orka na ugorze .....

02.06.10, 14:36
czy Wy tez macie czasem wrażenie, że zajmowanie się dziecmi to orka na ugorze
???? czy tylko mi czegoś brakuje wink ?
na starsza córke nie moge narzekac, jest poukładana (w miarę wink, jak na swoje
5 lat) ale bliźniaki ! - 2 lata i 8 miesięcy - 10 szatańskich pomysłów na
godzinę sad((((
mam wrażenie, że przebywanie z nimi to ciagła walka z czasem .... czy zdążę
zrobić śniadanie zanim wdrożą w życie jeden se swoich pomysłów (np. obgryzanie
liści od kwiatów i wysypywanie ziemi z doniczki albo sikanie w majtki dla
zabawy czy odrywanie od sciany listw przypodłogowych .....itt ....), jak
myjemy ręcę, siadamy do obiadu albo wychodzimy na spacer to przynajmniej jeden
zgłasza votum separatum, łącznie z rzutami na podłogę i histeryzacją w pełnym
wymiarze sad((((
ciągle boli mnie gardło, bo mówię raz (a nie mam mimozowatego głosu, tylko
donośny, zdecydowany), jakby byli głusi, mówie drugi raz, trzeci, w końcu
krzyczę i tak w kółko, daje im mozliwośc wyboru i w miare konsekwentnie
pilnuję, alby spotkały ich konsekwencje tych wyborów - czasem stoja w kącie,
czasem np. tracą obiad, jesli go rozrzucali itp.
to ciagłe użeranie sie z nimi powoduje, ze czuję, jak moje nerwy wydają
cienkie dzwięki - od nadmiernego napięcia,
stres jak dla mnie, zwykły, codzienny stres,
kocham ich nad zycie wiec czego mi brakuje ???????? może za bardzo zadaniowo
podchodze do życia, może jestem zbyt wymagająca ?
dziewczyny (i nie tylko) poradzcie coś sensownego smile
    • blizniaki14 Re: orka na ugorze ..... 02.06.10, 15:10
      Hej hej. Mam ten sam układ synek 5latek super, grzeczny, ułożony, zresztą od
      zawsze taki był i bliźniaki 3 latki syn i córka dwa diabełki wcielone, czasem
      nie wiem, który gorszy wink
      Ogólnie jakoś sobie radzę, ale te ich pomysły, Antoś takich nie miał nigdy. U
      mnie najgorsze jest wycie, darcie się ryk na cały regulator, w końcu i ja
      zaczynam ryczeć, bo już mnie nie słyszą wink na szczęście nie sikają w gacie dla
      zabawy i mam wrażenie,że ostatnio lepiej się słuchają, może mija ten trudny wiek
      2/3 lata i będzie lepiej. Choć potem jak patrzę na dwóch chłopców bliźniaków
      (znajomych) to stwierdzam "moi są święci" wink może warto czasem spojrzeć jak
      różne są dzieci, nie żeby porównywać które lepsze, które gorsze, ale że po
      prostu takie już są.
      No i jasne reguły, u mnie nie ma przebacz np. jak idziemy za rękę, to za rękę -
      wyrywają się, to pierwsze tłumaczenie, idą dalej grzecznie, jest OK, nie
      idą-wracamy do domu i już smile
      będzie dobrze, pamiętaj jest ich dwoje więc główki pracują podwójnie i pomysły
      wzajemnie sobie podsuwają, a potem żaden nie chce być gorszy smile
      pozdrawiam i łączę się w bólu wink Dika
      • optymist1 Re: orka na ugorze ..... 02.06.10, 15:32
        o ciągłych rykach , wyciach i bijatykach zapomniałam wspomnieć ???? ups ... wink
        • ewa_gdn Re: orka na ugorze ..... 02.06.10, 16:03
          Ja jestem załamana, generalnie mam wrażenie ze budzimy w trókję
          niejaką sensację bądź jesteśmy swego rodaju atrakcja na podwórku.
          Nie wiem, może jestem przewrażliwiona i moje dzieci wcale nie są
          takie niegrzeczne ale obserwując inne dzieciaki to w porównaniu do
          moich dziewczyn to aniołki. Moje bliźniaczki mają teraz 17 m-cy i
          nieźle dokazują. Zastanawiam się czy to ja nie nadaje się do
          macierzyństwa i nie umiem ich wychować na przyzwoite panienki czy
          one poprostu juz takie sa i z czasem im przejdzie, nie wiem gdzie
          robie błędy wychowawcze, wydaje mi się że jestem konsekwentna.
          Czasem mam wrażenie, że one ciągle piszczą, krzyczą, płaczą o byle
          co albo bez powodu. Nie mogę się z nimi [b]wspólnie [b] pobawić,
          poczytać bo zaraz jest pisk zabieranie sobie i mi zabawki/książki,
          nie mogę im wytrzeć buzi, rąk, obciąć paznokci, pokremować buzi,
          uczesać włosów, ubrać normalnie bez wyginania i krzyku, umyć zębów
          itp. Dodam że to dotyczy głównie jednej z bliźniaczek. Jest mi
          poprostu przykro jak gdzieś jesteśmy że inne dzieci takie kochane a
          moje nic tylko krzyczą. Oczywiście rzucawki, pady na ziemię,
          wyginanie i prężenie np. przy wkładaniu do wózka to normalka. Jasne
          pewnie robią wiele rzeczy których inne dzieci nie robią ( grzecznie
          chodza spać)ale chyba potrzebuje pomocy bo nie wiem co to będzie jak
          będą miały 2 latka. Jedna córcia ostatnio w przypływie złości
          ugryzła mnie w rękę a druga innym razem nie wiedziała co ze złości
          zrobić to ugryzła fotelik. Ta niby grzeczniejsza jak sie wkurzy to
          potrafi np. się rzucać z jednego końca łóżka na drugi. Mogłabym
          oczywiście mnożyć takich przykładów ale to nie mój wątek...
          • karolina_marta Re: orka na ugorze ..... 02.06.10, 16:34
            Ja tez mam parkę w wieku 2,8.
            Ale (puk, puk) trafiły mi się wyjątkowo spokojne i posłuszne egzemplarze.
            Albo mam anielską cierpliwość i nerwy ze stali.
            Nie wiem, nie znam innych bliźniaków a nawet zbyt dużo innych dzieci, wiec nie
            mam porównania.
            • nochalopagus82 Re: orka na ugorze ..... 03.06.10, 00:19
              Moi chłopcy mają w tej chwili 3,5 roku. Odkąd skończyli 3 latka- zupełnie ich nie poznaję... sad

              Tak do półtora roku to były niemal święte dzieci. A później? A później to już było tylko gorzej wink

              Ja z kolei mam wrażenie, że oni niemal bez przerwy się kłócą- o wszystko, przez wszystko i najczęściej zupełnie bez powodu. Siedzę z chłopcami już czwarty rok w domu i sama się zastanawiam- czy ja już jestem nimi taka zmęczona czy może ktoś mi zwyczajnie dzieci podmienił big_grin

              Nie ma dnia żebym nie darła się na nich jak opętana. Ale to już są chyba jakieś okrzyki rozpaczy w moim wykonaniu. Bo ile można?! Codzienna walka z wiatrakami...

              Oczywiście nie są tacy zupełnie źli- jak chcą to potrafią zachowywać się jak aniołki, ale ostatnio są to jakieś jednostkowe przypadki. Naszą codziennością są w tej chwili nieustanne kłótnie i straszna rywalizacja ze sobą. Aha- no i ku mojej wielkiej rozpaczy dołączyła jakaś straszna zazdrość. Głównie o względy i uwagę mamy, bo to ja jestem z nimi najwięcej. A nie ma dla mnie nic gorszego jak niemożność sklonowania się smile

              Tłumaczę to sobie wiekiem, ale to już nie pomaga, bo ile można... ?

              Tak czy siak Dziewczyny- łączę się w bólu wink
      • blizniaki14 Re: orka na ugorze ..... 03.06.10, 07:38
        A ja zapomniałam dodać,że na placu zabaw są dużo grzeczniejsi niż w domu, jednak
        świeże powietrze służy. Oraz, że jesteśmy po niechcianej przeprowadzce, co nie
        służy ani mi ani dzieciom.
        Bliźniaki mimo wszystko lubią się razem bawić. Uczę ich współdziałać. Gramy
        razem w gry planszowe, budujemy z klocków. Tłukę do tych łepetynek ile się da,
        co wolno, czego nie wink
        a tak z innej trochę strony, kochają sie skubane nad życie. Gdy krzyknę na
        jedno, drugie (chociaż na pierwsze złość miało) stanie w jego obronie.
        Szczególnie synuś broni córci. A jak się mała skaleczy on płacze razem z nią,
        zachowuje się tak jakby też czuł ten ból. Nawet raz chciał mnie uderzyć, jak jej
        polewałam kolanko utlenioną wodą i ona wyła. Macie też tak? u nas to pojawiło
        się teraz w 3 roku życia. Więź bliźniacza jest niesamowicie silna, nie
        myślałam,że aż tak smile
    • optymist1 Re: orka na ugorze ..... 03.06.10, 08:18
      nochalopagus82 :
      polecam książkę "rodzeństwo bez rywalizacji" wink, najkrócej mówiąć, zaleca ona
      , żeby nie ingerować w konflikty, nie być sędzią, trzeba wykazać zrozumienie
      sytuacji, np . "rozumiem, że czujesz sie pokrzywdzony ?" a nastepnie zachęćić
      dzieci do smodzielnego rozwiązania konfliktu - .... orka na ugorze ;-DDDD
      bliźniaki12 :
      na rany nie woda utleniona tylko octenisept w atomizerze (zmieści sie w damskiej
      torebce - mój niezbędnik) prawie wcale nie szczypie wink
      www.doz.pl/apteka/p6155-Octenisept_dezynfekcja_skory_i_blon_sluzowych_50ml_atomizer
      moi też bardzo związani ze sobą, na dodatek są jednojajowi wink tłuką się i
      wspierają wzajemnie ;-D
      • nochalopagus82 Re: orka na ugorze ..... 03.06.10, 15:13
        Jestem w połowie tej książki, ale im więcej czytam tym mniej wiem smile
        Próbuję wprowadzać zasady w niej napisane, ale jakoś marnie mi to wychodzi. Muszę ją chyba najpierw do końca przeczytać i może wtedy nauczę się jak reagować i czego nie robić smile

        Tak po prawdzie, to z tymi moimi chłopakami, to nie jest tak zupełnie najgorzej. Dzisiaj na przykład przez ponad 2 godziny bawili się razem plasteliną. I ani razu się przy tym nie posprzeczali! Sukces normalnie.
        Wydaje mi się, że jestem już nimi tak zmęczona, że z byle powodu na nich krzyczę, a jak ja na nich krzycze to później oni krzyczą na siebie itp, itd...

        Mam nadzieję, że jak od września pójdą do przedszkola, to ja trochę odsapnę, a i oni będą na tyle zajęci różnymi sprawami, że zapomną o kłótniach chociaż na chwilkę. A poza tym koniecznie muszę dokończyć "Rodzeństwo bez rywalizacji". Koniecznie smile
        • ewa_gdn Re: orka na ugorze ..... 04.06.10, 20:11
          nie wiem gdzie mieszkasz ale w Warszawie, np. w "Stu Pociechach" są
          prowadzone warsztaty z tego tematu
      • blizniaki14 Re: orka na ugorze ..... 05.06.10, 13:26
        Ja tam jestem starej daty woda utleniona ma być i koniec wink hihi też się mieści
        w torebce, bo ja tylko duże noszę. Na szczęście i tak rzadko używamy smile ale dzięki
        no takie już sa kochane te nasze bliźniak, nie dziewczyny smile tak tłuką się i
        kochają smile
    • pajesia Re: orka na ugorze ..... 03.06.10, 19:29
      orka? nie, to nie orka, to zmęczenie materiału, tak myślę...

      też miałam takie wrażenie jak Wy, na dodatek doszedł kryzys małżeński (nie wiem,
      czy się przypadkiem nie skończy rozwodemsad )
      ale na szczęście spotkałam kilka życzliwych osób, które pomogły mi dostrzec, że
      moje dzieci są ok, a nawet Bardzo OK, a u pojedynczych dzieci po prostu widać
      połowę mniej (albo tylko pierwiastek) tych silnych emocji co przy dwójce.
      Pojedyncze dzieci Też potrafią tłuc rodzeństwo, też potrafią ładnie się bawić z
      nim (rodzeństwem), też potrafią gryźć i przezywać, u bliźniąt li tylko bardziej
      się to rzuca w oczy...
      Proponuję wysłać dzieci na weekend z Tatusiami, a Wy same odpocznijcie - zróbcie
      coś wyłącznie dla siebie i będzie lepiej. zobaczycie.

      mnie pomaga nazywanie uczuć, które targają dziećmi, omawianie z nimi co się
      akurat czuje, czy złość, zniecierpliwienia, czy radość i szczęście... to akurat
      przerabiamy na warsztatach w p-kolu, jedna z pozycji literatury to "jak mówić,
      żeby dzieci nas słuchały, jak słuchać, by dzieci do nas mówiły"
      • optymist1 Re: orka na ugorze ..... 03.06.10, 21:40
        tatuś się nimi nie zajmie cały dzień, bo nie przyzwyczajony wink))))
        ale tą książke planuje własnie zakupić i przeczytać smile
        • pajesia Re: orka na ugorze ..... 05.06.10, 22:41
          optymist1 napisał:

          > tatuś się nimi nie zajmie cały dzień, bo nie przyzwyczajony wink))))
          > ale tą książke planuje własnie zakupić i przeczytać smile

          niech tatuś weźmie piłkę i zabierze na pół dnia dzieci na łąkę - do parku czy na
          boisko; a najlepiej żeby wyjechał np na weekend do babci - wtedy nie będzie
          rzucony na głęboką wodę i będzie mu łatwiej wink wiem coś o tym, bo u nas zdało to
          egzamin, Tatuś bardziej garnie się do dzieci po takim męskim wypadzie do dziadka wink

          co do literatury, fajna jest jeszcze "Kiedy pozwolić kiedy zabronić" wydana
          przez Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne - mnie pomogła smile
    • malamiszel21 Re: orka na ugorze ..... 03.06.10, 21:46
      Ja Cię rozumie doskonale..mam to samo,może troszkę mniej drastycznie,ale zamiast
      poukładanej 5latki mam marudzące wiecznie niemowlę,ciężko jest..czasem myślę,ze
      sąsiedzi mają nas za rodzinę powiedzmy z problemamismilete wieczne
      krzyki,wycia,kłótnie,wrzaski itp..,to chyba faktycznie zmęczenie materiału,ja
      siedzę z dziećmi już 3 rok..w tym roku idą do przedszkola i łudzę się,ze
      wreszcie będzie lżejsmilepzdr
    • kika48 Re: orka na ugorze ..... 03.06.10, 22:41
      Cześć,
      ja też mam 5,5 - latkę i trochę ponad 2-letnie bliniaczki. I WIEM CZEGO CI BRAKUJE: PULSATILLA 15 CH lub 200 CH smile
      Mi poradzila p. homeopatka - "nie tyle uspokaja co pozwala nabrać dystansu". Mi pomaga, nabralam dystansu a przede wszystkim mam trochę(!!) więcej cierpliwości, co prawda to tylko trochę, ale zawsze to coś smile.
      DAMY RADY, CO??!!
    • anna_sla Re: orka na ugorze ..... 06.06.10, 00:30
      bo tak jest. Moi mają 4 lata i nie mogę narzekać na ich relacje. Nie kłócą się,
      napraw sporadycznie się o coś tak porządnie poprztykają i tak jest od
      praktycznie wielu lat. Pamiętam, że jak mieli 13-14 m-cy łoj to wtedy pióra
      leciały tak się czubili. Nie nadążałam wtedy. Non stop szarpanina była. Od
      tamtej pory już nie.

      Ja chyba przeciążona jestem obowiązkami, bo to uszczupla moją cierpliwość.
      Doprowadza mnie do szału wieczny bałagan, a czysto musze mieć codziennie wieczór
      na błysk, bo podopieczni codziennie przychodzą. Tylko w weekend mogę po prostu
      zamknąć drzwi do ich pokoju i po prostu nie patrzeć big_grin To o czym piszesz,
      jeszcze się w jakimś stopniu zdarza, ale chyba już jestem po tym.. Aczkolwiek
      mój Krzysiek dalej się drze, pieści się i w ogóle. Czasami wydaje mi się, że mam
      źle wychowane dzieciaki, ale sąsiedzi twierdzą inaczej. Mam nadzieję, że to
      tylko ja się mylę.

      wiesz ja wyniosłam z domu kwiatki. Najpierw trzymałam je na górze (na parapecie,
      podwieszane), potem sporo padło, a resztę wystawiłam na klatkę schodową. Temat
      rozrzuconej ziemi mam z głowy. Ja też już nie mam połowy listw przypodłogowych.
      Ale nie przejmuję się tym. Nie irytowałam się większością ich psotnych
      dewastacji. Tylko na skakanie po meblach jestem uczulona, bo nie kupię drugich.
      A reszta po mnie spływa. Nawet mnie nie ruszyło jak następnego dnia po świeżo
      pomalowanej ścianie chlapnęli soczkiem przecierowym. Kiedyś z tego wyrosną. Są i
      tak bardzo odpowiedzialnymi dziećmi. I wpoiłam im jedną zasadę: nie bić się i
      nie kłócić jak są sami. Jak pozostają sami bez rodziców/opiekunów, mają się
      wspierać, trzymać w grupie, pomagać sobie i liczyć na siebie. Zaczęłam im to
      wbijać w makówki po tym jak musiałam zejść z 3-go piętra na dół do kuriera.
      Chłopaki się wtedy pobili coś poważnie.. ale byłam wściekła, bo nie spodziewałam
      się, nie biją się raczej, dlatego ich zostawiłam na te 5 minut ufając im..

      Niemniej wciąż jest ciężko, tak jak właśnie ta orka a ugorze. Pocieszam się
      myślą, że to jakoś prawdopodobnie za rok powinno być już lżej.

