domu nie ma takich wzorcówwink
    • anna-pia Re: dziecko w restauracji....koszmar 05.03.06, 22:36
      rodzice IMO głupi - dla 3-latka to się zabiera do restauracji książeczki,
      kredki, zeszyty do kolorowania, zabawki itd. - sama tak robiłam i robie i nie
      ma problemu
      nie dziwię się reakcji michiko, też mnie takie dzieci (dzieci? hmmm...)
      wkurzają do białej gorączki, nie podoba mi się jedynie sposób jej wyrażenia: 3-
      latek ma prawo się wściekać, obowiązkiem rodziców jest go poskromić wink

      a ty, michiko, skocz na swoje rodzime forum i tam pluj jadem, kochana, bo tutaj
      są ludzie o różnej wrażliwości wink
      • michiko polecam powrót na właściwe pijpulkom forum 06.03.06, 08:39
        w kółku własnej adoracji łatwiej o poklask dla chamskiego zachownaia
        • mamkaantka Z takim chamstwem sie na tym forum nie spotkałam 06.03.06, 10:45
          Tu nie jest miejsce dla takich chamów jak ty, michiko, wiec lepiej będzie dla
          wszystkich jak bedziesz wypowiadac się tam gdzie są osoby na twoim poziomie, a
          nie tutaj !!!!
          • michiko oo proszę jaki poziom kultury prezentujesz tylko 06.03.06, 10:49
            gratulacje ci złozyć.
            Ciekawe czy byłabys zachwycona sąsiedztwem takiego dziecka w restauracji.
            zapewniam cię że po godzinei miałbyś dość.
            • jusytka Re: oo proszę jaki poziom kultury prezentujesz ty 06.03.06, 11:29
              Z całą pewnością nie byłabym zachwycona twoim sąsiedztwem !!! To ty pokazałaś
              poziom swojej kultury w pełnej krasie, ja sie tylko do tego odniosłam (zresztą
              nie tylko ja)
        • anna-pia Michoko ;) 06.03.06, 13:21
          jeśli nie rozumiesz aluzji - widać mózg ci się wygładził od bywania w
          restauracjach z drącymi się bachorami - to napisze wprost: idź pisać na "Noeud
          de vipères", bo t.a.m. jest twoje miejsce, a nie tutaj

          przypuszczam, że michoko ma albo PSM, albo menopauzę... nic, tylko współczuc by
          można - gdyby to był kto inny :p
    • laminja Re: dziecko w restauracji....koszmar 05.03.06, 22:41
      choć nie podoba mi się Twoje podejście do tematu rozumiem, że drące się dziecko
      może być irytujące. Sama czasem tez wychodzę do restauracji, żeby spokojnie
      zjeść/odpocząć, od swojego żywego dwulatka. Gdybym jednak trafiła do
      restauracji w której brykałoby takie dziecko albo usiadłabym daleko, albo
      poszukała innej. Sama natomiast wybieram lokale, które mają specjalne kąciki
      dla dzieci - żeby moje dziecko nie irytowało innych gości, którzy nie mają
      obowiązku wykazywać się cierpliwością lub/i wyobraźnią, a rozumiem że chca
      zjeść w ciszy i spokoju smile

      Emapatia powinna być po obu stronach. A jak się ma bardzo żywe dziecko nad
      którym ciężko zapanować trzeba szukac lokali, które biorą pod uwagę także
      małych gości, albo zamawiać jedzenie do domu. To, że dziecko jest nie cierpliwe
      nie jest usprawiedliwieniem, jesli przekraczane są pewne granice.

      • psylwia Re: dziecko w restauracji....koszmar 06.03.06, 00:22
        zabieramy (5-letniego0 syna do resteuracji , ale nigdy nie zachowywał się w
        ten sposób, jak miał 3 lata też nie. To chyba kwestia tego na co się dziecku
        pozwala w domu , ja nie pozwalam na np.plucie, czy bezmyślne rozlewanie i krzyk
        przy stole. Nie narzaiłabym innych na męczące zachowanie mojego dziecka , a i
        dla siebie oczekuję tego od innych.
        • mufka51 Re: dziecko w restauracji....koszmar 06.03.06, 00:29
          >Nie narzaiłabym innych na męczące zachowanie mojego dziecka , a i
          dla siebie oczekuję tego od innych.<

          Bardzo rozsądnie napisane.Kulturlalnie i na temat.
          • mufka51 [...] 06.03.06, 08:44
            Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • mamalgosia Re: dziecko w restauracji....koszmar 06.03.06, 08:47
      Ogólnie rzecz biorąc jest tak, że dzieci (niektóre przynajmniej, w tym jedno
      moje) sa hałąśliwe, żywe itp. Przyznam, że biorę moje dzieci ze sobą w miejsca
      publiczne tylko gdy muszę, albo gdy wiem, że nie będą przeszkadzały (np. w
      kościele jest takie specjalne pomieszczenie. Tam niektórym też dzieci
      przeszkadzają, ale to już trudno). Uważam, że np. w restauracji człowiek ma
      parwo odpocząć.
      Ale sprawa dotyczy tak samo dorosłych. Rzadko bywamw knajpach ostatnio, ale jak
      byłam, to obok przy stoliku facet tak darł sie przez telefon komórkowy, że nie
      słyszałam osoby, z którą przyszłam.
      • kim5 Re: dziecko w restauracji....koszmar 06.03.06, 10:40
        a ja rozumiem autorkę postu i nie bardzo rozumiem, dlaczego mam znosić czyjeś
        dzieci. Do restauracji chodzi się również po to, żeby porozmawiać, czasem
        człowiek się nawet lepiej ubiera i co? Mam ryzykować, że dziecię uniemożliwi mi
        jakąkolwiek rozmowę i zaleje czymś ciuchy? Kurczę, rozumiem, że dziecko nie
        usiedzi w miejscu, ale wniosek jest chyba prosty - nie wszystkie miejsca są dla
        dzieci!
        Jedni ludzie uwielbiają dzieci, ale chyba nie każdy musi lubić krzyczące i
        biegające dzieci w restauracji.
        • bea.bea Re: dziecko w restauracji....koszmar 06.03.06, 10:54
          tez ma 2,5 latka....którego zachowanie bardzo trudno przewidzić....ale czy
          dlatego mam zrezygnowac z obiadu rodzinnego w restauracji...a moze powinnam w
          szatni za okazaniem nr, zostawić dzieciaka...

          nie przeszkadzają mi dzieci w restauracji...przeszkadzają mi rodzice, którzy nie
          potrafa, moze nie tylenie potrafia , co nie próbują zając się swoim dzieckiem w
          danym miejscu....bo dotyczy to róznych miejsc...nie tylko restauracji...

          • bea.bea Re: dziecko w restauracji....koszmar 06.03.06, 11:04
            nie czytałam całego wątku...ale chyba idąc z dzieckiem do restauracji nie jest
            problemem poprosic obsługe o takie miejsce by dziecko w jak najmniejszym stopniu
            zakłucało spokój innych...
            • oneway9 Re: dziecko w restauracji....koszmar 06.03.06, 11:52
              a mnie sie marzy, ze kiedys u nas tez beda takie kanjpy jak np w Stanch gdzie
              bedzie mozna chodzic z dziecmi, gdzie bedzie je mozna przewinac (odpowiednio
              wyposarzona lazienka), nakarmic, beda dla nich krzeselka, kredki i kolorowanki,
              a ich szalenstwa nie beda nikomu przeszkadzac, ze beda takie sklepy z
              zabawkami, ksiegarnie itd. brak takich miejsc skutkuje takimi jak ten watkami.
              bywaja dzieci grzeczne od urodzenia, tzn spokojne (moje pierwsze) i szalone od
              urodzenia (moje drugie), choc matka i ojciec ci sami.
              • jusytka Re: dziecko w restauracji....koszmar 06.03.06, 12:21
                No właśnie - latem jeździmy w czasie wakacji po kraju i siłą rzeczy musimy
                gdzieś jeść. Mało jest miejsc przyjaznym dzieciom dlatego chcąc nie chcąc często
                zajeżdżamy do Mc Donald's -a ... Dodam ze moje Maluchy są starsze (6 i 7 lat) i
                uciążliwe dla innych nie są, ale to dzieci - które bardzo sie cieszą, ze oprócz
                jedzenia dostaną zabawkę i pobawią sie na placu zabaw - zwłaszcza po długiej
                podrózy... Zajeżdżamy też zawsze do Ikei (jak jest w poblizu) Po niemieckiej
                stronie place zabaw są w każdej wiosce, ale w Skandynawii to mają prawdziwy raj.
    • bea.bea Re: bo co?? 06.03.06, 10:49
      w kółku własnej adoracji łatwiej o poklask dla chamskiego zachownaia

      przepraszam...ale gdzie mozna okazac swoje niezadowoleńie z takiego zachowania
      jak twoje...bo troszke chamstwem traci

      nie rozumiem...to w restauracji potrafisz byc bardzo kulturalna...przeszkadza ci
      zachowanie innych, a tu na forum chulaj dusza piekła nie ma....

      nie gniewaj sie , ale mysle , ze jeśli zachowuje sie klase ...a jednocześnie
      wymaga sie jej od innych , to chyba miejsce nie ma znaczenia....
      a moze to taki doktor....jakl i ms hide ( nie wiem jak sie pisze....

      • jusytka Re: bo co?? 06.03.06, 11:30
        Mam wrażenie, ze ona tego nie zrozumie ...
    • czajkax2 A propos dziecka w restauracji... autor: nisar 06.03.06, 13:45
      A propos dziecka w restauracji...
      nisar 06.03.06, 13:39 + odpowiedz


      Michiko, niezależnie od tonu Twoich niektórych wypowiedzi - masz rację.

      A ja, no cóż, cierpliwością nie grzesząc oświadczam wszsytkim zakochanym w
      swoich rozpuszczonych do niemożliwości dzieciach rodzicom: Wasz sposób
      wychowania dziecka to Wasz wybór, ale nie macie prawa żądać od otoczenia
      ponoszenia jego konsekwencji "z uśmiechem na ustach".
      Jeśli - z jakiegoś powodu - uważacie, że dziecko ma prawo zachowywać się
      głośno (mam na myśli ekstremalnie głośno !!!) - dajcie innym prawo do
      niechęci słuchania go. Idźcie z nim do parku a nie do eleganckiej
      restauracji.
      NIENAWIDZĘ RODZICÓW KTÓRZY NIE TYLKO NIE ZWRACAJĄ UWAGI SWOIM GŁOŚNYM
      DZIECIOM, ALE MAJĄ PRETENSJĘ ŻE KOMUŚ TO NIE ODPOWIADA.
      A tych dzieci mi żal - ciężko im będzie przystosować się do życia w
      jakiejkolwiek grupie społecznej. Już niedługo.
      I jeszcze jedno: niedostrzeganie bardzo złego zachowania swoich dzieci przez
      rodziców wynika zazwyczaj nie z ich wielkiej miłości do swojej progenitury,
      ale z czystego wygodnictwa: tłumaczenie trzylatkowi, dlaczego w restauracji
      powinien zachowywać się tak, by innym nie przeszkadzać, jest długotrwałe
      i "obciążone ryzykiem niepowodzenia". Lepiej popatrzeć pustym wzrokiem na
      dziecko "jaki on jest ruchliwy, prawda?" i przyczepić się do tych, którym to
      nie odpowiada.
      • jusytka Re: A propos dziecka w restauracji... autor: nis 06.03.06, 13:55
        czajkax2 napisała:

        > Michiko, niezależnie od tonu Twoich niektórych wypowiedzi ...

