Dodaj do ulubionych

przestrzen dla dzieci w ciagu dnia - jak u was?

12.01.08, 09:11
juz pisze o co mi chodzi - jak u was wyglada dzien?

czy dzieci potrafia same sie soba zajac i jesli tak, to gdzie wtedy sa?
jak wy np. w kuchni...
czy zostawiacie je w swoim pokoju?
wytrzymuja bez placzu?
a moze macie kojce czy barierki i tak zastawione dzieci zostawiacie na krotki
czas?

moj maz sprowokowal ten watek, bo uwaza ze dzeci powinny byc wypuszczone i
biegac po calym mieszkaniu na okraglo.

u nas jest tak:
mamy dwa pokoje w tym jeden z otwarta kuchnia. drugi pokoj jest ich - jest tam
barierka.
niestety nie da rady ich choc na chwile zostawic, bo placz i krzyk.

najlepiej sie cuzja w drugim pokoju. ale wtedy gdy chce isc do kuchni, biegna
za mna i wrzaski, ze nie moga wejsc, bo tasm tez jest barierka zamiast drzwi.

czekam na wasze opisy.
Obserwuj wątek
    • gemelas Re: przestrzen dla dzieci w ciagu dnia - jak u wa 12.01.08, 09:28
      A dlaczego np.nie wszadzisz je do fotelika jak jestes w kuchni,dasz im po lyzce
      drewnianej,jakis kubek i niech sie bawia.U mnie to dzialalo.Dzieci lubia sie
      patzec jak gotujemy,mozesz dac tez marchewke obrana i niech sobie gryza.
      • cytrusowa Re: przestrzen dla dzieci w ciagu dnia - jak u wa 12.01.08, 09:31
        to nie tKIE PROSTE; NIE WYTRZYMJAa za dlugo.

        wiesz, mi chodzi ooglnie o to czy zostawiacie male w ciagu dnia czy non stop sa
        przy was i to jezszc eplatajace sie pod nogami.

        no i jak na przyklad idziecie do kibelka - w akompaniamencie placzu czy male sa
        zajete...a moze ida z wami...
        • pracujacamama Re: przestrzen dla dzieci w ciagu dnia - jak u wa 12.01.08, 09:55
          witam u na wygląda to zróżnicowanie.
          W ciagu dnia , jak jestem w pracy z dziewczynkami siedzi moja mama.
          Ona ich nie wypuszcza w "teren". awią się z łóżeczku, przespia sie,
          pochodzi z nimi troszke, wsadzi do krzesełek itp. Ja jak wracam z
          pracy puszczam je na podłogę, chodzą dobie zduż mebli po calym
          mieszkaniu, kuchni oczywiście unikamyh z wiadomych względów. ja jak
          korzystam z łazienki one przychodzą pod drzwi i czekają wink)) hehhee
          jak małe pieski wink)))uwielbiają baraszkować po mieszkaniu.... ja
          jestem zwolenniczką wplnej przestrzeni
          moje nie płaczą jak nie ma kogos w pokoju, potrafia się same
          zabawić.
          Pozdrawiam
    • gemelas Re: przestrzen dla dzieci w ciagu dnia - jak u wa 12.01.08, 09:51
      Nie napisalas w jakim wieku sa,moje maja ponad 2 lata,chodza za mna czesto,chociaz tez sie same zajmuja.Ogladaja bajki,teledyski itp.Ja im pozwalam poruszac sie swobodnie po calym mieszkaniu,mam mieszkanie do tego przystosowane,ze nie musze sie martwic ze cos im sie stanie.Tez mi nieraz nie pozwalaja posiedziec przy komputerze lub posiedziec na fotelu,bo wlaza na mnie oby dwie.Tez czesto potrzebuja mojej czulosci(zawsze oby dwie naraz)i przy tym nie obejdzie sie bitwa o mame i placz.Jak byly male i jak szlam do ubikacji lub pod prysznic to albo pelzaly za mna albo dawalam je do kojca i wtedy sie kopalam spokojnie.
      • blizniaki14 Re: przestrzen dla dzieci w ciagu dnia - jak u wa 12.01.08, 10:09
        My mamy trzy pokoje i kuchnie, maluchy chodzą(raczkują) sobie wszędzie,a
        najbardziej lubią pokój starszego brata i zabawę w berka w koło ogromnego łóżka
        w sypialni. Czasem w kuchni wsadzam ich do krzesełek. W łóżeczkach tylko śpią wink
        nie mam bramek, nie mam kojców... starszy tez nie miał, jakoś przeżyjemy smile
        a z utęsknieniem czekam na wiosnę, kiedy całą ferajnę wypuszczę do ogródka smile
        hehehehe
        • blizniaki14 Re: przestrzen dla dzieci w ciagu dnia - jak u wa 12.01.08, 10:10
          acha a jak idę do kibelka, czasem włażą za mną, czasem czekają za drzwiami,ale
          najczęściej bawią się wtedy same we dwójkę lub z bratem

