Dodaj do ulubionych

Niby ok... ale jestem wykończony

09.01.07, 19:47
Niby ok... ale jestem wykończony.
Dopiero po 7 godzinach od badań zaczyna do mnie docierać zmęczenie po dzisiejszych badaniach w RODK.
Badania były dość spokojne, exia na kolejnych badaniach wypada w nich coraz gorzej. Ona próbuje ciosów poniżej pasa, ale to już nie robi większego wrażenia na badających. Widzę też kilka zagrywek jej adwokata. Dośc marne zagrywki - próba działania z zaskoczenia z pewnymi drugorzędnymi informacjami, którymi starają się zrobić wrażenie. Ale jeśli nie ma się sobie nic do zarzucenia, to przed każdą zagrywką można się wybronić. Na pewno będę interweniował w sądzie, bo sąd zawala niektóre sprawy, przesyłanie dokumentów.
Tym razem w RODK rozmowa jest już całkiem inna niż poprzednio. Dość bycia chłopcem do bicia. Czas starać się o to, o czym jestem najpewniej przekonany.
Ale powaga tych badań, dopada mnie teraz ich ciężarem, po kilku godzinach od zakończenia.
Zmęczony. Nie fizycznie.
_________________
Bądź jak zegar słoneczny. Odmierzaj tylko pogodne godziny...
Obserwuj wątek
    • pelagaa Re: Niby ok... ale jestem wykończony 09.01.07, 20:00
      Ale kogo to obchodzi???
      Ktos ma sie tu uzalic nad przemocowcem, ktory udaje swietego?
      Jaka szkoda, ze to wykonczenie takie slabe, ze masz sile na forum pisac.
      • kini_m Re: Niby ok... ale jestem wykończony 09.01.07, 20:23
        No właśnie w te bajkę exi o przemocowcu biegli już coraz mniej wierzą i nie mają ochoty się wciągać w ten temat w kółko naciągany przez exię.
        Ty jednak Pela nadal to łykasz.
        Ale dzięki że wpadałaśsmile
        _________________
        Bądź jak zegar słoneczny. Odmierzaj tylko pogodne godziny...
    • mamaice Re: Niby ok... ale jestem wykończony 09.01.07, 21:47
      Kini ,ale o co chodzi? Nie bardzo w temacie jestem o co Ty walczysz?
      • kini_m Re: Niby ok... ale jestem wykończony 09.01.07, 22:24
        Staram się o to, aby córka mogła mieszkać z tym rodzicem, który daje jej PEŁNE poczucie bezpieczeństwa, nie utrudnia kontaktów (jak drugi rodzic - długotrwale, z premedytacją), daje lepszą gwarancję wykonywania władzy rodzicielskiej. Czyli aby mogła mieć ustalone miejsce zamieszkania przy tacie. Jednocześnie przy zagwarantowaniu przeze mnie szerokiego kontaktu z mamą.
        _________________
        Bądź jak zegar słoneczny. Odmierzaj tylko pogodne godziny...
        • mamaice Re: Niby ok... ale jestem wykończony 09.01.07, 22:28
          O.k. rozumiem a Twoj corka czego chce?
          • mamaice Re: Niby ok... ale jestem wykończony 09.01.07, 22:29
            mamaice napisała:

            > O.k. rozumiem a Twoja corka czego chce?
            • kini_m Re: Niby ok... ale jestem wykończony 09.01.07, 22:43
              mamaice napisała:
              > O.k. rozumiem a Twoja corka czego chce?

              To bardzo dramatyczne, ale ona nigdy nie chce wracać do mamy. Zawsze się buntowała, gdy należy ją ubrać żeby zabrała ja mama do siebie. Zawze prosi mnie, abym ja zapytał mamę czy może dłużej zostać u mnie. Przy kolejnych rozstaniach zawsze płakała gdy musiała mnie opuszczać.
              • mamaice Re: Niby ok... ale jestem wykończony 09.01.07, 22:49
                Czyli woli byc u Ciebie?A co na to wszystko Twoja ex jak sie tlumaczy tym ze
                dziecko woli spedzac wiecej czasu z Toba czy u Ciebie?
                • kini_m Re: Niby ok... ale jestem wykończony 10.01.07, 09:00
                  mamaice napisała:
                  > Czyli woli byc u Ciebie?A co na to wszystko Twoja ex jak sie tlumaczy tym ze
                  > dziecko woli spedzac wiecej czasu z Toba czy u Ciebie?

                  Ex próbuje wszystkim wcisnąć bajkę, że to dlatego iż tata przeciwstawia dziecko mamie. Na dowód, że tak nie jest - przedstawiłem obszerne nagranie gdy córka nie chce wracać do mamy. Exia nie jest w stanie uwierzyć, że dziecko którym od pierwszych minut życia zajmował się tata (już w szpitalu przy porodzie rodzinnym), a tata został w domu do opieki nad dzieckiem - że jest taka silna wieź między dzieckiem a tatą.
                  Niemniej w swojej propozycji do sądu (także dyskutowanej w RODK) podtrzymuję szerokie prawa dla mamy, bez jakiegokolwiek ograniczania czasowego do dziecka.
                  • madziulec Re: Niby ok... ale jestem wykończony 10.01.07, 09:30
                    To, ze tata zostal do opieki nad dzieckiem nei jest zadnym argumentem.
                    Urlop macierzynski moze wykorzystac albo matka albo ojciec. nie znamy waszych
                    mozliwosci zarobkowych - moze akurat bylo tak, ze TY nie miales pracy i mogles
                    zostac, a mam dziecka miala te prace i nie bylo sensu, byscie obie na
                    bezrobotnym siedzieli i obgryzali tynk ze sciany??
                    Takie, ot czysto ekonomiczne podejscie?
                    Tak wiec nie ma co mowic o przywyczajeniu ojca do dziecka czy matki do dziecka.
                    • kini_m Re: Niby ok... ale jestem wykończony 10.01.07, 09:46
                      Madziulec, możesz mieć rację.
                      Niestety motywy pozostania do opieki w domu są tutaj nieistotne.
                      (Czyżby bezrobotna kobieta pozostająca w domu do opieki nad dzieckiem - to ok?
                      A jak tata - to nie ok? Ja nie zamierzam sie wstydzić okresów gdy byłem bezrobotny, bo ten czas wykorzystałem w pełni dla córki.)
                      To przyzwyczajenie o którym mówisz nazywa się więzią emocjonalną.
                      Ta więź winna mieć duży aspekt przy podejmowaniu dalszych decyzji.
                      Czyż nie????
                      _________________
                      Bądź jak zegar słoneczny. Odmierzaj tylko pogodne godziny...
                      • madziulec Re: Niby ok... ale jestem wykończony 10.01.07, 14:29
                        Ale wykozrystywanie tego, ze matka wtedy tyrala, bo Ty nie mogles zapewnic bytu
                        rodzinie, do czego raczej powolany jest mezczyzna jest nieco naciagane...
                  • aisza33 Re: Niby ok... ale jestem wykończony 10.01.07, 10:09
                    corka placze przy pozegnaniu bo nie pomyslales o tym ze ono nie rozumie dlaczego
                    ni jestes z jej matka kocha ciebie i matke ona chce was razem czy to dziwne?
                    powiem ci ze jesli to dzickopzy powrocie do domu nie rozumie calej sytulacji
                    dlaczego wraca do mamay po tym jak bylo z toba. tak wlasnie cierpi dziecko kiedy
                    rodzice sie rozwodza...
      • tautolog Re: Niby ok... ale jestem wykończony 09.01.07, 23:24
        Ten damski bokser walczy o to, żeby zdrowy na ciele i umyśle człowiek określany
        w nomenklaturze prawniczej magicznym słowem sąd, zdecydował czyli wydał wyrok,
        że dorosły mężczyzna o ewidentnych skłonnościach psychopatycznych( stwierdzone
        bez potrzeby szpitalnej obserwacji- nie wierzysz vide 2-3 dowolne posty), który
        wszem i wobec głosi prawo pięści w stosunku do kobiety-partnera miał
        prawo............. do czegoś tam.
        Oczywiście jest to moje zdanie, człowieka przejawiającego wielkie kompleksy w
        stosunku do kiniego, zaślepionego przez złe emocje i siejącego nienawiść.

        Bo tak serio kini to moralnie czysty gość..........co kichnie to zmienia majtki.
    • megan26 Re: Niby ok... ale jestem wykończony 10.01.07, 09:20
      kini weź pod uwagę to że dziecko a zwłaszcza dziewczynka powinna wychowywać sie
      przy matce no chyba że ta jest narkomnka alkoholiczka i takie tam i nie potrafi
      zapewnić dziecku odpowiednich warunków i wzorców. Jak można chcieć zabrac matce
      dziecko ok tłumaczysz ze bedziesz chciał aby mała miała kontakt z mama ale
      zrozum człowieku ze to matka jest najważniejszą osoba w zyciu dziecka nie
      twierdzę że ojciec jest mniej ważny. co jest nie tak z twoja exia ze twoim
      zdaniem nie powinna to własnie ona wychowywać córki? Wogóle takie przepychanki
      między rodzicami sa beznadziejne co chcesz udowodnić tym że tak bardzo
      walczysz ? ok kochasz małą rozumiem może i exia nie pozwala zbyt czesto widywac
      sie z córką ale musza być tego jakieś powody ze tak postepuje. weź prosze cie
      pod uwage dobro dziecka a nie swoje chore ambicje. Zreszta i tak jestem pewna
      że mała zostanie przy mamie przecież nie jest ona kobieta z marginesu ze nie
      moze wychowywać córki przykro mi ale takie są realia i to chyba dobrze .
      Pozdrawiam
      • kini_m Re: Niby ok... ale jestem wykończony 10.01.07, 09:41
        Megan, niektórzy próbują się powoływać na argument wychowanai przez tą samą płeć. Jest to ewidentnie naciagany argument. Wobec tego musiałoby to oznaczać, że chłopcy wychowywani przez samodzielne matki mają późniejszy problem z identyfikacją własnej płci. Czy tak jest zaprawdę???????? Mam kolegów którzy byli wychowywani przez samodzielne matki, po rozwodzie - i widzę że są całkiem normalnym mężczyznami. Exia ma najbliższą przyjaciółkę, która była wychowywana przez samodzielnego ojca - i wyrosła na normalną kobietę. Przykro mi, ale rzeczywistość wskazuje że ten argument jest tylko wymysłem którym próbuje się na siłę bronić pozycji matki.
        Biegli tym razem zaczęli coraz poważniej rozmawiać o przejęciu opieki przez ojca, poprzednio jeszcze olewali moją propozycję opieki naprzemiennej. Tym razem dyskusja już wyglądała inaczej, więc coś jest "na rzeczy" także wg biegłych.
        (Ps: nie będę też ukrywał, że ze względu na możliwośc czytania przez exię tego tekstu - nie będęteż podnosił wszystkich argumentów, które świadczą przeciwko mamie, a dyskwalifikują ją jako rodzica właściwego sprawującego opiekę rodzicielską.)
        _________________
        Bądź jak zegar słoneczny. Odmierzaj tylko pogodne godziny...
        • megan26 Re: Niby ok... ale jestem wykończony 10.01.07, 09:49
          no ok zgodze sie z toba ze dzici wychowywane przez ojców wyrastaja również na
          wspaniłych ludzi sama mam kolege który sam wychowuje dwie córeczki ale tylko
          dlatego ze zona zmarła gdy jedna z dziewczynek miała 3 miesiące a druga 2
          latka, zgadzam się ze ojcowie moga wspaniale wychowac corki a proszę cie zrozum
          jedno nie mozna zabierac matce dziecka tylko dlatego że masz taki kaprys że
          chcesz coś udowodnić, pomyśl trochę co bys powiedział córce za kilka lat że co
          że kim była jej mama że nie jest z nią sory ale ja tego nie rozumiem i nie
          zrozumię
        • aisza33 Re: Niby ok... ale jestem wykończony 10.01.07, 09:58
          kini... jesli uwazasz ze mozesz wychowywac to dziecko to dlaczego az tak usilnie
          chcesz aby bylo przy tobie skoro wiesz ze dziecku przy matce nie stanie sie
          zadna krzywda ? jesli jest dobra matka to czy ty bedac juz nie mezem nie mozesz
          tez byc dobrym ojcem i we dwoje o nie dbac ty rozwodzisz sie z zona a nie z
          dzieckiem
          • kini_m Re: Niby ok... ale jestem wykończony 10.01.07, 10:28
            aisza33 napisała:
            > kini... jesli uwazasz ze mozesz wychowywac to dziecko to dlaczego az tak
            > usilnie chcesz aby bylo przy tobie skoro wiesz ze dziecku przy matce nie
            > stanie sie zadna krzywda ?

            Error.
            Biegłym wykazałem jakie krzywdy grożą dziecku w dalszym pobycie u matki. (Niestety dokładnej analizy tu nie przedstawię.)

            > jesli jest dobra matka

            Nigdy ze względów kultury nie uzywam sformułowania "zła matka", natomiast sprawowana przez nią opieka jest dalece niestysfakcjoująca ze względu na prawidłowość wykonywania opieki rodzicielskiej. Biegli także na to zwracali uwagę matce, że z różnych swych powinności się nie wywiązuje.

            > to czy ty bedac juz nie mezem nie mozesz tez byc dobrym ojcem i we dwoje o nie
            > dbac

            To też zaproponowałem w swym rozwiązaniu. Propozycję, która będzie zbliżała nas do wspólnego zajmowania się dzieckiem (gdzie awersja exi do mnie byłaby minimalizowana).

            > ty rozwodzisz sie z zona a nie z dzieckiem

            Ja w ogóle się z nia nie rozwiodłem. To jej własne problemy emocjonalne spowodawały jej odejście. Ja o trwałość tego związku, nasze wspólne przetrwanie zacząłem starania w pokonywanoiu wspólnych problemów - gdy tylko się pojawiły, już ok.2,5roku przed jej decyzją o rozbiciu rodziny (slubu nie mieliśmy - ale to mało istotone w aspekcie dziecka).
            _________________
            Bądź jak zegar słoneczny. Odmierzaj tylko pogodne godziny...
            • aisza33 Re: Niby ok... ale jestem wykończony 10.01.07, 10:34
              kini odeszla od ciebie bo po co miala byc z kims kogo nie dala rady kochac..
              mscisz sie i tyle... nawet fakt ze nie masz znia slubu swiadczy ze nie byles w
              peni czlonkiem rodziny i moze sie dobrze stalo... zastanawia mnie tylo jedno czy
              kochana i wspaniala byla przed narodzinami corki? czemu nagle zmieniles zdanie
              ze nie jest dobra matka skoro nia byla az od chwili poczecia
              • aisza33 Re: Niby ok... ale jestem wykończony 10.01.07, 10:36
                gdyby byla bez nog tez bys jej odebral dziecko? a zanim jej splodziles to nie
                przeszkadzalo ci to?
            • aisza33 Re: Niby ok... ale jestem wykończony 10.01.07, 10:39
              piszesz ze nie potrafisz wskazac jakie kzywdy maga sie przytrafic przy matce..
              smieszny jestes wiesz!!!! i przy tobie tez sie moze stac!!! jesli upadnie i
              niedaj boze zlamie reke to tez bedzie krzywda?? niebezpieczenstwo czycha nawet
              tam gdzie sie niespodziewasz
              • kini_m Re: Niby ok... ale jestem wykończony 10.01.07, 10:47
                aisza33 napisała:
                > kini a jakie masz dowody na to ze matka skatuje dziecko?

                Mam dowody, które uprawdopadabniają duże ryzyko tego niebezpieczeństwa.
                Notabene są to dowody potwierdzone przez samą exię (w innym postepowaniu, które ona stara się mi wytoczyć.)

                Na insynuacje o alimentach, mamie bez nóg i inne dziwne pomysły nie będę odpowiadał. Bo na to można by bez końca odpowiadać, jesli ktos coś nowego powymyśla.

                Megan, dla Ciebie jeszcze dodam - że moje starania o dogadanie były przed i po rozpadzie. Po rozpadzie proponowałem profesjonalnego mediatora - exia odmówiła, proponowałem terapię dla rodziców - exia odmówiła. Pisałem to juz wiele razy na forum, ale oczywiście moge przypomnieć. Jakie próby podejmowałem przed rozpadem, to juz podaruję sobie tu całą historię. Chyba że ktoś bardzo chce?
                _________________
                Bądź jak zegar słoneczny. Odmierzaj tylko pogodne godziny...
                • aisza33 Re: Niby ok... ale jestem wykończony 10.01.07, 10:58
                  kini takie przypuszczenia to swiadcza o tym ze masz tendecje mani
                  przesladowczej... zycie w strachu oj co to bedzie za rok dwa!! oj a moze tej
                  mamie dziecko polknie muche i ona nie zauwazy tego ..oj a moze klaps tej mamy
                  bedzie za mozny,, oj a moze nie potrafisz sie pogodzic z tym ze znajdzie sobie
                  kogos na smierc i zycie a ty nie umiesz sie z tym pogodzic ze nie chce ciebie?
                  • aisza33 Re: Niby ok... ale jestem wykończony 10.01.07, 11:03
                    ,a moze kini przeszkadza ci to ze musisz placic alimenty??? ze byc moze tak
                    kobieta chce ulozyc sobie na nowo zycie a tobie trudno to przelknac?
            • aisza33 Re: Niby ok... ale jestem wykończony 10.01.07, 10:42
              malo wazne ze nie mieliscie slubu? no tak slubu nie tzeba miec aby bylo
              dziecko!! masz kini druga kobiete? odpowiedz na pytanie jesli mozesz
              • kini_m Re: Niby ok... ale jestem wykończony 10.01.07, 11:07
                aisza33 napisała:
                > masz kini druga kobiete? odpowiedz na pytanie jesli mozesz

                Mogę odpowiedzieć - nie jestem w żadnym innym kolejnym związku.
                Swoje uczucia w tej sferze "odwiesiłem".
                To byłoby dość trudne aby obca inna kobieta, poza matką miała wychowywać moje dziecko. Więc tę kwestię sobie odpuszczam.

                > matka jednak ci nie utrudnia kontaktu skoro nawet wielodniowe byly pobyty
                > corki

                Były, ale jedynie w pierwszych miesiącach po rozstaniu.
                W pół roku po rozstaniu zakazała nam się całkiem widywać. Bez żadnej argumentacji po stronie dobra dziecka. (Rozzłościła ją odmienność mojego zdania z tematów dotyczących poza dzieckiem i za moje odmienne zdanie zaczęła się mścić - de facto - na dziecku.)

                > i nie mow mi ze dziecko doskonale rozumie dlaczego nie jestescie razem skoro
                > pyta o to...

                To pytanie córki które podałem - jeśli nie umiesz się w nie właściwie wczytać to podpowiem- niesie ze sobą stwierdzenie. To było niejako pytanie retoryczne córki.

                > twierdzisz ze nie bedzie tesknic za matka to tak jakbys mowil ze
                > jej nie kocha.

                A ja wcale nie mówię że córka nie kocha mamy. Wręcz przciwnie - twierdzę że jej bardzo potrzebuje.
                Natomiast inną kwestią jest poczucie bezpiezeństwa - tego matka jej nie daje.

                Żebyś lepiej to zrozumiała - podam przykład:
                Jeśli będziesz kochała swego partnera, ale także swojego własnego tatę. I ten Twój ukochany partner - nie będzie pozwialał Ci się spotykac z własnym tatą - to jak długo będziesz miała pełne poczucie bezpieczeństwa przy tym facecie. Skoro on nie zezwla na realizację twoich podstwaowych potrzeb - kontaktu z własnym tatą?????

                Tylko że traktowanie w taki sposób dziecka - jest jeszcze bardziej karygodne, bo będzie wpływało na jego psychikę w przyszłości.
                Moja propozycja w sądzie - oddala taki eniebezpieczeństwo, jednocześnie utrzymując szeroki kontakt z drugim rodzicem. (Niestety pełni kontaktu być nie da się zagwarantować - bo taka była decyzja mamy o rozbiciu rodziny).

                > Kini walczysz o to aby jej dopiec nic wiecej

                Chyba jesteś wybitnie ślepa aby nie widzieć kto tu się mści od dwóch lat na dziecku. Oraz ślepa aby nie odróżnić zwykłych starań od zemsty.
                Przypomnę Ci tylko kilka moich prób - namawianie na mediatora oraz terapię dla rodziców - odrzucone przez exię. Nie podejmowanie przeze mnie dalszych kroków w formie egzekucji, aby oszczędzić mamie realizacji zagrożonej jej przez sąd grzywny. Jesli nadal próbujesz na siłę widzieć mszczenie z mojej strony, to chyba masz problem aby oddzielić emocje od rzeczowej dyskusji.
                _________________
                Bądź jak zegar słoneczny. Odmierzaj tylko pogodne godziny...
                • aisza33 Re: Niby ok... ale jestem wykończony 10.01.07, 11:13
                  kini a o jakich niebezpieczenstwach mowi ty? bo chyba nie o takich zagrazajacych
                  zyciu i zdrowiu?
                  • aisza33 Re: Niby ok... ale jestem wykończony 10.01.07, 11:17
                    bo nie pisales ze to ona sie wyprowadzila... czyli teskni tam gdzie widziala was
                    razem... a moze w tym w czym nie zgadza sie ta mama to dla niej powod!! i
                    szkodzi to dziecku?
                    • aisza33 Re: Niby ok... ale jestem wykończony 10.01.07, 11:18
                      jesli ty uwazasz ze kij ma trzy konce a ona ze dwa
                  • kini_m Re: Niby ok... ale jestem wykończony 10.01.07, 11:20
                    aisza33 napisała:
                    > kini a o jakich niebezpieczenstwach mowi ty? bo chyba nie o takich
                    > zagrazajacych zyciu i zdrowiu?

                    Owszem o niebezpieczeństwach zagrażających zdrowiu, zarówno realizacji podstawowych psychicznych potrzeb (de facto - wychowawczych), ale także niebezpieczeństw zdrowia fizycznego, które exia próbowała ukryć. A których dowody udało mi się jednak zdobyć robiąc wywiad w szpitalach o moim dzicku, bo exia wszystko ukrywała.
                    Biegli słusznie zauważyli - że wypadki które przydarzyły się córce pod opieką matki "nie są do końca wyjaśnione". A próba ukrywania tych faktów, niestety przemawia na niekorzyść matki.
                    (na razie musze się pożegnać,
                    pozdrwiam wszystkich)
                    _________________
                    Bądź jak zegar słoneczny. Odmierzaj tylko pogodne godziny...
                    • aisza33 Re: Niby ok... ale jestem wykończony 10.01.07, 11:22
                      kini a moze ty bys sie przebadal w poradni zdrowia psychcznego????
                    • aisza33 Re: Niby ok... ale jestem wykończony 10.01.07, 11:23
                      nie dziwie sie tej mamie.. ja tez bym miala problem z daniem ci dziecka..
                      • kini_m Re: Niby ok... ale jestem wykończony 10.01.07, 12:59
                        aisza33 napisała:
                        > nie dziwie sie tej mamie.. ja tez bym miala problem z daniem ci dziecka..

                        Ja też bym się dziwił, gdybyś dawała dziecko obcemu facetowi smile))))
                        si ju lejter
      • aisza33 Re: Niby ok... ale jestem wykończony 10.01.07, 10:02
        a moze to strach przed obowiazkiem alimentacyjnym i pozniejszymi skutkami?
      • kini_m Re: Niby ok... ale jestem wykończony 10.01.07, 10:14
        megan26 napisała:
        > no chyba że ta jest narkomnka alkoholiczka i takie tam

        Taka opinia oczywiście wryła się w społeczeństwo, że prędzej nie ustala się miejsca pobytu dziecka przy ojcu.
        Ale nie zamierzam się bezwidnie zgadzać ze wszystkim co krzyczy tłum. W ostateczności nawet opinie biegłych można podważać i biegli sami przypominają że mamy do tego prawo.

        > Jak można chcieć zabrac matce dziecko

        Jak można chcieć zabrać ojcu dziecko?????

        > matka jest najważniejszą osoba w zyciu dziecka, nie twierdzę że ojciec jest
        > mniej ważny

        Właśnie to twierdzisz w pierwzej części ww zdania.

        > co jest nie tak z twoja exia ze twoim
        > zdaniem nie powinna to własnie ona wychowywać córki?

        Pełną argumentację przedstawiam w sądzie oraz biegłym (ze wzgl na czytanie przez exię). Tutaj skompiluję ją dopiero po zakończeniu postepowania.

        > co chcesz udowodnić tym że tak bardzo walczysz ?

        Biegłym udowodniłem że eskalacja konfliktu nie następuje z mojej strony.
        M.in. rezygnuję z do dochodzenia na drodze egzekucji, bo równałoby się to wykonaniu grzywny na exi za niedostosowanie do orzeczenia sądu. A sąd wyznaczył jej już grzywnę. W każdym momencie mógłbym wnieść o ukranie matki i sąd nie miałby innego wyjścia jak zrealizować grzywnę, którą jej zagroził.
        Ale ja nie będę WALCZYŁ wszelkimi dostępnymi mi prawnie środkami. Złożyłem propozycję, która gwarantuje najmniej problemową realizcję opieki nad córką przez oboje rodziców. Jednakże pod warunkiem ustalenia miejsca pobytu córki u mnie.

        > może i exia nie pozwala zbyt czesto widywac sie z córką

        "Nie zbyt często" ????
        Zakaz na widzenie dziecka choćby w jego kolejne urodziny ( 3 i 4).
        Zakaz na widzenie dziecka w najważniejsze święta rodzinne.
        Nie realizowanie orzeczeń (2) sądu (orzeczenia o kontaktach, orzeczenia o egzekucji).
        Przez dwa lata zezwoliła z własnej woli spotkac się tylko 2 razy.
        Z czego 2 razy w 2005 roku. I ani razu nie zezwoliła w 2006 roku.
        To wszystko w okoicznościach - bardzo silnego przywiązania córki do mnie - i exia bardzo dobrze o tym wie.
        Ty to nazywasz - "niezbyt często" ?????
        (wyjątkowa stronniczość w tej delikatności do matki)

        > ale musza być tego
        > jakieś powody ze tak postepuje.

        Oczywiście powody są zawsze. Lecz w naszym przypadku leżą one w wiekszości poza moją osobą. Są to skutki problemów emocjonalnych wyniesionych z wychowania w domu alkoholowym exi. Jest to osoba pozbawiona umijętności do dyskusji, która potrzebuje pełni dominacji aby czuć się bezpiecznie. Nie jest zdolna do dyskusji z osobą o odmiennym zdaniu, jeśli w grę wchodzi oddziaływanie jej rodziców. Zaś to odziaływanie jest stałe (jesli ktoś zna problem bezgranicznej lojalności w domu z problemem alkoholowym to rozumie o czym ja mówię).

        > weź prosze cie pod uwage dobro dziecka

        Prośbę przyjmuję.
        Własnie biorę pod uwagę dobro dziecka, moja propozycja do sądu wysnuwa się z wniosków które jasno obrazują, że matka zrobiła z naszej córki półsierotę przez okres 2 lat.
        Na jakie jeszcze fakty chciałbyś czekać????? Aż będzie się ciężko znęcała nad dzieckiem, skatuje je, albo zabije w momencie niepanowania nad emocjami????
        _________________
        Bądź jak zegar słoneczny. Odmierzaj tylko pogodne godziny...
        • aisza33 Re: Niby ok... ale jestem wykończony 10.01.07, 10:19
          kini a jakie masz dowody na to ze matka skatuje dziecko? uderzyles kiedys swoja
          zone?
          • aisza33 Re: Niby ok... ale jestem wykończony 10.01.07, 10:26
            kini w naszym kraju nie pozbawia sie uczuc dzieci do rodzicow.. a co zrobisz
            jesli corka bedzie plakac po powrocie do ciebie teskniac za matka? bo tak
            bedzie! czy to ciezko zrozumiec ze te dziecko nie rozumie ze nie jestescie razem
            teskni i za toba i za matka... to nie powod ze placze kiedy odjezdza od ciebie
            bo nie chce byc z matka... a to ta matka nie umie rozmawiac i prowadzic djalogu
            z toba to zaden powod zabrania jej dziecka
            • kini_m Re: Niby ok... ale jestem wykończony 10.01.07, 10:40
              aisza33 napisała:
              > a co zrobisz jesli corka bedzie plakac po powrocie do ciebie teskniac za
              > matka? bo tak bedzie!

              Po pierwsze - wszystko wskazuje że tak nie będzie. Bo po rozejściu, gdy exia jeszcze niedługo pozwlała aby córka była u mnie (na wielodnowe okresy) córka NIGDY nie przejawiała braku mamy. (W przeciwną strone tak już nie ma - córka beze mnie sygnalizuje tęsknotę za mną). Przykro mi jeśli trudne to do uwierzenia, ale to już wasz dylemat.
              Po drugie - co zrobię?
              Nawet jeśliby to się okazało, to w każdym momencie będzie miała wolny dostęp do mamy. I to właśnie zawarłem w mojej propozycji.

              > czy to ciezko zrozumiec ze te dziecko nie rozumie ze nie jestescie razem

              Córka bardzo dobrze to rozumie.
              Już w pierwszych dniach po rozstaniu sformułowała to w słowach pytania:
              "Tato, a czy mama już ciebie nie lubi?" - te słowa mówia same za siebie w jej umiejętnościach spostrzegania (a miała tylko 2 lata). Ona jest bardzo inteligentna.

              > a to ta matka nie umie rozmawiac i prowadzic
              > djalogu z toba to zaden powod zabrania jej dziecka

              Zgadzam się z tym w pełni.
              Nieumiejętność prowadzenia dialogu nie jest przyczyna mojego wniosku o ustalenie pobytu córki u mnie.
              _________________
              Bądź jak zegar słoneczny. Odmierzaj tylko pogodne godziny...
              • aisza33 Re: Niby ok... ale jestem wykończony 10.01.07, 10:47
                matka jednak ci nie utrudnia kontaktu skoro nawet wielodniowe byly pobyty corki
                i nie mow mi ze dziecko doskonale rozumie dlaczego nie jestescie razem skoro
                pyta o to... twierdzisz ze nie bedzie tesknic za matka to tak jakbys mowil ze
                jej nie kocha.Kini walczysz o to aby jej dopiec nic wiecej
              • aisza33 Re: Niby ok... ale jestem wykończony 10.01.07, 10:51
                sygnalizuje ze nie teskini za matka jak jest u ciebie kini to jest zrozumiale i
                calkiem normalne tym nie masz co sie kierowac przyzwyczajone bylo ze byles z
                nimi a wraca zawsze do swojego miejsca pobytu stalego tam gdzie zawsze byles...
                i chyba wie ze jest u ciebie kilka dni i ze zaraz wroci do matki i wtym czasie
                nie boi sie ze straci matke.. to ty sie wyprowadziles i to ciebie nie ma wstalym
                miejscu zamieszkania
                • kini_m Re: Niby ok... ale jestem wykończony 10.01.07, 11:11
                  aisza33 napisała:
                  > sygnalizuje ze nie teskini za matka jak jest u ciebie kini to jest zrozumiale
                  > i calkiem normalne tym nie masz co sie kierowac przyzwyczajone bylo ze byles z
                  > nimi a wraca zawsze do swojego miejsca pobytu stalego tam gdzie zawsze byles.
                  > i chyba wie ze jest u ciebie kilka dni i ze zaraz wroci do matki i wtym czasie
                  > nie boi sie ze straci matke.. to ty sie wyprowadziles i to ciebie nie ma
                  > wstalym miejscu zamieszkania

                  PUDŁO.
                  Własnie tu gdzie teraz jestem córka była przyzwyczajona do swego pokoju.
                  Więc cała Twoja teoria jest bez podstaw.
                  _________________
                  Bądź jak zegar słoneczny. Odmierzaj tylko pogodne godziny...
        • megan26 Re: Niby ok... ale jestem wykończony 10.01.07, 10:27
          kini daj spokój !! jak można zabrac ojcu dziecko?! a przecież wina zawsze lezy
          po obu stronach czy się myle czy ty rzeczywiscie taki swiety jesteś że nic nie
          zawiniłeś i i nie przyczyniłeś sie do rozpadu małżeństwa!!!! Nie rób z siebie
          męczennika i daj spokój żonie i córce teraz jestem przekonana że jesteś chyba
          psychiczny rozumiem możesz kochac dziecko ponad wszystko ale jeżeli tak objawia
          sie twoja miłość poprzez taka zażartą walkę to ja współczuje twojej zonie.
          Dziecko nie jest zabawką żeby mama musiała ci je wydawac jak napisałeś trzeba
          było wcześniej myśleć jak ratować zwiazek a nie go niszczyć i nie przesadzaj o
          tym znęcaniu sie nad dzieckiem bo jeżeli rzeczywiście by tak było to napewno
          dziecka by już z nia nie było a może co do znęcania to przemysl trochę co
          piszesz bo opinie na twój temat nie są za ciekawe. A może rzeczywiście chodzi
          ci o alimenty jak to zostało tu napisane tylko że od alimenty od exi na dziecko
          do twoich rak. ty byś wszystkie opinie podważał bo jesteś biedny i
          poszkodowany. no nie ja jestem w szoku myslałam ze może jesteś w stanie
          zrozumieć kilka podstawowych kwesti ale sie myliłam. Sa nne sposoby żeby się
          dogadac i jestem pewna że jak bys w porzadku w stosunku do byłej zony to yscie
          sie dogadali. dalej brak mi słow bo nie chce cie obrażać, mimo wszystko
          człowieku opamietaj się!!!!!!!!
          • aisza33 Re: Niby ok... ale jestem wykończony 10.01.07, 10:29
            kini jestes juz zjakas kobieta???
        • madziulec Kini... 10.01.07, 14:32
          Realnie patrzac. Przepraszam, ale odniose to do wlasnego dziecka. Wiem, bylo
          mniejsze. nie widzialo ojca przez 43 dni i juz nie weidzialo kim jest ojciec.