      Mimo to, uważam, że i tak mam anioły a nie dzieci.
      • optymist1 Re: orka na ugorze ..... 06.06.10, 21:20
        coś w tym jest, ja moim też wpajam, że nawet jesli w danej chwili czują do
        siebie nienawiść, to sa rodzęństwem i osobami, na które moga liczyc w trunej
        chwili i razem moga więcej ...... i muszę przyznać, że np. w przedszkolu zawsze
        sa za sobą murem, tam sie nie kłócą i nie tłuką (widocznie, potem w domu musza
        odrobic zaległości wink i potrafia się dzielić, np.kilka razy zdarzyło się już,
        że jeden zjadł obiad i dostał jakis drobny deserek a drugi niestety nie zjadł,
        więc nie został (twarde prawo, ale prawo wink ja po chwili patrze a obaj
        przeżuwają bo co się okazało ? ten co dostał podzielił się z bratem big_grin no i nie
        mogłam sie przecież gniewać bo sama ich ucze, że kto się dzieli dwa razy dostaje wink
        • gosiapal Re: orka na ugorze ..... 06.06.10, 22:06
          nie wiem czy powinnam sie dopisac ale ja mam wrazenie , ze
          przedawkowałam w drugą stronę.
          moje dzieci sa zbyt grzeczne, posłuszne, poukładane. Nie biją, nie
          krzyczą, nie wyrywają zabawek. O wszystko proszą i pytają.
          i wydawać by sie mogło ,ze jest ok. niestety nie jest. przez to, ze
          jak ktores cos chce i prosi drugie " prosze, podziel sie zabawką"
          mają problemy w przedszkolu. tam nie ma zmiłuj. rządzi ten kto jest
          silniejszy. dzieci nie reagują na poproszę, za to wyrywają sobie.
          kto jest silniejszy i bardziej niegrzeczny ma więcej. taka smutna
          rzeczywistosc. probowałam juz w domu nawet uczyc jak mają bić ale na
          niewiele sie to zdało.(nie to, ze chce aby dzieci lały kolegów ale
          nie pozwole, by tamci bili moich bezkarnie). nie oddają i koniec.
          powiedzą tylko agresorowi, ze nie wolno bić i ze jest niegrzeczny.
          Pani w przedszkolu zachywcona ,ze tacy grzeczni a ja załamana, ze za
          posłuszni.
          ale to tylko w zyciu przedszkolnym widze problemy (niestety obawiam
          sie ,ze przełozy sie to kiedys na szkołe).
          na codzień to aniołki smile choc czasem jak non stop nawijają i ciągle
          o cos pytają mam dosc to i tak wiem, ze sa grzeczni. szczegolnie jak
          jestesmy na placu zabaw i widze co robią inne dzieci mam ochote
          swoje oprawić w ramki smile.
          dla niewtejemniczonych -moje klony niedługo będą miały 4 lata.
          a w temacie watku dodam, ze nie zawsze było tak słodko. byly proby
          wymuszania płaczem. w domu konczyły sie staniem w kącie i utratą
          przywilejów typu nagroda po obiedzie, na placu zabaw wyeliminowaniem
          z zabawy i siłowym przetrzymywaniu na ławce. kazde złe zachowanie
          zawsze było karane, zawsze było przepraszam i kazde musiało
          powiedziec co zrobiło zle i za co stało w kącie.
          ja nie mam obaw przed samotną wyprawą z dwojka do sklepu do marketu
          czy pojechania na jakąs wycieczkę.
          ale to nie jest tak, ze jestem taka fajna i tak super daje sobie
          zawsze radę.mnie duzo pomagał mąż, ma znacznie wiecej cierpliwosci
          niz ja i bywały dni, ze przez kilka godzin stał z dziecmi w kącie smile
          (dokładnie to odprowadzał ich sprowrotem na miejsce gdy wychodzili a
          nie mieli jeszcze wpojonej zasady pokutowania za złe zachowanie smile )
          tatus codziennie po pracy zabiera dzieci na spacer, on ich kąpie ,
          czyta bajki a ja wtedy nabieram sił do dalszej walki. a jak juz mam
          dosc to zapraszam tesciową, tatus bierze urlop a ja sie urywam choc
          na trzy dni, działa zawsze. po powrocie wrzaski nie robią na mnie
          duzego wrazenia smile
    • 100ania Re: orka na ugorze ..... 09.06.10, 09:52
      jeżeli chodzi o wrzaski w celu wymuszenia lub oprotestowania czegoś, to polecam metodę olewania. U mnie Igor urządza mi takie histerie przynajmniej raz dziennie (wersja light) i zauważyłam, że im mniej poświęcam mu wtedy uwagi, tym szybciej przechodzi. W skrajnych przypadkach zakładam demonstracyjnie wielkie słuchawki na uszy i to zdziwienie na twarzy mojego wściekunka jest po prostu bezcenne.
      • optymist1 Re: orka na ugorze ..... 10.06.10, 07:29
        ha ! muszę sobie chyba sprawic takie słuchawki na uszy big_grin to byłoby "coś" ,
        ale z drugiej strony, jak znam życie od razu trójka małych wscibskich chciałaby
        dostac do rąk toto cudeńko i zaczełaby sie bezpardonowa walka ....
    • zabulin Re: orka na ugorze ..... 09.06.10, 13:20
      optymist.

      Dla mnie jesteś BOHATERKĄ.
      Piszę to szczerze , bez ironii i z zazdrością smile na dodatek.

      Ja mam jedno dziecko i czasem wysiadam.Rzadko, bardzo rzadko, ale
      jednak.
      Wczoraj mialam 1 dzien urlopu i bylam z synem 12 godzin sama.
      Wieczorem byłam styrana jak po orce na ugorze własnie smile Z ulgą
      dziś odpoczywam w pracy smile
      Syna kocham nad życie, ale mój skarbuś ma raz na jakiś czas crazy
      day: od rana do wieczora wkłada palce tam gdzie nie wolno, bierze do
      buzi to, czego nie wolno, nie słucha sie , robi na zlość, musze
      prosić o wszystko tysiąc razy.

      Podziwiam ciebie szczerze i dajesz radę. Jestes super mamą, tylko
      zmęczoną.

      Jak wchodze na to forum, bo mój mąż przed ślubem wieszczył, ze
      będziemy mieć syna, a potem córki bliźniaczki. Jak na razie połowa
      się sprawdzila, syn jest smile
      Więc w razie czego Was podczytuje wink
    • ukomo Re: orka na ugorze ..... 09.06.10, 15:20
      nieczęsto tu ostatnio wchodzę, piszę jeszcze rzadziej ale powiem Wam że naprawdę
      dobrze jest czasami poczytać że inne mamy bliźniacze mają nadal podobne co ja
      problemy; moi też nie święci, też mam czasem wrażenie że to jest ciągła walka z
      humorami, wieczne gadanie, no i właśnie orka na ugorze smile Uff...
    • piegoosek Re: orka na ugorze ..... 11.06.10, 22:55
      kiedy moje mialy mniej wiecej tyle co twoje teraz Optymist, to byly nie do
      wytrzymania!! tez bylo mi okrutnie ciezko, bylam zmeczona i rozdrazniona, wiecej
      na nie krzyczalam, a one chyba z tej mojej zlosci czerpaly energie do dalszych
      szalenstw... kiedy juz bylam tym niezle wkurzona, kiedy kazdy codzienny spacer
      zamiast dawac mi chwile oddechu na dworze, kiedy to dzieci powinny sie ladnie
      bawic na placyku, lub isc z mama za raczke noga przy nodze, lub spokojnie
      przejsc przez sklep bez zbierania wszystkiego z polek! powiedzialam sobie: DOSC!
      zaczelam minimalizowac sytuacje stresowe, aby dac sobie odpoczac smile moze to
      glupio brzmi, ale pomagalo mi to! przestalam chodzic do sklepow, zeby sie nie
      wkurzac, czekalam na meza, zeby wyjsc na szybkie, wieczorne zakupy; postanowilam
      tez, ze zamiast krzyczec na dzieci, bede z nimi wiecej gadac, ze bede sie starac
      nawet jesli bedzie to strasznie trudne, ignorowalam napady histerii, rzucanie
      sie na ziemie, uciekanie na spacerze (po prostu szlam dalej w ustalona strone
      zamiast gonic uciekiniera, az uciekinier sie reflektowal i z krzykiem wracal do
      mamusi lapiac za raczke smile ... i wyobraz sobie, poskutkowalo! dzieci zaczely
      mnie sluchac! najpierw byly zdziwione, pt. "o co chodzi? mama jest jakas dziwna"
      ale sporo sie zmienilo od wtedy! teraz juz dzieci sa o wiele madrzejsze, mozna z
      nimi pogadac i wytlumaczyc! rok temu, to faktycznie wydawalo sie niemozliwe!
      wiec albo zmiana mojego podejscia dala jakies sfekty, albo po prostu wyrosly...
      choc i tak czasami i teraz, kiedy nerwmy mam juz na postronkach i one to widza,
      to czuje, ze to wykorzystuja... sama nie wiem dlaczego to roba w tak perfidny
      sposob? smile ale mam ten komfort, ze jak mam juz totalnie dosc, dzwonie na moje
      "pogotowie" czyt. do mamy i mowie: "przyjedzajcie, potrzebuje chwile odsapnac",
      przyjezdzaja na kilka dni, pomagaja, mama posprzata, ugotuje, nawet zrobi
      zakupy...mam dobrze ze swoimi rodzicami!
      powodzenia!! bo i tak wszystkie mamy cuda nie dzieci smile
      • jakalina Re: orka na ugorze ..... 19.06.10, 14:07
        orka...pewnie, że orka. moje mają blisko 3,5 roku i dalej mam wrażenie, że jest trudno...doszłam ostatnio do wniosku, że to po prostu moje pokłady sił się wyczerpują bo przecież tak naprawdę są już samodzielne (same się ubierają, załatwiają, jedzą) tylko moja cierpliwość jakaś mniejsza.
        w ogóle mam wrażenie, że większość bliźniaków jeset trochę "inna". moje wiecznie mają coś do powiedzenia i to głośnego powiedzenia, wiecznie gonią, ciągną się za ubranie, kłócą, biją i przytulają na zmianę. na bijatyki sprawdza się jedna metoda zwracam uwagę raz, potem drugi za trzeciem rozdzielam (jedno w jednym pokoju, drugie w drugim)włączam budzik na 20 min i dopiero po tym czasie pozwalam na wspólną zabawę.
        ech "pojedyńcze" dzieci są takie spokojne ale głównie dlatego, że sa pojedyńcze (moje jak są osobno też anioły) cha cha
        • domi654 Re: orka na ugorze ..... 20.06.10, 21:13
          Orka na ugorze.... idealnie pasuje do tego jak i ja sie czuje. Mam
          1,5 roczne x2 wink i 3.5 latka. Nic tylko praca-dom-praca . mam
          wrazenie, ze wolnej chwili brak, ciagle cos jest do zrobienia, jak
          nie jeden cos chce to zaraz drugi, a to jeden sie uderzy, a to jeden
          drugiego uderzy, ja jeden do mnie na kolana to zaraz drugi i trzeci,
          a to trzeba posprzatac,a to zakupy a to lekarz itd. na specerze niby
          nie jest tak zle, ale same wiecie jak jest raz jeden ucieka, raz
          drugi a raz wszytskie naraz, ten wlazi nie tam gdzie powinien echhh
          co ja bede wymieniac. ORKA! Codzienna orka
          Moje poklady sil sie koncza, zastanawiam sie czy to nie depresja, a
          moze wahania hormonalne.
          Ja chce choc przez chwile odetchnac, nawet jak pojde sama na zakupy
          to ciagle mi lata po glowie, ze malo mam czasu, ze w domu to trzeba
          zrobic to to i to. "Niech ktos zatrzyma wreszcie swiat , ja
          wysiadam" .
          Ciesz sie, ze poczytalam jak to u was wyglada i ze nie jestem sama.
          • optymist1 Re: orka na ugorze ..... 20.06.10, 22:36
            właśnie ... nawet gdy idę tam, gdzie król chodzi piechotą wink musze zostawić
            drzwi otwarte , prowadzić nasłuch i zastanawiać się czy tym razem ściągną pranie
            na ziemię, a może zrobią dziurę w ścianie nogą plastikowego konika a może tylko
            rozleją sok na podłogę .... ?
            i bywa, że nie usiądę całe popołudnie, bo co chwila coś, a to jeden chce siusiu,
            kiedy pomagam mu w umyciu rąk, drugi wrzuci lalkę trzeciej do kibla, trzecia w
            tyk i rękoczyny, kiedy próbuje wyłowic nieszczęsna lalke i jednoczesnie nie
            dopuścić do rękoczynów, pierwszy juz odwija papier toaletowy albo rozkręca kran
            na maksa, kiedy opanuje juz sytuację i proponuje wyjście na spacer, pierwszy
            chce isc , drugi i trzecia ryczą bo chą sie bawic w domu itd. itd. a pranie w
            pralce czeka, naczyna w zmywarce umyte czekaja na wyjecie, trzeba cos wymyslic
            na podwieczorek ale to oznacza, ze znowu bedę ich musiała zostawić bez nadzoru
            (jak zabiorę ich do kuchni to wszystkie szuflady latają, ścierki do naczyń po
            podłodze sie walaja, piekarnik rozkręcony, zmywarka w ruch itd.) ....
            oszaleć czasem można wink
Inne wątki na temat:
Pełna wersja