          czasem najlepiej bawią się same w pokoju, jak nas nie widzą, potrafią wtedy
          30-60 minut się bawić smile
          • grzalka Re: przestrzen dla dzieci w ciagu dnia - jak u wa 12.01.08, 10:14
            moi od początku mieli wolność i chodzili gdzie chcieli, kojec był
            uzywany tylko na działce i bardzo sporadycznie, mieszkanie
            zabezpieczone więc ja nie miałam stresu, że coś się stanie

            do łazienki czasem ze mną tez chodzili wink
      • twixy Re: przestrzen dla dzieci w ciagu dnia - jak u wa 12.01.08, 10:18
        Odkąd dzieci zaczęły chodzić rozłażą się po mieszkaniu same. Ale
        mieszkanie mam przystosowane tzn: żadnych kwiatków, tv i komp w
        zagrodzie z rozłożonego kojca, żadnych szafek i mebli- oprócz stołu
        stół bez obrusa, firanki krótkie, kuchnia (mamy pokój z otwartą
        kuchnią) też zamknięta częścią od kojca- tzw bramką, przedpokój
        czysty- bez stojących wieszaków, półek. Mają zezwolenie na
        urzędowanie w szafie typu komandor ( na własną odpowiedzialność smile-
        spadły z półki ze dwa razy i się nauczyły) i w sypialni w której
        stoją łóżeczka i na podłodze leży nasz materac sypialny- dodam że
        pokój jest na tyle "duży" że nie ma w nich drzwi- mogę być spokojna
        że jedna drugiej nie przytrzaśnie drzwiami. Mogę swobodnie pójść
        umyć głowę, skorzystać z toalety. Niedługo zaczną same wchodzić na
        kanapę i fotele i wtedy będzie problem- trzeba będzie coś wymyśleć.
        U nas krzesełka do karmienia nie zdały egzaminu bo nie chcą w nich
        siedzieć dłużej niż trzydzieści sekund. Na dzień dzisejszy
        mieszkanie "należy" do dzieci.

    • anna_sla Re: przestrzen dla dzieci w ciagu dnia - jak u wa 12.01.08, 10:21
      u nas barierki są jedna w dużym pokoju (taki nasz i gościnny w jednym) i do
      kuchni. Pokoi mamy dwa. Mąż był przeciwny wstawianiu bramki do pokoju, bo uważa,
      że drzwi w zupełności wystarczą, ale.. kiedy chcę iść do kuchni coś robić nie
      widzę co się dzieje z dziećmi!!

      Normalnie dzieci biegają po całym mieszkaniu oprócz kuchni, ale kiedy tata śpi w
      pokoju u dzieci po nocce to mają najczęściej zamkniętą bramkę w drugim pokoju
      albo tylko do kuchni pod warunkiem, że nie stukają w drzwi do taty. Czasem bywa,
      że jest im ciasno w obrębie jednego pokoju wtedy puszczam ich też na przedpokój.
      Ja zawdzięczam moje zdrowie psychiczne tym bramkom, jak mi je mąż zrobił to
      kamień z serca spadł, bo inaczej nic nie mogłam zrobić i musiałam dzieci trzymać
      w jednym pokoju, bo wpadały mi do kuchni i buszowały. Po kilku rozbitych
      słoikach z wrzaskiem zażyczyłam sobie bramek ;P Na samym początku po
      zamontowaniu bramek dzieci płakały na sam widok zamykania ich, ale po 10
      minutach mijało im. Teraz już to dla nich norma i tylko w szczególnych momentach
      płaczą, jak np. kiedy mieli jeden taki dzień (jakiś wyjątkowy), że bili się
      okrutnie i nie mogłam temu zapobiec, więc jednego odgrodziłam bramką od drugiego
      (czyt. jeden w jednym pokoju, drugi w drugim). I to wywołało taki wrzask i
      histerię, że tylko chodziłam od jednego do drugiego i tuliłam uspokajałam i bez
      rezultatów. Patrzyli na siebie i szarpali za bramkę. Kiedy po 20 minutach
      poddałam się i otworzyłam bramkę płacz ustał i już więcej się nie bili smile)

      Dzieci do kuchni mają wejście tylko i wyłącznie na jedzonko, rzadko ale bywa,
      biorę któregoś ze sobą kiedy ja muszę coś pilnie zrobić w kuchni a któryś płacze
      po upadku itd. więc biorę go ze sobą aby tam go uspokoić i najczęściej płacz
      ustępuje niemal natychmiast big_grin
      • cytrusowa Re: przestrzen dla dzieci w ciagu dnia - jak u wa 12.01.08, 10:39
        male moja rok i prawie mc.

        wiecie, ja tez mam przystosowane w miare mieszkanie tylko razcej to sie opiera o
        placz za mna, za kims.

        tradycja juz jest dobieganie do mnie i wlazenie na wyscigi. placz i przepychanki.
        takie cycki mamsad
        • traganek Re: przestrzen dla dzieci w ciagu dnia - jak u wa 12.01.08, 11:35
          Moje odkąd zaczęły się "turlać" po mieszkaniu, potem pełzać,
          raczkować, chodzić zawsze miały do dyspozycji całe mieszkanie.
          Zabezpieczyłam wszystko tak, żeby nic im się nie stało i np ja
          siedziałam w jednym pokoju a one raczkowały po innych pokojach same.
          Jak następowała cisza szłam zobaczyć co robią. Wogóle nie jestem im
          potrzebna do zabawy i nigdy nie byłam. Mogę gotować obiad, sprzątać
          a one robią swoje. Najczęściej się gonią po mieszkaniu albo razem
          wywalają zabawki lub czytają książeczki. Najczęściej Zosia zaczyna
          jakąś zabawę i mogę być pewna, że za chwilę Antoś będzie robił to
          samo. Czasami zdarza się marudzenie i chodzenie za mamą i wtedy
          rzeczywiście ciężko iść nawet do toalety ale zdarza się to rzadko.
        • anna_sla Re: przestrzen dla dzieci w ciagu dnia - jak u wa 12.01.08, 13:26
          no rozumiem, ale moi już nie zawsze płaczą też i za kimś, bywa, że któryś albo
          obaj jękną, ale nie jest już tak jak na początku.
        • grzalka Re: przestrzen dla dzieci w ciagu dnia - jak u wa 12.01.08, 20:27
          cytrusowa napisała:

          > razcej to sie opiera
          > o
          > placz za mna, za kims.
          >
          > tradycja juz jest dobieganie do mnie i wlazenie na wyscigi. placz
          i przepychank
          >

          też tak u nas było, to okres przejściowy, aczkolwiek szalenie
          upierdliwy
    • chrust5 Re: przestrzen dla dzieci w ciagu dnia - jak u wa 12.01.08, 11:50
      Nasi jak wiesz niewiele starsi, z tym, ze nie chodza, tylko raczkuja
      galopem smile. Laza wlasciwie wszedzie i bardzo im to pasuje, jak
      drzwi sa zamkniete, to odpuszczaja, wiec np. pracuje, a niania z
      nimi w drugiej czesci. Mamy dwa duze pokoje i oddzielna kuchnie.
      Kojec (drewniany) sprzyja chyba spokojniejszej i samodzielnej
      zabawie, wiec tam bywaja wsadzani, lubia go. W lozeczkach tylko spia.
      Zazwyczaj nie ma problemu z samodzielna zabawa, najwyzej jest jedno
      lypniecie okiem, czy mama gdzies jest i wracaja do zabawy. Czesto
      wystarcza im moj glos, nawet z daleka.
    • gosiapal Re: przestrzen dla dzieci w ciagu dnia - jak u wa 12.01.08, 13:16
      moje maja poltora roczku i od zawsze mieli do dyspozycji cale
      mieszkanie.
      no prawie cale, bo nasza sypialnia jest zamknieta i tam wchodzic nie
      wolno. nie bardzo jest mozliwosc bezpiecznej zabawy w tym miejscu.
      ja jestem z nimi sama i wszystko jestem w stanie zrobic. gotowanie,
      sprzatanie itp bez problemu.
      tylko do kompa nie moge z nimi usiasc bo kazde chce siedziec na
      komputerze i zwalaja sie nawzajem. takie silne poczucie wlasnosci
      majasmile
      sprzatanie -ogolnie to mam wrazenie ,ze to glupiego robota, ile bym
      nie sprzatala i tak zaraz balagan.
      ostatnio wynioslam wszystki "drobne "zabawki im do pokoju a u nas
      zostawialm te duze typu stoliczek chicco, stolik z krzeselkami,
      krzeselko uczydelko.
      jaka ja bylam zadwolona, byla tak czysto i przejzyscie jak nigdy
      prawie. niestety radosc nie trwala dlugo i po godz prawie caly
      bajzel przyniesli znowu.
      i tak sie zastanawiam co z tego,ze moge wszystko zrobic jak to i tak
      bez sensusmile
      do kibelka czasem zdarza sie ze ida ze mna.
      ale ogolnie moge isc sobie na dluzsza kapiel do wanny. zostawiam
      wtedy otwarte drzwi, zeby slyszec co robia. co jakis czas przybiegna
      sie pokazac, przyniosa zabawke i dalej znikaja.
      ja sie nie przejmuje ,ze ich nie widze. mieszkanie dostosowane, wiec
      nic sie im nie stanie.
      ale najgorsza oczywiscie jest cisza. to znak ,ze broja
      nieprzecietnie. czyli np mama nie zablokowala szafki ze smietnikiem
      i dzieci segreguja smieci.
      u nas nigdy nie bylo kojca, a lozeczka sa tylko i wylacznie do
      spania. nawet jak sie domagaja, zeby w ciagu dnia ich tam wlozyc to
      tego nie robie. to miejsce na sen i odpoczynek a nie zabawe.
    • pszczolaasia nie w temacie... 12.01.08, 14:17
      cze Cytruś..smile) o matkobosko jakie one som do twojego M podobne...czy tylko sie
      tak na tej focie wydaje?wink))
    • ciri_77 U nas dużo przestrzeni.... 12.01.08, 18:15
      W zasadzie dziewczyny (1,5 roku) mają do dyspozycji cały ... dom - jakies
      300metrów. Oczywiście sa pomieszczenia do których nie wolno im wchodzić samemu
      (pokój szwagierki) i te są zamykane na klucz. Obie kuchnie są przestrzeniami
      otwartymi, dziewczyny chętnie wszystkim pomagają - przysuwaja sobie krzesełko i
      patrza co robisz. Sprawnie łażą po schodach w obie strony.
      Jedyną bramke mam do oddzielenia trzech pokoi na górze, które w czasie gdy jest
      z nimi niania, wykorzystują do zabawy (nasza sypialnia, gościnny i ich pokój
      oraz łazienka). Dzięki temu niania ma je pod kontrolą, a gdy idą na spacer ida
      spokojnie za rączkę po schodkach.
      Moje wizyty w kibelku obywaja sie bez płaczu, zostawiam drzi nie zamknieet na
      klamkę, dzięki temu moga zajrzeć co robi mama - aktualnie uczymy sie
      nocniczkowania i lekcje poglądowe bardzo się przydają.
      • gosiareczka Re: U nas tez dużo przestrzeni.... 13.01.08, 12:07
        mnie to się wydaje, ze wszystko zalezy od wieku dzieci, i że jednak
        sa takie fale zachowac które wracają co jakis czas

