chciałabym posluchać opinii specjalistek w sprawie dotrzymywanie słowa. ale fakty. chyba całkowicie bezmyślnie(stwierdzam po zajściu) obiecałam mojemu lubemu ugotowanie czegoś, co sam lubi a ja nie cierpie, i jak to się czasem zdarza, jakoś nie sprostałam wyzwaniu, bo ja źle się czułam, potem dziaciaczki zachorowały, a tak po trochu, to jakoś zabrakło mi motywacji!! no i zaczeło się.... musiałam wysłuchać

całopopołudniowej tyrady na temat dotrzymywania słowa i tego,że jak się obiecuje osobie bliskiej to trzeba zdwoić siły i wysiłki

!!!! a ja (o naiwna

) myślałam, ze osoba bliska potrafi wziąść pod uwagę całokształt sytuacji i dać choć trochę taryfy ulgowej! o naiwności!!!! jakże się pomyliłam!!!!

to samo dotyczy zakupów, bo on ma szaloną ochotę obdarować mnie czymś , a ja nie mam ochoty przymierzać z synem uwieszonym u nogi i jęczacą córką, bo ona chce na lody,a le jego plan doskonały :what zakłada wlaśnie taką obcje!!! czasem

to tak troche o facetach na księżycu!! moze ja robię coś źle, a on się tak stara!!! ale ja też!!! tak mi się wydaje!! co myślicie?? moje koleżanki z pracy stwierdziły, ze pod żadnymi torturami nie nalezy facetowi nieczego obiecać, bo choćby i za 100lat, padnie niewywiązanie sie z umowy!! a do tego słyszałam bardzo ciekawy cytat, jego interpretacje pozostawiam wam "facetowi to można pokazać tylko półpośladka, nigdy więcej, bo będą kłopoty" pozdrowionka