Czy na świątecznych stołach macie kupne jedzenie czy własnoręcznie
zrobione? Czy trochę tego, trochę tego?
Trudno mi zrozumieć, jak można zastawiać wielkanocny stół tylko i
wyłącznie jedzeniem z hipermarketu - lepkie, już pokrojone wędliny z
paczki, gotowe sałatki i obrzydliwe kupne ciasto.. Żeby jeszcze z
porządnej cukierni, ale z hipermarketu... A znam takie stoły...
Nie każę nikomu stać trzy dni przy garach, ja sama jestem od tego
daleka, ale przygotowanie własnego: schabu na zimno, ciasta
czekoladowego, sałatki warzywnej i domowego majonezu naprawdę nie
zabrało nam dużo czasu. Wszystko wyszło pyszne. Wydaje mi się, że
nie ma nic przyjemniejszego niż częstowanie gości własnoręcznie
przygotowanym jedzeniem i patrzenie, jak wszystko znika.. ale może
się mylę.
Oprócz jeszcze jednego domowego ciasta tylko my
przynieśliśmy "domowe" jedzenie. Smutne.
U mojej siostry np. jeśli jesteś zaproszona na obiad dostajesz tylko
i wyłącznie gotowe żarcie z "Klifa". W całości. Siostra gotować nie
lubi i nie będzie, więc przyzwyczailiśmy się, że tam domowych
smakołyków raczej się spodziewać nie można.
Zaraz się pewnie oburzą te niegotujące, bo sporo tu takich, ale
naprawdę uważam, że zaproszenie gości na obiad i nie podanie choćby
JEDNEJ własnoręcznie przygotowanej rzeczy to pójście po najmniejszej
linii oporu i lekceważenie gościa. Taka jestem staromodna. Howgh