        moje dzieci mają kilka miejsc gdzie im wchodzić nie wolno (teraz
        mają 1rok i 8 m-cy)
        mieliśmy kojec do 1roku i 3m-cy, ale własciwie był otwarty,
        wchodziły i wychodziły kiedy chciały smile
        mamy razem 280m kw. więc na każdym piętrze sa barierki ochronne, na
        danym piętrze wolno im wszystko i wszedzie.

        Był etap ze nie dało rady iśc nawet do toalety bo był ryk... wtedy
        zabieralam je ze sobą, dawałam kubeczki i łyżeczki do zabawy, a ja
        się kąpalam itp.

        potem byl okres że można było je zostawić w spokoju nawet do 2 godz
        a one same się bawiły.

        teraz jest różnie, czasem bawią się a ja mogę zając się swoimi
        sprawami, a czasem jest tak, że krok w krok łażą za mną do kuchni,
        czy łazienki (łazienkę juz same potrafia otwierać, wiec to dodatkowy
        problem)

        W kuchni nie mam barierki, tylko zabezpieczenia na kuchence,
        wychodze z założenia, ze jak dzieci są głodne to ida i wołają mnie
        że chcą jeść...pić czy cokolwiek innego.

        w Twoim przypadku myśle że to przejściowe, ale spróbuj nawet jak za
        tobą idą dac im cos do zabawy jakis kubek czy coś.... i nawet jak
        cos robisz np. mieszasz w garnkach to cały czas do nich mów... np. o
        Kasiu a zamieszaj teraz, a moze pomożesz Basi zamieszać, a jaki
        kolor ma kubeczek, a co pijemy zawsze z kubeczka? itd, itp.
        One się nauczą że jesteś blisko, co wcale nie oznacza że musisz być
        na odległosc 1 cm wink))
        • justinka2 Re: U nas tez dużo przestrzeni.... 13.01.08, 19:34
          nigdy nie miałam kojca. łóżeczka służyły wyłącznie do spania. od ok. 5 mca życia
          wychwywały się na podłodze smile. do ok. 1,5 roku do dyspozycji mialy swój pokój i
          salon. w korytarzu była barierka zagradzająca wejście do kuchni (kocia miska +
          inne atrakcje) oraz do łazienki i przedpokoju (kocia kuweta, buty itp itd).
          zdarzało się, że stały jak dwa wyjce kiedy ja potrzebowałam wyjść do kuchni
          czyłazienki na dłuższą chwilę, ale rzadko.
          nie było możliwości przypięcia ich w fotelikach czy "zabawienia" czymś w kuchni
          - obie miały i mają nadal wierciołka w tyłkach i non stpo w ruchu muszą być....
          • agiq Re: U nas tez dużo przestrzeni.... 14.01.08, 09:39
            my małe mieszkanie mamy żaden kojec ani inne cuda by się nie
            zmiesciły, biegają wszędzie i jest i tak że są ciągle przy moich
            nogach np. jak zmywam to mi przełażą miedzy nogami, są tez chwile
            (tak do pół godziny)że się zajmą czyms same np. klockami czy
            ksiazeczkami. Generalnie mieszkanie mam przystosowane tak zeby sobei
            krzywdy nie robily ale to bylo dobre w okolicach 11-12 miesiecy,
            teraz maja 15 i poł i mają gdzies zabezpieczenia bo i tak sobie ze
            wszystkim poradzą (u rodziców jak byliśmy po 2 dniach nauczyly się
            otwierac zasuwkę przy barierce na schody). Tak wiec na ogole ktos
            musi na nich patrzec lub liczyc sie z tym ze co jakis czas rozlegnie
            się płacz. W zasadzie najgorszym zagrozeniem są same dla siebi: jak
            jedna otwiera szuflade a druga zamyka to trzeba sie liczyc ze palce
            beda przyciete, jedna chce zamykac drzwi a druga otwierac itp. itd.
            uczą się jak robic różne rzeczy bez narażania drughiej na ból ale
            powoli. A, i Klara gryzie niestety. No i wieczorami jest taka
            godzina ze wyciagaja rece i marudza i chca zeby ich nosic i
            pokazywac wyższe, niedostępne tereny. I niestety sa takie ze wiele
            prób zakazów (naprawde konsekwentnych) spełza na niczym- charakter
            mamusi smile
            • molnarka Re: U nas tez dużo przestrzeni.... 17.01.08, 19:32
              > W zasadzie najgorszym zagrozeniem są same dla siebi: jak
              > jedna otwiera szuflade a druga zamyka to trzeba sie liczyc ze
              > palce beda przyciete, jedna chce zamykac drzwi a druga otwierac

              Ucz, ze takimi (niebezpiecznymi) rzeczami albo nie wolno im się w
              ogóle bawić albo mogą się bawic pojedyńczo.
              Da się wink


              > A, i Klara gryzie niestety.

              A co z tym robisz?


              > I niestety sa takie ze wiele prób zakazów (naprawde
              > konsekwentnych) spełza na niczym- charakter mamusi smile

              Znaczy ujmijmy sprawę jasno ... bardzo słaby ten charakter mamusi
              skoro dwoje małych dzieci go łamie.

              Pozdrawiam
              MOLNARka


            • anna_sla agiq 18.01.08, 21:56
              > W zasadzie najgorszym zagrozeniem są same dla siebi: jak
              > jedna otwiera szuflade a druga zamyka to trzeba sie liczyc ze palce
              > beda przyciete, jedna chce zamykac drzwi a druga otwierac itp. itd.

              I wiesz co? Ja tu dziękowałam zawsze Bogu, że moi mają zupełnie różne
              "zainteresowania" smile czyli jeden zawsze biegł do szuflad (Krzyś) a Bartek do
              szafek otwieranych więc nie robili sobie nawzajem szkody. Teraz bywa różnie, bo
              czasem jest tak, że robią coś razem, ale na ogół to to drugie dosiada się po
              czasie do otwartej już szuflady czy szafki i zajmują się raczej opróżnianiem jej
              niż zamykaniem ;P A z drzwiami to raczej rzadko mają zderzenie, bo Bartek raczej
              zawsze zamyka, a Krzyś tak pół na pół, czasem zamyka razem z Bartkiem a czasem
              próbuje otwierać, ale na pewno nauczył się uników jak nie zostać przyciśniętym
              czy przewróconym przez Bartka (chyba właśnie przez tą jego przewidywalność),
              które sprawdza się na 99% smile)) Pozdrawiam smile)
    • bartosowa Re: przestrzen dla dzieci w ciagu dnia - jak u wa 16.01.08, 21:17
      Próbuję sobie przypomniec jak to u mnie wyglądało, kiedy dziewczynki
      miały roczek i dochodze do wniosku, ze jednak zawsze miałam je na
      oku. U nas też sa dwa pokoje, jeden nasz, drugi dziewczynek. Bawiłam
      się z nimi albo w jednym albow drugim pokoju, w kuchni gotowąłam
      kiedy dziewcyznki spały. Kiedy chciałam miec chwilę spokoju dawłam
      je do łóżeczek z zabawkami i chwilę potrafiły się tam zając (akurat
      na wizytę w kibelkusmile). Czasami siedziały też w krzesełkach i
      bębniły łyżeczkami w garnki, to je zajmowało na dłużej. Płacz i
      krzyk się też zdarzał, ale jak mówili Pawlaki i Kargule do dziecka:
      płacz, płacz, na zdrowiesmile))
      • shemsi1 ja mam idento jak pracujacamama 17.01.08, 10:28
        obecnie 2 w chodzikach, jedna raczkuje ogladaja bajke z synkiem smile
        kuchnia zastawiona, do ubikacji zakaz.
        tez potrafia sie same zabawic, pod warunkiem ze nie sa głodne czy nie maja
        kupska w pampku, czy tez spiace.
        ale ruchu mam z nimi co niemiara, nie powiem.
    • molnarka Re: przestrzen dla dzieci w ciagu dnia - jak u wa 17.01.08, 19:21
      Nigdy nie miałam żadnych kojców czy barierek.
      Dzieci zawsze chodziły gdzie chciały i jakoś nie sprawiało mi to
      większej trudności.
      A trzeba dodać, ze pracowałam w domu więc były momenty, ze
      rozmawiała z kimś przez telefon (i nie były to ploteczki) a dzieci
      sobie obok baraszkowały. I traciłam je z oczu na długie minuty ...

      Kuchni tez nie miałam w żaden sposób zabezpieczoonej (a jest
      otwarta na pokój). I nigdy mi nic nie zepsuły ani sobie nic nie
      zrobiły. Pokazałam tylko, ze to jest gorące i finito.

      Jak szłam dod łazienki to zawsze zamykłam drzwi i z rozmysłem ich
      nie wpuszczałam. Ewentualnie jak popłakiwały pod drzwiami to do
      nich mówiłam.

      Przystosowałam dom do tego by im się większe krzywda nie stała
      (czyli przestawiłam barek alkoholowy z niskiej półki na wysoka i
      usunęłam szklany stolik). Reszta bez zmian wink

      Nie wyobrażam sobie zamknięć ... bo i po co?
      Lepiej je nauczyc czego nie wolno dotykac niż drżeć co się stanie
      jak zapomnimy zamknąc barierkę.

      Pozdrawiam
      MOLNARka
      • anna_sla Re: przestrzen dla dzieci w ciagu dnia - jak u wa 17.01.08, 23:02
        już nie wiem czy to Ty jesteś z kosmosu czy Twoje dzieci wink ale zaczynam nie
        wierzyć w to co piszesz..
        • grzalka Re: przestrzen dla dzieci w ciagu dnia - jak u wa 18.01.08, 13:06
          nie, to nie jest kwestia kosmosu, po prostu człowiek mysli, że jego
          dzieci są takie jak wszystkie inne- ja też byłam bardzo pewna siebie
          jeśli chodzi o wychowanie i takie tam jak miałam jedno dziecko

          dopiero potem się okazało, że to moje dziecko jest współpracujące,
          kompromisowe i w gruncie rzeczy niekłopotliwe, a nie, że ja jestem
          taka wspaniała jako matka

          też nie miałam wtedy żadnych zabezpieczeń i też nie było żadnych
          ograniczeń, a dziecku dało się wytłumaczyć czego nie wolno (nie żeby
          było spokojne, wręcz przeciwnie, bardzo aktywne)

          a potem urodził się Antoni i wszystkie wypracowane metody wzięły w
          łeb smile
          • anna_sla Re: przestrzen dla dzieci w ciagu dnia - jak u wa 18.01.08, 21:47
            wiesz moja córcia też nie była problemowa tylko ugodowa i wiedziała co znaczy
            nie wolno, ale.. po trzecim-piątym razie powtarzanym każdego dnia. Wiele rzeczy
            ją nie interesowało typu wspinaczki, kable, gniazdka elektryczne dlatego i ja
            nie miałam żadnych zabezpieczeń. Miałam tylko narożniki na ławie, bo kanty
            ostre, a ona długo słabo chodziła i rozbijała się po kantach.. Jest mi ciężko
            uwierzyć, że ktoś może mieć dwójkę dzieci w jednym wieku takich grzecznych i
            nieproblemowych i nie działa wśród nich "system fali". Gdybym ja nie miała
            Bartka to też miałabym dwójkę niewiarygodnie grzecznych dzieci, ale to Bartek
            zaburza niejako to. Krzyś bierze przykład z rodzeństwa, więc kiedy Magdunia jest
            pokorna to i Krzysio też, no ale to inne zjawisko, bo to dzieci różnego wieku.
            Bartek zaś to indywidualista i nie bierze z nikogo przykładu (tylko w drobnych
            kwestiach małpuje), jest buntownikiem ma bardzo silną osobowość dlatego podatny
            na wpływy Krzyś naśladuje i jego.. Drobny przykład: póki Bartek spał to Krzyś
            zawieszał razem ze mną i Magdą bombki na choince i to dość długo i nie przyszło
            mu do głowy aby je zrywać.. dopóki nie wstał Bartek i wtedy posypały się bombki
            do połowy wielkiej choinki.. Być może mało wiem o dzieciach jeszcze i sposobach
            wychowania, ale nie wierzę, że można mieć takie grzeczne równolatki, w takiej
            sytuacji sądzę, że skoro tak jest to znaczy, że dominuje matka i dzieci
            najzwyczajniej w znacznym stopniu się jej boją dlatego czują taki respekt. A po
            tylu takich ostrych i przemądrzałych wypowiedziach molnarki nie zdziwiłabym się
            wcale gdyby tak było, bo mi tu pachnie tresurą a nie wychowaniem..
            • grzalka Re: przestrzen dla dzieci w ciagu dnia - jak u wa 18.01.08, 21:56
              no, ale zobacz, Ty też odnosisz to do swojej sytuacji

              ja mam jednego łobuza do kwadratu, ale on wcale tego drugiego jakoś
              wybitnie nie nakręca, często się zdarza, że Alek bawi się zupełnie
              normalnie, a Antoś spuszczony na chwilę z oka ma dzikie pomysły-
              Antek to w ogóle dziecko, dla którego "nie wolno" oznacza "trzeba
              poczekac aż nikt nie będzie patrzył"

              a dwójka dzieci ugodowych jest jak najbardziej prawdopodobna, w
              końca ja mam dwoje ugodowych na trojewink
              • anna_sla Re: przestrzen dla dzieci w ciagu dnia - jak u wa 18.01.08, 22:12
                no odnoszę do swojej bo mało znam aż tak blisko inne bliźnięta, ale ze
                wszystkich które znam nie było pary ugodowych dzieci, rozumiesz? Bo rozumiem, że
                można mieć dużo ugodowych dzieci, np. 4-ke na 5-tkę ;P ale w sytuacji kiedy są
                różnego wieku, wtedy możliwe, że to zjawisko wzorowania się młodszego na
                starszym, wobec którego czuć może większy respekt niż od równoletniego
                rodzeństwa. I u mnie właśnie Bartek absolutnie nie bierze przykładu z Krzyśka (i
                tak samo było u innych znanych mi par bliźniąt) ani też ze starszej siostry,
                ponieważ oni mają słabszą osobowość od niego a w naszej czeladce najsilniejszą
                osobowością jestem ja, a ze mną niestety zbyt różnie bywa i bywa, że nie nadaję
                się na dobry wzorzec..
                • grzalka Re: przestrzen dla dzieci w ciagu dnia - jak u wa 18.01.08, 22:42
                  a ja znam ugodowe bliźnięta, a skoro znam to znaczy, że istnieją wink
                  myślę, że bliźniaczość nie wpływa na kompromisowość dziecka
                  • anna_sla Re: przestrzen dla dzieci w ciagu dnia - jak u wa 18.01.08, 23:41
                    może i istnieją, ja się z takimi nie spotkałam (a mało spotkałam smile) i ogólnie z
                    wszelkich opisów koleżanek na tym forum widzę, że ugodowe bliźniaki (małe
                    dzieci, co wpychają wszędzie paluszki i na słowo "nie wolno" i tak tykają) to
                    zjawisko wręcz abstrakcyjne. Może słabo czytałam wszelkie wypowiedzi, ale jak do
                    tej pory to tylko molnarce takie się trafiły no i Ty teraz piszesz o drugiej
                    takiej parce smile dlatego też powątpiewam w faktyczne takie charaktery dzieci i
                    stawiam raczej na jakiś poziom strachu przed mamą..
                    • cytrusowa ze sie wtrace 19.01.08, 09:18
                      a jakie to sa ugodowe bliznieta?

                      moje raczej robia to samo, jedna druga nasladuje, papuguja po sobie....
                      • grzalka Re: ze sie wtrace 19.01.08, 13:01
                        cytrusowa napisała:

                        > a jakie to sa ugodowe bliznieta?
                        >
                        no, to jest pojęcie względne, ale dla mnie to nie są dzieci, o
                        ktorych pisze Anna-sla- czyli takie, ktore reagują na słowo nie
                        wolno i robia co im się każe

                        tylko takie, które respektują postawione granice (a stawianie granic
                        nie jest procesem lekkim łatwym i przyjemnym) a nie zajmują się ich
                        nieustannym torpedowaniem

                        nie wiem, czy się rozumiemy, nie chodzi mi o tzw "grzeczne" dzieci,
                        tylko o dzieci z którymi możliwa jest współpraca (z zastrzeżeniem,
                        ze ta wspólpraca nie wyczeruje wszystkich sił dorosłych, bo w sumie
                        z każdym dzieckiem możliwa jest wspólpraca, tylko z niektórymi jak
                        wyżej)
                        • anna_sla no mnie o takie same chodzi :)) 19.01.08, 13:35
                          tylko barwnie o nich napisałam smile) Ugodowe to, jak napisałaś, takie co nie
                          torpedują nieustannie postawionych granic
            • molnarka Re: przestrzen dla dzieci w ciagu dnia - jak u wa 19.01.08, 22:55
              Na wstępnie - nie musisz mi wierzyć.
              Tylko zastanów się w jakim celu miałabym pisac nieprawdę ... smile

              > Jest mi ciężko
              > uwierzyć, że ktoś może mieć dwójkę dzieci w jednym wieku
              > takich grzecznych i nieproblemowych

              Nie wiem co to dla Ciebie oznacza.
              Moje dzieci tez mają fochy i humory, też są niegrzeczne itd ale ja
              działam zawsze wedle konsekwentnie ustalonych reguł ... i to daje
              efekty.

              Nie twierdzę, ze powiedziałam raz i koniec.
              Mówiłam czasem milion razy ... ale ja osobiście nie uważałam tego
              za problem i wolałam móić (czyli uczyć dzieci) niż np. zastawić
              kojcem.


              > i nie działa wśród nich "system fali".

              Nie wiem co przez to rozumiesz ...


              > dopóki nie wstał Bartek i wtedy posypały się bombki
              > do połowy wielkiej choinki.

              Możesz to rozwinąć?
              Znaczy co zrobił Bartek, co inne dzieci i co Ty zrobiłaś?

              Bo Ja mam wyobrażenie co ja bym zrobiła wink

              > A po
              > tylu takich ostrych i przemądrzałych wypowiedziach molnarki nie
              > zdziwiłabym się
              > wcale gdyby tak było, bo mi tu pachnie tresurą a nie wychowaniem..

              Moje dzieci po prostu znaja granice i konsekwencje ...
              To nie ma nic wspólnego z tresurą. To logika.

              Zresztą myśl sobie co chcesz ... ja nie mam problemu z
              wychowywaniem dzieci wink

              Pozdrawiam
              MOLNARka

              P.S. Śmieszne jest dla mnie to, ze o 'wychodzących poza normy
              zachowania' dzieciach pisza matki, które sobie z dziećmi nie radzą.
              Te co sobie radzą - jakoś zawsze mają 'normalne' dzieci.
              Nie widzicie w tym paradoksu ? wink)))
              • vercueil Re: przestrzen dla dzieci w ciagu dnia - jak u wa 19.01.08, 23:21
                Cytrus, moje rano maja poltorej godziny dla siebie. Sa w swoim
                pokoju i sie bawia. Nie planowalam tego, ale sytuacja tak to
                ustawila, ze nawet nie wiem kiedy stalo sie to czescia dnia. Po
                porannym mleku zmieniam je, ubieram i bawia sie przez godzine do
                poltorej.
                Mam w domu bramke przy schodach, lazienka jest off limits, ale
                ogolnie nie ma wiekszych ograniczen.
              • anna_sla Re: przestrzen dla dzieci w ciagu dnia - jak u wa 20.01.08, 13:15
                > P.S. Śmieszne jest dla mnie to, ze o 'wychodzących poza normy
                > zachowania' dzieciach pisza matki, które sobie z dziećmi nie radzą.
                > Te co sobie radzą - jakoś zawsze mają 'normalne' dzieci.
                > Nie widzicie w tym paradoksu ? wink)))

                No widzisz, ja sobie radzę ze swoimi dziećmi, pomimo temperamentu Bartka, chyba
                nie uważasz inaczej? Pewnie uważasz stąd ten sarkazm. Tak, że wiedz, że radzę
                sobie, a bramki mi w tym pomagają po prostu. Kojców używałam sporadycznie, bo i
                tak nie mam w domu miejsca na kojce, ale na pewno nie po to aby się w nich
                bawiły, no chyba, że w kuchni jak lepiłam pierogi z córą..

                > > i nie działa wśród nich "system fali".
                >
                > Nie wiem co przez to rozumiesz ...

                System fali to wtedy kiedy w danej grupie ściśle ze sobą przebywającej dzieci
                czasem bądź często robią coś co normalnie nie przyszłoby im do głowy a pomysł
                wywodzi się od jednostki bardziej odważnej w grupie często przewodzącej czy
                wręcz chojraczącej. To tak jak mężczyźni często w niektórych środowiskach mówiąc
                o swoich żonach opowiadają, żartują, że oni to panowie w domach, a żona
                ustawiana jest po kątach a w rzeczywistości w ich domach ich rola kończy się na
                "tak jest kochanie, masz rację" (no może zbyt jaskrawie, ale..)

                > > dopóki nie wstał Bartek i wtedy posypały się bombki
                > > do połowy wielkiej choinki.
                >
                > Możesz to rozwinąć?
                > Znaczy co zrobił Bartek, co inne dzieci i co Ty zrobiłaś?

                to znaczy, że wstał, spróbował powiesić jedną bombkę ale mu nie wyszło i chciał
                dać sobie wytłumaczyć, pokazać jak to się robi, ani próbować dalej i po prostu
                zaczął ściągać i rzucać o podłogę jak piłeczki, on uwielbia piłeczki rzuca nimi,
                biega za nimi i woła "bi bi". Dlatego bombki potraktował tak samo, z jednej
                strony taka rozwałka jest dla niego sposobem rozładowania emocji i frustracji,
                których negatywne pokłady bardzo szybko rosną do rangi tragedii. Z drugiej
                strony te bombki mu się bardzo podobały i fajniejsze było rzucanie nimi jak
                piłeczkami niż patrzenie na nich. Krzyś momentalnie podążył za nim i tez uznał
                to za dobrą zabawę, a Magda dołączyła do zabawy po kilku dniach... Co ja
                zrobiłam? Wielokrotnie powtarzałam nie wolno, dlaczego nie wolno, łapałam go za
                rękę, odwracałam jego uwagę.. A po dwóch tygodniach zastosowaliśmy pudełko kary,
                tam trafiały ściągnięte łupy i nie wracały na choinkę, nauczkę niestety
                zrozumiała tylko córka, która próbowała podobnych metod do mnie... A co ty byś
                zrobiła?

                > Nie twierdzę, ze powiedziałam raz i koniec.
                > Mówiłam czasem milion razy ... ale ja osobiście nie uważałam tego
                > za problem i wolałam móić (czyli uczyć dzieci) niż np. zastawić
                > kojcem.

                No właśnie ja też mówię, uczę i moje dzieci wiedzą czego nie wolno, dlatego dla
                Bartka tym bardziej staje się to ciekawsze i ze zdwojoną siłą je forsuje.
                Niemniej bywa, że niektóre granice, których złamanie grozi uszczerbkiem na
                zdrowiu czy życiu już nie łamią i to wcale nie po milionach powtórzeń, że nie
                wolno, np. ruszanie lampek na choince i włączanie ich wtyczką do gniazdka lub
                wyłączanie urządzeń bezpośrednio z gniazdka czy wpychanie tam palców. Natomiast
                kurki od kuchenki wciąż jeszcze bywają ciekawe czy wchodzenie na parapet (bo
                widoki fajne) i w sytuacji jak ten parapet wolę nie powtarzać milion razy aby
                przekonać się, że przy setnym wylecą mi z 3-go piętra i wolę uniemożliwić im
                dostanie się tam..

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka