Dodaj do ulubionych

Wiesława Kwiatkowska nie żyje

IP: *.chello.pl 19.06.06, 23:47
Wielka szkoda.
Fantastyczny,uczciwy człowiek o szlachetnym sercu.
Historii Gdyni i wydarzeniom grduniowym 1970 r. Pani Wiesława Kwiatkowska
poswięciła lata Swojego zycia.
Ile miast w Polsce moze poszczycic się własną encyklopedią?
Jest w panteonie wielkich postaci Gdyni .
Panie Prezydencie Szczurek - oczekuję na inicjatywe uhonorowania Pani
Redaktor i nazwanie Jej imieniem znaczacego miejsca lub ulicy w Gdyni
Obserwuj wątek
    • rakunica Czesc Jej Pamieci 20.06.06, 03:33
      Pani Wieslawa byla niezwyklym czlowiekiem. Ogromny zal, ze odeszla. Lata cale
      poswiecila wydarzeniom grudnia 70. Nie doczekala ukarania sprawcow. W Googlach
      znalazlam kilka sladow o Niej. Nie za wiele jak na tak wyjatkowo szlachetnego
      czlowieka. Byla wierna sobie i prawdziwej Solidarnosci ludzi pracy i Polakow.

      Niech Twoja dusza bedzie wsrod tych, ktorzy Cie kochali i szanowali.

      Amen.

      Anna Kozlowska
      Ottawa

      -----------------
      Grudzien 70
      Only 1 message in topic - view as tree
      From: kaczusia - view profile
      Date: Mon, Dec 16 2002 9:52 pm
      Email: "kaczusia" <obw...@nycmail.com>
      Groups: pl.soc.polityka

      Im dalej od wydarzen, które rozegraly sie przed 32 laty na Wybrzezu
      Gdanskim, tym trudniej mlodym ludziom zrozumiec, co naprawde kryje sie pod
      haslem "Grudzien '70".

      O chleb i wolnosc
      Dlatego tez Biuro Edukacji Publicznej Instytutu Pamieci Narodowej w Gdansku
      zorganizowalo dla mlodziezy licealnej i gimnazjalnej sesje, podczas której
      pracownicy IPN przypomnieli atmosfere tamtych dni, starajac sie przywrócic
      im wlasciwa range na kartach historii.
      Janusz Marszalec, naczelnik Oddzialowego Biura Edukacji Publicznej IPN w
      Gdansku, przyblizajac wydarzenia z grudnia 1970 r., powiedzial, ze nalezy
      dostrzegac w nich elementy powstania narodowego. Podkreslil, ze walka
      toczyla sie nie tylko o "chleb i kielbase". W tamtych czasach kazdy sprzeciw
      wobec wladzy byl aktem politycznym, z tego powodu w pierwszym rzedzie stawal
      sie zadaniem wolnosci, nawet jesli jego bezposrednia przyczyna byla chec
      poprawy warunków zycia. O krystalizowaniu sie dazen do wolnosci swiadcza
      napisy na murach miasta, takie jak: "PZPR zdrajcy i pacholki Moskwy", oraz
      spiewanie przez demonstrantów hymnu polskiego.
      Trudno tez nazywac wydarzenia, które rozegraly sie w Trójmiescie,
      zamieszkami, rozruchami czy wypadkami, skoro w operacji wojskowej wzielo
      udzial 27 tys. zolnierzy, 550 czolgów, 750 transporterów opancerzonych.
      "Powstancy grudniowi", jak wyrazil sie Janusz Marszalec, zdobyli nawet
      czolg, na którym wywiesili bialo-czerwona flage.


      Nieznana liczba ofiar
      Chociaz oficjalna wersja mówi o 45 osobach zabitych, to jednak Wieslawa
      Kwiatkowska, która od wielu lat zajmuje sie gromadzeniem dokumentacji i
      relacji swiadków wydarzen rozgrywajacych sie w grudniu 1970 r., jest
      przekonana o znacznie wiekszej liczbie ofiar smiertelnych, siegajacej ponad
      300 osób.
      Janusz Marszalec przytoczyl fragment listu bedacego w posiadaniu Instytutu
      Pamieci Narodowej, w którym autorka pisze: "...U nas jest gorzej niz na
      wojnie. Gdynia jest uslana trupami...". Podobne wspomnienia w swojej pamieci
      zachowal pan Adam Gotner, który zostal postrzelony szescioma kulami. "W
      momencie otrzymania postrzalu taki obraz utkwil mi w pamieci, ze chodzilem
      po trupach. Swiat mi wirowal, a wiec szukalem jakiegos twardego gruntu, a
      ludzie lezeli po prostu pokotem na ziemi, no i musialem chodzic po
      cialach..." - wspominal.
      Grudniowy sprzeciw nie mial, jak chcialaby dzisiejsza propaganda, wylacznie
      robotniczego charakteru. Bralo w nim udzial wielu ludzi mlodych, w tym
      uczniów i studentów. Wsród 2300 aresztowanych osób az 1500 nie ukonczylo 18.
      roku zycia. Piotr Szubarczyk z IPN wspominal podczas wykladu: - Pamietam
      moich kolegów, którzy do szkoly dojezdzali z Gdanska. Wielu z nich mialo na
      krótko ostrzyzonych glowach rany. Milicjanci zatrzymywali ich i scyzorykami
      obcinali im wlosy. Kazdy mlody czlowiek byl podejrzany. Kazano im pokazywac
      rece, jesli byly brudne, to chlopców bito. Jesli tu padlo okreslenie
      "powstanie", to nie bójmy sie tego powiedziec - to naprawde bylo powstanie.


      Pokolenie "Janka Wisniewskiego"
      Pochód demonstrantów podazajacych ulicami Gdyni niósl napisany krwia
      transparent, na którym widnialy slowa: "Krew naszych dzieci". O nich,
      ofiarach kolejnej komunistycznej zbrodni, których jeszcze dzis Wojciech
      Jaruzelski publicznie nazywa chuliganami, opowiadal zgromadzonej na sesji
      mlodziezy Piotr Szubarczyk. Jest to pokolenie "Janka Wisniewskiego" -
      chlopca zabitego seria z karabinu, którego demonstranci niesli na drzwiach
      "naprzeciw glinom, naprzeciw tankom". Janek Wisniewski to prawdopodobnie
      osiemnastoletni Zbyszek Godlewski. W tamtych dniach wyslal do domu list:
      "Kochani rodzice! Bylem dzis w Gdansku. Wszystko widzialem. Nie martwcie
      sie".
      Dwudziestoletni Ludwik Piernicki, jadac do Gdyni, do pracy, powiedzial
      zatroskanej matce: "Mamusiu, nie moge zostac w domu, bo tam sa moi koledzy.
      Chcialabys, abym zostal w domu, kiedy oni sie narazaja". Ludwik byl
      honorowym krwiodawca. W jego legitymacji widnialy slowa: "Oddanie krwi jest
      najwyzszym czynem humanitarnym swiadczacym o wielkiej solidarnosci
      spolecznej". Zginal zabity seria z broni maszynowej.
      Zygmunt Gliniecki byl uczniem szkoly podstawowej, mial pietnascie lat!
      Podobnie jak Jurek Skonieczka, który zginal w poblizu swojej szkoly. Do tej
      listy dodac nalezy siedemnastoletnich Zbyszka Mastale i Jurka Zebrowskiego,
      osiemnastoletniego Staszka Sieradzana - harcerza wodniaka.
      Wieslawa Kwiatkowska mówila o wciaz nieukaranych sprawcach Grudnia '70: o
      postepowaniu sadowym ciagnacym sie przez dwanascie lat, o kruczkach prawnych
      pozwalajacych na przenoszenie sprawy do sadów róznych instancji, co
      pociagalo za soba koniecznosc zapoznawania sie sedziów z dokumentacja sprawy
      za kazdym razem od nowa, powodujac wielomiesieczne przerwy. Samo sledztwo
      trwalo prawie piec lat. Mówila o dopuszczeniu tylko tych dowodów, które sa
      dokumentami. Dokumenty z tamtego czasu byly wystawiane wylacznie przez SB
      lub pod jej scisla kontrola! Wieslawa Kwiatkowska, która byla obecna przy
      przesluchaniach swiadków i miala równiez prawo zadawania im pytan, uwaza, ze
      prokuratorzy wykazywali sie kompletnym, wrecz zenujacym brakiem
      dociekliwosci. Pierwsza rozprawa odbyla sie dopiero za dziesiatym
      posiedzeniem sadu, poniewaz obroncy znajdowali powód, dla którego proces nie
      mógl sie odbyc, a sad przychylal sie do ich wniosku.
      Andrzej Kolakowski



Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka