Dodaj do ulubionych

Gdy partner odchodzi...

21.03.09, 18:49
Jesteśmy z sobą od kilku lat. Mamy wspólne dziecko. Starsze mam z poprzedniego
związku. Teraz siedzę w domu, bo córeczka jest jeszcze mała. Często myślałam o
małżeństwie, ale niemąz wciąż powtarzał, że to zbędne, że przeciez to nic nie
zmienia, ze i tak się kochamy. Trochę mnie to bolało. Teraz nagle widzę, że
coraz bardziej odsuwamy się od siebie. On pracuje, bywa dużo poza domem, ja w
domu z dziećmi. Finansowo stoimy dobrze. Czuję, ze on odejdzie, że mnie
zostawi. Kiedyś nawet spytał niby nigdy nic: "Czy nadal chcesz być ze mną, czy
jesteś szczęśliwa, czy tylko przyzwyczajona..."
Dlaczego zakochany mężczyzna nie chce ślubu? Czy to znaczy, ze się waha? A
teraz, czemu takie pytania zadaje? Boję się.
Obserwuj wątek
    • tabakierka2 Re: Gdy partner odchodzi... 21.03.09, 18:54
      Nie chcę Cię dodatkowo dołować.
      Pytasz dlaczego facet nie chce ślubu? Pewnie różnie Ci dziewczyny odpowiedzą, ja
      Ci powiem tak: po co mu ślub? wszystko, co potrzebuje już ma : opierasz go,
      gotujesz, zajmujesz się domem, sprzątasz, prasujesz, jesteś jego kochanką ( =
      zaspokajasz go seksualnie) i opiekujesz się jego dzieckiem? to PO CO MA SIĘ Z
      TOBĄ ŻENIĆ? wszystko, co JEMU potrzebne, już ma.
      Powiesz, ze na Was zarabia - ok, ale gdyby był sam, to pewnie też by płacił
      pomocy domowejuncertain
      Uważam, że jest mu wygodnie tak jak jest.
      Nie umiałabym być z kimś, kto nie chciałby się ze mną ożenić, ale to ja.
      Najlepiej będzie jak z nim na spokojnie porozmawiasz i powiesz o swoich
      potrzebach ( bezpieczeństwa?).
      • mama-maxa Re: Gdy partner odchodzi... 21.03.09, 19:15
        ja myślę, jak tabakierka. Facet ma "żonę", matkę i kochankę i to bez
        podpisywania papierku, bez brania ślubu, więc jakby jeszcze ma tą
        kawalerską wolność, że gdyby coś, to łatwiej to zakończyć. Tak ja
        myślę, ale mogę się mylić. Uważam, że gdybyśmy oboje nie myśleli o
        ślubie, to moglibyśmy żyć bez niego, ale gdyby choć jedna strona
        zaczęła o tym myśleć, to jest to sprawa do rozpatrzenia.
        • montechristo4 Re: Gdy partner odchodzi... 21.03.09, 20:43
          chyba najwyższy czas porozmawiać z facetem i tyle. A tak swoją
          drogą - jesteś zabezpieczona finansowo, na wypadek, gdyby jednak
          zdecydował się odejść?
          Ślub nie jest potrzebny, jeżeli ludzie chcą być razem , to po prostu
          smile
    • agatracz1978 Re: Gdy partner odchodzi... 21.03.09, 22:46
      Właśnie dlatego nie chce ślubu, bo bez niego wyjdzie i powie nie udało się
      sorki. Bez zbędnych formalności, papierów, prób naprawiania czegokolwiek. I jak
      odejdzie to Twoje finansowe zabezpieczenie razem z nim. A do tego czasu ma pomoc
      domową i kochankę w jednym. Brak ślubu nic nie zmienia w miłości, ale jednak bez
      ślubu łatwiej niektórym podjąć decyzję o odejściu.
      • net79 Re: Gdy partner odchodzi... 21.03.09, 23:14
        skąd wiesz??
        • agatracz1978 Re: Gdy partner odchodzi... 22.03.09, 11:04
          Skąd wiem co?
      • nod26 Re: Gdy partner odchodzi... 22.03.09, 11:17
        Czasem sam slub zmienia kobietę bardzo.Teraz zyjesz w niepewnosci o jutro
        ,jestes żona i matka bez papierku.Czasem ten papierek narobi tyle zła ze trzeba
        wiać.Faceci zaczeli sie bac i nie chca byc traktowani jak własnosc bez swojego
        zdania i decydowania o sobie.
        Wystarczy poczytac watki ktore same mowia za siebie ze czasem małzenstwo jest
        katorga.Nie dziw sie ze ma takie podejscie,a ty z kolei jesli chciałas go za
        meza to najpierw moglas myslec o slubie a pozniej o przychówku.
    • kra123snal Re: Gdy partner odchodzi... 21.03.09, 23:03
      Sama ślubu nie chciałam brac, bo nie widziałam sensu. Co miało to
      zmienić? Może Twój partner też nie bardzo widzi powód? Kocha Cię,
      jesteście razem, dzielicie się wszystkim. Każdy związek przeżywa
      wzloty i spadki (upadek jest zazwyczaj jeden końcowy smile ). Podziel
      się z nim swoimi obawami. Jeżeli chcesz zabezpieczenia prawnego
      poprzez wspólnotę majątkową, to spytaj się, co ma przeciwko wzięciu
      np. ślubu cywilnego. Zawsze możesz argumentować, to tym, że jak mu
      się coś stanie, to Ty i potomstwo pozostaniecie niezabezpieczeni
      finansowo. Może ten aspekt umknął jego uwadze.
      • hanalui Re: Gdy partner odchodzi... 21.03.09, 23:31
        kra123snal napisała:
        > Jeżeli chcesz zabezpieczenia prawnego
        > poprzez wspólnotę majątkową, to spytaj się, co ma przeciwko
        wzięciu
        > np. ślubu cywilnego.

        No chyba wyraznie napisala ze niemaz nie chce slub bo uwaza to za
        zbedne i nic nie zmienia.
        Czy slub cywilny to nie slub surprised?
        • kra123snal Re: Gdy partner odchodzi... 21.03.09, 23:38
          > No chyba wyraznie napisala ze niemaz nie chce slub bo uwaza to za
          > zbedne i nic nie zmienia.
          > Czy slub cywilny to nie slub surprised?

          Większość Polaków jednak łączy tę uroczystość z kościołem, weselem i
          wielkim zawracaniem głowy. Ślub cywilny można załatwić cicho, szybko
          i zakończyć obiadem ze świadkami. Można to potraktować jako
          podpisanie zawarcia wspólnoty, a nie jako zawiązanie związku "na
          poważnie". W ich przypadku taki związek już istnieje.
          • hanalui Re: Gdy partner odchodzi... 21.03.09, 23:52
            kra123snal napisała:
            > Ślub cywilny można załatwić cicho, szybko
            > i zakończyć obiadem ze świadkami.

            Koscielny tez mozna tak zalatwic jesli nie chce sie rozglosu tongue_out

            > Można to potraktować jako
            > podpisanie zawarcia wspólnoty, a nie jako zawiązanie związku "na
            > poważnie".

            Boze ...co ty pleciesz. Slub cywilny bedzie jak najbardziej
            zawarciem zwiazku i wspolnoty NA POWAZNIE wraz ze wszystkimi
            konsekwencjami prawnymi.

            W ich przypadku taki związek już istnieje.
            • kra123snal Re: Gdy partner odchodzi... 22.03.09, 00:02
              > Koscielny tez mozna tak zalatwic jesli nie chce sie rozglosu tongue_out
              >
              Nie można. Zapowiedzi są.

              > Boze ...co ty pleciesz. Slub cywilny bedzie jak najbardziej
              > zawarciem zwiazku i wspolnoty NA POWAZNIE wraz ze wszystkimi
              > konsekwencjami prawnymi.

              Łopatologicznie: oni żyją w poważnym związku, ślub cywilny by nic
              nowego w ich związek w tym względzie nie wniósł. Wniósłby za to
              konsekwencje prawne, które uspokoiłyby może autorkę watku, takie jak
              wspólnota majątkowa, prawo dziedziczenia, ulga na dziecko itp.

              Powaga związku nie zaczyna się w momencie zawarcia ślubu i za taki,
              poważny związek, uważam związek autorki wątku.
              • hanalui Re: Gdy partner odchodzi... 22.03.09, 00:15
                kra123snal napisała:
                > > Boze ...co ty pleciesz. Slub cywilny bedzie jak najbardziej
                > > zawarciem zwiazku i wspolnoty NA POWAZNIE wraz ze wszystkimi
                > > konsekwencjami prawnymi.
                >
                > Łopatologicznie: oni żyją w poważnym związku,

                W sensie fizycznym tak, prawnym nie smile

                > ślub cywilny by nic
                > nowego w ich związek w tym względzie nie wniósł.

                Dlatego tez niemaz nie chce niczego zmieniac i owy slub mu
                niepotrzebny smile

                > Wniósłby za to
                > konsekwencje prawne, które uspokoiłyby może autorkę watku, takie
                jak
                > wspólnota majątkowa, prawo dziedziczenia, ulga na dziecko itp.

                I moze wlasnie z tej przyczyny jakimi sa konsekwencje prawne gosci
                nie chce sie zenic. Proste jak budowa wiesz czego smile

                > Powaga związku nie zaczyna się w momencie zawarcia ślubu i za
                taki,
                > poważny związek, uważam związek autorki wątku.

                Ty se mozesz uwazac co chcesz, w sensie prawnym ich zwiazek nie jest
                zwiazkiem na powaznie, jest to co jedynie ustalenie miedzy nimi.
                • kra123snal Re: Gdy partner odchodzi... 22.03.09, 00:22
                  Sens prawny nic nie wnosi do powagi związku.

                  Do autorki wątku: porozmawiaj z partnerem o Twoich obawach. Jeżeli
                  boisz się o swoją przyszłość i dzieci, to musisz mu o tym powiedzieć.
                  • hanalui Re: Gdy partner odchodzi... 22.03.09, 00:36
                    kra123snal napisała:

                    > Sens prawny nic nie wnosi do powagi związku.

                    Oj krasnalu.....Skoro nic nie wnosi to po co zmieniac sens prawny? tongue_out
                  • rybka.marcowa Re: Gdy partner odchodzi... 22.03.09, 12:11
                    Ale co do przyszłości dzieci to chyba niewiele się zmieni?
                    Starsze i tak nie dziedziczy(chyba że by je przysposobił),a młodsze dziedziczy i
                    tak,ze ślubem czy też bez niego.
                    • kra123snal Re: Gdy partner odchodzi... 22.03.09, 20:33
                      Ja bym się jednak skupiła na ich życiu razem.
                      • rybka.marcowa Re: Gdy partner odchodzi... 22.03.09, 20:48
                        Ona jako konkubina oczywiście nie dziedziczy.
                        Wogóle ma mało praw(żadnych?),za to same obowiązki.
                        Jednej taki układ odpowiada,innej nie.
                        Skoro autorce wątku nie odpowiada-nie musi w nim tkwić.
                        Dla mnie oczywiste jest,że jeśli ludzie się kochają to się pobieraja ale
                        rozumiem że nie każdy musi mieć na ten temat takie zdanie .
                        Moja dobra koleżanka żyje z facetem już 8 lat,za chwilę urodzi drugie
                        dziecko,żadne nie myśli o ślubie i jest im wspaniale.

                        Ja jednak nie chciałabym być do konca życia konkubiną i gdybym facetowi
                        gotowała,prała,urodziła dziecko a on nie chciałby mnie za żonę to
                        cóz...podziękowałabym panu.
          • angazetka Re: Gdy partner odchodzi... 21.03.09, 23:54
            Halo! Tam nie ma nic o tym, że niemąż nie chce hucznego wesela i
            wielkiego zawracania głowy, tylko że nie chce slubu, bo on nic nie
            zmieni.
            BTW - można zrobić skromny ślub kościelny albo cywliny z pełną pompą.
            • hanalui Re: Gdy partner odchodzi... 22.03.09, 00:01
              angazetka napisała:

              > Halo! Tam nie ma nic o tym, że niemąż nie chce hucznego wesela i
              > wielkiego zawracania głowy, tylko że nie chce slubu, bo on nic nie
              > zmieni.

              Krasnal czesto konfabuluje, lacznie z tym ze cywilny slub to se
              mozna tak na niby wziac big_grin
              • kra123snal Re: Gdy partner odchodzi... 22.03.09, 00:05
                > Krasnal czesto konfabuluje, lacznie z tym ze cywilny slub to se
                > mozna tak na niby wziac big_grin

                Brakuje adrenaliny, bo w wątku o czapce i bananie przestały
                dziewczyny odpowiadać?
            • kra123snal Re: Gdy partner odchodzi... 22.03.09, 00:04
              On nie chce w ogóle ślubu. Gdybam nad jego motywami, dlatego
              zaproponowałam rozmowę o ślubie w celu uspokojenia autorki.
              • hanalui Re: Gdy partner odchodzi... 22.03.09, 00:19
                kra123snal napisała:

                > On nie chce w ogóle ślubu. Gdybam nad jego motywami, dlatego
                > zaproponowałam rozmowę o ślubie w celu uspokojenia autorki.

                Fajna rada.

                ON: Ja nie chce w ogole slubu
                ONA: Kochanie porozmawiajmy o slubie
                • kra123snal Re: Gdy partner odchodzi... 22.03.09, 00:25
                  Ja nie chciałam w ogóle ślubu a jestem po ślubie. Rada z życia
                  wzięta. Czytaj od początku. Informację tę już zawarłam w poście.
    • ik_ecc Re: Gdy partner odchodzi... 21.03.09, 23:06
      > Dlaczego zakochany mężczyzna nie chce ślubu? Czy to znaczy, ze się
      > waha? A teraz, czemu takie pytania zadaje? Boję się.

      Spytaj jego a nie nas.
      Podejrzewam, ze wygladasz na nieszczesliwa i niepewna i stad jego
      pytanie. Taka samospelniajaca sie przepowiednia.

      Ja jestem z moim partnerem 7 lat bez slubu, mamy prawie 4-letnie
      dziecko, staramy sie o nastepne. Szczerze mowiac do glowy by mi nie
      przyszlo, ze moglby ot tak odejsc tlko dlatego, ze nie mamy na
      siebie papierka. Powody odejscia moglyby byc inne, ale nie brak
      papierka. Dziecko jest duzo bardziej wiazace niz papierek, imo.
      A nad slubem zastanawialismy sie kiedys, ale oboje bylismy zbyt
      leniwi zeby pojsc do USC. wink Moze, kiedys nam odbije w jakims
      romantycznym miejscu dla uczczenia 20 lat razem. Ale chwilowo
      potrzebne nam to do niczego nie jest.
    • net79 Re: Gdy partner odchodzi... 21.03.09, 23:24
      CytatCzy nadal chcesz być ze mną, czy
      jesteś szczęśliwa, czy tylko przyzwyczajona..."

      w moim odczuciu nie oznacza "chcę odejść", ale "odsunęłaś się trochę odemnie, a tak bym chciał abyśmy byli szczęśliwi"...
      Zastanów się czy siedzenie w domu z dzieckiem, zależność finansowa i dwa inne tryby życia jakie prowadzicie (on kariera/ty dom) nie dołują Cię na tyle, aby wpędzić w lekką depresję i kierować postrzeganiem świata jak w krzywym zwierciadle, przez pryzmat własnych lęków... świat może wyglądać z goła inaczej kiedy wyjdziemy po za gabinet własnych luster, nie schizuj się, tylko dąż do tego, aby poczuć się dobrze, chyba jedynym wyznacznikiem dobrego samopoczucia nie może być ślub??? Ja sama zwolenniczką ślubów i rozwodów nie jestem, po 9-ciu latach i przy trójce dzieci dopiero pozwoliłam na podpisanie durnego papierka, tylko po to , aby ułatwić sobie życie w tym niedorozwiniętym systemie. Mentalnie do niczego nie był mi potrzebny i nie słuchaj tych, którzy mówią, że bez ślubu łatwiej odejść... to nie prawda. Nie bój się życia i nie drżyj o to, że odejdzie, bo czasu nie cofniesz i umknie Ci gdzieś między palcami na trzęsieniu portkami, łatwiej naprawdę jest po prostu cieszyć się chwilą, bo.."chwila, która trwa, może być najpiękniejszą z Twoich chwil"...
      • net79 Re: Gdy partner odchodzi... 22.03.09, 00:38
        Przeoczyłam pewną rzecz... może ten lęk jest pozostałością po poprzednim
        rozstaniu... Pierwszy partner żył z Tobą w zalegalizowanym związku... Niektórzy
        ludzie nie są łajdakami, wręcz przeciwnie są idealistami... nie uprawiaj
        czarnowidztwa kochana, zwyczajnie powiedz mu o swoich obawach, do mężczyzn nie
        docierają argumenty typu: biała suknia i latające gołębie...racjonalnie ,
        konkretnie, spokojnie, najwalniejsze znaleźć oparcie, a gdy długo będziesz tkwić
        w lęku twoja twarz tego nie ukryje i wiele straci na uroku, na pewno pięknie się
        uśmiechasz gdy jesteś pewna siebiesmile
    • net79 Re: Gdy partner odchodzi... 21.03.09, 23:32
      bardzo mnie zastanawia to jak zatytułowałaś wątek...
      • kra123snal Re: Gdy partner odchodzi... 21.03.09, 23:39
        Jest poradnik, o takim właśnie tytule... Też mnie zastanowił tytuł
        postu.
        • net79 Re: Gdy partner odchodzi... 21.03.09, 23:49
          Taaaa, ja ostatnio widziałam poradnik bodajże o tytule: NIE ZALEżY MU NA TOBIE -
          koniec złudzeń...
          i milion rozdziałów, nie zależy mu na tobie gdy gdy....
          po przeczytaniu takiej książki/poradnika nic tylko się pochlastać... ewentualnie
          polecam dla patologicznie uzależnionych jednostek od mężczyzny i przywiązujących
          się do byle lumpa, ale na pewno nie dla normalnej kobiety żyjącej z normalnym
          mężczyzną, oczywiście wiem, że nie ma ludzi normalnych, a takie rozterki
          przyprawiają mnie o zawrót głowi i dziękuję Wszechwładnemu, że mam takie , a nie
          inne podejście do życiasmile Przynajmniej na tym etapie rozwojusmile
          • kra123snal Re: Gdy partner odchodzi... 21.03.09, 23:51
            Amen
    • umasumak Uspokoje Cię 21.03.09, 23:53
      Jak będzie chciał odejść, to zrobi to bez względu na status prawny waszego
      związku. I nie martw się na zapas. Najwyżej ustalcie, że cokolwiek kupujecie,
      niech prawnie będzie wspólną własnością. Pozdrawiam.
      • bi_scotti Re: Uspokoje Cię 22.03.09, 01:34
        Nie bardzo rozumiem skad sie bierze znak rownania pomiedzy "nie chce
        slubu" a "odchodze". A tak w ogole to na cholere Ci te slub? Czy w
        Polsce nie ma zwiazkow "common law"? Wydaje mi sie, ze nawet w PRLu
        honorowano tzw. konkubinat w kwestii podzialu majatku itd.
        Podejrzewam, ze teraz, w EU, to jest pewnie jeszcze sensowniej
        uregulowane. Impreze dla rodziny i znajomych mozna zrobic zawsze z
        kazdej mozliwej okazji a i odstrzelic sie z bukietem i welonem tez
        mozna - to wcale nie musi byc zaraz slub wink
        • hanalui Re: Uspokoje Cię 22.03.09, 01:48
          bi_scotti napisała:
          > Czy w
          > Polsce nie ma zwiazkow "common law"? Wydaje mi sie, ze nawet w
          PRLu
          > honorowano tzw. konkubinat w kwestii podzialu majatku itd.

          Nie, w tej kwestii PL nadal w PRLu smile. Wtedy tez niczego nie
          honorowano...dlatego slowo konkubinat ma potocznie pejoratywne
          znaczenie - pojawia sie zwykle w przypadku jakis przestepstw smile

          > Podejrzewam, ze teraz, w EU, to jest pewnie jeszcze sensowniej
          > uregulowane.

          Nie jest uregulowane:
          www.polityka.pl/prawa-i-obowiazki-osob-zyjacych-w-konkubinacie/Lead30,1816,272122,18/
          • bi_scotti Re: Uspokoje Cię 22.03.09, 01:59
            hanalui napisała:

            > Nie, w tej kwestii PL nadal w PRLu smile. Wtedy tez niczego nie
            > honorowano...dlatego slowo konkubinat ma potocznie pejoratywne
            > znaczenie - pojawia sie zwykle w przypadku jakis przestepstw smile

            Sie mylisz. Moja mama zyla w konkubinacie przez 17 lat, gdy partner
            zmarl, odziedziczyla (zgodnie z prawem PRLu!!!) dokladnie tak samo
            jakby byla "slubna" zona czyli polowe wspolnego dochodu a z
            pzostalej czesci w rownych czesciach z dziecmi z pierwszego
            konkubitantu rzeczonego zmarlego. Wszystko odbylo sie zgodnie z
            prawem i w jego PRL-owskim majestacie wink W tymze samym majestacie
            Jej konkubin placil alimenty matce Jego dzieci z pierwszego
            (nieslubnego) zwiazku. PRL-owski problem z konkubinatem (o ile
            pamietam) byl jeden - prawo zaczynalo dzialac jak w przypadku
            malzonkow dopiero po udowodnionym ROKU wspolnego zamieszkania.
            A tak w ogole to concubo*concubere znaczy
            wlasnie "wspolzamieszkiwac" - zadnych pejoratywnych skojarzen byc
            nie powinno wink
            • przeciwcialo Re: Uspokoje Cię 22.03.09, 07:21
              No a ja znam przypadek że nawet 20 lat konkubinatu nie jest
              gwarantem dziedziczenia majątku. Majątej dostała zona z która pan
              się przez te 20 lat nie zdążył rozwieść a konkubine wyeksmitowano z
              mieszkania z sumą 50tys z domu który postawili wspólnie.
            • hanalui Re: Uspokoje Cię 22.03.09, 10:52
              bi_scotti napisała:
              > Sie mylisz. Moja mama zyla w konkubinacie przez 17 lat, gdy
              partner
              > zmarl, odziedziczyla (zgodnie z prawem PRLu!!!) dokladnie tak samo
              > jakby byla "slubna" zona czyli polowe wspolnego dochodu a z
              > pzostalej czesci w rownych czesciach z dziecmi z pierwszego
              > konkubitantu rzeczonego zmarlego.

              No OK...kwestia czy nie mieli jakis umow miedzy soba wczesniej,
              ustalen wspolnoty na dana rzeczy, nie bylo testamentu czy czegos w
              tym stylu. smile.
              Widzisz obecnie jak sie uprzesz to rowniez mozesz zapisac caly swoj
              dorobek schronisku dla bezdomnych psow, nie trzeba nawet zyc ze
              schroniskiem w konkubinacie smile

              > Wszystko odbylo sie zgodnie z
              > prawem i w jego PRL-owskim majestacie wink W tymze samym majestacie
              > Jej konkubin placil alimenty matce Jego dzieci z pierwszego
              > (nieslubnego) zwiazku.

              No tak...placil jak mniemam na dzieci, bo tu obowiazek nie wygasa
              gdyz ojcem byc nieprzestaje. Nie ma obowiazkow utrzymywania
              konkubiny jesli od owej odszedl i owa nie moze np pracowac bo jest
              chora, dzieci tak

      • przeciwcialo Re: Uspokoje Cię 22.03.09, 07:16
        NO ale niezona ma chyba mniej praw niz zona, mimo wszystko. Dzieci
        sa równe wobec prawa ale konkubina zonie nie dorówna prawnie.
        • bi_scotti Re: Uspokoje Cię 22.03.09, 15:59
          przeciwcialo napisała:

          > NO ale niezona ma chyba mniej praw niz zona, mimo wszystko. Dzieci
          > sa równe wobec prawa ale konkubina zonie nie dorówna prawnie.

          Nie mam pojecia jak sie rzecz ma w obecnej Polsce, w moim kraju -
          zona/nie-zona/partner/partnerka/konkubina/konkubent - jak zwal tak
          zwal prawa ma te same tak dlugo jak jest wspolnota zamieszkania i
          wzajemna deklaracja, ze wspolnota istnieje. To dotyczy ubezpieczen w
          pracy (istotnych bardzo tu gdzie mieszkam), dziedziczenia, opieki w
          razie choroby (decyzje na temat leczenia w przypadku gdy jedno jest
          np. nieprzytomne/nieswiadome), decyzji o wspolnych dzieciach itd.
          Malzenstwo czyli podpisanie papierka w urzedzie ulatwia sprawe o
          tyle, ze jest wlasnie ten papierek a dla wielu to ma jakas magicznie
          wieksza moc niz deklaracja slowna ale tak naprawde to malzenstwo ma
          chyba wylacznie wartosc symboliczna dla ludzi w cos tam wierzacych.
          Ten sakrament i ta impreza wink Prawna strona jest od tego kompletnie
          niezalezna. Ale w Polsce pewnie to inaczej hula smile
          • net79 Re: Uspokoje Cię 22.03.09, 16:06
            Bardzo inaczej niestety, ja po latach dałam się naszemu systemowi złamać i aby
            ułatwić sobie po prostu życie podpisałam papier w urzędzie... więcej, podpisłam
            go dopiero w sierpniu zeszłego roku i choć mieszkamy 10 lat razem, mamy trójkę
            dzieci, z czego najstarsze ma 7 lat, to ja za zeszły rok nie mogę rozliczyć się
            z podatku wraz z mężem ponieważ, nie prowadzimy wspólnoty majątkowej pełny rok
            podatkowybig_grinDDD w innych instytucjach, takich jak Urząd Miasta, Mops itd, itp
            konkubent jest włączony do gospodarstwa domowego i wspólnoty majątkowej, ale
            jeśli chodzi o podatki, dziedziczeni i inne takie nie... wiem, że są mądre
            systemy, gdzie wystarczy świstek, że wspólnie się mieszka, nie trzeba mieć
            dzieci i logicznym jest, że prowadzi się wspólne gospodarstwo domowe... no ale w
            naszym prawie logika często mija się z zamierzeniem ustawodawcysmile no chyba, że
            ta inna logika niesmile
          • hanalui Re: Uspokoje Cię 22.03.09, 16:28
            bi_scotti napisała:

            > przeciwcialo napisała:
            >
            > > NO ale niezona ma chyba mniej praw niz zona, mimo wszystko.
            Dzieci
            > > sa równe wobec prawa ale konkubina zonie nie dorówna prawnie.
            >
            > Nie mam pojecia jak sie rzecz ma w obecnej Polsce, w moim kraju -
            > zona/nie-zona/partner/partnerka/konkubina/konkubent - jak zwal tak
            > zwal prawa ma te same tak dlugo jak jest wspolnota zamieszkania i
            > wzajemna deklaracja, ze wspolnota istnieje. To dotyczy ubezpieczen
            w
            > pracy (istotnych bardzo tu gdzie mieszkam), dziedziczenia, opieki
            w
            > razie choroby (decyzje na temat leczenia w przypadku gdy jedno
            jest
            > np. nieprzytomne/nieswiadome), decyzji o wspolnych dzieciach itd.

            No widzisz ...u mnie gdzie mieszkam tez konkubinat ma wieksze prawa
            (dziedziczenie, ubezpieczenia) natomiast nie az takie jak malzenstwo
            np nie moga miec malzenskich znizek podatkowych. Dziecie zrodzone w
            takim zwiazku nalezy w pierwszej kolejnosci do matki i musi ona
            wyrazic zgode w urzedzie (nie mylic z wpisem ojca do aktu urodzenia)
            by partner i ojciec dziecka mial prawo jakichkolwiek decyzji. W
            przypadku malzenstwa czegos takiego nie ma.

            Sporo osob woli tego rodzaju nieformalny zwiazek bo zawsze mozna
            wyciagnac jakas kase na "samotna matke" i o ile w PL kobiecie ktora
            nie ma meza nikt sie nie przyczepi ze jest samotna matka, to tu
            urzad sprawdza i sie przyczepia, gdyz podpisuje sie deklaracje ze
            nie jest sie w zadnym zwiazku konkubenckim
            • net79 Re: Uspokoje Cię 22.03.09, 16:58
              przyczepi sie przyczepi, w pl jesteś samotną matką, jeśli jesteś wdową, masz
              wpis: ojciec nie znany w akcie urodzenia dziecka lub zasądzone alimenty, nigdy z
              racji życia w zw. nieformalnym, nie przysługiwało mi coś extra, wręcz przeciwniesmile
              • ib_k Re: Uspokoje Cię 22.03.09, 17:01
                , nigdy
                > z
                > racji życia w zw. nieformalnym, nie przysługiwało mi coś extra, wręcz przeciwni
                > esmile

                przysługiwało, np wspólne rozliczenie podatków z dzieckiem, czy pierwszeństwo przy przyjęciu dziecka do przedszkola
                • net79 Re: Uspokoje Cię 22.03.09, 20:26
                  no widzisz, a ja durna nie korzystałam, może dlatego, że nigdy za samotną się
                  nie uważałam. Dziecko dwa lata przedszkola musiało odpuścić. Po za tym myślę, że
                  są jakieś uregulowania prawne, w razie kontroli US takiego podatnika, ma prawo
                  żądać dokumentów, przynajmniej tak powinno być.
              • hanalui Re: Uspokoje Cię 22.03.09, 17:06
                net79 napisała:
                > przyczepi sie przyczepi, w pl jesteś samotną matką, jeśli jesteś
                wdową, masz
                > wpis: ojciec nie znany w akcie urodzenia dziecka lub zasądzone
                alimenty.

                No moze jest tak jak mowisz...niemniej znam 2 panie ktore sa samotne
                tylko dlatego ze nie maja meza smile, co w aktach maja wpisane nie wiem
                • ib_k Re: Uspokoje Cię 22.03.09, 17:12
                  > net79 napisała:
                  > > przyczepi sie przyczepi, w pl jesteś samotną matką, jeśli jesteś
                  > wdową, masz wpis: ojciec nie znany w akcie urodzenia dziecka lub zasądzone alimenty.
                  taka interpretacja obowiązuje TYLKO PRZY UBIEGANIU SIĘ O ZASIŁKI z MOPS

                  PS i bardzo dobrze że przynajmniej oni sprawdzają faktyczne "samotne" macieżyństwo
                  • net79 Re: Uspokoje Cię 22.03.09, 20:20
                    i wobec tego nie pobiera sie żadnych zasiłków z tytułu samotnego wychowywania
                    dziecka żyjąc w konkubinacie... też uważam to za słuszne, prostowałam sprawę
                    świadczeń i profitów z konkubinatusmile
    • myga Re: Gdy partner odchodzi... 22.03.09, 10:57
      Pomysl, ze jak odejdzie, to znaczy nie twoj. I po co ci taki, ktorego nie jestes
      pewna? Odpusc sobie. Nic nie wskurasz, tylko sobie szkodzisz tym zamartwianiem
      sie. I dobrze, ze nie jestescie malzenstwem. Jezeli zechce odejsc, to malzenstwo
      przeszkoda nie jest, natomiast duzo wiecej pieniedzy i nerwow takie rozstanie
      kosztuje.
      • net79 Re: Gdy partner odchodzi... 22.03.09, 11:14
        Czyli każdy mąż, każdej żony, który teoretycznie kiedyś odejdzie to nie jej...
        czyli tej co to do niej odejdzie, choć jej nawet jeszcze nie zna, ale, ale....
        jej też nie, bo może do następnej przecie pójść, ale czy ta będzie ostatnia???
        Czyli on będzie tej na której kolanach ducha wyzionie. Autorko wątku, jak chcesz
        żeby on był Twój to pie...ij go patelnią przez łeb, a nuż ci na kolana padnietongue_out
        • myga Re: Gdy partner odchodzi... 22.03.09, 11:18
          net79 napisała:

          > Czyli każdy mąż, każdej żony, który teoretycznie kiedyś odejdzie to nie jej...
          _________
          Nie teoretycznie, ale praktycznie. Jezeli odejdzie, to znaczy nie MOJ. I nie ma
          czego zalowac. Tak uwazam. en, ktory MOJ nie odejdzie.
          • net79 Re: Gdy partner odchodzi... 22.03.09, 11:24
            kuźwa to ja nie wiem czy mój jest mój czy nie mójsmile
            • myga Re: Gdy partner odchodzi... 22.03.09, 12:00
              net79 napisała:

              > kuźwa to ja nie wiem czy mój jest mój czy nie mójsmile
              ___________
              Wiesz napewno.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka