andzia1976
28.11.03, 15:06
Czytalam na tym forum juz wiele watkow ale nikt nie poruszyl takiej sprawy
jak moja....moze poprostu ludzie nie maja takich problemow...dla mnie to
troche smieszne siedzenie przed komputerem i wyzalanie sie ale...coz mi
wiecej zostalo...moj synek ma teraz trzy miesiace ....przeprowadzilam sie do
miasta w ktorym nie mam przyjaciol i poprostu brakuje mi rozmow i
zrozumienia...bo moj maz jedyne co potrafi kiedy zaczynam mu tlumaczyc w
czym tkwi problem to wsciekac sie na mnie....a problem tkwi w rodzinie jego
bylej dziewczyny...zostawila go na kilka miesiecy zanim sie
poznalismy...wyjechala do Wiednia szukac szczescia z innym facetem tylko ze
do mojego meza nie dotarlo chyba to ze ona i jej rodzina to
przeszlosc...fakt maz prowadzi z jej bratem i ojcem interes i nie mozna sie
od tego calkowicie odizolowac tylko ze dla mnie interesy to jedno a zycie
prywatne to drugie..on strasznie sie angazuje w ich sprawy ...placi ich
rachunki...reperuje zepsute auto..martwi sie o psa kiedy trzeba isc z nim do
weterynarza no a przedewszystkim zdaje relacje z naszego zycia rodzinnego i
tlumaczy sie ze wszystkiego...dzisiaj we mnie juz cos bezpowrotnie
pękło..spakowalam swoje rzeczy i dziecka i bylam gotowa wyniesc sie do moich
rodzicow....jedyne co mnie powstrzymalo to to ze zal mi dziecka ktore
musialo by sie tulac w pociagu przez 4 godziny...maz mowi ze jestem
zazdrosna i zawistna i nie chce pomagac innym ludziom...ale czy to jest
normalne zycie w symbiozie z rodzina jego bylej dziewczyny?brat sylwii
przyjezdzajac do nas rzadzi sie jak u siebie...ja nie moge sie doprosic auta
a on ma je na kazde zawolanie ..pamietam takie zdarzenie bedac jeszcze w
ciazy...w zaawansowanej ciazy...brat tej bylej dziewczyny mojego meza nie ma
szczescia do kobiet no bo i nie ma dla nich szacunku,jezdzil do jakiejs
przez dluzszy czas po nocach a mial do niej daleko i pewnego razu o 3 w
nocy dzwoni u nas telefon a tam nikt inny tylko on...mial wypadek przez
wlasna glupote i moj maz musial za niego pozalatwiac wszystko...oczywiscie
zostalam w nocy sama na kilka dni przed porodem...a z drugiej strony patrzac
jaki to trzeba miec tupet zeby dzwonic do nas..choc auto jest ubezpieczone
od takich wypadkow wiec pomoc drogowa mogla go holowac...fakt ..mam duzo
zalu w sobie o to wszytko i byc moze nie jestem obiektywna...jego byla
dziewczyna przyjezdza do POlski co trzy miesiace..i za kazdym razem mi serce
podchodzi do gardla..nie potrafie normalnie zyc i cieszyc sie z tego co
mam...moze poprostu nie czuje sie przez mojego meza kochana ..i to jest
glowny problem...strasznie sie rozpisalam i w dodatku chce mi sie teraz
plakac..mialo ulzyc...ale nie ulzylo....