        A czy ciebie nie razi określenie dziecka jako "bachora", który "drze ryja"?
        O wszystkim można rozmawiać, ale czy musimy zniżać się do poziomu Michiko.
        Właśnie dlatego polubiłam to forum, bo z takimi chamskimi odzywkami się tu
        jeszcze nie spotkałam i nie jest to tylko moje zdanie ...
        Kto jak kto, ale ty powinnaś chyba zwrócić na to uwagę !!!
        • czajkax2 Re: A propos dziecka w restauracji... autor: nis 06.03.06, 13:58
          Zwróc uwagę ze ja tylko w.k.l.e.i.ł.a.m. czyjąś wypowiedźsmile To nie sa moje
          słowa, tylko Nissar.
          • sowa_hu_hu Re: A propos dziecka w restauracji... autor: nis 06.03.06, 17:40
            jak mozna pisac że sie kogoś NIENAWIDZI za to że nie potrafi uspakajac albo ze
            nie chce uspakajac swojego dziecka...
            ja rozumiem że to może draznic , wkurzać... ale żeby od razu NIENAWIDZIEć...
            przeciez to jest bardzo , bardzo mocne słowo...
    • mamaoskarka Re: dziecko w restauracji....koszmar 06.03.06, 13:47
      Michiko ty chyba nie lubisz dzieci. To, ze dziecko bylo glosne to nie znaczy,
      ze glupie i nierozgarniete, moglo miec przeciez ADHD i dlatego zachowywalo sie
      niespokojnie. Dziwi mnie, ze sama bedac matka dziecko nazywasz bahorem. Faktem
      jest, ze rodzice powinni sie starac uspokoic dziecko i zainteresowac czyms, a z
      drugiej strony jesli chcialas miec spokoj to po prostu trzeba wybierac
      resteuracje gdzie nie wpuszczaja dzieci lub jadac w domu.
      • maniusza Re: dziecko w restauracji....koszmar 06.03.06, 13:52
        a ja się zgadzam z michiko - choć nie pochwalam sposobu jej wypowiedzi. sama
        mam dzieci ale nie wyobrażam sobie by mogły się tak zachowywać zatruwając zycie
        innym w restauracji - po prostu byłoby mi głupio. kocham moje dzieci ponad
        wszystko ale nie uważam że wolno im robić wszystko - a już szczególnie w
        miejscach publicznych. kwestia wychowania myślę i czasem odpuszczenia sobie
        posiłku w restauracji - na etapie gdy dzieci jeszcze są na tyle małe że nie
        rozumieją co można a co nie - a na tyle duże że okrutnie ruchliwe - tak jak mój
        synek teraz - ma półtora roku. Poczekam - już niedługo bedzie bardziej
        cywilizowany smile)
      • nisar Do: Mamaoskarka 06.03.06, 13:55
        Przepraszam, ale restauracja jest raczej przeznaczona dla dorosłych. Dzieci
        bywają tam rzadziej i to one powinny dostosować się do otoczenia.
        Jeśli rodzice nie potrafią poskromić dziecka, to niestety oni powinni zostać w
        domu.
        • jusytka Re: Do: Mamaoskarka 06.03.06, 13:59
          A co zrobisz z dziećmi jeśli jesteś na wakacjach? Moje dzieci nie sprawiają
          problemów, bo są starsze, ale Maluchy nie jest tak łatwo poskromić, tak trudno
          to zrozumieć?
          • nisar Re: Do: Mamaoskarka 06.03.06, 14:11
            Nie będę wchodzić do eleganckiej restauracji. Boże, czy to tak trudno
            zrozumieć, że inni mają prawo do spokojnego zjedzenia?
            • jusytka Re: Do: Mamaoskarka 06.03.06, 14:18
              A czy ja twierdzę, że nie mają? Nie popadajmy jednak w skrajności ...
              Swoją drogą powinny być specjalne knajpy z udogodnieniami i menu dla dzieci.
              Wilk byłby wtedy syty i owca cała.
              • nisar Jusytka, 06.03.06, 14:21
                są takie knajpy. Są także knajpy w których są osobne sale, wysokie krzesełka
                itd.
                Dlatego uważam, że w dzisiejszych czasach posiadanie dziecka nie separuje
                nikogo od życia towarzyskiego. Tylko odrobinę dobrych chęci i jest ok.
                • jusytka Re: Jusytka, 06.03.06, 17:12
                  Gdybym o takiej knajpie wiedziała na pewno bym ją wybrała, ale sama obecność
                  wysokich krzesełek to za mało. Wydaje mi się, że rodzice takiego krzyczącego
                  dziecka też się męczą, bo cóż to za przyjemność ciągle uciszać dziecko? - gdyby
                  było tam miejsce do zabawy (tak jak w Mc Donaldzie) - mieliby spokój.
            • michiko Trudno zrozumieć szczególnie rodzicóm, którzy 06.03.06, 15:07
              pozwalają na zachowanie opisane napoczątku.
              Niestety nie potrafia zrozumieć, że mnie nie obchodzi ich dziecko, jego wrzaski
              a zachowanie przy stole odbiera mi apetyt.
              Tak trudno zrozumieć, że mam prawo zjeść w ciszy i spokoju??
              naprawdę?
              tego można spodziewać się po rodzicach tolerujących tego typu zachowanie. Nie
              badzcie zdziwione jak dzieci beda was tlukly po glowie w nagrode za zbytnia
              pobalazliwosc
        • mamaoskarka Re: Do: Mamaoskarka 06.03.06, 14:40
          Przeciez ja nie twierdze, ze ci rodzice postapili ok, uwazam ze powinni zwrocic
          uwage dziecku. Chodzi mi tylko o to, ze nie mozna zabronic rodzicom z dziecmi
          wstepu do knajpy, bo to by bylo chore i nie znosze okreslenia bachor.
          • mamaoskarka Re: Do: nisar 06.03.06, 14:43
            oczywiscie to bylo do Ciebie
    • oxygen100 Re: dziecko w restauracji....koszmar 06.03.06, 13:51
      Mnie tez to wkurza. Nie po to ide do knajpy zeby sluchac wysokich
      czestotliwosci na ktorych nadaja dzieci. Choc czasem zdarzaja sie grzeczne
      dzieci to jednak niezbyt to czeste zjawisko. Jesli w knajpie jest juz takowy
      intruz zazwyczaj nie wchodze. W niektorych lokalach staram sie siadac jak
      najdalej od rozkosznych dzidz. Ja tam stresow raczej staram sie unikac ale to
      nie zawsze jest mozliwe. Mysle ze jedyna skuteczna metoda to wybieranie
      drozszych knajp gdzie ryzyko spotkania karmiacej mamusi czy rozdartych dzieci
      jest duzo mniejszysmileNiemniej skoro istnieja kluba z selekcja to moze i
      niedlugo powstana takie knajpytongue_outP Mam nadzieje ze to kwestai czasusmile
      -
      • breneka Re: dziecko w restauracji....koszmar 06.03.06, 15:06
        Drogie mamy, problem nie w tym, ze przychodzicie z dziecmi do restauracji,
        tylko w tym, ze czesto niewychowany dzieciak, ktorego chyba nawet wlasni
        rodzice maja dosyc, staje sie, niestety z przymusu, glowna atrakcja wieczoru,
        drac sie w nieboglosy, biegajac po calej sali itp.
        Jesli nie umiecie zapanowac nad wlasnym dzieckiem, to nie dziwcie sie, ze
        innych szlag trafia, ze zamiast milej kolacji musza sluchac wyjca. I to nie ta
        osoba powinna sobie wyjsc, zamowic catering itd, jak to tu niektore rezolutne
        mamy radzily. To WY powinnyscie zadbac o to, zeby wasze dziecko nie
        przeszkadzalo innym. Wy i tylko wy.
      • michiko dlaczego rodzicom ów rozkosznych dzidź brak 06.03.06, 15:16
        tolerancji? szczególnie dla osób wyrażających się krytycznie o sposobie
        zachowania i wychowaniu ich pociech??
        Masz rację ojejkunie, mam nadzieję że niebawem powstana restauracje gdzie
        wstęp będzie wzbroniony rodzino z pociechami, szczególnie takimi rozkosznymi;-
        )))
        • oxygen100 Re: dlaczego rodzicom ów rozkosznych dzidź brak 06.03.06, 15:18
          ewnetualnie byc moze rynek wymusi otwieranie wiekszej liczby knajp przyjaznych
          dzieciom i calym rodzinom. Kazdy mialby swoja nisze i byloby sielsko i anielska
          czyz nie?? A ja nie musialabym wysluchiwac wycia i szukac innych knajp jak kot
          z pecherzem.
          • michiko oxi to koszmar- idziesz posilic się w spokoju i 06.03.06, 15:21
            ciszy. A tam bigbeat..... Zero możliwości dla zaspokojenia głodu i odrobiny
            ciszy dla uszu. Za to jest pisk p[łacz zgrzytanie zębów...aaaa i jeszcze głupi
            smiech rodziców że mają takie milusie i rozgarniete dziecko.
            PO tym ja zobaczyłam jak dzieco miele kęs mięsa i wypluwa go do talerza to mi
            odechciało się......
            Może powinnam zwymiotowac na ich stolik??
            • bea.bea Re: oxi to koszmar- idziesz posilic się w spokoju 06.03.06, 17:33
              PO tym ja zobaczyłam jak dzieco miele kęs mięsa i wypluwa go do talerza to mi
              > odechciało się......
              > Może powinnam zwymiotowac na ich stolik??

              taaak...uwazam , ze to byłaby najlepsza rzecz jaka mogłas zrobic....
              az dziwne , ze tego nie zrobiłas....
              dystyngowana dama..zygajaca na stolik sasiadów...miodzio widok...
              czysta klasa....pełana kultura...i jaki przykład dla niekulturalnej
              gawiedzi....a na koniec byczy beek....

            • sowa_hu_hu Re: oxi to koszmar- idziesz posilic się w spokoju 06.03.06, 17:39
              mogłas sie porzygać... to by idealnie do ciebie pasowało...
              • michiko Sowa za to ty jestes oaza mądrości, taktu, dobrego 07.03.06, 13:52
                wychowania wink))
                problem w tym, ze nie dostrzegasz swoich ułomności w zachowaniu.
                Grunt to dobre mniemanie o sobie
                • sowa_hu_hu Re: Sowa za to ty jestes oaza mądrości, taktu, do 07.03.06, 15:38
                  skoro ja nie dostrzegam to ty ewidentnie masz klapy na oczach...
        • marychna31 Re: dlaczego rodzicom ów rozkosznych dzidź brak 06.03.06, 17:54
          > Masz rację ojejkunie (...)

          A czemu Michiko, piszesz do Oxygen "ojejkunie"?wink
          • utalia Re: dlaczego rodzicom ów rozkosznych dzidź brak 07.03.06, 15:22
            ja ostatnio sie dowiedzialam, ze jestem nienormalna skoro przeszkadza mi pocorn
            w kinie. Bo do kina sie przychodzi zeby sie wyluzowac i zebym dala zycinnym.
            Moze idac za tym tokiem rozumowania jak chcesz w spokoju zjesc obiad to powinn
            as zrobic to w domu przy swiecach, chyba ze wtedy Twojw dziecko by ci w tym
            przeszkodzilo....
      • latouche Re: dziecko w restauracji....koszmar 06.04.06, 12:13
        > nie zawsze jest mozliwe. Mysle ze jedyna skuteczna metoda to wybieranie
        > drozszych knajp gdzie ryzyko spotkania karmiacej mamusi czy rozdartych dzieci
        > jest duzo mniejszysmileNiemniej skoro istnieja kluba z selekcja to moze i
        > niedlugo powstana takie knajpytongue_outP Mam nadzieje ze to kwestai czasusmile
        Ja mam nadzieje, ze beda tez odrzucac doroslych, ktorzy jedza w nieapetyczny
        sposob, rozmawiaja bardzo glosno przez komorke, kloca sie z kelnerem, migdala
        bardzo ostantacyjnie z zona/przyjaciolka, jak rowniez takich ktorzy glosno i z
        dezaprobata komentuja zachowanie innych gosci.
    • lila1974 Re: Tak się zastanawiam 06.03.06, 17:31
      Skąd bierzecie te opowieści o tych koszmarnych dzieciach i bezmózgich rodzicach?

      Uczestniczę w życiu mojego miasta, chadzam do restauracji, kawiarni, lodziarni
      i inne publiczne miejsca, gdzie dzieci jest spory odsetek i jakoś nie spotkałam
      się z tak skandalicznym zachowaniem.

      Owszem zdarza się, że dziecko powie coś głośniej, skomentuje coś lub kogoś,
      pokręci się na siedzeniu, zaśmieje ale nad jego zachowaniem czuwa rodzic i
      stara się, by dziecko nie sprawiało kłopotu innym. Czyżby to tylko w mojej
      miejscowości byli kulturalni rodzice??? Czy też może specjalnie
      przerysowujecie, aby dać upust nagromadzonym negatywnym emocjom?
      • bea.bea Re: Tak się zastanawiam 06.03.06, 17:38
        ja myślę tak.....jak ktos pusci bąka wsród innych to zwykle sie rozglada ze
        zgorszona miną....smile

        wiec jak ktos sam nie potrafi sie zachowac , to na innych zwala...i tyle...
        • ciociapolcia Re: Tak się zastanawiam 06.03.06, 21:22
          Bea.bea, bardzo trafnie to ujelas smile.
          • sowa_hu_hu Re: Tak się zastanawiam 06.03.06, 21:42
            bo bea to mądra babka jest smile
            • michiko sówka pogratuluj pani rozumu bo u ciebie na 07.03.06, 14:36
              lekarstwo nawet nie ma.
              A tak na marginesie twopj syna ma na imię Oskar??
              a jeśli tak to po kim ? Po Oskarze Schindlerze?? Niby że biznes ci rozkręci??
              • oxygen100 Re: sówka pogratuluj pani rozumu bo u ciebie na 07.03.06, 14:45
                moze po Oscarze Mayerze producencie parowek i kielbasy. Schindler jest zbyt
                banalny i bez polotutongue_out
              • sowa_hu_hu Re: sówka pogratuluj pani rozumu bo u ciebie na 07.03.06, 15:39
                kobieto zdajesz sobie sprawe że robisz z siebie błazna???

                co to za tekst w ogóle? chciałas byc oryginalna , zabawna , błyskotliwa?
                niestety nie wyszło ci...

                niestety musze cie rozczarowac - mój syn nie ma na imie oskar...
                • michiko Sowa cóż za nie fart z rozkręcenia byznesu nici;-) 07.03.06, 15:48

                  • sowa_hu_hu Re: Sowa cóż za nie fart z rozkręcenia byznesu ni 07.03.06, 18:15
                    hmmm... moja firma działa i nie przypominam sobie żeby była w stanie upadłości -
                    wprost przeciwnie - rozwija sie i odbiorców jest coraz więcej...

                    jak zwykle dałaś popis swojej wybujałej wyobraźni...
                  • bea.bea Re: Sowa cóż za nie fart z rozkręcenia byznesu ni 07.03.06, 21:30
                    jezu...dziewczyno.....MICHIKO...skad w tobie tyle jadu...

                    rozczarowałas mnie...( wiem nie zależy ci na tym)...ale miałam cie za osobe z
                    klasą...a tu ...
                    no szkoda,,,sad(
      • ojejkuniu Re: Tak się zastanawiam 06.04.06, 12:20
        albo ty szczęściara lila jesteśsmile)
    • niepytana Re: dziecko w restauracji....koszmar 06.03.06, 17:38
      Niestety tacy ludzie istnieja, ktorzy w taki sposob wychowuja dzieci. Takie
      dziecko meczy wszystkich w publicznym miejscu. Nie ma znaczenia, czy w
      restauracji czy w parku czy w autobusie czy w kosciele. Widze ze problem jest
      nasilony, po ilosci watkow gdzie temat jest walkowany o niewychowanych,
      przeszkadzajacych innym pociechach ktorych rodzice mysla ze wszystko jest
      fajnie a ich dzieci takie sa cudowne i madre itd. Sama korzystam z restauracji
      z rodzina conajmniej raz dziennie. W czasie ciazy nigdy w domu nie gotowalam.
      Lunch i obiad jedlismy zawsze na zewnatrz. Czasem rowniez i sniadanie. Tak tak
      przez cale 9 miesiecy. Nigdy nie spotkalam sie z takim dzieckiem. A moze
      inaczej, dziecko jak dziecko czasem sie zdarzylo krzyczace (nigdy nie
      biegajace), ale w momencie gdy dajmy na to ja i mama dziecka spotaklysmy sie
      spojzeniami, zawsze matka robila kwasna twarz polaczona z usprawiedliwiajacym
      usmiechem i mowila przepraszam i czesto sie usprawiedliwiala na co ja tez sie
      usmiechalam i mowilam ze jest ok. Wystarczylo mi ze widze ze matka tego tez nie
      toleruje i przy najblizszej okazji wyprowadzi/uspokoji dziecko, ewentualnie
      opusci lokal, co tez zawsze mialo miejsce. Raz w zyciu spotkalam z lekka
      niekumata mamusie z grzecznym dzieckiem w restauracji. Dziecko mialo troche
      ponad rok i jeszcze stabilnie nie chodzilo. Mama wziela je na "spacer" po
      restauracji i to jest ze mna ok. Chodzily razem. Dziecko z przodu, mama za nia.
      Ogladaly obrazy na scianie i wzory na dywanie. W pewnym momencie dziecko naszlo
      na nasz stol. No i na poczatku oczywicie bylo wesolo. Mala sie patrzyla na nas,
      usmiechalismy sie powiedzielismy sobie hi, no i small talk a jak ma na imie, a
      w jakim jest wieku. Nasze dzieci rysowaly i pokazywaly malej swoje obrazki no i
      nadszesl czas aby dziecie i mama sobie odeszly a my powrocili do jedzenia. Ale
      dziecko tego nie wie. No i stoi sobie w najlepsze i patrzy na nas, my sie
      usmiechamy ale powoli zaczynamy jesc. Dla dziecka nawet to jest interesujace
      zeby patrzec jak ktos przezuwa jedzenie, ale mama powinna wiedziec lepiej. Ale
      nie, zrobila sie cisza, my jemy, dziecko patrzy a mama caly czas nad nami stoi
      i czeka kiedy dziecku sie znudzi. W koncu dziecko sie zakiwalo i uderzylo glowa
      w kant stolu i zaczelo krzyczec. Dopiero wtedy mama raczyla podniesc mala i
      wyprowadzic z restauracji w celu uspokojenia. Moze i nic takiego sie nie stalo
      ale juz wtedy mialam wizje jak to dziecko bedzie wychowywane. Szkoda dla
      dziecka.
      • egoya Re: dziecko w restauracji....koszmar 06.03.06, 20:00
        oj są niegrzeczne, w różnych sytuacjach. Mam dzieci, kocham, ale nie pozwalam na takie zachowania. Zanim urodziałm stojąc w Kościele trafiało mnie jak niektóre dzieci biegały z krzykiem po kościele, nie mówię o normalnym głośnym mówieniu, tylko o KRZYKu. Albo szarpaniu innych ludzi...A rodzice stoją i patrzą się na swoją pociechę i szkoda że brawo nie biją. Ale cóż do kościoła trzeba iśc się pokazać z dzidziusiem, i nieważne że nic z niego nie wyniosą a jeszcze innym nerwów uszarpia. Teraz mam dzieci, mój 5 latek dopiero teraz dorósł żeby go brać do kościoła. Wcześniej mu się nudziło, co chwila do domu wołał. Ja się denerwowałam on się denerwował a i innym pewnie przeszkadzał. Więc braliśmy go tylko jak musieliśmy. Teraz dorósł, potrafi spokojnie przesiedzieć całą mszę i nawet wykazuje zainteresowanie. Dlatego złości mnie taki fakt, że inni nie rozumieją że dziecko może przeszkadzać. Przeciez w restauracji czasem je się omawiając przy okazji jakieś interesy, jak można o czymś mówić jak obok siedzi taki koszmarny maluch a rodzice nie reagują. Ale to rzeczywiście nie wina dzieci, tylko jego opiekunów. Ja staram się przynajmniej być w porządku, jak chcę się wyszalec z moimi dziećmi to nie robie tego publicznie żeby nas wszyscy widzieli
        • malila Ty tak serio... 07.03.06, 13:19
          o tym, że małe dzieci to się prowadzi do kościoła po to, żeby się z nimi
          pokazać?? I że dziecko nic z uczestnictwa we mszy św. nie wyniesie? Mam
          rozumieć, że nie ochrzciłaś dziecka zanim nie dorosło?
          Ja też się zastanawiam, skąd Wy czerpiecie historie do swoich opowieści? Te
          wrzeszczące, szarpiące, plujące dzieciaki, które mają być argumentem na to, że
          do większości miejsc wstęp z dzieckiem powinien być surowo wzbroniony. Ja
          proponuję nawet taką enklawę - miasto w mieście - wstęp za okazaniem dowodów
          osobistych. To my z dziećmi zrobimy sobie drugą. Ale nie proście na starość o
          podanie basenu;-> Bo to nam będzie przeszkadzać. Podobnie jak trzęsące się
          ciało i zbyt głośne mówienie z powodu niedosłuchu. I jeszcze zbyt wolne
          chodzenie (człowiek się śpieszy, a tu mu taki jeden z drugim drogę zastawiauncertain).
          Oczywistą rzeczą jest, że należy swoich dzieci pilnować, zwracać uwagę na
          niegrzeczne zachowanie, wymagać respektowania pewnych zasad. Ale nie można
          wymagać od dzieci, żeby przeskakiwało własne... eee... plecy. A mam wrażenie,
          że większość dorosłych z pretensjami właśnie tego oczekuje. I obawiam się, ze
          są w tych oczekiwaniach, że jak wychodzą z domu, to świat ma się skupić na ich
          wymaganiach - bardziej infantylni od dzieci. Dziecko przeszkadza, bo nie
          siedzi, nie milczy, nie opuszcza wzroku na podłogę.
          Kiedyś leciałam ze swoimi dziećmi samolotem, mój starszy miał wtedy sześć lat.
          Już było po posiłku i syn zamknął stolik. Siedząca przed nim na siedzeniu
          dziewczyna zerwała się z fotela i zaczęła wrzeszczeć, że co on sobie wyobraża i
          żeby jej nie kopał. My w szoku, tłumaczymy pani, że on tylko zamknął stolik.
          Pani usiadła. Żeby przeprosić, już jej odwagi nie starczyło. Obawiam sie, ze
          takie właśnie jest u nas podjście do dzieci. One z góry skazane są na to,
          że "na pewno coś przeskrobią". A jak sie tak człowiek w to dziecko wpatruje w
          oczekiwaniu najgorszego, to już nic innego nie widzi: że przy sąsiednim stoliku
          ktoś się kłóci albo opowiada rasistowskie dowcipy zarykując się ze śmiechu, że
          panu z wąsami sos cieknie po tych wąsach, a zresztą on i tak nie zamyka jamy
          gębowej w trakcie konsumpcji. Że pani się czesze przy stoliku, a pan, który nie
          mieści się na swoim miejscu, systematycznie i konsekwentne poszerza swoje
          terytorium wbijając sąsiada w stolik.
          Niestety, ze szpitala mam podobne doświadczenia. To nie dzieci przychodziły
          tabunami w odwiedziny do sąsiada, to nie dzieci miały w dalekim poważaniu moją
          intymność, to nie dzieci w końcu opierały się o moje łóżko bujając sie na
          oparciu (to ostatnie to w ogóle plaga jakaś obrzydliwa). Dzieci są chyba jednak
          przyjemniejsze w obyciu.
          • breneka Re: Ty tak serio... 07.03.06, 13:36
            Nikt nie ma pretensji do dzieci. Tylko do rodzicow, ktorzy zakochani we
            wlasnych dzieciach po uszy, staja sie nagle slepi i glusi na to, co dziecko
            wyprawia. Dziecko, to dziecko, pewnie, ze nie rozumie, nie wie. Ale ze mamusia
            z tatusiem tez nie rozumieja i nie wiedza, ze jak sie zyje w spoleczenstwie, to
            niekoniecznie, trzeba je uszarpac swoim kochanym dzieciatkiem, to tego nie
            pojme.

            Widzialam setki grzecznych dzieci w restauracji. Grzecznych lub takich, nad
            ktorymi rodzice potrafia zapanowac. Ale widzialam tez setki wscieklych
            dzieciakow, jakby je cos w tylek gryzlo i rozanielonych starych, ze dziecko
            takie rozwiniete ruchowo.

            To, ze sa ludzie, ktorzy z definicji nie lubia dzieci, to tez prawda. Ale sa i
            co poradzisz? Maja prawo. Nie musza lubic. Ich reakcje sa na pewno przesadzone,
            ale nie o takich tu mowa.

            Watek jest o tym, ze niektorym rodzicom sie wydaje, ze klienci restauracji
            powinni chyba owacje na stojaco urzadzic za plucie, bieganie po sali i wrzaski.
            Bo przeciez ICH dziecko takie kochane i slodkie. A guzik.
            • oxygen100 Re: Ty tak serio... 07.03.06, 13:42
              w Lolku w weekendy wczesnym popoludniem sprawe rozwiazano tak ze dzieci sa
              zabierane na sale obok ktorymi zajmuje sie klaun czy inny opiekun ich zajecia
              odbywaja sie w sporej odleglosci od glownej sali gdzie ludzie moga miec
              odrobine swietego spokoju. OBy takich lokali bylo wiecej
    • pandora_ Re: dziecko w restauracji....koszmar 06.03.06, 21:15
      Będę niepopularna, ale zgodzę się z Tobą, choć łagodniejszymi słowy, michiko smile
      Lubię dzieci, mam jedno, ale nie wyobrażam sobie, że moje dziecko zachowuje się
      w ten sposób w restauracji. Niestety, rodzice coraz częściej starają się wdrażać
      dzieci do dorosłości od najmłodszych lat. Ci mali faceci w garniturkach,
      dziewczynki z kolczykami i z makijażem no i maltretowane maluchy - musza sidać,
      wstawać, chodzić i mówić, sikać do nocnika jak mają 9 miesięcy i "bywać". Z tym
      "bywaniem" jest najgorzej, bo czesto rodzice robią takie wypady bez uprzedniego
      przygotowania. Nie zabiera się do restauracji, chyba że takiej rodzinnej (sa
      takie w Polsce?), dziecka nie umiejącego zachować się przy stole. Trzeba je
      jednak tego nauczyć. Jak, zapytacie? Na pewno nie jedząc obiad na kanapie przed
      telewizorem, goniąć dziecko po mieszkaniu z widelcem, jedząc byle jak i byle co.
      Mój synek miał niecałe półtora roku, jak pojechaliśmy nad morze i chodziliśmy na
      obiady na stołówkę. Wszyscy się dziwili, że mamy takie grzeczne dziecko, a myśmy
      pilnowali zasad, które obowiązują do teraz:
      1. wybieramy miejsce, gdzie można iść pobiegać (latem knajpka w parku, z
      ogrodem, zimą lub wieczorem duże centrum handlowe jak ciepło to restauracja w
      mieście też się nada)
      2. jedno zamawia, drugie zajmuje sie dzieckiem i przychodzi tuż przed podaniem
      posiłku (w Pizzy Hut mamy znajomego, który daje nam ping na telefon, stolik czeka)
      3. jemy spokojnie, młody w domu zawsze je z nami, oczywiście samodzielnie
      4. w razie znudzenia, marudzenia itp. najpierw interweniujemy spokojnie (np.
      trzeba chwilę czekać na rachunek)
      5. jak jest źle (młody ma eater's coma i musi natychmiast odpocząć w aucie...)
      jedno zostaje, drugie wychodzi z dzieckiem.

      Możecie się mądrzyć, że dziecko ma swoje prawa, ale nie wyobrażam sobie
      kilkulatka zachowującego się tak jak ten z postu michiko. Fakt, może michiko nie
      przebierała w słowach, ale ja w takiej sytuacji też miałabym dość. Mądrzy
      rodzice nie robią własnemu dziecku takich wątpliwych przyjemności, jak jedzenie
      w restauracji, kiedy nie jest sie na to gotowym i nie ma się ochoty.
      Uff, ale mi się napisało smile
    • melka_x :DDD 07.03.06, 16:23
      michiko napisała:

      > Dziecię, piłowało dziób, pluło, przewracało co miało obok siebie, zaśmiewało
      > się z tego powodu. Kelnerzy biegali dookoła ściekli, inni ludzie spokojnie
      > zjeść nie mogli.
      > Dajcie spokoj nie po to płacę dużą kasę za jedzenie obsługę i resztę, żeby
      > spokojnie nie zjeść, nie móc pogadać, koszmar.


      Tiaa.. koszmar może mieć wiele twarzy...

      I któż to ach któż to mówi o piłowaniu dzioba, pluciu, przeszkadzaniu w
      spokojnej rozmowie, absorbowaniu personelu i braku wychowania? big_grinDD
      Nie doceniałam Cię Michiko. Kto by pomyślał, że stać Cię na taką dozę
      autoironii. Analogia między forum a knajpą również jest wyśmienita. Czapki z
      głów proszę państwabig_grinDD

      • wegatka Re: :DDD 06.04.06, 00:52
        Nie pozostaje nam więc nic innego, jak tylko zaprosić rodziców Michiko na forum
        i opitolić ich za jej zachowanie wink)
    • blou1 Re: dziecko w restauracji....koszmar 07.03.06, 18:15
      Rodzice z dziećmi też chcą wyjść od czasu do czasu do restauracji, a niech ta
      mama odpocznie! Od mieszania w garach przynajmniej. Inna rzecz że dziecko było
      poprostu rozpuszczone skoro rodzice nie reagowali. Też bym się zezłościła. Nam
      zdarza się wychodzić, ale wtedy to ja jestem upocona pogoniami za dziećmi, bo
      nie zawsze siedzą grzacznie.
    • gazunia Re:Litości!!!! 05.04.06, 23:21
      Skoro decyduję się na wyjście a małym dzieckiem do restauracji to dbam o to,
      by nie zakłócało spokoju innym. Dla mnie - mamy - sprawa jest zupełnie jasna,
      nie wszyscy muszą się zachwycać odgłosami wydawanymi przez moja córkę. Za
      nieodpowiednie zachowanie dziecka odpowiadam ja jako matka i tyle.
      P.S Mnie też denerwuja rodzice, ktorym wydaje się, że ich dziecko jest tak
      cudowne i wspaniałe, że w miejscach publicznych może robic absolutnie wszystko.
    • latouche Re: dziecko w restauracji....koszmar 06.04.06, 00:53
      michiko napisała:
      > Dajcie spokoj nie po to płacę dużą kasę za jedzenie obsługę i resztę, żeby
      > spokojnie nie zjeść, nie móc pogadać, koszmar.
      > Zagotowałam się.
      to wręcz straszne, ja bym na Twoim miejscu domagała się obniżenia rachunku za
      niedogodności przy konsumpcji ;-P
      • ojejkuniu Re: dziecko w restauracji....koszmar 06.04.06, 12:16
        to jest jakiś pomysłtongue_out

        a ty widzę z tych zapatrzonych w swój cud mamuś?!
        • latouche Re: dziecko w restauracji....koszmar 07.04.06, 01:29
          ojejkuniu napisała:

          > to jest jakiś pomysłtongue_out
          > > a ty widzę z tych zapatrzonych w swój cud mamuś?!
          >
          ależ gdzieżbym śmiała?! po prostu staram się doradzić coś konstruktywnego...
          i sama świetnie Mitsuko rozumiem - wyobraź sobie, że ostatnio byłam w
          restauracji i przy stoliku obok siedziała grupa hałaśliwych
          dwudziestoparolatków, którzy okropnie nam przeszkadzali. W końcu nie po to
          idziemy na rodzinny niedzielny obiad w knajpce żeby słuchać młodych panienek
          chichoczących na cały lokal jakby im ktoś pinezki pod pupe podłożył.
          To straszne, że żyjąc w społeczeństwie czasami stykamy się z osobnikami, którzy
          zupełnie nam nie odpowiadają - prawda?
          • ojejkuniu Re: dziecko w restauracji....koszmar 07.04.06, 09:43
            no masz racje- albo niereformowalne mamuśki, albo rozwrzeszczane lafiryndy
            a swoja drogą ciekawe jak wyglądało dzieciństwo tych panienek?!
            tongue_out
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka