Zaczne od tego,ze jestesmy juz dlugo po slubie,mamy 2 dzieci i jest OK.Maz jest dobrym czlowiekiem,odpowiedzialnym itd.Troche nudno zrobilo sie w naszym zwiazku:monotonia codziennosci zrobila swoje.No i dzisiaj spotkalam faceta,niby nic;blysk w oku(moim i jego),jakies usmiechy,jakas wymiana zdan nic nieznaczacych.Takie nic,a jednak.Zauwazylam,ze mial blekitne oczy,piekny usmiech i te oczy patrzace z zachwytem na mnie.Maz tak juz niestety nie patrzy.Nie spotkamy sie juz raczej nigdy-no i dobrze,tak bedzie bezpieczniej

.Zrozumialam,ze ja poprostu tesknie do tych uniesien,do tych spojrzen i przypadkowych dotykow dloni.Macie tez tak czasami?Albo tylko ja jestem taka niezyciowa romantyczka?