uli111
17.07.06, 23:39
Nie wytrzymałam i dałam w pysk! Byłam w pracy i nie powinnam tego robić, ale
to już przeszło moje najśmielsze wyobrażenia, po prostu się zagotowałam. Ale
zacznę od początku. Z racji swojej pracy ( w Straży Miejskiej, w patrolu
interwencyjnym) spotykam się z wieloma sytuacjami, tutaj opiszę trzy,
najbardziej mnie bulwersujące.
1. Nocny patrol, godzina 2:00, widzę na ulicy parkę, wesoło śpiewają (czyt.
drą się na całą ulicę),a chodnik był im za wąski. Zatrzymuję się i co widzę?
Facet ma na sobie nosidełko z ok. rocznym dzieckiem!!!! Było dosyć zimno, ja
byłam w swetrze, a dziecko miało na sobie koszulkę z krótkim rękawem i
cienkie spodenki!!! Zapakowałam towarzystwo do samochodu, dziecko się
rozpłakało, matka próbowała je uspokoić, ale mizernie jej to wychodziło,
bałam się, że zaraz upuści małego. Zaproponowałam, że może ja wezmę dziecko,
na co usłyszałam, żebym się odczepiła , że ona jest trzeźwa ( bełkotała) i że
ja wogule to się nie znam ( a mam 6 m-czną córę) i że ona to kocha swoje
dziecko najbardziej na świecie. Do tego dołączył się facet (ojciec dziecka)
który „dosadnie” powiedział, żebym się odczepiła. Dziecko coraz bardziej
płakało, więc zaczęli wyrywać sobie nawzajem tego dzieciaka. Efekt był taki,
że mały wylądował na podłodze radiowozu. Nie wytrzymałam, zabrałam to
dziecko, a ich na kopach wywaliłam z samochodu. Policja przebadała ich
alkomatem, wynik: ona- 1,5 promila, on- 2 promile. Dziecko pojechało do babci
a „kochający” rodzice na Izbę Wytrzeźwień. Jak rozmawiałam z babcią, to taka
sytuacja to już nie pierwszy raz miała miejsce. Żałowałam, że nie dałam w
pysk tej matce...
2. Też noc, 4:00, na przystanku kobieta usiłuje podtrzymać faceta, facet
narąbany jak trąba, a obok 4 letni chłopczyk. Grzecznie zapytałam, dokąd
jadą, bo mi się szkoda dziecka zrobiło, a usłyszałam wiązankę od faceta.
Ledwo stał na nogach a chciał się bić ze mną. Kobieta była trzeźwa i starała
się go uspokoić, ale jaj to nie szło. Widać było, że facet porywczy, bo babka
miała podbite oko, a syn posiniaczone ręce. Skończyło się tak, że facet
wylądował na Izbie Wytrzeżwień, a kobitkę i dziecko odwieźliśmy do domu.
3. I ostatnia, a za razem najbardziej bulwersująca sytuacja. Godzina 16:00,
patrolowaliśmy z kolegą klatkę schodową gdzie bardzo często przesiadują
narkomani. Wchodzę na 3 piętro i co widzę?????? Kobietę i faceta ze
strzykawkami w ręku, A WSZYSTKIEMU PRZYGLĄDA SIĘ 1,5-ROCZNE DZIECKO W
WÓZKU!!!!!!!!! W strzykawkach jak się później okazało była heroina!!!
Dziewczyna była bardzo pyskata i próbowała mi wmówić, że mam omamy wzrokowe,
gdzie na rękach było widać liczne ślady po igle! Strzykawki leżały na ziemi,
a dziecko wskazując na nie palcem woła „mama, mama!”. Zrobiło się zamieszanie
i dziecko zaczęło płakać, a ta panna zaczęła się na nie drzeć i nim
potrząsać, ale to tak, że mu główka latała na wszystkie strony. Wtedy nie
wytrzymałam, zabrałam jej dziecko, oddałam swojemu koledze z patrolu, a jej
po prostu dałam w pysk, a że nie należę do ułomnych to ją zakręciło.
To wszystko miało miejsce w przeciągu dwóch tygodni, temu przy tej narkomance
już nie wytrzymałam. Wiem, że nie powinnam była tego zrobić, ale to było już
przegięcie. Ja nie wiem co się dzieje teraz z ludźmi, co nimi kieruje, że
postępują w ten sposób, narażając na niebezpieczeństwo bezbronne istoty.
Dochodzę do wniosku, że takich rodziców, jak ci przedstawieni tutaj ( oprócz
kobity z opowieści nr.2) powinno się kastrować, by nie mogli już więcej
krzywdzić dzieci. Nie rozumiem postępowania tych kobiet, przecież jako matka
to ma naturalny instynkt, by chronić to swoje dziecko, nie wiem, po prostu
nie wiem....