Jak drugi raz byłam w ciąży (planowanej przez pół roku) Kasia właśnie skończyła 2 latka. Byłam bardzo "płaczliwa" już od początku i właściwie chciałam, żeby mnie ktoś pocieszył. Przyszła babcia wydawała mi się idealną osobą. Zadzwoniłam do mojej mamy: "Chyba jestem w ciąży." W słuchawce cisza. Pytam "Nie cieszysz się?". Jakieś tam niejasne odpowiedzi bardzo smutnym głosem. A gdyby to była ciąża nieplanowana? Chyba bym się poryczała ze szczętem.Poźniej pytałam co to miało znaczyć. "Dziecko, tak się martwię ociebie, przecież zaczynacie budowę i..." Przecież to nasze problemy. Nie oczekuję od babć ich rozwiązywania. Jak się decydowaliśmy to znaliśmy przecież naszą sytuację. A teraz, jak patrzę na te moje dwie dziewczyny (3,5 i 9 m-cy) goniące się na czworakach po mieszkaniu to mi serce topnieje. Ja mam dużo młodszą siostrę i chciałam moim dzieciom tego oszczędzić. To był dla mnie główny argument za. Jest ciężko wiadomo jak przy dzieciach ale ile radości.Kiedyś siedziałam na ławeczce w parku z Gabrysią, a Kasia szalała z tatą na huśtawkach. Dosiadła się do mnie starsza pani (ok. 65 lat). Co mi powiedziała m.in.? "Niech sie pani nie da więcej wrobić, 2 dzieci to i tak o 1 za dużo"

. Mało się nie popłakałam. Kilka dnie później byłam na zakupach i znowu starsza pani : "Dzieci do przedszkola, a pani do pracy, wreszcie się pani wyrwie z tego kieratu"

. Czy naprawdę to coś tak niespotykango lubić dzieci i lubić mieć dzieci? Przecież dzieci to nie tylko wyrzeczenia, trudy, mozoły, mordęga i katorga. TO także uśmiechy, małe łapki przytulające się do mamy (taty itd.) po prostu radość i wesele. Jak to powiedział Papież "Dzieci są wiosną" (cytat niedokładny), czy nikt tego nie zauważa? Czy widać tylko nieprzespane noce, kolki itp? Czy ludzie nie lubią dzieci? Czy dzieci są dla rodziców głównie udręczniem i ograniczeniem? I DLACZEGO to akurat starsze panie (te które spotkałam) były tak źle nastawione? Przecież to chyba właśnie babcie powinny najbardziej zachwycać się dziećmi.Pozdrawiam serdeczniePS A chciałam tylko odpisać na jeden post...