Dodaj do ulubionych

Chcę mieć Londyn w Gdańsku

23.10.07, 14:48
Pani redaktor pojechala do Londynu i odkryla Ameryke. Jest
zachwycona muzeami i bynajmniej nie o tych wszystkich "Giottow,
Memlingow, van Goghow, Ernstow, Rothkow" chodzi, abslolutnie nie!
Chodzi o przyjaznosc tamtejszych placowek, ktore sa za darmo,
obsluga jest mila, co skutkuje tym, ze przestronne sale pelne sa
mlodziezy, dzieci, turystow i nie tylko, pelne gwaru i kolorowe "jak
londynskie Soho", w przeciwienstwie do "naszych smetno-pustych,
dretwych muzealiszczow". No coz. Moge Pani redaktor podpowiedziec
jeszcze kilka muzeow na swiecie, ktore sa pelne zwiedzajacych jak
rok dlugi, do ktorych stoi sie w dlugich kolejkach, a ktore
bynajmniej nie sa za darmo, wrecz przeciwnie, sa bardzo drogie, i
bynajmniej niezbyt przyjazne dla zwiedzajacych. Na przyklad
florenckie Ufizzi czy tamtejsza Gelleria dell'Accademia, gdzie nie
dosc ze wspomniane kolejki i drogo, to obsluga burczy, w niektorych
miejscach nie wolno stac zbyt dlugo, bo przeganiaja, a wiele obrazow
powieszonych jest tak, ze nie mozna ich zobaczyc, czy tez rzymskie
Muzea Watykanskie, gdzie tez drogo, ale za to nigdy nie sposob
dowiedziec sie przed kupieniem biletu, ktore galerie sa akurat
czynne, a ktore nie (swoja droga zawsze mam wrazenie, ze te decyzje
zapadaja przypadkowo, ot, teraz do 14 zamkniemy
wczesnochrzescijanska... albo inna). Jesli chodzi o przyjaznosc
gastronomiczna, to owszem, mozna dostac kawe i cos do niej, ale po
pierwsze jest niewygodnie i ciasno, po drugie drogo, wiec jakos tak
w moim malym rozumku swita mysl, ze chyba nie na kawe tam ludzie
wala jak glupi jacys. A moze IM, o zgrozo, chodzi o
tych "Giottow"??!!! Moze zbiory muzealne tez moga przyciagnac gosci?
No i ta kawa... Przyjemnie jest w trakcie zwiedzania DUZEGO muzeum
zrobic sobie przerwe na kawe i milo, ze galeria Wyspa takaz
przyjemnos swoim gosciom proponuje. Tyle ze nie jako jedyna w
Trojmiescie - kawiarenke ma Muzeum Morskie, w Palacu Opatow i Muzeum
Sopotu dzialaja eleganckie (fakt, drogie) restauracje, ktore nie
tylko kawe serwuja, w PGS, dopoki sie miescil przy molo tez dane
bylo znuzonym wypoczac przy czyms mokrym. Latem dziala kawiarenka w
patio w Domu Uphagena, a przy okazji duzych wystaw jest organizowana
tymczasowa kawiarnia w muzeum przy Torunskiej (tak bylo na wystawach
impresjonistow i Trnasalpinum). Radosc jednak w sercu, ze choc Wyspe
pani redaktor zna. Wie wiec Pani, ze dzieki tej kawie, wala tam na
co dzien i od swieta tlumy nieprzebrane miejscowych i za, starych i
mlodych, dziatwa szkolna i brac studencka. Uff, jak dobrze, ze
chociaz taki kawalek Londynu mamy u siebie!
Moze jeszcze jeden przyklad, tym razem paryski, bo moze tez pani
redaktor kiedys Paryza sie zachce? Jest tam takie muzeum-niemuzeum,
galeria, placowka, jak zwal tak zwal. Nazywa sie Centre Pompidou i,
z grubsza rzecz ujmujac, jest ostatnim ogniwem muzealnego lancucha,
ktory zaczyna sie Luwrem (do k. XVIII wieku), a w srodku ma d'Orsey
(XIX wiek). Otoz wewnatrz to cale centrum multimedialno-wszelakie,
jest tam wszystko - butiki i kawiarnie (drogie) takze. A teraz
pytanie - jak myslisz, koteczku, zwiedzajacych duzo czy malo?
Niestety, bywa i tak, ze nie mozna dac jednoznacznej odpowiedzi mimo
kawiarni i butikow z pamiatkami. Ekspozycja stala Centrum miesci sie
na dwoch kondygnacjach. Na gornej jest sztuka (mniej wiecej) do
drugiej wojny swiatowej, a wiec postimpresjonizmy, fowizmy, kubizmy,
surrealizmy, ekspresjonizmy, konstruktywizmy i takie tam. Na dolnej -
instalacje (np. Beuys), sztuka video, kinetyczna, konceptualna. No
i na gorze jest zawsze pelno ludzi, gwarno i kolorowo. Na dole zieje
pustka - jak by to pani redaktor powiedziala - muzealiszcza. Kiedys,
blakajac sie po tych salach uslyszlam stukanie, ni to miarowe, ni to
przypadkowe. "Pewnie sztuka kinetyczna" - pomyslalam i wyobrazilam
sobie, jak przyjemnie bedzie powoli dochodzic do tej sali, dzwiek
bedzie coraz mocniejszy... I tak bylo, tylko na miejscu okazalo sie,
ze to niemowle raczkujace i stukajace grzechotka w podloge, podczas
gdy rodzice kontemplowali dziela Yvesa Kleina, a ze bylo cicho, to i
sie nioslo po salach. O wystawach czasowych tam nie wspomne, bo na
nie juz nikt nie zachodzi, no prawie, poza mna, ale ja odwiedzam
kazde muzeum na mojej drodze, nawet regionalna izbe pamieci (w
dziecinstwie, bo teraz juz takich chyba nie ma) i dzieki temu wiem,
ze nie kawiarnia czyni muzeum. Moze szkoda, w koncu kawiarnie
latwiej zorganizowac, niz tych wszystkich tak pogardliwie przez
pania redaktor potraktowanych "Giottow".
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka