lola211
31.03.09, 14:44
Moj starszy brat.Kontaktow towarzyskich nie utrzymujemy , bo kazde
jest z innej bajki.On mieszka ze swoja pania i jej nastoletnim
dzieckiem.Pracuje tylko on, pani dysponuje tylko renta po zmarlym
ojcu jej dziecka, a jej mezu.Moj brat placi alimenty na swojego
syna, ktorego widzial ze 2 razy w zyciu, bo jego byla zona tak
skutecznie wyperswadowala mu jakiekolwiek kontakty.
Brat- typowy przedstawiciel klasy robotniczej, za kolnierz nie
wylewajacy.Od dziecinstwa nie zapowiadal sie na mistrza intelektu,
no ale szkole skonczyl, pracuje juz prawie 20 lat w 1
zakladzie.Osobnik bierny, bez wiekszych ambicji, taki ktorego prad
zycia sam niesie.
No i do rzeczy- od jakiegos czasu sluze bratu za kase zapomogowo-
pozyczkowa.Nie sa to kwoty odczuwalne dla mnie, oddaje- nie w
terminie, ale oddaje.
Jednakze zaczyna mnie lekko to w.rwiac, a najbardziej fakt, ze jego
pani ani mysli o zarobkowaniu.Wisi na nim, a on po opłaceniu
alimentow ma tyle, ze widocznie im na zycie brakuje, skoro nigdy nie
ma kasy, chocby na styk.
Wzial kredyt, bo na cos tam potrzebowali.Na 8 lat.Kurde, przez 8 lat
bedzie ciagle ledwie finansowo zipał, bo raty splacac trzeba.
Jaki by nie byl, to moj brat i po chwili w.rwu mieknie mi serce-
pozyczam.Ale mam ochote to uciac, głownie po to, by ona odczula, ze
zrodelko sie wyczerpalo.Moze cos zakuma?
No ni cholery nie potrafie pojac,jak mozna w takiej sytuacji
siedziec w domu i pierdzic w stolek, zamiast zaczac po prostu
pracowac?
Pozyczac kase i nie komentowac, czy wrecz przeciwnie?