Witam. W czerwcu bedziemy chrzcic nasza corke. Przyjecie organizuje mama
mojego partnera u siebie w domu, poniewaz my mamy male mieszkanie, a lokal
jest jednak za drogi. Ale w sumie nie o to chodzi

Moja przyszywana tesciowa
rozstala sie ze swoim mezem ponad 20 lat temu, poniewaz on znalazl sobie
inna,i z ta druga kobieta zalozyl rodzine i maja 2 dzieci ( choc nigdy sie
nie rozwiedli z tesciowa). Moj partner mial nieciekawe stosunki z ojcem,
poniewaz faworyzowal tamte dzieci, a on z siostra byli w odstawce. Po wielu
przykrych incydentach zaprzestali kontaktow. Od ponad 2 lat niewidzenia sie,
i nieoddzywania do siebie mojego partnera z ojcem doszlo do konfrontacji, w
trakcie ktorej "tesc" dowiedzial sie o wnuczce, i o tym ze jego syn ulozyl
sobie zycie ( zdziwiony, jak mogl sobie sam poradzic bez jego "pomocy"). No i
oczywiscie zapalal miloscia do malenstwa, i teraz jest niby "super
dziadkiem", dzwoni, przyjezdza do nas itd. I dopytuje sie kiedy chrzest. No i
tutaj jest problem. Przyjecie bedzie u tesciowej ktora sobie nie zyczy
obecnosci ani jego, ani jego rodziny, wiadomo z jakich powodow, a "tesc"
uwaza ze jak normalniej w swiecie jest oczywiste ze bedzie zaproszony. Nie
wiem jak wybrnac z tej sytuacji, co zrobic???skoro juz doszlo do "poprawy"
stosunkow nie chcialabym zeby wszystko leglo w gruzach, chcialabym zeby moja
corka miala i babcie i dziadkow, aczkolwiek podchodze do wszystkiego
sceptycznie. Co radzicie???