          Rozumiem, piszesz o przywiazaniu do Ciebie, ale piszesz, ze corka nie widziala
          Cie nai razu w 2006 roku i tylko 2 razy w 2005...
          jaki ewiec przywiazanie.Czy ona iwe kto to jest ten pan???
          Przepraszam, moze jeszcze cos pamieta, ale to zaczyna sie jej zacierac,
          rozmazywac...
          • madziulec Kini2 10.01.07, 14:39
            Tak sobie jeszcze Kini mysle. Wszystko odnosisz do tego co bylo.
            Corka tesknila, corka plakala.
            Skad wiesz jak teraz reaguje, skad wiesz jak teraz sie zachowuje?
            Kiedy widziales ja ostatni raz?
            Co zrobiles realnie by ja zobaczyc????

            Oczywiscie procz kolejnej rozprawy sadowej, ktora procz kolejnego papieru nic
            nie daje? Czy probowales pokazac swojej eks, ze chcesz sie dogadac, ze jestes
            czlowiekiem odpowiedzialnym, ze mozna na Towbie polegac, ze za chwilke nie
            zwiniesz sie i nie pojedziesz w gory (sorki,a le czytalam to setki razy na tym
            wlasnie forum, wiec argument nie jest wyssany z palca), ze jak Twoja corka
            bedzie chora i ona bedzi epotrzebowal pomocy to sie stawisz na kazde wezwanie???

            No sam powiedz????
          • kini_m Re: Kini... 11.01.07, 16:34
            madziulec napisała:

            > Realnie patrzac. Przepraszam, ale odniose to do wlasnego dziecka. Wiem, bylo
            > mniejsze. nie widzialo ojca przez 43 dni i juz nie weidzialo kim jest ojciec.
            >
            > Rozumiem, piszesz o przywiazaniu do Ciebie, ale piszesz, ze corka nie widziala
            > Cie nai razu w 2006 roku i tylko 2 razy w 2005...
            > jaki ewiec przywiazanie.Czy ona iwe kto to jest ten pan???
            > Przepraszam, moze jeszcze cos pamieta, ale to zaczyna sie jej zacierac,
            > rozmazywac...

            Gwoli scisłości - matka zezwoliła nam spotkać się w 2005 roku - 2 razy, a w
            2006 - ani razu. Natomiast udały się dodatkowe spotkania dzięki zleconemu
            zadaniu dla kuratora (sporządzić raport o jakości kontaktów): takie spotkania w
            2005 oku - 2 razy, w 2006 roku - kolejne 2 takie spotkania. Ponadto w 2005 i
            2006 roku - 2 razy po jednym spotkaniu w RODK.
            W sumie 8 spotkań z córką w 2005-6 roku. Z czego tylko 2 spotkania za zgodą
            matki.
            Madziulec - skąd wiem jak córka mnie nadal traktuje?
            Pomimo tak rzedkich spotkań to córka w RODK przez cały czas nie chciała mnie
            puścić, ciągle trzymając za rękę albo stale wciągając mnie abym się z nią bawił.
            Jeśli opiekujesz się kimś od jego pierwszych minut życia (już w szpitalu od
            urodzenia - sic!) i później stale jesteś blisko dziecka, to w późniejszym
            okresie więź jest już tak silna, że nawet bardzo rzadkie spotkania nie są w
            stanie zbytnio naruszyć tej więźi.
            Wszystkim, którzy myślą na zasadzie - "czy dziecko poznaje tego pana?" (jeśli
            ten pan był blisko dziecka stale, wbrew temu co usiłuje twierdzic matka) -
            szczerze współczuję zarozumialstwa i niskiej wiedzy o psychice dziecka.
            _________________
            Bądź jak zegar słoneczny. Odmierzaj tylko pogodne godziny...
            • madziulec Re: Kini... 11.01.07, 16:45
              Moj Myszol ma 8 spotkan w mniesiacu i to jest malo. Wiec 8 spotkan na rok.. to
              jest.. Hm, wezme kalkulator... A nie przepraszam to na 2 lata te 8 spotkan,
              czyli po 4 na rok prawda?

              No to licze: 12 miesiecy - 4 spotkania - 1 spotkanie co 3 miesiace prawda? Nijak
              nie chce wyjsc inaczej. Ok. Ile Twoja corka ma lat?
              Bo ja na przyklad nie wiem,a mysle, ze akurat w tych rozwazaniach jest to dosc
              wazne.


              Tak wiec - oczywiscie rozumiem - byles blisko dziecka stale. Pojawiales sie raz
              na kwartal - tak wychodzi z wyliczen, takich czysto matematycznych, choc moglo
              bys to fajniej, ze widziales np. corke raz na pol roku (co jest to bardziej
              prawdopodobne). Nie za bardzo dociera do mnie ten argument bycia kolo dziecka stale.
              Do kiedy od kiedy?
              Mozesz tu to opisac, chcialabym miec jasnosc.
              • iwoonach2 Re: Kini... 31.01.07, 12:22
                ojciec mojego dziecka tez zjawia raz na 2, 3mies albo i rzadziej, nie placi ani
                grosza na dziecko,ale twierdzi,ze tak bardzo je kocha!!!! ze sie interesuje!
                załosni jestescie.

                mimo ze tak rzadko widuje jca, to idzie do niego z radoscia. dlaczego? bo
                pojdzie do kazdego, kto przewiezie go samochodem,ale o tym ten debil nie wie,
                mysli,ze dziecko jest do niego przywiazane. no ale skad mial by wiedziec, nie
                zna dziecka, ne ma o nim pojecia.
                moze Twoja corka tez ma jakies dzieciece powody,ze tak do ciebie lgnie, jak sie
                pojawisz raz na 3mies.
                • kini_m Re: Kini... 31.01.07, 15:50
                  Nie chce mi się teraz przekopywać przez wszystkie posty i odpowiadać na wszystko, zwłaszcza że odpowiedzi byłyby juz tylko powtarzaniem tego samego.
                  Ale w waszych postach powiela się jedna mysl - "jeslby matka zachowywałaby się niebezpiecznie dla dziecka, to należałoby jej zakazac opieki nad dzieckiem".
                  Sprawa wygląda jasno - po rozejściu w przypadku róznicy zdań rodziców decyzje podejmuje sąd. I będę właśnie robił wszystko aby przekonac sąd do szkodliwej roli matki w stosunku do dziecka.
                  Natomiast chęć... sugestia samowoli, która przebija z niektórych postów... hmm?
                  Też się nieraz zastanwiam czy olać prawo i wziąż sprawę wyłącznie w swoje ręce. Czy nauczyć sie tej metody postepowania od matek? Gdzie jest granica poza którą już należy przekroczyć i przeciwstawić sie przepisom prawa?
                  Na razie moge powiedzieć tyle: o ile jeszcze dwa lata próbowałem przekonać sąd do mało popularnego w Polsce rozwiązania (opieki naprzemiennej), o tyle tym razem juz zdecydowanie będę wystepował u ustalenie pełnej opieki córki przy mnie. Kompromisy kosztem dziecka w pewnym momencie się kończą.
                  _________________
                  Bądź jak zegar słoneczny. Odmierzaj tylko pogodne godziny...
                  • madziulec Kiniaczku... 31.01.07, 15:59
                    samowola konczy sie bardzo sympatycznie.
                    Powiem Ci jak - bo przeszlam to w zeszly czwartek. Majac postanowienie sadu w
                    reku o wizytach, a brak dziecka przy sobie, podczas gdy przebywalo ono przy
                    ojciu, ogolnie mowiac diabli wiedza gdzie, zadzownilam na policje, ktory to
                    zostal doprowadzony na komisariat.
                    Coz, poinformowano mnie ze nastepny taki numerek zakonczy sie zatrzymaniem ojca
                    dziecka na 48h i tyle.
                    Tak sie konczy branie spraw we wlasne rece. zapewniam Cie, ze informacja o
                    zabraniu dziecka mogla za chwilke pojsc w cala Polske.
                    • kini_m Re: Madzileczku... 31.01.07, 17:15
                      Primo - jesli uzywasz do dogadywania się z ojcem dziecka, w obecności dziecka środków policyjnych, to porabana z Ciebie matka. Widać że dobro dziecka masz głeboko w d..... Masz osobowość dążącą do dominacji i egzekucji. Osobiście uważam, ze takim jak Ty powinno sie odbierać dzieci jak najprędzej. Niestety trudno to zapisać w prawie i zbyt szybko zabrakło by rodzin zastępczych z powodu takich matek.
                      Secundo - exia i ja wiemy coś o uzywaniu policji, czego Ty niestety nie wiesz. Ale nie wszystko zostanie ujawnione na forum.
                      Sory, ale jesteś zaślepioną matriarchtem kobietą. Już udowodniłaś to ostatnio uznając że to wątpliwe aby dziecko dobrze pamiętało rodzica, który je wychowywał. Wolałbym dalej z Tobą nie polemizować.
                      Bo jesli wyrażasz sie o uzywaniu policji w tonie chwalipięty.... to taka dyskusja jest poniżej mojego poziomu.
                      _________________
                      Bądź jak zegar słoneczny. Odmierzaj tylko pogodne godziny...
                      • madziulec Re: Madzileczku... 31.01.07, 18:28
                        Zastrzelic jak najszybciej wreczwink Masz jeszcze jakies ciekawsze pomysly? Moze podac trucizne? Na krzeselko elektryczne??
                        A moze.. nie... Ty wolisz cierpienie bardziej wyrafinowane, dlugofalowe, by ofiara wiedziala za co cierpi.

                        To tak celem\, bys solidnie puknal sie w swoja glowe, najlepiej w bardzo twarda sciane, by chociaz sciana nie ucierpiala na Twoich zlotych myslach i glupich pomyslach.


                        I teraz wracajac do tematu - jak widac to TY masz problem nie ja. Ja ciesze sie z kazdej chwili spedzonej z dzieckiem, bo ani sad ani psycholog ani zadna instytucja opierajaca sie na Twoich wspanialych epikryzach nie ma zamiaru ograniczyc, a tym bardziej odebrac mi praw rodzicielskich. Te same instytucje uczynily mnie rowniez, nie ojca dziecka (mimo oczywiscie zapewne iz tu bedziesz zaraz pisal o jego rozlicznych zaletach, ktorych zapewne krotkowzroczny, czy tez wrecz slepy sad i kurator sadowy nie zauwazyli w swym zaslepieniu) jedynym jak narazie opiekunem mojego synka.
                        Problem, ze taka sytuacj anie wystapila w przypadku Twojej corki, zaden sad nie wyznaczyl Cie na opiekuna dziecka, mimo ze takie rzeczy sie zdarzaja, z wrecz gdyby byla taka sytuacja jak opowiadasz tu czesto i gesto na tym forum - napewno sad przychililby sie do Twojej, jakze przeciez szlachetnej propozycji.

                        Nie chwale sie wzywaniem policji, ubolewam, ze tacy jak Ty nie rozumieja ustalen wpierw slownych, uwazajac, ze sa pepkiem swiata i ze maja monopol na wiedze.
                        I wybacz, ale nie chce mi sie z Toba nawet rozmawiac, bo dyskusja nie nalezy tego nazwac, bo nawet argumentow nie masz...tongue_out
                      • kini_m Re: Madzileczku... 31.01.07, 18:28
                        Wiesz co nas różni Madziulec.....
                        To że ja mógłbym wyegzekwować wyrok grzywny na exi w szybkim czasie, to mnie wcale nie bawi.(Exia ma już zasądzony wyrok o egzekucję i wyznaczoną w nim karę grzywny. Jedno moje pismo do sądu i nastąpi egzekucja grzywny.) Tylko że dla mnie nie jest zabawna gra w: "kto kogo bardziej upierdzieli", komu pokażę że mam nad nim przewagę w jakiejś kwestii.
                        Takie uczestniczenie w egzekucji może sprawiać radochę tylko niezrównoważonym i zakompleksionym, którzy w tego typu sprawach nie rozumieją że W SĄDOWYCH I PRAWNYCH KONFLIKTACH RODZINNYCH NIE MA WYGRANYCH.
                        _________________
                        Bądź jak zegar słoneczny. Odmierzaj tylko pogodne godziny...
                        • anetina Re: Madzileczku... 01.02.07, 08:15
                          to zasądź grzywnę
                          będziesz cociaż wiedział, na co wydawane są alimenty big_grin
                          • madziulec Kini - samodzielna mama:) 01.02.07, 09:08
                            Ani on matka, ani ojciec. Ani wlasciwie nic.
                            Ani dzieck anie ma, bo przeciez to, ze dal komus zycie jakis czas temu nie
                            upowaznia go do tego, by nosic DUMNE miano ojca. Ojciec to ktos wiecej, kto dal
                            swoj material genetyczny.
                            Kini - dla mnie jestes tylko dawca matrialu genetycznego, szukajacym wymowek
                            dlacezgo nie egzekwujesz tego co (podobno) Ci sie nalezy. Stad prosty wniosek -
                            nic Ci sie nie nalezy, bo gdyby sie nalezalo i gdyby te zalosne skomlenia jak to
                            tesknisz za coreczka okazaly sie choc w malym stopniu prawda - wzialbys sie w
                            garsc i zrobil cos.
                            Ale Ty jestes wygodnickim typem, ktory ma w nosie dziecko, ktory woli wlasne
                            przyjemnosci od codziennej ciezkiej harowki przy dziecku. Ktory woli spieprzyc w
                            gory, a tam niestety dla 5-letniej pannicy miejsca nie ma, bo taki epanny
                            jeszcze nie sa przystosowane do chodzenia calodziennego po gorach, co wiecej -
                            moga marudzic, byc zmeczone - i osmielic si epowiedziec, ze im sie to nie
                            podoba. To by byla pewnie dla Ciebie Kini porazka wychowawcza.

                            Kini. Badz tak dobry - zacznij prowadzic bloga, gdzie bedziesz wyzewnetrznial
                            zale do calego swiata, bo tu wysmiewaja sie juz z Ciebie wszyscy, bo juz wszyscy
                            mieli okazje zobaczyc jaki jestes - dwulicowy, bo pokazujesz to, co jest Ci w
                            danym moemencie wygodne i wygodnicki.

                            Ni epowiem Ci dobitniej co masz zrobic, ale narazie marszcze brew. Ale podnosze
                            noge do tupniecia i radze uciekac. Bo juz mnie nudza Twoje skamlenia.
                        • madziulec Re: Madzileczku... 01.02.07, 09:12
                          Oczywiscie Kiniaczku.
                          jestes szlachetnym, prawym czlowiekiem, ktory w imie dobra dziecka, bardzo
                          dziwnie pojetego nie egzekwuje mu naleznych praw, bo woli nie narazac swojej
                          bylej partnerki, a matki swojego dziecka na koszty.
                          Czy mozesz mi przestac wciskac ten kit??? Bo chyba tylko naprawde baaardzo
                          ograniczony czloweik w te brednie uwierzy.
                          Wyjsci asa dwa:
                          - nie masz zadnych praw do widzenia dziecka i chcesz tu oczernic swoja byla
                          partnerke
                          - masz prawa do widzenia dziecka, ale masz to gdzies, bo .. tak naprawde nie
                          masz zamiaru i nie jestes w ogole czlowiekiem, ktory umie budowac relacje z
                          druga osoba, tym bardziej dzieckiem. I do tego bym sie sklaniala. Tak wiec
                          wolisz zwalic na byla partnerke, bo przeciez prosciej jest napisac, ze ona, ta
                          wredna matka, obrzydliwa jedza, zabrania.. i te inne bzdury.. Zamiast napisac -
                          tak, jestem petakiem, nie nadaje sie, nie doroslem, jestem typem, ktory zawiodl
                          (psychicznie, socjalnie itp).

                          Wiec zacznij patrzec na siebie bardziej krytycznie a potem zajmij sie cudzym
                          zyciem. Jak narazie Twoje jest maksymalnie popieprzone - i z tego co pamietam TY
                          sie zaliles a nie ja wink)
                          • kini_m Re: Madzileczku... 03.02.07, 02:13
                            madziulec napisała:
                            > Zastrzelic jak najszybciej wreczwink Masz jeszcze jakies ciekawsze pomysly? Moze
                            > podac trucizne? Na krzeselko elektryczne?? A moze.. nie... Ty wolisz
                            > cierpienie bardziej wyrafinowane, dlugofalowe, by ofiara wiedziala za co
                            > cierpi.

                            Chyba nie zrozumiałaś użycia znaczenia słowa: egzekucja.
                            To znaczy - wyegzekwować (tu: bezwzględnie, "po trupach"), a wcale nie wyeliminować. Chyba za wiele oglądasz filmów o przmocy, itp.

                            > I teraz wracajac do tematu - jak widac to TY masz problem nie ja. Ja ciesze
                            > sie z kazdej chwili spedzonej z dzieckiem, bo ani sad ani psycholog ani zadna
                            > instytucja opierajaca sie na Twoich wspanialych epikryzach nie ma zamiaru
                            > ograniczyc, a tym bardziej odebrac mi praw rodzicielskich.

                            To zrozumiałe. Wyjaśniłem powyżej.
                            Już lepsza denna matka, niż dom dziecka.

                            > Problem, ze taka sytuacj anie wystapila w przypadku Twojej corki, zaden sad
                            > nie wyznaczyl Cie na opiekuna dziecka, mimo ze takie rzeczy sie zdarzaja, z
                            > wrecz gdyby byla taka sytuacja jak opowiadasz tu czesto i gesto na tym forum -
                            > napewno sad przychililby sie do Twojej, jakze przeciez szlachetnej propozycji.

                            Moja Droga, wszystkim wszem i wobec wiadomo że nie wystarczy być dobrym ojcem (i beznadziejną, patologiczną matką) aby uzyskać ustalenie pobytu dziecka przy ojcu. Niestety potrzebna jest CIĘŻKA patologia (alkoholizm, narkomania) matki aby takie ustalenie w polskim sądzie mogło zaistnieć.

                            > Nie chwale sie wzywaniem policji,

                            Oczywiście że sie chwalisz. Pierwsze Twoje słowa w ww wypowiedzi niosły dość zabawany dla Ciebie ton.

                            > ubolewam, ze tacy jak Ty nie rozumieja
                            > ustalen wpierw slownych,

                            Jakich ustaleń....?
                            Samowolki matki...?
                            Może jeszcze gotowa jesteś to nazwać UZGODNIENIEM, hę...co?

                            > dlacezgo nie egzekwujesz tego co (podobno) Ci sie nalezy.

                            Przyjąłem swój sposób postępowania i będę się go trzymał do końca.
                            Odrzucam podejście egzekucyjne. Ale dla Ciebie to ciężko zrozumiałe.

                            > gdyby te zalosne skomlenia jak to tesknisz za coreczka okazaly sie choc w
                            > malym stopniu prawda - wzialbys sie w garsc i zrobil cos.

                            I tak robię więcej i bardziej stanowczo niż większość ojców w mojej sytuacji (np. tych z tata.pl, ojcowie.pl). Swojego postępowania w kwestiach córki będę stanowczo się trzymał. Ale wcale nie zamierzam czynić kroków, które by miały zaspokoić Twoje mniemanie o postepowaniu sądowym.

                            > Ale Ty jestes wygodnickim typem, ktory ma w nosie dziecko, ktory woli wlasne
                            > przyjemnosci od codziennej ciezkiej harowki przy dziecku.

                            Hahaha, wcale nie wiesz ile i jak się opiekowałem córką.
                            Wcale mi nie zależy na korygowaniu Twojej opinii.

                            > Ktory woli spieprzyc w gory, a tam niestety dla 5-letniej pannicy miejsca nie
                            > ma, bo taki epanny jeszcze nie sa przystosowane do chodzenia calodziennego po
                            > gorach, co wiecej - moga marudzic, byc zmeczone - i osmielic sie powiedziec,
                            > ze im sie to nie podoba. To by byla pewnie dla Ciebie Kini porazka
                            > wychowawcza.

                            Hahaha, własnie w góry (i nie tylko w góry) spieprzaliśmy razem z córką.
                            Było nam tam wspólnie całkiem miło i dobrze. Podczas całodziennych wspólnych wędrówek. To był akurat sukces wychowawczy smile))))
                            (i inne wspólne wyprawy z córką, nie tylko w góry)

                            > jestes szlachetnym, prawym czlowiekiem, ktory w imie dobra dziecka, bardzo
                            > dziwnie pojetego nie egzekwuje mu naleznych praw, bo woli nie narazac swojej
                            > bylej partnerki, a matki swojego dziecka na koszty.

                            Oczywiście.
                            Dopóki ustalenie pobytu dziecka jest przy matce, to doprowadzanie do karania jej grzywnami jest równoznaczne z uszczuplaniem dochodu wspólnego dla dziecka budżetu domowego. Pomijając już wzrost eskalacji konfliktu nowymi środkami prawnymi. Ale czy to dla Ciebie zrozumiałe...?

                            > Wyjsci asa dwa:
                            > - nie masz zadnych praw do widzenia dziecka i chcesz tu oczernic swoja byla
                            > partnerke

                            Ona sama juz siebie oczerniłauncertain

                            > - masz prawa do widzenia dziecka, ale masz to gdzies, bo .. tak naprawde nie
                            > masz zamiaru i nie jestes w ogole czlowiekiem, ktory umie budowac relacje z
                            > druga osoba, tym bardziej dzieckiem.

                            Ja już mam potwierdzone prawa do opieki nad dzieckiem, czyli wspólnego przebywania z córką pod nieobecność matki i poza miejscem jej zamieszkania. (Włącznie z ustaleniem nocowania córki u mnie smile))
                            To czy mam to gdzieś - to nie Ty ustalasz, emocjonalna panienko.

                            > Tak wiec wolisz zwalic na byla partnerke,

                            Na "najlepszy dowód" zwalania - krótko: wnoszę o ustalenie pobytu córki u mnie.

                            > bo przeciez prosciej jest napisac, ze ona, ta wredna matka, obrzydliwa jedza,

                            A gdzie ja to napisałem......?
                            Pokaż choć jedno takie moje słowo.
                            Czyżbyś miała kompleksy na tle matki?

                            > dla mnie jestes tylko dawca matrialu genetycznego,

                            I mam nadziję że ta wizytówką którą sobie wystawiłaś tymi słowami mówi wszystko o Tobie. I kończy z Tobą dyskusję smile

                            anetina napisała:
                            > dlaczego porąbana ???
                            > dlatego, że dba o bezpieczeństwo dziecka ???

                            A gdzie niby to bezpieczeństwo dziecka było w sposób istotny (a nie wyimaginowany) bezpośrednio zagrożone????
                            Dla takich kobiet jak Madziulec zatrzymanie dziecka u prawowitego ojca samo w sobie jest zagrożeniem bezpieczeństwa. Z takim podejściem w ogóle nie da sie polemizować. To jak polemika z Lepperam.

                            > no rzeczywiście
                            > lepiej żeby taki ojciec wywiózł gdzieś w Polske dziecko
                            > i nie napiszę co dalej big_grin

                            No własnie.... napisz co dalej....?
                            Dla mających problemy emocjonalne matek pobyt dziecka u prawowitego ojca to "zagrożenie".
                            I czym sie rózni w skutkach dla dziecka wywiezienie dziecka gdzieś dalej od utrdniania kontaktów w odległośc 5 km za parawanem przepisów o mirze domowym (193 kk) tak jak u mojej tesciowej??????

                            > ale ty mi obiecałeś eksa mojego postawić przede mną
                            > abym z nim uzgodniła, że mój partner chce przysposobić mojego syna i co ???

                            A owszem, obiecałem że na głowie ojczyma to stanałbym na głowie aby załtwić tę sprawę z prawdziwym ojcem.
                            Tak właściwie to w ogóle nie wziąłbym sobie kobiety, która nie ma uregulowanej sprawy kontaktów i opieki z ojcem własnego dziecka.
                            Najprawdopodobniej taka jak Ty - która nie minimalizuje dla dziecka skutków rozpadu rodziny, nie miałaby u mnie szans.

                            > to nie jest chwalenie się
                            > po to jest forum, aby udzielać sobie rad i wskazówek

                            Madziulec pisała w dośc lekkim tonie o uzywaniu policji, niczym chwalipięta.
                            Wskazówki - a prosze bardzo.
                            Ale pisanie lekką ręką o policji - to już ma cos chorego z psychiką taka osoba.

                            > i niestety - niekiedy jest potrzebna policja

                            Owszem, np wtedy gdy dziecko nalezy jak najszybciej odciąć od cierpienia.
                            Tylko że bardzo często to cierpienie sprawiaja matki (ich tworzenie konfliktu z exem).

                            > nie chwaląc się big_grin
                            > na sam widok u mnie eksa będzie wzywana policja

                            To znaczy że nosisz w sobie leki - na sam widok kogoś/czegoś (a nie tylko strach - na sytuację konkretnie problemową). A to juz jest Twój problem psychiczny.

                            > to zasądź grzywnę
                            > będziesz cociaż wiedział, na co wydawane są alimenty big_grin

                            Juz wystarczająco wiem - na adwokata exia - 3600 pln big_grin
                            _________________
                            Bądź jak zegar słoneczny. Odmierzaj tylko pogodne godziny...
                            • anetina Re: Madzileczku... 03.02.07, 09:09
                              Moja Droga, wszystkim wszem i wobec wiadomo że nie wystarczy być dobrym ojcem
                              (i beznadziejną, patologiczną matką) aby uzyskać
                              ustalenie pobytu dziecka przy ojcu. Niestety potrzebna jest CIĘŻKA patologia
                              (alkoholizm, narkomania) matki aby takie ustalenie w
                              polskim sądzie mogło zaistnieć.

                              tu się myslisz
                              znam osobiście przypadki, że sąd przyznał opiekę ojcu, a matka nie należała do
                              jakieś patologii
                              • madziulec Anetina... 03.02.07, 10:59
                                Mamy jednak przypadek ciezkiej patologii spolecznej w postaci niejakiego Kiniego, ktory bedzie nam wmawial, jak to jego 2-letnie dziecko cieszylo sie z wyprawy w gory. MOze mi rowniez wmawiac, ze moj 3-letni syn zbudowal wlasnie z koldry (uwaga!!! bo to wazne) czolg kosmiczny.
                                To mniej wiecej podobne podejscie dziecka.

                                Kini ma takie pojecie o dziecku, jak nie przymierzajac, maskotka ulubiona mojego dziecka. Albo nie - robot do zajecia sie. O tak. Bo przeciez ma dwie rece, wiec mogl sie zajac - czyli umyc, czyli ubrac, przebrac, przewinac.

                                Kini jednak stal sie innym czlowiekiem. A moze nie stal sie. MOze okazalo sie, ze dziecko potrzebuje innej opieki, a matka tegoz dziecka nie potzrebuje wylacznie wiecznie BESSSERWISSERAm, ktory z paluszkiem bedzie pokazywal co jeszcze trzeba zrobic a sam bedzie bawil sie dzieckiem. Tak - tu wlasnie zabraklo "z". Czyli nie bedzie bawil sie z dzieckiem, a dzieckiem.
                                Na tym polega problem.

                                Kini nie dostrzeg aproblemow, nie dostrzega swojego swiata, nie dostrzega ze rozmawia z jedna osoba, potem czepia sie drugiej (rozmawia ze mna, potem wyrzuca Anetinei moje slowa.. - ciekawa dyskusja).


                                Dla mnie kochajacy ojciec to nie jest taki, ktory 2 lata patrzy soie i czeka na manne z nieba. Bo to dla mnie facet bez jaj i dupek. Czekajacy az ktos zrobi cos za niego. Udajacy jak bardzo mu zalezy na dziecku, podczas gdy robi z siebie debila. A przeciez sie mowi "nie rob z tata wariata".

                                Wiec Kini, nie rob juz z siebie wariata, nie prowadz kacika porad psychiatrucznych, nie nadajesz sie do tego.
                                Nie ma czegos takiego, ze ojciec przez swoje kaprysy ma prawo zabierac dziekco gdzie chce, kiedy chce bez wzgledu na jego ustalone zwyczaje i ... to, ze matka ma prawo wiedziec przynajmniej gdzie ono jest. To jest porwanie. I tacy ludzie powinni za to ponosic kare. Nie dlatego, ze sa ojcami, ale dlatego, ze robia cos, co jest wykroczeniem. Rozumiesz?
                                Jesli tego nie rozumiesz znaczy, ze masz zachwiane w swojej glowie wartosciowanie i nie rozumiesz, ze dobro = nagroda, zlo = kara.

                                Koniec dyskusji.
                                Tak naprawde nie wiem co Ci radzic. Dal mnie jestes socjopata. Nie psychiocznie chorym. Tylko socjopata, bo nie rozumiesz zasad panujacych w spoleczenstwie, praw, ktorymi kieruja sie ludzie i tego, ze czasem trzeba poniesc za cos kare.
                                • anetina Re: Anetina... 03.02.07, 11:05
                                  ale tak patrząc
                                  mój wtedy niespełna 3 latek był w Zakopcu
                                  cieszył się
                                  sam wchodził w góry
                                  mimo że mieliśmy dla niego nosidło

                                  młodsze dziecko jest nieświadome
                                  tata ponosi - wyprawa rzeczywiście dziecko cieszy



                                  dyskusja z Kini jest bardzo ciekawa
                                  właśnie głównie na to, że mieszają mu się teksty
                                  jednej z nas daje słowa drugiej
                                  później wypiera się swoich tekstów


                                  Madziulec, twój tekst i tak nie zostanie zrozumiany przez Kiniego
                                  rzeczywiście, szkoda na niego słów
                                  ale ja chyba lubie z nim "dyskutować"
                                  czytać, jak to on każe mi i mojemu M. dogadać z eksem odnośnie kontaktów z
                                  dzieckiem
                                  że mamy zmusić (ciekawe tylko jak), żeby eks był w naszym życiu

                                  ach
                                  szkoda słów
                            • anetina Re: Madzileczku... 03.02.07, 09:10
                              Hahaha, własnie w góry (i nie tylko w góry) spieprzaliśmy razem z córką.
                              Było nam tam wspólnie całkiem miło i dobrze. Podczas całodziennych wspólnych
                              wędrówek. To był akurat sukces wychowawczy smile))))
                              (i inne wspólne wyprawy z córką, nie tylko w góry)


                              tylko kiedy ty byłeś z dzieckiem w górach, jeśli nie widziałeś córki od ... ilu
                              lat ?
                            • anetina Re: Madzileczku... 03.02.07, 09:19
                              >Dla takich kobiet jak Madziulec zatrzymanie dziecka u prawowitego ojca samo w
                              sobie jest zagrożeniem bezpieczeństwa. Z takim
                              podejściem w ogóle nie da sie polemizować. To jak polemika z Lepperam.

                              zatrzymanie dziecka u prawowitego ojca może być dla dziecka niebezpieczne
                              dlatego niektórzy nie otrzymują praw

                              I czym sie rózni w skutkach dla dziecka wywiezienie dziecka gdzieś dalej od
                              utrdniania kontaktów w odległośc 5 km za parawanem
                              przepisów o mirze domowym (193 kk) tak jak u mojej tesciowej??????

                              u nas tylko 60 km stanowi przeszkodę nie do pokonania przez tyle lat big_grin


                              >A owszem, obiecałem że na głowie ojczyma to stanałbym na głowie aby załtwić tę
                              sprawę z prawdziwym ojcem.

                              tylko widzisz prawdziwy facet - dosłownie obiłby eksa za to, ze nie płaci na
                              dziecko, nie chce z nim kontaktów


                              >Tak właściwie to w ogóle nie wziąłbym sobie kobiety, która nie ma uregulowanej
                              sprawy kontaktów i opieki z ojcem własnego dziecka.

                              a co to oznacza nieuregulowane sprawy kontaktów i opieki ojca nad dzieckiem?
                              w moim przypadku jest to uregulowane big_grin
                              i to jasno big_grin


                              Najprawdopodobniej taka jak Ty - która nie minimalizuje dla dziecka skutków
                              rozpadu rodziny, nie miałaby u mnie szans.

                              na szczęście
                              bo facet, który NIC NIE ROBI, żeby być z własnym dzieckiem, jest dla mnie NIKIM



                              >Ale pisanie lekką ręką o policji - to już ma cos chorego z psychiką taka osoba.

                              ja też mogę lekką ręką pisać o policji
                              i to ma być chore ?

                              dobrze, że tak nie myślą o mnie w pracy big_grin


                              >Owszem, np wtedy gdy dziecko nalezy jak najszybciej odciąć od cierpienia.
                              Tylko że bardzo często to cierpienie sprawiaja matki (ich tworzenie konfliktu z
                              exem).

                              a niby w jaki sposób?





                              To znaczy że nosisz w sobie leki - na sam widok kogoś/czegoś (a nie tylko
                              strach - na sytuację konkretnie problemową). A to juz
                              jest Twój problem psychiczny.

                              masz pecha - to nie jest problem psychiczny
                              to jest zakaz zbliżania się do mojej rodziny, do dziecka big_grin
                            • madziulec Kini - wiedzma Ple-Ple 03.02.07, 10:46
                              Ple - ple.. i nawet nie dalo sie przeczytac.
                              Belkot, taki tam.. Jak zwykle..

                              Nie da sie przeczytac - cytat i jego wytlumaczenia. Problem, ze ostatnio psychologowie sa pod obstrzalem, jeden to nawet przez jakies swoje sklonnosci zdaje sie oskarzony jest.
                              Kini - jak to z Toba bylo?? Chodzenie nago przy dziecku?? Tak pisales????
                              • anetina Re: Kini - wiedzma Ple-Ple 03.02.07, 10:50
                                pamietam

                                ale to dawno już było
                                może zapomniał !?
                                • madziulec Re: Kini - wiedzma Ple-Ple 03.02.07, 11:01
                                  Zaraz sie znow do nas przyczepi, ze w ogole trzeba nam odebrac dzieci , bo wzywamy policje jesli nei weidomo gdzie sa dzieci...

                                  Nie wiem... Ale takich chyba sie jakos powinno wysylac, moze na zdobywanie nowych przestrzeni kosmicznych. Kini a moze bys sie poswiecil i oddal nauce???
                                  • anetina Re: Kini - wiedzma Ple-Ple 03.02.07, 11:06
                                    hihihihi
                                    • kini_m Re: Kini - wiedzma Ple-Ple 04.02.07, 04:06
                                      anetina napisała:
                                      > tu się myslisz znam osobiście przypadki, że sąd przyznał opiekę ojcu, a matka
                                      > nie należała do jakieś patologii

                                      No tak, nie dodałem że potrzebna byłaby jeszcze okoliczność że matka nie chce opiekować się dzieckiem z własnej woli, nie konfabuluje nt ojca, itp.
                                      To chyba równie oczywiste jak okoiczność którą podałem. Ale myślałem że dyskutuję z rozumnymi homo sapiensami, że nie trzeba mówic jak do dziecki w przedszkolu. Zaś sytuacja o której wspomniałaś raczej była uregulowaniem z konfliktem o małym natężeniu, lub bez konfliktu w sprawie dziecka (jedynie formalnośc przy rozwodzie).

                                      > zatrzymanie dziecka u prawowitego ojca może być dla dziecka niebezpieczne
                                      > dlatego niektórzy nie otrzymują praw

                                      Nie otrzymanie praw rodzicielskich może zajść tylko w jednym rzadkim przypadku - gdy ojciec wpierw nie uznał dziecka (+ inne okoliczności).
                                      Powód niebezpieczeństwa szkodliwości rodzica - to zbyt mało.

                                      > tylko widzisz prawdziwy facet - dosłownie obiłby eksa za to, ze nie płaci na
                                      > dziecko, nie chce z nim kontaktów

                                      Namawiasz do czynów karalnych.
                                      Namowa do cyznów karalnych sama w sobie jest aktem przestępczym.
                                      W tym momencie prezentujesz się jako przestepca.

                                      > a co to oznacza nieuregulowane sprawy kontaktów i opieki ojca nad dzieckiem?
                                      > w moim przypadku jest to uregulowane big_grin
                                      > i to jasno big_grin

                                      ...masz uregulowane negatywnie.
                                      To raczej bagno, a nie porzadne uregulowanie.
                                      I Twoje bagno zaczęłaś tym, że poszłaś do łóżka z facetem z którym nie chcieliscie tworzyć rodziny, a kończysz tym że taka sytuacja Ci nadal odpowiada.
                                      Spieprzyłaś życie swemu dziecku do końca. Próbujesz jedynie na to narzucić jakąś kolorową przykrywkę. Ojczym juz zawsze pozostanie tylko ojczymem.

                                      > na szczęście
                                      > bo facet, który NIC NIE ROBI, żeby być z własnym dzieckiem, jest dla mnie
                                      > NIKIM

                                      Jakbym wykorzystał drogę którą wpierw zasugerował sąd, to dziś zapewne byś jęczała że ciągam exię po sądach i z zemsty każę wlepiac jej grzywny.
                                      Nie od dziś wiadomo Anetina, że należysz do gatunku: "nigdy Ci nie dogodzi."

                                      > ja też mogę lekką ręką pisać o policji
                                      > i to ma być chore ?

                                      Owszem. Niezrozumienie że używanie policji to ostateczność, na którą należy pozwolić po wyczerpaniu innych mozliwości - to chore.

                                      > dobrze, że tak nie myślą o mnie w pracy big_grin

                                      Ty wiesz tylko co mówią.
                                      A co myslą to juz może byc całkiem inna bajka.

                                      > > Owszem, np wtedy gdy dziecko nalezy jak najszybciej odciąć od cierpienia.
                                      > > Tylko że bardzo często to cierpienie sprawiaja matki (ich tworzenie
                                      > > konfliktu z exem).

                                      > a niby w jaki sposób?

                                      Inteligentny człowiek wie, że jest także coś takiego jak grzech bierności.

                                      > masz pecha - to nie jest problem psychiczny
                                      > to jest zakaz zbliżania się do mojej rodziny, do dziecka big_grin

                                      i to jest własnie lęk psychiczny w najczystszej postaci, który powinien podlegać leczeniu.

                                      Madziulec, mam nadzieję że Ciebie to zadowoli - nie będę odpowiadał zbytnio na Twoje słowa, tak jak poprzednio to zasygnalizowałem.
                                      Jestes tak oderwana od jakiejkolwiek moralności, że słuchasz jedynie sama swoich urojeń. Jakakolwiek dyskusja z Tobą byłaby tylko grochem o ścianę.
                                      Jesteś zaślepiona nienawiścią do mężczyzn, traktując nieinformowanie o dziecku przez ojca twierdzisz że to porwanie, sama nie dostrzegając że jest to głównie domena matek. Ty naprawdę urwałaś się chyba z jakiejś matplanetysmile)))
                                      _________________
                                      Bądź jak zegar słoneczny. Odmierzaj tylko pogodne godziny...
                                      • madziulec Kini ;))) 04.02.07, 08:50
                                        Wychodzac z Towich paranoi wink

                                        S[pieprzyl;es zycie dziecku bo poszedles do lozka z niewalsciwa osoba.
                                        A teraz idz spac o normalnej porze - jak widac nie rozumiesz,m ze MY matki o takich porach jak 4 w nocy spimy, bo w dzien opiekujemy sie dziecmi, mamy prace, by na te dzieci zapracowac, nie jestesmy jak co PONIEKTORZY ojcowie (patrz TY), ktorzy olewaja placenie alimentow i spotkania z dziecmi wiec mamy je 24 h na dobe, z wlasnej nieprzymuszonej woli, ale je mamy, bez wzgledu na to czy chcemy odpoczac czy nie, czy jestesmy chore, zdrowe, czy w dobrym czy zlym humorze.


                                        Oddaj swe organy na przeszczepy. Na szczescie mozgow nie przeszczepiaja, bo az strach pomyslec co to by bylo..
                                        Jedyne co mam nadzieje, to to, ze Towja corka tej schozifrenii po Tobie nie odziedziczy.
                                        I niepisz o inteligencji, wykazujesz po prostu totalna tepote, brak jakichkolwiek argumentow, stad szukanie jak dokopac interlokutorowi - a miala byc rozmowa o Tobie, nie o moim zyciu czy Anetiny.
                                        • anetina Re: Kini ;))) 04.02.07, 14:12
                                          Madziulec, nasze życie jest ciekawsze - mamy dom, dziecko, pracę, ludzi obok,
                                          znajomych, przyjaciół
                                          on ma tylko forum, gdzi9e sobie na nas ponarzekać
                                          on tylko by latał nago po mieszkaniu big_grin
                                      • madziulec i wiesz co... 04.02.07, 08:53
                                        coraz mniej dziwie sie matce dziecka.. gdybym miala takiego idiote w domu to bym po prostu walkonie wykopala za prog - bo tylko slyszalabym pouczanie, filozofowanie i medrkowanie, zero pomocy, zero rozwiazan.
                                        Takie pieprzenie o niczym i bicie piany, byle tylko gadac.


                                        I wlasnie Kiniusiu takie jest Twoje zycie , bicie piany, piany, piany... Bo po co problemy rozwiazywac, skoro mozna o nich goooodzinami pieprzyc bez sensu????
                                      • anetina Re: Kini - wiedzma Ple-Ple 04.02.07, 14:01
                                        Kini_m napisał

                                        Nie otrzymanie praw rodzicielskich może zajść tylko w jednym rzadkim przypadku -
                                        gdy ojciec wpierw nie uznał dziecka (+ inne
                                        okoliczności).
                                        Powód niebezpieczeństwa szkodliwości rodzica - to zbyt mało.


                                        u mnie eks chciał uznać dziecko - sędzina się jednak nie zgodziła
                                        musiał więc byc powód
                                      • anetina Re: Kini - wiedzma Ple-Ple 04.02.07, 14:02
                                        Namawiasz do czynów karalnych.
                                        Namowa do cyznów karalnych sama w sobie jest aktem przestępczym.
                                        W tym momencie prezentujesz się jako przestepca.



                                        hahahaha


                                        tylko gdzie jest napisane, że namawiam !?
                                        czytaj ze zrozumieniem big_grinD
                                      • anetina Re: Kini - wiedzma Ple-Ple 04.02.07, 14:05
                                        ...masz uregulowane negatywnie.
                                        To raczej bagno, a nie porzadne uregulowanie.
                                        I Twoje bagno zaczęłaś tym, że poszłaś do łóżka z facetem z którym nie
                                        chcieliscie tworzyć rodziny, a kończysz tym że taka
                                        sytuacja Ci nadal odpowiada.

                                        z kim poszłam, to moja sprawa
                                        tylko jakoś u mnie mieliśmy być rodziną
                                        była już data ślubu big_grin - w przeciwieństwie do ciebie
                                        dziecko było planowane

                                        a jak ktoś robi później błąd w życiu, który się nie da naprawić - to już on
                                        traci, nie ja ani tym bardziej dziecko


                                        Spieprzyłaś życie swemu dziecku do końca. Próbujesz jedynie na to narzucić
                                        jakąś kolorową przykrywkę. Ojczym juz zawsze pozostanie
                                        tylko ojczymem.


                                        znów masz pecha w rozumowaniu
                                        moje dziecko MA uratowane dzieciństwo życie
                                        tylko dzięki temu, że "ojciec" trzyma się z daleka

                                        podtrzymuję twoje słowa o obietnicy doprowadzenia mojego eksa
                                        najlepiej ci może wtedy wszystko wytłumaczy big_grinD
                                      • anetina Re: Kini - wiedzma Ple-Ple 04.02.07, 14:09
                                        "nigdy Ci nie dogodzi."

                                        byś się zdziwił big_grin




                                        Inteligentny człowiek wie, że jest także coś takiego jak grzech bierności.


                                        i według ciebie ja popełniam ten grzech !?
                                        a co niby według ciebie powinnam robić - na kolanach błagać eksa, żeby zechciał
                                        choćby spojrzeć na swojego syna (to on traci, nie dziecko)
                                        zatrudnić goryli do sprowadzenia eksa - ty obiecałeś mi sprowadzić

                                        czekam na komentarz big_grin



                                        i to jest własnie lęk psychiczny w najczystszej postaci, który powinien
                                        podlegać leczeniu.

                                        to jest mój lęk psychiczny
                                        to jest zabezpieczenie dziecka
                      • anetina Re: Madzileczku... 01.02.07, 08:13
                        Kini_m napisał


                        Primo - jesli uzywasz do dogadywania się z ojcem dziecka, w obecności dziecka
                        środków policyjnych, to porabana z Ciebie matka.

                        dlaczego porąbana ???
                        dlatego, że dba o bezpieczeństwo dziecka ???

                        Widać że dobro dziecka masz głeboko w d..... Masz osobowość dążącą do dominacji
                        i egzekucji. Osobiście uważam, ze takim jak Ty
                        powinno sie odbierać dzieci jak najprędzej.

                        no rzeczywiście
                        lepiej żeby taki ojciec wywiózł gdzieś w Polske dziecko
                        i nie napiszę co dalej big_grin

                        Niestety trudno to zapisać w prawie i zbyt szybko zabrakło by rodzin
                        zastępczych z
                        powodu takich matek.

                        jak wyżej

                        Secundo - exia i ja wiemy coś o uzywaniu policji, czego Ty niestety nie wiesz.
                        Ale nie wszystko zostanie ujawnione na forum.

                        nie wszystko się ujawnia
                        ale ty mi obiecałeś eksa mojego postawić przede mną
                        abym z nim uzgodniła, że mój partner chce przysposobić mojego syna
                        i co ???

                        Sory, ale jesteś zaślepioną matriarchtem kobietą. Już udowodniłaś to ostatnio
                        uznając że to wątpliwe aby dziecko dobrze
                        pamiętało rodzica, który je wychowywał.

                        dziecko nie pamięta
                        jak ma twoja córka cię pamiętać, jeśli np. na żywo widziała cię 2 lata temu
                        gdy miała 3 lata

                        Wolałbym dalej z Tobą nie polemizować.

                        ale polemizujesz big_grin

                        Bo jesli wyrażasz sie o uzywaniu policji w tonie chwalipięty.... to taka
                        dyskusja jest poniżej mojego poziomu.

                        to nie jest chwalenie się
                        po to jest forum, aby udzielać sobie rad i wskazówek
                        i niestety - niekiedy jest potrzebna policja

                        nie chwaląc się big_grin
                        na sam widok u mnie eksa będzie wzywana policja
    • dzk35 mam nadzieję że nie rozpętam burzy ale... 10.01.07, 09:49
      hmmm... przeglądnęłam posty kiniego i nie wiem z czego poza zeznaniami żony o
      których on pisze wynika że on jest przemocowcem... przejrzałam posty jego
      adwersarzy i mam wrażenie że on powinien zrezygnować z walki o opiekę nad
      dzieckiem jednego jedynego powodu bo miejsce dziecka jest przy matce i jeśli
      ona nie jest alkoholiczką lub narkomanką to jej zdanie jest wyrocznią w
      kwestiach dotyczących dziecka (wychowania, potrzeb, kontaktów z innymi, w tym z
      ojcem), a on przestając być mężem/partnerem kobiety automatycznie powinien
      przestać wtrącać się...
      czy ja dobrze rozumiem? bo to tak wygląda jakbyście uważały że tylko kobieta ma
      uczucia i że tylko ona umie się dzieckiem zająć a mężczyzna jest tylko wisienką
      na torcie i dziecko mając tort nie potrzebuje już tej wisienki...
      • tautolog Re: mam nadzieję że nie rozpętam burzy ale... 10.01.07, 13:20
        Następnym razem nie przeglądaj tylko czytaj, najlepiej ze zrozumieniem.
        Burzy nie rozpętasz, co najwyżej sprowokujesz wybuch........salwy śmiechu.
        • dzk35 Re: mam nadzieję że nie rozpętam burzy ale... 10.01.07, 13:35
          czytam, nigdy dotąd nie miałam problemów z rozumieniem ale wnioski mi wynikają
          takie... trochę jestem w kropce bo nie wierzę że tylko matka nadaje się do
          opieki nad dzieckiem, że tylko kobieta może dziecko dobrze wychować, a żadnych
          poważnych argumentów nie przeczytałam, bo nie są chyba istotne te na zasadzie
          tak jest i już... to trochę jak z argumentami że kobieta nie powinna być szefem
          bo jest do tego niezdolna i już (całe wieki tak uważano więc dlaczego to
          zmieniać)
          • aisza33 Re: mam nadzieję że nie rozpętam burzy ale... 10.01.07, 13:46
            kini sie tylko zmeczyl na badaniu wiec to chyba przejsciowe odpocznie to i
            argumenty jakie przedstawia tej matce znikna
          • martina.15 Re: mam nadzieję że nie rozpętam burzy ale... 10.01.07, 14:05
            szczerze? tez mam takie wrazenie jak Ty. kini wydaje sie na tym forum jedynym
            tata ktory nie ma do nas wszystkich watow ze "takie jak my" wykorzystuja ich i
            ciagna kase. jest chyba jedynym ktory mowi tylko o opiece nad dzieckiem a nie o
            alimentach lub ich nieplaceniu.

            szczerze? kibicuje. mam nadzieje ze sedzia bedzie mial otwarty umysl.
            • tautolog Re: mam nadzieję że nie rozpętam burzy ale... 10.01.07, 14:18
              A ja mam szczerą nadzieję, że nie trafisz w swoim życiu na kogoś takiego jak
              kini.
              Mój Boże, to wprost fascynujące, że można "łykać jak pelikan" wizerunek kiniego
              dobrotliwego.
              • martina.15 Re: mam nadzieję że nie rozpętam burzy ale... 10.01.07, 15:32
                wiec mi udowodnij. przyznam ci racje jak poza takimi w powietrze puszczanymi
                uogolnionymi gadkami dasz jakis dowod ze to damski bokser ktory robi wszystko na
                szkode swojego dziecka.
                • madziulec Re: mam nadzieję że nie rozpętam burzy ale... 10.01.07, 15:36
                  Martina, moj eks jaki jest, ale staral sie zrobic naprawde wszystko by zobaczyc
                  swoje dziecko.
                  Ni erobil najsc na dom dziadkow swojego dziecka - o, co to to nie. W przypadku
                  Kiniego mielismy z czyms takim do czynienia. Po czym Kini wrec zoburzony
                  obwieszczal swiatu, ze go wywalono i wytoczono mu proces. Ha! Prawde mowiac ja
                  sie nie dziwie. Jego byla tesciowa stala sie dla niego obca osoba i ma prawoi
                  nie zyczyc sobie przyjmowania obcych ludzi u siebie w domu.

                  Nie twierdze czy jest damskim bokserem czy nie.
                  Wystarczy mi, ze sam poweidzial, ze widzial corke az 2 razy w 2005 roku i ani
                  razu w 2006. Ok. I co?/ raptem taki porzadny, ze co?/tak chce pokojowyo si
                  edogadywac z matka swojego dziecka, nie chce narazac ja na koszta, sadowe
                  sciaganie grzywny??
                  A dlaczegoz to Kini nie chce nam tu powiedziec jakich argumentow uzyl w sadzie
                  czy tez RODK przeciwko swojej znienawidzonej eks????
                  Jakas tajemnica?? Jesli tak - po co o tym w ogole pisze???

                  Tyle w temacie - pozostawiam to pod rozwage. Nic wiecej
                • virtual_moth Re: mam nadzieję że nie rozpętam burzy ale... 10.01.07, 15:39
                  martina.15 napisała:

                  > wiec mi udowodnij. przyznam ci racje jak poza takimi w powietrze puszczanymi
                  > uogolnionymi gadkami dasz jakis dowod ze to damski bokser ktory robi wszystko
                  n
                  > a
                  > szkode swojego dziecka.

                  Wystarczy poczytać trochę postów kiniego, zwłaszcza z czasów, kiedy bywała tu
                  też jego eks.
                • aisza33 Re: mam nadzieję że nie rozpętam burzy ale... 10.01.07, 15:40
                  jesli kini jest tak wspanialym ojcem to dlaczego sprawa znalazla sie wsadzie?
                  jesli tamatka walczy o to dziecko to chyba zrozumiale ze ze cos jest nie tak z
                  kinim..boi sie ze dziecko zapomni o nim?nie wyjasnila mu czemu mialo upadki? o
                  co mu chodzi?jesli ta mama tak sie bala powiedziec mu o wszystki to znaczy ze
                  nie byl az tak swiety i grzeczny a kobieta ktora zyje w stachu przed wlasnym
                  mezem to co moze znaczyc? przemoc?
                  • madziulec Re: mam nadzieję że nie rozpętam burzy ale... 10.01.07, 15:43
                    Nie, no przeciez wg Kiniengo to ona jest osobnikiem przemocowym. Co
                    najdziwniejsze - jesli tak - jaki NORMALNY ojciec pozwolilby matce o
                    sklonnosciach przemocowych na wychowywanie dziecka przez 2 lata???

                    Kini - odpowiesz nam???
                • tautolog Re: mam nadzieję że nie rozpętam burzy ale... 10.01.07, 16:43
                  Z całym szacunkiem Droga Pani, ale rozwalają mnie Twoje oczekiwania.
                  Odpowiem złośliwie, gdyż nie mogę psuć swojego wizerunku na tym forum.

                  Chcesz się kopać z koniem, conajmniej załóż sobie podkowy.

                  Primo: to indywiduum z zaciekawieniem czytam od bez mała 2 lat
                  Secundo: wyszukiwarka.
                  Tertio: adiatur et altera pars
            • anetina Re: mam nadzieję że nie rozpętam burzy ale... 10.01.07, 14:38
              martina.15 napisała:

              > szczerze? tez mam takie wrazenie jak Ty. kini wydaje sie na tym forum jedynym
              > tata ktory nie ma do nas wszystkich watow ze "takie jak my" wykorzystuja ich i
              > ciagna kase. jest chyba jedynym ktory mowi tylko o opiece nad dzieckiem a nie
              o
              > alimentach lub ich nieplaceniu.
              >
              > szczerze? kibicuje. mam nadzieje ze sedzia bedzie mial otwarty umysl.



              staram się omijać wątki Kiniego
              ale mniej więcej czytając jego wypowiedzi i wchodząc z nim w dyskusję, mogę
              stwierdzić, że:

              to jest człowiek starający się płacić najmniej
              próbuje się non stop bronić atakując matkę swojego dziecka (chciałabym poznać
              ją tu na forum)
              póbuje wszelkimi siłami wyjść na super tatę - ale szczerze nie wierzę, że
              naprawdę super tata został odsunięty w kąt przez matkę
              dlatego tak do końca Kini nie pisze prawdy
              a to, co juz napisać, wyolbrzymia
              • madziulec Re: mam nadzieję że nie rozpętam burzy ale... 10.01.07, 14:40
                Anetina,
                tak jak zwykle nie popieram tego co piszesz tak teraz podpisze sie pod tymsmile
                • anetina Re: mam nadzieję że nie rozpętam burzy ale... 10.01.07, 14:43
                  hihihi

                  nie zauważyłam, żebyśmy się kiedyś nie zgadzały big_grin
                  ale może coś ominęłam !?

                  i wiesz co też nie zauważyłąm, że rzeczywiscie Kini gada cały czas o dziecku, a
                  dziecka nie zna
                  naprawdę niewidział dziecka tyle czasu???????????????
                  • madziulec Re: mam nadzieję że nie rozpętam burzy ale... 10.01.07, 14:50
                    Sam napisal wink
                    No przeciez ja sobie tego nei wymyslam.

                    Wlasnie zadalam sobie trud przeczytania calego watku - ciekawa i pouczajaca lektura.
            • nzuri Re: mam nadzieję że nie rozpętam burzy ale... 12.01.07, 10:39
              Jezu, przejrzyj posty kiniego na innych forach i z poprzednich lat. Jak je
              przeczytasz nie będziesz mieć wątpliwości.
              To facet, który:
              pisał raz jako kobieta, raz jako mężczyzna, włamywał się na pocztę
              elektroniczną swojej ex. Dostał wyrok za naruszenie miru domowego, uświadamiał
              ofiarom przemocy, że tak naprawdę to one sa winne temu, że były bite, włamywał
              się na ukryte fora, żeby zobaczyć co pisze tam jego ex. Jeżeli tylko pojawił
              się wpis jego ex, niezależnie od tego czy dotyczył dziecka czy pogody, pewne
              było, że kini też tam będzie i napisze, że ex porwała dziecko. To jest człowiek
              chory.
              A szczególnie ciekawy był jego wpis (to tak w kontekście tego, jak od
              urzodzenia zajmował się dzieckiem), wpis, który miał stanwić koronny dowód na
              to, ze x miała wydumane wymagania, o tym jak dostała krwotoku w połogu i
              zadzwoniła do niego żeby wracał do domu. A on, wyobraź sobie, nie miał
              samochodu. Przecież nie będzie do niej jechał 150 km komunikacją PUBLICZNĄ! Też
              coś! Takie wymagania.

              Tylko jeszcze musze sobie przypomnieć inne nicki kiniego, żebyś miała pełny
              obraz sytuacji.
              • nzuri Re: mam nadzieję że nie rozpętam burzy ale... 12.01.07, 10:42
                I jeszcze jedno, mały cytat:
                "m.nikla
                Wydaje Ci się, że powody do rozbicia rodziny rodziny u ciebie sa błache? Niech
                wyliczę:
                -awantury
                -poniżanie
                -miłość się skończyła
                -ogląda tv kiedy chcesz rozmawiać
                -brzydzi się Tobą
                -szarpał cię
                -masz siniaka przez niego

                I masz rację. Bo z powodu takich rzeczy nie rozbija się rodziny dziecku"

                Nie no oczywiscie trzeba dalej dać się poniżać, i dawac się lać, cóż to za
                powód do odejścia
                • nzuri Re: mam nadzieję że nie rozpętam burzy ale... 12.01.07, 10:48
                  No i jeszcze małe uzupełnienie, bo mi się przypomina, kiedyś ini napisał, że
                  jego ex nie chciała iść na terapię, w innym watku, przypadkowo przeczytałam
                  wypowiedź jego ex, że byli u 2 czy 3 terapeutów, ale żaden nie uzyskał
                  akceptacji kiniego, bowiem czyny kiniego nie zyskały ich aprobaty.
                  I cóż odpowiedział kini, ano, że byli na terapiii ale terapeuci byli do dupy i
                  nie umieli pomóc.
                  To tyle jeżeli chodzi o jego prawdomówność i dobrą wolę.

                  Poza tym kiedyś napisałam mu, żeby zechciał do mnie nie pisać. Odpisał, ze
                  przejrzał wszytkie 160 maili wysłanych przez niego i mojego adresu tam nie
                  było. Chętmnym wyślę pean pochwalny na moją cześć wysłany przez kiniego. No
                  chyba, że się zgodzi, żebym go tutaj zamieściła.
                  Nie uwierzę gadowi nawet jak powie, że codziennie myje zęby.
                  • madziulec Re: mam nadzieję że nie rozpętam burzy ale... 12.01.07, 10:57
                    ja na poczatku uwierzylam Kiniemu, przyznaje. nie przejrzalam postow z forum,
                    nie znalam Asipuka.
                    Napisalam w jakiejs sprawei do Kieniego, co wiecej - jego posty potrafia u wielu
                    osob wzbudzic zaufanie (to mu sie bardzo latwo udaje i nie musi sie bardzo starac).

                    Przykro mi, ale potem zakonczylam znajomosc, bo juz sie dowiedzialam kim jest
                    Kini i nie za bardzo chcialam miec tego typu znajomosci, szczegolnie, ze .. bylo
                    to rozniez przeciwne moim przekonaniom.
                    Po jakims czasie dostalam od Kiniego maila, ze jak smiem umeiszczac w moich
                    przyjaciolach (chodzi o przyjaciol w wizytowce GW) porywaczke dzieci...

                    To chyba bylo troche ponad to, co umialam zniesc. Wlasnie taki jest Kini.
                    • mrs_ka Re: mam nadzieję że nie rozpętam burzy ale... 12.01.07, 13:48
                      niestety, Kini zawsze będzie mieć swoje fanki i niech mu Pan Bóg pobłogosławi,
                      bo może zajmie się wreszcie czymś innym niż katowaniem nas chorymi produktami
                      swojej sajko. Oczywiście mam tu na myśli romantyczny rozwój scenariusza.
                      Jestem osobą, która użera się z tym psycholem drugi bądź trzeci rok. Pisząc
                      "użera się" mam na myśli ciągłe natrafianie na swój nick w komentarzach i
                      opiniach autorstwa Kiniego, dla którego najwidoczniej jestem tak istotnym
                      punktem odniesienia, że Jego świat zubożałby bez wyobrażania sobie, co miałabym
                      mu do powiedzenia, gdybym z nim rozmawiała. Ale nie rozmawiam, choć wymieniłam z
                      nim swego czasu pierdylion maili, któych treść ograniczała sie do relacjonowania
                      mi, jak bardzo Kini został pokrzywdzony i co o tym myśli.
                      Kini przesłał mi nawet skany z RODeKU, które zawierały wszystkie dane osobowe
                      Jego i Jego byłej partnerki, do czego- nawiasem mówiąc- nie miał prawa, jako że
                      nick asiouek był mi wówczas znany i identyfikowalny, więc została naruszona
                      zasada poufności danych.
                      Po pewnym czasie zorientowałam się, że mam do czynienia z natrętnym psycholem,
                      któego alternatywna wizja świata ("ofiara prowokuje sprawcę do przemocy" i wiele
                      innych) jest przerażająca. I tak samo przerażające było i jest ograniczenie
                      Kiniego, którego z uprzejmości nie nazwę "glupotą", choć byłoby to okreslenie
                      adekwatne. Wspomniane ograniczenie przejawiało się chociażby w aktywności
                      Kiniego na tym forum, gdzie bez żenady podejmował się stawiania diagnoz
                      psychologicznych a) nie majac po temu kompetencji b) nie mając żadnych danych
                      poza jednym, dwoma postami c) formułując swoje opinie w sposób kategoryczny i
                      sugerujący, że jest fachowcem. To ostatnie było szczególnie obrzydliwe i
                      nieetyczne, bo pisał do kobiet, które znajdowały się w trudnym momencie życia,
                      więc były wyjątkowo podatne na manipulację. Pamiętne były jego diagnozy DDA czy-
                      przywołana już w tym wątku- wypowiedź do m.nikli.
                      Wszystko to robił bez najmniejszego poczucia obciachu.

                      Zażądałam więc, aby przestał mnie nagabywać. W odpowiedzi miałam regularnie
                      zasypywaną skrzynkę pocztową i to mailami wskazującymi na absolutną labilność
                      emocjonalną Kiniego: w jednym mailu mnie obrażał i wyzywał, a w drugim przesyłał
                      zdjęcia wiosennych kwiatków z jakimś banalnym, egzaltowanym tekstem.
                      W końcu nałożyłam blokadę poczty przychodzącej od nicka kini_m, czego efektem
                      było słanie do mnie maili z innego konta... Potem na szczęscie się skończyło, za
                      to rozpoczęła się publiczna wojna mająca na celu zdyskredytowanie mnie i moich
                      poglądów. O tyle kuriozalna, że nie wyobrażam sobie być skompromitowaną przez
                      kogoś takiego jak Kini na tej samej zasadzie, na jakiej Danuta Hojarska nie jest
                      władna skompromitować kogokolwiek.
                      Mimo to mam nieprzyjemność obserwowania ciągłych podrygów i podszczekiwań pod
                      moim adresem. Mówi się trudno, widać takie chłopak ma hobby.
                      Jednak ilekroć czytam teksty o wrażliwości i dobroci Kiniego jakoby
                      przezierających przez Jego posty, mam ochotę napisac, że doprawdy nie dziwię się
                      dramatycznym kolejom losu niektórych pań, skoro wykazują taki brak krytycyzmu
                      wobec rzeczywistości i taki poziom podatności na głodne kawałki.
                      Naprawdę, trochę krytycznego dystansu i trochę czytania ze zrozumieniem.

                      a.
                      • dzk35 Re: mam nadzieję że nie rozpętam burzy ale... 12.01.07, 14:24
                        jednak wywołałam burzę... nie chciałam... natomiast ciekawa jestem czy Wy
                        uważacie że kini z powodu swojego osobowości (a raczej jej ułomności) nie
                        powinien mieć przyznanej opieki czy też że ojciec nie powinien mieć przyznanej
                        opieki ponieważ matka mu zapewni, z definicji, lepszą... bo tak mi przezierało
                        to w postach tego wątku
                        • nzuri Re: mam nadzieję że nie rozpętam burzy ale... 12.01.07, 15:48
                          Moim zdaniem on jest typem psychopatycznym. To z definicji nie powinien opieki
                          nad dzieckiem sprawować. Zniszczyłby i dziecko i matkę.
                    • nzuri Re: mam nadzieję że nie rozpętam burzy ale... 12.01.07, 15:46
                      Ciekawe skąd wiedział, że ją tam umieściłaś...
      • kasia_kasia13 Do dzk35 10.01.07, 16:04
        A ten post czytalas, gdzie kiwi dawal "dobre rady":

        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=571&w=31854730&a=32180180
        • aisza33 Re: Do dzk35 10.01.07, 16:08
          oj to ja juz bym sadzila go o bezczynnosc!! nie podchodz do nie go bo oglada
          telewizje? a jak podejdzie to co piesc czy siekiera? to facet z twardymi
          zasadami i nic dziwnego ze kobieta boi sie i o swoje dziecko...
          • dzk35 Re: Do dzk35 11.01.07, 08:35
            hmmm... każdy w cudzych wypowiedziach widzi to co chce widzieć... to co widzi w
            innych ludziach... nie demonizowałabym ale jak widać jesteście nastawione, tak
            jak ja może jestem nastawiona... może dlatego że jestem z cudownym człowiekiem
            o którym jego eks mówi potwór, obie patrzymy na to samo ale obie widzimy co
            innego... ja wierzę że ludzie są dobrzy i źli i wystarczy tylko patrzeć uważnie
            na innych by móc unikać złych i jak dotąd nikt nie zrobił mi w życiu krzywdy,
            ona uważa że wszyscy są źli, więc należy ich jak złych traktować i chyba nawet
            do własnych rodziców ma jakieś pretensje i żale...
    • babcia_kasi Re: Niby ok... ale jestem wykończony 11.01.07, 22:10
      oto wątek na forum Bezpieczeństwo Kobiet," rami.a" to kini, karimata to asiouek, która pozmieniała dane, żeby uzyskać poradę, a później zapomniała sie przelogować.
      Kiedy sie poznali, ona miała 17 lat, on stary nękacz, któremu się trafiła taka gratka...Ona pięknie dojrzewa, on chce się pokichać, że już drugiej takiej nie znajdzie...
      Znam Ją z zamkniętego forum, gdzie trafiła na przełomie 2004_2005, znękana, dająca mu nieograniczone prawa do dziecka, wystraszona jego perfidią, spełniał sie w roli nękacza-przemocowca, a teraz ziemia spod nóg mu się usunęła i robi wszystko, żeby ją odzyskać (tzn.na niej jeździć, to chory nękacz, nie przyjmujący takiej opcji do wiadomości).
      Nie wiem, czy uda mi się prawidłowo wkleić ten post, ale kto ciekawy może wrzucić "rami.a" i poczytać.
      Widzę, że wiele dziewczyn mu wierzy.To młode, wrażliwe, prostolinijne dziewczyny (kobiety), które nie są w stanie wyobrazić sobie, że jest ktoś taki (lepiej nigdy takiego nie poznać).
      A jaki wredny mściwus:"na rękach nosił" m.erskę, dopóki się z nim zgadzała, jak miała inne zdanie, to się wściekł!!Załosne.Ot, cały kini.A-i nigdy nie był mężem matki dziecka i ciągle nie pracuje, i alimentów albo nie płaci, albo 150 zł (co wyczytałam na tym forum).
      << a propos artykułu pytanie - dziecko z nękaczem
      karrimatta 17.04.06, 12:09 + odpowiedz

      Przeczytałam Pana artykuł o nękaniu. Odeszłam od partnera, z którym mam
      trzyletniego dziś syna, ze względu na nasilającą się przemoc z jego strony.
      Wyprowadziłam się, ale nadal mieszkamy w tej samej miejscowości, a ja nie mam
      możliwości wyprowadzki gdzieś dalej. Udało mi się w miarę - dzięki m.in.
      terapii dla ofiar przemocy - uwolnić psychicznie, nie szukać z nim kontaktu.
      On oczywiście nie pogodził się z moim odejściem, nie podjął się też
      proponowanej mu przez terapeutów terapii dla przemocowców.
      Od tamtego czasu - minął rok przeżyłam wiele: smsy z groźbami, prośbami
      (pozmieniałam nr telefonów), nachodzenie (toczy się sprawa karna), telefony w
      środku nocy, nad ranem, wydzwanianie do moich znajomych w poszukiwaniu mnie,
      nachodzenie również ich i mojej rodziny.
      Były maile i bombardowanie wiadomościami na gg (zablokowałam), były listy
      wysyłane pocztą tradycyjną, próby przekazania korespondencji przez znajomych.
      Były interwencje policji, szantaże z jego strony...

      Jednak największy problem leży gdzie indziej. Kiedy mój były mąż wykorzystał
      już wszystkie drogi kontaktu ze mną, zaczął używać jako karty przetargowej
      dziecka. Zaczął ubiegać się o widzenia, zaczęło się telefonowanie, by "ustalić
      godziny wizyt", oczywiście terminy podawane przez niego nie były nigdy
      dotrzymywane, co powodowało kolejne konflikty ze mną. W trakcie naszego
      małżeństwa nie opiekował się nigdy dzieckiem i teraz na widzeniach też źle
      sprawuje nad synem opiekę, nie potrafi zadbać o niego, a wymaga ode mnie, żeby
      wizyty trwały trzy-cztery dni. Jako że wcześniej też manipulował mną za pomocą
      dziecka (np. prowokował je do płaczu, kiedy było niemowlakiem i nie pozwalał
      go brać na ręce), nie wierzę, by chęć widywania się z synem była jedynym tego
      powodem.

      Mam poczucie, że nadal jest to tylko forma robienia mi na złość. Nie zgadzam
      się od dłuższego czasu na widzenia, toczy się sprawa o ustalenie kontaktów,
      ale nie mogę liczyć na szybkie jej rozwiązanie. Dla mnie jasne jest, że ojcu
      nie zależy tyle na dziecku, co na utrzymaniu dalszych kontaktów ze mną. Sędzia
      jednak nie bierze tego pod uwagę. Mimo udowodnienia przeze mnie złego
      opiekowania się dzieckiem i braku zainteresowania dzieckiem w czasie trwania
      małżeństwa, przyznane zostało ojcu prawie nieograniczone prawo do widywania
      syna i kontaktowania się z nim. Sędzia uznał też, że dręczenie mnie nie
      powinno być brane pod uwagę w wyznaczaniu kontaktów ojca z dzieckiem.
      A jednak wizyty u dziecka, jak i kontakt w celu np. ustalenia, jakie lekarstwa
      podać dziecku w trakcie wizyty ojca to dla niego kolejny pretekst do
      wykłócania się, wyciągania przeszłości, oskarżania mnie, poniżania. Były mąż
      nie respektuje też godzin wyznaczonych przez sąd i "gra" tym sposobem na mojej
      cierpliwości. Stworzył obecnie obraz siebie jako nieszczęśliwego ojca
      walczącego o prawo do dziecka.

      Sytuacja ta jest dla mnie bardzo trudna psychicznie, bo moje odcinanie się od
      niego jest argumentem w sądzie, że utrudniam mu kontakt z synem. W sądzie - by
      rozmydlić obraz rzeczywistości - szkaluje mnie, twierdząć, że w czasie związku
      biłam dziecko i znęcałam się nad synem i on teraz chce bronić dziecka.
      Wiem, że wszystkie te działania z jego strony są po to, żeby mnie osłabić i że
      czrpie on przyjemność z tego, że moje życie skupia się nadal wokół
      zamieszania, jakie sprawia.

      Jak jednak postępować dalej w takiej sytuacji?
      • anetina Re: Niby ok... ale jestem wykończony 12.01.07, 07:35
        czy to jest matka dziecka Kini????????????????????/
        • madziulec Re: Niby ok... ale jestem wykończony 12.01.07, 10:00
          Pytasz o ten drugi nick. Tak - to jest matka dziecka Kiniego. Asiouek jest matka
          dziecka Kiniego.
      • mafema Jestem wstrząśnięta... 12.01.07, 10:07
        Nie miałam pojęcia, że chodzi tu o Kiniego. Na jego miejscu ze wstydu
        zapadłabym sie pod ziemię...
        Trafiłam na to forum właśnie dzięki wątkowi "Dziecko z nękaczem", mam podobną
        sytuację, bardzo chciałabym porozmawiać z Asioukiem, czy ktoś ma z Nią kontakt?
    • michelle28 Re: Niby ok... ale jestem wykończony 11.01.07, 22:27
      Zastanawia mnie jedno. Facet pisze o tym jak dziecko jest z nim związane, jak
      trudno jest córce od niego wyjeżdżać, a w praktyce, o czym sam pisze, nie
      widział własnego dziecka od długiego czasu. Skąd może wiedzieć co córka teraz
      czuje jakby reagowała. Dla tak małego dziecka 2 spotkania w 2005 i od tego
      czasu nic to ogromna przerwa i zwyczajnie może ojca już nie pamiętać.
      • tautolog Re: Niby ok... ale jestem wykończony 22.01.07, 09:31
        Złociutki smile
        Mam wrażenie, że taktycznie czekałeś, aż wredni użytkownicy "zejdą z ciebie".
        W związku z powyższym odświeżam wątek, żebyś sobie poczytał smile))))))))
        • kai_30 Re: Niby ok... ale jestem wykończony 22.01.07, 10:19
          Hyhyhy, good idea big_grinbig_grinbig_grin
          • kini_m Re: Niby ok... ale jestem wykończony 22.01.07, 11:15
            Z chęcią przypatruję się dalszemu tokowi dyskusji.
            Duża część to insynuacje, więc odpowiem zaledwie na kilka rzeczy, które insynuacjami nie są, a zwykłymi zapytaniami.

            madziulec napisała:
            > Moj Myszol ma 8 spotkan w mniesiacu i to jest malo. Wiec 8 spotkan na rok.. to
            > jest.. Hm, wezme kalkulator... A nie przepraszam to na 2 lata te 8 spotkan,
            > czyli po 4 na rok prawda?
            > No to licze: 12 miesiecy - 4 spotkania - 1 spotkanie co 3 miesiace prawda?
            > Nijak nie chce wyjsc inaczej.
            > Tak wiec - oczywiscie rozumiem - byles blisko dziecka stale. Pojawiales sie
            > raz na kwartal - tak wychodzi z wyliczen, takich czysto matematycznych, choc
            > moglo bys to fajniej, ze widziales np. corke raz na pol roku (co jest to
            > bardziej prawdopodobne).

            Oczywiście taka wychodzi średnia kontaktów przez ostatnie dwa lata.
            Oczywiście jest tez prawdą, że wskutek despotyzmu matki realnie zdarzały się dłuższe przerwy niewidzenia, dłuższe nawet niż 0,5roku.

            > Ok. Ile Twoja corka ma lat?

            Niedługo skończy 5 lat.
            Zajmowałem się nią stale do momentu odejścia exi. Czyli stale zajmowałem się córką do 2,5 roku życia.

            > Bo ja na przyklad nie wiem,a mysle, ze akurat w tych rozwazaniach jest to dosc
            > wazne. Nie za bardzo dociera do mnie ten argument bycia kolo
            > dziecka stale. Do kiedy od kiedy?
            > Mozesz tu to opisac, chcialabym miec jasnosc.

            Stale do 2,5 roku życia.
            Co to znaczy stale - umijmy to skrótem: byłem "kurą (kogutem) domowym".
            Matka w tym czasie dbała o swoja osobistą karierę, o swój osobisty rozwój.
            Nie będę Ci tłumaczył znaczenia bliskości związku z dzieckiem wytworzonego przez pierwsze lat życia.

            Osobom nie zdającym sobie sprawy z siły więzi z rodzicem (np.michelle28) szczerze współczuję nikłej wiedzy o potrezbach psychicznych dziecka.
            Nzuri - Twoja wypowiedź to stek konfabulacji i przeinaczeń moich wypowiedzi. Nigdy nie twierdziłem że ktoś jest czemuś winien. Jesli poprawnie się mnie czyta ze zrozumieniem, to zauważy że nigdy nie uzywam słowa: "winny". Poza tym pominełaś istotny szczegół - W NOCY komunikacja publiczna raczej nie kursuje pomiędzy miastami, ja nie miałem możliwości odwołania planów wiążących szereg innych osoby (osób za które osobiście odpowiadałem), natomiast exia miała szereg innych możliwości do skorzystania. To co Ty sugerujesz to uzależnienie, a nie miłość, która musi czasem przejść przez uciążliwości dnia codziennego. Zapewne tak samo pochodzisz z rodziny dysfunkcjonalnej i oczekujesz bezgranicznego podporządkowania, jak moja exia, o ile tego nie potrafisz zrozumieć.
            Tak samo nie jest prawdą Twoje twierdzenie - że żaden teraputa mi nie odpowiadał.
            Bo primo - razem z exią byliśmy u 2 psychologów (nie terapeutów).
            Bo secundo - miało to charakter krótkich (najdalej 2 spotknia) wizyt, a nie długotrwałej terapii.
            Bo tertio - to exia idąc do owych psychologów szła już wyłącznie z zakomunikowaniem że nie zamierza dalej ratowac rodziny, a jedynie oznajmia o odejściu.
            Na dalsze Twoje głupawe insynuacje nie będę odpowiadał, bo powtarzałbym już tylko to co było dawniej powiedziane, a co do Ciebie nie dociera.

            (Elaboratów Mrs_ka nie czytam, bo ona sama już dawno przyznała że nie interesuje jej polemika na mój temat. Tylko po cholerę jeszcze tu zagląda???? Czyżby prowadziła misję "uświadamiania"???? Hahaha.....)

            Wracając jeszcze do więzi kontaktów z córką - jesli sąd w pierwszym podejściu przyznał widzenia 3x w tygodniu, w tym co drugi PEŁEN weekend razem z córką - to coś jednak musi być na rzeczy (mimo że exia wnioskowała o ograniczenie widzeń do: 1 raz co 2 tygodnie).
            Proszę się zastanowić dlaczego sąd tak daleko nie zgodził się ze zdanim matki.
            _________________
            Bądź jak zegar słoneczny. Odmierzaj tylko pogodne godziny...
            • anetina Re: Niby ok... ale jestem wykończony 22.01.07, 11:33
              - W NOCY komunikacja publiczna raczej nie kursuje pomiędzy miastami,


              chyba sobie żartujesz
              pokaż mi miasto, do którego w nocy nie dociera komuniakacja big_grin
              • madziulec Re: Niby ok... ale jestem wykończony 22.01.07, 11:46
                Pcim Dolny??;D
              • kini_m Re: Niby ok... ale jestem wykończony 22.01.07, 11:49
                Masz rację Anetina.
                Docierają taksówki.
                Niestety nie było mnie stać na taksówkę za 300km (bo taryfiasz liczy sobie tez za powrót).
                _________________
                Bądź jak zegar słoneczny. Odmierzaj tylko pogodne godziny...
                • madziulec Re: Niby ok... ale jestem wykończony 22.01.07, 12:14
                  Kini...
                  Z tego co wiem, ale moze rzeczywiscie wiem malo - Twoja eks jakos nie
                  wyprowadzila sie do innego miasta.
                  Jednak.. czytajac Twoje wypowiedzi na forum to TY uciekales co chwile w gory,
                  wiec moze rzeczywiscie i miales te 300 km i masz racje wtedy - 300 km jechac
                  taksowka to zbedny wydatek,a le jesli ktos woli jechac w gory, bo woli uciec od
                  problemu niz go rozwiazac....
                • anetina Re: Niby ok... ale jestem wykończony 22.01.07, 12:27
                  nie żartuj sobie
                  wskaż mi miasto, gdzie w nocy komunikacją nie można dojechać



                  a dla chcącego nic trudnego
                  jeśli byś chciał tak bardzo zobaczyć się z dzieckiem, robiłbyś wszystko
                  wystarczy poprosić znajomego o dowóz
                  zapłacić mu za paliwo


                  wskażę ci dwa przykłądy
                  gdy Mały miał kilka miesięcy, musiałam zawieźć go do szpitala
                  samochód miałam niesprawny
                  więc wystarczył jeden, dwa telefony i znalazłam transport - w jedną
                  stronę "tylko" 50-60 km

                  drugi przykłąd
                  M. przyjeżdżał do nas po tygodniu pracy na weekendy
                  miał drogę (w jedną stronę) 350 km
                  nie ważne, że pracował cały tydzień
                  wsiadał raniutko w pociąg, aby u nas być w południe
                  i następnego dnia rano znowu wyjeżdżać
                  tak więc dla chcącego nic trudnego
                  • kini_m Re: Niby ok... ale jestem wykończony 22.01.07, 12:48
                    Moja Droga,
                    nie żartuj sobie
                    upławy w okresie połogu nie są rzeczą zagrażająca życiu, choc mogą byc równie niepokojące jak bolący ząb.
                    Exia ma powazne problemy emocjonalne (czego dowód mamy aktualnie) i nawet nie chciała wtedy zatelefonować do położnej aby skonsultować sytuację, choc położna była do dyspozycji konsultacji telefonicznej. Jesli sytuacja zagrażałaby zdrowiu lub zyciu - mój nawet expresowy przyjazd niewiele by dał, bo i tak by zajmował ileś godzin. Zresztą i tak byłem z powrotem w ciągu kilkunastu godzin.
                    Żądanie od przyjaciół by mnie wieżli kilkaset kilometrów w ciągu nocy, dla sytuacji wcale nie zagrażajacej zdrowiu... Anetina, czy Ty kpisz sobie????
                    Dla kobiety mającej problemy emocjonalne każda sytuacja jest fajna, aby żądać od partnera dowodów oddania.
                    Jak się ostatecznie okazało - sytuacja miała tło problemu emocjonalnego exi, a wcale nie zagrożenia zdrowia.
                    pzdr
                    _________________
                    Bądź jak zegar słoneczny. Odmierzaj tylko pogodne godziny...
                    • kini_m Re: Niby ok... ale jestem wykończony 22.01.07, 12:57
                      Oczywiście że dla chcącego nic trudnego.
                      Ja też woziłem exię (nas) co weekend do szkoły rodzenia i szpitala oddalonego o 150km aby miała najlepsze warunki rodzenia.
                      Więc nie musisz mi prawic morałów o oddanym dojeżdżaniu.
                      Ale nie gubmy realizmu oceny sytuacji. Natomiast jesli chcesz żyć w świecie romantyzmu - księżniczek i księciów rozwiązujących każdy problem niczym za "dotknięciem magicznej różdżki", no to życzę najlepszego. Widzisz Anetina, zycie polega tez na tym żeby zrozumieć: że nie zawsze.... nie wszędzie.... A mimo to mozna jednak nadal.
                      _________________
                      Bądź jak zegar słoneczny. Odmierzaj tylko pogodne godziny...
                      • anetina Re: Niby ok... ale jestem wykończony 22.01.07, 13:13
                        nie można porównywać szkoły rodzenia z czymś, co dla matki twojego dziecka było
                        tragiczne, krwotok

                        mylisz sens w ogóle partnerstwa
                        jeśli jesteś z matką swojego dziecka, tym bardziej, ze jest malutkie dziecko,
                        jak można wyjeżdżać
                        rozumiem - obowiązek
                        ale u ciebie ...

                        piszesz teksty filozoficzne
                        ale nic w praktyce nie przyjąłeś

                        jeśli jest się mężem, partnerem, ojcem - jest ZAWSZE, WSZĘDZIE
                    • mrs_ka Re: Niby ok... ale jestem wykończony 22.01.07, 13:02
                      I tak oto z "krwotoku" doszliśmy do "upławów". Sadzę, że za parę miesięcy okaze
                      się, że to Kini doznał rozległego krwotoku podczas niezwykle niebezpiecznej,
                      społecznej, szlachetnej misji, zaś świnia- partnerka dysponując flotą TIRów,
                      prywatnym odrzutowcem oraz zastępem wykwalifikowanych nianiek zostawiła naszego
                      bohatera na pastwę losu.
                      Mili Państwo: tak rodzi się legenda...

                      Buahahahaha :roftl:



                      a.
    • mira59 Re: Niby ok... ale jestem wykończony 22.01.07, 11:58
      Istnieje PKP,PKS,niekoniecznie taksówki.
      I znalazłam tu pewną nieścisłość: zajmowałeś się dzieckiem przez 2.5 roku od
      chwili urodzenia,a mama Twojego dziecka miała krwotok w okresie połogowym
      (czyli w okresi do dwóch miesięcy życia dziecka) i Ciebie nie było,byłeś 150
      km. od niej.I jak się domyślam od dziecka też.Z tego co pisałeś zrozumiałam,że
      tylko Ty opiekowałeś się dzieckiem przez ten czas,bo mama dziecka postawiła na
      własną karierę.I Ty taki dobry i kochający ojciec i - jeszcze wtedy -
      partner,niepracujący w owym czasie zostawiłeś kobietę w połogu?
      • kini_m Re: Niby ok... ale jestem wykończony 22.01.07, 12:21
        Żadna nieścisłość.
        Jak sama zauważyłaś było to we wczesnym okresie (do 2 mies) po urodzeniu. Ja akurat wyjechałem na 1,5 dnia poza dom (żaden kolosalny wyjazd), związany z prowadzeniem zamiejscowego wolontariatu.
        Gwoli ścisłości - czasem wolny czas na osobiste plany miałem w weekendy (a własciwie plany pracy społecznej, czy to jeszcze dzis popularne???). I o takiej chwili mówilismy. W dni powszednie ja zajmowałem sie na okrągło córką. Exia bardzo szybko zrezygnowała z przysługującego jej urlopu. Nie wykorzystywała go w pełni do końca. To nie zarzut. Jest bardzo pracowita osobą, i chwalę ją za to.
        Ale faktem pozostaje - kto w tym czasie zajmował się w wiekszości dzieckiem.
        _________________
        Bądź jak zegar słoneczny. Odmierzaj tylko pogodne godziny...
        • tautolog Re: Niby ok... ale jestem wykończony 22.01.07, 13:26
          Bądź twardy kini i walcz z tym skupiskiem żmij deprecjonujących ( to od
          depresji ) twoje zabiegi wychowawcze.
          Jestem z tobą, kocham cię, wiesz to tylko kobiety, a "nobody's perfect".
          • madziulec Re: Niby ok... ale jestem wykończony 22.01.07, 13:42
            tautolog wink Od kiedy jestes ten "kochajacy inaczej"smile????
            • anetina Re: Niby ok... ale jestem wykończony 22.01.07, 13:44
              pogubił się big_grin
              zmieniając ciągle nicki można się kompletnie pogubić big_grin
            • tautolog Re: Niby ok... ale jestem wykończony 22.01.07, 13:47
              Od kiedy poznałem wirtualnie kiniego smile
              Muszę przyznać, że jest to szczególne i wyjątkowe uczucie smile
              • madziulec Re: Niby ok... ale jestem wykończony 22.01.07, 14:02
                Rozumiem, ze zaczynasz ubolewac nad tym, iz nie znasz go osobiscie wink
                • tautolog Re: Niby ok... ale jestem wykończony 22.01.07, 14:15
                  smile
                  Dla dobra sprawy wolę pozostać przy wirtualno-platonicznym uczuciu.
                  • madziulec Re: Niby ok... ale jestem wykończony 22.01.07, 14:20
                    Och jaka szkoda. Juz myslalam, ze bede miala komu zadac kilka pytan dreczacych
                    mnie a dotyczacyh par homoseksualnych wink
                    • tautolog Re: Niby ok... ale jestem wykończony 22.01.07, 14:32
                      Niestety, nie zaspokoję Twojej ciekawości, ale pan_wszystko_wiedzący_kini z
                      pewnością jest gotów wysmarować kilkadziesiąt wersów na ten temat, zgłębiając
                      zwłaszcza zagadnienia "przemocowości" w takich związkach.
    • mamasama1 Re: Niby ok... ale jestem wykończony 22.01.07, 15:38
      Powiem tylko jedno - robicie walke o dziecko i tym dzieckiem wysługujecie się,
      używacie go jako buforu. Nieładnie! Po co jakieś dramaty, nagrania, dowody itd!
      Zawsze byłam za tym żeby rozstać sie w zgodzie i jasno wyznaczyć sobie wzajemnie
      zasady wychowywania dziecka, dla jego dobra, pokazanie mu szacunku w obliczy
      tego że juz miłosc się skończyła! Tylko tyle...
    • alter_czarny Re: Niby ok... ale jestem wykończony 22.01.07, 19:11
      >>Staram się o to, aby córka mogła mieszkać z tym rodzicem, który daje jej
      PEŁNE poczucie bez...<<


      Daj juz spokoj Kini, chyba sam zes w koncu zrozumial ze na tym etapie to
      nierealne i dlatego postanowiles chociaz w necie jeszcze troche ich podqu..c,
      inaczej bys sie tu nie odslanial.




      >>Mam poczucie, że nadal jest to tylko forma robienia mi na złość. Nie zgadzam
      się od dłuższego czasu na widzenia, toczy się sprawa o ustalenie kontaktów,
      ale nie mogę liczyć na szybkie jej rozwiązanie. Dla mnie jasne jest, że ojcu
      nie zależy tyle na dziecku, co na utrzymaniu dalszych kontaktów ze mną. Sędzia
      jednak nie bierze tego pod uwagę. Mimo udowodnienia przeze mnie złego
      opiekowania się dzieckiem i braku zainteresowania dzieckiem w czasie trwania
      małżeństwa, przyznane zostało ojcu prawie nieograniczone prawo do widywania
      syna i kontaktowania się z nim. Sędzia uznał też, że dręczenie mnie nie
      powinno być brane pod uwagę w wyznaczaniu kontaktów ojca z dzieckiem.<<


      Droga >>babciu Kasi<<, wyspecjalizowana w historii kiniego i asiouka,
      poczytalem i jednego dalej nie rozumiem:
      A co to kogo obchodzi co dla tej panienki jest jasne a co nie ?
      Bo moim zdaniem kluczowy powinien byc tu fakt, ze Kini na podstawie prawomocnego
      wyroku sadowego ma prawo do kontaktow ze swoim dzieckiem i problemem jest to,
      ze od dwoch lat Kini nie bardzo jest w stanie to prawo wyegzekwowac.
      Panienka stoi ponad prawem dlatego, ze tak jej sie podoba i koniec.
      Wazne jest to, co mysli >>asiouek<<, >>babcia Kasi<<, >>tautolog<< itd.
      a to co tam sobie sady poorzekaly to ma trzeciorzedne znaczenie,
      bo to My mamy racje i to Nam slonce z doopy swieci - normalka,
      • madziulec Re: Niby ok... ale jestem wykończony 22.01.07, 19:33
        Nie. Tak naprawde widzisz - jesli ojciec ma orzeczone widzenia to dlaczego ich nei egzekwuje? Bo wzrusza sie tym, ze matka bedzie placila jakas tam grzywne??
        A co go to ma obchodzic??
        Mojemu eksowi by to wisialo i powiewalo jesli bym bronila dostepu do dziecka, wiec cos tam jedank jest nie tak jak pisze Kini. Nie wiem co.
        Dlatego tez nie chce pisac i zajmowac stanowiska
    • mira59 Re: Niby ok... ale jestem wykończony 22.01.07, 20:20
      Wiedząc,że moim dzieciom może stać się krzywda na pewno bym reagowała i
      doprawdy zadziwia mnie postawa kiniego.Pisze,że dziecko pod opieką matki jest
      zagrożone (niewyjaśnione powody pobytów w szpitalu),wykazuje (?) to w RODK-u,a
      nie usiłuje wyegzekwować wyroku sądu,bo szkoda mu matki dziecka i tego,że
      będzie ukarana?To działa dla dobra córki (według kiniego mała 5 letnia
      dziewczynka jest pod opieką niezrównoważonej emocjonalnie matki) czy jej matki?
      Niezwykle dziwne to.A jakie szlachetne.
    • mrs_ka Re: Niby ok... ale jestem wykończony 24.01.07, 17:34
      Twój post powinien zostać skasowany za przerażającą relatywizację wartości,
      które w demokratycznym społeczeństwie są chronione konstytucyjnie, a ich łamanie
      jest karalne.
      Stosowanie przemocy fizycznej oraz psychicznej nie ma okoliczności łagodzących,
      jest zachowaniem nagannym społecznie oraz czynem, którego nie wolno spłycać ani
      pomniejszać. Z przerażeniem czytam tekst:

      "Zreszta gdyby
      > faktycznie byl <niebezpieczny>, to kto wie, pewnie bylby w lepszej sytuacji
      jesli chodzi o
      > kontakty z mala, bo eksia po prostu by sie bala ze w koncu przyjdzie i jej leb
      > ukreci"

      Za coś takiego należy Ci się natychmiastowy wypad z tego forum.
      Ode mnie masz czerwony kosz.

      a.
      • alter_czarny Re: Niby ok... ale jestem wykończony 24.01.07, 18:39
        Nawet jesli sie troche rozpedzilem, to w moim poscie nie bylo zadnej
        relatywizacji niepodwazalnej wartosci, jaka jest dla Kinia eksi prawo do zycia,
        tylko hipotetyczne rozwazania czy eksia utrudnialaby Kiniemu kontakty z
        dzieckiem, gdyby byl on faktycznie bandyta.
        Ale Kini bandyta nie jest, nie jest karany, z tego co przeczytalem to nie
        zostal wysuniety nawet akt oskarzenia p-ko niemu , wiec pojawiajace sie tu
        insynuacje ze Kini znecal sie nad eksia sa moim zdaniem nie na miejscu.

        Co do przemocy - to oczywiscie jej stosowanie jest spolecznie naganne -
        ale nieprawda jest, ze stosowanie przemocy nie ma okolicznosci lagodzacych, bo
        okolicznosci takie sa sprecyzowane w KK.

        Tak czy inaczej, jako ze moj post Twoim zdaniem narusza czyjes dobra
        osobiste czy tez netykiete tego forum, to rowniez prosze moderatora o jego
        skasowanie.
        • alter_czarny Re: Niby ok... ale jestem wykończony 24.01.07, 20:28
          Jezeli zas chodzi o sprawe zablokowanie mojego nicka to obiecuje, ze nie jest
          to konieczne.

          Dziekuje i pozdrawiam,
          • katep_1 Re: Niby ok... ale jestem wykończony 24.01.07, 20:41
            NA TO WSZYSTKO MAM TYLKO JEDNO ZDANIE: WSPÓŁCZUJĘ WASZEJ CÓRCE KINI ŻE MA
            TAKICH RODZICÓW!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!BIEDNE DZIECKO
    • tautolog Re: Niby ok... ale jestem wykończony 24.01.07, 18:37
      Mam nadzieję, że to z powodu zimy tylko czapeczka uwiera.
      Za pisanie takich bzdur i sankcjonowanie przestępstwa winno się karać z urzędu,
      no chyba, że to sam kini i jego nasty nick.
    • mira59 Re: Niby ok... ale jestem wykończony 04.02.07, 18:39
      kini - a na jakiej podstawie doszedłeś do wniosku,że anetina nie chciała
      tworzyć rodziny z ojcem biologicznym swojego dziecka???Bo zupełnie nie rozumiem
      skąd się takia opinia (twoja) wzięła.
      • anetina Re: Niby ok... ale jestem wykończony 04.02.07, 18:44
        Kini dyskutuje big_grin ze mną już chyba jakoś od dwóch lat - na pewno nie było
        jeszcze w moim życiu M.
        może się uzaleznił !?

        hihihihi
      • kini_m Re: Niby ok... ale jestem wykończony 04.02.07, 19:22
        madziulec napisała:
        > Spieprzyles zycie dziecku bo poszedles do lozka z niewalsciwa osoba.

        I to jest jedyna rzecz w jakiej się zgodzę z Madziulcem.
        Dalszą dysputę z nią sobie podaruję.

        mira59 napisała:
        > kini - a na jakiej podstawie doszedłeś do wniosku,że anetina nie chciała
        > tworzyć rodziny z ojcem biologicznym swojego dziecka???Bo zupełnie nie
        > rozumiem

        Relacja Anetiny coraz bardziej się "nie klei".
        Przed chwilą nawet powiedziała, że ex chciał uzyskać prawa rodzicielskie (czyli był zainteresowany dzieckiem), ale mu na to nie wydano zgody.
        Czemu myślę że nie chcieli...?
        Wyrażę się precyzyjniej - nie dbali o to, aby zostać rodziną.
        Nie wiem na ile jest to wola jej exa, ale z tonu wypowiedzi Anetiny wynika że na pewno to jest jej postawa. Jeśli chce się widzieć ojca własnego dziecka tam gdzie pieprz rośnie, to taka osoba jest pozbawiona wartości rodzinnych. Oczywiście może nawet tworzyc zgodny związek z obecnym partnerem, wychowywac z nim razem dziecko. Ale przy takim stosunku Anetiny do prawdziwego ojca dziecka, to jest to raczej wyłącznie instynkt macierzyński, zew biologi. Ale raczej nie trwałe wartości rodzinne. Anetina -jak dla mnie- prezentuje postawę rozkapryszonego dziecka ("jeśli on nie chce, to ma zakaz zbliżania się do dziecka"). Zwłaszcza że coś tu nie tak jest z tymi chęciami exa - wszak chciał on mieć prawa rodzicielskie.
        Chyba nikt nie uwierzy że sąd odmówił exowi Anetiny praw rodzicielskich bez udziału w takim dążeniu Anetiny.
        Prawdziwa miłość oparta o wartości rodzinne do dziecka pokonuje własne słabości, w tym konflikty z exem. Tu tych wartości, które pokonywałyby słabości, nie widać.
        Przeciweństwem tej postawy jest sytuacja np. mari_rosy. Ona pomimo konfliktu, który w trudny sposób przeżywa z exem, trudności dogadywania się o dziecko - jednak nie tak łatwo ulega temu konfliktowi. Maria żyjąc w konflikcie, jednak odcina się od niego w kwestiach dziecka i stara się o wspólne bycie dziecka i taty, dokładając do tego własną inicjatywę. Przynajmniej tak ja to wyczytuję. I za to ja podziwiam, że będąc w trudnej emocjonalnie sytuacji, robi wiele aby nie dać sie wciągnąć tym emocjom. Mając exa, który zużywa jej cierpliwość, jednak wie że dziecka nie mogą dotyczyć (lub jak najmniej dotyczyć) skutki konfliktu rodziców. Także przykładowy stosunek Mari do exa - gdzie wie że oboje za mało się starali pokonać wzajemne słabości jest pozytywnym tłem, do negatywnego braku widocznych starań Anetiny.
        Mam nadzieję że Maria się nie obrazi że wykorzystałem to porównanie, ale czytając jej słowa podziwiam ją, i tyle...
        _________________
        Bądź jak zegar słoneczny. Odmierzaj tylko pogodne godziny...
        • madziulec Kini, to si enijak kupy nie trzyma ;))))) 04.02.07, 19:52
          Sluchaj, nawet najbardziej wyrafinowan amatka, ktora niecierpi swojego eks gdy pojdzie do sadu i powie: Kochany sadzie, prosze odebrac prawa rodzicielskie mojemu eksowi bo to kawal... (tu wstaw dowolne okreslenie) nie uzyska tego, co powinna, a na twarzy sedziny / sedziego wywola szczery usmiech i stwierdzenie: mila pani, prosze nam tu glowy (lub innej rownie potrzebnej czesci ciala) nei zawracac.
          To oczywiste.

          Powiem Ci anwet wiecej - przy sprawei o widzeniach, ktora wytoczyl moj eks, a dotyczyla widzen z moim malym synkiem, gdy powiedzialam, ze eks jest agresywny w stosunku do mnie - sedzina powiedziala spokojnie, ze to w stosunku do mnie jest agresywny i nie jest agresywny w stosunku do dziecka. I miala racje.
          Bo w stosunku do dziecka zachowuje si eok. No moze nie do konca, bo jesli bylby wg sadu super ojcem wymiar wizyt bylby znacznie wiekszy niz przyznany.


          Tak wiec drogi Kini, nie porownuj roznych sytuacji - sytuacji gdzi eludzi esie rozstali bo tylko (albo az) nie umieli sie dogadac, sytuacji gdzie w zwiazku pojawila sie inna osoba (czyli doszlo do zdrady) i n. zwiazkow gdzie doszlo do ewidentnych przypadkow przemocy i niestety jest naturalna blokada, by usiasc z danym czlowiekiem, bo po prostu czuje sie strach i czysta niechec do tego czlowieka.
          Tyle mam Ci do powiedzenia. Przemysl szczegolnie ten ostatni przypadek - czyli przemoc w zwiazku...
        • anetina :D 05.02.07, 08:02
          • alter_czarny Re: :D 05.02.07, 17:54
            >słowa eksa - CHCĘ UZNAĆ DZIECKO padły na sprawie sądowej
            >tylko dlaczego na te słowa, sędzina i kuratorka (dziecko dostało) był śmiech !?

            >u mnie eks chciał uznać dziecko - sędzina się jednak nie zgodziła
            >musiał więc byc powód


            Ja tu czegos nie rozumiem - a mianowicie czego Ty jeszcze chcesz od tego
            faceta ?
            Nie daliscie mu z sadem uznac dziecka, nie jest ojcem, jak rozumiem nie ma
            zasadzonych alimentow, dziecko zostanie przysposobione przez kogos innego i nie
            ma sprawy. Nie ma juz powodow dla ktorych eks mialby sie kontaktowac z Toba, ale
            tak samo Twoja proba kontaktu z nim bylaby moim zdaniem nie na miejscu, bo niby
            z jakiej racji ?
            • anetina Re: :D 05.02.07, 21:48
              > Ja tu czegos nie rozumiem - a mianowicie czego Ty jeszcze chcesz od tego
              > faceta ?

              od kogo ?
              od eksa ? - NIC
              teraz już nic



              > Nie daliscie mu z sadem uznac dziecka, nie jest ojcem, jak rozumiem nie ma
              > zasadzonych alimentow, dziecko zostanie przysposobione przez kogos innego i
              nie
              >
              > ma sprawy.

              jest ustalone ojcostwo
              nie ma alimentów
              dziecko NIE ZOSTAŁO przysposobione przez nikogo



              Nie ma juz powodow dla ktorych eks mialby sie kontaktowac z Toba, al
              > e
              > tak samo Twoja proba kontaktu z nim bylaby moim zdaniem nie na miejscu, bo
              niby
              > z jakiej racji ?


              jest powód do kontaktu - dziecko
              to zawsze będzie
              adopcja nic tu nie zmienia
          • kini_m Re: :D 11.02.07, 16:51
            madziulec napisała:
            > Sluchaj, nawet najbardziej wyrafinowan amatka, ktora niecierpi swojego eks gdy
            > pojdzie do sadu i powie: Kochany sadzie, prosze odebrac prawa rodzicielskie
            > mojemu eksowi bo to kawal... (tu wstaw dowolne okreslenie) nie uzyska tego, co
            > powinna, a na twarzy sedziny / sedziego wywola szczery usmiech i stwierdzenie:
            > mila pani, prosze nam tu glowy (lub innej rownie potrzebnej czesci ciala) nei
            > zawracac.
            > To oczywiste.

            To nie jest oczywiste.
            To jest tylko stan idealny i postulowany.
            Niestety, Madziulcu nie jesteś sądem. Sąd jest niezależny i może podjąć niemal dowolną decyzję - wbrew logice, wbrew regułom, wbrew faktom.
            Jeśli kiedyś będę miał możliwość ujawnienia tu wszystkiego (bez ryzyka zaszkodzenia swojej sytuacji procesowej) to pokażę Ci to czarno na białym - że to nie jest takie oczywiste.
            I właśnie dlatego że to nie jest takie oczywiste istnieją instancje odwoławcze (sąd apelacyjny, najwyższy, Strasbourg). Co więcej w sądzie można powoływać się na wyroki sądu najwyższego, ale sąd NIE MA OBOWIĄZKU tego uwzględnić (jeśli nie dotyczyły BEZPOŚREDNIO rozpatrywanej sprawy).
            Madzilec, zapamiętaj sobie regułę - do sądu idzie się po wyrok (orzeczenie), ale nie po sprawiedliwość.

            > Tak wiec drogi Kini, nie porownuj roznych sytuacji - sytuacji gdzi eludzi esie
            > rozstali bo tylko (albo az) nie umieli sie dogadac, sytuacji gdzie w zwiazku
            > pojawila sie inna osoba (czyli doszlo do zdrady) i n. zwiazkow gdzie doszlo do
            > ewidentnych przypadkow przemocy i niestety jest naturalna blokada, by usiasc z
            > danym czlowiekiem, bo po prostu czuje sie strach i czysta niechec do tego
            > czlowieka.
            > Tyle mam Ci do powiedzenia. Przemysl szczegolnie ten ostatni przypadek - czyli
            > przemoc w zwiazku...

            Przymyśl sobie Madziulcu różnicę pomiędzy:
            - ona mówi że on stosował przemoc, w stosunku do
            - przemoc była używana.
            (Niestety pomawiać jest łatwo. Tobie także.)
            Notabene, ja nie mam wątpliwości że moja exia jest ofiarą przemocy.
            Problem w tym, że sprawcami tej przemocy są jej rodzice. Zaś w domu z problemem alkoholowym (także inne dysfunkcie rodzinne) występuje tak duża toksyczność stosunków skutkująca lojalnością wobec tychże rodziców, że psychika ofiary przmocy szuka ujścia dla swych frustracji wybierając najsłabsze ogniwo. I tu zazwyczaj zaczyna się pomawianie o stosowanie przemocy partnera. Nawet jesli taki partner rzuciłby poduszką w taką osobę toksycznie uzaleznioną, to istnieje duże prawdopodobieństwo że zostanie uznany za sadystę. Nie przeżyłaś kilku lat z osobą DDA, więc raczej niewiele o tym wiesz. Być może sama jednak pochodzisz z takiego dysfunkcjonalnego domu, jeśli nie umiesz rozdzilic własnego konfliktu z exem od spraw związanych z dzieckiem (o czym wspominasz z własnej sali sądowej). Tak na boku - ile znasz osób z problemem DDA, DDD które mają udane związki????

            anetina napisała:
            > to Kini, ty taki wielki, oblatany po świecie, po prawie człowiek, nie
            > iwedziałeś, z kim idziesz do łózka !?
            > gdzie ty miałeś oczy !?
            > o przepraszam, już wiem
            > facet myśli tylko jednym big_grin

            Czy to dziwne że byłem zakochany?
            Czy to dziwne że nie od razu znałem i rozumiałem problem DDA?
            Czy to dziwne że nie od razu urodziłem się chodzącą encyklopedią, a dopiero na własnej i córki "dupie" poznałem ten problem, otworzyły się oczy na "to novum" ?
            Ale nie mniej nie zwalnia mnie to ze starań o podtrzymanie jedności rodziny - i o to starałem się niemało.

            > jak to się mówi ...
            > nie ważne czy POCZWARA, ważne, żeby była dziura

            Ciekawe określenie mojej exi - nie potwierdzam, nie zaprzeczam.


            > słowa eksa - CHCĘ UZNAĆ DZIECKO padły na sprawie sądowej
            > tylko dlaczego na te słowa, sędzina i kuratorka (dziecko dostało) był śmiech

            To już wyjasniłem w wypowiedzi do Madziulca.
            Zdaje się że także niemałe grono kobiet ma dylematy co do jakości sądownictwa rodzinnego w Polsce. Ale wystarczy że już na stronie tatusiów jest wystarczająco krytyki pod adresem sądownictwa. A ja nie mam ochoty uprawiac pieniactwa. Jest jak jest, można próbować z tym walczyć.

            > Kini, jakoś nie możesz zrozumieć, że są powody, dla których ojcowie nie
            > dostają praw, mają je odebrane lub ograniczone nie da się wszystkiego na forum
            > pisać i ja nie będę pisać o powodach, dla których mój eks nie dostał praw
            > nie dostał,

            Więc pozostanę z domysłami.
            Ale to już Twoja decyzja o takim stanie dyskusji na ten temat.

            > ale zabronię TERAZ eksowi się zbliżać do dziecka

            "Klasyczna" wrazliwość i czułość kobieca.

            > "ojciec" mojego syna nie wie, jak dziecko wygląda - nawet nie mam bladego
            > pojęcia, gdzie zdjęcie wysłać, gdyby chciał
            > nie wie, co lubi jeść, jakie ma ulubione zabawki, zajęcia
            > jak mają na imię koledzy z przedszkola
            > nie wie, jak trzeba go usypiać
            > I TO MA BYĆ OJCIEC !?

            Hmmm... postawa skutkująca jak u mnie.
            Tylko że u mnie wynikło to z perfidii matki mojej córki.
            Nie moge poznać koleżanek, kolegów córki z przedszkola, jej zajęć, zapewne przedstawień córki na teatrzykach dla rodziców.
            Nie wiem gdzie mieszka córka - podobno exia wyprowadziła od teściów, adresu nie ujawnia, a próbę kontaktu obwarowała groźbą wywiezienia dziecka w nieznane (w domyśle: za granicę).
            Tylko że matka jak ją usypiała, to potrafiła córce przywalić w głowę, bo ta się wierciła zasypiając.
            I TO MA BYC MATKA ??????

            > a co oznacza dla ciebie dbanie o to, by zostać rodziną !?
            > nie będę ci tłumaczyć, co robiłąm, żeby jednak moje dziecko miało ojca
            > niech ci wystarczy wiedzieć, ze staram się półtora roku
            > jeszcze kolejny rok miałam nadzieję, ze się odezwie
            > i co !?

            Konkrety proszę.
            Same deklaratywne słowa - "starałam się" "miałam nadzieję" - równie dobrze słyszałem od swojej exi, także tutaj na forum. Dobrze wiem ile mogą być warte takie ogólniki. Ja swoje starania opisywałem na forum KONKRETNIE.

            > to tatuś się nie starał, nie chciał pomóc - jakoś nie kwapił się dać chożby
            > złotówki na dziecko
            > nie kwapił się przyjechać, zadzwonić

            Też znam takie zachowanie po drugiej stronie.
            A u mnie zadzwoniła - 1 raz na przestrzeni 2 lat. Gdy w którychś dwóch miesiącach miałem zaległość, to zadzwoniła żeby postraszyć komornikiem.
            Na tym polegała jej cała komunikatywność z drugim rodzicem w kwestii opieki nad dzieckiem. (Ja wykaz starań swoich połączeń do niej przedstwaiłem w sądzie.)

            > więc nie pisz do cholery, że ja się nie starałam

            Piszesz wyłącznie agresywnie o exie.
            Nie przedstawiasz żadnych pozytywnych konkretów ze swej strony w sprawie utrzymania kontaktów.
            Wnioski wysuwają się same.

            > taki facet powinien mieć dożywocie w kamieniołomach, zobaczyłby, co to oznacza
            > zmęczenie

            Buhahaha.... dla mnie dziecko NIGDY nie było zmęczeniem.
            Bo jest osobą, dla której ponosić wyrzeczenia, dopasowywać swoje życie, uczyć się dla niej cierpliwości - jest miłością, przyjemnością, czasem wyzwaniem.
            ALE NIGDY NIEPRZYJEMNYM ZMĘCZENIEM. Dla kogoś takiego zmęczyć się - to przyjemność. (Matki tego chyba nie potrafią zrozumieć.)

            > z czasem dostanie zdjęcie "ojca"
            > naszą korespondencję
            > ma metrykę urodzenia
            > ma wyrok ze sprawy

            Też się nad tym zastanawiam....
            Czy kiedyś córce ujawnić wniosek matki - jak bardzo chciała nas rozdzielać.
            Czy kiedyś córce ujawnić wniosek babki-teściowej - jak bardzo dążyła do ukarania mnie za to, że chcielismy się spotykać.

            > sam będzie mógł ocenić postępowanie "ojca"
            > sam będzie mógł zdecydować, czy chce go znać

            Czy jesli ja tak postąpię - pokażę fakty dziecku - to czy to będzie tylko ujawnianie prawdy, czy jednak mszczenie się na drugim rodzicu ????

            > tu za bardzo cię nie rozumiem
            > myślisz, że kobieta po przejściach przyjmie w objęcia każdego faceta, który
            > zechce ją z dzieckiem !?
            > mylisz się bardzo
            
            • kini_m Re: :D 11.02.07, 16:54
              > tu za bardzo cię nie rozumiem
              > myślisz, że kobieta po przejściach przyjmie w objęcia każdego faceta, który
              > zechce ją z dzieckiem !?
              > mylisz się bardzo
              > taki facet przechodzi przez sito sprawdzianów
              > nie wspominając, że musi być miłość

              Moja Droga, ja po swoim doświadczeniu z exią także już mam szerzej otwarte oczy.
              Akurat to dobrze rozumiem.
              I chocby mi się coś w środku rwało do jakiejś piękności, to niestety także mam u siebie to sito.
              Z góry wykluczam te o romantycznych wyobrażeniach, bo teraz już wiem że miłość romantyczna to po prostu miłość egoistyczna, oparta wyłącznie na własnych wyobrażeniach a nie WSPÓLNYM poszanowaniu drugiej strony.
              Tak samo wykluczam piekności po problemach rodzinnych (z rodzicami) jeśli nie uporają się z tym w osobistej terapii.
              Równie skutecznie wykluczam piekności, w których życiu wystepuje więcej "sił łączących" z ich rodzicami niż "sił usamodzielnaijących". (I nie chodzi mi o samodzielność materialną.)
              Itd, itp... każdy tutaj już ma swoje sito.

              > jego rodzice również - i to ma być biologia !?
              > znają mojego syna
              > wiedzą, co lubi, jaki ma charakter

              Najpierw szacunek dla podmiotowości dziecka.
              Już dawno Ci napisałem, że jeślibym kochał pasierba - to najpierw szacunek dla jego prawdziwego ojca. Czyli odszukanie i uregulowanie stosunków. A nie pomijanie milczeniem.

              > i anstępny błąd w rozumowaniu
              > myślisz, ze wystarczy do eksa powiedzieć - NIE POKAZUJ SIĘ NAM NA OCZY i

              Oczywiście że nie wystarczy.
              Na to składa się szereg uwarunkowań.
              Ale zawsze też wystepuje konfliktowość, niechęć OBU stron.
              Nie będziesz chyba próbowała że wmówić, że ex tak sam z siebie. A Ty byłaś święta, chętna i zawsze kochająca....?

              > wiesz, co na takie słowa powiedziałby mój M. (partner) - wyśmiałby mnie
              > powiedziałby, ze nas kocha, chce z nami być, nie odejdzie
              > nawet gdybym go wnerwiła - on nas nie zostawi

              To piekne ze strony M.
              Ja równie dobrze nie dawałem się zwieść kaprysom exi.
              Tylko to, że Twój M, ja, i jeszcze kilku facetów będzie odpornych na kobietkowe kaprysy - wcale nie oznacza że cała populacja męska musi mieć anielską cierpliwość.
              Według Ciebie porządny facet - to taki który zniesie każde upodlanie przez kobietę i jeszcze na koniec powie że ja kocha.
              Niestety to już się nazywa toksyczna miłość (być może także: zauroczenie, wyłącznie zauroczenie).

              > i to jest dla mnie prawdziwy mężczyzna, facet z jajami
              > a nie jak ty czy mój eks big_grin

              Facet z jajami pokazałby Ci gdzie pietruszki rosną, gdybyś przekroczyła pewne granice (a w swoich wypowiedziach ujawniasz ochote do przekraczania granic i testowania faceta).
              Jeśli Twój M wcale nie reaguje na Twoje kaprysy, to prawdopodobnie zależy na tym żeby miec się gdzie....(jak to ujęłaś: "nieistotna potwora, byle była dziura" - twoje słowa). Niestety praw natury nie oszuaksz. Ty także podlegasz tym prawom.

              > ("jeśli on nie chce, to ma zakaz zbliżania się do dziecka")
              > JA TAK NAPISAŁAM !?
              > GDZIE !?
              > POKAŻ

              Cały czas piszesz o zakazie zbliżania exa do dziecka. Także w ostatnim poście.

              > czyli eks nie ma problemu w uzyskaniu praw
              > więc porównaj sobie od razu moją sytuację
              > BYŁ POWÓD, ŻE EKS NIE DOSTAŁ PRAW
              > A DZIECKO NAZWISKO OJCA

              No na pewno jakiś był. Ja wcale nie mówię - że nie było.
              Natomiast jak bardzo w tym rzetelny był sąd - to może juz byc dyskusyjne.
              A rzetelność sądów znam z własnego podwórka. Niestety nie mogę na razie ujawnić wszystkich szczegółów, podważających rzetelność sądów w Polsce. Exia nawet sobie nie zdaje sprawy jak bardzo na wyrost miała przychylny sąd (nawet pomimo tego, że sąd nie przychylił sie do jej wniosku). Ale o tym może dopiero za jakis czas...

              > nie mam żadnych słabości
              > nie mam tez konfliktów z eksem, bo go nie ma w naszym życiu

              No i to jest właśnie najwiekszy Twój defekt. Brak ojca własnego dzieka. Chyba tego nie zrozumiesz.

              > > Tu tych wartości, które pokonywałyby słabości, nie widać.
              > CZYLI JAKICH !?
              > PODAJ PRZYKŁĄD

              Rodzinnych.
              Walki o jedność rodziny (poza ogólnikami nie podałaś żadnych Twoich ówczesnych starań). Walki o utrzymanie ojca dla własnego dziecka.
              To jest walka przede wszystkim z własnymi słabościami, konfliktami.

              > nie kojarzę za bardzo historii dokładniej Marii

              Ja też nie prowadzę pamiętnika historii kazdej z Was.
              Ale ton wypowiedzi niektórych osób jest szczególny.
              Co do Marii zapada w pamięć to, że ona jasno identyfikuje i rozdziela własny konflikt z exem od spraw dziecka. Tak, aby ten konflikt, te niechęci do exa nie miały skutków dla dziecka. Osobiście odczuwam, że Maria czuje - że bierność w kwesti stosunków dziecka z drugim rodzicem - jest porażką.

              > jak ty wyobrażasz sobie, że jak mam znaleźć człowieka, który nie dorósł do
              > ojcostwa !?

              No widzisz... dla Ciebie pierwszym problemem jest dojrzałość do rodzicielstwa.
              A dopiero po drugie fakt bycia rodzicem.
              Z takim podejściem w ogóle nie da sie polemizować, bo Ty wszystko już sama sobie zdefiniowałaś, a nawet zaprzeczyłaś niektórym oczywistym definicjom wypływającym z natury. Przedłożyłaś subiektywne odczucia ponad fakty naturalne.

              > mam cały swiat zjeżdzić !?
              > w Polsce ciort wie, gdzie jest w danym momencie, gdzie przebywa

              A jesli się nie dbało o utrzymanie kontaktu zawczasu, to oczywiste że teraz jest to 100 razy trudniejsze.

              > mam na kolanach go błagać, zeby spojrzał na dziecko !?
              > to mi go doprowadź przed moje oblicze big_grin

              Odnalezienie czlowieka z ktorym było sie jakis okres czasu to nie jest jakas rewelacyjna trudność.
              Czy ja mam rozumieć że planowałaś z nim ślub, a nawet nie poznałaś jego znajomych (mających z nim kontakt), nawet nie poznałaś jego rodziców...
              Ktoś tu chyba spadł z księżyca - jesli planuje ślub, a nie zna żadnych znajomych narzeczonego, jego rodziny.

              Po ostatnim poście mam dwa spostrzeżenia:
              - Stosujesz filozofię na zasadzie "Bo on....." (to odpowiada raczej do poziomu dzieci w przedszkolu).
              - Słysząc opowiadania o Twoim exie i obecnym M nachodzi wprost skojarzenie o badaniach, które ostatnio przytaczano tu na forum. Gdzie badano pewną populację w Ameryce i wyszło że 10% (chyba taka liczba padła) kobiet ma dzieci nie z tym facetem z którym wychowuje. Widać u Ciebie jedną wspólną cechę z tamtym badaniem. Mianowicie - kompletny brak zainteresowania kontaktem dziecka z jego prawdziwym ojcem. Nie przejawiasz żadnych starań aby to zostało podjęte, utrzymane. Zamiast tego stosujesz filozofię, o której ww.
              _________________
              Bądź jak zegar słoneczny. Odmierzaj tylko pogodne godziny...
              • kini_m wracając do tematu - Gra na zwłokę...(`bis) 11.02.07, 17:36
                Właśnie dowiedziałem się że niegdysiejsza bohaterka forum (moja dawniej ukochana Pani) odwołała jutrzejsze badania w RODK.
                To jej juz 2 taka zagrywka. Poprzednio grała na zwłokę w postepowaniu egzekucyjnym (przysłała do sądu bilet z wyjazdu zagrancę).
                A co tam że tata dziecka straci przez to dniówkę w pracy (to nie jej pieniędze) bo juz wziął urlop i nie da rady tego odkręcić w przeddzień.
                Ją stac na drogiego adwokata (rodzina ma firmę jubilerską), a ja musząc z powodu jej kaprysów brać później jeszcze jeden dzień wolnego na badania w RODK - jestem w plecy z kasą.
                Oczywiście to czyste chamstwo. Gdyby dała mi znać o tym, wtedy kiedy dzwoniła odmówić badania w RODK (w piatek), to jeszcze dałbym radę wycofać się z urlopu.
                A teraz... cwana exia zaciera ręce. Udało jej się dopiec exowi po kieszeni... no nie?
                Złożyła wniosek na badania w RODK (kolejne takie same jak poprzednio) - ja stracę tym razem 3 dniówki. A co tam... podobno to dla dziecka, no nie...?
                _________________
                Bądź jak zegar słoneczny. Odmierzaj tylko pogodne godziny...
                • anetina Re: wracając do tematu - Gra na zwłokę...(`bis) 11.02.07, 18:58
                  a mnie się wydawało, że prawdziwy ojciec zrobi wszystko dla dziecka big_grin
                  • madziulec Re: wracając do tematu - Gra na zwłokę...(`bis) 11.02.07, 19:23
                    Anetina.. Przeciez nie moze kasy stracic... Co prawda wiemy, ze nie placi alimentow, wiec nei wiadomo co z ta kasa robi..
                    Pewnie wydaje na te wyjazdy w gory....
                  • kini_m Re: wracając do tematu - Gra na zwłokę...(`bis) 11.02.07, 21:52
                    anetina napisała:
                    > trochę się musiałam naczekać na odpowiedź - prawie tydzień czasu big_grin
                    > ale stworzyłeś big_grin

                    Niektórzy widać zasuwają w tygodniu do pracy, i nie zbijają bąków przed biurkową pracą gdzie mogą klikać do woli. No ale dla Ciebie pewnie jestem darmozjadem.

                    > swoją rację rozumiesz
                    > ale jakoś tej samej racji nie możesz zrozumieć u dziewczyn

                    Moge zrozumieć u kazdego - owszem.
                    Ale przywiązuję wagę do poniesionych starań w kwesti utrzymania trwale dobrych stosunków z drugim rodzicem.
                    STARAŃ, A NIE TYLKO TWIERDZEŃ O STARANIACH. (Posłużyłem się przykładem osoby Marii która czasem jasno opisuje co i jak się stara - jakie czynności - w kwesti utrzymania sukcesywnych stosunków dziecka z ojcem.)

                    > pomyśl jedno - facet potrafi dobitnie być innym człowiekiem, jak chce
                    > ja miałam w domu (mieszkaliśmy razem) ideał chodzący i pod względem charakteru
                    > i pod innymi względami potrafił wszystko zrobić, co powinien
                    > wszyscy się dziwili, gdzie taki ideał do tej pory uchował się
                    > i co ?
                    > w pewnym momencie - miałam jedynie to szczęście, że było to jeszcze przed
                    > ślubem - zdemaskował się i to tylko przez przypadek

                    I tu Ciebie częściowo rozumiem. Ludzie mogą posiadać dwa oblicza.
                    A rolą partnera jest aby wzmacniać to pozytywne oblicze, zaś nie budzić w drugim człowieku tej ciemnej strony natury.
                    Człowiek posiada w sobie dualną naturę - walkę tej dobrej strony, z tą złą stroną. Część ludzi potrafi rozegrać pozytywnie tę walkę sama w sobie. Drugiej części wystarczy mała iskierka aby wyszedł z niej/niego potwór.
                    Ale jednej rzeczy chyba nie rozumiesz...
                    Ja wiem gdzie spieprzyłem swoją rodzinę, gdzie dałem iskierkę do wyzwolenia potwora z exi.
                    (To było coś, co dla części dziewczyn jest błahostką, a dla innej części może zakłuć ich romantyczne wyobrażenia. Dla mnie - Nigdy więcej dziewczyn zapatrzonych w swój romantyzm. Ale w tamtym czasie spośród pojawiających się partnerskich problemów - nie umiałem wyselekcjonować tego co ja najbardziej zakuło. Poprawiałem dla niej rózne rzeczy w sobie. Jedne bardziej udolnie, inne mniej udolnie. Jak się okazało, to co przesądziło należało do kwestii które poprawiałem zbyt słabo, bo uznałem je za drugorzędne. Na priva nawet zapytałem kiedyś kilka dziewczyn o tę kwestię. Myślałem że kobiecie bardzo zależy na jak najlepszym zajmowaniu się ojca dzieckiem - i tu przykładałem najwiekszy nacisk na swoją rolę. Niestety teraz wiem że o wiele ważniejsze dla psychiki kobiety jest dbanie o jej własne kobiece wartości. Przynajmniej tak wynikło na podstawie mego związku. No... doszedł jeszcze drugi problem: zależność psychiczna od rodziców.)

                    Zaś z Twoich słów wynika że Ty wcale nie poczuwasz się do negatywnego współudziału w losie Twego związku (może poza faktem trefnego wyboru ojca).

                    > próbowaliśmy się później dogadać. Chciał być ojcem - ale jakoś nie wyobrażał
                    > sobie i nie był w stanie dojeżdżać do dziecka, zadzwonić, napisać
                    > chciał być ojcem - ale bez widzenia, bez znania dziecka, bez płacenia złotówki
                    > i to ma być ojciec ?
                    > chciał być ojcem tylko na papierze

                    To już było po ptakach.
                    Nie da się powiedzieć B, jeśli wpierw prawidłowo nie powiedziało się A.
                    No ale Ty nie chcesz wypowiadac sie o Waszych szczegłach, więc dokładnie nie mam się co tutaj ustosunkowywać. Mogę tylko się domyslać z tonu wypowiedzi.

                    > jednak eks nie dostał praw
                    > dziecko nazwiska
                    > jakoś był więc do tego powód

                    Pozostajesz enigmatyczna. Twój wybór.
                    Więc mi pozostaje tylko próba odczytania czegoś niejasnego z Twoich braków chęci do ojca dziecka, z niechęci do udzielenia mu praw rodzicielskich.

                    > jak ojciec nie znając własnego syna, miałby ingerować w jego zycie

                    No właśnie - JAKIMI sposobami miałby ingrować?
                    Więc skąd obawa przed utrzymaniem praw rodzicielskich ?

                    > jeśli ojciec byłby ojcem (to się tyczy ciebie), poruszyłby niebo i ziemię, by
                    > móc chociaż widywać dziecko

                    Czy także nie dbał o stosunki z matką??
                    Zaatakować matkę grzywnami??
                    Wybacz, ale ja patrzę nieco dalej niż na najbliższe kilka spotkań z dzieckiem.
                    Robię maksymalnie ile się da w kwestii procesowej, ale zawsze będę omijał eskalację konfliktu. Nie wystapię przeciwko matce własnego dziecka w sposób, który kończyłby się jej karaniem.
                    Może exia kiedyś zrozumie, że nie atakowałem jej w sądzie, że nie podjąłem tak drastycznych kroków jak grzywny. Nawet pomimo tego że Sąd wskazywał na takie rozwiązanie wobec matki.
                    (Ale Sąd może pozwolić sobie na bezduszność, mieć głęboko w d.... wrazliwość społeczną. Wszak to nie jego dziecko, nie jego związek z partnerem, to nie sąd kochał kiedyś tę kobietę.)

                    I to nas różni Anetina.
                    Ja wierzę.
                    Wierzę, że matka kiedys dojrzeje.
                    Że zrozumie i doceni że nie użyłem przeciwko niej broni, do której użycia sugerowali inni.
                    Ty zaś położyłaś kreskę na exie.
                    Ja jednak pozostanę przy swojej filozofii. Filozofii wiary.

                    > matka nie jest od tego, aby błagać "ojca" by zlitował się spojrzeć na dziecko

                    Jeśli nie spieprzy wpierw wzajemnych stosunków z ojcem dziecka, to nie będzie musiała później błagać.
                    A tak właściwie - to którą matkę masz na myśli ???
                    Bo bywają tu matki, które niemal błagają własnie o to. Chowają własną godność do kieszeni. I robią to dla dziecka. I te osoby podziwiam i kłaniam się takim nisko.

                    > ale nie - eks mój i ty - ważne, żeby samemu było lepiej
                    > słowa mojego eksa - nie dam kasy, bo ja nie będę miał
                    > raz, drugi, trzeci te same słowa

                    Prawo daje Ci na taką sytuację rozwiązanie - alimenty od pozostałych członków rodziny. (Jeśli ojciec nie ma, to z próżnego i Salomon nie naleje.)
                    Ale trzeba zrozumieć że alimenty służą przede wszystkim dziecku, a nie służą rozliczaniu odpowiedzialności rodzica (co jest najpopularniejszym podejściem na tym forum).

                    > > ale zabronię TERAZ eksowi się zbliżać do dziecka
                    > > "Klasyczna" wrazliwość i czułość kobieca.
                    > nie wiem, o jaką klasykę ci chodzi

                    Dla dobra dziecka, zakażesz zbliżać się ojcu do jego dziecka - klasyczne wypaczenie dobra dziecka.
                    Zakaz widywania dziecka z ojcem - jest bezprawną samowolą, do której nie masz prawa. Zakaz styczności dziecka z rodzicem wg prawa może podjąć wyłącznie sąd. Nawet odebranie praw rodzicielskich nie rodzi skutku zakazu styczności dziecka z rodzicem pozbawionym praw rodzicielskim. Nawet po pozbawieniu praw rodzicielskich przysługuje prawo do styczności z dzieckiem. (Bo jest to całkiem oddzielne prawo, które mogłoby być odebrane dopiero na samym końcu, jako ostatnie. Rodzic ma to prawo nawet po odebraniu praw rodzicielskich.)
                    Matki zawsze utrudnienia argumentują dobrem dziecka. W tym jesteś taka sama jak moja exia.

                    > ale dla mnie to nie jest facet
                    > ojciec jest na co dzień, chociaż raz na tydzień

                    Ja też mam swoją definicję matki (właściwej matki). Exia tej definicji nie spełnia. Nistety to tylko subiektywne zdania. A subiektywnoe spojrzenie nie może zaprzeczać faktom, o ile chce być prawidłowe.

                    > a ja mam podziękować eksowi, gdyby się teraz pojawił !?
                    > po 4 latach !?
                    > a za co mam mu podziękować !?
                    > chociaż jeden powód podaj

                    A czy ja mówie że masz mu za coś dziękować ?

                    > > Same deklaratywne słowa - "starałam się" "miałam nadzieję" - równie dobrze
                    > > słyszałem od swojej exi, także tutaj na forum. Dobrze wiem ile mogą być
                    > > warte takie ogólniki. Ja swoje starania opisywałem na forum KONKRETNIE.

                    > gdzie masz swoje konkrety !?
                    > a żądasz ode mnie

                    Moje...?
                    Proszę bardzo przypomnę:
                    - Gdy jej własni rodzice wyrzucili ją z domu (była w liceum) wspierałem ją w każdym momencie.
                    - Porzucenie perspektywy dobrej i wymarzonej pracy (wąska specjalizacja zgodna z ukończonym kierunkiem, druga szansa wątpię czy jeszcze się powtórzy) żeby założyć z exią rodzinę. Po prostu wyjechałem za nią, dla niej.
                    - Wożenie exi 150km od miejsca zamieszkania do szpitala na szkołę rodz
                    • kini_m Re: wracając do tematu - Gra na zwłokę...(`bis) 11.02.07, 21:53
                      - Wożenie exi 150km od miejsca zamieszkania do szpitala na szkołę rodzenia.
                      - Na jej żądanie wycofywanie się z własnych zainteresowań (poniekąd: działalności społecznej), ograniczanie własnych rozrywek (exia miała prawo bawić się na kompie gierkami, ja tego prawa nie miałem).
                      - Przejęcie opieki nad dzieckiem po to aby ona bez problemu mogła kontynuować swą naukę. (Nawet nie skorzystała w pełni z urlopu dziekańskiego. Beze mnie to by nie było możliwe.) Zajmowałem się córką niezależnie gdy mama się uczyła w szkole czy musiała mieć czas dla siebie w domu. Wspierałem exię w każdej sytuacji gdy córka o coś jej marudziła (choćby przy takich drobnostkach jak sprzatnie zabawek przez dziecko). Ja nigdy nie doczekałem sie takiego wsparcia od exi gdy musiałem rozwiązać jakiś codzienny problem z córką.
                      - Przemilczanie jej głupich durnych kłamstewek, które widziałem na niejednym kroku.
                      - Cierpliwe wytrzymywanie jej agresji, gdy nawet 20 x dziennie byłem wyzywany ch.... i h.... przy dziecku. Umiała te słowa ubrać w różne najbardziej upodlające zdania. A mimo to ściskałem zęby.
                      - Poprawianie się w różnych uchybieniach które wytykała mi w domu (np. że naczynia za późno umyte, choć nie zwracała uwagi że musiałem się zajmować płaczącą córką).
                      - Zainicjowanie skorzystania z pomocy psychologa, gdy było coraz gorzej między nami.
                      Tylko teraz nie nazywaj tego chwalipięctwem. Pytałaś - to odpowiadam. To są konkrety. (A nie tylko - "starałam się").

                      > > A u mnie zadzwoniła - 1 raz na przestrzeni 2 lat. Gdy w którychś dwóch
                      > > miesiącach miałem zaległość, to zadzwoniła żeby postraszyć komornikiem.
                      > też bym zadzwoniła
                      > ojciec jest zobowiązany utrzymywać swoje dziecko

                      Ależ owszem. Wcale tego nie odmawiam.
                      Chyba nie zrozumiałaś.
                      Ona nie jest zdolna do podjęcia żadnego innego tematu w kwesti dziecka.

                      > > Piszesz wyłącznie agresywnie o exie.
                      > gdzie jest agresja !?
                      W tym że w kwesti waszego związku skupiasz się jedynie na wytykaniu.
                      A nic na wspólnie podejmowanym wysiłku. (Wspólnie - czyli ze zrozumieniem dla drugiej strony.)

                      > a jakie kontakty miałam utrzymać ... !?
                      > jeśli nie było żadnych big_grin

                      Żadnych....?
                      Czyżbyście sex uprawiali przez ścianę, albo przez przescieradło nie widząc siebie wcale ???

                      > facet idzie do pracy, wraca, nogi wyciąga przed telewizorem
                      > rzuci matce swojego dziecka jakieś pieniądze i się dziwi, że nie jest mu
                      > wdzięczna za zainteresowanie
                      > widzisz, tylko jakoś życie nie na tym polega

                      Kobieta rządzi przy dziecku, nie zezwoli na nic czego sama by nie zaakceptowała. Musi być spełnione każde jej widzimisię, bo inaczej stroi fochy. Zaczyna testować faceta, czy wytrzyma każdy jej kaprys (demonstrowałaś w poprzednim poście - ile by nie wytrzymał Twój obecny M), bo inaczej to uzna że nie jest facetem i wymieni go na inny model.
                      Widzisz, tylko jakoś partnerstwo nie na tym polega.

                      > a moje dziecko ma pewność, że wszystko dostanie
                      > bo mimo wszystko ten facet jest jego biologicznym ojcem
                      > dziecko będzie chciało znać swoje korzenie, ja mu tego nie utrudnię

                      Orzeczenie sądu - to nie korzenie.
                      A to chciałaś przedstawić dziecku.

                      > > Czy jesli ja tak postąpię - pokażę fakty dziecku - to czy to będzie tylko
                      > > ujawnianie prawdy, czy jednak mszczenie się na drugim rodzicu ????
                      > a w jaki sposób mszczenie się na drugim rodzicu ???

                      Czy Ty naprawdę nie widzisz, że w ujawnianiu dziecku orzeczeń sądowych tkwi aspekt dopieprzania drugiemu rodzicowi????
                      Oczywiście Ty zapewne nazwałabyś to tylko - prawdą.

                      > szacunek dla eksa
                      > chyba żartujesz
                      > za co mój M. ma szanować eksa !?
                      > za to, że nie pomógł mi, gdy go potzrebowaliśmy?
                      > czy za to, że nie raczył poznać swojego syna?
                      > czy za to, że nie dał ani jednej złotówki?
                      > za co ma szanować?

                      Rodziców nie szanuje się za coś. Szanuje się za to, że są.
                      Wdzięcznym - to można być za coś. (Szacunek to coś innego niż wdzięczność.
                      O tym że nie musisz za cokolwiek dziękować było kilka akapitów wyżej.)

                      > mam pomysł
                      > M. odszuka mojego eksa
                      > każe mu uregulować swoje kontakty
                      > i dać kasę - bagatela tylko 20 tys. plus odsetki

                      Pomysł dobry.
                      Pod jednym warunkiem.
                      Że rozdzielisz te dwie sprawy - nie będziesz ich uzależniała od siebie.
                      (Np. nie będziesz traktowała spotkania rodzica i dziecka jako nagrody za spłacenie długów.)

                      > wiesz, ze się nie da człowieka zmusić do wszystkiego

                      Wiem, niestety na tym polega wolna wola każdego czlowieka.

                      > > Według Ciebie porządny facet - to taki który zniesie każde upodlanie prze
                      > > z kobietę i jeszcze na koniec powie że ja kocha.
                      > to ty to napisałeś
                      > ja tak nie myślę

                      Ty tak dałaś do zrozumienia, wypisując poprzednio ile to by Twój M nie wytrzymał Twoich fochów.

                      > > Facet z jajami pokazałby Ci gdzie pietruszki rosną, gdybyś przekroczyła
                      > > pewne granice (a w swoich wypowiedziach ujawniasz ochote do przekraczania
                      > > granic i testowania faceta).
                      > nawet gdybym w wypowiedziach ujawniała te granice, to skąd wiesz, czy je
                      > przekraczam !?

                      jw.

                      > ale ja akurat nie jestem potworem big_grin
                      > o takiej lasce mógłbyś tylko zamarzyć

                      Laska...? - na zewnątrz.
                      Potworem może być wewnątrz.
                      Ale mam nadzieję że się mylę.
                      Zamarzyć o Tobie...?
                      Może jesteś piękna i pociągająca, może masz rację że bym na Twój widok hoho... ale jesteś...
                      ...bardzo ambitna zawodowo.
                      A ja wolę normalną kobietę. Niepracoholiczkę. Taką która potrafi mieć pasję w tym co robi, ale umie powiedzieć w pracy "dość". Najważniejsze to żeby nie stracić zbyt wiele z dzieckiem, z ukochanym.
                      A o takie dzisiaj naprawdę trudno. Gdy patrzę na współczesną ambitna kobietę, to jednak widzę że nieraz na dalszy plan schodzi dom, partner, oddanie, taka zwykła lojalność. Oczywiście niby w każdym momencie pamięta o tym, ale na myśleniu częstokroć się kończy. Jednak praca wygrywa u ambitnej kobiety. Zbyt ambitnej zawodowo. To nie dla mnie.

                      > i kolejne - skąd wiesz, ze dostaje big_grin

                      A nie dostaje...?
                      To anormalny jakiś, że jeszcze z Tobą jest.

                      > ale jakie utrzymanie ojca !?:
                      > jak w zyciu mojego dziecka nie ma żadnego ojca
                      > gdyby był, to dziecko by go znało, chociażby tylko z przekazów pieniężnych

                      Właśnie - ma ojca, a nie ma go w życiu.
                      No ale w tym nie przecież żadnej Twojej winy, prawda?

                      > > No widzisz... dla Ciebie pierwszym problemem jest dojrzałość do
                      > > rodzicielstwa. A dopiero po drugie fakt bycia rodzicem.
                      > to jest to samo
                      > nie dorósł do ojcostwa, więc nie zbliza się do dziecka
                      > więc nie jest rodzicem
                      > jest ojcem - na papierze

                      Nie, to nie jest to samo.
                      To się tylko wiąże jedno z drugim.
                      Tak samo jak nie odróżniasz szacunku od wdzięczności za coś.
                      (A być może właśnie z powodu tego pierwszego nie odrózniasz tego drugiego.)

                      > kolejna uwaga - nie napisałam nigdzie, ze nie znam jego rodziców, znajomych
                      > tylko pytanie jedno - a skad oni mają wiedzieć, gdzie on jest !?

                      Ktoś wie... ktoś na pewno wie.
                      Ludzie nie znikają jak kamfora (chyba że bez własnej winy).

                      > > Stosujesz filozofię na zasadzie "Bo on....." (to odpowiada raczej do
                      > > poziomu dzieci w przedszkolu).
                      > podaj chociaz jeden przykład

                      Here you are:
                      > nie dostał [praw rodzicielskich], bo nie jest ojcem i nigdy nie będzie
                      > a jak dziecko zdecyduje, że chce tego faceta poznać, czemu nie
                      > ja mu tego nie zabronię
                      > ale zabronię TERAZ eksowi się zbliżać do dziecka

                      > starania to ja przejawiałam przez łącznie 2,5 roku
                      > nie zostały jednak podjęte z drugiej strony
                      > ani tym bardziej utrzymane

                      Brak opisania takich faktów.

                      > a mnie się wydawało, że prawdziwy ojciec zrobi wszystko dla dziecka big_grin

                      To już było - powtórzę się:
                      Czy także zaatakuje matkę ?
                      _________________
                      Bądź jak zegar
                      • madziulec Kini ;))) 11.02.07, 22:10
                        Co do szpitala i szkoly rodzenia.
                        Powiem Ci tylko tyle. Matka zostalam w bardzo poznym wieku (rocznikowo) i rzeczywiscie staralam sie, by bylo wszystko tak, jak JA chcialam - czyli szpital taki jaki JA chce, bym JA tam sie czula dobrze, lekarz, ktory MI pasuje, ktoremu JA wierze do prowadzneia ciazy, i wiele innych pierdulek, o ktorych pewnie moze nie pomyslalabym, gdybym dziecko rodzila znacznie znacznie wczesniej.

                        Na szczescie ojciec mojego dziecka rozumial to doskonale i gdyby byla sytuacja, ze z powodow takich, ze DOBRY , polecany szpital znajdowal sie 150 km od miejsca zamieszkania to wierz mi, ojciec mojego dziecka by mnie tam do szkoly rodzenia wozil i zrobiblby wszystko, by tam wlasnie przyszlo na swiat nasze dziecko, o ile ja podjelabym taka decyzje, bo to MOJE zdanie bylo w tym momencie najwazniejsze. Nie jego, on juz w pewnym sensie swoja role spelnil i mial inna, pomagal mi przy porodzie, ale ja mialam ciezsza role.

                        Wiec nie chrzan teraz Kiniusku o tym jaki wspanialy byles, bo woziles mame swojego dziecka 150 km na szkole rodzenia.
                        Woziles ja pewnie autobusem PKS, wiec nei bylo to zadne poswiecenie sie.


                        Co zas do ograniczen. Wybacz, ale tu nadal uwazam i widze, ze chyba mialam racje. Podejmujac decyzje o byciu z kims musimy zdawac sobei sprawe z tego, ze nasze zycie bedzie wygladac nieco inaczej, ze z czegos my zrezygnujemy, ktos z czegos zrezygnuje, ale za to zyskujemy cos wspolnego. Prowadzac dalej takie samo zycie nie ma sensu byc razem. Jesli podkreslasz jaki swietny byles bo z czegos zrezygnowales - smutne to, bo nei dorosles do zwiazku, do tego, by z kims byc, bo nei rozumiesz na czym zwiazek, partnerstwo dwojga ludzi polega.

                        Smutne tez jest to, ze jedyne o czym potrafisz pisac to zachowanie mamy Twojego dziecka, ja zas chetnei poczytalabym o Twoich wyskokach.. Moze czas o popatrzenei na to z drugiej strony?????

                        Czekamy
                        • kini_m Re: Kini ;))) 11.02.07, 22:27
                          madziulec napisała:
                          > Na szczescie ojciec mojego dziecka rozumial to doskonale i gdyby byla
                          > sytuacja, ze z powodow takich, ze DOBRY , polecany szpital znajdowal sie 150
                          > km od miejsca zamieszkania to wierz mi, ojciec mojego dziecka by mnie tam do
                          > szkoly rodzenia wozil i zrobiblby wszystko, by tam wlasnie przyszlo na swiat
                          > nasze dziecko,

                          Więc czemu zrezygnowałaś z takiego wspaniałego faceta ?????
                          I jeszcze opisywałaś na forum na ile kasy chcesz go wydoić w sądzie (o co się dziwiło całe grono forumowiczek)????

                          > o ile ja podjelabym taka decyzje, bo to MOJE zdanie bylo w tym momencie
                          > najwazniejsze. Nie jego, on juz w pewnym sensie swoja role spelnil

                          No i mamy odpowiedź smile))))
                          To po prostu inseminator był. Swoje zrobił i wynocha.

                          > Woziles ja pewnie autobusem PKS, wiec nei bylo to zadne poswiecenie sie.

                          Zonk smile))) (Choć akurat to by był mniej wygodny, bardziej wyczerpujący wariant.)

                          > Podejmujac decyzje o byciu z kims musimy zdawac sobei sprawe z tego, ze nasze
                          > zycie bedzie wygladac nieco inaczej, ze z czegos my zrezygnujemy, ktos z czeg
                          > os zrezygnuje, ale za to zyskujemy cos wspolnego.

                          Powiedz to sama sobie i mojej exi.

                          > Prowadzac dalej takie samo zycie nie ma sensu byc razem.

                          Oczywiście - powinno się razem siebie wzbogacać (nie tylko finansowo).
                          A nie być harpiami lub modliszkami - jak Ty i moja cudowna była Pani.

                          > Jesli podkreslasz jaki swietny byles bo z czegos zrezygnowales

                          Weź jeszcze raz przeczytaj ze zrozumieniem tekst do którego się odwołujesz. To była konkretna odpowiedź na konkretne pytanie.

                          > ja zas chetnei poczytalabym o Twoich wyskokach.. Moze czas o popatrzenei na to
                          > z drugiej strony?????

                          A o jakich, bo ja też z chęcią posłucham co masz na myśli mówiąc - "wyskoki".
                          Co Ci tu jeszcze dopisać....
                          Idź się dobrze wyspać. I wróć do czytania forum po wyspaniu się. To poczytasz je ze zrozumieniem. Dobranoc Madziulcu. Kolorowych snów.
                          _________________
                          Bądź jak zegar słoneczny. Odmierzaj tylko pogodne godziny...
                          • madziulec Re: Kini ;))) 11.02.07, 22:51
                            Kiniusiu wink))
                            Poczytaj swoje klamstewka o tym jak jestes nauczycielem wink)) pracujacym na dniowki.
                            Poczytaj o tym, jak nawet nei wiesz co to znaczy "ergo" po lacinie, a potem zajmij sie wpieprzaniem w cudze zycie.
                            Juz Ci raz powiedzialam. Nie zajmujemy sie tu, w tym watklu moim zyciem, gdyz to nie ja skamle, a TY zalosny czlowieczku. Ty skamlesz, bo jestes kompletnie niezaradny i jeszcze rozumialabym, gdyby to bylo rok po rozstaniu i mialbys nadal depreche, ale tu nie ma mowy o zadnej depresji. Ja zas chroniczni enie znosze ludzi, ktorzy sobie cale zycie nie radza zyciowo (ale akceptuje takich, ktorzy maja przejsciowe trudnosci z jakiegos powodu) i takich, ktorzy ciagle szukaja milion wymowek dlaczego to niby sobie nie radza najchetniej bym odstrzelila albo co najmniej poslala na bezludna wyspe, niech sie sami powyzynaja.
                            Wzbudza taki osobnik we mnie agresje, a ze agresji z zalozenia nienawidze, tak wiec koleczko sie zamyka, staram sie unikac takich ludzi i separowac ich od siebie.


                            Powtarzam Ci wiec jak tepej bardzo istocie - nie omawiaj mojego zycia, bo o nim nic nie wiesz, choc pewnie udajesz, ze wiesz niewiadomo ile i chcialbys je tu zanalizowac od podszewki, nie udaje Ci sie to absolutnie. Rola ojca mojego dzieck abyla zupelnie inna i to, ze Ty zostales inseminatorem to wcale nie znaczy, ze wszyscy faceci zostaja tylko i wylacznie tego rodzaju osobnikami (w gruncie rzeczy obrzydliwe, gdyz inseminacja to takie zwierzece prawda Kiniaczku?? Nawet w tak pieknym jednak gescie dania kobiecie swoich komorek z materialem genetycznym nie widzisz nic pieknego?? .. tylko inseminacja... smutne, naprawde, i takie wyzute z wszelkich uczuc...)

                            A Twojej exi nie mam zamiaru nic mowic. Nie mam do niej nic, nie ona tu wylewa potoki lez, jaka to jest nieszczesliwa, nie opowiada o kazdym swoim kroku. Ty zas jak widac nie masz ZADNEGO zycia prywatnego, masz tylko to forum, gdzie masz swiadomosc, ze wzbudzasz kontrowersje swoim podejsciem do zycia (coz, kazdy z Twoim abnegackim [czy pan nauczyciel zna takie trudne slowa??] wzbudzalby takie emocje), tak wec tym samym - ludzi einteresuja sie w jakims stopniu Twoimi wypocinami.
                            Musze Cie jednak zmartwic Kiniaczku.. Irytujesz zapewne wiekszosc ludzi. Irytujesz, smucisz, sa Toba zmeczeni. Pisali Ci to wieloktornie. Ty zas jestes jak natretna mucha, musisz przylatywac i nadal bzyczec i opowiadac te swoje glodne kawalki, majac nadzieje, ze trafisz na nowe grono sluchaczy, kolejnych naiwnych, ktorzy Ci ejeszcze nei znaja, nowe grono wyznawcow. Ale i ci za jakisz czas wrzuca w wyszukiwarke Twoj nick i przekonaja sie, ze kini_m to nie dobrotliwy mily kolega z forum, kltory stara sie pomoc, biedny ojciec, ktoremu uniemozliwia sie kontakty z dzieckiem.

                            Nalezy wreszcie to wyraznie napisac. Kini_m to psychopata, ktory olewa kontakty z wlasnym dzieckiem, a kazdego ktory jest przeciwko niemu stara sie zniszczyc (mailami na przyklad, ktorych produkuje tysiace).


                            Kini dobranoc, wypocznij. Te roznowe bardzo dobre, jak mawiali w "Seksmicji" powinny Ci pomoc.
                            • tautolog Re: Kini ;))) 11.02.07, 23:03
                              Serdecznie witam w dość pokaźnym gronie, które miało już przyjemność stwierdzić,
                              że ów (ukłony dla Pakosińskiej) to klasyczny wariat.
                              Miej świadomość drogi Madziulcu, kolejnych standardowych kroków ze strony unego:

                              1. mała rozprawka psychologiczna na Twój temat, stwierdzenie gdzie tkwi Twój
                              problem czyli majaki pijanego kretyna

                              2. idiotyczne komentarze do wszystkich Twoich postów, umieszczane absolutnie od
                              czapy i bez związku

                              3. zostaniesz nazwana przemocowcem, roszczeniowcem, miałaś popaprane dzieciństwo
                              i dokonujesz na swoim dziecku projekcji unego i w ogóle zła kobieta jesteś

                              4. zostaniesz zasypana mailami na skrzynkę, treść każdego z nich będzie równie
                              żałosna, ale wszystkie będą miały wspólny mianownik tj. nie masz o niczym
                              pojęcia, ale ja Ci wszystko wytłumaczę

                              5. "nienawidzę Cię" jako swoisty deser, a zarazem orgazm intelektualny kiniego
                              • madziulec Tautolog juz mialam lepiej ;_))) 11.02.07, 23:08
                                Ja dostalam od Kiniego maila, z pytaniem mniej wiecej tresci jak smiem zadawac sie z przemocowcem. Tym przemocowcem miala byc jakoby matka jego dziecka, a ktora mam w swojej wizytowce, w zakladce "przyjaciele".

                                Tym niejaki Kini_m powalil mnie na lopatki i doprowadzil do lez smiechu. Brzuch bolal mnie ze smiechu przez kilka dobrych godzin, ale potem pomyslalam, ze jednak dobrze, ze mieszka tak daleko, bo by mnie jeszcze zaczal nachodzic, iz osmielilam sie z matka jego dziecka ywmienic kilak maili i zadalby ich kopii????
                                • kini_m Re: Tautolog juz mialam lepiej ;_))) 11.02.07, 23:11
                                  Próżnoś repliki się spodziewał
                                  Nie dam ci przytyczka ani klapsa.
                                  Nie powiem nawet pies cię je..ł,
                                  Bo to mezalians byłby dla psa.
                                  • madziulec Wulgarny jestes, nikt Cie Kiniusiu nie uczyl 11.02.07, 23:14
                                    ze ...
                                    tak naprawde chlop ze wsi wyjdzie zawsze a wies z chlopa nigdy???


                                    Tym koncze na dzis. Ty niebieski ptaku nie masz obowiazkow, pracy zadnej, nic do zrobienia, nikomu nie jestes potrzebny.

                                    Na mnie w drugim pokoju czeka maly czlowiek, ktory zaraz pewnie powie "kocham cie mamusiu", slowa, ktorych Ty nikomu nigdy nei powiedziales, wiec nie znasz ich wagi i nie wiesz co dla tych slow mozna zrobic.
                                    • kini_m ach śpij, kochanie 11.02.07, 23:22
                                      madziulec napisała:
                                      > nikt Cie Kiniusiu nie uczyl ze ...
                                      > tak naprawde chlop ze wsi wyjdzie zawsze a wies z chlopa nigdy???

                                      Oho, peryferya stolycy się odezwały.
                                      Hahaha.

                                      Ach śpij, kochanie.
                                      Jeśli gwiazdkę z nieba chcesz - dostaniesz.
                                      Ach śpij, bo właśnie
                                      Księżyc ziewa i za chwilę zaśnie.
                                      A gdy rano przyjdzie świt,
                                      Księżycowi będzie wstyd,
                                      Że on zasnął, a nie Ty.
                                      • madziulec Re: ach śpij, kochanie 11.02.07, 23:27
                                        No popatrz Kiniusiu, nawet nie wiesz gdzi emieszkam. Znow klamstewko z Twojej strony i znow zla analiza tematu wink)))


                                        No to co? Moze sie odczepisz i przestaniesz pisac debi;izmy bo narazie to sie osmieszasz ??? smile))))))
                                        A kochaniem Twoim to nawet jakbys marzyl do konca Twoich dni idzien dluzej nie bede, bo sloneczko, nie zasluzyles sobie nawet na pol centymetrzyka mojej uwagi a moje dziecko to juz napewno zasluzylo sobie na NORMALNEGO ojca a nie psychopate, ktorego nalezy izolowac od spoleczenstwa wink)))

                                        Wiec idz juz spac, bo to nie ja sie zarzekalam, ze ide spac a Ty. Sio wink)))
                                        • anetina posłuchał :D 12.02.07, 08:33

                                  • mrs_ka Re: Tautolog juz mialam lepiej ;_))) 11.02.07, 23:21
                                    ładne, Kini, ładne. Szkoda tylko, że wtórne. Cieszę się jednak, że zapamiętałeś
                                    tę fraszkę Sztaudyngera, której rok temu byłeś adresatemwink))))))

                                    a.
                              • madziulec Wiesz co Kini.... moze zaczniesz ksiazke pisac??? 11.02.07, 23:10
                                Masz taka super fantazje???
                                Moze to gdzies wydadza? A Ty jeszcza kase na tym zarobissz? I nie bedziesz musial za dniowki jako nauczyciel ciezko tyrac?? No bo rzeczywiscie wredna robota to jest..
                      • anetina Re: wracając do tematu - Gra na zwłokę...(`bis) 12.02.07, 08:22
                        kini_m napisał:

                        > - Wożenie exi 150km od miejsca zamieszkania do szpitala na szkołę rodzenia.

                        przecież logiczne
                        twoje dziecko
                        ty musisz zadbać big_grin



                        > - Na jej żądanie wycofywanie się z własnych zainteresowań (poniekąd:
                        działalnoś
                        > ci społecznej), ograniczanie własnych rozrywek (exia miała prawo bawić się na
                        k
                        > ompie gierkami, ja tego prawa nie miałem).


                        zachciewajki ciążowe




                        > - Przejęcie opieki nad dzieckiem po to aby ona bez problemu mogła kontynuować
                        s
                        > wą naukę. (Nawet nie skorzystała w pełni z urlopu dziekańskiego. Beze mnie to
                        b
                        > y nie było możliwe.)



                        byliście rodziną
                        przecież to normalne
                        to nie są żadne poświęcenia



                        Zajmowałem się córką niezależnie gdy mama się uczyła w szk
                        > ole czy musiała mieć czas dla siebie w domu. Wspierałem exię w każdej
                        sytuacji
                        > gdy córka o coś jej marudziła (choćby przy takich drobnostkach jak sprzatnie
                        za
                        > bawek przez dziecko).



                        człowieku, jak wyżej




                        Ja nigdy nie doczekałem sie takiego wsparcia od exi gdy m
                        > usiałem rozwiązać jakiś codzienny problem z córką.


                        codzienny problem - ciekawe jaki !?


                        to nie są konkrety
                        to jest normalne życie
                        normalna rodzina

                        a większość z nas samotnych nie miała pomocy
                        partner powinien pomagać
                        i nawet jak za to słowa dziękuję nie usłyszy




                        > W tym że w kwesti waszego związku skupiasz się jedynie na wytykaniu.
                        > A nic na wspólnie podejmowanym wysiłku. (Wspólnie - czyli ze zrozumieniem dla
                        d
                        > rugiej strony.)
                        >


                        a jak mam zrozumieć drugą stronę !?




                        > > a jakie kontakty miałam utrzymać ... !?
                        > > jeśli nie było żadnych big_grin
                        >
                        > Żadnych....?
                        > Czyżbyście sex uprawiali przez ścianę, albo przez przescieradło nie widząc
                        sieb
                        > ie wcale ???


                        jak w poprzednim poście
                        rozmawiamy o kontaktach dziecka z ojcem
                        a nie zanim dziecko się zrodziło




                        >
                        > Kobieta rządzi przy dziecku, nie zezwoli na nic czego sama by nie
                        zaakceptowała
                        > . Musi być spełnione każde jej widzimisię, bo inaczej stroi fochy. Zaczyna
                        test
                        > ować faceta, czy wytrzyma każdy jej kaprys


                        to też jest normalne
                        mało która mama daje sobie pomóc przy dziecku
                        to jest instykt - bo ona wie lepiej, bo ona lepiej zrobi przy dziecku
                        normalne


                        >
                        > Orzeczenie sądu - to nie korzenie.
                        > A to chciałaś przedstawić dziecku.

                        jak dziecko będzie chciało - dostanie papiery
                        ale czytaj ze zrozumieniem - napisałam, dziecko zdecyduje, co chce wiedzieć, co
                        chce dostać, co chce zrobić




                        >
                        > Czy Ty naprawdę nie widzisz, że w ujawnianiu dziecku orzeczeń sądowych tkwi
                        asp
                        > ekt dopieprzania drugiemu rodzicowi????
                        > Oczywiście Ty zapewne nazwałabyś to tylko - prawdą.

                        tak, bo to tylko prawda




                        > Rodziców nie szanuje się za coś. Szanuje się za to, że są.
                        > Wdzięcznym - to można być za coś. (Szacunek to coś innego niż wdzięczność.
                        > O tym że nie musisz za cokolwiek dziękować było kilka akapitów wyżej.)

                        czyli M. ma szanować eksa za to, że jest
                        a jak go nie ma !?




                        > ale jesteś...
                        > ...bardzo ambitna zawodowo.

                        skad wiesz, ze jestem ambitna zawodowo !?
                        wow, sama się tego po sobie nie spodziewałam big_grin


                        > A ja wolę normalną kobietę. Niepracoholiczkę. Taką która potrafi mieć pasję w
                        t
                        > ym co robi, ale umie powiedzieć w pracy "dość". Najważniejsze to żeby nie
                        strac
                        > ić zbyt wiele z dzieckiem, z ukochanym.


                        tylko widzisz, żeby żyć trzeba mieć pieniądze
                        żeby mieć pieniądze, trzeba pracować
                        i koło się zamyka

                        myślisz, że nie chciałabym siedzieć 24 godziny na dobę w3 domu z dzieckiem !?
                        chciałabym, ale nie mogę
                        bo muszę dać dziecku jeść
                        muszę go ubrać

                        może i jestem pracoholiczką
                        ale żeby moje dziecko miało swoje życie, ja muszę na nie zarobić
                        bo jakoś tatuś do tego się nie przychyli


                        >
                        i kolejne - skąd wiesz, ze dostaje big_grin
                        >
                        > A nie dostaje...?
                        > To anormalny jakiś, że jeszcze z Tobą jest.


                        jakoś nie każdy facet myśli tylko o seksie
                        ale u ciebie widocznie związek polega na tym, aby ci dziewczyna ciągle dawała\




                        >
                        > Ktoś wie... ktoś na pewno wie.
                        > Ludzie nie znikają jak kamfora


                        mało życia poznałeś
                        • kini_m Re: wracając do tematu - Gra na zwłokę...(`bis) 12.02.07, 11:25
                          Wracjąc do tematu:
                          Zadzwoniłem rano do RODK - upewnić się co z wywiadem przełożonym przez exię.
                          Uzyskałem odpowiedź:
                          "Owszem, pani .... przysłała do nas list prosząc o przełożenie terminu, jeszcze nie wyznaczyliśmy nowej daty."

                          No proszę - jeśli list już dotarł do RODK (w całkiem innym mieście), to znaczy że musiał być wysłany kilka dni temu. Że raczej to nie była nagła sytuacja, ale na czas zaplanowana akcja. Ja dowiedziałem się na końcu (gdy już wziałem urlop z pracy, niemogąc się wycofać, starta zarobku).
                          Exia brnie w coraz większą perfidię. Zapewne dla "dobra dziecka".
                          Dokąd tym sposobem ujedzie....???
                          _________________
                          Bądź jak zegar słoneczny. Odmierzaj tylko pogodne godziny...
                    • anetina Re: wracając do tematu - Gra na zwłokę...(`bis) 12.02.07, 07:56
                      >
                      > Niektórzy widać zasuwają w tygodniu do pracy, i nie zbijają bąków przed
                      biurkową pracą gdzie mogą klikać do woli. No ale dla Ciebie pewnie jestem
                      darmozjadem.
                      >

                      ale wiesz, ile mi na dodatek przed tym biurkiem płacą ... big_grin





                      > Ale przywiązuję wagę do poniesionych starań w kwesti utrzymania trwale
                      dobrych
                      > stosunków z drugim rodzicem.
                      > STARAŃ, A NIE TYLKO TWIERDZEŃ O STARANIACH. (Posłużyłem się przykładem osoby
                      Ma
                      > rii która czasem jasno opisuje co i jak się stara - jakie czynności - w
                      kwesti
                      > utrzymania sukcesywnych stosunków dziecka z ojcem.)


                      żeby trwale utrzymywać kontakty ojca z dzieckiem
                      trzeba najpierw dziecko znać

                      a na to łaskawie eks nie raczył się przyczynić

                      a kolejne, forum nie jest moim pamiętnikiem, abym opisywała, co robiłam
                      forum jest po to, aby pogadać o dzisiejszym dniu
                      pożalić się, jak się ma zły dzień

                      tak samo, ja nie będę pisać, co dokłądnie robiłam w piątek czy w sobotę
                      oprócz tego, że kupę kasy wydałam na suknię big_grin





                      > I tu Ciebie częściowo rozumiem. Ludzie mogą posiadać dwa oblicza.
                      > A rolą partnera jest aby wzmacniać to pozytywne oblicze, zaś nie budzić w
                      drugim człowieku tej ciemnej strony natury.


                      super stwierdzenie
                      czy ty jesteś w ogóle człowiekiem !?
                      w jaki sposób niby sie budzi ciemną naturę w partnerze !?

                      aha, już wiem
                      dziecku alkoholika daje się alkohol
                      dziecku bitym przez rodzica, daje się pas
                      następne pomysły poproszę




                      > Ale jednej rzeczy chyba nie rozumiesz...
                      > Ja wiem gdzie spieprzyłem swoją rodzinę, gdzie dałem iskierkę do wyzwolenia
                      pot
                      > wora z exi.


                      czyli ty spieprzyłeś swoją rodzinę
                      a ja nie

                      to eks się okazał nie tym człowiekiem, co dał się poznać
                      więc to on musiał odejść
                      i odszedł - sam, z własnej woli
                      na nasze szczęście, nie ma z nami kontaktu
                      i tu mi nie dasz rady wytłumaczyć, ze ja go powinnam prosić, aby wrócił, aby
                      zechciał znać swojego syna
                      to jest jego strata
                      nie dziecka



                      Poprawi
                      > ałem dla niej rózne rzeczy w sobie. Jedne bardziej udolnie, inne mniej
                      udolnie.


                      widzisz, partner nie ma prawa się zmieniać, bo niby ja tak chcę
                      ja chciałam, aby eks był taki sam, jakim go poznałam
                      M. też jest takim, jakim go poznałam
                      ma wady, ale ja ich nie chcę zmieniać
                      ja go akceptuję takiego, jakim jest
                      takim człowiekiem go kocham




                      > Zaś z Twoich słów wynika że Ty wcale nie poczuwasz się do negatywnego
                      współudziału w losie Twego związku (może poza faktem trefnego wyboru ojca).

                      nie poczuwam się big_grin
                      to był błąd eksa, że ukrywał kilka rzeczy
                      że udawał kogoś innego







                      > Więc mi pozostaje tylko próba odczytania czegoś niejasnego z Twoich braków
                      chęc
                      > i do ojca dziecka, z niechęci do udzielenia mu praw rodzicielskich.

                      napisałam ci już, że nie ma niechęci do niego
                      nie ma miłości
                      nie ma nienawiści
                      jest tylko jakaś tam wdzięczność za to, że dał mi takiego syna

                      odnośnie dania praw - to sąd mu nie przyznał
                      sąd nie dał nazwiska dziecku




                      > > jak ojciec nie znając własnego syna, miałby ingerować w jego zycie
                      >
                      > No właśnie - JAKIMI sposobami miałby ingrować?
                      > Więc skąd obawa przed utrzymaniem praw rodzicielskich ?


                      wybór przedszkola
                      lekarza
                      spędzania wakacji
                      dużo by tu wymieniać
                      dowód, paszport
                      miałby w tym wszystkich swoje ale

                      tylko po co mu decyzdowanie o tym wszystkim, jesli nie zna dziecka !?




                      > > jeśli ojciec byłby ojcem (to się tyczy ciebie), poruszyłby niebo i ziemię
                      > , by
                      > > móc chociaż widywać dziecko
                      >
                      > Czy także nie dbał o stosunki z matką??


                      tu się liczy tylko dziecko
                      zaprzeczasz sam sobie
                      nieważne, jakie eks miałby stosunki (nie płciowe - bo tobie wszystko się z tym
                      kojarzy) ze mną\
                      powinien mieć kontakt z dzieckiem

                      nie chciaŁ
                      nie zna swoje dziecka - to jest jego wybór





                      > Zaatakować matkę grzywnami??


                      ja ojca nie atakuję grzywnami
                      nawet nie płaci alimentów big_grin




                      > I to nas różni Anetina.
                      > Ja wierzę.
                      > Wierzę, że matka kiedys dojrzeje.

                      móje eks może też dojrzeje
                      ale decyzja o pozananiu dziecka z ojcem teraz może wyjść tylko od syna
                      teraz to dziecko decyduje, nie eks
                      a ja zrobię to, co mój syn będzie chciał\





                      > Ty zaś położyłaś kreskę na exie.


                      ja tak
                      moje dziecko jeszcze nie wyraziło swojego zdania





                      > Bo bywają tu matki, które niemal błagają własnie o to. Chowają własną godność
                      do kieszeni. I robią to dla dziecka.



                      ja robiłam to przez 1,5 roku
                      teraz nie będę się poniżać

                      eks zdecydował
                      i tak zostało




                      > Ale trzeba zrozumieć że alimenty służą przede wszystkim dziecku, a nie służą
                      ro
                      > zliczaniu odpowiedzialności rodzica


                      moje dziecko nie dostaje alimentów
                      więc na pewno nie rozliczam odpowiedzialności eksa big_grin




                      > Zakaz widywania dziecka z ojcem - jest bezprawną samowolą, do której nie masz
                      p
                      > rawa. Zakaz styczności dziecka z rodzicem wg prawa może podjąć wyłącznie sąd.


                      właśnie - SĄD




                      N
                      > awet odebranie praw rodzicielskich nie rodzi skutku zakazu styczności dziecka
                      z
                      > rodzicem pozbawionym praw rodzicielskim. Nawet po pozbawieniu praw
                      rodzicielsk
                      > ich przysługuje prawo do styczności z dzieckiem.


                      eks nie jest pozbawiony praw
                      on ich nie dostał

                      sam też zrezygnował z kontaktów z dzieckiem




                      >
                      > Ja też mam swoją definicję matki (właściwej matki). Exia tej definicji nie
                      speł
                      > nia.


                      ale jest przy dziecku
                      na dobre i na złe
                      a ciebie nie ma


                      podobnie u mnie
                      ja jestem zawsze
                      a ojciec - nawet nie zna dziecka



              • anetina Re: :D 11.02.07, 18:57

                > Już dawno Ci napisałem, że jeślibym kochał pasierba - to najpierw szacunek
                dla
                > jego prawdziwego ojca.


                szacunek dla eksa
                chyba żartujesz
                za co mój M. ma szanować eksa !?
                za to, że nie pomógł mi, gdy go potzrebowaliśmy?
                czy za to, że nie raczył poznać swojego syna?
                czy za to, że nie dał ani jednej złotówki?


                za co ma szanować?






                Czyli odszukanie i uregulowanie stosunków. A nie pomijanie milczeniem.
                >


                mam pomysł
                M. odszuka mojego eksa
                każe mu uregulować swoje kontakty
                i dać kasę - bagatela tylko 20 tys. plus odsetki





                > Ale zawsze też wystepuje konfliktowość, niechęć OBU stron.
                > Nie będziesz chyba próbowała że wmówić, że ex tak sam z siebie.


                wiesz, ze się nie da człowieka zmusić do wszystkiego
                jakoś mój eks nie mógł tak sam z siebie przyjść do nas
                tak sam z siebie pomóc nam
                tylko tak jakoś sam z siebie stwierdził, że znika, żeby nie utrudniać nam życia








                > Według Ciebie porządny facet - to taki który zniesie każde upodlanie przez
                kobi
                > etę i jeszcze na koniec powie że ja kocha.


                to ty to napisałeś
                ja tak nie myślę





                >
                > Facet z jajami pokazałby Ci gdzie pietruszki rosną, gdybyś przekroczyła pewne
                granice (a w swoich wypowiedziach ujawniasz ochote do przekraczania granic i tes
                > towania faceta).

                nawet gdybym w wypowiedziach ujawniała te granice, to skąd wiesz, czy je
                przekraczam !?




                > Jeśli Twój M wcale nie reaguje na Twoje kaprysy, to prawdopodobnie zależy na
                ty
                > m żeby miec się gdzie....(jak to ujęłaś: "nieistotna potwora, byle była
                dziura"
                > - twoje słowa). Niestety praw natury nie oszuaksz.


                ale ja akurat nie jestem potworem big_grin
                o takiej lasce mógłbyś tylko zamarzyć

                i kolejne - skąd wiesz, ze dostaje big_grin



                > > nie mam żadnych słabości
                > > nie mam tez konfliktów z eksem, bo go nie ma w naszym życiu
                >
                > No i to jest właśnie najwiekszy Twój defekt. Brak ojca własnego dzieka. Chyba
                t
                > ego nie zrozumiesz.


                to jest moja zaleta
                zaleta życia dziecka

                i tu my akurat mamy szczęście
                jeden wielki plus






                > Walki o jedność rodziny (poza ogólnikami nie podałaś żadnych Twoich
                ówczesnych
                > starań). Walki o utrzymanie ojca dla własnego dziecka.
                > To jest walka przede wszystkim z własnymi słabościami, konfliktami.


                ale jakie utrzymanie ojca !?:
                jak w zyciu mojego dziecka nie ma żadnego ojca
                gdyby był, to dziecko by go znało, chociażby tylko z przekazów pieniężnych






                >
                > No widzisz... dla Ciebie pierwszym problemem jest dojrzałość do
                rodzicielstwa.
                > A dopiero po drugie fakt bycia rodzicem.


                to jest to samo
                nie dorósł do ojcostwa, więc nie zbliza się do dziecka
                więc nie jest rodzicem
                jest ojcem - na papierze




                kolejna uwaga - nie napisałam nigdzie, ze nie znam jego rodziców, znajomych
                tylko pytanie jedno - a skad oni mają wiedzieć, gdzie on jest !?


                >
                > Po ostatnim poście mam dwa spostrzeżenia:
                > - Stosujesz filozofię na zasadzie "Bo on....." (to odpowiada raczej do
                poziomu
                > dzieci w przedszkolu).


                podaj chociaz jeden przykład



                > - Słysząc opowiadania o Twoim exie i obecnym M nachodzi wprost skojarzenie o
                ba
                > daniach, które ostatnio przytaczano tu na forum. Gdzie badano pewną populację
                w
                > Ameryce i wyszło że 10% (chyba taka liczba padła) kobiet ma dzieci nie z tym
                f
                > acetem z którym wychowuje. Widać u Ciebie jedną wspólną cechę z tamtym
                badaniem
                > . Mianowicie - kompletny brak zainteresowania kontaktem dziecka z jego
                prawdziw
                > ym ojcem. Nie przejawiasz żadnych starań aby to zostało podjęte, utrzymane.


                starania to ja przejawiałam przez łącznie 2,5 roku
                nie zostały jednak podjęte z drugiej strony
                ani tym bardziej utrzymane


                więc ja sobie nie mam nic do zarzucenia
                do eksa też nie - jakbyś się pytał

                każdy z nas ma swoje życie
                eks nie chciał uczestniczyć w nasyzm życiu - jego strata
            • anetina Re: :D 11.02.07, 18:42
              trochę się musiałam naczekać na odpowiedź - prawie tydzień czasu big_grin

              ale stworzyłeś big_grin



              swoją rację rozumiesz
              ale jakoś tej samej racji nie możesz zrozumieć u dziewczyn
              pomyśl jedno - facet potrafi dobitnie być innym człowiekiem, jak chce
              ja miałam w domu (mieszkaliśmy razem) ideał chodzący
              i pod względem charakteru i pod innymi względami
              potrafił wszystko zrobić, co powinien

              wszyscy się dziwili, gdzie taki ideał do tej pory uchował się
              i co ?
              w pewnym momencie - miałam jedynie to szczęście, że było to jeszcze przed
              ślubem - zdemaskował się
              i to tylko przez przypadek

              próbowaliśmy się później dogadać
              chciał być ojcem - ale jakoś nie wyobrażał sobie i nie był w stanie dojeżdżać
              do dziecka, zadzwonić, napisać
              chciał być ojcem - ale bez widzenia, bez znania dziecka, bez płacenia złotówki
              i to ma być ojciec ?
              chciał być ojcem tylko na papierze

              pozwoliłam jedynie na ustalenie ojcostwa
              chciałam być w porządku wobec dziecka
              wobec siebie

              jednak eks nie dostał praw
              dziecko nazwiska
              jakoś był więc do tego powód

              słowa eksa na sprawie - chcę uznać dziecko, spotkały się z sprzeciwem sądu
              dla dziecka lepiej
              jak ojciec nie znając własnego syna, miałby ingerować w jego zycie

              jeśli ojciec byłby ojcem (to się tyczy ciebie), poruszyłby niebo i ziemię, by
              móc chociaż widywać dziecko
              jakby eks na samym początku stwierdził, że chce widywać dziecko, będzie na nie
              łożył, miałby kontakt z dzieckiem, miałby na co dzień wiadomości o dziecku,
              jego zdjęcia

              matka nie jest od tego, aby błagać "ojca" by zlitował się spojrzeć na dziecko
              dziecko chce mieć co jeść
              musi się w coś ubrać
              trzeba mieć pieniądze, aby dziecko wysłać do przedszkola, do szkoły na
              podręczniki
              dziecko musi mieć wszystko

              ale nie - eks mój i ty - ważne, żeby samemu było lepiej
              słowa mojego eksa - nie dam kasy, bo ja nie będę miał
              raz, drugi, trzeci te same słowa

              dorobiłam się wszystkiego sama
              nie dostałam ani grosza od eksa
              dziecko ma zapewnione wszystko - począwszy od miłości aż do pełnego luksusu -
              rzeczy i zajęć
              a to powinno należeć do obowiązku rodziców - jakoś tatuś się odwrócił
              pomogli obcy ludzie, moja rodzina, moi przyjaciele
              a nie jego rodzice, jego rodzeństwo, jego znajomi

              mnie to więc już teraz nie interesuje
              ja ci juz napisałam, nie kocham eksa, miłość przeminęła
              ale też nie nienawidzę eksa
              wręcz przeciwnie - została już tylko jakaś tam wdzieczność za to, ze dał mi syna

              jak to eks mi powiedział - 3 lata temu - on się wycofuje z naszego życia
              nie będzie nam utrudniał
              ja go więc o powrót nie będę błagać
              dziecku lepiej jest bez niego





              > > ale zabronię TERAZ eksowi się zbliżać do dziecka
              >
              > "Klasyczna" wrazliwość i czułość kobieca.


              nie wiem, o jaką klasykę ci chodzi
              ale dla mnie to nie jest facet
              ojciec jest na co dzień, chociaż raz na tydzień

              a ja mam podziękować eksowi, gdyby się teraz pojawił !?
              po 4 latach !?

              a za co mam mu podziękować !?

              chociaż jeden powód podaj



              > Same deklaratywne słowa - "starałam się" "miałam nadzieję" - równie dobrze
              słys> załem od swojej exi, także tutaj na forum. Dobrze wiem ile mogą być warte
              takie > ogólniki. Ja swoje starania opisywałem na forum KONKRETNIE.


              gdzie masz swoje konkrety !?
              a żądasz ode mnie



              > A u mnie zadzwoniła - 1 raz na przestrzeni 2 lat. Gdy w którychś dwóch
              miesiąca
              > ch miałem zaległość, to zadzwoniła żeby postraszyć komornikiem.

              też bym zadzwoniła
              ojciec jest zobowiązany utrzymywać swoje dziecko



              > Piszesz wyłącznie agresywnie o exie.


              gdzie jest agresja !?



              > Nie przedstawiasz żadnych pozytywnych konkretów ze swej strony w sprawie
              utrzymania kontaktów.
              > Wnioski wysuwają się same.



              hihihihihi
              a jakie kontakty miałam utrzymać ... !?
              jeśli nie było żadnych big_grin




              > Buhahaha.... dla mnie dziecko NIGDY nie było zmęczeniem.
              > Bo jest osobą, dla której ponosić wyrzeczenia, dopasowywać swoje życie, uczyć
              s
              > ię dla niej cierpliwości - jest miłością, przyjemnością, czasem wyzwaniem.
              > ALE NIGDY NIEPRZYJEMNYM ZMĘCZENIEM. Dla kogoś takiego zmęczyć się - to
              przyjemn
              > ość. (Matki tego chyba nie potrafią zrozumieć.)



              nie napisałam, że dziecko jest zmęczeniem
              praca (i nie tylko na jednym etapie) jest męcząca
              w tym momencie na matkę spada cały cieżar odpowiedzialności za dziecko
              niedosyć, ze 24 godziny czuwania nad dzieckiem
              to jeszcze musi na to zarobić, bo albo eks nie daję złotówki, albo da 150 zł i
              myśli, ze jest już uregulowany6
              tylko jakoś te 150 zł mi by wystarczyło tylko na połowę opłat za przedszkole
              a gdzie reszta?
              a gdzie kasa, aby dziecku kupić jedzenie, ciuchy, artykuły chemiczne itp.?

              facet idzie do pracy, wraca, nogi wyciąga przed telewizorem
              rzuci matce swojego dziecka jakieś pieniądze i się dziwi, że nie jest mu
              wdzięczna za zainteresowanie

              widzisz, tylko jakoś życie nie na tym polega




              > Czy kiedyś córce ujawnić wniosek matki - jak bardzo chciała nas rozdzielać.
              > Czy kiedyś córce ujawnić wniosek babki-teściowej - jak bardzo dążyła do
              ukarani
              > a mnie za to, że chcielismy się spotykać.


              a moje dziecko ma pewność, że wszystko dostanie
              bo mimo wszystko ten facet jest jego biologicznym ojcem
              dziecko będzie chciało znać swoje korzenie, ja mu tego nie utrudnię



              > Czy jesli ja tak postąpię - pokażę fakty dziecku - to czy to będzie tylko
              ujawnianie prawdy, czy jednak mszczenie się na drugim rodzicu ????


              a w jaki sposób mszczenie się na drugim rodzicu ???
            • madziulec Kini, idealisto i .... 11.02.07, 19:20
              Wlasciwie nadal twierdze, ze jestes spolecznie ulomny. Bo przeciez to, co piszesz wskazuje jednoznacznie, ze trudno Ci sie zgodzic z wyrokiem sadu (bo sady nie sa sprawiedliwe), trudno Ci zaakceptowac ich niezawislosc (hmmm.. coz wiec z nasza konstutucja i podpsawowymi prawami czlowieka??).

              Szczerze mowiac im dluzej czytam to co piszesz tym bardziej Ci wspolczuje. Wspolczuje, bo nie potrafisz zrozumiec, ze sa zasady, zasady postepowania, jesli je zlamiesz - obrywasz (czy sadownie, czy tylko wirtualnie), zasady postepowania (np. termin odpowiedzi na pismo sadowe, KPA sie klania i do tego nei potrzeba wielkeij inteligencji, internet masz...)..
              Kini... Nie wiem, to naprawde co sie z Toba dzieje to starszne, bo swiadczy o olbrzymim niedostosowaniu sie do zycia, do przepisow, do rozporzadzen, do zasad. Sa tacy ludzie. Kiedys dawno temu jezdzili w Bieszczady, uciekali wrecz, po to, by tam zyc tak jakby bez panstwa, bez przepisow, bez niczego co narzuca im jakiekolwiek obowiazki, bo przeciwko temu sie buntowali, buntowalo sie ich ego.
              Nie znam Cie, ale obawiam sie, ze wlasnie jestes taki.

              Smutne to, bo mozesz byc calkiem milym gosciem, ale nasze zycie jednak wymaga np. by dziecko chodzilo do szkoly - dla Ciebie zas mozliwe, ze nie byloby problemu by zanegowac koniecznosc obowiazkowego posylania Twojej corki do szkoly, moze nawet zdecydowalbys, ze kobieta nie musi czytac i pisac (nie wiem...).
              I tak z Toba juz jest Kini.
              • kini_m Re: Kini, idealisto i .... 11.02.07, 22:07
                madziulec napisała:
                > Sa tacy ludzie. Kiedys dawno temu jezdzili w Bieszczady, uciekali wrecz, po to
                > , by tam zyc tak jakby bez panstwa, bez przepisow, bez niczego co narzuca im
                > jakiekolwiek obowiazki, bo przeciwko temu sie buntowali, buntowalo sie ich
                > ego.

                A wiesz... osobiście znam taką osobę, jest aktualnie bardzo docenianym człowiekiem w swojej specjalizacji. Zajmuje się ratowaniem zabytkowych rzeczy w Bieszczadach, Beskidzie Niskim, Roztoczu. Dostaje także zlecenia na ratowanie polskich zabytków poza granicami kraju. Nawet nie zdajesz sobie sprawy jakie wartości mogą się kryć w takich ludziach.

                > Smutne to, bo mozesz byc calkiem milym gosciem, ale nasze zycie jednak wymaga
                > np. by dziecko chodzilo do szkoly - dla Ciebie zas mozliwe, ze nie byloby
                > problemu by zanegowac koniecznosc obowiazkowego posylania Twojej corki do
                > szkoly, moze nawet zdecydowalbys, ze kobieta nie musi czytac i pisac (nie
                > wiem...).

                Ergo - mówisz to do nauczyciela, i instruktora jednoczesnie. Haha....

                > Anetina.. Przeciez nie moze kasy stracic... Co prawda wiemy, ze nie placi
                > alimentow, wiec nei wiadomo co z ta kasa robi..
                > Pewnie wydaje na te wyjazdy w gory....

                Hahaha, w góry potrafię pojechać sobie na stopa (nawet szybciej niż pociągiem).
                Ale pociagiem czasem także jeżdżę w góry. Jest mi to zapewniane przez fundację, której jeden z projektów prowadzę w górach. Więc moje wojaże nie kosztują uszczerbku finansowego mojego dziecka.
                Trafiasz jak kulą w płot Madziulcu. Może jednak skończ już strzelać na oślep.
                _________________
                Bądź jak zegar słoneczny. Odmierzaj tylko pogodne godziny...
                • madziulec Kinius nie klam juz ok???? 11.02.07, 22:12
                  > Ergo - mówisz to do nauczyciela, i instruktora jednoczesnie. Haha....

                  KIniusiu. Ciesze sie, ale z tego co wiem nauczyciele nie pracuja na dniowki wink)))


                  Wali sie to co mowisz.
                • madziulec Kini "nauczycielu" z Bozej laski 11.02.07, 22:15
                  "Ergo" znaczy "wiec" wystarczy popatrzec na slynna maksyme "cogito, ergo sum" czyli "mysle wiec jestem"

                  Pozdawiam.

                  Uzupelnij braki w wyksztalceniu i dopiero popisuj sie lacina, moze nie ta podworkowa wink))))
              • tautolog Re: Kini, idealisto i .... 11.02.07, 22:46
                Bieszczady, tak masz rację Madziulec to dobre miejsce dla kiniego!!!!!
                Tylko jakim cudem odnajdzie go tam jego osobisty psychiatra?
                • madziulec Tautolog ;) 11.02.07, 22:53
                  Kini juz danwo zaniechal spotkan, w zwiazku z czym nie posiada osobistego psychiatry.
                  A szkoda.
                  Postanowil, ze to MY, forumowicze stanowimy dla niego najlepsza terapie wink)))
                • kini_m Re: Kini, idealisto i .... 11.02.07, 22:53
                  Taotolog, Madziulec
                  jak ja Was kocham.
                  Świat bez Was byłby taki nudny.
                  Szkoda że jedynie Anetina potrafi tu pogadać.
                  No ale Anetina to atrakcyjna laska, a Wy macie kompleksy. Ale takich też lubię.
                  _________________
                  Bądź jak zegar słoneczny. Odmierzaj tylko pogodne godziny...
                  • madziulec Re: Kini, idealisto i .... 11.02.07, 22:57
                    Kini wink)) Jak dobrze, ze wiesz jak wszyscy wygladaja wink) Och, jak ja sie ciesze dziubaseczku.


                    Na szczescie nieuku .. MOje dziecko nie bedzie chodzilo do szkoly, w ktorej bedziesz uczyl. Bo pewnie nie uczysz w ogole. Bo gdybys uczyl - postaralabym sie osobiscie, by cofnieto Ci prawo wykonywania zawodu. Jestes nieobliczalny i szkodliwy w swoich pogladach dla dzieci wink))))))
                    • kini_m Re: Kini, idealisto i .... 11.02.07, 22:59
                      kiss
                      • madziulec kini .. obrzydliwy jestes 11.02.07, 23:05
                        tu.. z obrzydzeniem obtarlam sie po tym jak w ogole osmieliles sie mowic cos o uczuciach i wirtulane calusy wysylasz. I poszlam jeszcze sie dodatkowo umyc, tak to bylo oblesne. Jak zreszta caly Ty, twoje wypowiedzi, Twoje mysli , Twoja nagosc wobec dziecka jak latales przy malej po mieszkaniu... Po prostu takich ludzi nazywam satyrami...

                        Zalosny czlowieczku. Jestes po prostu smieszny i maluczki. Nie zasluzyles, zeby przede mna i praktycznie wszystkimi tutaj osobami chocby podloge wylizywac. Nieuk i petak z Ciebie. Chocbys pisal niewiadomo co, chocbys przeprowadzal analizy wyssane z palca. Sa bardziej debilne niz Ty.
                        Tyle w temacie.

                        I wez juz te swoje leki i zniknij tak jak powiedziales (bo juz z 3 posty temu mowiles "dobranoc"), bo naprawde juz dosc Twoich klamstw na dzien dzisiejszy.
                        I dosc tych bzdur z Twojej strony, bo ani to smieszne, ani to fajne, ani sympatyczne...
                        A potem tylko szkoda bedzie jak Twoje dziecko przeczyta i pomysli coz to ten jej ojciec wyrabia.... Ehhh....
                  • anetina ale komplement dostałam :D 12.02.07, 08:30
                    i na dodatek rzeczywiście nie mam żadnych kompleksów
                    • kini_m Re: ale komplement dostałam :D 12.02.07, 11:12
                      anetina napisała:
                      > ale wiesz, ile mi na dodatek przed tym biurkiem płacą ... big_grin

                      Pozostaje tylko zazdrościć. Jestesmy z przeciwnych biegunów. Ja nigdy nie umiałem kręcić się przy kasie. Wystarcza mi ile wystarcza.

                      > tak samo, ja nie będę pisać, co dokłądnie robiłam w piątek czy w sobotę
                      > oprócz tego, że kupę kasy wydałam na suknię big_grin

                      Brzmi interesująco.
                      Z chęcią usłyszałbym coś więcej o tej sukni.

                      > super stwierdzenie
                      > czy ty jesteś w ogóle człowiekiem !?
                      > w jaki sposób niby sie budzi ciemną naturę w partnerze !?

                      Stwierdzenie o dualnej naturze człowieka - to już osiągnięcie filozofii średniowiecza. Natomiast rozwikłanie tego problemu - cóż, wielu ludzi zachodzi w głowę nad tym problemem.
                      > aha, już wiem
                      > dziecku alkoholika daje się alkohol
                      > dziecku bitym przez rodzica, daje się pas
                      > następne pomysły poproszę

                      Ale jeśli rozwikłałaś ten problem, to myślę że może Cię czekać niezła kariera smile))

                      > czyli ty spieprzyłeś swoją rodzinę
                      > a ja nie

                      Brak autokrytycyzmu. Zadufanie.

                      > i tu mi nie dasz rady wytłumaczyć, ze ja go powinnam prosić, aby wrócił, aby
                      > zechciał znać swojego syna

                      Nigdzie nie piszę - że masz prosić. (Zresztą zachęcanie przez proszenie jest akurat małoskuteczną metodą.) Chociaż są tacy, którzą potrafią schowac własną dumę i dbać o to.

                      > widzisz, partner nie ma prawa się zmieniać, bo niby ja tak chcę
                      > ja chciałam, aby eks był taki sam, jakim go poznałam
                      > M. też jest takim, jakim go poznałam
                      > ma wady, ale ja ich nie chcę zmieniać
                      > ja go akceptuję takiego, jakim jest
                      > takim człowiekiem go kocham

                      To piękna postawa.
                      Cóż, mi nie było dane trafić na taką osobę.

                      > nie poczuwam się big_grin
                      > to był błąd eksa, że ukrywał kilka rzeczy
                      > że udawał kogoś innego

                      I widzisz... ja jednak wierzę, że nawet z najtrudniejszej sytuacji można znaleźć dobre wyjście, o ile się tego chce. O ile chce się razem wspierać i pomóc.
                      Dajesz jasno do zrozumienia - że Twój ex nie chciał.
                      Ale w Twoich wypowiedziach nie widać także - abyś Ty szukała (aktywnie) dobrego rozwiązania (poza ogólnikowymi stwierdzeniami o chęciach). Odnoszę wrażenie, że poza wyrażeniem ogólnikowych chęci, to po prostu pogodziłaś się z sytuacją jaką wlekła się za exem.

                      > wybór przedszkola
                      > lekarza
                      > spędzania wakacji
                      > dużo by tu wymieniać
                      > dowód, paszport
                      > miałby w tym wszystkich swoje ale

                      Tak bardzo opisujesz jego wycofanie, że nie znajduję podstaw do tego żeby doszukiwać się jego "ale".

                      > tu się liczy tylko dziecko
                      > zaprzeczasz sam sobie

                      Dziecko - ma bardzo szerokie znaczenie.
                      Ono zobowiązuje także do starań o utrzymanie możliwie dobrych stosumków z drugim rodzicem (lub przynajmniej unikanie eskalacji konliktu).
                      Doprowadzanie do eskalacji konfliktu (np u mnie- karanie grzywnami matki) jest wątpliwe aby było zbieżne z dobrem dziecka. Uważam że błąd nastapił w orzeczeniu o miejscu pobytu dziecka - i ten akt prawny staram się zmienić, co jest w trakcie załatwiania. Natomiast dociekanie sytuacji poprzez stanowienie orzeczeń o grzywnach między rodzicami - wyciąga defekt aktualnego stanu prawnego córki, wg mnie oznacza o nietrafności, nieskuteczności aktualnego orzeczenia o pobycie dziecka przy matce. Krócej - staram się naprawić wadliwość bliżej genezy niż skutków.

                      > nieważne, jakie eks miałby stosunki (nie płciowe - bo tobie wszystko się z tym
                      > kojarzy) ze mną\

                      Cóż, widać aż tak atrakcyjna jesteś... wink

                      > powinien mieć kontakt z dzieckiem

                      Powinien. I do tego dążę.
                      Ale nie po trupach. Nie po grzywnach dla matki.

                      > ja ojca nie atakuję grzywnami

                      I to jest Twoje szczęście w nieszczęściu.

                      > ale decyzja o pozananiu dziecka z ojcem teraz może wyjść tylko od syna
                      > teraz to dziecko decyduje, nie eks
                      > a ja zrobię to, co mój syn będzie chciał\

                      Niektórzy psychologowie (np. biegły w RODK) zauważają że nie można zbyt wiele pozwalać decydować dziecku o ważnych sprawach.
                      Ale przyznam że jestem bliższy Twojej postawie. Bardzo szanuję podmiotowość dziecka i jego współudział w podejmowaniu decyzji.

                      > > Ty zaś położyłaś kreskę na exie.
                      > ja tak
                      > moje dziecko jeszcze nie wyraziło swojego zdania

                      Dziecko uczy się od rodziców. Położenie przez Ciebie kreski na jego ojcu, z dużym prawdopodobieństwem oznacza że dziecko postąpi tak samo. To jest oczywiste przyczynianie się do jego decyzji swoją postawą.



                      > > Bo bywają tu matki, które niemal błagają własnie o to. Chowają własną
                      > > godność do kieszeni. I robią to dla dziecka.
                      > ja robiłam to przez 1,5 roku
                      > teraz nie będę się poniżać

                      To nie jest poniżanie się ( to wypaczone rozumienie godności).
                      Ale jeśli działałaś w tym kierunku... choć nie ujawniasz szczegółowych faktów.
                      Nie komentuję tego dalej.

                      > > Zakaz widywania dziecka z ojcem - jest bezprawną samowolą, do której nie
                      > > masz prawa. Zakaz styczności dziecka z rodzicem wg prawa może podjąć
                      > > wyłącznie sąd.

                      > właśnie - SĄD
                      > eks nie jest pozbawiony praw
                      > on ich nie dostał

                      Z tego co piszesz nie wynika że sąd wydał zakaz styczności dziecka z ojcem.
                      Prawo do styczności z dzieckiem wynika z bycia z rodzicem. (A nie z posiadania praw rodzicielskich - to nie są tożsame rzeczy wg prawa.) Odebranie/nie przyznanie praw rodzicielskich nie skutkuje prawnym zakazem styczności z dzieckiem. W takiej sytuacji Twój zakaz jest prawną samowolą.

                      > > Ja też mam swoją definicję matki (właściwej matki). Exia tej definicji nie
                      > > spełnia.
                      > ale jest przy dziecku
                      > na dobre i na złe
                      > a ciebie nie ma

                      Niestety - tego złego jest zbyt wiele. Córka traumatycznie przeżywa samowolę matki zakazującą spotykania się nam. Budzi się z płaczem z powodu braku taty. Exia to widzi, więc wg mnie taka matka to raczej.... [wstaw co uznasz za stosowne]

                      > podobnie u mnie

                      Naprawdę....???
                      To by znaczyło że dyskutuję ze sprawcą przmocy psychicznej.

                      anetina napisała:

                      > > - Wożenie exi 150km od miejsca zamieszkania do szpitala na szkołę rodzenia.
                      > przecież logiczne
                      > twoje dziecko
                      > ty musisz zadbać big_grin

                      Nie. Miała bliżej do innych szpitali w cywilizowanym kraju.
                      To nie było - "muszę" (ale - "chcę").

                      > > - Na jej żądanie wycofywanie się z własnych zainteresowań
                      > zachciewajki ciążowe

                      Nie mam doświadczenia w rozpoznawaniu zachciewajek ciążowych - co jest okresową zachciewajką, a co bardziej trwałą cechą. Towarzyszyłem z bliska dotychczas tylko w jednej ciąży.
                      Zresztą jakie to ma znaczenie - chciałem dbać, ratować rodzinę - to musiałem ulegać. Poza tym tę "pochylnię" która się pojawiła w związku zobaczyłem juz jakiś czas przed poczęciem córki. Więc co k....a miałem robić, jak nie godzić się na zachciewajki, jeśli zależało mi....

                      > > Przejęcie opieki nad dzieckiem po to aby ona bez problemu mogła kontynu
                      > > ować swą naukę.
                      > byliście rodziną
                      > przecież to normalne
                      > to nie są żadne poświęcenia

                      Owszem. Ale właśnie walka o wspólne przetrwanie zaczyna się od dbania o codzienność. Robiłem to jak najlepiej umiałem - właśnie tę normalną codziennę szarówkę.

                      > człowieku, jak wyżej

                      jak wyżej

                      > codzienny problem - ciekawe jaki !?
                      Dziecko kaprysi z różnych względów - jak wychowujesz to dobrze powinnaś wiedzieć. To normalne.
                      A to - zabawek nie chce posprzątać.
                      A to - jedzenie nie pasuje.
                      A to, a owo, a siamto i tamto.
                      Exia zawsze miała ode mnie wsparcie w takiej codziennej szarówce z dzieckiem, ja od niej nigdy.

                      > a większość z nas samotnych nie miała pomocy
                      > partner powinien pomagać

                      Może lepiej być samotnym rodzicem.
                      Może fizycznie musisz się uporać wkładając więcej wysiłku, ale nie masz poczucia samotności w związku. Że jest ktoś bliski, kto Cię całkowiecie zlewa. W sprawach
                      • kini_m Re: ale komplement dostałam :D 12.02.07, 11:17
                        Może lepiej być samotnym rodzicem.
                        Może fizycznie musisz się uporać wkładając więcej wysiłku, ale nie masz poczucia samotności w związku. Że jest ktoś bliski, kto Cię całkowiecie zlewa. W sprawach wymagających partnerskich decyzji, w sprawach dziecka, w spraweach rodzinnych, towarzyskich, całym życiu... Ja przez 5 lat związku żyłem w nim z poczuciem samotności przez 3,5roku. Może nie wiesz ile zaciskania zębów wymaga aby poprawnie dbać o codzienność w takich warunkach, przy takiej osobie.

                        > i nawet jak za to słowa dziękuję nie usłyszy

                        Także w związku niejedna rzadko usłyszy. Nie ma co oszukiwać że faceci trudniej uzewnetrzniają uczucia. Tak samo oczywiste jak to - że kobiety maja trudność z pohamowaniem złości. Obie strony muszą zrozumieć te swoje wady.
                        Ale ja byłbym juz w siódmym niebie - żebym chcociaż nie był wyzywany w obecności córki. Innych grzeczności już bym nie wymagał.
                        Przez 5 lat, przez wszystkie przykrości i złości tylko jeden raz usłyszałem od niej słowo przepraszam - gdy "pojeździła" sobie na mnie w obecności rodziny (chwała jej choć za to). Ja przpraszałem ją za byle drobiazgi, nieistone czy popełniałem błąd świadomie czy nieświadomie. Ale ona miała wybiórcza pamięć - umiała pamiętać tylko komuś błędy, nigdy nie pamiętała że była przepraszana, że się przed nią kajałem, nawet leżąc u jej stóp.

                        > a jak mam zrozumieć drugą stronę !?

                        Tak jak uczy religia, humanitaryzm, filozofowie... wybierz sobie co chcesz.
                        Ale wiem jedno - bierność zazwyczaj jest grzechem. (Ja bierność wybieram tylko w taki sytuacjach - np gdy ktoś mi sugeruje atakować).

                        > > Kobieta rządzi przy dziecku, nie zezwoli na nic czego sama by nie
                        > > zaakceptowała. Musi być spełnione każde jej widzimisię

                        > to też jest normalne
                        > mało która mama daje sobie pomóc przy dziecku
                        > to jest instykt - bo ona wie lepiej, bo ona lepiej zrobi przy dziecku
                        > normalne

                        Więc będę szukał nienormalnej.
                        Takiej, która potrafi zrozumieć że instynkt to jedno a miłość to drugie. Że w tym drugim występuje także rozum, który czasem potrafi zatrzymać instynkt. Dziś wiemy że potrafią być kobiety bardziej męskie niz niejeden mężczyzna, faceci bardziej kobiecy niż niejedna kobieta. Dla mnie będzie się liczyła tylko taka, której instynkt będzie pomagał, a nie bęzie nia rządził.

                        > > Czy Ty naprawdę nie widzisz, że w ujawnianiu dziecku orzeczeń sądowych tkwi
                        > > aspekt dopieprzania drugiemu rodzicowi????
                        > > Oczywiście Ty zapewne nazwałabyś to tylko - prawdą.

                        > tak, bo to tylko prawda

                        Prawda, która niesie jakąś wartość. Byc może czasem nazbyt bolesną.
                        Ja czasem wolę zreygnować z jakiejś informacji, jeśli wiem że taka prawda mnie nie uszczęśliwi. Takim przykładem niepoznawania prawdy o sobie jest - niechęć do czytania własnej teczki z inwigilacji. Po co wiedzieć którzy sąsiedzi, przyjaciele donosili na Ciebie??? Ludzie popełniają błędy, może kiedyś później chcą się naprawić. Czy jest konieczne aby każdą informację ujawniać??? (Oczywiście bezdyskusyjna jest sprawa przy stanowiskach publicznych. Ale w prywatnym życiu....???)

                        > czyli M. ma szanować eksa za to, że jest
                        > a jak go nie ma !?

                        Jest. Gdzieś jest.
                        Nadal patrzysz na szacunek jak na wdzięczność.
                        Przykładasz do szacunku emocjonalną wartość.
                        I wtedy powstają rozczarowania o szerokich skutkach.

                        Ja też jestem rozczarowany exią, jej macierzyńską postawą, w której brakuje zrozumienia dla dziecka.
                        Za niewiele rzeczy jestem jej wdzięczny (tylko za 1,5roku ze wspólnych 5 lat, później juz było tylko fragmentami miło).
                        Ale szacunek to całkiem odrębna sprawa. Jeśli się go oddzieli od wdzięczności, to rozczarowania nie będą tworzyły zakazów, ograniczeń. (I tekstów w stylu "to dla dobra dziecka").
                        Nie wiem... Anetina, może masz rację. Ale bez szczegółowej wiedzy o Twojej sytuacji mogę tylko wyrażać takie opinie z przestrogami (to nie to samo co krytyka).

                        > skad wiesz, ze jestem ambitna zawodowo !?
                        > wow, sama się tego po sobie nie spodziewałam big_grin

                        Przepraszam jeśli pomylę - czy to nie Ty zostawiłaś dziecko u dziadków, aby pojechać za pracą???

                        > > A ja wolę normalną kobietę. Niepracoholiczkę. Taką która potrafi mieć pasję
                        > > w tym co robi, ale umie powiedzieć w pracy "dość". Najważniejsze to żeby nie
                        > > stracić zbyt wiele z dzieckiem, z ukochanym.

                        > tylko widzisz, żeby żyć trzeba mieć pieniądze
                        > żeby mieć pieniądze, trzeba pracować
                        > i koło się zamyka

                        Owszem.
                        Ale iść szybciej (po pieniędze, karierę), nie zawsze znaczy dalej.
                        To nie całkiem tak z tym zamkniętym kołem.
                        W tym kole musi się znaleźć miejsce na wszystkie elemnty.
                        A do Ciebie należy ustawienie proporcji pomiędzy tymi elementami.
                        Ja wiem na co będę przykładał szczególną wagę.

                        > jakoś nie każdy facet myśli tylko o seksie
                        > ale u ciebie widocznie związek polega na tym, aby ci dziewczyna ciągle dawała\

                        Gwoli ścisłości - w moim związku to raczej ja czasem "nie dawałem".
                        Bo czasem jednak zależy mi na jakości - ważne jest jak, kiedy.
                        Ale nie oszukujmy się - każdy facet myśli o seksie.
                        Może tylko nie zawsze i nie na pierwszym miejscu.

                        > > Ktoś wie... ktoś na pewno wie.
                        > > Ludzie nie znikają jak kamfora

                        > mało życia poznałeś

                        Trochę poznałem.
                        Potrafiłem odszukać znajomych z daaaaaawnych lat posiadając strzępy informacji. Jeśli się chce, to się da radę. No ale trzeba by się w to trochę zaangażować, poświęcić nieco czasu. Jeśli się naprawdę chce...

                        > ale komplement dostałam big_grin

                        Jeśli tylko mam okazję, to pozwolę sobie korzystać z komplementowania.
                        A czemu nie...?
                        _________________
                        Bądź jak zegar słoneczny. Odmierzaj tylko pogodne godziny...
                        • madziulec Anetina ;) 12.02.07, 12:00
                          I z watku o problemach Kiniusia robi sie watek o analizie Twoich problemow...
                          • anetina Re: Anetina ;) 12.02.07, 12:04
                            fajnie tak o sobie poczytać

                            ciekawe tylko, dlaczego traci kolejną dniówkę, aby ze mną rozmawiać big_grin
                            • kini_m Re: Anetina ;) 12.02.07, 12:13
                              Tą dniówkę straciłem przez perfidię exi.
                              Niestety moja aktualna praca wymaga planowania z wyprzedzeniem.
                              Nic mi nie daje cofnięcie urlopu w ostatniej chwili (na przeddzień).
                              _________________
                              Bądź jak zegar słoneczny. Odmierzaj tylko pogodne godziny...
                            • kini_m Re: Anetina ;) 12.02.07, 12:18
                              anetina napisała:
                              > ciekawe tylko, dlaczego [....] aby ze mną rozmawiać big_grin

                              Bo jak na razie to fajna z Ciebie dziewczyna.
                              Nie ulegasz tutejszym klimatom ujadania.
                              • kini_m Anetina, no pokaż.... nie bądź taka.... ;) 12.02.07, 12:21
                                tę suknię,
                                chcę pochwalić smile
                                • anetina mój M nie widział,a ty chcesz zobaczyć!? chciałbyś 12.02.07, 12:25

                                  • kini_m Re: mój M nie widział,a ty chcesz zobaczyć!? chci 12.02.07, 12:35
                                    Jasne że chciałbym smile))
                                    Jak zachęcasz że taka z Ciebie laska, o której nie mam co marzyć...
                                    To chcociaż na suknię bym zerknął ukradkiem.
                                    (obiecuję że nic nie zdradzę Twojemu M)
                                    _________________
                                    Bądź jak zegar słoneczny. Odmierzaj tylko pogodne godziny...
                        • anetina Re: ale komplement dostałam :D 12.02.07, 12:02
                          > skad wiesz, ze jestem ambitna zawodowo !?
                          > wow, sama się tego po sobie nie spodziewałam big_grin

                          Przepraszam jeśli pomylę - czy to nie Ty zostawiłaś dziecko u dziadków, aby
                          pojechać za pracą???


                          hihihi
                          ale masz pomysły

                          nie
                          nie zostawiłam dziecka

                          pomyliłeś osoby

                          chyba że rozumiesz tą kwestię w ten sposób, że gdy wróciłam do pracy, Mały miał
                          6 miesięcy
                          miałam wybór żłobek 8 godzin dziennie
                          lub babcia w domu jako opiekunka
                      • anetina Re: ale komplement dostałam :D 12.02.07, 11:51

                        >
                        > Brzmi interesująco.
                        > Z chęcią usłyszałbym coś więcej o tej sukni.


                        no niestety, ale nie usłyszysz
                        ani nie zobaczysz

                        suknia jest tylko dla oczu mojego partnera






                        > Dajesz jasno do zrozumienia - że Twój ex nie chciał.

                        o, w końcu zrozumiałeś big_grin




                        Odnoszę wrażenie, ż
                        > e poza wyrażeniem ogólnikowych chęci, to po prostu pogodziłaś się z sytuacją
                        ja
                        > ką wlekła się za exem.



                        po jakims czasie trzeba się pogodzić z tym, co daje i zabiera nam los
                        takie jest życie






                        >
                        > > ja ojca nie atakuję grzywnami
                        >
                        > I to jest Twoje szczęście w nieszczęściu.


                        wow, jaki jesteś wspaniałomyślny big_grin




                        >
                        > > ale decyzja o pozananiu dziecka z ojcem teraz może wyjść tylko od syna
                        > > teraz to dziecko decyduje, nie eks
                        > > a ja zrobię to, co mój syn będzie chciał\
                        >
                        > Niektórzy psychologowie (np. biegły w RODK) zauważają że nie można zbyt wiele
                        p
                        > ozwalać decydować dziecku o ważnych sprawach.


                        ale psycholog swoje, życie swoje
                        ja nie mogę decydować o zyciu dziecka
                        ja je wychowuję, zabezpieczam psychicznie i finansowo
                        ale życie nalezy do dziecka
                        jeśli będzie chciał poznac ojca, mieć z nim kontakt, to jest jego decyzja, jego
                        zycie




                        >
                        > Dziecko uczy się od rodziców. Położenie przez Ciebie kreski na jego ojcu, z
                        duż
                        > ym prawdopodobieństwem oznacza że dziecko postąpi tak samo. To jest oczywiste
                        p
                        > rzyczynianie się do jego decyzji swoją postawą.

                        mylisz się
                        najpierw trzeba dziecku przekazywać te informacje
                        Mały wie, ze ma tatę gdzieś w świecie
                        że mama nie wie, gdzie jest
                        z czasem będzie chciał więcej informacji - jego opis, charakter itp. - potrafię
                        rozmawiać z dzieckiem bez emocji
                        nie mam prawa wyrażać sie dziecku negatywnie o jego ojcu
                        tym bardziej, ze nie jestem wrogo nastawiona na eksa
                        nie jestem, bo go nie ma w naszym zyciu
                        bo przeszła mi miłość, nienawiść do niego
                        jest on dla mnie tylko człowiekiem, ogólnie obcym



                        nie czytałeś mojego wyroku z sądu big_grin



                        >
                        > Niestety - tego złego jest zbyt wiele. Córka traumatycznie przeżywa samowolę
                        ma
                        > tki zakazującą spotykania się nam. Budzi się z płaczem z powodu braku taty.

                        skąd wiesz, że się budzi
                        jeśli dziecka nie widziałeś - ... od dwóch lat !?




                        > Nie. Miała bliżej do innych szpitali w cywilizowanym kraju.
                        > To nie było - "muszę" (ale - "chcę").


                        Madziulec (chyba) napisała dobrze na ten temat
                        kobieta ma prawo rodzić tam, gdzie chce
                        tam będzie też jeżdziła do szkoły rodzenia

                        więc miałeś obowiązek, będąc jej partnerem, ojcem jej dziecka, wozić ją tam,
                        gdzie chciała



                        > Zresztą jakie to ma znaczenie - chciałem dbać, ratować rodzinę - to musiałem
                        ul
                        > egać. Poza tym tę "pochylnię" która się pojawiła w związku zobaczyłem juz
                        jakiś
                        > czas przed poczęciem córki. Więc co k....a miałem robić, jak nie godzić się
                        na
                        > zachciewajki, jeśli zależało mi....



                        to gdzie ty miałeś oczy !?
                        trzeba było już wcześniej uciekać z tego związku big_grin





                        &
                        • kini_m Re: ale komplement dostałam :D 12.02.07, 12:09
                          anetina napisała:
                          > > Brzmi interesująco.
                          > > Z chęcią usłyszałbym coś więcej o tej sukni.
                          > no niestety, ale nie usłyszysz
                          > ani nie zobaczysz

                          Oj pokaż, pokaż... zżera mnie ciekawość

                          > > Odnoszę wrażenie, że poza wyrażeniem ogólnikowych chęci, to po prostu
                          > > pogodziłaś się z sytuacją jaką wlekła się za exem.

                          > po jakims czasie trzeba się pogodzić z tym, co daje i zabiera nam los
                          > takie jest życie

                          Niestety to nie ja.
                          Ja walczę do końca.
                          Zwłaszcza że moje dziecko będzie żyło długo. Ono nie daje mi prawa do pogodzenia się z tym co nieszczęśliwe w jego życiu.
                          A była Pani chyba za słabo mnie poznała... Jak nie zawrze kompromisu, to będzie miała w swej zatwardziałości udrękę do końca.

                          > nie czytałeś mojego wyroku z sądu big_grin

                          Z chęcią bym przeczytał. Ale wraz z uzasadnieniem.

                          > > Niestety - tego złego jest zbyt wiele. Córka traumatycznie przeżywa samowolę
                          > > matki zakazującą spotykania się nam. Budzi się z płaczem z powodu braku
                          > > taty.

                          > skąd wiesz, że się budzi
                          > jeśli dziecka nie widziałeś - ... od dwóch lat !?

                          Ja to wiem.
                          I ona wie, że ja to wiem.
                          Materiał na ten temat złożyłem w sądzie.
                          Notabene exia sama potwierdziła te fakty, wytaczając mi inną sprawę (omawiana poniekąd na forum sprawa komputera). I tego potwierdzenia juz nie wycofa - bo musiałaby zniszczyć w sądzie akta sprawy, którą sama założyła.

                          > Madziulec (chyba) napisała dobrze na ten temat
                          > kobieta ma prawo rodzić tam, gdzie chce
                          > tam będzie też jeżdziła do szkoły rodzenia

                          Ależ ja jej tego prawa nie odmawiam.
                          Niestety prawo matki nie rodzi automatycznie obowiązku po stronie ojca.
                          Zdanie Madziulca niech pozostanie zdaniem Madziulca. Oczywiście możesz się pod tym podpisać.
                          Np: Czy jeśli matka ma prawo rodzić razem z ojcem dziecka - to czy to znaczy że ojciec ma obowiązek uczestniczyć w porodzie????

                          > to gdzie ty miałeś oczy !?
                          > trzeba było już wcześniej uciekać z tego związku big_grin

                          Wpatrzone w nią.
                          Na dobre i na złe.
                          (czy to takie nienormalne?)
                          _________________
                          Bądź jak zegar słoneczny. Odmierzaj tylko pogodne godziny...
                          • babcia_kasi Jakie to straszne... 12.02.07, 19:41
                            "Niestety to nie ja.
                            Ja walczę do końca.
                            Zwłaszcza że moje dziecko będzie żyło długo. Ono nie daje mi prawa do pogodzenia się z tym co nieszczęśliwe w jego życiu.
                            Jak nie zawrze kompromisu, to będzie miała w swej zatwardziałości udrękę do końca."
                            Przeczytałam tę mściwą, niegodną mężczyzny groźbę z prawdziwą przykrością.Wyobraź sobie Kini, że Twoja córka dorośnie do 17-tu lat, trafi na takiego "kochającego" partnera i tak jej obieca "udrękę do końca"!Czytam to jako matka, której serce się kraje...
                            "A była Pani chyba za słabo mnie poznała..."-o to chodzi, że Twoja pani cię dobrze poznała...i dlatego postanowiła od Ciebie uciekać i ma do tego prawo.
                            A ten tekst ....powinna sobie wydrukować i pokazać córce, jak juz trochę zacznie rozumieć...
                            JESTEŚ MODELOWYM NĘKACZEM.
                            • kini_m Re: Jakie to straszne... 17.02.07, 13:51
                              Ślepa babciu_kasi,
                              pogawędkę z moderatorem "bezpieczeństwa kobiet" już dawno sobie ucięłem na publicznym forum i zgodził sie on że nie jest poprawnościa aby ojców własnych dzieci uznawać za nękaczy (zrozumiał błędy we własnej publikacji). -> Odsyłam do wyszukiwarki.
                              Natomiast nie rozróżniasz groźby od stanwczości i determinacji.
                              Serdeczne współczucia babciu. Lepiej wracaj na wasze zamknięte forum przemocowców.
                              _________________
                              Bądź jak zegar słoneczny. Odmierzaj tylko pogodne godziny...
                              • madziulec Fascynujace... 17.02.07, 18:12
                                Kini a skad wiesz na jakich forach dziela sie Babcia_kasi???
                                Ja tez sledzisz, bo osmielila sie powiedziec cos przeciwko Twojej eks??
                                Problem tylko.. ze wyszukiwarka nie pokazuje postow z for zamknietych...


                                Ciekawe prawda?
                                • kini_m Re: Fascynujace... 17.02.07, 18:26
                                  madziulec napisała:
                                  > Problem tylko.. ze wyszukiwarka nie pokazuje postow z for zamknietych...
                                  > Ciekawe prawda?

                                  Czyja wyszukiwarka.....???
                                  Czyżbyś zapomniała że była Pani uznała mnie za naczelnego hakera RP smile))))))))
                                  • madziulec Re: Fascynujace... 17.02.07, 19:48
                                    Kini - ja nie wiem za kogo uznala Cie jak to ladnie okreslasz "Twoja Pani". Widzisz dla mnie takie okreslenie pasuje do psa, kota, rybek.
                                    MOj kot, a raczej moja kota ma pania wlasnie - czyli mnie.


                                    Pozdrawiam Cie serdecznie i wiesz, mam nadzieje, ze ktos zaadoptuje Cie, a nie trafisz do schroniska.. Zimna pore roku mamy ....
                                    • kini_m Re: Fascynujace... 17.02.07, 21:12
                                      Madziulec, hmmm.... mogę zamienić zwrot: "moja (była) Pani" na: "jedyna babka, którą widziałem nagą". Czy to będzie mniej Ci się kojarzyło z Twoją kotą?
                                      Ale owszem, byłem oddany mojej Pani. Była niemal właścicielem mojego życia (tak jak Ty swej koty). Coś w tym złego?

                                      O zimę nie musisz mi się troszczyć. Mieszkań mam pod dostatkiem do dyspozycji.
                                      _________________
                                      Bądź jak zegar słoneczny. Odmierzaj tylko pogodne godziny...
                                      • madziulec Re: Fascynujace... 17.02.07, 21:25
                                        Problem w kotach polega na tym, ze to one sobie wybraly wlasciciela.
                                        Poza tym - moja kota nie ma zamiaru mscic sie na mnie, a odejscie mojego eksa przezyla rownie zle jak wszyscy domownicy (w koncu rowniez ma swoje uczucia).
                                        podobnie jak uczuciami mojego dziecka, moimi tak i koty moj eks sie nie przejmowal.

                                        To tak celem wyjasnienia - bo pewni enie miales nigdy zwierzecia.

                                        A swoja droga - bycie z kims to nie poddanie sie, to partnerstwo. Poddanie sie to choroba, ktora wlasnie potem skutkuje zameczaniem forumowiczow dziwnymi postami nijak nie majacymi zwiazku z forum
                                      • anetina Re: Fascynujace... 18.02.07, 10:20
                                        jedyna .............................. ??????????????????
                                        • kini_m Re: Fascynujace... 18.02.07, 11:11
                                          Tak......... jedyna.
                                          • nzuri Re: Fascynujace... 19.02.07, 18:34
                                            To może czas obejrzeć inną?
                                            • kini_m Re: Fascynujace... 22.02.07, 15:58
                                              ...może czas ?
                                              ...a może nie czas ???
                                              _________________
                                              Bądź jak zegar słoneczny. Odmierzaj tylko pogodne godziny...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka