21.07.03, 15:18
Jak myślicie, czy istnieje kompromis w małżeństwie???
Ja twierdze, ze tak mój mąż że nie. Wczoraj powiedział mi, że dla świętego
spokoju będzie na niektóre rzeczy się zgadzał dla świętego spokoju. Podobno
to z miłości i dlatego, że nie chce kłotni.Veto bedzie stawiał w sparawach
znaczących - ale nie powiedzial jakich.
To stwierdzenie zaburzyło całe moje pojmowanie małżeństwa. Po 2 latach
małżeństwa i 2 wcześniejszej znajomości, dla mojego męża zaczeło
istnieć "czarne i białe" i nie ma nic "po środku".
Czuję sie fatalnie, i dziwnie oszukana.
Czy mozna tak żyć? Wiedząc, że dla świetego spokokju druga osoba rezygnuje z
siebie, wiedząc, że do końca żadan z osób nie będzie szczęśliwa.
Co robić???
tysia
Obserwuj wątek
    • flo_mama Re: kompromis 21.07.03, 16:14
      tysiu... z tymi facetami tak już chyba jest, są bardzo, bardzo inni od nas. Mój
      mąż na przykład przeprasza mnie za coś, bo wie, że na to czekam, a sam jednak
      nie czuje, że zrobił coś nie tak. Tzn. wie, że zrobił źle, ale przecież "w
      dobrej wierze i miał dobre intencje". Poza tym nie odzywa się, zmilcza sprawy,
      przez które może wywiązać się kłótnia. Nie jest sobą, ma kilka twarzy...
      Nie wiem niestety, co Ci poradzić. Ja sama takiego stanu nie znoszę, nie
      rozumiem, nie chcę. I nie wiem, co będzie.

      mama flo
      • tysia_k Re: kompromis 21.07.03, 16:22
        Dzięki, moze to z nimi tak właśnie jest?
        Mój mąz zachowuje sie bardzo podobnie jak Twój.
        Tylko jak Ty to znosisz? Mnie to doprowadza do szału! A z tym kompromisem to
        już mi poprostu ręce opadły!
        Pozdrawiam
        tysia
    • krynia100 Re: kompromis 22.07.03, 07:45
      Wiecie co dziewczyny, mam problem małżeński podobny do Waszego i powoli
      dochodzę do wniosku, że od troglodyty nie można za wiele wymagać. Oni są prości
      jak konstrukcja cepa i nie da rady żeby nas zrozumieli. Dobrze jeśli choć
      trochę się starają. Ostatnio nabywam coraz większej świadomości tego jaka siła
      jest w kobiecie i myślę, że ratunkiem dla nas jest właśnie takie przekonanie o
      własnej wartości i pewna psychiczna niezależność. Czytam teraz książkę
      pt "Biegnąca z wilkami", trochę psychologicznego bełkotu ale są fragmenty,
      które mnie wzmocniły. I łatwiej mi nie płakać, choć nadal jestem wściekła,
      kiedy ta moja gadzina robi mi jakiś kolejny numer typu nagła impreza z
      kolesiami w sobotni wieczór, któy mieliśmy spędzić przy świecach i czerwonym
      winie... Pozdrawiam Was serdecznie, życząc nam wszystkim dużo siły. Kry.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka