Dodaj do ulubionych

On nie chce rozmawiać ... (dlugie)

12.05.06, 22:09
Witam,
chciałam się trochę pożalić, i jednocześnie zapytac o radę, co zrobiłybyście
na moim miejscu. Ja już nie mam pomysłów ...

Staż małżenstwa - 4 lata
Dziecko - 2,5 roku

Przed slubem znalismy sie 3 lata, kochalismy sie bardzo, jedno dla drugiego
zrobiloby wszystko. Jezdzilismy dzien w dzien 100 km by sie widziec przez pare
chwil, slowem zyc bez siebie nie moglismy. Pobralismy sie, przez ponad rok
mieszkalismy osobno, bylismy malzenstwem weekendowym. Po dlugich staraniach
zaszlam w ciaze, zamieszkalismy razem (maz rzucil prace i zaczal szukac blizej).
Dziecko wiele zmienilo.
Nie uwazam za dobre wychowanie tego co moj maz robi. Daje klapsy, zmienia
zdanie, zabrania byle blachostek, drazni sie. Jak ktos ma 3 latka w domu to
wie, ze awantury sa praktycznie o byle gowno. Przyklad: maz gwizdze jakas
melodyjke. Syn mowi: tatusiu nie spiewaj. Maz sie usmiecha pod nosem i gwizdze
jeszcze glosniej. Syn: nie spiewaj tatusiu! Maz jeszcze glosniej ... Smiechu
warte ... Takie debilne zachowanie doprowadza mnie do szewskiej pasji !!!
Awantura pomiedzy nimi gotowa, mnie od razu od wrzaskow boli glowa i mam dosc.
Tlumaczenie nic nie daje. Duze dziecko po prostu.
o klapsach nawet mi sie nie chce gadac ... sad

Inna sprawa: miedzy nami jest zle. Przez to jego debilne zachowanie w
stosunku do syna ja mam takie a nie inne zdanie o nim. Do tego dochodzi pare
innych spraw: ciagle siedzenie przy komputerze, nie rozmawianie ze mna, nie
odnoszenie talerza do zlewu, nie zajmowanie sie dzieckiem, NIECHEC do
zajmowania sie dzieckiem, mimo ze syn go czesto prosi o to. Kiedys w koncu
prosic przestanie ...

Dzien wyglada tak: on przychodzi, rzuca torbe w przedpokoju, wlacza laptopa,
powie czesc, siada do stolu. I siedzi. Mowie: sciagnij komputer, daje obiad.
On: tak, tak zaraz ... i klepie w klawiature. Stoje nad nim z miska gorącej
zupy na przyklad a ten dalej klepie. W koncu odklada kompa, je. Zje, odsunie
talerz w nieuzywany kąt stołu, bierze laptopa, stawia przed soba. i klepie. po
jakiejs godzinie-dwoch kiedy juz mnie rozsadza od srodka mowie, ze jade do
sklepu albo ide do wanny a on ma sie zajac dzieckiem. Po glupiej dyskusji po
co jade do sklepu kladzie sie na lozko i zamyka oczy a dziecko skacze wokol
niego i szarpie by sie z nim bawil. On prawie spi. Ja jade do sklepu pelna
stresu, ze zasnie, co mu sie zreszta pare razy zdarzylo. Dziecko bylo samo
sobie albo spalo z tatusiem. Wieczor wyglada tak ze ja robie kolacje w kuchni,
dziecko sie bawi wokol mnie, a tatus przy kompie. Jemy razem, kladziemy
dziecko spac (on myje mu zeby!!!), on siada na fotel z kompem w dloniach. I
tak siedzi. Ja ide sie myc, ide spac a on sobie wreszcie uswiadamia ze pozno
juz i tez idzie sie myc. Potem wlazi do lozka, nie patrzy czy spie juz moze i
sie przytula, wiadomo w jakim celu. Ja go odpycham, zeby spadal, bo spie, on
sie dalej tarabani. Czasem ustapie, czesciej nie.

No i teraz to wszystko, cale zachowanie meza (ten komputer!) rzutuje na seks.
No bo jak ja mam sie kochac z facetem, ktorego zachowanie doprowadza mnie do
szewskiej pasji ? Jak mam byc czula i cudowna w nocy kiedy on jest tak
totalnie beznadziejny w ciagu dnia ? Nie poswieca mi nawet 15 minut, nie
dostaje buziaka, nie ma przytulanek, nie ma pytania: co robiliscie przez caly
dzien ?

Kilkanascie razy probowalam z nim rozmawiac. Mowie do niego : kochanie,
chcialabym z toba porozmawiac. On: to rozmawiaj. I wysluchuje moich wywodow z
glupim usmieszkiem na gebie. Zadnego komentarza, bez slowa. Nie powie, ze jemu
sie cos we mnie nie podoba. Nie mowi nic. Ja w koncu wybucham placzem i ide do
lozka.

Co ja mam zrobic ? Jak widac "rozmowa" w ogole nie odnosi efektu.
Spojrzcie swiezym okiem na te cala sytuacje i powiedzcie, co zrobic ???

Obserwuj wątek
    • mamaliv Re: On nie chce rozmawiać ... (dlugie) 12.05.06, 22:22
      krychah napisała:


      >
      > No i teraz to wszystko, cale zachowanie meza (ten komputer!) rzutuje na seks.
      > No bo jak ja mam sie kochac z facetem, ktorego zachowanie doprowadza mnie do
      > szewskiej pasji ? Jak mam byc czula i cudowna w nocy kiedy on jest tak
      > totalnie beznadziejny w ciagu dnia ? Nie poswieca mi nawet 15 minut, nie
      > dostaje buziaka, nie ma przytulanek, nie ma pytania: co robiliscie przez caly
      dzien


      A czy wlasnie to mu powiedzialas Bo wydaje mi sie ze takie argumenty powinny go
      przekonac lub sklonic do rozmowy A jesli nie no to naprawde juz nie wiem
      • krychah Re: On nie chce rozmawiać ... (dlugie) 12.05.06, 22:26
        Mowilam mu to wszystko kilka razy. Niestety mam wrazenie ze on sie wylacza w
        pewnym momencie naszej "rozmowy"i przestaje mnie sluchac. Mysle, ze jemu sie
        wydaje ze to wszystko moja wina, ale nie chce mi o tym powiedziec, nie umie
        moze, nie wiem.
        Naprawde nie wiem co robic.
        Meza jeszcze w jakims sensie kocham, zalezy mi, chce to naprawic poki jeszcze
        jest czas. Ale on zupelnie nie wspolpracuje.
        Jest skrytym czlowiekiem, nie mowi o swoich uczuciach, dlatego nie wiem co ja
        robie zle. Nie powie mi tego. Nie powie mi rowniez ze mnie kocha.

        Jestem juz bardzo zmeczona całą ta sytuacja sad
    • gosiula81 Re: On nie chce rozmawiać ... (dlugie) 12.05.06, 22:33
      Hmmm, ciężka sprawa. Wszak nie jestem jakimś ekspertem, ale nie jest to
      normalna sytuacja. Mój mąż ma podobne zachowania, ale opiekuje sie dzieckiem i
      mi pomaga. Ale jakby mógł to cały czas by siedział przy kompie. Nie znam Was i
      nie wiem jakie macie charaktery. Ja mojemu mężowi zawsze dogryzam (on mi
      wybacza). kiedyś, jeszcze przed ślubem zepsuło się między nami, ale on był tak
      pewny naszego związku, że nie zauważał ze coś jest nie tak i chyba nie wierzył
      że ten związek może się skończyć. Ale do dnia pewnego, kiedy oznajmiłam mu, że
      to koniec. Jego pierwsza reakcja to były słowa: "ok, to ja sie pakuje i
      przeprowadzam do matki". Dodam, że mieszkalismy wtedy razem. W ciągu godziny
      zabrał swoje rzeczy i sie wyprowadził, a ja wyłam jak głupia, choć to on mnie
      zranił. Jednak na drugi dzień zaczęły się smsy, wproszenia na herbatkę, później
      błaganie żebyśmy znowu byli razem, że mnie kocha ponad życie i przeprasza, że
      nie zauważył że doszło do takiej sytuacji. Powiedziałam mu, że muszę się
      poważnie zastanowić i napisałam mu list czego od niego oczekuję, co mi sie nie
      podoba. 4 miesiące później braliśmy ślub (gdzie wcześniej nawet o nim nie
      chciał słyszeć, a teraz sam zaproponował) a w noc poslbną spłodzilismy naszą
      córeczkę - też jego inicjatywa. Dla mnie dziecko było marzeniem, które mój
      mężczyzna życia spełnił. Od tamtej pory rozmawiamy o wszystkim, nie ma
      niedomówień, które wcześniej zniszczyły nasz związek. Po prostu zobaczył, że
      może mnie stracić na dobre i się zastanowił nad swoim życiem. Nie chce Ci
      doradzać co dla Was byłoby najlepsze, ale nieraz warto zaryzykować i zastosować
      radykalne środki, jak np. rozstanie. Trzeba jednak brać pod uwagę to, że nie
      zawsze takie histrorie kończą się dobrze, jak u nas. Ale skoro do Twojego męża
      nic nie przemawia... Życzę aby wszystko się ułożyło i aby Wasza trójka była
      baaaardzo szczęsliwa.
    • g0sik Re: On nie chce rozmawiać ... (dlugie) 12.05.06, 22:38
      Przestań mu usługiwać, podawać pod nos jedzenie, sprzątać po nim. Przestań się
      starać dla niego, rób wszystko dla siebie i dziecka. Zapytaj dlaczego się tak
      zachowuje czy ma jakieś problemy no i czy zamierza się zmienić dla Ciebie i dla
      dziecka. Jeśli jemu jest dobrze i nie potrzebuje zmian aby Tobie było lepiej
      wystaw mu walizki za drzwi. Jeśli zimny prysznic nie podziała nic nie stracisz
      a będziesz zdrowsza...
    • herrenna Re: On nie chce rozmawiać ... (dlugie) 12.05.06, 22:42
      wiesz co mi sie wydaje, ze głownym problemem jest to, ze w ogole przed slubem
      nie mieszkaliscie razem, baa nawet po slubie przez rok nie... ty go praktycznie
      nie znałas, bo co to za znanie kogos, kogo sie widzi tylko w weekendy. Rozumiem,
      ze sie ze soba zgadzaliscie wtedy, no ale nie było miedzy wami zycia
      codziennego, on przyjezdzał i odjezdzał... wydaje mi się, ze macie zupelnie inne
      charaktery, szkoda, ze dopiero teraz sie o tym przekonałas, jak już macie
      dziecko. No tak, tylko co Ci to da, że to napisałam, skoro na pewno sama już to
      wiesz. Nie za bardzo widze wyjscie z sytuacji, a już te jego durne usmieszki do
      Ciebie czy do dziecka to są przegięciem. Co zrobic? JA bym sie powaznie
      zastanowiła nad tym związkiem. Ale to tylko moje zdanie, bardzo brutalne, ale
      czy całe życie chcesz mieszkać obok człowieka a nie z nim?
      pozdrawiam
      • gacusia1 To nie jest kwestia nie mieszkania razem! 13.05.06, 00:12
        My z mezem poznalismy sie przez telefon i 10 dni przed slubem widzielismy sie
        pierwszy raz.Po slubie tez nie mieszkalismy razem przez 8 miesiecy.Teraz od
        roku jestesmy razem,mamy polrocznego synka i moja corke z pierwszego
        malzenstwa.Jest cudownie.Kocham Go do szalenstwa.On mnie tez.(!)Wiadomo-raz na
        wozie,raz pod wozem...jak w malzenstwie.To On nauczyl mnie ROZMAWIAC,mowic o
        tym,co boli,co sie nie podoba...Moj M byl dlugo sam i wiele z tego pozostalo wink
        a ja natomiast jestem chorobliwie zazdrosna...Nikt nie jest idealny.Gdy jednak
        sytuacja jest taka,ze Ty nie chcesz sie kochac(nie dziwie sie)a meza interesuje
        tylko komp,to moze nastrasz go troszke?Tak,jak napisala jedna z poprzedniczek-
        wystaw walizki za drzwi.Ale wczesniej uprzedz,ze tak zrobisz,jesli sie nie
        zmieni jego stosunek do Ciebie i dziecka,no i jego zachowanie.Trzymaj sie!
        • herrenna Re: To nie jest kwestia nie mieszkania razem! 13.05.06, 00:43
          bo Tobie się udało! I jak dla mnie to był przypadek, oczywiscie szczesliwy. Ile
          ludzi sie rozstaje wlasnie po jakims czasie od zamieszkania ze sobą! Większość!
          To, ze Tobie się udało jest wyjątkiem stanowienia reguły. Ale sie bardzo ciesze
          z Twojego szczescia, naprawde, bo rzadko się coś takiego zdarza... a może masz
          po prostu jakiś taki dar, że umiesz tak dobrze kogoś poznać przez tak krótki czas.
          • gacusia1 Re: To nie jest kwestia nie mieszkania razem! 13.05.06, 18:39
            To byl baaardzo dlugi czas i dlugie rozmowy przez tel.Oboje z mezem
            stwierdzilismy,ze o wielu rzeczach latwiej powiedziec przez telefon i dzieki
            temu poznalismy sie lepiej niz "chodzac ze soba".To fakt,ze lepiej poznaje sie
            gesty,zachowanie,nawyki,odruchy czlowieka przebywajac z nim,a nie przez
            telefon wink Ja na poczatku znajomosci nie potrafilam mowic,co mnie "boli",tylko
            pisalam dlllugie listy i smsy.Musialam to z siebie wyrzucic.Najgorsze sa
            NIEDOMOWIENIA i domyslanie sie,co czuje partner.
            • herrenna Re: To nie jest kwestia nie mieszkania razem! 13.05.06, 22:44
              sluchaj, ja tez bylam ze swoim facetem przez dwa lata tylko na telefon i
              internet, bo mieszkalismy daleko od siebie. Ale jak sie przeprowadzilam do
              niego, to moglo sie wszystko stac, bo przy takich rozmowach przez telefon
              zazwyczaj sie nie gada o tym, ze ktos ropzrzuca przyslowiowe skarpetki albo
              domaga se codziennie obiadu z trzech dan. Ja mialam szczescie takie jak ty, bo
              sie okazało, ze pasujemy do siebie pod kazdym względem. Jedyna roznica to taka,
              ze ja sie nie wprowadzalam do niego jako zona tylko narzeczona i zreszta nadal
              slubu nie mamy. Ale bez pomieszkania z nim przed slubem to sobie nie wyobrażam.
    • sasza2004 Re: On nie chce rozmawiać ... (dlugie) 12.05.06, 22:50
      Wiesz co? Też by mi się nie chciało w nocy przytulać. Ciekawe, jak Twój mąż
      poradziłby sobie, gdybyś wyjechała z dzieckiem na jakiś czas. Nie namawiam do
      separacji tylko tak sobie myślę, że chyba by tęsknił...? Nie tylko za obiadami,
      może powinien trochę stracić pewność siebie, bo z tego, co piszesz odnoszę
      wrażenie, że Twój mąż jest chyba bardzo pewny Ciebie, Twoich uczuć, tego, że
      jakkolwiek się nie zachowa, nic się nie zmieni. Nie chcę niczego doradzać bo
      się nie znamy, ale przykro, że nie podejmuje z Tobą rozmowy. Mój mąż też jest
      z tych trudniejszych w obsłudze smile i też się krzywi na moje "musimy
      porozmawiać", ale daje się sprowokować do rozmowy i nawet jak się w efekcie
      pokłócimy to już coś się wyjaśnia, oczyszcza. Mam nadzieję, że wszystko ułoży
      się tak, żeby dla ciebie i synka było jak najlepiej. Pozdrawiam Cię bardzo
      serdecznie.
      • krychah pewnosc siebie ... 12.05.06, 23:00
        Masz racje. On jest pewny siebie, a raczej mnie. Jakis czas temu kiedy juz
        naprawde mialam dosc napisalam pozew rozwodowy (mam go dalej w komputerze) i
        powiedzialam ze zakladam sprawe w sadzie. On sie smial z tego, Smial sie. Nie
        wierzyl, ze wysle to do sadu. On nawet sobie sprawy nie zdaje ze rozwod jest
        rzecza mozliwa.
        Pozew mam przygotowany, ale na razie nie chce rozwodu. Chce jeszcze probowac.
        Wiem, ze nie ma nikogo.

        Jesli chodzi o obiadki: on nie musi jesc. Naprawde smile Jak mnie nie ma on nie je.
        Mimo, ze ma przygotowany w lodowce gar fasolki po bretonsku na przyklad to on
        sobie nie odgrzeje, bo mu sie nie chce smile Zje dwa batoniki i bedzie siedzial o
        glodzie przed kompem. Taki typ z niego. I jeszcze powie, ze nie jest glodny.

        I jeszcze jesli chodzi o tesknote. Byl prawie dwa tygodnie na nartach w styczniu
        z kolegami. Wrocil steskniony, przytulal sie co chwile. To byla niedziela. W
        poniedzialek poszedl do pracy, a jak wrocil popoludniu to powtorzyl sie schemat
        dnia codziennego.

        Zabic to malosad
        • sasza2004 Re: pewnosc siebie ... 12.05.06, 23:14
          Tak to wygląda, że on w ogóle nie bierze pod uwagę zmiany sytuacji. A z tym
          jego niejedzeniem to czysta demonstracja - nie podasz obiadu, biedak zje
          batony. Ja nie myślę od razu o rozwodzie, sama wiesz najlepiej, co czujesz i
          czy warto walczyć. Tyle, że sama nie dasz rady, jeżeli będzie miał taką
          postawę, jak piszesz to pewnie wcześniej czy później cię ta walka zmęczy. A
          zapytałaś wprost, czy Ciebie kocha, Was kocha, dlaczego tego nie okazuje (bo,
          że nie mówi to już pomijam - chłopy chyba myślą, że raz na całe życie
          wystarczy...wink). A może jesteś od niego zależna finansowo i to daje mu takie
          poczucie pewności?
          • krychah Re: pewnosc siebie ... 12.05.06, 23:26
            Ja wiem, ze facetowi nie powinno sie zadawac takich infantylnych pytan jak
            "kochasz mnie?" ale w czystej rozpaczy pare razy mi sie zdarzylo. I odpowiedz
            zawsze brzmiala "tak" albo "a czemu pytasz?".

            A z jedzeniem to naprawde jest tak ze on glodu nie odczuwa i jego niejedzenie
            nie jest forma demonstracji lecz tylko i wylaczenie spowodowane jest lenistwem.
            Zalezna finansowo w pewnym sensie od niego jestem, bo obecnie siedze na urlopie
            wychowawczym, ale za rok wracam do pracy. Poza tym sprawy finansowe nie graja
            roli, nie czepia sie mnie ze wydaje kase itp.

            Mysle ze przyczyna jest gdzie indziej. Jego mama jest typowa "kura domowa". W
            calym swoim zyciu przepracowala dwa lata, przed urodzeniem jego starszego brata.
            Od 35 lat siedzi w domu, doskonale gotuje, pierze, prasuje, dba o sprawy domowe
            itp. Ojciec sie z nia nie liczy, nie mowi jej o wielu rzeczach, olewa jej
            zdanie, czesto podsmiewa sie z niej i jej pomyslow. Ale obiadki wpieprza ze
            smakiem. Maz jest mlodszym synem tesciowej, rozpieszczonym, ukochanym. Dbala o
            niego wyjatkowo i chuchala. Wiem, ze odpowiadalaby mu zona taka jak mamuska. Ja
            nie lubie gotowac, wiele rzeczy zrobionych przeze mnie mu nie smakuje, mowi ze
            jego mama robi to inaczej i on tak woli. Tesciowa mu zarcie pod nos podstawiala,
            sprzatala po nim itp. Ja nie mam zamiaru. Poza tym za rok wracam do pracy i
            ciekawe co wtedy powie.
            • sasza2004 Re: pewnosc siebie ... 13.05.06, 00:06
              No tak, podobno wynosimy z domu model rodziny... Tylko czy na pewno chciałby
              Cię mieć taką kurę? A może wtedy zachowywałby się, jak jego ojciec? Z teściową
              na pewno ciężko się "walczy", nie wiem bo nie mam - mój mąż stracił mamę, jak
              był nastolatkiem, ale myślę, że to niefajnie być porównywaną do teściowej.
              Piszesz, że go rozpieściła i chyba Ty teraz ponosisz tego konsekwencje. Pewnie
              kiedyś wobec mamy wszystko mu było wolno i nawet jak nabroił był szybko
              rozgrzeszany i tak się przyzwyczaił, że sam się potrafi szybko usprawiedliwiać.
              I może stąd Wasze problemy - on się tak szybko oczyszcza, że nie uważa, żeby
              robił coś nie tak (chociaż trudno mi zrozumieć, jak można nie widzieć pewnych
              rzeczy, tego, że kogoś coś boli). Ale to go nie tłumaczy, jest dorosły i
              powinien wziąść odpowiedzialność za swoje zachowanie, Wasze relacje, za Twoje
              uczucia. Dobrze, że wracasz do pracy, że masz jakąś perspektywę. Może to coś
              między Wami zmieni? Trzymaj się w każdym razie i myśl przede wszystkim o sobie
              i dziecku, a gdyby Cię "przycisnęło" i miałabyś ochotę się wygadać - wiesz,
              jakiego mam maila (bardzo błyskotliwe wink), na GG się nie umawiam bo przy moim
              synku to się nie uda smile Pozdrawiam Cię jeszcze raz i życzę spokojnej nocy.
          • lolinka2 Re: obiady 13.05.06, 15:14
            Ja w domu nie gotuję, maż najchętniej też nie smile), obiad pojawia sie na moje
            wyraźne życzenie (co 2-3 dni, młoda je codziennie w przedszkolu), bo on... nie
            lubi obiadów. Zjada tzw co popadnie i nie jest to demonstracyjne czekanie ze ja
            podam tudzież ukazywanie niedoli tylko taki durny nawyk zywieniowy... to po
            prostu kanapkowiec.
            • krychah Re: obiady 13.05.06, 15:49
              Ja tez jestem kanapkowiec, moge zjesc trzy identyczne kanapki przez caly dzien i
              wystarczy. Moj maz ma inne nawyki zywieniowe (wychowanie tesciowej). W sumie nie
              mam nic przeciwko obiadom, ale nie lubie bezsensownego siedzenia przy garach,
              typu obiad z trzech dan, albo robienie jakiegos dania przez 3 godziny. Robie
              proste jedzenie, czesto z mrozonek, jakies rybki, kurczaki z grilla, sosy ze
              sloikow itp.
              Zalezy mi jednak na wspolnych posilkach, na wspolnym siedzeniu przy stole, na
              rozmowie. Zeby moje dziecko nie bylo kanapkowcem smile Zeby wiedzialo jak sie
              zachowac w restauracji, zeby nauczylo sie rozmawiac, zeby obiad byl wspolnym
              posilkiem. Jednego niestety nie udalo mi sie wyeliminowac - telewizora sad
    • montija Re: On nie chce rozmawiać ... (dlugie) 12.05.06, 22:56
      Nie patrzysz przypadkiem na moją rodzinkę z jakiegoś ukrycia?? smile Jakbym była u
      siebie. Jeśli tyle czasu korzysta z kompa to już jest uzależnienie. Ja też
      najpierw z mężem gadałam, było ok góra 2 dni potem dalej stara śpiewka. W tej
      chwili jesteśmy na tygodniowym urlopie w górach u tesciów ( koniec w niedzielę)
      i on ciągle siedzi przed kompem. Wczoraj pojechaliśmy w odwiedziny do Krakowa do
      jego chrzestnej matki i poszedł na górę tylko na chwilkę w celu zgrania zdjęć i
      przepadł na około 3 godziny. Dzisiaj się już poryczałam, nie przy nim tylko w
      pokoju obok ale tak żeby słyszał. I zaproponował mi nowe buty, palant jeden. A
      ja w czasie tego urlopu odpoczęłam górę 2 godziny. Tesciowie mają gospodarkę
      więc robią, synek 21 miesięcy i jest bardzo absorbujący. Seksu zero. On
      inicjatywę ma, a jakże ale ja nie daję smile Też nie wiem co już robić.
      Piszcie dziewczyny jak żyjecie z komputeromaniakami
      • krychah Re: On nie chce rozmawiać ... (dlugie) 12.05.06, 23:01
        Przepraszam Cie bardzo, ale powiem szczerze: ciesze sie ze nie jestem sama z tym
        problemem. Musi byc jakas metoda na nich!
        • mcgosia1 Re: On nie chce rozmawiać ... (dlugie) 13.05.06, 01:33
          Rozumiem Cie doskonale. U nas nie jest az tak zle, ale wiele opisanych przez
          Ciebie zjawisk jest mi bliskich. Moj maz przesiaduje godzinami przed
          komputerem, ale na szczescie nie codziennie. Komputer po prostu musze wylaczyc
          zanim on wroci z roboty, wtedy jest szansa, ze do niego nie zasiadzie. Tez nie
          lubi rozmawiac, odnosic naczyn i nic sobie na gazie nie przygrzeje. Poza tym
          jest cholerykiem i czasem potrafi wybuchnac absurdalnie o jakas totalna
          pie.. i potem to jeszcze ja go musze prosic, zebysmy sie pogodzili.
          atmosfera potrafi byc beznadziejna przez kilka dni. Wtedy mnie roznosi.
          Chcialabym sie napic - ale nie moge bo karmie. A seksu chcialby ciagle. Oni sa
          faktycznie z innej planety ci faceci. Na szczescie jest dobrym tata, bawi sie z
          dziecmi, pomaga w kapieli, tylko karmic nie lubi, bo moj syn (nota bene 2,5
          latek) jest straszliwym niejadkiem. Mamy jeszcze 6 miesieczna coreczke. Poza
          tym jestem sfrustrowana, bo urodzilam zaraz po studiach, pracowalam na
          zlecenie, wiec od 3 lat siedze w domu i doluje sie brakiem pracy i rozwoju
          osobistego. obecnie pracy szukam, ale wiadomo, nie jest lekko.
          Co do Twojej sytuacji, to mysle, ze musicie cos zmienic, bo tak sie nie da zyc,
          wczesniej czy pozniej zlapiesz depresje. Rada - nie uzywaj "straszakow" jesli
          wiesz, ze nie bedziesz mogla ich zastosowac - np. nie strasz rozwodem, jesli
          wiesz, ze nie zlozysz pozwu. On nie bedzie wtedy reagowac na Twoje grozby. Ale
          pomysl z Twoim wyjazdem jest niezly. Powiedz mu, ze wyjezdzasz, bo nie mozesz
          tak zyc, ze musicie od siebie odpoczac, przemyslec pewne sprawy. Pojedz do
          przyjaciol lub rodziny, pobaw sie, odetchnij troche. Polecam tworcze spedzenie
          czasu. Ja probuje napisac scenariusz do filmu offowego o zyciu jak nasze.
          Zajecie sie czyms ciekawym pomaga.
          Wroc jak sam Cie o to poprosi, jak cos zrozumie. Wiem, ze to trudne, ale Wasze
          obecne zycie tez nie jest przeciez latwe...
          Pozdrawiam serdecznie, dziewczyny nie poddawajmy sie!!!
          • trawa_cytrynowa Re: On nie chce rozmawiać ... (dlugie) 13.05.06, 15:49
            To straszne jak jesteśmy ślepe przed ślubem.
    • monia145 Re: On nie chce rozmawiać ... (dlugie) 13.05.06, 16:00
      Słuchaj, a może Wy po prostu nie macie O CZYM rozmawiać? Może komputer jest
      atrakcyjniejszy dla męża niż to, co Ty masz mu do powiedzenia?
      • betka77 Re: On nie chce rozmawiać ... (dlugie) 13.05.06, 18:06
        Kurcze, faceci to jednak palanty. Moj-informatyk tez przesiaduje przed kompem
        non stop, a jakze! Od dziecka by tylko wymagał, najlepiej wcale nie wychowując.
        Ja sie do tego przyzwyczaiłam, zajmuje sie swoimi sprawami, dzieckiem, pracą,
        rozwojem. Tak jest łatwiej. Gdybym cale zycie uzalezniała od niego-chyba bym
        zwatpila. Na razie jakos jest, raz lepiej, raz gorzej. Do decyzji o rozstaniu
        jeszcze nie dojrzalam..Z drugiej strony wiem ze samo sie nic nie naprawi ale mi
        sie juz nie chce gadac w proznie. Mysle ze na facetów dzialaja tylko radykalne
        kroki, do których jeszcze nie dojrzalam. Paradoksalnie trochę z lenistwasmile)
        Pozdrawiam serdecznie
        • krychah Re: On nie chce rozmawiać ... (dlugie) 13.05.06, 18:56
          Wiesz, a nie wpiernicza cie fakt, ze mu po prostu ułatwiasz życie ??? Ja tez mam
          takie momenty, że olewam meza, i robie wszystko sama, o nic nie prosze, bo po co
          sie stresowac. Ale pod koniec dnia gotuje sie we mnie, bo widze ze on sie dobrze
          bawi a ja zapierd.lam jak kon w kieracie! Ja sie po prostu nie moge zgodzic na
          taki "podzial rol"!
          • triss_merigold6 Re: On nie chce rozmawiać ... (dlugie) 13.05.06, 19:40
            To złóż ten pozew i nie trać reszty życia. Facet jest leniwy i wygodny. I
            będzie taki, bo tylko silny wstrząs może go ewentualnie wyrwać z marazmu. Skoro
            nie ma żadnych korzyści ze wspólnego życia to związek lepiej skończyć i iść
            dalej. Rozwod to nie jakiś koniec świata, to pobycie się toksycznego elementu
            ze swojego życia.
            • milko2411 Re: On nie chce rozmawiać ... (dlugie) 14.05.06, 23:49
              Identyczna sytuacja była w domu mojej przyjaciółki,tylko że u niej dochodził
              jeszcze problem finansów.Jak chciała coś kupić do jedzenia,dziecku ubranie
              itp.to musiała się gęsto tłumaczyć na co potrzebuje pieniążki.Facet lubił dobrze
              zjeść,musiał mieć codziennie zupę i drugie danie a za 15 zł dziennie na wszystko
              to trochę za mało(na wyprawienie wigili dał jej 50zł!!!).A kasę miał i to
              niemałą,więc nie wyliczał,bo nie miał-tylko typowa kutwa.Trwało to 5 lat,nie
              pomogły rozmowy, prośby,grożby itp.W końcu coś w niej pękło,zamówiła za
              pożyczone pieniążki ekipę od wyprowadzek i powiedziała mu
              pa,pa.Płakał,błagał,przepraszał ale ta nie uległa.Dzisiaj jest szczęśliwa,ma
              drugiego męża,ten ją szanuje,kocha jej córkę i we wszystkim jej pomaga(przy
              małej też).A jej były?-nic się nie zmienił i te same błędy powiela z drugą żoną

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka